Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 4. kolejki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wyniki w tej kolejce chyba nikogo nie zaskoczyły, nie było żadnej niespodzianki, faworyci swoich spotkań mimo czasem nie małych problemów kończyli spotkania z trzema punktami w kieszeni. Zapraszam do krótkiego podsumowania wszystkich spotkań rozegranych przez miniony weekend.

Warta Poznań – Dolcan Ząbki 2:2

Tak jak przewidywaliśmy, pierwszy mecz w tej kolejce okazał się bardzo ciekawym widowiskiem, pełnym niespodziewanych zwrotów akcji. Na pierwsze emocje kibice zgromadzeni w Grodzisku Wielkopolskim musieli czekać do 56 minuty – dopiero wtedy piłkarze Warty a dokładnie znany nam Bartłomiej Pawłowski zdołał zapieczętować golem przewagę na boisku swojej drużyny. Następna akcja przyniosła niespodziewane wyrównanie, autorem gola był Bartosz Osoliński, który pięknym strzałem zza pola karnego pokonał Łukasza Radlińskiego. Po tym golu sytuacja na boisku się nie zmieniła. Warta atakowała, a Dolcan się bronił. Swoje sytuacje mieli ponownie Pawłowski oraz Bartoszek, lecz piłka nie trafiła do siatki. W 81 minucie stała się rzecz niespodziewana – Dolcan, który całe spotkanie był skupiony na defensywie przeprowadził ładną akcję, po której padł gol. Zdobywcą bramki był Mateusz Piątkowski. Warta szybko otrząsnęła się po stracie bramki, zawodnicy pokazali charakter i walczyli do ostatniej minuty, co przyniosło efekt w postaci wyrównującej bramki w 90 minucie. Remisową bramkę strzelił głową Krzysztof Bartoszek. Widzów: 700

Olimpia Grudziądz – Łódzki KS 3:1

Podobnie jak w meczu Warty z Dolcanem, kibice na pierwszego gola musieli czekać do drugiej połowy, a dokładnie do 58 minuty. Worek z bramki otworzył Marcin Woźnik, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Paula Grischoka. Trzeba dodać, że do tego momentu to właśnie Olimpia była drużyną przeważającą, lecz bardzo nieskuteczną. Niespodziewanie w 72 minucie do wyrównania doprowadził zawodnik ŁKS-u – Jakub Więzik, lecz był to ostatni atak drużyny z Łodzi, po tej straconej bramce Olimpia przejęła całkowicie inicjatywę czego wynikiem była bramka w 77 minucie Piotra Ruszkula oraz w 92 minucie Adama Cieślińskiego. Olimpia zasłużenie zgarnęła 3 punkty. Widzów: 1300

Bogdanka Łęczna – GKS Katowice 2:1

Dogłębną analizę spotkania znajdziecie poniżej:
http://www.gieksa.pl/twierdza-leczna-niezdobyta/
http://www.gieksa.pl/skrot-meczu-z-leczna/
http://www.gieksa.pl/noty-i-oceny-za-mecz-z-bogdanka/
Widzów: 700

Flota Świnoujście – GKS Tychy 1:0

Spotkanie w Świnoujściu nie stało już na takim wysokim poziomie jak poprzednie mecze rozgrywane tego dnia. Flota chyba liczyła na łatwe zwycięstwo i zbagatelizowała rywala. W pierwszej połowie na pochwałę zasłużył jedynie bramkarz Tyskiego GKS-u, Piotr Misztal, który to kilkoma pewnymi interwencjami uchronił swój zespół przed stratą bramki. Druga połowa była już żywsza i ciekawsza, obydwie drużyny przeprowadziły kilka dogodnych akcji, po których mogła paść pierwsza bramka. Swoją sytuację w końcu wykorzystał zawodnik Floty – Bartosz Śpiączka, który to po trzecim z rzędu rożnym wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Flota kontrolowała przebieg spotkania do końca zdobywając tym samym kolejne 3 punkty. Widzów: 1300

Zawisza Bydgoszcz – Okocimski KS Brzesko 4:0

Zawisza po tym meczu nie pozostawił nikomu złudzeń o tym, że ich celem jest ekstraklasa. W pierwszej połowie zawodnicy z Brzeska jakoś jeszcze próbowali dotrzymać tempa gospodarzom, lecz pod koniec brakło już im sił. Pierwsze ostrzeżenie goście dostali w 36 minucie gdzie to piłkę do bramki skierował Bartosz Kopacz, lecz okazało się, że bramka padła ze spalonego i sędzia gola nie uznał. Jednakże dwie minuty później Zawisza wyszedł na prowadzenie a egzekutorem okazał się niezawodny w tym sezonie Paweł Abbott – który ma chrapkę na króla strzelców. Widać, że zawodnicy Okocimskiego czują jeszcze w nogach środowy mecz z Cracovią, ponieważ w drugiej połowie zawodnicy z Brzeska nie istnieli. Jedyną swoją okazje goście mieli na początku drugiej połowy, gdzie to Marcin Szałęga z rzutu wolnego trafił w słupek. Następna akcja w tym meczu przyniosła kolejnego gola dla Zawiszy, a strzelcem okazał się obrońca Bartosz Kopacz, który idealnie wykończył dośrodkowanie z rzutu rożnego. Następne minuty należały do Adriana Błąda, który najpierw próbował zaskoczyć strzałem z daleka bramkarza Okocimskiego, a kilka minut później szczęśliwie wykończył akcję strzelając bramkę. Dzieła zniszczenia dokonał w 65 minucie Paweł Abott, który wykorzystał rzut karny. Do końca meczu Zawisza starał się jeszcze podwyższyć rezultat jednak wynik nie uległ zmianie. Widzów: 4500

Cracovia – Stomil Olsztyn 1:0

Kolejny z beniaminków również trafił w tej kolejce na rywala z wysokiej półki i bardzo mało zabrakło od niespodzianki, lecz faworyt tego spotkania walczył do ostatniej minuty by zdobyć na własnym boisku 3 punkty. Mecz Cracovia znowu zaczęła brutalnie, czego skutkiem była żółta kartka w 3 minucie Łukasza Zejdlera. W pierwszej połowie warte odnotowania są strzały z dystansu. Pierwszy uderzał Rok Straus. Bramkarz Stomilu z największym trudem obronił ten kąśliwy strzał napastnika Cracovii. Rywale odpowiedzieli groźnym strzałem w 34 minucie Łukasza Suchockiego, Pilarz z trudem sparował piłkę do boku. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. Cracovia gra tak, jak zdążył nas przyzwyczaić trener Stawowy, a Stomil wyprowadza bardzo groźne kontry, więc druga połowa zapowiadała się bardzo interesująco. Gospodarze zaczęli tą część spotkania bardzo dobrze, atakując raz po raz bramkę Stomilu, beniaminek w tej połówce cofnął się do defensywy. Pierwszy raz goście zagrozili w 64 minucie, lecz dobrą interwencją popisał się obrońca pasów – Adam Marciniak. Cracovia wciąż była w natarciu. Swoje okazje marnowali między innymi Edgar Bernhardt i Rok Straus. W 100% sytuacji znaleźli się w 83 minucie zawodnicy Stomilu Olsztyn, niestety nie wykorzystali jej, co zemściło się kilka minut później. Do rzutu wolnego podszedł Milos Kosanović i nie dał szans dobrze sprawującemu się w tym meczu bramkarzowi Stomilu. Cracovia zwyciężyła a mecz mógł się podobać, niestety beniaminek wraca do Olsztyna bez nawet jednego punktu mimo iż na niego zasługiwał. Widzów: 7630

Termalica Bruk-Bet Nieciecza – Miedź Legnica 1:2

Niedzielne mecze zaczęły się od spotkania w Niecieczy, gdzie tutejsza Termalica podejmowała beniaminka z Legnicy. Mecz rozpoczął się od ataków z obydwóch stron. Widać, że drużyny nie kalkulowały i walczą zaciekle o pełną pule. Swoją okazję miał napastnik Termaliki Szymon Sobczak oraz zawodnik Miedzi – Damian Paszliński. Wartą odnotowania jest postawa sędziego w tym meczu, który nie podyktował ewidentnych dwóch karnych dla gospodarzy, dopiero przy trzeciej nieprzepisowej interwencji zawodnika Miedzi arbiter odważył się na podyktowanie jedenastki, którą wykorzystał Karol Piątek. 34 minuta była najważniejsza w tym meczu, piłkarz gospodarzy Michał Nalepa spóźniony fauluje Zbigniewa Zakrzewskiego, sędzia nie miał wyboru i wyrzuca zawodnika z boiska, na domiar złego dla gospodarzy Piotr Madejski wykorzystuje rzut wolny i doprowadza do wyrównania. Termalica nie potrafiła uporządkować szyków obronnych po stracie Nalepy, co ponownie wykorzystała Miedź i po ładnej akcji Grzegorzewski umieścił piłkę w siatce. W drugiej połowie goście dążyli do wyrównania lecz nie potrafili przedrzeć się przez szczelną obronę gospodarzy i mecz zakończył się zwycięstwem Miedzi Legnica. Widzów: 800

Kolejarz Stróże – Arka Gdynia 1:1

Hit kolejki rozczarował. Mecz toczył się w wolnym tempie, obydwie drużyny w całym meczu miały tylko kilka dogodnych sytuacji . W pierwszej połowie zawodnik Arki – Mateusz Szwoch nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Konradem Forenc. W odpowiedzi napastnik Kolejarza Janusz Wolański trafił w poprzeczkę. Gdy wszyscy myśleli, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, ładną akcje przeprowadzili zawodnicy z Gdyni, która zakończyła się mocnym strzałem i bramką Marcina Radzewicza. Druga połowa była podobna do pierwszej, Arka w miarę kontrolowała sytuację na boisku. Nieuchronnie dla gospodarzy zbliżał się koniec meczu, zawodnicy Arki myślami chyba byli już w szatni, bo pozwolili na dośrodkowanie Dariuszowi Walęcikowi, który idealnie zagrał do Macieja Kowalczyka a ten głową skierował piłkę do sitaki. Tym samym z Arka podzieliła się punktami z Kolejarzem. Widzów: 500

Polonia Bytom – Sandecja Nowy Sącz 0:1

Ostatni mecz w tej kolejce toczył się pod dyktando gości. Polonia stworzyła kilka dogodnych sytuacji lecz nie miała pomysłu na wykończenie ich, nowosądeczanie przeważali, lecz po raz kolejny w bramce świetnie spisywał się Mateusz Mika. Z wielkimi nadziejami na pierwszy punkt w tym sezonie czekali piłkarze z Bytomia, lecz nie tym razem, nie w tej kolejce. Ich marzenia rozwiał wychowanek Polonii Wojciech Mróz, który to w 90 minucie strzelił zwycięskiego gola dla Sandencji. Widzów: 1520

Cieszy liczba strzelonych bramek, która z kolejki na kolejkę rośnie i teraz średnio pada 2,5 gola na mecz, oraz że w żadnym spotkaniu nie padł bezbramkowy remis. Smucić może w dalszym ciągu frekwencja, która jest dramatyczna. W miniony weekend na trybunach pojawiło się tylko 19150 kibiców co daje średnio 2127 kibiców na mecz. W głównej mierze na taką frekwencje wpływ miały mecze w Bydgoszczy i Krakowie, które zgromadziły ponad 11 tys. kibiców.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Mariusz

    29 sierpnia 2012 at 11:54

    opis fajny, tylko że zakradło się kilka błędów:
    1) podsumowanie 4 kolejki ( a nie jak w tytule 3)
    2) Zawisza po tym meczu nie pozostawił (a nie pozostawiła)
    3) ostatnie zdanie opisu Termaliki z Miedzią – ..w drugiej połowie goście dążyli do wyrównania (powinno być gospodarze)
    4) Polonia Bytom pregrała 0:1 z Sandecją

  2. Avatar photo

    kosa

    29 sierpnia 2012 at 17:36

    Dzięki poprawione

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga