Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 8. kolejki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

1. liga nie zwalnia tempa. Za nami już 8. kolejek, a za 3 dni rozpocznie się 9-ta. Wiemy doskonale, że w naszym kraju zima jest długa i ostra, a często atakuje już w listopadzie. Dlatego rundę trzeba rozegrać do grudnia, aby nie męczyć się na ośnieżonych i zmrożonych płytach. Co nowego wiemy po tej serii gier? Wiemy, że Adrian Napierała jest pierwszym w tym sezonie piłkarzem, który strzelił gola Flocie. Marne to jednak dla nas pocieszenie skoro GieKSa, znów przegrywa. Mieliśmy wielkie nadzieje na niespodzianki, i tych nie zabrakło w Grudziądzu, Jaworznie czy Bydgoszczy. Szkoda , że nie w Świnoujściu, gdzie podopieczni – Dominika Nowaka wygrali 14 spotkanie z rzędu! Zasłużone dla polskiej piłki kluby – GKS Katowice, ŁKS Łódź i Polonia Bytom wciąż znajdują się pod kreską i do końca sezonu będą walczyć o pozostanie na zapleczu ekstraklasy. To smutne informacje. Natomiast w czubie tabeli kluby bez historii i kibiców jak Flota, Kolejarz, Nieciecza. Słów kilka o frekwencji. Mecze w Łęcznej, Jaworznie, Stróżach i Niecieczy obejrzało w sumie 1350 widzów…

Bogdanka Łęczna – Warta Poznań 3:1

Trwa dobra passa zespołu prowadzonego, przez – Piotra Rzepkę. Zespół Bogdanki pewnie pokonał przed własną publicznością, solidną przecież poznańską Wartę. Gospodarze stracili gola dopiero w doliczonym czasie gry, a więc ich zwycięstwo ani przez chwilę nie było zagrożone, mimo ambitnej, lecz nieskutecznej postawy gości. W 20. minucie meczu, Łęczna po raz pierwszy naprawdę zagroziła bramce przyjezdnych, pierwszy gol padł jednak 7. minut później, a strzelcem okazał się – Tomasz Midzierski. Warta chciała szybko odpowiedzieć, chybił jednak – Piotr Giel i to dwukrotnie w przeciągu kilku minut. Wyrównana pierwsza odsłona gry, zakończyła się skromnym prowadzeniem gospodarzy. Druga połówka zaczęła się wybornie dla Bogdanki, bowiem w 50. minucie spotkania, arbiter słusznie wskazał na jedenasty metr, kiedy – Pawłowski ewidentnie skosił – Szałachowskiego. Pewnym egzekutorem, okazał się – Veljko Nikitović. W 64. poprzeczka uratowała gospodarzy po strzale – Magdziarza, piłka zdaniem arbitra nie przekroczyła linii bramkowej. Do końca spotkania, nieliczna, bo około 600 osobowa publika, nie miała prawa się nudzić. W 68. minucie bardzo groźnie strzelał na bramkę – Szałachowski, minutę później odpowiedź gości i fatalne pudło – Bartoszaka. W 74. minucie na bramkę – Radlińskiego ruszyło, aż trzech piłkarzy gospodarzy, jednak piłkę zabrał im, jedyny w tym towarzystwie obrońca Warty. 4. minuty później, szansa dla gości, fatalny błąd swoich kolegów z defensywy naprawił jednak – Hermann. 80. minuta meczu i kolejna szansa dla zawodników trenera – Owczarka, obrońca gospodarzy w ostatniej chwili blokuje strzał – Artura Marciniaka. W 83. minucie aktywny – Sebastian Szałachowski posyła piłkę między nogami – Radlińskiego i na tablicy wyników widniał rezultat 3:0. Warta pokazywała wciąż wielką ambicję i oto w 88. minucie najpierw strzał – Ngamayamy, a następnie – Pawłowskiego z linii bramkowej wybija – Sołdecki. Ambicja „Warciarzy”, została jednak nagrodzona bramką honorową, a jej autorem – Grzegorz Bartczak, który wykorzystał rzut karny. Chwilę wcześniej gospodarze trzeci raz wybijali piłkę z linii… Widzów: 600

GKS Tychy – Miedź Legnica 1:0

Duża niespodzianka na stadionie w Jaworznie, gdzie GKS rozgrywa swoje mecze. Tyszanie odnieśli 3. zwycięstwo z rzędu, a znów nie pokazali nic wielkiego. Od początku do końca na boisku przeważali goście, którzy jednak nijak nie potrafili golem udokumentować, swojej przewagi. Pierwsze 45. minut spotkania, to wręcz miażdżąca przewaga gości. Po zmianie stron, gospodarze trochę bardziej aktywnie, nie dali się już tak bardzo stłamsić „Miedziance”. Jednak wciąż, to goście przeważali. Kluczowa dla losów widowiska okazała się 65. minuta. Z kontrą wyszli gospodarze, a w polu karnym – Woźniczka fauluje – Wawocznego, do „elwra” podszedł – Rocki i było 1:0. Zastanawiające jest, dlaczego arbiter nie dał – Woźniczce żółtej kartki, za ewidentny faul, żółtko oznaczałoby wówczas wyrzucenie piłkarza Miedzi z boiska. Brawa dla podopiecznych – Piotra Mandrysza, że już do końca potrafili skutecznie bronić cennych 3. punktów. Widzów: 150

Kolejarz Stróże – ŁKS Łódź 2:1

Szybkie tempo narzucili piłkarze obu zespołów od pierwszej minuty spotkania, wówczas to, bowiem, Janusz Wolański powinien wyprowadzić gospodarzy na błyskawiczne prowadzenie. Ostatecznie skończyło się tylko rzutem rożnym. W 16. minucie spotkania prowadzenie objął niespodziewanie ŁKS, precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się – Paweł Kaczmarek. Radość łodzian trwała zaledwie 120. sekund, wówczas – Markowski głową doprowadził do wyrównania, skutecznie wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie z rzutu wolnego. Do przerwy remis, który doskonale odzwierciedlał, boiskowe wydarzenia. Ulewny deszcz utrudniał grę, na tej i tak trudnej murawie. Zwycięską bramkę dla drużyny prowadzonej przez – Przemysława Cecherza, zdobył w 62. minucie strzałem z rzutu karnego – Maciej Kowalczyk, najskuteczniejszy zawodnik ligi. Karnego wywalczył – Adam Giesa. W 86. minucie doskonała okazję do wyrównania miał – Patryk Kubicki, świetnie obronił jednak – Forenc. Kolejarz wygrywa u siebie z coraz bardziej pogrążonym Łódzkim Klubem Sportowym. Widzów: 250

LKS Nieciecza – Stomil Olsztyn 1:0

Znów potwierdziło się, że LKS jest w tym sezonie drużyną wyjazdową. Męczyli się niemiłosiernie podopieczni trenera – Moskala, jednak dopięli swego i odczarowali swój stadion. Gospodarze świetnie zorganizowani, dobrze operujący piłką, jednak strasznie nieskuteczni. Nieciecza dominowała przez pełne 90. minut, marnując kilka dogodnych okazji strzeleckich. Zwycięstwo gospodarzom zapewnił dopiero w 93. minucie – Dariusz Pawlusiński, który wykorzystał karnego za faul na samym sobie. Trzeba docenić stalowe nerwy zawodnika LKS-u Nieciecza. 3. minuty wcześniej, za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał – Lipecki, piłkarz gospodarzy. Nieciecza w tabeli idzie w górę, a pamiętamy o jej zaległym meczu z Cracovią, który odbędzie się równo za tydzień w środę. Widzów: 350

Flota Świnoujście – GKS KATOWICE 3:1

Więcej o meczu w innych miejscach na naszej stronie. Widzów: 1568

Olimpia Grudziądz – Cracovia Kraków 2:0

Oba zespoły miały tym spotkaniem udowodnić przed sezonowe przypuszczenia. Udało się tylko Olimpii, która pokazała, że będzie czarnym koniem rozgrywek, natomiast, co z promocją Krakusów? Będzie ciężko „Pasom” powrócić do elity, już po roku. Przewaga gospodarzy w pierwszej połowie była ogromna, zespół Cracovii został po prostu stłamszony. Już w 8. minucie – Pilarz świetnie obronił uderzenie – Kryszaka. 4. minuty później było już 1: 0, a gola po podaniu – Cieślińskiego zdobył – Maciej Rogalski. Po kolejnych 3. minutach gry, było już 2: 0, a głową piłkę do siatki skierował – Staniek. Czy piłkarze Cracovii dojechali na ten mecz? Chyba nie. 29. minuta – Ruszkul wychodził sam na sam z – Pilarzem i trafia w poprzeczkę, 32. minuta huknął jak z armaty – Ruszkul, broni – Pilarz, dobija – Woźniak, lecz piłka minimalnie mija bramkę. Cracovia w końcu się ocknęła, lecz do przerwy nic już nie wskórała. Druga odsłona to dwie dogodne, lecz niewykorzystane sytuacje gości. Najpierw – Suworov, a następnie – Stelbecki zatrudnili – Michała Wróbla. Bohaterem meczu z pewnością jest jednak bramkarz Cracovii – Krzysztof Pilarz, który najpierw kapitalnie obronił strzał – Cieslińskiego z 6. metrów, a następnie w 81. minucie rzut karny – Szczota. Podsumowując, absolutnie zasłużone zwycięstwo Olimpii Grudziądz. Widzów: 1500

Polonia Bytom – Arka Gdynia 0:1

Damian Krajanowski show! Tak należałoby podsumować dzisiejszy mecz przyjaźni w Bytomiu. Piłkarz gości rozegrał kapitalne zawody, będąc aktywnym przez cały mecz. W dodatku to jego gol z 19. minuty, przerwał złą passę – Arki. Za dużo nie ma, co się rozpisywać o tym spotkaniu. Arka przeważała przez 90. minut i mogła wygrać wyżej. Bytomianie nadal bez wygranej. Widzów: 1154

Sandecja Nowy Sącz – Okocimski KS Brzesko 4:3

Pierwsza połowa meczu pokazała w 100% mankamenty Sandecji. Nieskuteczność i dziurawa obrona. Gospodarze zaczęli bardzo dobrze, gdyż wyszli na prowadzenie już w 5. minucie za sprawą – Bartosza Szeligi, który skierował futbolówkę do pustej bramki. Choć już w 2. minucie – Pyciak mógł pokonać groźnym strzałem – Cabaja. W 8 .minucie sytuacji sam na sam z bramkarzem Sandecji nie wykorzystał – Cisse. W 13. minucie czarnoskóry piłkarz gości zrehabilitował się, asystując przy golu na 1: 1 – Rafała Ceglińskiego. W 23. minucie – Cisse znów znalazł się „oko w oko” z – Cabajem i tym razem bez kłopotów pokonał byłego golkipera – Cracovii. Chwilę wcześniej, doskonałą sytuację zmarnowali „Sączersi”. Bardzo ważne, być może kluczowe dla losów całego meczu wydarzenie, miało miejsce w 37. minucie. Wówczas drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał piłkarz gości – Konrad Wieczorek. Jeszcze przed przerwą dwie znakomite okazje zmarnowali piłkarze Sandecji. Najpierw – Mróz, a potem – Burkhardt. Drugą połowę znakomicie rozpoczęli gospodarze i już w 53. minucie – Arkadiusz Aleksander, głową doprowadził do wyrównania. W 62. – Aleksander zmarnował dogodną okazję, a 4. minuty później – Kamil Szymura uchronił Sandecję przed stratą bramki. Obrona „Sączersów” grała bardzo nie poradnie i w końcu wykorzystał to – Okocimski, który za sprawą – Łukasza Zaniewskiego ponownie wyszedł na prowadzenie i to mimo gry w osłabieniu. Niestety dla gości, taki stan rzecz trwał ledwie 2. minuty, gdyż szybko do remisu płaskim uderzeniem po ziemi doprowadził znów – Aleksander. Na dwie minuty przed końcem, znakomita akcję przeprowadził – Adrian Świątek, zagrał do –Arkadiusza Aleksandra, a ten do pustej bramki wpakował futbolówkę, zaliczając tym samym hat-tricka. Szczęśliwe zwycięstwo Sandecji przed własna publicznością. Widzów: 1500

Zawisza Bydgoszcz – Dolcan Ząbki 1:1

Dużego kalibru niespodzianka w Bydgoszczy. Rozpędzony – Zawisza szczęśliwie remisuje z Dolcanem, unikając pierwszej w sezonie porażki dopiero w 92. minucie. Pierwsza połowa bardzo wyrównana z szansami po obu stronach. Najlepszą akcję pierwszych trzech kwadransów, zmarnowali jednak „niebiesko-czarni”, a konkretnie – Tomasz Chałas, najaktywniejszy zawodnik pierwszej odsłony. Drugą połowę od gola rozpoczął – Dolcan. W 52. minucie spotkania, rzut wolny dla przyjezdnych wykonywał – Piesio, jego uderzenie „wypluł” przed siebie – Witan, a czający się w polu karnym – Piątkowski, wykorzystując błąd obrońców, strzelił bramkę. Odpowiedź gospodarzy była błyskawiczna, gdyż – Daniel Mąka w 62. minucie, umieścił piłkę w siatce, arbiter gola nie uznał, dopatrując się spalonego. Od 78. – 81. minuty, Zawisza zmarnował 3. bramkowe okazje, z których nagle wykluła się kontra dla gości. Witan wyszedł jednak obronną ręką, z sytuacji „oko w oko” z – Jakubikiem. W 89. minucie świetnie broni – Leszczyński, strzały najpierw – Mąki, a potem – Abbota. Upór w atakach – Zawiszy przyniósł w końcu efekt w postaci gola na wagę remisu. Stefańczyk „wrzuca” do – Mąki i mamy wyrównanie. Emocjonujący przebieg meczu i bardzo zaskakujący wynik. Zawisza wciąż wiceliderem, do Floty traci już jednak 4. punkty. Widzów: 4500

W zakończonej 8. kolejce spotkań w przedsionku ekstraklasy, aż 7. razy górą byli gospodarze, raz goście, a jeden mecz został nie rozstrzygnięty. Padło 25 goli co daje niezłą średnią 2,7 na mecz, natomiast frekwencja jest zatrważająca. 9 spotkań z wysokości trybun obejrzało zaledwie 11 572 widzów, w tym aż 4500 w Bydgoszczy. Średnia widownia na spotkanie 1285.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga