Piłka nożna Prasówka
Opinie mass mediów na temat meczu GKS-Resovia: Przegrany wyścig żółwi. Na „GieKSę” czekają jeszcze baraże
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Resovia Rzeszów 1:1 (1:1).
sportslaski.pl – Przegrany wyścig żółwi. Na „GieKSę” czekają jeszcze baraże
Piłkarze GKS-u Katowice nie wykorzystali kolejnej wpadki łódzkiego Widzewa i ostatecznie zakończyli sezon poza strefą, dającą bezpośredni awans do Fortuna 1. Ligi. Podopieczni Rafała Góraka po bardzo emocjonującym meczu zaledwie zremisowali u siebie z Resovią 1:1, przez co już w przyszłym tygodniu czeka na nich konieczność walki w barażach.
[…] Na gospodarzy czekało zatem bardzo trudne zadanie, tym bardziej że do pojedynku z 5. zespołem w tabeli przystępowali bez pauzujących za kartki Bartosza Mrozka, Grzegorza Rogali, Kacpra Michalskiego oraz Piotra Kurbiela. Mimo to osłabiona „GieKSa” stworzyła wraz ze swoim rywalem ciekawe widowisko i widać było, że obie drużyny zdecydowanie mają o co walczyć przy Bukowej.
[…] Gdy wszystkim kibicom wydawało się, że podopieczni Szymona Grabowskiego zejdą na przerwę z cennym zwycięstwem, nadeszła 45. minuta. Wówczas asystent przy golu na 0:1 – Dawid Kubowicz – został trafiony w rękę we własnym polu karnym, a sędzia Sebastian Tarnowski słusznie podyktował rzut karny. Jedenastkę za sprawą strzału w stylu Roberta Lewandowskiego wykorzystał Dawid Rogalski, dzięki czemu zapisał on na swoim koncie dziesiątego gola w kończących się rozgrywkach. 23-latek zaliczył zatem udany powrót do pierwszego składu „GieKSy” (pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce od 7 czerwca) i trzeba docenić, że wspomnianemu napastnikowi i jego zespołowi udało się szybko odrobić powstałe straty.
[…] Po zmianie stron katowiczanie potrzebowali jednak sporo czasu, by wejść na odpowiednie tory, a jeżeli ktoś był już bliższy objęcia prowadzenia, byli to podopieczni Szymona Grabowskiego. Szanse na ustrzelenie dubletu miał choćby Karol Twardowski, ale w ostatniej chwili jego strzał został zablokowany, dzięki czemu Szymon Frankowski nie miał problemu z wyłapaniem futbolówki. Dodatkowo goście starali się częściej wychodzić do swojego rywala wysokim pressingiem, natomiast GKS długo nie miał jakiegokolwiek pomysłu, by zaskoczyć przyjezdnych i podreperować bilans oddawanych przez siebie celnych strzałów.
Co prawda katowiczanie zdołali włączyć wyższy bieg w ostatnich minutach, lecz gospodarzom w kilku sytuacjach zabrakło zimnej krwi pod bramką Marcela Zapytowskiego. Sygnał do ataku i próby odwrócenia rywalizacji na swoją korzyść dał wprowadzony z ławki Maciej Stefanowicz, ale jego strzał z okolic linii pola karnego był niecelny. Próba pomocnika była jednak zwiastunem ogromnych emocji w końcówce, w której „GieKSa” postawiła już wszystko na jedną kartę i starała się za wszelką cenę wyekspediować piłkę w pole karne Resovii. Chyba najbliżej zmuszenia golkipera gości do kapitulacji był Szymon Kiebzak, ale futbolówka po jego strzale z rzutu wolnego odbiła się tylko od słupka. W ostatnich sekundach piłki meczowe na swoich nogach mieli jeszcze wspomniany wcześniej Stefanowicz oraz Kamil Bętkowski, ale wynik 1:1 ostatecznie utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego Sebastiana Tarnowskiego.
GKS tym samym pozostał na trzecim miejscu w ligowej tabeli i już wiadomo, że dla katowiczan sezon 2019/2020 jeszcze się nie zakończył. Na zespół ten już we wtorek czeka bowiem pierwszy mecz barażowy, a rywalem śląskiego zespołu będzie szósty zespół w stawce, czyli Stal Rzeszów.
weszlo.com – Wyścig ślimaków rozstrzygnięty. Górnik Łęczna i Widzew Łódź w pierwszej lidze!
Powiemy szczerze – niełatwo było przebrnąć przez dzisiejszą drugoligową multiligę. Wzięliśmy pod lupę trzy mecze, w których brały udział zespoły zainteresowane bezpośrednim awansem do I ligi. Górnik Łęczna na wyjeździe grał z Legionovią Legionowo. Widzew Łódź podjął u siebie Znicza Pruszków. GKS Katowice przed własną publicznością zmierzył się natomiast z Resovią. Tylko pierwsi z wymienionych zrobili na boisku to, co od nich zależało. Wygrali, choć też długo męczyli się z wyjściem na prowadzenie. Natomiast Widzew i GieKSa urządziły sobie konkurs o miano „frajera dnia”. Ta żenująca rywalizacja zakończyła się spektakularnym triumfem katowiczan, którzy nie potrafili wykorzystać zawstydzającej porażki Widzewa.
[…] Największych sojusznikiem łodzian w walce o bezpośredni awans do I ligi okazali się ich konkurenci z Katowic. GieKSa również do ostatnich sekund walczyła o odwrócenie losów dzisiejszego spotkania z Resovią. A było tych sekund sporo, ponieważ arbiter doliczył prawie dziesięć minut do podstawowego czasu gry. Ale się nie udało, choć było cholernie blisko, gdy po uderzeniu z rzutu wolnego golkiper rzeszowian sparował futbolówkę na słupek.
Mecz generalnie był dość wyrównany – jedni i drudzy mieli sporo okazji do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją z gatunku: „lepsi dwaj ranni niż jeden zabity”. I GKS, i Resovia wystąpią w barażach. Resovia zmierzy się najpierw z Bytovią, GKS natomiast z inną rzeszowską ekipą, czyli Stalą.
infokatowice.pl – GieKSa nie wykorzystała wpadki Widzewa. We wtorek baraż ze Stalą
[…] Spotkanie zaczęło się dość sennie. Pierwszą groźną okazję mieli w 11 min. goście, ale na szczęście dla gospodarzy jeden z rywali, będąc mniej więcej metr od bramki źle trafił w piłkę. Z czasem zarysowała się przewaga katowiczan, którzy niesieni głośnym dopingiem kibiców dwukrotnie mogli zaskoczyć Zapytkowskiego. Najpierw jednak Błąd w 30 min. trafił z rzutu wolnego w słupek, a kilka minut później Wojciechowski fatalnie skiksował w polu karnym po świetnym podaniu Kiebzaka. Na największe emocje w tej części gry trzeba było czekać do samej końcówki. Najpierw w 43 min. przy rzucie wolnym rzeszowian zaspała obrona GieKSy, co wykorzystał Twardowski pokonując Frankowskiego. Kilkadziesiąt sekund później jeden z rywali zagrał jednak piłkę ręką w polu karnym i sędzia podyktował jedenastkę, którą na gola zamienił Rogalski. Po 45 minutach na Bukowej było więc 1:1. W tym samym czasie Widzew przegrywał że Zniczem 0:1, co oznaczało, że w przypadku zwycięstwa GKS-u, to katowiczanie unikną baraży i awansują do pierwszej ligi.
W drugiej odsłonie Trójkolorowi do samego końca szukali zwycięskiej bramki. Rzeszowianie ograniczali się głównie do obrony, choć ich kilka kontrataków także mogło zakończyć się powodzeniem. Podobnie jak przed przerwą, najbardziej emocjonująca była końcówka, Tym razem kibice jednak nie doczekali się gola, a jedynie słupka po strzale Kiebzaka w doliczonym czasie gry.
dziennikzachodni.pl – Katowiczanie zagrają o awans w barażach
W meczu ostatniej kolejki II ligi GKS Katowice zremisował z Resovią 1:1. Katowiczanie nie potrafili skorzystać z porażki Widzewa ze Zniczem Pruszków, bo nie zdołali wygrać z rzeszowianami i zajęli w tabeli trzecie miejsce.
[…] Ponad 1300 widzów, którzy pojawili się na Bukowej, wierzyło w GieKSę, choć ta już na początku spotkania mogła stracić gola. Dawid Kubowicz w 11 minucie strzelał z metra, lecz nie trafił w bramkę.
Później inicjatywę przejęli gospodarze, a trybuny wybuchem radości zareagowały na wieści z Łodzi, gdzie Widzew stracił gola w spotkaniu ze Zniczem. Adrian Błąd z rzutu wolnego dośrodkował na tyle kąśliwie, że piłka trafiła w słupek. Potem po akcji Szymona Kiebziaka świetną okazję miał Zbigniew Wojciechowski, ale skiksował w polu karnym.
Ostatnie minuty przed przerwą dostarczyły widzom prawdziwych emocji. Najpierw gola zdobyli rzeszowianie. Po dalekim dośrodkowaniu piłkę głową zgrał Kubowicz, a młody Karol Twardowski z bliska wepchnął ją do siatki. Odpowiedź GieKSy była natychmiastowa. Arkadiusz Wożniak nabił w polu karnym piłką rękę Radosława Adamskiego, a jedenastkę już w doliczonym czasie gry wykorzystał Dawid Rogalski.
Po zmianie stron też na boisku było ciekawie. W ciągu minuty każdy z zespołów wypracował sobie po jednej znakomitej okazji. Najpierw po akcji katowiczan Błąd dośrodkował do wbiegającego w pole karne Rogalskiego, ale w ostatniej chwili piłkę na róg wybił obrońca gości. W odpowiedzi Resovia wyprowadziła szybką kontrę. Serhij Krykun był z piłką w szesnastce gospodarzy, lecz Błąd zdołał wyjaśnić sytuację.
GKS nie rezygnował. Kiebzak po akcji Woźniaka strzelał z 10 m, lecz bramkarz rzeszowian zdołał odbić piłkę. W końcówce gospodarze postawili wszystko na jedną kartę. Dwie dobre okazje miał Woźniak, a po strzale z wolnego Kiebzaka bramkarz gości sparował piłkę na słupek. W doliczonym czasie gry obok słupka strzelał Stefanowicz.
nowiny24.pl – Apklan Resovia zremisowała na wyjeździe z GKS-em Katowice i zagra w barażach o udział w 1 lidze
[…] Od początku spotkania do ataków ruszyli gospodarze. Resoviacy jednak bardzo uważnie grali w defensywie i nie pozwalali GKS-owi na zbyt wiele. W pierwszych 10 minutach na boisku właściwie za wiele się nie działo – żadna z drużyn nie stworzyła sobie ciekawej sytuacji pod bramką przeciwnika.
Resovia miała czego żałować w 11. minucie – Hebel dograł z rzutu wolnego do Płatka ten głową przedłużył piłkę do Kubowicza, który z 3. metra nie trafił do bramki Frankowskiego. W kolejnych minutach przycisnęli gospodarze, którzy zamknęli rzeszowian na ich połowie.
Goście jednak przetrzymali ten kilkuminutowy napór katowiczan i od 17. minuty mecze zdecydowanie się wyrównał.
W 30. minucie Resovia miała bardzo dużo szczęścia. Z rzutu wolnego zagrywał Błąd i wyszedł mu taki niby strzał, niby podanie, ale zaskoczyło to całkowicie Zapytowskiego, który nawet nie zdążył zareagować i słupek uchronił rzeszowian od straty gola. Kolejną szansę miejscowi mieli 5 minut później, ale tym razem tuż zza pola karnego fatalnie uderzył Wojciechowski.
[…] W drugiej połowie obraz gry niewiele się zmienił. Grę prowadził GKS, a resoviacy cierpliwie czekali na swoje szanse co jakiś czas dogrywając jaką długą piłkę w okolice pola karnego gospodarzy.
W pierwszych 15 minutach za wiele się nie działo, ale jednak nie da się ukryć, że zdecydowaną przewagę mieli piłkarze GKS- Katowice. W 60. minucie jednak z kapitalną akcją indywidualną ruszył Twardowski, który przebiegł z piłką kilkanaście metrów, ale w ostatniej chwili jeden z obrońców gospodarzy zdołał zablokować jego strzał. 5 minut później bardzo groźnie było pod bramką rzeszowian – świetną kontrę miał GKS, ale kapitalną interwencją popisał się Geniec. Chwilę potem z kolei kontra Resovii i Krykun był blisko szczęścia, ale gospodarzy uratował Frankowski. W odpowiedzi kilka minut później strzał Kiebzaka kapitalnie wybronił Zapytowski.
Im bliżej końca meczu, tym lepiej wyglądała Resovia, która częściej gościła na połowie przeciwnika. GKS jednak nie dawał odsapnąć defensywie rzeszowskiego zespołu i raz po raz piłkarze trenera Góraka próbowali niepokoić Zapytowskiego. W samej końcówce mecz zamknąć mógł Woźniak strzałem głową po rzucie rożnym, ale minimalnie się pomylił. W doliczonym czasie gry z rzutu wolnego kapitalnie jeszcze uderzył Kiebzak, ale znowu fenomenalnie spisał się Zapytowski.
resoviacy.pl – Gramy baraże!
Do ostatniej kolejki sytuacja w drugiej lidze była bardzo zagmatwana. Szanse na dwa miejsca premiowane bezpośrednim awansem miały trzy zespoły: Widzew, GKS i Górnik Łęczna.
„Pasiakom” do zapewnienia sobie udziału w barażach, bez oglądania się na inne wyniki – brakowało punktu. Podopiecznym Szymona Grabowskiego na gorącym terenie w Katowicach udało się zrealizować cel. Wynik 1:1 zapewnił Resovii udział w barażach.
[…] Wydawać się mogło, że głęboko cofnięta defensywa Resovii pęknie pod naporem gospodarzy. Jednak ataki pozycyjne katowiczan nie robiły wielkiej krzywdy „Pasiakom”. Groźniej pod bramką Resovii robiło się po kontrach GKS-u. Tak było po stracie piłki przez Karola Twardowskiego w 21 minucie.
[…] Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. Nadal częściej przy piłce byli miejscowi. Resoviacy długimi piłkami starali się uruchamiać skrzydłowych.
[…] W ostatnim kwadransie gra mocno się zaostrzyła. Mnożyły się przepychanki i faule. Nerwowo było też na ławkach rezerwowych, czego dowodem są kartki dla trenera Szymona Grabowskiego, kierownika zespołu Stanisława Mandeli i Daniela Świderskiego, który nie musiał pojawiać się na murawie, aby dostać 4 kartkę w sezonie.
Końcowe minuty tego spotkania należały jednak do Marcela Zapytowskiego. Bramkarz Resovii miał sporo pracy i wywiązywał się ze swojeje roli kapitalnie. W 68 minucie wybronił grożny strzał Kiebzaka z ostrego kąta, a w doliczonym czasie gry ponownie po rzucie wolnym nie dał się przechytrzyć temu piłkarzowi. Dzięki świetnym interwencjom miał spory wkład w sukces „Pasiaków”.
2×45.info – Słodko-gorzki awans Widzewa, pewny triumf Górnika. GKS zmarnował szansę i zagra w barażach
Jedyną drużyną, która w sobotnie popołudnie nie zawiodła swoich kibiców był Górnik Łęczna – ekipa z Lubelszczyzny pokonała Legionovię 2:0 i z pierwszego miejsca awansowała na zaplecze ekstraklasy. Drugim zespołem, który awansował jest Widzew Łódź, choć tutaj można mówić o sporym szczęściu, bo udało się tego dokonać mimo porażki ze Zniczem. W brodę pluć sobie może GKS Katowice, który jedynie zremisował z Resovią i pozostaje mu gra w barażach.
[…] GKS miał wszystko w swoich nogach, ale oczywiście tego nie wykorzystał. W 43. minucie prowadzenie objęła Resovia po trafieniu Karola Twardowskiego. Odpowiedź spadkowicza była jednak natychmiastowa – w doliczonym czasie gry z rzutu karnego wyrównał Dawid Rogalski. Wydawało się, że katowiczanie złapią wiatr w żagle, zwłaszcza, że znali już wynik z Łodzi. Tak się jednak nie stało, a heroiczne ataki w końcówce nie przyniosły rezultatu. Tym samym GKS musi o awans walczyć w barażach.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze