Felietony Piłka nożna
Ostatnie lata, czyli GieKSa na zapleczu ekstraklasy – część 6
To już ostatnia odsłona wspomnień dotyczących gry GieKSy w I lidze. W tym tygodniu są to sezony 2017/18 i 2018/19.
Ostatnie dwa sezony GKS-u w I lidze były dosyć burzliwe. Wielkie nadzieje na awans. Wiele zmian na ławce trenerskiej. Jednak to, co stało się w maju zeszłego roku, nie przyszłoby nam do głowy nawet w najmroczniejszym koszmarze.
Sezon 2017/18
Po tym, jak przez Brzęczka i jego „piłkarzy” został zaprzepaszczony awans w poprzednim sezonie, plan nadal był taki sam. Trenerem został „specjalista od awansów” Piotr Mandrysz.
Z zespołu odszedł Alan Czerwiński, który wybrał grę w ekstraklasie w barwach Zagłębia Lubin. Pożegnano również m.in. Prażnovskiego, Wisio, Dawida Abramowicza, Wołkowicza i Lebedyńskiego. Nowymi zawodnikami GieKSy zostali: Klemenz, Mączyński, Midzierski, Mokwa, Pleva, Błąd, Kuliński, Plizga, Skrzecz, Słomka, Sulek, Kędziora i Yunis. Zmian w składzie było więc dosyć sporo. Nastąpił również zaciąg z Niecieczy, czyli poprzedniego zespołu Piotra Mandrysza.
Start sezonu był słaby, bo GKS wygrał pierwsze spotkanie dopiero w 4 kolejce. Była to wyjazdowa wygrana z Rakowem 3:1. Po 10 rozegranych meczach sytuacja wyglądała tragicznie. Katowiczanie mieli zaledwie 9 punktów i znajdowali się na przedostatnim miejscu w tabeli, tuż nad odwiecznym rywalem z Chorzowa. Nastąpiło lekkie przebudzenie drużyny, ponieważ kolejne 3 spotkania były zwycięskie. Seria nie trwała jednak długo, bo nadeszły derby. Przed tym meczem ekipy GieKSy i chorzowian dzieliło aż 11 punktów, a Ruch był pewnym kandydatem do spadku mimo tego, że nie została jeszcze rozegrana nawet połowa ligowych kolejek. Wyczekiwane od wielu lat derby miały być 4 wygraną z rzędu. Jednak po pierwszej połowie na Bukowej nastąpiła konsternacja, bo młodzież w niebieskich strojach prowadziła 2:0. Druga połowa była lepsza w wykonaniu GieKSy, ale drużynę stać było tylko na jednego gola. Derby na własnym stadionie z rywalem skazywanym na porażkę zakończyły się naszą przegraną. W listopadzie nastąpiła również zmiana na stanowisku prezesa. Wojciech Cygan pożegnał się z klubem, a jego funkcje przejął Marcin Janicki.
Piłkarską jesień GKS zakończył niemal tradycyjnie na 8 miejscu ze stratą 6 punktów do awansu.
W przerwie zimowej Mandrysza na stanowisku trenera zastąpił Jacek Paszulewicz. Zmiana szkoleniowca pociągnęła za sobą również zmiany w drużynie. Podziękowano Garbacikowi, Plevie i Sulkovi. Do drużyny dołączyli: Frankowski, Procek, Słaby, Wnuk, Poczobut i Volas. Drużyna miała być świetnie przygotowana pod względem fizycznym, ponieważ właśnie z tego słynął trener Paszulewicz.
Pierwszy wiosenny mecz to porażką z Puszczą Niepołomice, ale później nastąpiła seria 5 wygranych spotkań z rzędu. Po tejże serii GKS znalazł się na 2 pozycji w tabeli, która daje awans z przewagą 2 punktów nad rywalami i taką samą stratą do lidera. Powiało optymizmem, bo w kolejnych spotkaniach nasza drużyna dobrze punktowała i na 4 kolejki przed końcem sezonu miała tyle samo punktów co 2 Chojniczanka, ale zaledwie 3 punkty przewagi nad 5 w tabeli Stalą Mielec. Nadeszła 31. kolejka i derbowy mecz w Chorzowie. Ruch był już praktycznie pewny spadku, a my dzięki wygranej mieliśmy rozpocząć finisz o awans. Niestety drugie derby w sezonie i druga porażka z młodzieżą z Chorzowa. Mało tego, w następnej kolejce kolejna derbowa porażka, tym razem u siebie z Tychami. Nasza drużyna spadła na 6 miejsce w tabeli i miała już 5 punktów straty do awansu. Szanse pozostawały więc już czysto matematyczne. Kolejne spotkanie to tylko remis w Grudziądzu co spowodowało, że kolejny już sezon GKS nie zdołał wywalczyć awansu. Sezon zakończyliśmy na 5 miejscu w tabeli z 4 punktami straty do awansu.
Do ekstraklasy awansowały Miedź Legnica i Zagłębie Sosnowiec. GieKSa nie grała wtedy z żadnym z obecnych przedstawicieli ekstraklasy. Spadek zaliczyły następujące drużyny: Ruch Chorzów, Olimpia Grudziądz, Górnik Łęczna. W barażu o utrzymanie zagrała Pogoń Siedlce, która ostatecznie spadła, a awans zaliczyła Garbarnia Kraków.
Królem strzelców został Mateusz Machaj z Chrobrego Głogów, który 16 razy trafiał do siatki. Wojciech Kędziora był najlepszym strzelcem GieKSy z 10 bramkami.
Sezon 2018/19
Przed kolejnym sezonem nie zdecydowano się na zmianę trenera i dalej z GieKSą pracował Paszulewicz. Odeszli z klubu tacy zawodnicy jak: Abramowicz, Klemenz, Mokwa, Cerimagić, Mandrysz, Foszmańczyk, Kalinkowski, Plizga, Prokić, Skrzecz, Zejdler, Kędziora i Goncerz.
Sprowadzeni zostali: Baran, Kupec, Lisowski, Remisz, Wawrzyniak, Woźniak, Andrzejczak, Bronisławski, Kurowski, Łyszczarz, Michalik, Piesio, Puchacz, Tabiś, Anon, Rumin i Śpiączka.
Jak widać, zmian w składzie GieKSy było mnóstwo. Miało to „oczyścić” drużynę z zawodników, którzy absolutnie nie spełnili pokładanych w nich nadziei i grali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Nowa ekipa, a jakże, miała walczyć o awans.
Początek jak zwykle był ze zmiennymi wynikami. Jednak między 5. a 10. kolejką drużyna zdobyła tylko 1 punkt, co skutkowało miejscem w strefie spadkowej. Zakończyło się to dymisją Paszulewicza. W 4 kolejnych meczach drużynę prowadził dotychczasowy asystent Jakub Dziółka i w tych spotkaniach GKS zgromadził 4 punkty. Od 15 października drużynę prowadził Dariusz Dudek, który sezon wcześniej poprowadził Zagłębie Sosnowiec do awansu. Dwa mecze pod wodzą nowego szkoleniowca to dwie kolejne porażki. 7 spotkań, które zostały rozegrane jeszcze jesienią pod wodzą Dudka to zdobycz zaledwie 6 punktów.
Zimę GKS spędził na przedostatnim miejscu w tabeli ze stratą 4 punktów do bezpiecznej strefy. Odszedł Kupec, Andrzejczak, Michalik, Słomka. Do klubu dołączyli: Dejmek, Jędrych, Grychtolik, Habusta, Rzonca i Marchewka.
Na start wiosny nastąpiły dwie porażki. Później jednak nastąpiła całkiem niezła seria 8 z rzędu spotkań bez porażki, było w tym jednak tyle samo zwycięstw co remisów. Na dwie kolejki przed końcem sezonu GieKSa znajdowała się tuż nad strefą spadkową z 1 punktem przewagi. Wygrana, a nawet remis w ostatnim spotkaniu z Bytovią przy Bukowej dawała nam pewne utrzymanie. Jednak to, co stało się 18 maja przy Bukowej to scenariusz jak z filmu, niestety dla nas z horroru bez happy endu. Około 4 tysiące kibiców było świadkami tych smutnych wydarzeń. W 30. minucie nasz były gracz Filip Burkhardt dał prowadzenie gościom z Bytowa, ale już 2 minuty później wyrównał Rzonca. Przy takim rezultacie mieliśmy utrzymanie, ale trzeba było walczyć o wygraną i spokój o dalszy pobyt w I lidze. W ostatniej akcji tego spotkania bodajże szósta doliczona przez sędziego minuta. Bramkarz gości wędruje w nasze pole karne. Dośrodkowanie i… Andrzej Witan, bramkarz zdobywa gola, który nas pogrąża. Na Bukowej zapanowała cisza. Chyba nikt nie wierzył w to, co się właśnie wydarzyło. Pamiętam to uczucie doskonale. To była wściekłość pomieszana z rozpaczą. Z jednej strony na usta cisnęły się najgorsze obelgi w stosunku do „piłkarzy” w naszych koszulkach, trenera, zarządu, właścicieli klubu. Z drugiej strony do oczu napływały łzy żalu i smutku. Oczywiście, że nerwy po chwili puściły i posypała się fala krytyki i wyzwisk w stosunku do w zasadzie wszystkich, których wymieniłem powyżej. Na konferencji prasowej Dudek dostał od kibiców mini puchar za „najbardziej frajerską drużynę w historii GieKSy” i słusznie, ponieważ tak właśnie było.
Podsumowanie
Brak awansu do ekstraklasy w ciągu tych wielu lat gry w I lidze był momentami wręcz szokujący. Jednak brak awansu to jedna kwestia, ale doprowadzenie do spadku to zupełnie coś innego. Ekipa, która personalnie miała walczyć o najwyższe cele, w sposób absolutnie frajerski i wręcz nie do pomyślenia spuściła nasz klub na trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce. Wracając wspomnieniami do tego, co się wtedy działo wracają również te emocje. Oczywiście już nie tak silne, ale jednak. Dalej jest to bardzo, bolesne myślę, że dla każdego kibica GieKSy. Miejmy jednak nadzieję, że teraz w II lidze pod wodzą trenera Góraka, dyrektora Góralczyka i ekipą w większości młodych, ambitnych, nienastawionych tylko na jak największy zarobek zawodników uda nam się wrócić do I ligi. Kto wie może i w końcu uda się i wrócić do ekstraklasy? Może trzeba zrobić krok w tył, żeby zrobić dwa w przód? Oby tak było. Tego Wam i sobie życzę i do zobaczenia na Bukowej już za tydzień!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

benek
23 lutego 2020 at 13:45
„Brak awansu do ekstraklasy w ciągu tych wielu lat gry w I lidze był momentami wręcz szokujący” – podobnie jak szokujący był brak tytułu mistrzowskiego w latach 80/90