Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka
Mural Jana Furtoka jest już gotowy, 9 milionów na spłatę zobowiązań – przegląd doniesień mass mediów o GieKSie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz hokeja GieKSy.
W trakcie przygotowań do startu sezonu piłkarskiego drużyna żeńska rozegrała sparing z drugoligowym Respektem Myślenice i wygrała w imponujących rozmiarach 11:1. Drużyna męska z kolei, w minioną sobotę rozegrała ostatni test-mecz przed startem Fortuna I Ligi, wygrywając z III-ligowym LKSem Goczałkowice-Zdrój 3:0. Radni Katowic podjęli uchwałę o zmianach w budżecie miasta, dzięki którym miasto kupi za 9mln akcji GieKSy. Na budynku przy ulicy Granicznej wykonano mural Jana Furtoka.
Do drużyny hokeistów dołączył obrońca Carl Hudson.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowa giełda transferowa: notowanie dziewiąte
Transferowe okienko otwarte w . Najciekawsze ruchy prawie wszystkie już wykonane – trwa dopinanie kadr na trzy tygodnie przed startem ligi.
[…] GKS KATOWICE
PRZYBYŁY: Amelia Bińkowska (Olimpia Szczecin), Kinga Seweryn (powrót z wypożyczenia do TS ROW Rybnik), Matylda Bujak (Medyk POLOmarket Konin), Emila Zdunek, Alicja Dyguś (obie z Górnika Łęczna)
mogą przyjść: –
ODESZŁY: Jessica Ludwiczak (Lotos), Klaudia Miłek (Górnik Łęczna), Zofia Buszewska, Kinga Kozak, Nadja Stoanovic (Czarni Sosnowiec)
mogą odejść: –
kobiecyfutbol.pl – Grad bramek w sparingu ekstraligowca
[…] W dzisiejszym meczu w barwach GKS-u pojawiła się Alicja Dyguś pozyskana w okienku transferowym z Górnika Łęczna. Niestety Emilii Zdunek nie mieliśmy przyjemności zobaczyć w tym spotkaniu. Początek spotkania dobrze ułożył się dla gospodyń, które w trzeciej minucie spotkania objęły prowadzenie, po bramce Klaudii Maciążki. W 9. minucie spotkania Katowiczanki podwyższyły na 2:0 po trafieniu Brzeczek. Zaledwie dwie minuty później bramkarkę przyjezdnych ponownie pokonała Klaudia Maciążka. W 36. minucie spotkania Nicola Brzęczek zdobywa drugą bramkę w dzisiejszym spotkaniu, a czwartą dla Katowiczanek. Tuż przed przerwą gospodynie podwyższają na 5:0 za sprawą Weroniki Kłoda. Zaledwie 60. sekund później przyjezdne zdobywają bramkę kontaktową.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, a stroną dominującą były Katowiczanki. W 51. minucie spotkania Klaudia Maciążka skompletowała hat-tricka. Cztery minuty później na listę strzelczyń ponownie wpisała się Weronika Kłoda. Jednak Katowiczanki nie zatrzymywały się i ostatecznie wysoko pokonały drużynę Respektu Myślenice.
GKS Katowice- Respekt Myślenice 11:1 (5:1)
Maciążka 3’11’51’75’, Brzęczek 9’36’, Kłoda 41’56’, Łasicka 59′, Parczewska 81′ Bińkowska 77′- ? 42′
GKS: Klimek – Hajduk, Lizoń, Tkaczyk, Łasicka, Kłoda, Koch, Dyguś, Turkiewicz, Brzęczek, Maciążka zagrały także: Drąg, Bujak, Gregorczyk, Bińkowska, Parczewska, Konkol, Raczyńska.
sportdziennik.com – 9 milionów na spłatę zobowiązań
[…] GieKSa zostanie dokapitalizowana przez miasto 9 milionami złotych. Uchwałę m.in. w tej kwestii podjęli wczoraj radni. Katowice obejmą kolejne udziały w swojej spółce, za czym opowiedziało się 16 radnych. Jeden był przeciw, a 10 wstrzymało się od głosu. Nim to nastąpiło, toczyła się dyskusja, momentami gorąca.
– Środki z dokapitalizowania posłużą w większości na spłatę jednorazowych zobowiązań – tłumaczył Bogumił Sobula, wiceprezydent miasta, które łącznie na cztery sekcje klubu (piłka nożna, piłka nożna kobiet, siatkówka, hokej) przekazało już w 2021 roku 25,5 miliona złotych.
Niezrzeszony radny Dawid Durał, który jako jedyny zagłosował przeciw, mówił, że od początku roku słyszy się, iż brakuje pieniędzy na niektóre cele. – A tu nagle hokus-pokus i mamy 9 milionów dla GKS-u – zauważał Durał, wcześniej prosząc włodarzy miasta o potwierdzenie, czy premia, jaką – dzięki dokapitalizowaniu – otrzyma drużyna piłkarska za awans do pierwszej ligi, rzeczywiście wynosi 800 tysięcy złotych. Radny Łukasz Borkowski Koalicja Obywatelska) także pytał:
– Czy to prawda, że zostaną wypłacone premie w tak wysokiej kwocie? Jesteśmy w czasie pandemii, kiedy musimy oszczędzać, a wiele innych jednostek miejskich prosi się, by je dofinansować. Czy rzeczywiście klub piłkarski jest naszym priorytetem? – zastanawiał się Borkowski.
Bogumił Sobula potwierdzał: – Tak, będzie wypłacona premia. Kilkaset tysięcy złotych. Nie mam dziś dokładnej wiedzy w tej sprawie. Taką informację przekazać może zarząd klubu – odparł wiceprezydent Katowic nie zgadzając się też ze słowami radnego Borkowskiego, że „cały czas głosujemy, dokapitalizowujemy tę spółkę, a nie przekłada się to na finansową poprawę”.
– W 2019 roku spółka zatrudniała ponad 300 osób – przypominał Sobula. – Roczny koszt funkcjonowania wynosił wtedy 25 milionów złotych. Żebyśmy jednak nie utożsamiali tej liczby wyłącznie z klubem piłkarskim, podkreślam, że mamy też siatkarzy, hokeistów i drużynę piłki nożnej kobiet grające na najwyższych szczeblach. Mamy szachistów, inne sekcje, szkolenie dzieci i młodzieży. To de facto 4-5 klubów pod jednym szyldem i te środki w ten sposób należy rozłożyć.
Decyzje, jakie podjął prezes Szczerbowski w związku z restrukturyzacją doprowadziły do tego, że stan kosztów na koniec 2020 roku wyniósł już 18,5 miliona złotych. Został zredukowany o blisko 30 procent. Zmniejszono zatrudnienie do około 170 pracowników. Umów i kontraktów nie wypowiada się jednak ani nie obniża z dnia na dzień.
Obniżenie kosztów następowało płynnie. Albo kontrakty były renegocjowane, albo rozwiązywane z okresem wypowiedzenia. Nowe są zawierane na znacznie niższe kwoty i stąd spadek kosztów o ponad 6 milionów – mówił wiceprezydent Katowic, wyjaśniając, skąd wzięło się zadłużenie GKS-u, które przelew z miasta pozwoli uregulować.
– Dotacja na 2020 rok była niższa niż realnie znane nam potrzeby, ale chcieliśmy doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze trzeba wydać na absolutnie bieżące potrzeby, a nie trzymać na koncie. Mieliśmy świadomość, że te pieniądze nie wystarczą do sfinansowania kosztów klubu. Nie był to wyraz nieufności do kierownictwa GKS-u, a po prostu specyfika ciężkiego roku, roku covidowego. Staraliśmy się pokryć tylko te wydatki, które były niezbędne. Aby dojść do poziomu zmniejszonego poziomu kosztów, spółka musiała w ciągu roku zaciągnąć kilka pożyczek, zaakceptowanych przez nas jako właściciela.
Teraz nadszedł czas ich spłaty. Dlatego w większości środki z dokapitalizowania będą przeznaczone na spłatę tych jednorazowych zobowiązań, umożliwiając płynne zejście do pułapu rocznych kosztów 18,5 miliona złotych. To jednorazowe wydatki, niezbędne do pokrycia. Nie będą generowały w następnych latach kolejnych zobowiązań. Inne wydatki samorządu miały pierwszeństwo, stąd w przypadku GKS-u taka konstrukcja w postaci pożyczek – mocno akcentował Bogumił Sobula.
Radna Barbara Wnęk-Gabor (KO) przypominała o niedawnej wizycie prezesa Marka Szczerbowskiego na Komisji Kultury, Promocji i Sportu. – Zapytałam o sponsora strategicznego. Otrzymałam odpowiedź niezbyt pozytywnie ustosunkowaną do jego poszukiwań. Chcę prosić o podjęcie zintensyfikowanych działań, by klub nie w całości, ale jakiejś części był finansowany ze środków zewnętrznych. Sponsor strategiczny odciążyłby budżet miasta – mówiła Wnęk-Gabor. Radny Dawid Kamiński (PiS) odpowiadał:
– Byłem na tej komisji i nie odniosłem wrażenia, że przedstawiciele klubu negatywnie odnoszą się do pozyskania sponsora strategicznego. Twierdzą jednak, że to trudne zadanie – zaznaczał.
Wiceprezydent Sobula uzupełniał: – Dopiero gra w wysokiej bądź najwyższej klasie może sprawić, byśmy mówili o odpowiedzialnym, stałym partnerstwie strategicznym. Należy podejmować wszelkie możliwe działania, by zmniejszać w klubie udział środków miasta. Robimy wszystko, by pozyskiwać sponsorów – nie tylko strategicznego – bo każda złotówka od nich sprawia, że więcej zostaje w kasie miasta.
Mocna GieKSa w próbie przed ligą ograła asy Piszczka
Katowiczanie pokonali naszpikowanego zawodnikami o „głośnych” nazwiskach III-ligowca z Goczałkowic w próbie generalnej przed powrotem na zaplecze ekstraklasy.
Piotr Ćwielong, Łukasz Hanzel, Mariusz Magiera, Przemysław Trytko, a przede wszystkim Łukasz Piszczek… Ktoś niewtajemniczony i niebędący na bieżąco z polskim futbolem pewnie mógłby w sobotnie południe przy Bukowej nie wskazać poprawnie składu tego zespołu, który za tydzień zainauguruje sezon zaplecza ekstraklasy, no i tego będącego jeszcze w trakcie okresu przygotowawczego do zmagań na poziomie rozgrywkowym nr 4.
– Nie jest tak, że ktoś tych zawodników na boisko zaciąga siłą. Gdyby im się nie chciało, to przy Łukaszu Piszczku ich by tam dziś nie było. To chłopaki o dużych umiejętnościach i było to widać. Przeciwko „Pepe” Ćwielongowi zdarzyło mi się kiedyś 2-3 razy zagrać, to kawał piłkarza. Trzeba docenić LKS, w tym klubie wykonywana jest fajna robota. Dla ludzi w Goczałkowicach to na pewno świetna kapela – przyznawał Rafał Górak, szkoleniowiec GieKSy, a najlepszą recenzją całokształtu poczynań goczałkowiczan jest fakt, że właśnie z nimi katowiczanie odbyli próbę generalną przed startem I-ligowego sezonu.
Łukasz Piszczek szczególnie mocno im za skórę nie zalazł; nie ma co ukrywać, że środek obrony to chyba taka pozycja, na której najtrudniej wyeksponować to, iż jest się zawodnikiem z innego świata, z Bundesligi, pośród I- czy III-ligowców.
Nie jest to oczywiście niemożliwe, ale – no właśnie – na pewno trudniejsze niż gra w środku pola czy ataku. Ale że w obronie też można wzbudzać emocje, pokazała sytuacja z II połowy, gdy kibice mocno dopingowali Krystiana Sanockiego podczas pojedynku z byłym reprezentantem Polski, co mogło napędzić kontrę GieKSy. Ale Piszczek minąć się nie dał… Gdy opuszczał boisko, było 1:0; potem faworyt dorzucił jeszcze dwie bramki, autorstwa wspomnianego Sanockiego.
Po końcowym gwizdku Piszczek długo nie wychodził z szatni, testując cierpliwość… oczekujących przed budynkiem klubowym kilkunastu łowców autografów czy osób chętnych na zrobienie sobie zdjęcia. To podczas III-ligowego sezonu, szczególnie na wyjazdach, będzie dla niego chlebem powszednim. A ten pierwszy wyjazd – 14 sierpnia do Gaci.
Patrząc na to, jak przy Bukowej zaprezentował się goczałkowicki „pierwszy garnitur”, o bandę Piszczka można być spokojnym. Będzie się w III lidze liczyć. Piszczek-senior – czyli tata Kazimierz, będący wiceprezesem klubu – obserwując kolejne ataki pozycyjne budowane z tak silnym rywalem jak GKS mógł z satysfakcją raczyć się na trybunie złocistym z pianką.
W Katowicach z kolei mogą mieć już teraz satysfakcję, że dali radę wypożyczyć z Lecha Poznań napastnika Filipa Szymczaka. Sposób, w jaki 19-latek wpisywał się na listę strzelców w sobotę, a także tydzień wcześniej w Sosnowcu, robił wrażenie. – Robił wrażenie? To dobrze! Po to do nas przyszedł, by trochę tego wrażenia zrobić. To bardzo młody, utalentowany człowiek. Mam nadzieję, że on pomoże nam, a my jemu – stwierdził trener Górak, który wystawił Szymczaka od pierwszej minuty, a dopiero w II połowie na murawie pojawił się ten, który był podstawowym napastnikiem GieKSy w poprzednim sezonie, czyli Filip Kozłowski.
Wygląda na to, że tak też będzie w sobotnim meczu o punkty z Resovią; chodzi tu nie tylko o rywalizację między dwoma snajperami, ale też deficyty wśród młodzieżowców spowodowane urazem Patryka Szwedzika.
Uraz wyleczył już za to po dłuższym czasie Szymon Kiebzak. Skrzydłowy co prawda młodzieżowcem nie jest, ale ważnym ogniwem GKS-u – z pewnością. Swój krótki występ zaakcentował asystą przy pierwszej bramce Sanockiego. – Odpukać! Życzę mu przede wszystkim zdrowia. Strasznie na niego liczymy, bardzo na niego czekaliśmy od dziewięciu tygodni. Za nim pierwsze 25 minut. Wierzę, że z każdym kolejnym dniem będzie lepszy. Skoro zagrał w tym sparingu, to znaczy, że jak każdy pozostały zawodnik jest brany pod uwagę do gry w podstawowym składzie – mówił szkoleniowiec katowiczan.
Mecz z LKS-em zaczął się w sobotę o 12.40. O tej porze GieKSa zacznie też dwa najbliższe spotkania ligowe – z Resovią i Miedzią Legnica. – Nieprzypadkowo wybraliśmy na ostatni sparing taką godzinę. Chcieliśmy się zmierzyć z tym, co trudne. Ta pora jest trochę „kosmiczna”, niełatwa dla wszystkich, nawet tych oglądających mecz. Ale nie narzekamy, tylko cieszymy się, że już za tydzień gramy o punkty. I że gramy w pierwszej lidze! – mocno akcentował Rafał Górak, który mimo upału prowadził zespół w… ortalionie.
– Muszę cały czas zachowywać swój dress code. Bluza musi być! Wytrzymuję każde ekstremalne warunki – żartował szkoleniowiec, podsumowując sparing w swoim stylu: – Ostatni sprawdzian wyszedł normalnie. Zwykły dzień w biurze, z lepszymi i gorszymi momentami.
Można było odnieść wrażenie, że dla kibiców najlepszym momentem był… wślizg Bartosza Jaroszka z II połowy. Co prawda dostał za niego żółtą kartkę, ale też gromkie brawa z trybun, które były otwarte dla publiczności. GieKSa nie postąpiła tak, jak choćby Widzew czy Korona Kielce, zamykając ostatnie sparingi.
– Nigdy nie przeszkadzało mi to, by grę moje drużyny oglądał ktokolwiek. Piłka nożna jest przede wszystkim dla kibiców. Oni są najważniejsi, dla nich to wszystko robimy, – przekonywał Górak, a słyszący te słowa „Junior”, jeden z liderów katowickich kibiców, szybko uzupełnił: – Trenerze, dla pieniędzy!
GKS Katowice – LKS Goczałkowice-Zdrój 3:0 (1:0)
1:0 – Szymczak, 24 min
2:0 – Sanocki, 68 min
3:0 – Sanocki, 77 min
GKS: Kudła – Wojciechowski, Jędrych, Janiszewski, Rogala – Repka, Figiel – Kościelniak, Błąd, Pawłas – Szymczak. [II połowa]: Królczyk – Gierach, Sadowski, Kołodziejski, Pawłas – Repka, Urynowicz – Sanocki, Kościelniak, Woźniak – Kozłowski oraz Kiebzak.
Trener Rafał GÓRAK.
LKS: Mrzyk – Piszczek, Zięba, Magiera – Nowak, Kazimierowicz, Hanzel, Mońka – Gemborys, Trytko, Ćwielong. II połowa: Szczuka – Piszczek, Baron, Maroszek – Dragon, Matuszczyk, Hanzel, Wróblewski – Dokudowiec, Szędzielarz, Ćwielong oraz Jonda, Furczyk. Trener Damian BARON.
dziennikzachodni.pl – Mural Jana Furtoka jest już gotowy. Kibice dyskutują czy jest do siebie podobny…
[…] Mural poświęcony Janowi Furtokowi kibice „odsłonili” nocnym racowiskiem. Oficjalna ceremonia ma się odbyć na początku przyszłego tygodnia.
Powstanie dzieła jest wynikiem działań Stowarzyszenia Kibiców SK1964, władz miasta i radnego Krzysztofa Pieczyńskiego. Długo trwała dyskusja nad lokalizacją muralu, ostatecznie zdecydowano się na południową ścianę przy ulicy Granicznej 13.
Na forach internetowych trwa dyskusja czy Jan Furtok na obrazie jest do siebie podobny. Przeważają jednak opinie pozytywne. A Wy jak uważacie?
Jan Furtok ma 59 lat. Jest najsłynniejszym piłkarzem GKS Katowice, w którym grał w latach 1979-1988 i 1996-1997. W 209 meczach zdobył 85 goli, co jest rekordem klubu z Bukowej. Do Roberta Lewandowskiego był też najlepszym Polakiem w Bundeslidze – w Hamburger SV został wicekrólem strzelców. Razem z bramkami dla Eintrachtu Frankfurt strzelił w Niemczech 60 bramek w 188 występach. Numer 9 z jakim grał na Bukowej, został zastrzeżony.
HOKEJ
hokej.net – Trzech obcokrajowców i testy
Hokeiści GKS-u Katowice z pierwszym dniem sierpnia rozpoczną grupowe przygotowania do sezonu. Wcześniej w budynkach Akademii Wychowania Fizycznego przejdą testy kondycyjne. Tymczasem trener Jacek Płachta wraz z szefostwem klubu pracuje nad wzmocnieniami.
Wiadomo już, że o spokój w katowickiej bramce zadba duet John Murray – Maciej Miarka, a o sile defensywy mają stanowić Kanadyjczyk Carl Hudson oraz gracze, którym nie jest obca gra w reprezentacjach Polski, a więc Mateusz Rompkowski, Maciej Kruczek, Patryk Wajda, Jakub Wanacki, Dawid Musioł i Oskar Krawczyk.
Klub z alei Korfantego pochwalił się na razie podpisaniem kontraktów z siedmioma napastnikami. W tym gronie są Grzegorz Pasiut, Patryk Krężołek, Bartosz Fraszko, Patryk Wronka, Mateusz Bepierszcz, Mateusz Michalski i Szymon Mularczyk.
Nie da się ukryć, że na barkach Pasiuta, Wronki, Krężołka i Fraszki spoczywać będzie ciężar kreowania gry i zdobywania bramek.
Z naszych informacji wynika, że szefostwo GieKSy przed rozpoczęciem treningów zamierza zakontraktować jeszcze trzech zawodników zagranicznych. O krok od przenosin do katowickiego klubu jest doświadczony napastnik, ale jego personalia pozostają na razie owiane tajemnicą.
Trener Jacek Płachta przyjrzy się też dwóm lub trzem graczom, którzy powalczą o kontrakty na okresie testowym.
Hudson: Wiedziałem, że GKS to topowa drużyna
Carl Hudson ma być solidnym wzmocnieniem formacji defensywnej GKS-u Katowice. Doświadczony Kanadyjczyk opowiedział o tym, dlaczego wybrał ofertę GieKSy i jak zapatruje się na grę w Polsce.
35-letni defensor (185 cm, 96 kg) ma smykałkę do gry ofensywnej. Dobrze prowadzi krążek, potrafi dobrze dograć do partnera, jak i celnie uderzyć bez przyjęcia.
– Lubię pomagać drużynie podczas gry w przewadze, czuję się dobrze w strefie ofensywnej. Muszę jednak dbać przede wszystkim o to, co dzieje się w obronie. To coś, nad czym cały czas pracuję – zaznaczył Hudson.
Nowy nabytek GieKSy ma w swoim CV grę w AHL i ECHL, a od sezonu 2011-2012 występuje na europejskich taflach. Był zawodnikiem ekip z brytyjskiej i francuskiej ekstraligi oraz z powodzeniem radził sobie na zapleczu DEL. Ostatnie trzy sezony spędził w Eispiraten Crimmitschau, w którym zostawił po sobie naprawdę dobre liczby. W 113 meczach zdobył bowiem 82 punkty za 28 bramek i 54 kluczowe zagrania.
– Słyszałem o trenerze Płachcie za czasów gry w Niemczech, nie mieliśmy jednak okazji spotkać się w jednej drużynie. Jestem po rozmowie telefonicznej ze szkoleniowcem; dowiedziałem się sporo o jego dotychczasowej karierze i słyszałem same pozytywne słowa na jego temat – wyjaśnił Carl Hudson, który w swoich poprzednich klubach pełnił funkcję trenera kondycyjnego.
Wielu kibiców zastanawia się zapewne, dlaczego doświadczony defensor postanowił się przenieść do Polski. Wpływ na to miało kilka czynników.
– Wiedziałem, że GKS to topowa drużyna w waszym kraju i zawsze walczycie o najwyższe miejsca w lidze, a właśnie takiej drużyny szukałem dla siebie na nadchodzący sezon. Poza tym już kiedyś z żoną byliśmy w Polsce i bardzo nam się podobało, dlatego gdy usłyszałem o ofercie z Katowic, pomyślałem, że zamieszkanie tutaj będzie dobrą decyzją – przyznał zawodnik pochodzący z prowincji Ontario.
– Z tego, co wiem o polskiej lidze, jest ona podobna pod różnymi względami do tych rozgrywek, w których już występowałem. Nie rozmawiałem jeszcze z trenerem o mojej roli w zespole, myślę, że o tym będziemy rozmyślać w trakcie okresu przygotowań – dodał.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Najnowsze komentarze