Dołącz do nas

Felietony Kibice Klub Piłka nożna

Pan Kierownik niszczy stare kino

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Arkadiusz, kibic GieKSy, podzielił się z nami swoimi przemyśleniami po meczu z Arką Gdynia. Bardzo trafnie przyrównał sytuację, w której znalazł się klub, do starego kina, kochanego jedynie przez pasjonatów i niszczonego przez Pana Kierownika. Zapraszamy do lektury i przypominamy, że nasze łamy są dla Was otwarte.

Niedzielny mecz już za nami i biorąc pod uwagę wydarzenia na boisku, chcielibyśmy o nim jak najszybciej zapomnieć. To był chyba najgorszy mecz GieKSy w tym sezonie, a kto wie, czy nie jeden z najgorszych w ostatnich latach. Na razie gramy w kratkę i zwycięstwa przeplatają się z porażkami. Wyniki mamy różne, ale jedna rzecz od początku tego sezonu jest stała: brak kibiców na Blaszoku i kilkusetosobowa, dosyć symboliczna grupa kibiców na trybunie głównej. Oglądając w niedzielnym meczu z Arką pusty Blaszok wyobraziłem sobie, jak ta sytuacja wyglądałaby w realiach na przykład branży filmowej. Jest jakieś kino, które najlepsze lata ma już za sobą. Kiedyś, puszczano tam premiery najnowszych hitów, ale teraz jest tylko repertuar filmów klasy C. Tynk odpada ze ścian, brudne i niewygodne siedzenia, zapchane toalety, a w umywalkach nie ma wody. Na dodatek niedawno, szatniarz obrobił dziecięcy płaszczyk i zabrał dziecku portfelik z pieniędzmi.

Pomimo tego, do kina chodziła całkiem spora grupa pasjonatów X muzy, którzy cenili sobie oldschoolowy klimat tego przybytku i liczyli, że kiedyś się to wszystko poprawi. Owszem, w kilku nie tak znowu odległych miastach stoją już nowoczesne kinowe multiplkeksy, ale widzowie-pasjonaci właśnie w tym starym, miejskim kinie przeżywało swoje pierwsze filmowe uniesienia. Często przyprowadzeni tam jeszcze jako dzieci, przez swoich rodziców lub dziadków. Tak, dla wielu widzów to kino było miejscem szczególnym, dlatego gdy kilkanaście lat wcześniej kino stanęło na granicy upadku, to właśnie widzowie zorganizowali mu dofinansowanie. Mijały lata i pomimo niezbyt zachęcającego repertuaru filmowego, widzowie-pasjonaci starali się oglądać każdy wyświetlany w kinie film. Część z nich założyła Stowarzyszenie Miłośników Kina, gdzie komentowali poszczególne filmy, grę aktorów, czy pracę reżysera. Widzowie organizowali sprzedaż biletów dla tych osób, które miały problem z dojazdem po bilet do kina. Organizowali akcje promocyjne filmów, a także akcje dla dzieci pod hasłem ,,Idź do kina w niedzielę”.

W pewnym momencie w kinie pojawił się nowy Pan Kierownik, który dosyć szybko dał do zrozumienia, że widzowie-pasjonaci mu się nie podobają. Za bardzo interesują się tym kinem i patrzą Panu Kierownikowi na ręce. Jak to? Przecież w kinie zarządzanym przez Pana Kierownika wszystko funkcjonuje idealnie i jakieś propozycje usprawnienia działalności kina, na przykład dotyczące zwiększenia frekwencji na poszczególnych seansach, Pana Kierownika po prostu obrażają. Pan Kierownik zlikwidował coroczny konkurs wiedzy o filmie, organizowany przez widzów-pasjonatów dla miejscowych dzieciaków. Dlaczego to zrobił? Trudno powiedzieć, wiadomo jednak, że rozczarowane były tym faktem przede wszystkim dzieci. Pisałem już powyżej, że szatniarz zabrał z płaszczyka (chorego) dziecka pieniądze. Ta historia ma jednak ciąg dalszy, na szczęście dla dziecka nieco bardziej optymistyczny. Kino rzeczywiście oddało mu te pieniądze, ale… tylko połowę. No cóż, rozpieszczanie dzieci nie jest niewątpliwie priorytetem działalności Pana Kierownika.

Pewnego dnia dwóch sfrustrowanych widzów pobiło się w kinie i Pan Kierownik stwierdził, że reszta widzów ma zapłacić za złamane krzesełko. Pan Kierownik widział problem w akcjach promujących kino organizowanych przez widzów, widział problem, gdy widzowie organizowali sobie sprzedaż biletów. Dla wielu przyjście do kina wcześniej tylko po bilet było kłopotliwe ze względu na miejsce zamieszkania lub po prostu brak czasu. To tylko część nieprzychylnych działań Pana Kierownika. Według niego, widzowie-pasjonaci tylko przeszkadzają ,,normalnym” widzom w delektowaniu się tym wspaniałym repertuarem, który serwuje w kinie Pan Kierownik. Według Pana Kierownika widzowie-pasjonaci jeśli przestaną przychodzić na seanse filmowe, to przed kinem ustawi się kolejka chętnych, żeby zająć zwolnione miejsca na sali. A nawet jeśli się ta kolejka nie ustawi, to on będzie puszczał te filmy dla samego siebie i ewentualnie wąskiej grupy swoich znajomych. To jest jego kino i będzie sobie w nim robił co chce – widzowie w kinie przecież nie są potrzebni i on na żadne ustępstwa względem widzów nie pójdzie! W ten sposób mamy kino, w którym filmy nie są grane dla widzów tylko dla kierownika i jego pracowników. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś Pan Kierownik udzielał się w pewnej partii politycznej, która nie ukrywała swojej genealogii w ustroju, w którym absurd gonił absurd. Może Pan Kierownik postanowił przetransplantować ducha tamtych czasów, do czasów współczesnych. Następnym etapem będą może sklepy, w których zaopatrywać będą się tylko tamtejsze ekspedientki. Polecam też pomysł restauracji, w której stołować się będą tylko zatrudnieni w niej kucharze i kelnerzy. Szczególnie że w niejednej knajpie w Polsce doszło do tzw. ekscesów, a i w sklepach lub tuż obok nich, coś by się znalazło. Pozbycie się klientów rozwiąże wszystkie ewentualne problemy. Gdyby żył Stanisław Bareja, to dzięki takim ludziom jak Pan Kierownik miałby teraz złoty okres swojej twórczości.

Widzowie, którzy nie odwrócili się od kina w jego najtrudniejszych latach, którzy przychodzili bez względu na pogodę i kupowali bilety na filmy naprawdę kiepskiej jakości. Widzowie, którzy do seansów dopasowywali nawet urlopy. Widzowie, którzy poświęcili dla kina sporą część swojego życia. Oni wszyscy powinni być wyrzuceni na śmietnik, bo Pan Kierownik wymyślił sobie, że zmieni publikę na taką, która jemu będzie odpowiadała. Skończy się to oczywiście w ten sposób, że Pan Kierownik będzie przez lata oglądał filmy samotnie lub w mocno pustawej sali i nawet ewentualne otwarcie za kilka lat nowego multipleksu niewiele tutaj pomoże. No ale Pan Kierownik nie prowadzi tego kina dla widzów, on prowadzi je dla siebie. Najlepsze jest to, że Pan Kierownik nie jest nawet właścicielem tego kina. A jeszcze lepsze jest to, że właściciel kina… udziela ,,pełnego poparcia” Panu Kierownikowi. Nie, tego chyba nawet Bareja by nie wymyślił.

Arkadiusz

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Kato

    31 sierpnia 2022 at 14:31

    Olek
    Czyli wszyscy zostaną poproszeni o opuszczenie kina?
    Wszyscy co zakupili bilety/karnety nie zobaczą następnego seansu?
    I jeżeli to są seanse dla dzieci to również obsługa i je wyprosi?

  2. Avatar photo

    Marcin z Wełnowca

    31 sierpnia 2022 at 14:47

    Przygnębiający tekst. Trafna analogia.
    Trzeba liczyć na to, że właściciel awansuje kierownika i przesunie go na inny ważny odcinek- gospodarza…domu.

  3. Avatar photo

    Bbg

    31 sierpnia 2022 at 18:29

    Widać że masz daleko na stadion bo nie do końca wiesz co się dzieje

  4. Avatar photo

    Kinoman

    31 sierpnia 2022 at 20:28

    Brawo Arkadiusz,
    Szkoda kina, mam nadzieje, że kierownik wkrótce je opuści. Tyle szkód narobił.

  5. Avatar photo

    Won

    1 września 2022 at 13:58

    To jest absurd że pan wielki prezes nie komentuje całej sytuacji i ukrywa się jak szkodnik. Pan jeszcze większy prezydent nie widzi problemu. Kurwa to po co uprawiać jakakolwiek dyscypline, jak nie dla kibiców? Czy mozna to jakos podciagnac pod działanie na szkodę spółki lub firmy? Łezka sie w oku kręci widzac gdzie jest teraz były prezes Cygan i co osiągnął. Obecnemu prezesowi wyszlo tylko spierdolenie dachu poprzez złe materiały na stadionie sląskim podczas budowy, i rozpieprzenie klubu biznesu w GieKSie. Brawo. Awans się należy. Kolesiostwo pierdolone

  6. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 12:02

    Dlaczego skasowaliscie post Olka? Nie jest prawomyslny? To jest absurd. Nie można tu pisać tego czego się można myśli? Słabe to.

  7. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 12:05

    Przepraszam. Tego co ma się na myśli.

  8. Avatar photo

    M

    3 września 2022 at 15:27

    Pazurrr, ty ch…ja rozumiesz. I chyba od prezesa jesteś, bo zapomniales, albo nie wiesz, kto uratował ten klub parę ładnych lat temu. Więc nie pierdol.
    Ja sam wolałbym, żeby trybuny były pełne, ale popieram akcję, bo innego wyjścia nie ma.

  9. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 15:33

    Pazurrr
    Nie tylko słychać goroli, ale słychać goroli którzy wyzywają Nasz klub na naszym stadionie!!! To chore by w imię walki z prezesem dopuszczać do takiej sytuacji i to przy transmisjach na żywo! To przerost formy nad treścią żeby teraz kopać się że wszystkimi kiedy jest najlepiej od lat. Gdzie były protesty gdy spadaliśmy do 2 ligi, a reszta sekcji była dużo słabsza niż teraz?! Wtedy było ok? To chore!

  10. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 15:48

    M
    Co Ty pierdzielisz, kiedy u Nas były pełne trybuny, w jakiej bajce Ty żyjesz?
    Pewnie, kto nie z Wami to przeciwko Wam! Kibice mogą uratować klub ale żeby wskoczył na wyższy poziom potrzebne są miliony a my ich nie mamy! No chyba ,że Ty to proszę, bo prywatny inwestor to rozwiązanie idealne. Przestańcie żyć marzeniami, że kibice na trybunach to jedyne co jest ważne dla klubu.Klub to złożony organizm i wszystko musi się zgadzać.

  11. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 18:37

    Dlaczego usuwacie post?.Co tu się odwala? To kasa Wami kieruje, czy coś innego? To strona naszego klubu czy strona dla wybranych? Dlaczego nie usunaliscie moich, co tu się odwala?

  12. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 18:57

    Co jest kur…! Usuwacie Olka, Pazurrra to usuńcie i mnie! O co chodzi? Co Wy odwalacie? Brawo Wam!

  13. Avatar photo

    Łukasz Z.

    3 września 2022 at 20:42

    Wygraliśmy w lidze mistrzów!!! Skasujcie ten post. Jest nie po Waszej myśli!

  14. Avatar photo

    GieKSiorz

    4 września 2022 at 15:34

    Jeb…ć łamistrajków!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  15. Avatar photo

    GieKSiorz

    4 września 2022 at 16:01

    chuj ze wygrali,trzeba miec honor i zasady a nie dac sie sprzedac za okolicznosciowy szalik i darmowe wejsciowki czerwoneu szkodnikowi,trzeba patrzec przez pryzmat ogolnych dokonan tego nieudacznika a nie przez terazniejsze chwytanie sie brzytwy przez niego i realizowaniu pomyslow kibicow podsuwanych latami

  16. Avatar photo

    Kato

    5 września 2022 at 11:53

    Czekaniem pod stadionem…
    to może być pół, nawet rok lub więcej.
    Tyle ile już kibicujemy pod jego rządami.
    Zresztą nie mamy sponsora prywatnego na którym robiłoby to wrażenie.
    Miasto poparło i zaklepalo sytuację.
    tyle w temacie.
    Szkoda tylko hokeja, bo kibice i drużyna są głodni sukcesu a obawiam się że prędko takich wydarzeń już w Katowicach nie zobaczymy.

  17. Avatar photo

    Kato

    5 września 2022 at 16:27

    GieKSiorz
    Szkoda że na obronę domu wybrano opuszczenie domu i przygladanie sie z za płotu co sie w nim dzieje.
    Trudno, moim zdaniem mało skuteczne

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga