Hokej Klub Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Pierwsza batalia dla GieKSy. Strzelecki popis w drugiej tercji
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W rozgrywkach Ekstraligi Kobiet nastąpiła przerwa reprezentacyjna: na ligowe boiska drużyny wrócą w sobotę 16 kwietnia. W sobotę piłkarze GieKSa rozegrali mecz ligowy z Górnikiem Polkowice. Drużyna przegrała 1:2 (0:1). Prasówkę po tym znajdziecie TUTAJ. W tym tygodniu zespół rozegra jeszcze dwa spotkania: w środę z Widzewem (zaległy mecz z 25 kolejki, o 20:30) oraz w niedzielę z Odrą (o godzinie 18:00).
W piątek siatkarze rozegrali ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego, drużyna wygrała w Suwałkach z Ślepsk Malow 3:2. Dzięki tej wygranej zespół na pewno zagra w fazie play-off ligi. W zależności od wyników dwóch zaległych spotkań Trefla siatkarze zajmą siódme lub ósme miejsce po rundzie zasadniczej. Pierwsze spotkania rundy-play-off wstępnie zostały zaplanowane na 13 kwietnia. Drużyny, które wygrają dwa spotkania awansują do półfinału.
Hokeiści w półfinale play-off rozgrywek PHL pokonali ostatecznie GKS Tychy i awansowali do finału rozgrywek. W minionym tygodniu kolejno nasz zespół przegrał 2:3 oraz wygrał 3:2, we wspomnianym półfinale rozgrywek. Wczoraj drużyna rozpoczęła walkę w finale rozgrywek, pokonując Re-Plast Unię Oświęcim 4:2. Kolejne spotkanie już dzisiaj w Satelicie – kolejne dwa w Oświęcimiu w czwartek i piątek. Mecze transmitowane są przez TVP Sport.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Biznesmeni piszą do prezydenta
Członkowie dawnego Klubu Biznesu, działającego przy GKS-ie Katowice, napisali list otwarty, w którym wskazują, jak przy Bukowej zaniedbano sponsorów.
W tym tygodniu w katowickim Urzędzie Miasta członkowie dawnego Klubu Biznesu złożyli list otwarty adresowany do prezydenta Marcina Krupy. „Niestety ta piękna idea w momencie pojawienia się nowego prezesa przestała być pielęgnowana, upadła i nie funkcjonuje od kilku lat, co jest złym prognostykiem w aspekcie przyszłego rozwoju naszego Klubu i w perspektywie powstania nowego stadionu, którego gospodarzem powinni być wspólnie miasto, Klub, jego wierni kibice oraz sponsorzy” – czytamy w nim (pisownia oryginalna).
To kolejny kamyczek do ogródka miejskiej spółki, na której czele od sierpnia 2019 roku stoi Marek Szczerbowski. Mnóstwo zastrzeżeń do działania GieKSy pod jego wodzą mają kibice, co wyłuszczyli zimą na swojej stronie internetowej, stawiając pytanie, czy „zwija klub od środka, zabijając medialno-biznesowo-wizerunkową otoczkę”, wypominając szereg zwolnień, czystki w administracji, ograniczenie działalności marketingowej. Już jesienią na jednym z ligowych spotkań na „Blaszoku” rozwieszono adresowany do pracowników klubu transparent „Na mecz z Banikiem sami zrobiliśmy frekwencję, wy dalej siedzicie i umywacie ręce!”, nawiązując do sparingu z przyjaciółmi z Ostrawy, który był bardzo promowany przez kibiców i przyciągnął na trybuny więcej osób niż mecz o punkty.
Teraz swoje zarzuty wysuwają byli i potencjalni sponsorzy klubu. Przypominają, że po spadku do II ligi Klub Biznesu przestał funkcjonować, a pakiety sponsorskie zostały… podniesione. „Klub Biznesu w przeszłości liczył ponad 50 firm, które rocznie generowały wpływy do GieKSy w wysokości ponad 300 tys. złotych. W porównaniu do inwestycji ze strony miasta kwota może nie wydawać się znacząca, ale pragniemy wskazać na ograniczone możliwości przyciągania dużych sponsorów z powodu dotychczasowej infrastruktury klubu (stadion, który lata świetności ma za sobą). Na śniadaniach Klubu Biznesu pojawiali się zarówno ówcześni sponsorzy, jak i potencjalni nowi sponsorzy, w tym tak duzi partnerzy jak firmy Randstad czy Qatar Airways. Model funkcjonowania Klubu Biznesu oraz grupa firm wspierających GieKSę stanowiły znakomity fundament do tworzenia potęgi GieKSy w przyszłości, w nowych warunkach jej funkcjonowania – na nowym stadionie ze świetną infrastrukturą sprzyjającą promocji GieKSy oraz jej sponsorów” – piszą w liście otwartym, opublikowanym na gieksa.pl.
Na oficjalnej stronie internetowej GKS-u potencjalny sponsor nie znajdzie oferty ani czegoś, co zachęcałoby do kontaktu. W zakładce „Klub Biznesu” znajduje się tylko opis kilku firm już współpracujących z GKS-em, ale bez informacji, jak do tego grona dołączyć.
W liście otwartym byli członkowie Klubu Biznesu zaznaczają, że nie chcą uderzać bezpośrednio w prezesa Szczerbowskiego, a jedynie zasygnalizować problem. Proponują, by Klub Biznesu został reaktywowany, przy wsparciu miasta i działu marketingu GKS-u. By stworzono pakiety sponsorskie, zadbano o regularne spotkania, oddelegowanie w klubie osoby odpowiedzialnej za biznesowe kontakty oraz umieszczenie przedstawiciela Klubu Biznesu w radzie nadzorczej. „GieKSa ma solidny kapitał w postaci wyjątkowej społeczności kibiców oraz biznes, który chce być blisko Klubu” – czytamy w liście.
SIATKÓWKA
siatka.org – Podział punktów w Suwałkach, GKS bliżej fazy play-off
Siatkarze Ślepska Malow Suwałki i GKS-u Katowice zainaugurowali ostatnią serię spotkań PlusLigi. Gospodarze już szans na play-off nie mają, ale GKS wciąż o nie walczy i cenne punkty w Suwałkach znacznie przybliżają zespół z Katowic do upragnionego przez nich celu. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Micah Ma’a. Teraz GKS będzie spoglądał na to, co zrobi Projekt Warszawa w meczu ze Stalą Nysa oraz Trefl Gdańsk w zaległych meczach.
GKS do ważnego meczu ze Ślepskiem Malow Suwałki przystąpił bez mającego problemy ze zdrowiem Piotra Haina.
[…] Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 2:3 (21:25, 27:25, 18:25, 25:21, 17:19)
MVP: Micah Ma’a
polsatsport.pl – Zacięte starcie w Suwałkach. Ważne zwycięstwo siatkarzy GKS
[…] Pierwszą partię wygrali siatkarze GKS, którzy przejęli inicjatywę w końcówce. W ostatniej akcji seta skutecznym atakiem popisał się Jakub Jarosz (21:25). Drużyna z Katowic była w tej partii skuteczniejsza w ataku (Jarosz 8/8!) i lepiej punktowała blokiem (0–5).
W drugiej odsłonie oglądaliśmy wyrównaną walkę obu ekip, którą zwieńczyła rywalizacja na przewagi. Co prawda to przyjezdni pierwsi mieli piłkę setową (22:24), ale ostatecznie to suwalczanie cieszyli się z wygranej po dwóch punktowych blokach (27:25).
Set numer trzy wyraźnie dla gości. Po wyrównanym początku, w środkowej części tej partii katowiczanie popisali się punktową serią (9:14) i już nie oddali przewagi. Pewnie zmierzali po wygraną, którą przypieczętował atak Jakuba Szymańskiego (18:25).
Czwarta odsłona toczyła się przy minimalnej przewadze suwalczan. W końcówce siatkarze GKS doprowadzili do remisu (20:20), ale kolejne akcje wygrali gospodarze. W pewnym momencie zrobiło się nerwowo, a czerwoną kartkę otrzymał trener ekipy z Katowic (23:20). W ostatniej akcji seta goście popełnili błąd (25:21).
W tej sytuacji zwycięzcę miał więc wyłonić tie-break. Nie brakowało w nim zaciętej walki obu ekip. Przy zmianie stron punkt zaliczki mieli gospodarze (8:7). Ślepsk miał też jako pierwszy piłkę meczową, gdy skutecznym atakiem popisał się Bartłomiej Bołądź (14:13). Katowiczanie doprowadzili jednak do gry na przewagi, a bohaterem ostatnich akcji był Marcin Kania (17:19).
HOKEJ
sportdziennik.com – GKS Tychy – GKS Katowice. Gramy dalej!
Po raz drugi w półfinałowych derbach pomiędzy GKS-ami z Tychów i Katowic rozgrywano dogrywkę, ale o przedłużenie tyskich szans zadecydowały karne…
Obaj trenerzy doszli do wniosku, że na tym etapie rywalizacji już nie ma co „majstrować” przy składach. Jedynie pojawił się w katowickiej defensywie Fin Kalle Valtola, który wcześniej był chory. Pierwsza tercja zdecydowanie różniła się od tej z sobotniego meczu. Tym razem katowiczanie wyszli założenia, że z gospodarzami trzeba podjąć grę od pierwszych minut i byli stroną dominującą. W 4 min mogli już objąć prowadzenie – najpierw Mateusz Rompkowski silnie uderzył i krążek przeszedł tuż obok słupka, odbił się od bandy i przejął go Bartosz Fraszko. Skrzydłowy GieKSy strzelił niemal z zerowego konta i „guma” przemknęła wzdłuż linii bramkowej na drugą stronę tafli. Goście objęli prowadzenie gdy Patryk Wronka uderzał na bramkę, krążek odbił się od Grigorija Żełdakowa i wpadł do siatki. Gospodarze grali 2 razy w przewadze i niemal przez cały czas przebywali w tercji rywali, jednak nie znaleźli drogi do bramki.
W kolejnej odsłonie gorących spięć pod bramką Johna Murraya nie brakowało. Jakub Witecki (31 min), Bartłomiej Jeziorski, Christian Mroczkowski (35) i Michael Cichy (39) mieli okazje do wyrównania. Ten pierwszy, „głodny” gry, popisał się efektownym rajdem i należy tylko żałować, że krążek minimalnie minął cel. Przewaga gospodarzy była spora i trener Jacek Płachta poprosił o czas, by jego podopieczni ochłonęli i uporządkowali grę. Tomas Fuczik nie miał wiele pracy, ale poważnie zagrozili mu Grzegorz Pasiut oraz Anthon Eriksson. Trener Andrej Sidorenko, by zmobilizować jeszcze bardziej zawodników, dokonał roszad w swoich formacjach.
Tyszanie grali w jednostajnym tempie, bez błysku, a minuty mijały. Goście od czasu do czasu wyprowadzali kontry, ale nie byli zainteresowani forsowaniem zbyt szybkiego tempa. Wprawdzie prowadzili tylko golem, ale on ich promował do finału. Wydawało się, że gospodarze jakby nieco zwątpili, jednak w 55 min Cichy w końcu pokonał Murraya. Radość gospodarzy była ogromna, ale krótka. W kolejnej akcji gości w roli głównej wystąpili dwaj Mateusze. Bepierszcz zagrał zza bramki, a Michalski ponownie dał GieKSie prowadzenie. W 58:20 z lodu zjechał Fuczik i pojawił dodatkowy napastnik. Na 18 sek. przed końcem kapitan Michał Kotlorz zdobył wyrównującego gola. W dogrywce było kilka soczystych uderzeń, ale krążek nie chciał wpaść do siatki. Zadecydowały „najazdy”.
GKS Katowice zagra w finale!
Właściwie trudno się dziwić, że o awans do finału play offu gra się długo i dokładnie, choć katowiczanie w decydującej rozgrywce chyba już się widzieli, ale konkret przyszedł.
Siły obu GKS-ów z Katowic i Tychów są podobne, więc w siódmym spotkaniu znów w regulaminowym czasie był remis (2:2). Gospodarze prowadzili już 2:0, ale niezwykle zdeterminowani goście zdołali doprowadzić do wyrównania.
O sporym pechu może mówić Bartłomiej Pociecha, który w połowie poniedziałkowego meczu złamał palec i czeka go dłuższa. – Na trzeci mecz finałowy pewnie zdążę, a teraz przyjdzie mi tylko kibicować i trzymać kciuki za kolegów – wyjawił tyski obrońca w drodze na lodowisko.
Od pierwszego gwizdka obie drużyny nie zamierzały się oszczędzać i swojej akcje prowadziły w szybkim tempie. Stroną przeważającą byli gospodarze i oni stworzyli zdecydowanie więcej sytuacji pod bramką Tomasa Fuczika. Jednak ani Anthon Eriksson (4 min), ani jego kompani, Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek do spółki Mateuszem Michalskim, nie potrafili skierować krążka do siatki. John Murray pokazał swój kunszt bramkarski po uderzeniu Michaela Cichego (15), gdy krążek zmierzał pod poprzeczkę, ale zdołał go załapać. I tercja zakończyła się bez bramek i… kar.
Jednak doczekaliśmy się kary Mateusza Gościńskiego oraz bramek z jednej i drugiej strony. Wykluczenie „Gościa” miało poważne konsekwencje, bo tyszanie stracili gola. Niezmordowany w półfinałowej serii Patryk Wronka znów dał znać o sobie i w końcu pokonał czeskiego golkipera. Po tym trafieniu gospodarze zdominowali taflę przez kilka minut posiadali znaczną przewagę. Kolejna szybka akcja katowiczan przyniosła im drugą bramkę. Krężołek przejął krążek od Matiasa Lehtonena i zauważył z lewej strony nadjeżdżającego Mateusza Bepierszcza. Ten niewiele się namyślając uderzył silnie i pewnie. W tym momencie tyszan „olśniło”, że finał się mocno oddalił. Ruszyli wściekle do przodu i wreszcie pod bramką gospodarzy było sporo zamieszania i Murray musiał wykazać się refleksem. Jednak nie zdołał utrzymać „czystego” konta. Alex Szczechura podał do Galanta i ten z bliskiej odległości wpakował krążek do siatki. Czyżby miał powtórzyć się scenariusz z drugiego spotkania w „Satelicie”?
Ostatnia odsłona zaczęła się z opóźnieniem, bowiem na tafli było sporo wody. W końcu zaczęła się twarda gra o każdy centymetr lodu. Gdy w 41 min na ławce kar znalazł się Michael Cichy, pod bramką Fuczika była niezwykle gorąco i aż dziw bierze, że krążek nie znalazł się w siatce. Gdy miejscowi kibice oczekiwali kolejnych goli dla swojego zespołu, czekała ich przykra niespodzianka. W 50 min Jason Seed dalekim podaniem uruchomił Jegora Fieofanowa, a ten dostrzegł wychodzącego na wolną pozycję Denisa Sergiuszkina. Ten ostatni nie miał problemu z umieszczeniem krążka w siatce. Ostatnie 10 min w wykonaniu obu zespołów było nerwowe, ale też było sporo sytuacji. Jednak w regulaminowym czasie znów był remis. O wszystkim miała zadecydować dogrywka w której lepsi okazali się gospodarze.
hokej.net – Pierwsza batalia dla GieKSy. Strzelecki popis w drugiej tercji
GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Re-Plast Unię Oświęcim 4:2 i objął prowadzenie w finałowej rywalizacji. Kluczowa dla losów spotkania okazała się druga odsłona, w której GieKSa zdobyła wszystkie bramki.
Spotkanie zaczęło się uroczyście, bo od odśpiewania „Mazurka Dąbrowskiego”. Później krążek na lód rzucił zaproszony na to spotkanie Jaromír Jágr, członek „Triple Gold Club” i jeden z najlepszych zawodników w historii NHL. Do pierwszego wznowienia stanęli Grzegorz Pasiut i Krystian Dziubiński, etatowi reprezentanci Polski i kapitanowie obu ekip, który chwilę później zrobili sobie zdjęcie z hokejową legendą.
Jako pierwsi groźną akcję wypracowali sobie oświęcimianie. Do katowickiej tercji odważnie wjechał Victor Rollin Carlsson, ale uderzeniem z bekhendu nie zdołał pokonać Johna Murraya. Chwilę później swoją szansą miał Nikołaj Stasienko, jednak oddał niecelny strzał.
Później więcej z gry mieli gospodarze, którzy częściej przebywali w oświęcimskiej tercji i niepokoili Clarke’a Saundersa. „Saundy” pewnie strzegł swojego posterunku i obronił uderzenia Patryka Krężołka, Bartosza Fraszki i Mateusza Michalskiego. Trzeba przyznać, że miał też sporo szczęścia. Najpierw w 17. minucie odbił krążek po kąśliwym uderzeniu Jakuba Wanackiego. Spieszący z dobitką Matias Lehtonen posłał gumę w słupek, a czający się pod bramką „Wanek” uderzył z bekhendu. 32-letni Kanadyjczyk zdążył dosunąć parkan i odbić ten strzał! W końcówce – po uderzeniu Grzegorza Pasiuta – krążek znalazł się w oświęcimskiej siatce, ale sędziowie uznali, że nastąpiło to po wybrzmieniu syreny obwieszczającej koniec pierwszej tercji.
To było ostrzeżenie, z którego oświęcimianie nie wyciągnęli wniosków. Biało-niebiescy nie poprawili gry w destrukcji i nie zagrali w sposób twardy przed własną bramką, więc zapłacili za to sporą cenę.
Katowiczanie drugą odsłonę rozpoczęli bowiem z prawdziwym przytupem i wykorzystali serię indywidualnych błędów gości. Już 19 sekund po jej rozpoczęciu składną akcję rozegrali Bartosz Fraszko i Patryk Wronka, którą celnym strzałem niemal do pustej bramki zwieńczył ten drugi.
Podopieczni Jacka Płachty poszli za ciosem i w ciągu trzech minut zdobyli kolejne dwa gole, robiąc tym samym milowy krok w kierunku zwycięstwa. Na 2:0 w zamieszaniu podbramkowym podwyższył Mateusz Michalski, a trzecie trafienie było dziełem Grzegorza Pasiuta, który – podczas gry swojego zespołu w osłabieniu i precyzyjnym dograniu Bartosza Fraszki – wypalił pod poprzeczkę.
Biało-niebiescy mieli problem z przedarciem się przez katowickie zasieki obronne. W 33. minucie wykorzystali okres gry w przewadze. Victor Rollin Carlsson dograł do Teddy’ego Da Costy, a ten uderzeniem w krótki róg zaskoczył Johna Murraya i wlał nadzieję w serac
Niesieni dopingiem publiczności GieKSiarze odpowiedzieli już 47 sekund później. Pasiut próbował dograć do Carla Hudsona, ale Nikołaj Stasienko tak niefortunnie przeciął krążek, że guma zatrzepotała w siatce.
Trzybramkowa zaliczka pomogła gospodarzom kontrolować przebieg spotkania. Ale ekipa z grodu nad Sołą nie poddała się. Akcję Krystiana Dziubińskiego i Wasilija Strielcowa uderzeniem do pustej bramki zwieńczył Aleksandr Strielcow, dla którego był to już siódmy gol w fazie play-off.
W 56. minucie kontaktowego gola mógł zdobyć Wasilij Strielcow, ale w dobrej sytuacji fatalnie przestrzelił. W końcówce Tom Coolen zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, ale nie przyniósł on zamierzonego efektu.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Kibice Piłka nożna Wideo
Stadion znowu eksplodował
W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.


Najnowsze komentarze