Dołącz do nas

Felietony

Nie bójmy się czuć i wyrażać emocji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Tym razem felieton będzie inny niż zazwyczaj, nie będzie w ogóle dotyczył piłki ani sportu. Tematy na razie się wyczerpały i czekamy na rozwój wypadków. Chciałbym zaprosić do przeczytania kilku słów z mojej zawodowej działki, słów dotyczących tego, co może się dziać w naszym wewnętrznym świecie w związku z obecną sytuacją.

Świat się zatrzymał i ciągle w tym zatrzymaniu się znajduje. Nie wiemy jak długo to wszystko potrwa, kiedy wrócimy „normalnie” do pracy, kiedy swobodnie będziemy mogli chodzić po ulicach, podróżować, kiedy wrócimy na stadiony. Obecny czas jest trudny dla nas wszystkich. Czas, który po prostu musimy przetrwać. Tylko co to znaczy?

Dużo mówi się w tym kontekście o zdrowiu, bo przecież to zdrowia sytuacja pandemii dotyczy. Wiele się mówi o gospodarce, o ludzkim bycie materialnym, organizacyjnym. Mało się natomiast zwraca uwagę na to, jak to wszystko wpływa na psychikę – jest to temat niedoceniany, a wydaje się, że jednak bardzo podstawowy – bo to przecież w zależności od tego, jak w tej kryzysowej sytuacji zafunkcjonuje nam psychika zależeć będą realne działania mające na celu się w tym wszystkim odnaleźć i radzić sobie.

Podstawową kwestią jest to, że zostało zachwiane – i to gruntownie – poczucie bezpieczeństwa. Świat, który wydawał się być mniej lub bardziej przewidywalny – spłatał nam figla. Przewidywalność okazała się „wartością”, która wylądowała w koszu na śmieci. W jej miejsce pojawiły się znaki zapytania, niepewność, brak poczucia, że stoi się na twardym podłożu. W zależności od aktualnej stabilizacji psychicznej oraz zasobów danej osoby ta utrata poczucia bezpieczeństwa mogła być mniejsza lub większa, wiązać się z różnymi dziedzinami i mieć różnorakie konsekwencje.

Siedzimy w domach, nasze życie od kilku tygodni diametralnie się zmieniło. Ważne jest, aby uznać, że różne reakcje emocjonalne, które mogą się w tej chwili pojawiać – są prawidłowe. Piszę o tym dlatego, gdyż może być pokusa uznania swojego (dawno nieodczuwanego) lęku, złości, obniżonego nastroju, braku motywacji – za coś niepokojącego i przejaw słabości. To prosta droga do tego, żeby zostać z tym samemu i się pogrążać. Jeszcze gorzej robić to z symbolicznym uśmiechem na twarzy.

Nic bardziej mylnego. Sytuacja, którą mamy jest na tyle nieprzewidziana i zaskakująca, że emocjonalnie po prostu nie dało się na nią przygotować. Co łącząc ze wspomnianą utratą poczucia bezpieczeństwa może powodować wspomniane wyżej stany emocjonalne i reakcje. Gdy dodamy do tego, że w pędzie życia codziennego nie było czasu na spotkanie z samym sobą, a teraz tego czasu pojawia się aż nadmiar – to tylko sprzyja temu, żeby to co „ukrywane” czy „zamaskowane” wychodziło dzisiaj na jaw.

Nawet u osób wyjściowo ustabilizowanych może pojawiać się lęk. Obecna sytuacja może bowiem uderzać w kwestie egzystencjalne, których jednym z przejawów jest zdrowie i życie. Codzienne informacje o coraz większej ilości osób zakażonych oraz o zgonach na wielu osobach może robić bardzo duże wrażenie i dotykać czułych punktów. Ale wspomniane kwestie bytu materialnego – potencjalna lub już dokonana utrata pracy, brak lub znaczące zmniejszenie zarobków, a przy tym chociażby konieczność spłacania rat czy innych zobowiązań. Pół biedy, gdy ktoś ma oszczędności. W sytuacji, gdy ludzie ledwo wiążą koniec z końcem obecna sytuacja jest w sposób uzasadniony bardzo lękotwórcza. Czy będzie nas stać na jedzenie? Czy nie wyrzucą nas z mieszkania? Czy wkrótce do akcji nie wkroczy komornik? Takich tematów jest mnóstwo.

Współistniejąc z lękiem lub występując niezależnie może występować obniżenie nastroju. Była wolność – nie ma wolności. Nie można już spędzać czasu tak, jakby się chciało. Nie można się swobodnie odwiedzać, robić imprez, podróżować. Ale też widząc puste ulice i wiedząc, z jakiego powodu tak się dzieje, widząc wspomniane informacje o zachorowaniach, nastrój może po prostu zlecieć bardzo nisko. U osób, które potrzebują kontaktów może pojawiać się znaczne poczucie samotności. U tych, którym się wydawało, że takich kontaktów nie potrzebują – również. Smutek, przygnębienie – również są w obecnej sytuacji normalną reakcją.

Warto także uznać, że obniżenie motywacji w obecnym czasie – również nie jest czymś nieprawidłowym czy świadczącym na przykład o lenistwie. Codzienność wymagała bowiem od wielkiej części społeczeństwa wstania rano, zebrania się do pracy, dojazdu, pracy w swoim miejscu zatrudnienia, kontaktów z innymi ludźmi, organizacji i życia na zwiększonych obrotach. Sytuacja, w której jesteśmy skazani na siedzenie w domu i nawet pracę zdalną (to jeszcze pół biedy!) powoduje, że powietrze uchodzi, a mobilizacja spada znacząco. To trochę jak z piłkarzami i grą przy pełnych versus pustych trybunach. Tutaj można później wstać, ubierać w garnitur się nie trzeba, można (w wielu przypadkach) pracować w piżamie przed laptopem. To jest znów zwolnienie tempa. A jeśli dana osoba po prostu nie pracuje – to ta motywacja i mobilizacja tym bardziej ma prawo być obniżona.

Jest oczywiście wiele osób, które pracują – zwłaszcza jeśli chodzi o pracę w służbie zdrowia. Tam jest to okres wytężonej pracy, zwiększonego lęku, bo przecież jest to często narażanie się na zachorowanie. I tutaj mogą występować podobne reakcje, co powyżej, choć w innych konfiguracjach. Jednak i tu trzeba uznać, że są to reakcje prawidłowe. Celowo nie rozwinę bardziej tematów pracowników służby zdrowia, bo specyfika ich doświadczeń emocjonalnych w obecnym czasie to temat na osobny artykuł.

To co bardzo ważne i co może nas uratować, to właśnie przyznanie się przed samym sobą do tych emocji, przyznanie się i danie sobie prawa do bycia słabszym niż zazwyczaj. Bycie mocnym zawsze i wszędzie bardzo często jest fasadą. Ze wstydu nie przyznajemy się do momentów słabości. Oczywiście życie zmusza nas do tego, by sobie radzić – ale czasem występują niespodziewane sytuacje, które mają prawo przerosnąć albo przynajmniej na chwilę zdestabilizować. Nasza psychika (czyli my sami) ma wybór, czy uznamy, że na chwilę jesteśmy słabsi czy będziemy udawać wszechmocnych. Pułapka polega na tym, że to przybieranie maski „silnego” również może mieć swoją granice, a wtedy kryzys może być wiele silniejszy. I odroczony.

Tak, trzeba uznać, że powiedzenie samemu sobie, że się boimy, złościmy, czujemy się źle, samotnie, mamy doła, pesymizm i nic nam się nie chce – nie jest wstydem. Tak naprawdę powiedzenie tego sobie jest pierwszym krokiem do tego, żeby dojrzale sobie z obecną sytuacją radzić. To pierwszy krok do tego, żeby samego siebie wesprzeć.

Ważne jednak jest, by nie ograniczyć tego do samego siebie. Świat daje nam w prezencie wielu wspaniałych ludzi wokół – rodzinę, przyjaciół, znajomych. Nie bójmy się im mówić o swoich uczuciach i słabościach – to inni ludzie są po to, żeby korzystać z ich wsparcia, tak jak my jesteśmy, żeby tego wsparcia udzielać. Relacja wymiany – jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka może się w tym trudnym czasie wydarzyć.

Nie ma co ściemniać – jak się boisz, to powiedz to sobie, a potem komuś innemu. Czasem jedna rozmowa może być promykiem, który zacznie Cię wprowadzać w nieco jaśniejszy świat. Pogadaj, ponarzekaj, pozłość się. To nie musi mieć nic wspólnego z malkontenctwem czy byciem marudą, słabeuszem czy tchórzem. To stereotypy. Każdy człowiek czasem ma prawo być słabszy i potrzebować wsparcia. Zawsze – a w obecnej sytuacji szczególnie – na wsparcie jest i może być duży popyt.

Ta sytuacja obecnie trwa, ale nie będzie trwać wiecznie. Warto zadbać o siebie już teraz, bo kolejne ryzyko związane z naszą psychiką jest takie, że jeśli teraz będziemy udawać, że wszystko jest super, to bomba może wybuchnąć z opóźnionym zapłonem. Na przykład w momencie, kiedy będzie normalnie i wszyscy wokół wrócą do normalnego życia, a my zaczniemy przeżywać to, czego nie przeżyliśmy teraz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga