Hokej Podcasty
[RELACJA] GieKSa w półfinale po rzutach karnych!
6 marca hokeiści GKS-u Katowice wrócili do Oświęcimia na szósty mecz ćwierćfinału fazy play-off. W przypadku zwycięstwa GieKSa zameldowałaby się w półfinale, a Unia musiała walczyć o przedłużenie serii do siedmiu meczów. Spotkanie rozpoczęło się o 18:00.
Pierwsze strzały w kierunku bramki rywala posłali gospodarze – groźnie uderzał chociażby Brule, a GieKSa odpowiedziała szybką akcją Nahunki zakończoną kąśliwym pociągnięciem z nadgarstka. Obie drużyny szukały swoich szans w dobitkach i trąceniach wrzucanych krążków z dystans. W 7. minucie na ławkę kar za opóźnianie gry trafił Luza. GieKSa długo rozgrywała krążek, ale nie umiała sobie wypracować okazji do strzału. W 10. minucie Wanat przeciął podanie w tercji ofensywnej i miał tyle czasu przed bramką Saundersa, że aż nie wiedział co zrobić i zdecydował się na proste uderzenie z klepy. Tradycyjnie Unici dłużej utrzymywali się przy krążku, ale nie sprawiali większych problemów Simbochowi. Dobrą pozycję do strzału wypracował sobie Pasiut, lecz uderzył prosto w bramkarza, którego po chwili strzałem zza zakrystii spróbował zaskoczyć także Stepanov. Inteligentnie przeciętym podaniem popisał się także Fraszko, ale już jego dogranie do Pasiuta także zostało przejęte. W ostaniej minucie tercji Fraszko stracił krążek i rywale ruszyli z kontrą zakończoną niecelnym strzałem Orekhina. Po 20 minutach niemal tradycyjnie mieliśmy 0:0.
Już w pierwszej minucie drugiej tercji GieKSa miała świetną okazję do objęcia prowadzenia. Marttinen wypuścił Kuronena sam na sam, jego uderzenie odbił do boku parkanem Saunders, tam znalazł się ten, który tę akcję zapoczątkował, ale jego strzał na pustą bramkę został ofiarnie zablokowany przez obrońcę. Niezłą akcję przeprowadzili także Wanat ze Starzyńskim, ale krążek minimalnie minął łopatkę kija. W 29. minucie znów o groźny strzał pokusił się Kuronen, ale to wciąż było za mało na Saundersa. W 34. minucie najpierw podanie od Nahunki nieco zaskoczyło Adamusa stojącego wprost przed bramką, a w następnej akcji Paszek ładnie rozegrał z Dominikiem krążek, drugi z nich oddał zbyt mało precyzyjny strzał, a na koniec został staranowany przez rywala. Choć ta rywalizacja przyzwyczaiła nas do tego, że to Unia jest dłużej przy krążku i więcej strzela, tym razem przewaga optyczna zdecydowanie należała do GieKSy. Nie przekładało się to jednak na bramki, a co więcej w 36. minucie to gospodarze objęli prowadzenie. Z błędu Wajdy skorzystał Gilbert Brule, który w sytuacji sam na sam umieścił krążek w okienku bramki Simbocha. Mogliśmy szybko wyrównać, bo Starzyński obił słupek. Chwilę później został sfaulowany przez Pretnara. Pasiut obił słupek, ale krążek trafił na łopatkę Stepanova, który nie miał innego wyboru, niż doprowadzić do wyrównania. Przed ostatnią tercją mieliśmy wciąż remis, choć już nie 0:0, a 1:1.
Trzecia tercja rozpoczęła się od faulu Franssili po 19 sekundach gry. Ofiarna postawa naszej formacji do bronienia osłabień pomogła utrzymać rezultat remisowy. Wyraźnie było widać, że obu drużynom zależy na zdobyciu bramki tak samo, jak i na niestraceniu jej. Postraszyć Saundersa strzałem z pierwszego krążka postanowił Marttinen. Sporo zamieszania w tercji Unii stwarzał nasz pierwszy atak. W 54. minucie Fraszko uciekł wszystkim obrońcom gospodarzy już w tercji neutralnej, ale nie był w świetle bramki i musiał szukać podania. Znalazł Stepanova, który nie trafił do pustej bramki. W przedostatniej minucie spotkania Fraszko znalazł się sam przed bramkarzem dzięki sprytnemu podaniu od bandy, celował przy długim słupku, ale Saunders miał tam odbijaczkę. Jeszcze w ostatnich sekundach groźnie uderzał Michalski, choć ze zbyt ostrego kąta. Drugi raz z rzędu do rozstrzygnięcia losów meczu i być może całej serii potrzebna była dogrywka.
Pierwsze minuty dogrywki to minimalna przewaga GieKSy, choć bez okazji bramkowych. Katowiczanom znacznie łatwiej przychodziło wymienianie podań w tercji ofensywnej w poszukiwaniu szansy na oddanie groźnego strzału. Unia postawiła na prostsze środki i liczyła na dobitki lub błąd bramkarza. W 7. minucie dogrywki groźnie na bramkę Simbocha najeżdżał Orekhin. W 11. minucie obrońca w ostatniej chwili zablokował Franssilę, który mógł dobić krążek po zablokowanym strzale Marttinena. Minutę później dobrą pozycję miał Brule, jednak uderzył bardzo nieczysto. Na ostatnie minuty dogrywki to Unia zaczęła być konkretniejsza w swoich atakach. Wszystko wskazywało na to, że dogrywka także nie przyniesie rozstrzygnięcia, aż nagle w ostatniej minucie najpierw sytuacji 2 na 1 nie wykorzystali gospodarze, a następnie z taką samą akcją ruszyła GieKSa, ale strzał Fraszki był za słaby. Ostatecznie w ,,czwartej tercji” nie padła żadna bramka i koniecznie były rzuty karne.
Pierwszy najazd wykonał Alexei Trandin. Próbował zmieścić krążek pod Simbochem, ale ten w porę domknął parkany. Jako pierwszy z GieKSy na tafli pojawił się Rohtla. Fin nie mógł zaliczyć tej próby do udanych. W drugiej rundzie Glenn wyprowadził Unię na prowadzenie. Fraszko nie zdołał skutecznie odpowiedzieć. Brule trafił z nadgarstka prosto w parkan Simbocha. Stepanov ,,zaczarował” Saundersa i doprowadził do wyrównania. Simboch z łatwością zatrzymał Orekhina, a prowadzenie GieKSie precyzyjnym strzałem od słupka dał Pasiut. W piątej rundzie nasz bramkarz zatrzymał Teddy’ego Da Costę i dał GieKSie awans do półfinału!
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice (0:0, 1:1, 0:0, 0:0 d., 1:2 k.)
1:0 Gilbert Brule 35:57
1:1 Andrei Stepanov (Grzegorz Pasiut, Bartosz Fraszko) 38:48 5/4
1:2 Grzegorz Pasiut – decydujący rzut karny
Re-Plast Unia Oświęcim: Saunders (Lipiński) – Pretnar, Swindlehurst, Kalan, Kowalówka, Koblar – Glenn, Luza, Sherbatov, McKenzie, Brule – Bezuska, Zatko, Garshin, Da Costa, Orekhin – Noworyta P., Noworyta M., Trandin, Krzemień, Przygodzki.
GKS Katowice: Simboch (Miarka) – Kruczek, Wajda, Fraszko, Pasiut, Stepanov – Marttinen, Franssila, Kuronen, Rohtla, Kubalik – Lyamin, Krawczyk, Michalski, Starzyński, Wanat – Andersons, Zieliński, Nahunko, Paszek, Adamus
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Kato
6 marca 2021 at 21:22
BRAWO! Jesteśmy w półfinałach!
BRAWO DRUŻYNA! Ciężko wywalczone!
maks
6 marca 2021 at 21:28
Wielki szacun za walkę do końca, nie to co te wyżelowane sprzedajne cioty …
Kris
7 marca 2021 at 00:18
Brawo Panowie! Nie było łatwo ale pokazaliście wielki charakter. Półfinał będzie ciężki ale dacie radę.
Robson
7 marca 2021 at 00:51
Szacun Panowie za taką postawę od pierwszego 0:8 do 4:2 w rywalizacji.
Brawo brawo brawo to jest GieKSiarski charakter!
Gieksiorz
7 marca 2021 at 04:35
Gratulacje Panowie, to jest charakter,te pizdy piłkarskie sprzedawczyki niech się patrzą i uczą, piłkarskie cioty, sprzedawczyki bez honoru ile u buka żeście wzięli?!
Tom
7 marca 2021 at 07:30
To jest prawdziwa Gieksa, tak naprawdę tylko hokej nam został z prawdziwej Gieksy.
Do póki walczysz – jesteś zwycięzcą !!!
Irishman
7 marca 2021 at 09:04
@Maks, podejrzewam, że kilkanaście dni temu mówiłeś to samo o hokeistach po tym 0-8? 😉
BRAWO PANOWIE!!!