Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka
Mural Jana Furtoka jest już gotowy, 9 milionów na spłatę zobowiązań – przegląd doniesień mass mediów o GieKSie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz hokeja GieKSy.
W trakcie przygotowań do startu sezonu piłkarskiego drużyna żeńska rozegrała sparing z drugoligowym Respektem Myślenice i wygrała w imponujących rozmiarach 11:1. Drużyna męska z kolei, w minioną sobotę rozegrała ostatni test-mecz przed startem Fortuna I Ligi, wygrywając z III-ligowym LKSem Goczałkowice-Zdrój 3:0. Radni Katowic podjęli uchwałę o zmianach w budżecie miasta, dzięki którym miasto kupi za 9mln akcji GieKSy. Na budynku przy ulicy Granicznej wykonano mural Jana Furtoka.
Do drużyny hokeistów dołączył obrońca Carl Hudson.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowa giełda transferowa: notowanie dziewiąte
Transferowe okienko otwarte w . Najciekawsze ruchy prawie wszystkie już wykonane – trwa dopinanie kadr na trzy tygodnie przed startem ligi.
[…] GKS KATOWICE
PRZYBYŁY: Amelia Bińkowska (Olimpia Szczecin), Kinga Seweryn (powrót z wypożyczenia do TS ROW Rybnik), Matylda Bujak (Medyk POLOmarket Konin), Emila Zdunek, Alicja Dyguś (obie z Górnika Łęczna)
mogą przyjść: –
ODESZŁY: Jessica Ludwiczak (Lotos), Klaudia Miłek (Górnik Łęczna), Zofia Buszewska, Kinga Kozak, Nadja Stoanovic (Czarni Sosnowiec)
mogą odejść: –
kobiecyfutbol.pl – Grad bramek w sparingu ekstraligowca
[…] W dzisiejszym meczu w barwach GKS-u pojawiła się Alicja Dyguś pozyskana w okienku transferowym z Górnika Łęczna. Niestety Emilii Zdunek nie mieliśmy przyjemności zobaczyć w tym spotkaniu. Początek spotkania dobrze ułożył się dla gospodyń, które w trzeciej minucie spotkania objęły prowadzenie, po bramce Klaudii Maciążki. W 9. minucie spotkania Katowiczanki podwyższyły na 2:0 po trafieniu Brzeczek. Zaledwie dwie minuty później bramkarkę przyjezdnych ponownie pokonała Klaudia Maciążka. W 36. minucie spotkania Nicola Brzęczek zdobywa drugą bramkę w dzisiejszym spotkaniu, a czwartą dla Katowiczanek. Tuż przed przerwą gospodynie podwyższają na 5:0 za sprawą Weroniki Kłoda. Zaledwie 60. sekund później przyjezdne zdobywają bramkę kontaktową.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, a stroną dominującą były Katowiczanki. W 51. minucie spotkania Klaudia Maciążka skompletowała hat-tricka. Cztery minuty później na listę strzelczyń ponownie wpisała się Weronika Kłoda. Jednak Katowiczanki nie zatrzymywały się i ostatecznie wysoko pokonały drużynę Respektu Myślenice.
GKS Katowice- Respekt Myślenice 11:1 (5:1)
Maciążka 3’11’51’75’, Brzęczek 9’36’, Kłoda 41’56’, Łasicka 59′, Parczewska 81′ Bińkowska 77′- ? 42′
GKS: Klimek – Hajduk, Lizoń, Tkaczyk, Łasicka, Kłoda, Koch, Dyguś, Turkiewicz, Brzęczek, Maciążka zagrały także: Drąg, Bujak, Gregorczyk, Bińkowska, Parczewska, Konkol, Raczyńska.
sportdziennik.com – 9 milionów na spłatę zobowiązań
[…] GieKSa zostanie dokapitalizowana przez miasto 9 milionami złotych. Uchwałę m.in. w tej kwestii podjęli wczoraj radni. Katowice obejmą kolejne udziały w swojej spółce, za czym opowiedziało się 16 radnych. Jeden był przeciw, a 10 wstrzymało się od głosu. Nim to nastąpiło, toczyła się dyskusja, momentami gorąca.
– Środki z dokapitalizowania posłużą w większości na spłatę jednorazowych zobowiązań – tłumaczył Bogumił Sobula, wiceprezydent miasta, które łącznie na cztery sekcje klubu (piłka nożna, piłka nożna kobiet, siatkówka, hokej) przekazało już w 2021 roku 25,5 miliona złotych.
Niezrzeszony radny Dawid Durał, który jako jedyny zagłosował przeciw, mówił, że od początku roku słyszy się, iż brakuje pieniędzy na niektóre cele. – A tu nagle hokus-pokus i mamy 9 milionów dla GKS-u – zauważał Durał, wcześniej prosząc włodarzy miasta o potwierdzenie, czy premia, jaką – dzięki dokapitalizowaniu – otrzyma drużyna piłkarska za awans do pierwszej ligi, rzeczywiście wynosi 800 tysięcy złotych. Radny Łukasz Borkowski Koalicja Obywatelska) także pytał:
– Czy to prawda, że zostaną wypłacone premie w tak wysokiej kwocie? Jesteśmy w czasie pandemii, kiedy musimy oszczędzać, a wiele innych jednostek miejskich prosi się, by je dofinansować. Czy rzeczywiście klub piłkarski jest naszym priorytetem? – zastanawiał się Borkowski.
Bogumił Sobula potwierdzał: – Tak, będzie wypłacona premia. Kilkaset tysięcy złotych. Nie mam dziś dokładnej wiedzy w tej sprawie. Taką informację przekazać może zarząd klubu – odparł wiceprezydent Katowic nie zgadzając się też ze słowami radnego Borkowskiego, że „cały czas głosujemy, dokapitalizowujemy tę spółkę, a nie przekłada się to na finansową poprawę”.
– W 2019 roku spółka zatrudniała ponad 300 osób – przypominał Sobula. – Roczny koszt funkcjonowania wynosił wtedy 25 milionów złotych. Żebyśmy jednak nie utożsamiali tej liczby wyłącznie z klubem piłkarskim, podkreślam, że mamy też siatkarzy, hokeistów i drużynę piłki nożnej kobiet grające na najwyższych szczeblach. Mamy szachistów, inne sekcje, szkolenie dzieci i młodzieży. To de facto 4-5 klubów pod jednym szyldem i te środki w ten sposób należy rozłożyć.
Decyzje, jakie podjął prezes Szczerbowski w związku z restrukturyzacją doprowadziły do tego, że stan kosztów na koniec 2020 roku wyniósł już 18,5 miliona złotych. Został zredukowany o blisko 30 procent. Zmniejszono zatrudnienie do około 170 pracowników. Umów i kontraktów nie wypowiada się jednak ani nie obniża z dnia na dzień.
Obniżenie kosztów następowało płynnie. Albo kontrakty były renegocjowane, albo rozwiązywane z okresem wypowiedzenia. Nowe są zawierane na znacznie niższe kwoty i stąd spadek kosztów o ponad 6 milionów – mówił wiceprezydent Katowic, wyjaśniając, skąd wzięło się zadłużenie GKS-u, które przelew z miasta pozwoli uregulować.
– Dotacja na 2020 rok była niższa niż realnie znane nam potrzeby, ale chcieliśmy doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze trzeba wydać na absolutnie bieżące potrzeby, a nie trzymać na koncie. Mieliśmy świadomość, że te pieniądze nie wystarczą do sfinansowania kosztów klubu. Nie był to wyraz nieufności do kierownictwa GKS-u, a po prostu specyfika ciężkiego roku, roku covidowego. Staraliśmy się pokryć tylko te wydatki, które były niezbędne. Aby dojść do poziomu zmniejszonego poziomu kosztów, spółka musiała w ciągu roku zaciągnąć kilka pożyczek, zaakceptowanych przez nas jako właściciela.
Teraz nadszedł czas ich spłaty. Dlatego w większości środki z dokapitalizowania będą przeznaczone na spłatę tych jednorazowych zobowiązań, umożliwiając płynne zejście do pułapu rocznych kosztów 18,5 miliona złotych. To jednorazowe wydatki, niezbędne do pokrycia. Nie będą generowały w następnych latach kolejnych zobowiązań. Inne wydatki samorządu miały pierwszeństwo, stąd w przypadku GKS-u taka konstrukcja w postaci pożyczek – mocno akcentował Bogumił Sobula.
Radna Barbara Wnęk-Gabor (KO) przypominała o niedawnej wizycie prezesa Marka Szczerbowskiego na Komisji Kultury, Promocji i Sportu. – Zapytałam o sponsora strategicznego. Otrzymałam odpowiedź niezbyt pozytywnie ustosunkowaną do jego poszukiwań. Chcę prosić o podjęcie zintensyfikowanych działań, by klub nie w całości, ale jakiejś części był finansowany ze środków zewnętrznych. Sponsor strategiczny odciążyłby budżet miasta – mówiła Wnęk-Gabor. Radny Dawid Kamiński (PiS) odpowiadał:
– Byłem na tej komisji i nie odniosłem wrażenia, że przedstawiciele klubu negatywnie odnoszą się do pozyskania sponsora strategicznego. Twierdzą jednak, że to trudne zadanie – zaznaczał.
Wiceprezydent Sobula uzupełniał: – Dopiero gra w wysokiej bądź najwyższej klasie może sprawić, byśmy mówili o odpowiedzialnym, stałym partnerstwie strategicznym. Należy podejmować wszelkie możliwe działania, by zmniejszać w klubie udział środków miasta. Robimy wszystko, by pozyskiwać sponsorów – nie tylko strategicznego – bo każda złotówka od nich sprawia, że więcej zostaje w kasie miasta.
Mocna GieKSa w próbie przed ligą ograła asy Piszczka
Katowiczanie pokonali naszpikowanego zawodnikami o „głośnych” nazwiskach III-ligowca z Goczałkowic w próbie generalnej przed powrotem na zaplecze ekstraklasy.
Piotr Ćwielong, Łukasz Hanzel, Mariusz Magiera, Przemysław Trytko, a przede wszystkim Łukasz Piszczek… Ktoś niewtajemniczony i niebędący na bieżąco z polskim futbolem pewnie mógłby w sobotnie południe przy Bukowej nie wskazać poprawnie składu tego zespołu, który za tydzień zainauguruje sezon zaplecza ekstraklasy, no i tego będącego jeszcze w trakcie okresu przygotowawczego do zmagań na poziomie rozgrywkowym nr 4.
– Nie jest tak, że ktoś tych zawodników na boisko zaciąga siłą. Gdyby im się nie chciało, to przy Łukaszu Piszczku ich by tam dziś nie było. To chłopaki o dużych umiejętnościach i było to widać. Przeciwko „Pepe” Ćwielongowi zdarzyło mi się kiedyś 2-3 razy zagrać, to kawał piłkarza. Trzeba docenić LKS, w tym klubie wykonywana jest fajna robota. Dla ludzi w Goczałkowicach to na pewno świetna kapela – przyznawał Rafał Górak, szkoleniowiec GieKSy, a najlepszą recenzją całokształtu poczynań goczałkowiczan jest fakt, że właśnie z nimi katowiczanie odbyli próbę generalną przed startem I-ligowego sezonu.
Łukasz Piszczek szczególnie mocno im za skórę nie zalazł; nie ma co ukrywać, że środek obrony to chyba taka pozycja, na której najtrudniej wyeksponować to, iż jest się zawodnikiem z innego świata, z Bundesligi, pośród I- czy III-ligowców.
Nie jest to oczywiście niemożliwe, ale – no właśnie – na pewno trudniejsze niż gra w środku pola czy ataku. Ale że w obronie też można wzbudzać emocje, pokazała sytuacja z II połowy, gdy kibice mocno dopingowali Krystiana Sanockiego podczas pojedynku z byłym reprezentantem Polski, co mogło napędzić kontrę GieKSy. Ale Piszczek minąć się nie dał… Gdy opuszczał boisko, było 1:0; potem faworyt dorzucił jeszcze dwie bramki, autorstwa wspomnianego Sanockiego.
Po końcowym gwizdku Piszczek długo nie wychodził z szatni, testując cierpliwość… oczekujących przed budynkiem klubowym kilkunastu łowców autografów czy osób chętnych na zrobienie sobie zdjęcia. To podczas III-ligowego sezonu, szczególnie na wyjazdach, będzie dla niego chlebem powszednim. A ten pierwszy wyjazd – 14 sierpnia do Gaci.
Patrząc na to, jak przy Bukowej zaprezentował się goczałkowicki „pierwszy garnitur”, o bandę Piszczka można być spokojnym. Będzie się w III lidze liczyć. Piszczek-senior – czyli tata Kazimierz, będący wiceprezesem klubu – obserwując kolejne ataki pozycyjne budowane z tak silnym rywalem jak GKS mógł z satysfakcją raczyć się na trybunie złocistym z pianką.
W Katowicach z kolei mogą mieć już teraz satysfakcję, że dali radę wypożyczyć z Lecha Poznań napastnika Filipa Szymczaka. Sposób, w jaki 19-latek wpisywał się na listę strzelców w sobotę, a także tydzień wcześniej w Sosnowcu, robił wrażenie. – Robił wrażenie? To dobrze! Po to do nas przyszedł, by trochę tego wrażenia zrobić. To bardzo młody, utalentowany człowiek. Mam nadzieję, że on pomoże nam, a my jemu – stwierdził trener Górak, który wystawił Szymczaka od pierwszej minuty, a dopiero w II połowie na murawie pojawił się ten, który był podstawowym napastnikiem GieKSy w poprzednim sezonie, czyli Filip Kozłowski.
Wygląda na to, że tak też będzie w sobotnim meczu o punkty z Resovią; chodzi tu nie tylko o rywalizację między dwoma snajperami, ale też deficyty wśród młodzieżowców spowodowane urazem Patryka Szwedzika.
Uraz wyleczył już za to po dłuższym czasie Szymon Kiebzak. Skrzydłowy co prawda młodzieżowcem nie jest, ale ważnym ogniwem GKS-u – z pewnością. Swój krótki występ zaakcentował asystą przy pierwszej bramce Sanockiego. – Odpukać! Życzę mu przede wszystkim zdrowia. Strasznie na niego liczymy, bardzo na niego czekaliśmy od dziewięciu tygodni. Za nim pierwsze 25 minut. Wierzę, że z każdym kolejnym dniem będzie lepszy. Skoro zagrał w tym sparingu, to znaczy, że jak każdy pozostały zawodnik jest brany pod uwagę do gry w podstawowym składzie – mówił szkoleniowiec katowiczan.
Mecz z LKS-em zaczął się w sobotę o 12.40. O tej porze GieKSa zacznie też dwa najbliższe spotkania ligowe – z Resovią i Miedzią Legnica. – Nieprzypadkowo wybraliśmy na ostatni sparing taką godzinę. Chcieliśmy się zmierzyć z tym, co trudne. Ta pora jest trochę „kosmiczna”, niełatwa dla wszystkich, nawet tych oglądających mecz. Ale nie narzekamy, tylko cieszymy się, że już za tydzień gramy o punkty. I że gramy w pierwszej lidze! – mocno akcentował Rafał Górak, który mimo upału prowadził zespół w… ortalionie.
– Muszę cały czas zachowywać swój dress code. Bluza musi być! Wytrzymuję każde ekstremalne warunki – żartował szkoleniowiec, podsumowując sparing w swoim stylu: – Ostatni sprawdzian wyszedł normalnie. Zwykły dzień w biurze, z lepszymi i gorszymi momentami.
Można było odnieść wrażenie, że dla kibiców najlepszym momentem był… wślizg Bartosza Jaroszka z II połowy. Co prawda dostał za niego żółtą kartkę, ale też gromkie brawa z trybun, które były otwarte dla publiczności. GieKSa nie postąpiła tak, jak choćby Widzew czy Korona Kielce, zamykając ostatnie sparingi.
– Nigdy nie przeszkadzało mi to, by grę moje drużyny oglądał ktokolwiek. Piłka nożna jest przede wszystkim dla kibiców. Oni są najważniejsi, dla nich to wszystko robimy, – przekonywał Górak, a słyszący te słowa „Junior”, jeden z liderów katowickich kibiców, szybko uzupełnił: – Trenerze, dla pieniędzy!
GKS Katowice – LKS Goczałkowice-Zdrój 3:0 (1:0)
1:0 – Szymczak, 24 min
2:0 – Sanocki, 68 min
3:0 – Sanocki, 77 min
GKS: Kudła – Wojciechowski, Jędrych, Janiszewski, Rogala – Repka, Figiel – Kościelniak, Błąd, Pawłas – Szymczak. [II połowa]: Królczyk – Gierach, Sadowski, Kołodziejski, Pawłas – Repka, Urynowicz – Sanocki, Kościelniak, Woźniak – Kozłowski oraz Kiebzak.
Trener Rafał GÓRAK.
LKS: Mrzyk – Piszczek, Zięba, Magiera – Nowak, Kazimierowicz, Hanzel, Mońka – Gemborys, Trytko, Ćwielong. II połowa: Szczuka – Piszczek, Baron, Maroszek – Dragon, Matuszczyk, Hanzel, Wróblewski – Dokudowiec, Szędzielarz, Ćwielong oraz Jonda, Furczyk. Trener Damian BARON.
dziennikzachodni.pl – Mural Jana Furtoka jest już gotowy. Kibice dyskutują czy jest do siebie podobny…
[…] Mural poświęcony Janowi Furtokowi kibice „odsłonili” nocnym racowiskiem. Oficjalna ceremonia ma się odbyć na początku przyszłego tygodnia.
Powstanie dzieła jest wynikiem działań Stowarzyszenia Kibiców SK1964, władz miasta i radnego Krzysztofa Pieczyńskiego. Długo trwała dyskusja nad lokalizacją muralu, ostatecznie zdecydowano się na południową ścianę przy ulicy Granicznej 13.
Na forach internetowych trwa dyskusja czy Jan Furtok na obrazie jest do siebie podobny. Przeważają jednak opinie pozytywne. A Wy jak uważacie?
Jan Furtok ma 59 lat. Jest najsłynniejszym piłkarzem GKS Katowice, w którym grał w latach 1979-1988 i 1996-1997. W 209 meczach zdobył 85 goli, co jest rekordem klubu z Bukowej. Do Roberta Lewandowskiego był też najlepszym Polakiem w Bundeslidze – w Hamburger SV został wicekrólem strzelców. Razem z bramkami dla Eintrachtu Frankfurt strzelił w Niemczech 60 bramek w 188 występach. Numer 9 z jakim grał na Bukowej, został zastrzeżony.
HOKEJ
hokej.net – Trzech obcokrajowców i testy
Hokeiści GKS-u Katowice z pierwszym dniem sierpnia rozpoczną grupowe przygotowania do sezonu. Wcześniej w budynkach Akademii Wychowania Fizycznego przejdą testy kondycyjne. Tymczasem trener Jacek Płachta wraz z szefostwem klubu pracuje nad wzmocnieniami.
Wiadomo już, że o spokój w katowickiej bramce zadba duet John Murray – Maciej Miarka, a o sile defensywy mają stanowić Kanadyjczyk Carl Hudson oraz gracze, którym nie jest obca gra w reprezentacjach Polski, a więc Mateusz Rompkowski, Maciej Kruczek, Patryk Wajda, Jakub Wanacki, Dawid Musioł i Oskar Krawczyk.
Klub z alei Korfantego pochwalił się na razie podpisaniem kontraktów z siedmioma napastnikami. W tym gronie są Grzegorz Pasiut, Patryk Krężołek, Bartosz Fraszko, Patryk Wronka, Mateusz Bepierszcz, Mateusz Michalski i Szymon Mularczyk.
Nie da się ukryć, że na barkach Pasiuta, Wronki, Krężołka i Fraszki spoczywać będzie ciężar kreowania gry i zdobywania bramek.
Z naszych informacji wynika, że szefostwo GieKSy przed rozpoczęciem treningów zamierza zakontraktować jeszcze trzech zawodników zagranicznych. O krok od przenosin do katowickiego klubu jest doświadczony napastnik, ale jego personalia pozostają na razie owiane tajemnicą.
Trener Jacek Płachta przyjrzy się też dwóm lub trzem graczom, którzy powalczą o kontrakty na okresie testowym.
Hudson: Wiedziałem, że GKS to topowa drużyna
Carl Hudson ma być solidnym wzmocnieniem formacji defensywnej GKS-u Katowice. Doświadczony Kanadyjczyk opowiedział o tym, dlaczego wybrał ofertę GieKSy i jak zapatruje się na grę w Polsce.
35-letni defensor (185 cm, 96 kg) ma smykałkę do gry ofensywnej. Dobrze prowadzi krążek, potrafi dobrze dograć do partnera, jak i celnie uderzyć bez przyjęcia.
– Lubię pomagać drużynie podczas gry w przewadze, czuję się dobrze w strefie ofensywnej. Muszę jednak dbać przede wszystkim o to, co dzieje się w obronie. To coś, nad czym cały czas pracuję – zaznaczył Hudson.
Nowy nabytek GieKSy ma w swoim CV grę w AHL i ECHL, a od sezonu 2011-2012 występuje na europejskich taflach. Był zawodnikiem ekip z brytyjskiej i francuskiej ekstraligi oraz z powodzeniem radził sobie na zapleczu DEL. Ostatnie trzy sezony spędził w Eispiraten Crimmitschau, w którym zostawił po sobie naprawdę dobre liczby. W 113 meczach zdobył bowiem 82 punkty za 28 bramek i 54 kluczowe zagrania.
– Słyszałem o trenerze Płachcie za czasów gry w Niemczech, nie mieliśmy jednak okazji spotkać się w jednej drużynie. Jestem po rozmowie telefonicznej ze szkoleniowcem; dowiedziałem się sporo o jego dotychczasowej karierze i słyszałem same pozytywne słowa na jego temat – wyjaśnił Carl Hudson, który w swoich poprzednich klubach pełnił funkcję trenera kondycyjnego.
Wielu kibiców zastanawia się zapewne, dlaczego doświadczony defensor postanowił się przenieść do Polski. Wpływ na to miało kilka czynników.
– Wiedziałem, że GKS to topowa drużyna w waszym kraju i zawsze walczycie o najwyższe miejsca w lidze, a właśnie takiej drużyny szukałem dla siebie na nadchodzący sezon. Poza tym już kiedyś z żoną byliśmy w Polsce i bardzo nam się podobało, dlatego gdy usłyszałem o ofercie z Katowic, pomyślałem, że zamieszkanie tutaj będzie dobrą decyzją – przyznał zawodnik pochodzący z prowincji Ontario.
– Z tego, co wiem o polskiej lidze, jest ona podobna pod różnymi względami do tych rozgrywek, w których już występowałem. Nie rozmawiałem jeszcze z trenerem o mojej roli w zespole, myślę, że o tym będziemy rozmyślać w trakcie okresu przygotowań – dodał.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Piłka nożna
Górak: Siadła nam siła rażenia
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy Górnika Łęczna i GKS Katowice – Luiz Mołodecki (asystent trenera Szatałowa) i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zakończyła się przygoda z Pucharem Polski w tym sezonie, piękna w Katowicach w sezonie poprzednim, okraszona wtedy wielkimi spektaklami. Dzisiaj przegraliśmy po bardzo słabym naszym meczu, nie zdobyliśmy ani jednej bramki, oddaliśmy dwa celne strzały. To jest zbyt mało, by cokolwiek zrobić. Nieważne czy się gra z przeciwnikiem z twojej ligi czy z ligi niższej. Trzeba realizować swoje zadania i budować swoją grę. Przegraliśmy trzeci mecz 0:1 i to jest sytuacja, która bardzo nas niepokoi, bo nie zdobywamy bramek, gdzieś nam to wszystko energetycznie siadło. W związku z tym będzie trzeba bardzo mocno wykonać pracę do meczu sobotniego, bo przyjeżdża Widzew Łódź i skala trudności – z całym szacunkiem dla rywala, któremu ogromnie gratuluję – będzie diametralne inna i spotkanie będziemy musieli rozegrać całkowicie inaczej. Każdy z zawodników i trenerów musi taką porażkę wziąć na klatę, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że zawiedliśmy i rozczarowaliśmy. Natomiast życie idzie dalej, trzeba zacząć od siebie, powiedziałem zawodnikom, żeby głów nie spuszczali, bo sprawa jest poważna. Każdy chce wygrywać, radować się, zdobywać punkty, czy jechać za swoją drużyną na drugi koniec Polski i też się cieszyć ze zwycięstwa. Dziś zawiedliśmy i tych, którzy poczuli się urażeni mogę tylko przeprosić. My również nie jesteśmy szczęśliwi i jest nam z tym źle. Życie płynie dalej i musimy najbliższy czas dobrze przepracować, bo trzy porażki po 0:1 są dla nas momentem trudnym, z którego musimy wyjść.
Luiz Mołodecki (asystent trener Górnika Łęczna):
Cieszy nas zwycięstwo z czołową drużyną ekstraklasy, awans do kolejnej rundy. Cieszy nas postawa drużyny, zaangażowanie, co było widać na boisku – jeden pomagał drugiemu. Ale też to, że przyjeżdża drużyna z ekstraklasy, ale gramy jak równy z równym, a nawet my stworzyliśmy więcej sytuacji. W drugiej połowie powinniśmy ten wynik podwyższyć. Szkoda, że nie podwyższyliśmy, bo do końca była nerwówka, ale drużyna pokazała charakter i skończyło się bardzo dobrze.







































Najnowsze komentarze