Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Srogi rewanż

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W minionym tygodniu piłkarze rozegrali zgodnie z planem wyjazdowe spotkanie z Skrą Częstochowa, niestety przegrany 0:1 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Piłkarki na boisko wrócą w przyszły weekend, po przerwie reprezentacyjnej, w sobotę 31 października wyjazdowym spotkaniem z liderem Czarnymi Sosnowiec. Warto odnotować występ Kingi Kozak w reprezentacji, w meczu z Azerbejdżanem, w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. W ramach rozgrywek Pucharu Polski piłkarki zagrają na wyjeździe z WAP Włocławek. Siatkarze rozegrali jedno spotkanie – zaległe z MKS-em Będzin (z 6 kolejki). GieKSa wygrała w Będzinie 3:0. Mecz ze Skrą Bełchatów został odwołany, ze względu na objawy koronawirusa w naszej drużynie. Po przerwie związanej z przełożonymi meczami ze względu na SARS COVID-19, hokeistom udało się rozegrać dwa zwycięskie spotkania: z liderem GKS-em Tychy 4:1 i Unią Oświęcim 4:3 (po karnych).

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Wszyscy zdrowi. Do Mołdawii lecimy w komplecie

No i już wszystko wiadomo. Całe szczęście nasza kadra w komplecie przeszła badania covidowe i ani jedna próbka nie była pozytywna. Dzięki temu w komplecie kadra poleci do Mołdawii.

Już we wtorek w Kiszyniowie (14:00) zagramy z gospodyniami. Transmisję na portalu YouTube przeprowadzi mołdawska Federacja.

[…] KADRA NA MOŁDAWIĘ:

Katarzyna Kiedrzynek (VfL Wolfsburg)

Kinga Szemik (FC Nantes)

Anna Szymańska, Agnieszka Jędrzejewicz, Weronika Zawistowska, Alicja Materek  (KKS Czarni Sosnowiec)

Jolanta Siwińska, Emilia Zdunek (GKS Górnik Łęczna)

Gabriela Grzywińska, Dominika Kopińska  (KKPK Medyk Konin)

Anna Rędzia, Adriana Achcińska, Paulina Filipczak, Wiktoria Zieniewicz (TME UKS SMS Łódź)

Paulina Dudek (Paris Saint-Germain)

Małgorzata Mesjasz (1. FFC Turbine Poczdam)

Patrycja Balcerzak (SC Sand)

Joanna Wróblewska (Śląsk Wrocław)

Dominika Grabowska (FC Fleury 91)

Kinga Kozak (GKS GieKSa Katowice)

Agnieszka Winczo (SV Meppen 1912)

Amelia Bińkowska (Olimpia Szczecin)

 

Pary drugiej rundy Pucharu Polski

Dziś w siedzibie PZPN odbyło się losowanie II rundy Pucharu Polski. Po raz pierwszy w historii szesnaście zespołów z województw dołączyły do jednego koszyka na równi z klubami Ekstraligi, Pierwszej Ligi i Drugiej Ligi.

[…] Mecze zaplanowano na 4 listopada, a 21 listopada zwycięzcy zagrają w 1/16 finału.

Poniżej zestaw par:

[…] WAP Włocławek vs GKS Katowice

[…] Całość rozgrywek podzielona jest na siedem etapów:

I etap – na szczeblu Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej, w którym uczestniczą drużyny III ligi kobiet i niższych klas rozgrywkowych.

II etap – uczestniczą 64 drużyny – zdobywcy Pucharu Polski na szczeblu związków piłki nożnej w sezonie 2020/2021 oraz wszystkie drużyny Ekstraligi, I ligi i II ligi kobiet.

III etap – 32 drużyny wyłonione w etapie II.

IV etap – 1/8 finału – 16 drużyn wyłonionych w etapie III.

V etap – 1/4 finału – 8 drużyn wyłonionych w etapie IV.

VI etap – 1/2 finału – 4 drużyny wyłonione w etapie V.

VII etap – finał – 2 drużyny wyłonione w etapie VI.

PZPN przyzna nagrody finansowe za udział w rozgrywkach o Puchar Polski kobiet:

– zdobywca PP na szczeblu WZPN – 5000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w III etapie – 8000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/8 finału – 10 000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/4 finału – 25 000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/2 finału – 50 000 PLN netto

– finalista PP – 100 000 PLN netto;

 

SIATKÓWKA

siatka.org – MKS Będzin nadal bez zwycięstwa, katowiczanie z pełną pulą

MKS Będzin przegrał w Sosnowcu z GKS-em Katowice 0:3 i nadal pozostaje bez zwycięstwa. Podopieczni Jakuba Bednaruka dzielnie walczyli w dwóch pierwszych setach, ale to nie wystarczyło na zespół ze stolicy Górnego Śląska. Katowiczanie wygrali trzeci mecz i mają na swoim koncie 9 punktów.

[…] Autowy atak Bartosza Gawryszewskiego spowodował, że na pierwsze dwupunktowe prowadzenie wyszli goście. Różnica ta utrzymywała się przez dłuższy czas, gdyż zawodnicy obu ekip nie potrafili wstrzelić się zagrywką. Kiedy już to zrobili wygrywali swoje akcje i dopiero przestrzelone uderzenie przez Jakuba Szymańskiego doprowadziło do remisu. Stan taki nie utrzymywał się długo, gdyż kilka chwil później zablokowany został Rafał Sobański i po raz kolejny katowiczanie mieli dwa ,,oczka” więcej. Kolejny blok na Sobańskim sprawił, że zrobiło się 13:16 i trener Jakub Bednaruk musiał prosić o przerwę. W ofensywie nie zawodził Rafał Faryna i to on zmniejszył dystans między zespołami do punktu. Niemniej gracze GKS-u dobrze czytali zamiary Thiago Veloso i raz za razem ustawiali szczelny blok. Kiedy na środku siatki kontrę wykorzystał Emanuel Kohut było już 21:17. Jednak gospodarze nie zamierzali się poddawać i po skończeniu przechodzącej piłki przez Faryne oraz niecelnym zagraniu Kamila Kwasowskiego doprowadzili do wyrównania. Pomyłka niezawodnego do tej pory Faryna dała przyjezdnym dwie piłki setowe, ale dotknięcie siatki przez Kwasowskiego sprawiło, że gra toczyła się na przewagi. Ostatecznie premierową odsłonę spotkania rozstrzygnęli na swoją korzyść zawodnicy Grzegorza Słabego, którzy w ostatnich akcjach zablokowali swoich rywali.

Niezwykle wyrównany przebieg miał początek drugiej partii. Żaden z zespołów nie mógł wypracować sobie choćby dwupunktowego prowadzenia i gra oscylowała wokół remisu. Dopiero wykorzystana kontra przez Artura Ratajczaka dawała minimalną przewagę gospodarzom (8:6). Do osamotnionego w ofensywie Rafała Faryny zaczęli dołączać Jose Ademar Santana i Rafał Sobański, co od razu przełożyło się na wynik (12:9). Jednak będzinianie popełniali bardzo proste błędy, co uniemożliwiało im zwiększenie dystansu. W dalszym ciągu w ekipie przyjezdnych świetnie funkcjonował blok i to dzięki temu elementowi zrobiło się najpierw 13:14, a potem 17:17. Wszystko miało rozstrzygnąć się w samej końcówce seta. W niej najpierw przechodzącą piłkę wykorzystał Emanuel Kohut (22:21), a w ostatniej akcji ręce blokujących obił Jakub Jarosz i to siatkarze Gieksy wygrali drugą odsłonę spotkania 25:23, mimo iż cały czas musieli gonić swoich rywali.

,,Czapa” Miłosza Zniszczoła na 3:1 była dziesiątym blokiem w wykonaniu katowiczan. Kiedy do tego dołożyli dobrą zagrywkę pozwalającą im grać kontry szybko odskoczyli swoim rywalom na cztery ,,oczka”. Będzinianie mieli coraz większe problemy z kończeniem posyłanych do nich piłek. Rafał Faryna nie był już taki skuteczny, a dodatkowo otrzymywał niewielkie wsparcie ze strony swoich kolegów. Dwie pomyłki pod rząd Jose Ademara Santany postawiały graczy MKS-u w nieciekawej sytuacji, bo na tablicy wyników było 6:12. Dodatkowo podopieczni Słabego nie zamierzali zwalniać i sukcesywnie powiększali swoje prowadzenie. Po tym jak na czystej siatce skończył Jakub Jarosz było już 18:10 i w zasadzie stało się jasne, że nic więcej w tym spotkaniu się nie wydarzy. Przestawali w to powoli także wierzyć miejscowi, którzy z każdą akcją zdawali sobie sprawę, że nie zdołają w tym meczu wywalczyć nawet seta. Dwa asy serwisowe Faryny w samej końcówce zmniejszyły tylko ich rozmiary porażki. Całe spotkanie zakończył atakiem w samą linię końcową Kamil Kwasowski, po którym goście mogli unieść ręce w geście triumfu, gdyż zainkasowali komplet punktów do ligowej tabeli.

MVP: Miłosz Zniszczoł

MKS Będzin – GKS Katowice 0:3 (26:28, 23:25, 18:25)

 

Kolejne problemy GKS-u Katowice, mecz ze Skrą przełożony

Nie odbędzie się zaplanowany na sobotę mecz GKS-u Katowice z PGE Skrą Bełchatów. Wszystko przez to, że w katowickim zespole pojawiły się kolejne objawy świadczące o zakażeniu korona wirusem. GKS ma już za sobą jedną izolację, a teraz najprawdopodobniej czeka go kolejna.

Jak poinformowała Polska Liga Siatkówki S.A, w związku z kolejnymi objawami chorobowymi w drużynie GKS Katowice organizator rozgrywek PlusLigi podjął decyzję o odwołaniu meczu GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów, zaplanowanego pierwotnie na sobotę 24 października na godzinę 14:45

[…] Przypomnijmy, że GKS Katowice dopiero niedawno wrócił do ligowej rywalizacji. Zdołał rozegrać przegrany mecz z VERVĄ Warszawa Orlen Paliwa oraz wygrany z MKS-em Będzin. Na kwarantannie podopieczni Grzegorza Słabego przebywali od 3 października, a w drużynie wykryto wówczas trzy przypadki koronawirusa. W najbliższy weekend katowiczanie mieli zmierzyć się z PGE Skrą Bełchatów, ale do meczu jednak nie dojdzie.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Kolejka PHL. Srogi rewanż

Pojedynczym golem wiele się na wyjeździe nie zwojuje i o wygranej trzeba zapomnieć.

Katowiczanie wzięli rewanż za porażkę w Tychach 2:5. Tym razem na własnym lodzie byli zespołem agresywniejszym oraz skuteczniejszym i stąd też w pełni zasłużenie wygrali 4:1. Tym samym dali wyraźny sygnał rywalom, że z GieKSą trzeba się liczyć, bo ona również zgłasza wysokie aspiracje.

Formacje defensywne obu drużyn były mocno osłabione i „sztukowane”. Kamil Paszek, nominalny napastnik, z konieczności musiał wystąpić w parze z Patrykiem Wajdą i wcale nieźle mu to wychodziło. Po przeciwnej stronie młokos Oliwier Kasperek był mocno wspierany przez Michała Kotlorza. Wychodzi na to, że tyski kapitan jest promotorem młodzieży, bo przecież nie tak dawno (choć to już 2 sezony temu) występował w parze z Olafem Bizackim, który teraz jest w orbicie zainteresowania trenerów kadry. Między słupkami stanął Kamil Lewartowski, który zastąpił Johna Murraya. I trudno go winić za stracone gole, bo wszystkie były zdobywane z bliskiej odległości.

Może tempo w I tercji nie było zbyt forsowne, ale wszystkie akcje były konstruowane starannie, zaś jedni i drudzy szukali szansy, by zaskoczyć niekonwencjonalną akcją.

Przed tyszanami otworzyła się szansa na zmianę rezultatu gdy do boksu kar powędrował Jesse Rohtla. W tym momencie na lodzie pojawiła się „firmowa” formacja złożona z graczy zamorskich oraz Filipa Komorskiego, wspierana jednym defensorem. Z impetem atakowali Juraja Szimbocha i w końcu zdobyli inauguracyjnego gola za sprawą Aleksa Szczechury. Gospodarze szybko chcieli odrobić straty, ale na wyrównującą bramkę trzeba było poczekać. Mateusz Gościński próbował wyprowadzić krążek z własnej strefy, ale wyłuskał go Dariusz Wanat, podał do Mikołaja Łopuskiego, zaś całą akcję kolegów sfinalizował płaskim strzałem Filip Starzyński. To był wyraźny sygnał, że gospodarze nie chcieli rezygnować z korzystnego rezultatu.

Po przerwie wyraźnie zwiększyli tempo akcji, zaczęli grać agresywniej i tworzyli groźniejsze sytuacje pod bramka Lewartowskiego. To jednak goście w 26 min mieli szansę na ponowne objęcie prowadzenia. Michael Cichy w ciągu kilku sekund 3 razy próbował umieścić krążek w siatce, ale zakończyło się to niepowodzeniem. W niespełna 2 min później Patryk Krężołek z bliskiej odległości zdobył prowadzenie, a przy trafieniu asystował niezawodny Grzegorz Pasiut. Gdy tyszanie otrzymali karę techniczną za nadmierną ilość zawodników na lodzie, gospodarze ruszyli śmiało do przodu. W końcu Bartosz Fraszko mógł się cieszyć ze zdobycia bramki, zaś tyszanie nie mieli żadnych argumentów, by przynajmniej częściowo zniwelować straty.

Ostatnia odsłona zapowiadała się ciekawie, choć goście straty mieli już spore. Tyszanie rzucili się do ataku i zdecydowanie mniej wagi przywiązywali do gry obronnej. Stad też zostali skarceni i Fraszko popisał się kolejnym trafieniem. Gospodarze skutecznie bronili dostępu do bramki i często blokowali strzały tyszan. Swoją „cegiełkę” do tego zwycięstwa dołożył również Szimboch, którymi swoimi interwencjami działał uspokajająco na kolegów.

To niezwykle cenne zwycięstwo katowiczan, którzy mają trochę zaległości do nadrobienia. Komplet punktów pozostał w „Satelicie” i dodajmy w pełni zasłużenie. Katowiczanie byli szybsi, dokładniejsi i, co najważniejsze, skuteczniejsi. Gdy się strzela na wyjeździe zaledwie bramkę, to trudno marzyć o korzystnym wyniku. Obie drużyny nie mają co rozpamiętywać tej potyczki, bowiem już w niedzielę czekają je trudne starcia. Tyszanie goszczą „Szarotki”, zaś katowiczanie jadą do Oświęcimia.

GKS Katowice – GKS Tychy 4:1 (1:1, 2:0, 1:0)

 

hokej.net – Huśtawka nastrojów i seria rzutów karnych

W najciekawiej zapowiadającym się meczu 14. kolejki Polskiej Hokej Ligi Re-Plast Unia Oświęcim przegrała po rzutach karnych z GKS-em Katowice 3:4. Biało-niebiescy do 54. minuty prowadzili 2:0, ale kolejny raz w tym sezonie nie zdołali utrzymać korzystnego wyniku.

[…] Trzeba jednak przyznać, że oświęcimianie dobrze rozpoczęli ten mecz. Po siedmiu minutach prowadzili 2:0, a oba trafienia dzieliło zaledwie 55 sekund. Wynik spotkania otworzył Patryk Malicki, który zjechał z lewego skrzydła do środka i zaskoczył Juraja Šimbocha uderzeniem w krótki róg. Drugiego gola dołożył Sebastian Kowalówka, sprytnie przekierowując do bramki strzał Luki Kalana.

Oświęcimianie kontrolowali przebieg meczu i mieli kilka dobrych okazji na to, by podwyższyć prowadzenie. Katowicki golkiper obronił uderzenia Martina Przygodzkiego (ze slotu) i Eliezera Sherbatova („od zakrystii”).

W 34. minucie Przygodzki ostro potraktował w tercji ofensywnej Macieja Kruczka. Sędzia Tomasz Radzik dopatrzył się w tym zagraniu ataku na głowę, więc odesłał 29-letniego skrzydłowego do szatni.

Podopieczni Piotra Sarnika przez pięć minut grali w przewadze i mogli zdobyć kontraktowego gola. Najbliżej szczęścia był Mateusz Michalski, który po świetnym dograniu Grzegorza Pasiuta trafił w słupek. Z kolei tuż przed zakończeniem drugiej odsłony Clarke’a Saundersa nie zdołał pokonać Patryk Krężołek, któremu dogodną pozycję wypracowali Pasiut i Fraszko.

Najwięcej emocji dostarczyła trzecia tercja. Na jej początku lepiej radzili sobie oświęcimianie, którzy mogli, a nawet powinni zdobyć trzeciego gola. Juraj Šimboch zdołał jednak obronić kąśliwe strzały Siemiona Garszyna oraz uderzenie Damiana Piotrowicza.

W 54. minucie goście wykorzystali okres gry w przewadze i zdobyli kontaktowego gola. Na listę strzelców wpisał się Miika Franssila, który ze stoickim pokojem wymanewrował oświęcimskiego bramkarza. Był jeden z przełomowych momentów tego spotkania.

GieKSa poszła za ciosem i 100 sekund później był już remis, bo uderzenie Mateusza Zielińskiego z linii niebieskiej sprytnie strącił Mikołaj Łopuski. Chwilę później trzeci cios zadał Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy podczas gry swojego zespołu w osłabieniu przechwycił krążek i w sytuacji sam na sam pokonał Clarke’a Saundersa.

Wydawało się, że ekipa dowodzona przez Piotra Sarnika wywiezie z grodu nad Sołą komplet punktów, ale do wyrównania i dogrywki doprowadził Ryan Glenn. Doświadczony Kanadyjczyk popisał się precyzyjnym uderzeniem z linii niebieskiej i krążek zatrzepotał w siatce.

W dodatkowym czasie gry lepsze okazje stworzyli sobie gospodarze. Najlepszą z nich zmarnował Daniił Oriechin, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem GKS-u.

Rozstrzygnięcie nie zapadło, więc sędziowie zarządzili serię rzutów karnych. Te lepiej wykonywali hokeiści z alei Korfantego: Pasiut i Fraszko dobrze przymierzyli i zapewnili swojemu zespołowi dwa oczka.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 3:4 k. (2:0, 0:0, 1:3, d. 0:0, k. 0:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga