Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 4. kolejki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wyniki w tej kolejce chyba nikogo nie zaskoczyły, nie było żadnej niespodzianki, faworyci swoich spotkań mimo czasem nie małych problemów kończyli spotkania z trzema punktami w kieszeni. Zapraszam do krótkiego podsumowania wszystkich spotkań rozegranych przez miniony weekend.

Warta Poznań – Dolcan Ząbki 2:2

Tak jak przewidywaliśmy, pierwszy mecz w tej kolejce okazał się bardzo ciekawym widowiskiem, pełnym niespodziewanych zwrotów akcji. Na pierwsze emocje kibice zgromadzeni w Grodzisku Wielkopolskim musieli czekać do 56 minuty – dopiero wtedy piłkarze Warty a dokładnie znany nam Bartłomiej Pawłowski zdołał zapieczętować golem przewagę na boisku swojej drużyny. Następna akcja przyniosła niespodziewane wyrównanie, autorem gola był Bartosz Osoliński, który pięknym strzałem zza pola karnego pokonał Łukasza Radlińskiego. Po tym golu sytuacja na boisku się nie zmieniła. Warta atakowała, a Dolcan się bronił. Swoje sytuacje mieli ponownie Pawłowski oraz Bartoszek, lecz piłka nie trafiła do siatki. W 81 minucie stała się rzecz niespodziewana – Dolcan, który całe spotkanie był skupiony na defensywie przeprowadził ładną akcję, po której padł gol. Zdobywcą bramki był Mateusz Piątkowski. Warta szybko otrząsnęła się po stracie bramki, zawodnicy pokazali charakter i walczyli do ostatniej minuty, co przyniosło efekt w postaci wyrównującej bramki w 90 minucie. Remisową bramkę strzelił głową Krzysztof Bartoszek. Widzów: 700

Olimpia Grudziądz – Łódzki KS 3:1

Podobnie jak w meczu Warty z Dolcanem, kibice na pierwszego gola musieli czekać do drugiej połowy, a dokładnie do 58 minuty. Worek z bramki otworzył Marcin Woźnik, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Paula Grischoka. Trzeba dodać, że do tego momentu to właśnie Olimpia była drużyną przeważającą, lecz bardzo nieskuteczną. Niespodziewanie w 72 minucie do wyrównania doprowadził zawodnik ŁKS-u – Jakub Więzik, lecz był to ostatni atak drużyny z Łodzi, po tej straconej bramce Olimpia przejęła całkowicie inicjatywę czego wynikiem była bramka w 77 minucie Piotra Ruszkula oraz w 92 minucie Adama Cieślińskiego. Olimpia zasłużenie zgarnęła 3 punkty. Widzów: 1300

Bogdanka Łęczna – GKS Katowice 2:1

Dogłębną analizę spotkania znajdziecie poniżej:
http://www.gieksa.pl/twierdza-leczna-niezdobyta/
http://www.gieksa.pl/skrot-meczu-z-leczna/
http://www.gieksa.pl/noty-i-oceny-za-mecz-z-bogdanka/
Widzów: 700

Flota Świnoujście – GKS Tychy 1:0

Spotkanie w Świnoujściu nie stało już na takim wysokim poziomie jak poprzednie mecze rozgrywane tego dnia. Flota chyba liczyła na łatwe zwycięstwo i zbagatelizowała rywala. W pierwszej połowie na pochwałę zasłużył jedynie bramkarz Tyskiego GKS-u, Piotr Misztal, który to kilkoma pewnymi interwencjami uchronił swój zespół przed stratą bramki. Druga połowa była już żywsza i ciekawsza, obydwie drużyny przeprowadziły kilka dogodnych akcji, po których mogła paść pierwsza bramka. Swoją sytuację w końcu wykorzystał zawodnik Floty – Bartosz Śpiączka, który to po trzecim z rzędu rożnym wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Flota kontrolowała przebieg spotkania do końca zdobywając tym samym kolejne 3 punkty. Widzów: 1300

Zawisza Bydgoszcz – Okocimski KS Brzesko 4:0

Zawisza po tym meczu nie pozostawił nikomu złudzeń o tym, że ich celem jest ekstraklasa. W pierwszej połowie zawodnicy z Brzeska jakoś jeszcze próbowali dotrzymać tempa gospodarzom, lecz pod koniec brakło już im sił. Pierwsze ostrzeżenie goście dostali w 36 minucie gdzie to piłkę do bramki skierował Bartosz Kopacz, lecz okazało się, że bramka padła ze spalonego i sędzia gola nie uznał. Jednakże dwie minuty później Zawisza wyszedł na prowadzenie a egzekutorem okazał się niezawodny w tym sezonie Paweł Abbott – który ma chrapkę na króla strzelców. Widać, że zawodnicy Okocimskiego czują jeszcze w nogach środowy mecz z Cracovią, ponieważ w drugiej połowie zawodnicy z Brzeska nie istnieli. Jedyną swoją okazje goście mieli na początku drugiej połowy, gdzie to Marcin Szałęga z rzutu wolnego trafił w słupek. Następna akcja w tym meczu przyniosła kolejnego gola dla Zawiszy, a strzelcem okazał się obrońca Bartosz Kopacz, który idealnie wykończył dośrodkowanie z rzutu rożnego. Następne minuty należały do Adriana Błąda, który najpierw próbował zaskoczyć strzałem z daleka bramkarza Okocimskiego, a kilka minut później szczęśliwie wykończył akcję strzelając bramkę. Dzieła zniszczenia dokonał w 65 minucie Paweł Abott, który wykorzystał rzut karny. Do końca meczu Zawisza starał się jeszcze podwyższyć rezultat jednak wynik nie uległ zmianie. Widzów: 4500

Cracovia – Stomil Olsztyn 1:0

Kolejny z beniaminków również trafił w tej kolejce na rywala z wysokiej półki i bardzo mało zabrakło od niespodzianki, lecz faworyt tego spotkania walczył do ostatniej minuty by zdobyć na własnym boisku 3 punkty. Mecz Cracovia znowu zaczęła brutalnie, czego skutkiem była żółta kartka w 3 minucie Łukasza Zejdlera. W pierwszej połowie warte odnotowania są strzały z dystansu. Pierwszy uderzał Rok Straus. Bramkarz Stomilu z największym trudem obronił ten kąśliwy strzał napastnika Cracovii. Rywale odpowiedzieli groźnym strzałem w 34 minucie Łukasza Suchockiego, Pilarz z trudem sparował piłkę do boku. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. Cracovia gra tak, jak zdążył nas przyzwyczaić trener Stawowy, a Stomil wyprowadza bardzo groźne kontry, więc druga połowa zapowiadała się bardzo interesująco. Gospodarze zaczęli tą część spotkania bardzo dobrze, atakując raz po raz bramkę Stomilu, beniaminek w tej połówce cofnął się do defensywy. Pierwszy raz goście zagrozili w 64 minucie, lecz dobrą interwencją popisał się obrońca pasów – Adam Marciniak. Cracovia wciąż była w natarciu. Swoje okazje marnowali między innymi Edgar Bernhardt i Rok Straus. W 100% sytuacji znaleźli się w 83 minucie zawodnicy Stomilu Olsztyn, niestety nie wykorzystali jej, co zemściło się kilka minut później. Do rzutu wolnego podszedł Milos Kosanović i nie dał szans dobrze sprawującemu się w tym meczu bramkarzowi Stomilu. Cracovia zwyciężyła a mecz mógł się podobać, niestety beniaminek wraca do Olsztyna bez nawet jednego punktu mimo iż na niego zasługiwał. Widzów: 7630

Termalica Bruk-Bet Nieciecza – Miedź Legnica 1:2

Niedzielne mecze zaczęły się od spotkania w Niecieczy, gdzie tutejsza Termalica podejmowała beniaminka z Legnicy. Mecz rozpoczął się od ataków z obydwóch stron. Widać, że drużyny nie kalkulowały i walczą zaciekle o pełną pule. Swoją okazję miał napastnik Termaliki Szymon Sobczak oraz zawodnik Miedzi – Damian Paszliński. Wartą odnotowania jest postawa sędziego w tym meczu, który nie podyktował ewidentnych dwóch karnych dla gospodarzy, dopiero przy trzeciej nieprzepisowej interwencji zawodnika Miedzi arbiter odważył się na podyktowanie jedenastki, którą wykorzystał Karol Piątek. 34 minuta była najważniejsza w tym meczu, piłkarz gospodarzy Michał Nalepa spóźniony fauluje Zbigniewa Zakrzewskiego, sędzia nie miał wyboru i wyrzuca zawodnika z boiska, na domiar złego dla gospodarzy Piotr Madejski wykorzystuje rzut wolny i doprowadza do wyrównania. Termalica nie potrafiła uporządkować szyków obronnych po stracie Nalepy, co ponownie wykorzystała Miedź i po ładnej akcji Grzegorzewski umieścił piłkę w siatce. W drugiej połowie goście dążyli do wyrównania lecz nie potrafili przedrzeć się przez szczelną obronę gospodarzy i mecz zakończył się zwycięstwem Miedzi Legnica. Widzów: 800

Kolejarz Stróże – Arka Gdynia 1:1

Hit kolejki rozczarował. Mecz toczył się w wolnym tempie, obydwie drużyny w całym meczu miały tylko kilka dogodnych sytuacji . W pierwszej połowie zawodnik Arki – Mateusz Szwoch nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Konradem Forenc. W odpowiedzi napastnik Kolejarza Janusz Wolański trafił w poprzeczkę. Gdy wszyscy myśleli, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, ładną akcje przeprowadzili zawodnicy z Gdyni, która zakończyła się mocnym strzałem i bramką Marcina Radzewicza. Druga połowa była podobna do pierwszej, Arka w miarę kontrolowała sytuację na boisku. Nieuchronnie dla gospodarzy zbliżał się koniec meczu, zawodnicy Arki myślami chyba byli już w szatni, bo pozwolili na dośrodkowanie Dariuszowi Walęcikowi, który idealnie zagrał do Macieja Kowalczyka a ten głową skierował piłkę do sitaki. Tym samym z Arka podzieliła się punktami z Kolejarzem. Widzów: 500

Polonia Bytom – Sandecja Nowy Sącz 0:1

Ostatni mecz w tej kolejce toczył się pod dyktando gości. Polonia stworzyła kilka dogodnych sytuacji lecz nie miała pomysłu na wykończenie ich, nowosądeczanie przeważali, lecz po raz kolejny w bramce świetnie spisywał się Mateusz Mika. Z wielkimi nadziejami na pierwszy punkt w tym sezonie czekali piłkarze z Bytomia, lecz nie tym razem, nie w tej kolejce. Ich marzenia rozwiał wychowanek Polonii Wojciech Mróz, który to w 90 minucie strzelił zwycięskiego gola dla Sandencji. Widzów: 1520

Cieszy liczba strzelonych bramek, która z kolejki na kolejkę rośnie i teraz średnio pada 2,5 gola na mecz, oraz że w żadnym spotkaniu nie padł bezbramkowy remis. Smucić może w dalszym ciągu frekwencja, która jest dramatyczna. W miniony weekend na trybunach pojawiło się tylko 19150 kibiców co daje średnio 2127 kibiców na mecz. W głównej mierze na taką frekwencje wpływ miały mecze w Bydgoszczy i Krakowie, które zgromadziły ponad 11 tys. kibiców.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Mariusz

    29 sierpnia 2012 at 11:54

    opis fajny, tylko że zakradło się kilka błędów:
    1) podsumowanie 4 kolejki ( a nie jak w tytule 3)
    2) Zawisza po tym meczu nie pozostawił (a nie pozostawiła)
    3) ostatnie zdanie opisu Termaliki z Miedzią – ..w drugiej połowie goście dążyli do wyrównania (powinno być gospodarze)
    4) Polonia Bytom pregrała 0:1 z Sandecją

  2. Avatar photo

    kosa

    29 sierpnia 2012 at 17:36

    Dzięki poprawione

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga