Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Srogi rewanż

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W minionym tygodniu piłkarze rozegrali zgodnie z planem wyjazdowe spotkanie z Skrą Częstochowa, niestety przegrany 0:1 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Piłkarki na boisko wrócą w przyszły weekend, po przerwie reprezentacyjnej, w sobotę 31 października wyjazdowym spotkaniem z liderem Czarnymi Sosnowiec. Warto odnotować występ Kingi Kozak w reprezentacji, w meczu z Azerbejdżanem, w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. W ramach rozgrywek Pucharu Polski piłkarki zagrają na wyjeździe z WAP Włocławek. Siatkarze rozegrali jedno spotkanie – zaległe z MKS-em Będzin (z 6 kolejki). GieKSa wygrała w Będzinie 3:0. Mecz ze Skrą Bełchatów został odwołany, ze względu na objawy koronawirusa w naszej drużynie. Po przerwie związanej z przełożonymi meczami ze względu na SARS COVID-19, hokeistom udało się rozegrać dwa zwycięskie spotkania: z liderem GKS-em Tychy 4:1 i Unią Oświęcim 4:3 (po karnych).

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Wszyscy zdrowi. Do Mołdawii lecimy w komplecie

No i już wszystko wiadomo. Całe szczęście nasza kadra w komplecie przeszła badania covidowe i ani jedna próbka nie była pozytywna. Dzięki temu w komplecie kadra poleci do Mołdawii.

Już we wtorek w Kiszyniowie (14:00) zagramy z gospodyniami. Transmisję na portalu YouTube przeprowadzi mołdawska Federacja.

[…] KADRA NA MOŁDAWIĘ:

Katarzyna Kiedrzynek (VfL Wolfsburg)

Kinga Szemik (FC Nantes)

Anna Szymańska, Agnieszka Jędrzejewicz, Weronika Zawistowska, Alicja Materek  (KKS Czarni Sosnowiec)

Jolanta Siwińska, Emilia Zdunek (GKS Górnik Łęczna)

Gabriela Grzywińska, Dominika Kopińska  (KKPK Medyk Konin)

Anna Rędzia, Adriana Achcińska, Paulina Filipczak, Wiktoria Zieniewicz (TME UKS SMS Łódź)

Paulina Dudek (Paris Saint-Germain)

Małgorzata Mesjasz (1. FFC Turbine Poczdam)

Patrycja Balcerzak (SC Sand)

Joanna Wróblewska (Śląsk Wrocław)

Dominika Grabowska (FC Fleury 91)

Kinga Kozak (GKS GieKSa Katowice)

Agnieszka Winczo (SV Meppen 1912)

Amelia Bińkowska (Olimpia Szczecin)

 

Pary drugiej rundy Pucharu Polski

Dziś w siedzibie PZPN odbyło się losowanie II rundy Pucharu Polski. Po raz pierwszy w historii szesnaście zespołów z województw dołączyły do jednego koszyka na równi z klubami Ekstraligi, Pierwszej Ligi i Drugiej Ligi.

[…] Mecze zaplanowano na 4 listopada, a 21 listopada zwycięzcy zagrają w 1/16 finału.

Poniżej zestaw par:

[…] WAP Włocławek vs GKS Katowice

[…] Całość rozgrywek podzielona jest na siedem etapów:

I etap – na szczeblu Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej, w którym uczestniczą drużyny III ligi kobiet i niższych klas rozgrywkowych.

II etap – uczestniczą 64 drużyny – zdobywcy Pucharu Polski na szczeblu związków piłki nożnej w sezonie 2020/2021 oraz wszystkie drużyny Ekstraligi, I ligi i II ligi kobiet.

III etap – 32 drużyny wyłonione w etapie II.

IV etap – 1/8 finału – 16 drużyn wyłonionych w etapie III.

V etap – 1/4 finału – 8 drużyn wyłonionych w etapie IV.

VI etap – 1/2 finału – 4 drużyny wyłonione w etapie V.

VII etap – finał – 2 drużyny wyłonione w etapie VI.

PZPN przyzna nagrody finansowe za udział w rozgrywkach o Puchar Polski kobiet:

– zdobywca PP na szczeblu WZPN – 5000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w III etapie – 8000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/8 finału – 10 000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/4 finału – 25 000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/2 finału – 50 000 PLN netto

– finalista PP – 100 000 PLN netto;

 

SIATKÓWKA

siatka.org – MKS Będzin nadal bez zwycięstwa, katowiczanie z pełną pulą

MKS Będzin przegrał w Sosnowcu z GKS-em Katowice 0:3 i nadal pozostaje bez zwycięstwa. Podopieczni Jakuba Bednaruka dzielnie walczyli w dwóch pierwszych setach, ale to nie wystarczyło na zespół ze stolicy Górnego Śląska. Katowiczanie wygrali trzeci mecz i mają na swoim koncie 9 punktów.

[…] Autowy atak Bartosza Gawryszewskiego spowodował, że na pierwsze dwupunktowe prowadzenie wyszli goście. Różnica ta utrzymywała się przez dłuższy czas, gdyż zawodnicy obu ekip nie potrafili wstrzelić się zagrywką. Kiedy już to zrobili wygrywali swoje akcje i dopiero przestrzelone uderzenie przez Jakuba Szymańskiego doprowadziło do remisu. Stan taki nie utrzymywał się długo, gdyż kilka chwil później zablokowany został Rafał Sobański i po raz kolejny katowiczanie mieli dwa ,,oczka” więcej. Kolejny blok na Sobańskim sprawił, że zrobiło się 13:16 i trener Jakub Bednaruk musiał prosić o przerwę. W ofensywie nie zawodził Rafał Faryna i to on zmniejszył dystans między zespołami do punktu. Niemniej gracze GKS-u dobrze czytali zamiary Thiago Veloso i raz za razem ustawiali szczelny blok. Kiedy na środku siatki kontrę wykorzystał Emanuel Kohut było już 21:17. Jednak gospodarze nie zamierzali się poddawać i po skończeniu przechodzącej piłki przez Faryne oraz niecelnym zagraniu Kamila Kwasowskiego doprowadzili do wyrównania. Pomyłka niezawodnego do tej pory Faryna dała przyjezdnym dwie piłki setowe, ale dotknięcie siatki przez Kwasowskiego sprawiło, że gra toczyła się na przewagi. Ostatecznie premierową odsłonę spotkania rozstrzygnęli na swoją korzyść zawodnicy Grzegorza Słabego, którzy w ostatnich akcjach zablokowali swoich rywali.

Niezwykle wyrównany przebieg miał początek drugiej partii. Żaden z zespołów nie mógł wypracować sobie choćby dwupunktowego prowadzenia i gra oscylowała wokół remisu. Dopiero wykorzystana kontra przez Artura Ratajczaka dawała minimalną przewagę gospodarzom (8:6). Do osamotnionego w ofensywie Rafała Faryny zaczęli dołączać Jose Ademar Santana i Rafał Sobański, co od razu przełożyło się na wynik (12:9). Jednak będzinianie popełniali bardzo proste błędy, co uniemożliwiało im zwiększenie dystansu. W dalszym ciągu w ekipie przyjezdnych świetnie funkcjonował blok i to dzięki temu elementowi zrobiło się najpierw 13:14, a potem 17:17. Wszystko miało rozstrzygnąć się w samej końcówce seta. W niej najpierw przechodzącą piłkę wykorzystał Emanuel Kohut (22:21), a w ostatniej akcji ręce blokujących obił Jakub Jarosz i to siatkarze Gieksy wygrali drugą odsłonę spotkania 25:23, mimo iż cały czas musieli gonić swoich rywali.

,,Czapa” Miłosza Zniszczoła na 3:1 była dziesiątym blokiem w wykonaniu katowiczan. Kiedy do tego dołożyli dobrą zagrywkę pozwalającą im grać kontry szybko odskoczyli swoim rywalom na cztery ,,oczka”. Będzinianie mieli coraz większe problemy z kończeniem posyłanych do nich piłek. Rafał Faryna nie był już taki skuteczny, a dodatkowo otrzymywał niewielkie wsparcie ze strony swoich kolegów. Dwie pomyłki pod rząd Jose Ademara Santany postawiały graczy MKS-u w nieciekawej sytuacji, bo na tablicy wyników było 6:12. Dodatkowo podopieczni Słabego nie zamierzali zwalniać i sukcesywnie powiększali swoje prowadzenie. Po tym jak na czystej siatce skończył Jakub Jarosz było już 18:10 i w zasadzie stało się jasne, że nic więcej w tym spotkaniu się nie wydarzy. Przestawali w to powoli także wierzyć miejscowi, którzy z każdą akcją zdawali sobie sprawę, że nie zdołają w tym meczu wywalczyć nawet seta. Dwa asy serwisowe Faryny w samej końcówce zmniejszyły tylko ich rozmiary porażki. Całe spotkanie zakończył atakiem w samą linię końcową Kamil Kwasowski, po którym goście mogli unieść ręce w geście triumfu, gdyż zainkasowali komplet punktów do ligowej tabeli.

MVP: Miłosz Zniszczoł

MKS Będzin – GKS Katowice 0:3 (26:28, 23:25, 18:25)

 

Kolejne problemy GKS-u Katowice, mecz ze Skrą przełożony

Nie odbędzie się zaplanowany na sobotę mecz GKS-u Katowice z PGE Skrą Bełchatów. Wszystko przez to, że w katowickim zespole pojawiły się kolejne objawy świadczące o zakażeniu korona wirusem. GKS ma już za sobą jedną izolację, a teraz najprawdopodobniej czeka go kolejna.

Jak poinformowała Polska Liga Siatkówki S.A, w związku z kolejnymi objawami chorobowymi w drużynie GKS Katowice organizator rozgrywek PlusLigi podjął decyzję o odwołaniu meczu GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów, zaplanowanego pierwotnie na sobotę 24 października na godzinę 14:45

[…] Przypomnijmy, że GKS Katowice dopiero niedawno wrócił do ligowej rywalizacji. Zdołał rozegrać przegrany mecz z VERVĄ Warszawa Orlen Paliwa oraz wygrany z MKS-em Będzin. Na kwarantannie podopieczni Grzegorza Słabego przebywali od 3 października, a w drużynie wykryto wówczas trzy przypadki koronawirusa. W najbliższy weekend katowiczanie mieli zmierzyć się z PGE Skrą Bełchatów, ale do meczu jednak nie dojdzie.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Kolejka PHL. Srogi rewanż

Pojedynczym golem wiele się na wyjeździe nie zwojuje i o wygranej trzeba zapomnieć.

Katowiczanie wzięli rewanż za porażkę w Tychach 2:5. Tym razem na własnym lodzie byli zespołem agresywniejszym oraz skuteczniejszym i stąd też w pełni zasłużenie wygrali 4:1. Tym samym dali wyraźny sygnał rywalom, że z GieKSą trzeba się liczyć, bo ona również zgłasza wysokie aspiracje.

Formacje defensywne obu drużyn były mocno osłabione i „sztukowane”. Kamil Paszek, nominalny napastnik, z konieczności musiał wystąpić w parze z Patrykiem Wajdą i wcale nieźle mu to wychodziło. Po przeciwnej stronie młokos Oliwier Kasperek był mocno wspierany przez Michała Kotlorza. Wychodzi na to, że tyski kapitan jest promotorem młodzieży, bo przecież nie tak dawno (choć to już 2 sezony temu) występował w parze z Olafem Bizackim, który teraz jest w orbicie zainteresowania trenerów kadry. Między słupkami stanął Kamil Lewartowski, który zastąpił Johna Murraya. I trudno go winić za stracone gole, bo wszystkie były zdobywane z bliskiej odległości.

Może tempo w I tercji nie było zbyt forsowne, ale wszystkie akcje były konstruowane starannie, zaś jedni i drudzy szukali szansy, by zaskoczyć niekonwencjonalną akcją.

Przed tyszanami otworzyła się szansa na zmianę rezultatu gdy do boksu kar powędrował Jesse Rohtla. W tym momencie na lodzie pojawiła się „firmowa” formacja złożona z graczy zamorskich oraz Filipa Komorskiego, wspierana jednym defensorem. Z impetem atakowali Juraja Szimbocha i w końcu zdobyli inauguracyjnego gola za sprawą Aleksa Szczechury. Gospodarze szybko chcieli odrobić straty, ale na wyrównującą bramkę trzeba było poczekać. Mateusz Gościński próbował wyprowadzić krążek z własnej strefy, ale wyłuskał go Dariusz Wanat, podał do Mikołaja Łopuskiego, zaś całą akcję kolegów sfinalizował płaskim strzałem Filip Starzyński. To był wyraźny sygnał, że gospodarze nie chcieli rezygnować z korzystnego rezultatu.

Po przerwie wyraźnie zwiększyli tempo akcji, zaczęli grać agresywniej i tworzyli groźniejsze sytuacje pod bramka Lewartowskiego. To jednak goście w 26 min mieli szansę na ponowne objęcie prowadzenia. Michael Cichy w ciągu kilku sekund 3 razy próbował umieścić krążek w siatce, ale zakończyło się to niepowodzeniem. W niespełna 2 min później Patryk Krężołek z bliskiej odległości zdobył prowadzenie, a przy trafieniu asystował niezawodny Grzegorz Pasiut. Gdy tyszanie otrzymali karę techniczną za nadmierną ilość zawodników na lodzie, gospodarze ruszyli śmiało do przodu. W końcu Bartosz Fraszko mógł się cieszyć ze zdobycia bramki, zaś tyszanie nie mieli żadnych argumentów, by przynajmniej częściowo zniwelować straty.

Ostatnia odsłona zapowiadała się ciekawie, choć goście straty mieli już spore. Tyszanie rzucili się do ataku i zdecydowanie mniej wagi przywiązywali do gry obronnej. Stad też zostali skarceni i Fraszko popisał się kolejnym trafieniem. Gospodarze skutecznie bronili dostępu do bramki i często blokowali strzały tyszan. Swoją „cegiełkę” do tego zwycięstwa dołożył również Szimboch, którymi swoimi interwencjami działał uspokajająco na kolegów.

To niezwykle cenne zwycięstwo katowiczan, którzy mają trochę zaległości do nadrobienia. Komplet punktów pozostał w „Satelicie” i dodajmy w pełni zasłużenie. Katowiczanie byli szybsi, dokładniejsi i, co najważniejsze, skuteczniejsi. Gdy się strzela na wyjeździe zaledwie bramkę, to trudno marzyć o korzystnym wyniku. Obie drużyny nie mają co rozpamiętywać tej potyczki, bowiem już w niedzielę czekają je trudne starcia. Tyszanie goszczą „Szarotki”, zaś katowiczanie jadą do Oświęcimia.

GKS Katowice – GKS Tychy 4:1 (1:1, 2:0, 1:0)

 

hokej.net – Huśtawka nastrojów i seria rzutów karnych

W najciekawiej zapowiadającym się meczu 14. kolejki Polskiej Hokej Ligi Re-Plast Unia Oświęcim przegrała po rzutach karnych z GKS-em Katowice 3:4. Biało-niebiescy do 54. minuty prowadzili 2:0, ale kolejny raz w tym sezonie nie zdołali utrzymać korzystnego wyniku.

[…] Trzeba jednak przyznać, że oświęcimianie dobrze rozpoczęli ten mecz. Po siedmiu minutach prowadzili 2:0, a oba trafienia dzieliło zaledwie 55 sekund. Wynik spotkania otworzył Patryk Malicki, który zjechał z lewego skrzydła do środka i zaskoczył Juraja Šimbocha uderzeniem w krótki róg. Drugiego gola dołożył Sebastian Kowalówka, sprytnie przekierowując do bramki strzał Luki Kalana.

Oświęcimianie kontrolowali przebieg meczu i mieli kilka dobrych okazji na to, by podwyższyć prowadzenie. Katowicki golkiper obronił uderzenia Martina Przygodzkiego (ze slotu) i Eliezera Sherbatova („od zakrystii”).

W 34. minucie Przygodzki ostro potraktował w tercji ofensywnej Macieja Kruczka. Sędzia Tomasz Radzik dopatrzył się w tym zagraniu ataku na głowę, więc odesłał 29-letniego skrzydłowego do szatni.

Podopieczni Piotra Sarnika przez pięć minut grali w przewadze i mogli zdobyć kontraktowego gola. Najbliżej szczęścia był Mateusz Michalski, który po świetnym dograniu Grzegorza Pasiuta trafił w słupek. Z kolei tuż przed zakończeniem drugiej odsłony Clarke’a Saundersa nie zdołał pokonać Patryk Krężołek, któremu dogodną pozycję wypracowali Pasiut i Fraszko.

Najwięcej emocji dostarczyła trzecia tercja. Na jej początku lepiej radzili sobie oświęcimianie, którzy mogli, a nawet powinni zdobyć trzeciego gola. Juraj Šimboch zdołał jednak obronić kąśliwe strzały Siemiona Garszyna oraz uderzenie Damiana Piotrowicza.

W 54. minucie goście wykorzystali okres gry w przewadze i zdobyli kontaktowego gola. Na listę strzelców wpisał się Miika Franssila, który ze stoickim pokojem wymanewrował oświęcimskiego bramkarza. Był jeden z przełomowych momentów tego spotkania.

GieKSa poszła za ciosem i 100 sekund później był już remis, bo uderzenie Mateusza Zielińskiego z linii niebieskiej sprytnie strącił Mikołaj Łopuski. Chwilę później trzeci cios zadał Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy podczas gry swojego zespołu w osłabieniu przechwycił krążek i w sytuacji sam na sam pokonał Clarke’a Saundersa.

Wydawało się, że ekipa dowodzona przez Piotra Sarnika wywiezie z grodu nad Sołą komplet punktów, ale do wyrównania i dogrywki doprowadził Ryan Glenn. Doświadczony Kanadyjczyk popisał się precyzyjnym uderzeniem z linii niebieskiej i krążek zatrzepotał w siatce.

W dodatkowym czasie gry lepsze okazje stworzyli sobie gospodarze. Najlepszą z nich zmarnował Daniił Oriechin, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem GKS-u.

Rozstrzygnięcie nie zapadło, więc sędziowie zarządzili serię rzutów karnych. Te lepiej wykonywali hokeiści z alei Korfantego: Pasiut i Fraszko dobrze przymierzyli i zapewnili swojemu zespołowi dwa oczka.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 3:4 k. (2:0, 0:0, 1:3, d. 0:0, k. 0:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga