Dołącz do nas

Kibice SK 1964

Pisma SK 1964 do Prezydenta Marcina Krupy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dzisiaj kibice GieKSy opublikowali post w mediach społecznościowych , w którym znalazły się skany pism wysłanych przez Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” do Prezydenta Marcina Krupy w sprawie organizacji trójstronnego spotkania na linii Miasto – Klub – Kibice. We wpisie znaleźć możemy także odpowiedź Wiceprezydenta Waldemara Bojaruna.

Poniżej zamieszczamy treść wiadomości od kibiców oraz skany pism.

Bojkot trwa w najlepsze i mamy wrażenie, że jako środowisko kibicowskie zostaliśmy jedyną stroną, która chcę tę sytuację zmienić.

Od początku naszej decyzji o bojkocie dążymy do trójstronnego spotkania na linii Miasto – Klub – Kibice. Pierwsze pismo do Urzędu Miasta zostało przez nas wysłane już 3 czerwca, jednak na odpowiedź musieliśmy czekać do 29 czerwca. Po jej otrzymaniu, konsultacji w szerszym gronie oraz innych prób dotarcia do urzędników, napisaliśmy 26 lipca kolejne pismo, jednak do tej pory nie uzyskaliśmy na nie odpowiedzi.

Nie chcemy pozostać gołosłowni i prezentujemy Wam treść wszystkich trzech pism wymienionych pomiędzy Właścicielem Klubu, jakim jest Miasto, a Stowarzyszeniem Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, tak by każdy mógł wyrobić sobie opinię. Jak już niejednokrotnie wspominaliśmy — trójstronne spotkanie może przełamać trwający impas. Nasza strona jest gotowa do rozmów. Jako kibiców martwi nas obecna sytuacja, a także coraz bardziej zastanawia postawa Miasta, któremu jako właścicielowi powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniu konfliktu.

Przypominamy, że jesteśmy mieszkańcami Katowic, którzy płacą tutaj podatki i biorą udział w wyborach.

..

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    Kato

    15 września 2022 at 05:08

    Ciężka sytuacja. Smutne to wszystko co obecnie dzieje się w GieKSie. Ciężko będzie, wszystkie strony bronią obecnie swoich skrajnych stanowisk. Obawiam się że będzie to trwało i trwało.

  2. Avatar photo

    Irishman

    15 września 2022 at 07:02

    Jestem od bardzo dawna jednym z forumowiczów, a kibicem Klubu od początku lat 80tych. I mogę śmiało powiedzieć, że przez te wszystkie lata nastąpiła ogromna zmiana w zachowaniu kibiców i bardzo duża jest tu zasługa SK! A choćby prosta sprawa niecenzuralne okrzyki, które teraz zdarzają się wręcz sporadycznie. Wszyscy się przywalili do tego Widzewa. I jasne, że było to głupie i bezsensowne zachowanie. Ale to chyba nie pamiętacie co się u nas kiedyś odwalało! Powtarzam, zawsze z obrzydzeniem obserwowałem takie sytuacje i po prostu wychodziłem ze stadionu gdy to się działo. Ale mam wrażenie, że ta sytuacja z Widzewa, pomimo, że idiotyczna został sztucznie rozdmuchana i wyolbrzymiona. A czy SK, mogło jakoś zareagować. No mogło i byłoby by po sprawie. A tak, to się teraz pisz o kibicach GieKSy jak o strasznych chuliganach, zapominając jak oni ratowali klub, jak go sprzątali, odśnieżali, w jakie akcje charytatywne się angażowali, jak zajmują się dziećmi, także tymi z Domów Dziecka itp.

  3. Avatar photo

    Kato

    15 września 2022 at 07:24

    Opuszczenie stadionu i hali przez kibiców, bojkot wszystkich sekcji i domaganie się rezygnacji ze stanowiska prezesa uważam za mało realny i skuteczny. Miasto, czyli główny akcjonariusz jest za obecnym prezesem. Domaga się przeprosin, co z pewnością nie nastąpi. A więc kibice pod płotem a prezes dalej na obiekcie. Tylko jak długo? Hokej to nie mecze z Widzewem gdzie można bojkotować mecze u siebie i jechać na wyjazdy. Kibice hokeja nie jadą na wyjazdy ligii, przynajmniej tak było dotychczas. Więc drużyna będzie grała bez kibiców u siebie i na wyjeździe. Jak długo?

  4. Avatar photo

    Irishman

    15 września 2022 at 08:37

    Kato, nie wiem gdzie Ty wyczytałeś, że kibice postulują rezygnacje prezesa? Oni tylko chcą, aby Klub był zarządzany na zdrowych zasadach i tyle.

    Zapomniałem wcześniej dodać. Jestem od dawna uczestnikiem Forum i odbiorcą tego co pisze nasza, kibicowska Redakcja. No i ja nie wiem za co SK ma przepraszać prezesa?
    No serio! Za to, że kibice chcą, aby dobrze rządzi Klubem??? Jasne, na forum też zdarzają się różne wpisy, których sam bym nie napisał ale….. no też jakoś w mojej przynajmniej ocenie nie są bardzo obraźliwe. Ale może prezes jest jakoś bardzo mało odporny czy tam wrażliwy na pisane o sobie opinie? Cóż, może to w takim razie tylko dziwić, że ktoś taki został przez Magistrat wyznaczony do pełnienia jednak było nie było ważnej funkcji społecznej, narażonej na oceny twardo wyrażającego swoje poglądy środowiska kibicowskiego. Nawiasem mówiąc pamiętam jeszcze prezesa Mariana Dziurowicza. On był w stosunku do swoich podwładnych bardzo wymagający. Ale w stosunku do kibiców zawsze odnosił się z należytym szacunkiem.
    Niemniej jednak, choć nie należę ani do SK, ani do Redakcji GieKSy, a jestem tylko szarym kibicem, to jeśli miałoby to pomóc, to za moich kolegów, wszystkich kibiców BARDZO SERDECZNIE PANA PREZESA PRZEPRASZAM!

    Natomiast przedstawicieli miasta Katowice proszę o reakcję w tej chorej sytuacji! Może my, kibice jesteśmy uważani za kogoś gorszego ale także jesteśmy w dużej mierze mieszkańcami naszych kochanych Katowic!

  5. Avatar photo

    Kato

    15 września 2022 at 09:25

    Irishman
    Tak dramatyczna akcja bojkotu, wprowadzona na wszystkie sekcje sportowe Klubu … dalej po ewentualnych rozmowach prezes może zachować stanowisko?
    Stanowisko prezesa?

  6. Avatar photo

    Irishman

    15 września 2022 at 11:14

    Kato powtórzę. Kibice nigdy nie postulowali zmiany na stanowisku prezesa tylko domagali się i domagają właściwego zarzadzania Klubem, dbałość o marketing (ten wielki, sponsorski, jak i ten na szczeblu pozyskiwania nowych kibiców dla Klubu), postawienia ambitnych celów przed sportowcami zmuszające ich do ciągłego podnoszenia swojego poziomu itp. A już wręcz skandalem były idiotyczne teksty, które można było wyczytać w różnych mediach, sugerujące jakoby chcieli oni bezkarności itp.

  7. Avatar photo

    Kato

    15 września 2022 at 12:55

    Irishman
    No tak. Taczka to była z budowy nowego stadionu. Teraz rozumiem

  8. Avatar photo

    Irishman

    15 września 2022 at 14:14

    Taczka była faktycznie w związku z fatalną oceną poczynań prezesa ze strony kibiców. ale nie był i nie jest to jakiś postulowany przez nich warunek jeśli chodzi o protest.

  9. Avatar photo

    Irishman

    15 września 2022 at 20:14

    OK, Panowie rozumiem, że pasowało Wam to jak Klub swoimi działaniami storpedował możliwość zorganizowania piłkarskiego i kibicowskiego święta na wiosnę przy okazji sparingu z Górnikiem? Rozumiem, że nie przeszkadzały Wam smutne minki dzieciaków, gdy odebrano im możliwość zagrania na Bukowej finałów Zagraj na Bukowej? Rozumiem, że świętowaliście ten wspaniały sukces piłkarzy jakim było zdobycie 8-mego miejsca w I lidze? Rozumiem, że teraz będziecie świętować zdobycie 7-mego miejsca….. chociaż nie! Podobno teraz mamy najsilniejszą I ligę w historii więc i zdobycie w niej 10-tego miejsca będzie pewnie ogłoszone sukcesem, podobnie jak wejścia MISTRZA POLSKI do półfinałów w lidze hokeja, w której tak naprawdę liczy się 5 drużyn?

    Wasz wybór!

  10. Avatar photo

    Irishman

    15 września 2022 at 20:28

    Aha. Tak gwoli ścisłości, to o ile pamiętam, Shellu zrezygnował, bo nie mógł już patrzeć na ten minimalizm.

  11. Avatar photo

    Łukasz Z.

    15 września 2022 at 20:32

    Irshman
    Naprawdę wierzysz w to co piszesz? Ciebie i Mecze uważałem za njlepszyszych komentatorów na tym portalu, ale teraz zmieniam zdanie. Co Ty masz do celu hokeistów, ta liga jest wyrównana i liczy się kilka drużyn ale nikt nie ma takiej przewagi by ogłaszać że tytuł jest nasz! A co do drużyny piłki nożnej wolisz by Pan trener Gorak ogłosił, że walczymy o mistrza a później spadł do 2 ligi?! Już to przerabialiśmy i byłeś wtedy zadowolony? Ja jestem kibicem Gieksy od połowy lat 80 i przykro mi czytając co się teraz dzieje. Kosa dajcie temu spokój, My jesteśmy lepsi od patolgi z chorzowa i zawsze powinniśmy trzymać poziom. Niech te wipsy Was otrzeźwia na chwałę naszego Klubu!!!!

  12. Avatar photo

    Pdw

    15 września 2022 at 20:46

    Chodza na GieKSe 20 lot i jest jedna rzecz MIEJSCE KIBICA JEST NA STADIONIE i tyle jeśbl.. scie se w kolano myślicie ze miasto nimo kasy za te nasze 2tyN8YEs biletów???dejcie se spokoj

  13. Avatar photo

    Piotr

    15 września 2022 at 20:53

    GieKSa jest własnością kibiców, klub miejski –> sponsorowany z NASZYCH podatków, biletó, zakupów w sklepiku. Największy problem w klubie to zerowy poziom marketingu, gdyby nie SK1964 Katowice nie wiedziałyby, że mają mistrza 😛 Kibice ratowali klub, przychodzą od lat mimo miernego poziomu, co rusz dostając nowe przekręty (czyt. Król, trener Mandrysz, Dudek) czy anulowanie akcji dla dzieci za „bandyckie zachowania na stadionie (w łodzi dochodzi do bardziej drastycznych scen i nic się nie dzieje). Mikołaj Łopuski został tak 'godnie pożegnany’ (że aż w ogóle) przez zarząd, siatkarze kontrakty mieli rozwiązywane za pośrednictwem maila, a kibice za wsparcie hokeistów rywalizacją o oprawę… usłyszeli że to zasługa prezesa. Jakbyście się czuli, gdyby prezes Waszej firmy utrudniał wam pracę, po czym przypisał sobie każdy sukces?

  14. Avatar photo

    Pdw

    15 września 2022 at 21:05

    Piotr takie rzeczy temu pajacowi trzeba wykrzyczeć z blaszoka a nie internetu ku..wa rozumiecie to???taką formą bojkotu robicie mu przysluge a zza miedzy się ciesza

  15. Avatar photo

    Łukasz Z.

    15 września 2022 at 21:29

    Toczmek, Kosa. Dalej trzeba więcej naszych opinii? Pewnie znajdą się tacy którzy Was bez refleksji popierają ale to jest słabe i bez poparcia w faktach. Jeszcze raz pisze, fani Gieksy są na poziomie i tymi głodnymi kawałkami nas nie przekonacie. Zebraliscie opinie, to macie ale nie są po Waszej mysli. Wyciągnijcie wnioski!!!!

  16. Avatar photo

    Toczmek

    16 września 2022 at 09:15

    Łukasz Z. szanuje zdanie każdego, kto się tutaj wpisuje, jednak ja dalej uważam, że taka forma protestu była jako ostateczność i niestety negatywne działanie i oszustwa doprowadziły do tego, że trzeba było z tego skorzystać.

    Odniosę się do Twojego komentarza w temacie celów. Może porozmawiajmy czym w ogóle jest cel? Wyznaczanie celów, które jesteś w stanie spokojnie spełnić ma tyle wspólnego z ambicją, co nic. Z całym szacunkiem, ale wyznaczenie celu na półfinał PO hokeistów, którzy są MP to jest nic innego jak polityczny dupochron, który można potem wykorzystać jako realizacja celu, bo szczerze? na półfinał PO daje szanse na poziomie 90%. Na tym przykładzie uważam, że nasze cele są po prostu tylko i wyłącznie politycznym wyznacznikiem sukcesu i udowodnienia, że przecież wszystko spełniłem, a ile ma to wspólnego z ambicją? Moim zdaniem totalne zero.

    W ekstraklasie piłkarskiej masz kilka drużyn, które ma postawione za cel – MP. Jak wiemy, tylko jeden może wygrać, co z resztą? spadną do 1.ligi? To tak nie działa i w sumie trochę dziwi mnie, że ktoś się nabiera na takie sztuczne gadanie. Wyznaczenie celu baraży to jest nierealne? Znaleźć się na 6. miejscu w lidze? serio?

    Nie każdy cel zrealizujesz, ale jeśli realizujesz wszystkie to oznacza, że albo jesteś po prostu najlepszy, albo cele są źle wytyczone.

  17. Avatar photo

    Pdw

    16 września 2022 at 13:21

    Tak jak juz pisano macie juz wnioski?tak naprawdę prawie każdy mysli ze ta forma jest do bani ale malo kto się chce udzielić przemyślcie to sobie,pany jesteśmy kibicami jednej drużyny nie chce was krytykować ale sami widzicie ze to normalnie w świecie nie wyszło czas na zmiany

  18. Avatar photo

    Łukasz Z.

    16 września 2022 at 13:24

    Toczmek stawianie sobie ambitnych celów jest ważne, ale jeszcze ważniejsze są wyniki. A te są! Trzeba naprawdę dużo złej woli by tego nie zauważać. Każda sekcja jest dzisiaj na wyższym poziomie niż powiedzmy 2 lata temu a chyba o to nam chodzi? Wcześniej nasza coroczna walka o awans skończyła się blamażem. Jest cienka granica między ambitnymi celami a pompowaniem balonika który później pęka z hukiem! Niestety coraz bardziej widać to o czym pisało tutaj wielu kibiców,że sprawa ma drugie dno i nie koniecznie o dobro Gieksy tutaj chodzi. Przykre.

  19. Avatar photo

    Daro

    16 września 2022 at 15:52

    Po tylu latach kibicowania i patrzenia na to jak działa miasto Katowice wcześniej za Uszoka i teraz za Krupę dochodzę do wniosku że Kosa nic nie da taki prostest ponieważ po pierwsze miasto jest za prezesem i jego działaniami w klubie więc jego dymisja jest mało prawdopodobna, po drugie piszecie że klub traci dużo kasy na biletach i to smutne jest ale wcześniej czy później miasto dołoży jakieś miliony z naszych podatków dla klubu i sobie wszystko wyrównają a ludzie i tak będą głosować na Krupę bo tak jest od lat że w Katowicach nie wygrywają ogólnopolskie partie polityczne.
    Na pocieszenie mogę powiedzieć że klub zatrudnił Karola Kuśkę w sprawie marketingu i biznesu i może warto do niego się zwrócić z zapytaniem o spotkanie i pogadanie o funkcjonowanie klubu w dziedzinie marketingu.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Od razu humor lepszy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.

Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.

Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.

Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.

(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).

Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.

Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.

Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.

Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.

Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.

Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.

I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.

Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.

Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.

Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.

Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.

Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.

Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.

Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.

Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.

I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.

Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.

O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.

Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?

Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.

Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.

Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.

Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.

Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.

A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.

PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga