Piłka nożna
Podejrzany mecz, bardzo podejrzany
Trudno było być niezadowolonym po meczu z Sokołem Ostróda. GKS Katowice na inaugurację piłkarskiego roku 2021 pokonał rywala, poprawiając swoją sytuację w tabeli. Do spotkania z Hutnikiem katowiczanie przystępowali znając wyniki swoich głównych rywali do awansu – Polkowic i Wigier. Grając outsiderem z Krakowa, trudno było nie wymagać od zespołu Rafała Góraka trzech punktów.
W składzie nasz szkoleniowiec dokonał dwóch zmian – pauzującego za kartki Michała Gałeckiego oraz Marcina Urynowicza zastąpili Bartosz Jaroszek i re-debiutujący w GKS Rafał Figiel.
Od początku meczu GKS grał słabo i niemrawo. Wydawało się, że spokojna gra jest sposobem katowiczan na ten mecz, ale szybko okazało się, że to po prostu słaba postawa. Na domiar złego w 13. minucie nasz zespół stracił gola – po krótko rozegranym rzucie rożnym gości, po dośrodkowaniu głową trafił do siatki Michał Kitliński. Po bramce Hutnik grał odpowiedzialnie i rzetelnie, piłkarze Góraka natomiast grali beznadziejnie, popełniali fatalne błędy w rozegraniu, tracili najprostsze piłki i przed przerwą nie stworzyli żadnego zagrożenia dla bramki Dawida Smuga.
Druga połowa zaczęła się od trzęsienia ziemi. Po scysji z Kołodziejskim czerwoną kartkę otrzymał najlepszy zawodnik gości – Hafez. Katowiczanie grali w przewadze. Długo jednak nie potrafili nadal stworzyć sobie sytuacji. Apogeum była sytuacja w 68. minucie, kiedy to Sanocki z jednego metra przeniósł piłkę nad poprzeczką pustej bramki. Do końca spotkania zespół grał żenująco, bez zaangażowania w dobre akcje, bez sytuacji. W doliczonym czasie gry Wojciechowski podał do mijającego się z piłką Mrozka, a Sobala strzelił do pustej bramki.
To był bardzo dziwny mecz, naprawdę bardzo dziwny. Począwszy od porażki na własnym boisku z drużyną, która przegrała 10 na 11 wyjazdowych meczów. Przez niemal całą drugą połowę graliśmy w przewadze. Ilość niezrozumiałych błędów, niecelnych podań, strat piłki w najprostszych boiskowych sytuacjach. Pudło Sanockiego, na które to pudło naprawdę musiał się wysilić. Takie mecze w poprzednich sezonach były zapowiedzią ostatecznej klęski. Zawsze. Nigdy nie były żadnym wypadkiem przy pracy. W przypadku wygranej mielibyśmy już sporą przewagę. Bardzo podejrzane to wszystko. Trudno wierzyć w awans. Trudno uwierzyć, że wszystko odbyło się sportowo.
I to wszystko na oczach kilkunastoosobowej grupy kibiców Hutnika, która nie wiadomo czemu weszła na spotkanie i głośno zaznaczała swoją obecność.
6.03.2021 Katowice
GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2
Bramki: Kitliński (13), Sobala (90).
GKS: Mrozek – Wojciechowski, Jędrych, Kołodziejski, Rogala – Kiebzak (40. Sanocki, 8o. Pawłas), Jaroszek (61. Urynowicz), Figiel, Błąd, Woźniak (61. Kościelniak) – Kozłowski (81. Kurbiel).
Hutnik: Smug – Wojcinowicz, Kędziora, Drąg, Świątek (90. Jaklik), Ozimek, Linca (64. Jodłowski), Smorzyński, Stawarczyk, Hafez, Kitliński (64. Sobala).
Żółte kartki: Figiel, Kołodziejski, Jędrych, Pawłas – Stawarczyk, Sobala, Jodłowski.
Czerwona kartka: Hafez (52).
Sędzia: Damian Krumplewski (Olsztyn).
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Kato
6 marca 2021 at 19:04
Co to miało być?!!!
No Panie trenerze, dużo wyjaśnień nam się należy, DUŻO!!!
szmato
6 marca 2021 at 19:05
Zawsze przegrywamy jak w podstawowym składzie jest Jaroszek – dodatkowo chyba część zagrało u buka
Scifo
6 marca 2021 at 19:15
Shellu, masz 100% racji, to jest kryminał. Hutnik miał dzisiaj wygrać, choć nie wiem dlaczego i kto komu, ale komuś się opłacało… Urwa kary finansowe dla ujów!
Co to było?
ktoś
6 marca 2021 at 19:15
Mrozek – 4
Wojciechowski – 5
Jędrych – 3
Kołodziejski – 2
Rogala – 2
Jaroszek – 1
Figiel – 1
Kiebzak – 2
Woźniak – 1
Błąd – 2
Kozłowski – 1
Sanocki – 0
Pavlas – 1
Urynowicz – 2
Pavlas – 1
Kurbiel – 1
Kato
6 marca 2021 at 19:22
Prosimy o wyczerpujące wyjaśnienia, za ten wstyd co nas spotkał.
Na takich meczach drużyna powinna dokładać cenne punkty potrzebne do awansu.
A CO TO JEST ???
Scifo
6 marca 2021 at 19:24
Mrozek 4? Za wyjście z bramki, kiedy ma dwóch obrońców przed atakującym? I druga brama.
Oni chcieli dostać drugą wcześniej, żeby potem szarpnąć i cisnąć, może strzelić na 1:2, a tak wyszło totalny gówno.
Mleczak
6 marca 2021 at 19:29
Wykupiłem transmisję po raz pierwszy i ostatni. Zostałem oszukany, moje odczucia są dokładnie takie same, to nie był sport. Pytanie czy awans też już przehandlowali?
Roh
6 marca 2021 at 19:36
Jaki podejrzany mecz, pierwszy na hutniku tez był podejrzany jak wpierdol dostali? Słabi są i tyle
Już tydzień temu z Sokołem szczęsliwe zwyciestwi było. Zespół jest znowu fizycznie żle przygotowany do wiosennej rundy jak rok temu, poza tym nie ma żadnego pomyslu na gre. Górak to nie jest dobry trener, pokazał to rok temu, oby sytuacja sie nie powtórzyla. Jak jeszcze zagraja dwa takie slabe mecze jak dzisiaj to bym się poważnie zastanowił nad jego zwolnieniem, bo awansu znowu nie będzie. A Pan Góralczyk to za takie transfery jak Pavlasa, Jaroszka czy Figla też powinien po sezonie zwolniony zostać. Myślalem, że Bartnika nikt już nie przebije, mylilem się…
3 kolory
6 marca 2021 at 19:45
KJP… czyli kurwa ja pierdole
Tyle
Maks Jurgen
6 marca 2021 at 19:59
Niestety..Roh ma rację
Kato
6 marca 2021 at 20:30
Przeanalizować mecz klatka po klatce, minuta po minucie.
Wreszcie musi oliwa wypłynąć.
Bce
6 marca 2021 at 20:45
Co kurwa ma być!!!???
To nie był mecz do chuja. Ja wam kurwa dam grać u bukmacherów. Do jebac takie kary, żeby im brakło kasy.
Skurwiele nas oszukali w żywe oczy. Co tam robili kibice Hutnika?
Na kilometr wali to sami dokończcie.
Gosc
6 marca 2021 at 21:02
Tak jak mowilem we wczesniejszym artykule jak nie bedzie pewnego zwyciestwa to o awansie mozemy zapomniec i tak pewnie bedzie, mam nadzieje ze sie bede mylic
Kato
6 marca 2021 at 21:06
Trybuna Główna, to następny temat tego meczu do wyjaśnienia.
Łukasz.W
6 marca 2021 at 21:33
Najlepsze teraz są te opinie po meczu na stronie klubowej gdzie wypowiada się pan piłkarz Jędrych który się uśmiecha do kamery i udaje wielce załamanego. No i oczywiście trener który nic nowego nie mówi i usprawiedliwia tych paralityków że to nie ich dzień był. No ja pierd… jakich my czasów dożyli
Henk
6 marca 2021 at 21:42
No cóż … „Nie dali rady” . Takie było tłumaczenie przewalonego awansu w poprzednim sezonie . Czyżby znowu podobna słabość ?
Kato
6 marca 2021 at 21:43
Dla kibiców wstyd, a z wypowiedzi pomeczowej; bla bla bla.
Niby nic sie nie stało.
Oj Panie trenerze; stało się, stało. Wstyd
Jaros
6 marca 2021 at 22:12
Zapamiętajcie skurwiałe imitacje kopaczy ?zostaniecie za to rozliczeni bezpośrednio!!! Za nasz GKS !!! Górak wypierdalaj
tomassi
6 marca 2021 at 22:20
Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Normalnie „dzień świstaka”
Arkadiusz
6 marca 2021 at 22:31
Niebywała sytuacja… Hutnik zawsze GieKSie leżał i większość meczów wygraliśmy. Wydaje mi się, że GKS jest zwyczajnie cienki jak d. węża. Ponadto w przypadku awansu, który z tych grajków podoła w I lidze? A tak u Nas mają pewną wypłatę)
LukKRKNH
6 marca 2021 at 23:52
Hutnik Nowa Huta hanysy!!!
Gieksiorz
7 marca 2021 at 03:30
Proste przewala awans to napierd…. każdego jednego obojętnie czy na stadionie, sklepie itd
Gieksiorz
7 marca 2021 at 04:38
Piłkarskie cioty sprzedawczyki pizdy ile żeście u buka wzięli?!zero honoru, nawet kurwa ma więcej honoru niż wy kutasy
CENTrUM
7 marca 2021 at 07:33
Serce cały czas za GieKSą i wiara też głęboka w mistrzostwo lecz braciszki po szalu piłka to rodzaj biznesu pieniądze muszą się zgadzać. Wkurza fakt że nie wyciągamy wniosków z historii czyt. Pan Piotr Dziurowicz A grajki jak to grajki to już nie te same chopy co kiedyś. Kasa kasa kasa nic więcej a o honorze ambicji i zaangażowaniu to możemy zapomnieć. GieKSa to My!!!!!
Irishman
7 marca 2021 at 09:00
Trudno napisać coś mądrego, po tej kompromitacji. I trudno ją racjonalnie zrozumieć ale żeby od razu za pewnik stawiać, że mecz był ustawiony, to też jest słabe.
@Shellu, nie wiem czy pamiętasz mecz GKS – Rovaniemi Palloseura i pudło Krzysia Walczaka? Wtedy też trudniej było przenieść tą piłkę nad poprzeczkę niż skierować ja do bramki, a jednak mu się udało! No a wtedy się u buka raczej nie grało. Zresztą dałby im wtedy Dziurowicz buka! :). Nawiasem mówiąc to właśnie bramka Walczaka w meczu z Bordeaux dała nam awans do następnej rundy.
Kilkanaście dni temu wieszałem psy na hokeistach po blamażach z Crcovią i Unią. Dziś jestem z nich dumny! Cóż taki jest sport. A my jeszcze nic nie przegraliśmy w tym sezonie.
potf
7 marca 2021 at 09:15
Gorzka pigułka do przełknięcia, oj gorzka. Przed meczem wydawało się, że mecz będzie spacerkiem, a komplet punktów mamy w kieszeni. Boiskowa rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Słaba gra naszych piłkarzy, może też zlekceważenie rywala, plus odmieniony po pauzie między rundami Hutnik i niespodzianka stała się faktem. Nawet w najsilniejszych ligach zdarza się co jakiś czas, że lider przegrywa z outsiderem, więc… Do ciężkiej pracy i lecimy dalej! GKS!!!
Mleczak
7 marca 2021 at 09:39
No dobra, rozpatrując mecz od strony sportowej to taktycznie hutnik był dobrze na nas ustawiony, nie mieliśmy pomysłu i argumentów żeby stwarzać sytuację bramkowe, w przerwie mieliśmy okazję to zmienić i na drugą połowę wyjść z jakimś pomysłem, ale nadal pomimo gry w przewadze graliśmy piach… pytanie czy Gorak potrafi czytać to co dzieje się na boisku i reagować na bieżąco? NIE! Druga kwestia to jak wyglądali sami piłkarze, dzień wcześniej byli na jakimś melanżu, albo na szkoleniu pt. „Jak skutecznie zlekceważyć rywala”. Straty pkt z hutnikiem i zniczem źle się dla nas skończą…
KaTe
7 marca 2021 at 09:50
Ktoś jest zdziwiony? Ktoś jest wkurzony?
Przecież: To Jest Ta Gieksa!!!
Skąd my to znamy? Jeśli pojawia się sytuacja z gatunku „lekko, łatwo i przyjemnie” – następuje niespodziewane tsunami i policzek dla frajerów zwanych zwanych kibicami.
Nie wiem czy kogoś to pocieszy, ale fani Tottenhamu, HSV, Fiorentiny, albo Schalke – też znają to uczucie…
Łukasz.W
7 marca 2021 at 12:46
Po ochłonięciu z wczorajszego dnia twierdze że trzeba poczekać i zobaczyć jak będą się prezentowali w następnych meczach i wtedy zobaczymy o co rak naprawdę gramy. Za 2 tygodnie następny mecz bo teraz pauzujemy i chciałbym oprócz wygranej widzieć fajna grę zespołu. A jak jej nie będzie i kolejne porażki to proponuje wywalić 3/4 zespołu i grać wychowankami bo nie ma sensu płacić im takiej kasy za taką grę i po prostu ogrywać swoich a nie bazować na wypożyczeniach i emerytach.
JurekNH
8 marca 2021 at 07:45
Wybaczcie proszę, że się tu wtryniam ale chciałabym podzielić się z Wami swoimi odczuciami po lekturze artykułu. Po pierwsze mam nadzieję, że nikt tu nie sugeruje, że biedny Hutnik, który z trudem dopina skromny budżet zdemotywował krezusów z Katowic. Gieksa już od kilku sezonów często długo „wchodzi w mecz” i jeżeli przeciwnik to wykorzysta i zagra mądrze to może się to skończyć tak jak w tę sobotę. Hutnik tej wiosny jeszcze niejednej drużynie napsuje krwi i proszę się nie sugerować miejscem w tabeli. Nowy Hutnik to klub założony przez kibiców i na trybunie zasiedli po prostu członkowie Zarządu = kibice i nie trzeba się tu doszukiwać jakiegoś spisku. Dziękuję i życzę awansu!
Kato
8 marca 2021 at 08:05
Z całym szacunkiem,
ale inaczej to wyglądało.
Grupka powinna zachować się jak działacze klubu.
Przede wszystkim.
JurekNH
8 marca 2021 at 09:32
Kibic zawsze będzie przede wszystkim kibicem. Kiedyś notable z Huty Lenina pewnie zachowywali się godnie. Teraz, gdy huta nie daje ani złotówki, działa każdy kto może i czuje że podoła. Pozdrawiam i życzę Wam żebyście nie musieli przejść tego co Hutnik!
Pitetr
8 marca 2021 at 08:32
Ale czy to nasza wina że jesteśmy tak małym klubem że działacze są też kibicami?
Poniekąd tak bo nie wychowaliśmy aż tylu kibiców aby być bardziej profesjonalnym klubem.
Tylko Kraków to nie … i tu sobie wpiszcie co chcecie bo młodzi w hucie są kuszeni przez starsze kluby które na dziś dzień grają w Ekstraklasie. Aha i jeszcze jedno gdyby Wasza Gieksa wygrała na wyjeździe z np. Legią a wasi działacze skakali z zachwytu przy Łazienkowskiej to czy wasz punkt widzenia nie zmienił by się cokolwiek. Przypuszczam że tak. Także dajcie sobie na luz bo oficjalnie to niebyli kibice Hutnika a działacze.
[email protected]
8 marca 2021 at 17:09
Panowie krótko na Hutnik w dniu meczu był kurs 8.50 i w ciągu kilkanustu godzin poszedł w dół z 11…stawiam 1000 zł i na jednym meczu wyciągam prawie 8000…czysty zysk i nikt mi kurwa nie powie że było inaczej… Zaangażowanie 4 żółte kartki, z tego ponad za niesportowe zachowanie. Panowie z piłkarze najchętniej to bym wam najebał jestem kibicem tego klubu od 35 lat i jeszcze takiego gówna nie było… Ale następnym razem dajcie znać też postawie kasę