Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 8. kolejki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

1. liga nie zwalnia tempa. Za nami już 8. kolejek, a za 3 dni rozpocznie się 9-ta. Wiemy doskonale, że w naszym kraju zima jest długa i ostra, a często atakuje już w listopadzie. Dlatego rundę trzeba rozegrać do grudnia, aby nie męczyć się na ośnieżonych i zmrożonych płytach. Co nowego wiemy po tej serii gier? Wiemy, że Adrian Napierała jest pierwszym w tym sezonie piłkarzem, który strzelił gola Flocie. Marne to jednak dla nas pocieszenie skoro GieKSa, znów przegrywa. Mieliśmy wielkie nadzieje na niespodzianki, i tych nie zabrakło w Grudziądzu, Jaworznie czy Bydgoszczy. Szkoda , że nie w Świnoujściu, gdzie podopieczni – Dominika Nowaka wygrali 14 spotkanie z rzędu! Zasłużone dla polskiej piłki kluby – GKS Katowice, ŁKS Łódź i Polonia Bytom wciąż znajdują się pod kreską i do końca sezonu będą walczyć o pozostanie na zapleczu ekstraklasy. To smutne informacje. Natomiast w czubie tabeli kluby bez historii i kibiców jak Flota, Kolejarz, Nieciecza. Słów kilka o frekwencji. Mecze w Łęcznej, Jaworznie, Stróżach i Niecieczy obejrzało w sumie 1350 widzów…

Bogdanka Łęczna – Warta Poznań 3:1

Trwa dobra passa zespołu prowadzonego, przez – Piotra Rzepkę. Zespół Bogdanki pewnie pokonał przed własną publicznością, solidną przecież poznańską Wartę. Gospodarze stracili gola dopiero w doliczonym czasie gry, a więc ich zwycięstwo ani przez chwilę nie było zagrożone, mimo ambitnej, lecz nieskutecznej postawy gości. W 20. minucie meczu, Łęczna po raz pierwszy naprawdę zagroziła bramce przyjezdnych, pierwszy gol padł jednak 7. minut później, a strzelcem okazał się – Tomasz Midzierski. Warta chciała szybko odpowiedzieć, chybił jednak – Piotr Giel i to dwukrotnie w przeciągu kilku minut. Wyrównana pierwsza odsłona gry, zakończyła się skromnym prowadzeniem gospodarzy. Druga połówka zaczęła się wybornie dla Bogdanki, bowiem w 50. minucie spotkania, arbiter słusznie wskazał na jedenasty metr, kiedy – Pawłowski ewidentnie skosił – Szałachowskiego. Pewnym egzekutorem, okazał się – Veljko Nikitović. W 64. poprzeczka uratowała gospodarzy po strzale – Magdziarza, piłka zdaniem arbitra nie przekroczyła linii bramkowej. Do końca spotkania, nieliczna, bo około 600 osobowa publika, nie miała prawa się nudzić. W 68. minucie bardzo groźnie strzelał na bramkę – Szałachowski, minutę później odpowiedź gości i fatalne pudło – Bartoszaka. W 74. minucie na bramkę – Radlińskiego ruszyło, aż trzech piłkarzy gospodarzy, jednak piłkę zabrał im, jedyny w tym towarzystwie obrońca Warty. 4. minuty później, szansa dla gości, fatalny błąd swoich kolegów z defensywy naprawił jednak – Hermann. 80. minuta meczu i kolejna szansa dla zawodników trenera – Owczarka, obrońca gospodarzy w ostatniej chwili blokuje strzał – Artura Marciniaka. W 83. minucie aktywny – Sebastian Szałachowski posyła piłkę między nogami – Radlińskiego i na tablicy wyników widniał rezultat 3:0. Warta pokazywała wciąż wielką ambicję i oto w 88. minucie najpierw strzał – Ngamayamy, a następnie – Pawłowskiego z linii bramkowej wybija – Sołdecki. Ambicja „Warciarzy”, została jednak nagrodzona bramką honorową, a jej autorem – Grzegorz Bartczak, który wykorzystał rzut karny. Chwilę wcześniej gospodarze trzeci raz wybijali piłkę z linii… Widzów: 600

GKS Tychy – Miedź Legnica 1:0

Duża niespodzianka na stadionie w Jaworznie, gdzie GKS rozgrywa swoje mecze. Tyszanie odnieśli 3. zwycięstwo z rzędu, a znów nie pokazali nic wielkiego. Od początku do końca na boisku przeważali goście, którzy jednak nijak nie potrafili golem udokumentować, swojej przewagi. Pierwsze 45. minut spotkania, to wręcz miażdżąca przewaga gości. Po zmianie stron, gospodarze trochę bardziej aktywnie, nie dali się już tak bardzo stłamsić „Miedziance”. Jednak wciąż, to goście przeważali. Kluczowa dla losów widowiska okazała się 65. minuta. Z kontrą wyszli gospodarze, a w polu karnym – Woźniczka fauluje – Wawocznego, do „elwra” podszedł – Rocki i było 1:0. Zastanawiające jest, dlaczego arbiter nie dał – Woźniczce żółtej kartki, za ewidentny faul, żółtko oznaczałoby wówczas wyrzucenie piłkarza Miedzi z boiska. Brawa dla podopiecznych – Piotra Mandrysza, że już do końca potrafili skutecznie bronić cennych 3. punktów. Widzów: 150

Kolejarz Stróże – ŁKS Łódź 2:1

Szybkie tempo narzucili piłkarze obu zespołów od pierwszej minuty spotkania, wówczas to, bowiem, Janusz Wolański powinien wyprowadzić gospodarzy na błyskawiczne prowadzenie. Ostatecznie skończyło się tylko rzutem rożnym. W 16. minucie spotkania prowadzenie objął niespodziewanie ŁKS, precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się – Paweł Kaczmarek. Radość łodzian trwała zaledwie 120. sekund, wówczas – Markowski głową doprowadził do wyrównania, skutecznie wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie z rzutu wolnego. Do przerwy remis, który doskonale odzwierciedlał, boiskowe wydarzenia. Ulewny deszcz utrudniał grę, na tej i tak trudnej murawie. Zwycięską bramkę dla drużyny prowadzonej przez – Przemysława Cecherza, zdobył w 62. minucie strzałem z rzutu karnego – Maciej Kowalczyk, najskuteczniejszy zawodnik ligi. Karnego wywalczył – Adam Giesa. W 86. minucie doskonała okazję do wyrównania miał – Patryk Kubicki, świetnie obronił jednak – Forenc. Kolejarz wygrywa u siebie z coraz bardziej pogrążonym Łódzkim Klubem Sportowym. Widzów: 250

LKS Nieciecza – Stomil Olsztyn 1:0

Znów potwierdziło się, że LKS jest w tym sezonie drużyną wyjazdową. Męczyli się niemiłosiernie podopieczni trenera – Moskala, jednak dopięli swego i odczarowali swój stadion. Gospodarze świetnie zorganizowani, dobrze operujący piłką, jednak strasznie nieskuteczni. Nieciecza dominowała przez pełne 90. minut, marnując kilka dogodnych okazji strzeleckich. Zwycięstwo gospodarzom zapewnił dopiero w 93. minucie – Dariusz Pawlusiński, który wykorzystał karnego za faul na samym sobie. Trzeba docenić stalowe nerwy zawodnika LKS-u Nieciecza. 3. minuty wcześniej, za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał – Lipecki, piłkarz gospodarzy. Nieciecza w tabeli idzie w górę, a pamiętamy o jej zaległym meczu z Cracovią, który odbędzie się równo za tydzień w środę. Widzów: 350

Flota Świnoujście – GKS KATOWICE 3:1

Więcej o meczu w innych miejscach na naszej stronie. Widzów: 1568

Olimpia Grudziądz – Cracovia Kraków 2:0

Oba zespoły miały tym spotkaniem udowodnić przed sezonowe przypuszczenia. Udało się tylko Olimpii, która pokazała, że będzie czarnym koniem rozgrywek, natomiast, co z promocją Krakusów? Będzie ciężko „Pasom” powrócić do elity, już po roku. Przewaga gospodarzy w pierwszej połowie była ogromna, zespół Cracovii został po prostu stłamszony. Już w 8. minucie – Pilarz świetnie obronił uderzenie – Kryszaka. 4. minuty później było już 1: 0, a gola po podaniu – Cieślińskiego zdobył – Maciej Rogalski. Po kolejnych 3. minutach gry, było już 2: 0, a głową piłkę do siatki skierował – Staniek. Czy piłkarze Cracovii dojechali na ten mecz? Chyba nie. 29. minuta – Ruszkul wychodził sam na sam z – Pilarzem i trafia w poprzeczkę, 32. minuta huknął jak z armaty – Ruszkul, broni – Pilarz, dobija – Woźniak, lecz piłka minimalnie mija bramkę. Cracovia w końcu się ocknęła, lecz do przerwy nic już nie wskórała. Druga odsłona to dwie dogodne, lecz niewykorzystane sytuacje gości. Najpierw – Suworov, a następnie – Stelbecki zatrudnili – Michała Wróbla. Bohaterem meczu z pewnością jest jednak bramkarz Cracovii – Krzysztof Pilarz, który najpierw kapitalnie obronił strzał – Cieslińskiego z 6. metrów, a następnie w 81. minucie rzut karny – Szczota. Podsumowując, absolutnie zasłużone zwycięstwo Olimpii Grudziądz. Widzów: 1500

Polonia Bytom – Arka Gdynia 0:1

Damian Krajanowski show! Tak należałoby podsumować dzisiejszy mecz przyjaźni w Bytomiu. Piłkarz gości rozegrał kapitalne zawody, będąc aktywnym przez cały mecz. W dodatku to jego gol z 19. minuty, przerwał złą passę – Arki. Za dużo nie ma, co się rozpisywać o tym spotkaniu. Arka przeważała przez 90. minut i mogła wygrać wyżej. Bytomianie nadal bez wygranej. Widzów: 1154

Sandecja Nowy Sącz – Okocimski KS Brzesko 4:3

Pierwsza połowa meczu pokazała w 100% mankamenty Sandecji. Nieskuteczność i dziurawa obrona. Gospodarze zaczęli bardzo dobrze, gdyż wyszli na prowadzenie już w 5. minucie za sprawą – Bartosza Szeligi, który skierował futbolówkę do pustej bramki. Choć już w 2. minucie – Pyciak mógł pokonać groźnym strzałem – Cabaja. W 8 .minucie sytuacji sam na sam z bramkarzem Sandecji nie wykorzystał – Cisse. W 13. minucie czarnoskóry piłkarz gości zrehabilitował się, asystując przy golu na 1: 1 – Rafała Ceglińskiego. W 23. minucie – Cisse znów znalazł się „oko w oko” z – Cabajem i tym razem bez kłopotów pokonał byłego golkipera – Cracovii. Chwilę wcześniej, doskonałą sytuację zmarnowali „Sączersi”. Bardzo ważne, być może kluczowe dla losów całego meczu wydarzenie, miało miejsce w 37. minucie. Wówczas drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał piłkarz gości – Konrad Wieczorek. Jeszcze przed przerwą dwie znakomite okazje zmarnowali piłkarze Sandecji. Najpierw – Mróz, a potem – Burkhardt. Drugą połowę znakomicie rozpoczęli gospodarze i już w 53. minucie – Arkadiusz Aleksander, głową doprowadził do wyrównania. W 62. – Aleksander zmarnował dogodną okazję, a 4. minuty później – Kamil Szymura uchronił Sandecję przed stratą bramki. Obrona „Sączersów” grała bardzo nie poradnie i w końcu wykorzystał to – Okocimski, który za sprawą – Łukasza Zaniewskiego ponownie wyszedł na prowadzenie i to mimo gry w osłabieniu. Niestety dla gości, taki stan rzecz trwał ledwie 2. minuty, gdyż szybko do remisu płaskim uderzeniem po ziemi doprowadził znów – Aleksander. Na dwie minuty przed końcem, znakomita akcję przeprowadził – Adrian Świątek, zagrał do –Arkadiusza Aleksandra, a ten do pustej bramki wpakował futbolówkę, zaliczając tym samym hat-tricka. Szczęśliwe zwycięstwo Sandecji przed własna publicznością. Widzów: 1500

Zawisza Bydgoszcz – Dolcan Ząbki 1:1

Dużego kalibru niespodzianka w Bydgoszczy. Rozpędzony – Zawisza szczęśliwie remisuje z Dolcanem, unikając pierwszej w sezonie porażki dopiero w 92. minucie. Pierwsza połowa bardzo wyrównana z szansami po obu stronach. Najlepszą akcję pierwszych trzech kwadransów, zmarnowali jednak „niebiesko-czarni”, a konkretnie – Tomasz Chałas, najaktywniejszy zawodnik pierwszej odsłony. Drugą połowę od gola rozpoczął – Dolcan. W 52. minucie spotkania, rzut wolny dla przyjezdnych wykonywał – Piesio, jego uderzenie „wypluł” przed siebie – Witan, a czający się w polu karnym – Piątkowski, wykorzystując błąd obrońców, strzelił bramkę. Odpowiedź gospodarzy była błyskawiczna, gdyż – Daniel Mąka w 62. minucie, umieścił piłkę w siatce, arbiter gola nie uznał, dopatrując się spalonego. Od 78. – 81. minuty, Zawisza zmarnował 3. bramkowe okazje, z których nagle wykluła się kontra dla gości. Witan wyszedł jednak obronną ręką, z sytuacji „oko w oko” z – Jakubikiem. W 89. minucie świetnie broni – Leszczyński, strzały najpierw – Mąki, a potem – Abbota. Upór w atakach – Zawiszy przyniósł w końcu efekt w postaci gola na wagę remisu. Stefańczyk „wrzuca” do – Mąki i mamy wyrównanie. Emocjonujący przebieg meczu i bardzo zaskakujący wynik. Zawisza wciąż wiceliderem, do Floty traci już jednak 4. punkty. Widzów: 4500

W zakończonej 8. kolejce spotkań w przedsionku ekstraklasy, aż 7. razy górą byli gospodarze, raz goście, a jeden mecz został nie rozstrzygnięty. Padło 25 goli co daje niezłą średnią 2,7 na mecz, natomiast frekwencja jest zatrważająca. 9 spotkań z wysokości trybun obejrzało zaledwie 11 572 widzów, w tym aż 4500 w Bydgoszczy. Średnia widownia na spotkanie 1285.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga