Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka
Mural Jana Furtoka jest już gotowy, 9 milionów na spłatę zobowiązań – przegląd doniesień mass mediów o GieKSie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz hokeja GieKSy.
W trakcie przygotowań do startu sezonu piłkarskiego drużyna żeńska rozegrała sparing z drugoligowym Respektem Myślenice i wygrała w imponujących rozmiarach 11:1. Drużyna męska z kolei, w minioną sobotę rozegrała ostatni test-mecz przed startem Fortuna I Ligi, wygrywając z III-ligowym LKSem Goczałkowice-Zdrój 3:0. Radni Katowic podjęli uchwałę o zmianach w budżecie miasta, dzięki którym miasto kupi za 9mln akcji GieKSy. Na budynku przy ulicy Granicznej wykonano mural Jana Furtoka.
Do drużyny hokeistów dołączył obrońca Carl Hudson.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowa giełda transferowa: notowanie dziewiąte
Transferowe okienko otwarte w . Najciekawsze ruchy prawie wszystkie już wykonane – trwa dopinanie kadr na trzy tygodnie przed startem ligi.
[…] GKS KATOWICE
PRZYBYŁY: Amelia Bińkowska (Olimpia Szczecin), Kinga Seweryn (powrót z wypożyczenia do TS ROW Rybnik), Matylda Bujak (Medyk POLOmarket Konin), Emila Zdunek, Alicja Dyguś (obie z Górnika Łęczna)
mogą przyjść: –
ODESZŁY: Jessica Ludwiczak (Lotos), Klaudia Miłek (Górnik Łęczna), Zofia Buszewska, Kinga Kozak, Nadja Stoanovic (Czarni Sosnowiec)
mogą odejść: –
kobiecyfutbol.pl – Grad bramek w sparingu ekstraligowca
[…] W dzisiejszym meczu w barwach GKS-u pojawiła się Alicja Dyguś pozyskana w okienku transferowym z Górnika Łęczna. Niestety Emilii Zdunek nie mieliśmy przyjemności zobaczyć w tym spotkaniu. Początek spotkania dobrze ułożył się dla gospodyń, które w trzeciej minucie spotkania objęły prowadzenie, po bramce Klaudii Maciążki. W 9. minucie spotkania Katowiczanki podwyższyły na 2:0 po trafieniu Brzeczek. Zaledwie dwie minuty później bramkarkę przyjezdnych ponownie pokonała Klaudia Maciążka. W 36. minucie spotkania Nicola Brzęczek zdobywa drugą bramkę w dzisiejszym spotkaniu, a czwartą dla Katowiczanek. Tuż przed przerwą gospodynie podwyższają na 5:0 za sprawą Weroniki Kłoda. Zaledwie 60. sekund później przyjezdne zdobywają bramkę kontaktową.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, a stroną dominującą były Katowiczanki. W 51. minucie spotkania Klaudia Maciążka skompletowała hat-tricka. Cztery minuty później na listę strzelczyń ponownie wpisała się Weronika Kłoda. Jednak Katowiczanki nie zatrzymywały się i ostatecznie wysoko pokonały drużynę Respektu Myślenice.
GKS Katowice- Respekt Myślenice 11:1 (5:1)
Maciążka 3’11’51’75’, Brzęczek 9’36’, Kłoda 41’56’, Łasicka 59′, Parczewska 81′ Bińkowska 77′- ? 42′
GKS: Klimek – Hajduk, Lizoń, Tkaczyk, Łasicka, Kłoda, Koch, Dyguś, Turkiewicz, Brzęczek, Maciążka zagrały także: Drąg, Bujak, Gregorczyk, Bińkowska, Parczewska, Konkol, Raczyńska.
sportdziennik.com – 9 milionów na spłatę zobowiązań
[…] GieKSa zostanie dokapitalizowana przez miasto 9 milionami złotych. Uchwałę m.in. w tej kwestii podjęli wczoraj radni. Katowice obejmą kolejne udziały w swojej spółce, za czym opowiedziało się 16 radnych. Jeden był przeciw, a 10 wstrzymało się od głosu. Nim to nastąpiło, toczyła się dyskusja, momentami gorąca.
– Środki z dokapitalizowania posłużą w większości na spłatę jednorazowych zobowiązań – tłumaczył Bogumił Sobula, wiceprezydent miasta, które łącznie na cztery sekcje klubu (piłka nożna, piłka nożna kobiet, siatkówka, hokej) przekazało już w 2021 roku 25,5 miliona złotych.
Niezrzeszony radny Dawid Durał, który jako jedyny zagłosował przeciw, mówił, że od początku roku słyszy się, iż brakuje pieniędzy na niektóre cele. – A tu nagle hokus-pokus i mamy 9 milionów dla GKS-u – zauważał Durał, wcześniej prosząc włodarzy miasta o potwierdzenie, czy premia, jaką – dzięki dokapitalizowaniu – otrzyma drużyna piłkarska za awans do pierwszej ligi, rzeczywiście wynosi 800 tysięcy złotych. Radny Łukasz Borkowski Koalicja Obywatelska) także pytał:
– Czy to prawda, że zostaną wypłacone premie w tak wysokiej kwocie? Jesteśmy w czasie pandemii, kiedy musimy oszczędzać, a wiele innych jednostek miejskich prosi się, by je dofinansować. Czy rzeczywiście klub piłkarski jest naszym priorytetem? – zastanawiał się Borkowski.
Bogumił Sobula potwierdzał: – Tak, będzie wypłacona premia. Kilkaset tysięcy złotych. Nie mam dziś dokładnej wiedzy w tej sprawie. Taką informację przekazać może zarząd klubu – odparł wiceprezydent Katowic nie zgadzając się też ze słowami radnego Borkowskiego, że „cały czas głosujemy, dokapitalizowujemy tę spółkę, a nie przekłada się to na finansową poprawę”.
– W 2019 roku spółka zatrudniała ponad 300 osób – przypominał Sobula. – Roczny koszt funkcjonowania wynosił wtedy 25 milionów złotych. Żebyśmy jednak nie utożsamiali tej liczby wyłącznie z klubem piłkarskim, podkreślam, że mamy też siatkarzy, hokeistów i drużynę piłki nożnej kobiet grające na najwyższych szczeblach. Mamy szachistów, inne sekcje, szkolenie dzieci i młodzieży. To de facto 4-5 klubów pod jednym szyldem i te środki w ten sposób należy rozłożyć.
Decyzje, jakie podjął prezes Szczerbowski w związku z restrukturyzacją doprowadziły do tego, że stan kosztów na koniec 2020 roku wyniósł już 18,5 miliona złotych. Został zredukowany o blisko 30 procent. Zmniejszono zatrudnienie do około 170 pracowników. Umów i kontraktów nie wypowiada się jednak ani nie obniża z dnia na dzień.
Obniżenie kosztów następowało płynnie. Albo kontrakty były renegocjowane, albo rozwiązywane z okresem wypowiedzenia. Nowe są zawierane na znacznie niższe kwoty i stąd spadek kosztów o ponad 6 milionów – mówił wiceprezydent Katowic, wyjaśniając, skąd wzięło się zadłużenie GKS-u, które przelew z miasta pozwoli uregulować.
– Dotacja na 2020 rok była niższa niż realnie znane nam potrzeby, ale chcieliśmy doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze trzeba wydać na absolutnie bieżące potrzeby, a nie trzymać na koncie. Mieliśmy świadomość, że te pieniądze nie wystarczą do sfinansowania kosztów klubu. Nie był to wyraz nieufności do kierownictwa GKS-u, a po prostu specyfika ciężkiego roku, roku covidowego. Staraliśmy się pokryć tylko te wydatki, które były niezbędne. Aby dojść do poziomu zmniejszonego poziomu kosztów, spółka musiała w ciągu roku zaciągnąć kilka pożyczek, zaakceptowanych przez nas jako właściciela.
Teraz nadszedł czas ich spłaty. Dlatego w większości środki z dokapitalizowania będą przeznaczone na spłatę tych jednorazowych zobowiązań, umożliwiając płynne zejście do pułapu rocznych kosztów 18,5 miliona złotych. To jednorazowe wydatki, niezbędne do pokrycia. Nie będą generowały w następnych latach kolejnych zobowiązań. Inne wydatki samorządu miały pierwszeństwo, stąd w przypadku GKS-u taka konstrukcja w postaci pożyczek – mocno akcentował Bogumił Sobula.
Radna Barbara Wnęk-Gabor (KO) przypominała o niedawnej wizycie prezesa Marka Szczerbowskiego na Komisji Kultury, Promocji i Sportu. – Zapytałam o sponsora strategicznego. Otrzymałam odpowiedź niezbyt pozytywnie ustosunkowaną do jego poszukiwań. Chcę prosić o podjęcie zintensyfikowanych działań, by klub nie w całości, ale jakiejś części był finansowany ze środków zewnętrznych. Sponsor strategiczny odciążyłby budżet miasta – mówiła Wnęk-Gabor. Radny Dawid Kamiński (PiS) odpowiadał:
– Byłem na tej komisji i nie odniosłem wrażenia, że przedstawiciele klubu negatywnie odnoszą się do pozyskania sponsora strategicznego. Twierdzą jednak, że to trudne zadanie – zaznaczał.
Wiceprezydent Sobula uzupełniał: – Dopiero gra w wysokiej bądź najwyższej klasie może sprawić, byśmy mówili o odpowiedzialnym, stałym partnerstwie strategicznym. Należy podejmować wszelkie możliwe działania, by zmniejszać w klubie udział środków miasta. Robimy wszystko, by pozyskiwać sponsorów – nie tylko strategicznego – bo każda złotówka od nich sprawia, że więcej zostaje w kasie miasta.
Mocna GieKSa w próbie przed ligą ograła asy Piszczka
Katowiczanie pokonali naszpikowanego zawodnikami o „głośnych” nazwiskach III-ligowca z Goczałkowic w próbie generalnej przed powrotem na zaplecze ekstraklasy.
Piotr Ćwielong, Łukasz Hanzel, Mariusz Magiera, Przemysław Trytko, a przede wszystkim Łukasz Piszczek… Ktoś niewtajemniczony i niebędący na bieżąco z polskim futbolem pewnie mógłby w sobotnie południe przy Bukowej nie wskazać poprawnie składu tego zespołu, który za tydzień zainauguruje sezon zaplecza ekstraklasy, no i tego będącego jeszcze w trakcie okresu przygotowawczego do zmagań na poziomie rozgrywkowym nr 4.
– Nie jest tak, że ktoś tych zawodników na boisko zaciąga siłą. Gdyby im się nie chciało, to przy Łukaszu Piszczku ich by tam dziś nie było. To chłopaki o dużych umiejętnościach i było to widać. Przeciwko „Pepe” Ćwielongowi zdarzyło mi się kiedyś 2-3 razy zagrać, to kawał piłkarza. Trzeba docenić LKS, w tym klubie wykonywana jest fajna robota. Dla ludzi w Goczałkowicach to na pewno świetna kapela – przyznawał Rafał Górak, szkoleniowiec GieKSy, a najlepszą recenzją całokształtu poczynań goczałkowiczan jest fakt, że właśnie z nimi katowiczanie odbyli próbę generalną przed startem I-ligowego sezonu.
Łukasz Piszczek szczególnie mocno im za skórę nie zalazł; nie ma co ukrywać, że środek obrony to chyba taka pozycja, na której najtrudniej wyeksponować to, iż jest się zawodnikiem z innego świata, z Bundesligi, pośród I- czy III-ligowców.
Nie jest to oczywiście niemożliwe, ale – no właśnie – na pewno trudniejsze niż gra w środku pola czy ataku. Ale że w obronie też można wzbudzać emocje, pokazała sytuacja z II połowy, gdy kibice mocno dopingowali Krystiana Sanockiego podczas pojedynku z byłym reprezentantem Polski, co mogło napędzić kontrę GieKSy. Ale Piszczek minąć się nie dał… Gdy opuszczał boisko, było 1:0; potem faworyt dorzucił jeszcze dwie bramki, autorstwa wspomnianego Sanockiego.
Po końcowym gwizdku Piszczek długo nie wychodził z szatni, testując cierpliwość… oczekujących przed budynkiem klubowym kilkunastu łowców autografów czy osób chętnych na zrobienie sobie zdjęcia. To podczas III-ligowego sezonu, szczególnie na wyjazdach, będzie dla niego chlebem powszednim. A ten pierwszy wyjazd – 14 sierpnia do Gaci.
Patrząc na to, jak przy Bukowej zaprezentował się goczałkowicki „pierwszy garnitur”, o bandę Piszczka można być spokojnym. Będzie się w III lidze liczyć. Piszczek-senior – czyli tata Kazimierz, będący wiceprezesem klubu – obserwując kolejne ataki pozycyjne budowane z tak silnym rywalem jak GKS mógł z satysfakcją raczyć się na trybunie złocistym z pianką.
W Katowicach z kolei mogą mieć już teraz satysfakcję, że dali radę wypożyczyć z Lecha Poznań napastnika Filipa Szymczaka. Sposób, w jaki 19-latek wpisywał się na listę strzelców w sobotę, a także tydzień wcześniej w Sosnowcu, robił wrażenie. – Robił wrażenie? To dobrze! Po to do nas przyszedł, by trochę tego wrażenia zrobić. To bardzo młody, utalentowany człowiek. Mam nadzieję, że on pomoże nam, a my jemu – stwierdził trener Górak, który wystawił Szymczaka od pierwszej minuty, a dopiero w II połowie na murawie pojawił się ten, który był podstawowym napastnikiem GieKSy w poprzednim sezonie, czyli Filip Kozłowski.
Wygląda na to, że tak też będzie w sobotnim meczu o punkty z Resovią; chodzi tu nie tylko o rywalizację między dwoma snajperami, ale też deficyty wśród młodzieżowców spowodowane urazem Patryka Szwedzika.
Uraz wyleczył już za to po dłuższym czasie Szymon Kiebzak. Skrzydłowy co prawda młodzieżowcem nie jest, ale ważnym ogniwem GKS-u – z pewnością. Swój krótki występ zaakcentował asystą przy pierwszej bramce Sanockiego. – Odpukać! Życzę mu przede wszystkim zdrowia. Strasznie na niego liczymy, bardzo na niego czekaliśmy od dziewięciu tygodni. Za nim pierwsze 25 minut. Wierzę, że z każdym kolejnym dniem będzie lepszy. Skoro zagrał w tym sparingu, to znaczy, że jak każdy pozostały zawodnik jest brany pod uwagę do gry w podstawowym składzie – mówił szkoleniowiec katowiczan.
Mecz z LKS-em zaczął się w sobotę o 12.40. O tej porze GieKSa zacznie też dwa najbliższe spotkania ligowe – z Resovią i Miedzią Legnica. – Nieprzypadkowo wybraliśmy na ostatni sparing taką godzinę. Chcieliśmy się zmierzyć z tym, co trudne. Ta pora jest trochę „kosmiczna”, niełatwa dla wszystkich, nawet tych oglądających mecz. Ale nie narzekamy, tylko cieszymy się, że już za tydzień gramy o punkty. I że gramy w pierwszej lidze! – mocno akcentował Rafał Górak, który mimo upału prowadził zespół w… ortalionie.
– Muszę cały czas zachowywać swój dress code. Bluza musi być! Wytrzymuję każde ekstremalne warunki – żartował szkoleniowiec, podsumowując sparing w swoim stylu: – Ostatni sprawdzian wyszedł normalnie. Zwykły dzień w biurze, z lepszymi i gorszymi momentami.
Można było odnieść wrażenie, że dla kibiców najlepszym momentem był… wślizg Bartosza Jaroszka z II połowy. Co prawda dostał za niego żółtą kartkę, ale też gromkie brawa z trybun, które były otwarte dla publiczności. GieKSa nie postąpiła tak, jak choćby Widzew czy Korona Kielce, zamykając ostatnie sparingi.
– Nigdy nie przeszkadzało mi to, by grę moje drużyny oglądał ktokolwiek. Piłka nożna jest przede wszystkim dla kibiców. Oni są najważniejsi, dla nich to wszystko robimy, – przekonywał Górak, a słyszący te słowa „Junior”, jeden z liderów katowickich kibiców, szybko uzupełnił: – Trenerze, dla pieniędzy!
GKS Katowice – LKS Goczałkowice-Zdrój 3:0 (1:0)
1:0 – Szymczak, 24 min
2:0 – Sanocki, 68 min
3:0 – Sanocki, 77 min
GKS: Kudła – Wojciechowski, Jędrych, Janiszewski, Rogala – Repka, Figiel – Kościelniak, Błąd, Pawłas – Szymczak. [II połowa]: Królczyk – Gierach, Sadowski, Kołodziejski, Pawłas – Repka, Urynowicz – Sanocki, Kościelniak, Woźniak – Kozłowski oraz Kiebzak.
Trener Rafał GÓRAK.
LKS: Mrzyk – Piszczek, Zięba, Magiera – Nowak, Kazimierowicz, Hanzel, Mońka – Gemborys, Trytko, Ćwielong. II połowa: Szczuka – Piszczek, Baron, Maroszek – Dragon, Matuszczyk, Hanzel, Wróblewski – Dokudowiec, Szędzielarz, Ćwielong oraz Jonda, Furczyk. Trener Damian BARON.
dziennikzachodni.pl – Mural Jana Furtoka jest już gotowy. Kibice dyskutują czy jest do siebie podobny…
[…] Mural poświęcony Janowi Furtokowi kibice „odsłonili” nocnym racowiskiem. Oficjalna ceremonia ma się odbyć na początku przyszłego tygodnia.
Powstanie dzieła jest wynikiem działań Stowarzyszenia Kibiców SK1964, władz miasta i radnego Krzysztofa Pieczyńskiego. Długo trwała dyskusja nad lokalizacją muralu, ostatecznie zdecydowano się na południową ścianę przy ulicy Granicznej 13.
Na forach internetowych trwa dyskusja czy Jan Furtok na obrazie jest do siebie podobny. Przeważają jednak opinie pozytywne. A Wy jak uważacie?
Jan Furtok ma 59 lat. Jest najsłynniejszym piłkarzem GKS Katowice, w którym grał w latach 1979-1988 i 1996-1997. W 209 meczach zdobył 85 goli, co jest rekordem klubu z Bukowej. Do Roberta Lewandowskiego był też najlepszym Polakiem w Bundeslidze – w Hamburger SV został wicekrólem strzelców. Razem z bramkami dla Eintrachtu Frankfurt strzelił w Niemczech 60 bramek w 188 występach. Numer 9 z jakim grał na Bukowej, został zastrzeżony.
HOKEJ
hokej.net – Trzech obcokrajowców i testy
Hokeiści GKS-u Katowice z pierwszym dniem sierpnia rozpoczną grupowe przygotowania do sezonu. Wcześniej w budynkach Akademii Wychowania Fizycznego przejdą testy kondycyjne. Tymczasem trener Jacek Płachta wraz z szefostwem klubu pracuje nad wzmocnieniami.
Wiadomo już, że o spokój w katowickiej bramce zadba duet John Murray – Maciej Miarka, a o sile defensywy mają stanowić Kanadyjczyk Carl Hudson oraz gracze, którym nie jest obca gra w reprezentacjach Polski, a więc Mateusz Rompkowski, Maciej Kruczek, Patryk Wajda, Jakub Wanacki, Dawid Musioł i Oskar Krawczyk.
Klub z alei Korfantego pochwalił się na razie podpisaniem kontraktów z siedmioma napastnikami. W tym gronie są Grzegorz Pasiut, Patryk Krężołek, Bartosz Fraszko, Patryk Wronka, Mateusz Bepierszcz, Mateusz Michalski i Szymon Mularczyk.
Nie da się ukryć, że na barkach Pasiuta, Wronki, Krężołka i Fraszki spoczywać będzie ciężar kreowania gry i zdobywania bramek.
Z naszych informacji wynika, że szefostwo GieKSy przed rozpoczęciem treningów zamierza zakontraktować jeszcze trzech zawodników zagranicznych. O krok od przenosin do katowickiego klubu jest doświadczony napastnik, ale jego personalia pozostają na razie owiane tajemnicą.
Trener Jacek Płachta przyjrzy się też dwóm lub trzem graczom, którzy powalczą o kontrakty na okresie testowym.
Hudson: Wiedziałem, że GKS to topowa drużyna
Carl Hudson ma być solidnym wzmocnieniem formacji defensywnej GKS-u Katowice. Doświadczony Kanadyjczyk opowiedział o tym, dlaczego wybrał ofertę GieKSy i jak zapatruje się na grę w Polsce.
35-letni defensor (185 cm, 96 kg) ma smykałkę do gry ofensywnej. Dobrze prowadzi krążek, potrafi dobrze dograć do partnera, jak i celnie uderzyć bez przyjęcia.
– Lubię pomagać drużynie podczas gry w przewadze, czuję się dobrze w strefie ofensywnej. Muszę jednak dbać przede wszystkim o to, co dzieje się w obronie. To coś, nad czym cały czas pracuję – zaznaczył Hudson.
Nowy nabytek GieKSy ma w swoim CV grę w AHL i ECHL, a od sezonu 2011-2012 występuje na europejskich taflach. Był zawodnikiem ekip z brytyjskiej i francuskiej ekstraligi oraz z powodzeniem radził sobie na zapleczu DEL. Ostatnie trzy sezony spędził w Eispiraten Crimmitschau, w którym zostawił po sobie naprawdę dobre liczby. W 113 meczach zdobył bowiem 82 punkty za 28 bramek i 54 kluczowe zagrania.
– Słyszałem o trenerze Płachcie za czasów gry w Niemczech, nie mieliśmy jednak okazji spotkać się w jednej drużynie. Jestem po rozmowie telefonicznej ze szkoleniowcem; dowiedziałem się sporo o jego dotychczasowej karierze i słyszałem same pozytywne słowa na jego temat – wyjaśnił Carl Hudson, który w swoich poprzednich klubach pełnił funkcję trenera kondycyjnego.
Wielu kibiców zastanawia się zapewne, dlaczego doświadczony defensor postanowił się przenieść do Polski. Wpływ na to miało kilka czynników.
– Wiedziałem, że GKS to topowa drużyna w waszym kraju i zawsze walczycie o najwyższe miejsca w lidze, a właśnie takiej drużyny szukałem dla siebie na nadchodzący sezon. Poza tym już kiedyś z żoną byliśmy w Polsce i bardzo nam się podobało, dlatego gdy usłyszałem o ofercie z Katowic, pomyślałem, że zamieszkanie tutaj będzie dobrą decyzją – przyznał zawodnik pochodzący z prowincji Ontario.
– Z tego, co wiem o polskiej lidze, jest ona podobna pod różnymi względami do tych rozgrywek, w których już występowałem. Nie rozmawiałem jeszcze z trenerem o mojej roli w zespole, myślę, że o tym będziemy rozmyślać w trakcie okresu przygotowań – dodał.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Kibice Piłka nożna Wideo
Stadion znowu eksplodował
W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.
Piłka nożna
Oceny za wyszarpanie z Cracovią
Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.
Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.
Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.
Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.
Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.
Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.
Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.
Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.
Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.
Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.
Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.
Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.
Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.
Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.
Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.
Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.
Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Najnowsze komentarze