Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mediów: GieKSa wygrywa w Sosnowcu
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Ekstraliga ze względu na zgrupowanie kadry pauzuje. Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze, w ramach dwunastej kolejki spotkań zmierzyli się na wyjeździe ze Skrą Częstochowa. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Męska drużyna kolejne spotkanie rozegra na Bukowej w najbliższą sobotę, z Chrobrym Głogów, o godzinie 15:00.
Drużyna siatkarzy rozpoczęła rozgrywki ligowe w sezonie 2022/23 meczem wyjazdowym z Jastrzębskim Węglem. Nasza drużyna przegrała z wicemistrzami Polski 0:3. Kolejne spotkanie siatkarze rozegrają już jutro, z Projektem Warszawa. Początek meczu o 16:30 w hali w Szopienicach.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania – wszystkie zwycięskie. We wtorek z Unią Oświęcim 4:1, w piątek z Zagłębiem Sosnowiec 5:2 i w niedzielę z Podhalem Nowy Targ 5:0. W tym tygodniu nasza drużyna rozegra dwa spotkania. Pierwsze z nich zostanie rozegrane jutro na lodowisku na Janowie, początek o godzinie 18:00. Będzie to mecz w ramach rozgrywek Hokejowej Ligi Mistrzów z Fehérvár AV19. W niedzielę zespół zmierzy się w PHL, na wyjeździe z Unią Oświęcim.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – Nowy stadion GKS Katowice: Co słychać na budowie po blisko roku od rozpoczęcia prac?
14 października minie rok od rozpoczęcia budowy nowego stadionu GKS Katowice. Inwestycja powinna zakończyć się w drugim półroczu 2024 roku. Sprawdziliśmy jak wygląda sytuacja.
Nowy stadion powstaje przy ulicach Bocheńskiego, Upadowej i Dobrego Urobku. Kompleks, który będzie areną występów piłkarzy, piłkarek i siatkarzy GKS Katowice oraz stanowić centrum treningowe obejmuje boisko z trybunami na 14.896 osób, halę mieszcząca 2.792 kibiców, dwa boiska treningowe trawiaste, parkingi i małą infrastrukturę. Pozostałe plany zostały przesunięte do drugiego etapu, którego terminy nie zostały określone. Niedawno katowicka Rada Miasta uchwaliła zmianę w budżecie, w myśl której na inwestycję zostanie wydanych nie – jak planowano – 248,8 mln, a 285,9 milionów złotych brutto.
– Obecnie trwają prace przy wykonywaniu fundamentów obiektu hali sportowej, ich zaawansowanie wynosi około 70 procent. W najbliższym czasie planowane jest także rozpoczęcie prac instalacyjnych na tym obszarze oraz robót żelbetowych fundamentów dla stadionu – informuje Magdalena Skorupka-Kaczmarek, przedstawicielka spółki NDI do kontaktu z mediami. – Pod koniec roku planujemy rozpoczęcie montażu prefabrykatów elementów żelbetowych, natomiast pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku rozpoczęcie prefabrykacji konstrukcji stalowej dachu, która ma zostać zamontowana w całości do trzeciego/czwartego kwartału 2023 roku. Istotnym elementem prac są te związane ze zmianą otoczenia nowego obiektu.
– Intensywnie pracujemy przy zagospodarowaniu terenu: zakończono prace przy kanalizacji deszczowej w nowo budowanym pasie drogowym ul. Upadowej, wzdłuż boisk treningowych od ul Bocheńskiego, gdzie przebudowano już większość sieci elektroenergetycznych. Trwają tam prace związane z drogowymi warstwami konstrukcyjnymi oraz budowa kanału technologicznego – dodaje Magdalena Skorupka-Kaczmarek. – W najbliższym czasie rozpocznie się montaż słupów oświetleniowych wzdłuż drogi. Wykonawca przygotowuje się również do robót drogowych na terenie projektowanych parkingów, gdzie trwają już prace związane z rozprowadzeniem okablowania pod oświetlenie. W listopadzie planujemy także montaż słupów oświetleniowych dla boisk treningowych, tu fundamenty zostały już wykonane.
Na terenie budowy osuszono dwa zbiorniki wodne. Konieczne było powstanie dwóch zbiorników retencyjnych o pojemności 650 m oraz 975 metrów sześciennych.
– W dalszym ciągu trwają roboty związane z sieciami wodociągowymi, kanalizacją deszczową oraz sanitarną, które w większości zostały zakończone na terenie projektowanych boisk treningowych i parkingów, a front robót został przeniesiony na obszar zagospodarowania hali i stadionu – zaznacza rzeczniczka NDI. – Tam z kolei planowane jest kontynuowanie prac wodociągowych do zasilania budynku głównego oraz budowa zbiornika retencyjnego na cele podlewania murawy boisk treningowych.
sportdziennik.com – „Dixon” walczy o powrót
Daniel Tanżyna przyznaje, że z tygodnia na tydzień jego stan zdrowia poprawia się. Chce, by ligowy debiut w GieKSie przypadł jeszcze na tę jesień. Choć trafił do Katowic latem ze statusem jej najstarszego zawodnika – prócz niego w szatni nie ma nikogo urodzonego w latach 80. – to nie zdołał jeszcze zaliczyć ligowego debiutu. Rozegrał kilka epizodów w sparingach, ale na więcej nie pozwoliło zdrowie. Kibice GieKSy zadają sobie pytanie, kiedy wreszcie będą mogli ujrzeć Daniela Tanżynę na boisku.
– Chcę zdążyć na ostatnie jesienne mecze – podkreśla środkowy obrońca, borykający się z dolegliwością pleców.
4 marca. Tego dnia stoper zbliżający się do 33. urodzin zagrał o punkty po raz ostatni. Ujrzał żółtą kartkę, a jego Widzew Łódź wygrał w Olsztynie ze Stomilem 2:0. Potem kroczył po awans do ekstraklasy już bez „Dixona”, przez trzy wcześniejsze lata będącego podporą drużyny. – Już tydzień przed tym meczem czułem bóle kręgosłupa – opowiada.
– Posiłkowałem się tabletkami przeciwzapalnymi, przeciwbólowymi. Po powrocie z Olsztyna nie mogłem wstać z łóżka, byłem cały pokrzywiony, klub wysłał mnie na rezonans. Podczas badania usłyszałem: „Ale ma pan ogromny próg bólu!”. Powiedziano mi, że przepuklina powoduje duży nacisk i ludziom z tym ciężko funkcjonować. Polecono bym od razu jechał na SOR. Udałem się do lekarza klubowego, skonsultowaliśmy się też z innymi i zapadła decyzja, że muszę usunąć fragment przepukliny, która powoduje nacisk na nerw. Wszystko szło zgodnie z planem. Minęło 3,5 miesiąca rehabilitacji zacząłem treningi indywidualne, potem z drużyną. Sparingi zaczęły się w naszym drugim tygodniu podczas pobytu na Słowacji. Miałem dość mocne starcie z rywalem, poczułem delikatny ból w kręgosłupie. Uznałem, że trzeba to przegryźć, zacisnę zęby, pewnie przestanie i będzie OK. Z tygodnia na tydzień pogłębiało się to jednak, aż wreszcie musiałem „zjechać do boksu”. Okazało się, że uraz się odnowił. Leczymy go zachowawczo, z tygodnia na tydzień jest progres, ból jest coraz mniejszy.
Widząc postępy „Dixon” ma nadzieję, że ta jesień nie jest jeszcze dla niego całkowicie stracona.
– Tak czasem w piłce jest, że urazy przytrafiają się znienacka. Wszystko było dobrze, zimą zmienialiśmy nawierzchnię. Ze sztucznej na naturalną, potem odwrotnie… Plecy się odezwały. Ten okres bez gry, meczu ligowego jest dla mnie ciężki, ale takie bywa to piłkarskie życie. Takie sytuacje kształtują charakter. Codziennie robię wszystko, by wrócić do piłki, bo sprawia mi ogromną radość. Smutno mi, gdy chłopaki idą na boisko trenować, a ja udaję się na salkę na kolejną cześć rehabilitacji. Wierzę, że jestem bliżej niż dalej i jeszcze pomogę chłopakom – mówi Tanżyna.
Sam przyznaje, że po ludzku mu wręcz głupio, że nie jest w stanie pomóc GieKSie.
– Źle się z tym czuję, bo przyszedłem latem do nowego klubu, ktoś mi zaufał, a ja nie jestem w stanie się odwdzięczyć. Widzę w tym swoją winę, bo taki już jestem, że nie odpuszczam, nie boję się ciężkiej pracy i zamiast napalać się na pierwsze sparingi, mogłem jeszcze ten mój powrót stonować. Zapłaciłem wysoką cenę za nadmiar ambicji – nie ukrywa doświadczony obrońca.
Nakręca go myśl, by doczekać jeszcze debiutu nie tyle w GieKSie co ekstraklasie. Wierzy, że dokona tego w Katowicach.
– Miałem latem ofertę z klubu z niższego poziomu, na bardzo godnych warunkach, ale wolałem grę o coś, perspektywę przeżycia czegoś. Po prostu to lubię. Po bardzo fajnym spotkaniu z dyrektorem Góralczykiem byłem przekonany, że dokonuję odpowiedniego wyboru. Wierzę, że jesteśmy w stanie coś ugrać. Na razie plasujemy się w środku stawki, ale sporo meczów przed nami, dlatego liczę, że jesień skończymy wyżej i wiosną będziemy walczyć dalej. Miejsca barażowe na pewno są w naszym zasięgu. Cieszę się, że jestem w tej szatni. Dużo jest w moją stronę „szydery”. Słyszę pytania: „To co dziadek, kiedy do treningu?”. Zdrowie w sporcie jest najważniejsze, bez tego nic nie ma, dlatego robię wszystko, by je odzyskać i pomóc chłopakom na boisku – kończy Tanżyna.
SIATKÓWKA
siatka.org – Udana inauguracja Jastrzębian, GKS Katowice pokonany
W inauguracyjnym meczu PlusLigi Jastrzębski Węgiel okazał się lepszy od GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski w trzech setach pokonali katowiczan, ekipa ze stolicy Górnego Śląska pomimo dzielnej postawy zeszła z boiska pokonana. Szczególnie zacięta była trzecia partia, w której szala zwycięstwa przechodziła z jednej strony na drugą stronę.
Pierwszy punkt nowego sezonu PlusLigi padł po błędzie w polu zagrywki Jurija Gladyra, a po kontrze Jakuba Jarosza GKS prowadził dwoma oczkami (5:3). Stan rywalizacji wyrównał dopiero błąd przyjezdnych w ataku (6:6). Przy serwisachTomasza Fornala i dzięki dwóm blokom to jastrzębianie odskoczyli (11:9). Fornal do tego całkiem dobrze bronił, a goście popełniali błędy, które nie pozwoliły im zbliżyć się do wicemistrzów Polski (13:16). Było też sporo popsutych zagrywek (18:16), ale w końcu kontra Marcina Kani pozwoliła katowiczanom złapać kontakt punktowy, a do remisu doprowadził trudny serwisGeorgiego Seganowa (21:21). W końcówce GKS wyrzucił jednak piłkę w aut (22:24) i po mocnym ataku Fornala pierwszy set padł łupem gospodarzy.
Tym razem początek partii należał do jastrzębian, którzy szybko wypracowali sobie zaliczkę, zawdzięczając to między innymi trudnym serwisom (8:4). Podopieczni Grzegorza Słabego próbowali gonić rywali, ale to wicemistrzowie Polski dominowali, głównie w ofensywie, choć i im przytrafiały się pomyłki (15:11). GKS był w stanie bronić coraz mocniejsze ataki rywali, ale nie potrafił wyprowadzić z tego skutecznej kontry (15:20). To udawało się za to miejscowym (22:15), pojedynczy blok Stephena Boyera doprowadził do piłki setowej (24:16). Co prawda serwisy Damiana Domagały pozwoliły obronić jeszcze trzy z nich (20:24), ale w końcu akcję na lewej flance skończył Trevor Clevenot.
Kontra Jakuba Szymańskiego sprawiła, że to goście prowadzili na początku seta numer trzy (3:1), na tablicy wyników przez dłuższą chwilę utrzymywała się niewielka przewaga katowiczan, ale kiedy kontrę wykorzystał Boyer, był remis po 9. As serwisowy Gonzalo Quirogiprzywrócił jego ekipie prowadzenie (11:9), ale tym razem jastrzębianie wyrównali po bloku Clevenota. To on był liderem swojej drużyny, która w połowie seta zbudowała sobie dwa oczka zaliczki (17:15). Waleczny GKS się nie poddawał i wykorzystując kontrę na lewej flance doprowadził do remisu, a ta z prawego dała im minimalne prowadzenie 20:19. Sytuację na korzyść gospodarzy odwrócił nie kto inny jak Clevenot (22:21), jednak cały czas katowiczanie walczyli, na bandy w obronie wskoczył aż Jakub Jarosz (22:23). Mocny atak francuskiego przyjmującego dał piłkę meczową Jastrzębskiemu Węglowi. Zagrywkę już jednak zepsuł i o wyniku tej partii miała decydować gra na przewagi. Jarosz uderzył mocno zza linii 9. metra (26:25), jednak końcówka należała do gospodarzy. Kontra Rafała Szymury i Boyera przechyliła szalę na ich korzyść.
Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:0 (25:23, 25:20, 28:26)
HOKEJ
sportdziennik.com – Cierpliwość nagrodzona
Nie ma już drużyny niepokonanej, bo mistrzowie kraju wypunktowali wicemistrzów. Katowiczanie po przegranej w Sanoku szybko doszli do równowagi i zdobyli komplet punktów w Oświęcimiu. Przez większość meczu posiadali przewagę i gospodarze nie byli w stanie im się przeciwstawić.
Zespół z Oświęcimia w ostatnim czasie zebrał wiele pochlebnych recenzji, ale trudno się dziwić skoro zaliczył komplet, 5 wygranych. Natomiast obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic w niedzielę sracili miano niepokonanych. Byliśmy ciekawi jak podopieczni trenera Jacka Płachty pozbierają się po tej wpadce.
Szybko okazało się po przegranej nie było śladu i katowiczanie w 1. tercji pokazali się z jak najlepszej strony. Gdy Krystian Dziubiński za spowodowanie upadku powędrował do boksu kar, „firmowy” atak otworzył wynik meczu. Gola zdobył Bartosz Fraszko, ale słowa uznania należą się też asystentom: Brandonowi Magee i Grzegorzowi Pasiutowi. Gospodarze próbowali szybko odrobić straty, ale John Murray po strzałach m.in. Tommi Laaksy, Łukasza Krzemienia czy Sebastiana Kowalówki nie dał się zaskoczyć.
W 13 min doszło do niecodziennej sytuacji, bowiem Patryk Wajda mocno naciskany przez jednego z zawodników gospodarzy skierował krążek do własnej bramki. Sędziowie po naradzie jednak gola nie uznali, bowiem odgwizdali uwolnienie. Katowiczanie mocno pracowali w strefie neutralnej i rozbijali akcje ofensywne rywali. A sami 2 razy zaskoczyli Linusa Lundina.
Najpierw zrobił to Hampus Olsson, a potem Kanadyjczyk Magee przekierował krążek po wrzutce Jakuba Wanackiego. Trudno winić szwedzkiego golkipera za stratę goli, bo uderzenia były precyzyjne. Goście prowadzili 3:0 w pełni zasłużenie, bo przez większość czasu kontrolowali wydarzenia na tafli.
Gospodarze kolejną odsłonę rozpoczęli z animuszem, ale dość szybko zostali „utemperowani” przez gości. Jedni i drudzy znów mieli wiele sytuacji strzeleckich, lecz ani razu krążek nie wpadł do siatki. Duża w tym zasługa obu golkiperów, którzy są głównymi postaciami w lidze na tej pozycji. Ponadto goście grali rozważnie oraz cierpliwie i to również było przyczyną tercji bez bramek. Miejscowi kibice coraz bardziej byli poirytowani i nie szczędzili krytycznych uwag pod adresem swoich hokeistów.
Kiedy Shigeki Hitosato na początku ostatniej tercji zdobył kolejnego gola już nabraliśmy przekonania, że przyjezdnym nie stanie się krzywda. Na dodatek Andrij Denyskin otrzymał karę 5 min za atak łokciem i katowiczanie nie wychodzili z tercji gospodarzy. Jednak nie podwyższyli wyniku. Starania gospodarzy o honorowego gola w końcu przyniosły rezultat. Na niespełna 2 min przed końcem Michael Cichy znalazł sposób na pokonanie Murraya.
Goście odnieśli pewne zwycięstwo, bo grali spokojnie i cierpliwie. Gospodarze zbyt szybko chcieli odrobić straty i stąd też w ich grze było sporo nerwowości.
hokej.net – Druga tercja zdecydowała. GieKSa wygrywa w Sosnowcu
Trzy punkty przywieźli z Sosnowca hokeiści GKS-u Katowice, którzy wygrali na Stadionie Zimowym 5:2 w ramach 8. kolejki Polskiej Hokej Ligi. O zwycięstwie GieKSy nad Zagłębiem zdecydowała druga tercja, w której goście zdobyli trzy gole.
Piątkowy pojedynek bardzo dobrze rozpoczął się dla podopiecznych Grzegorza Klicha, którzy już w trzeciej minucie wyszli na prowadzenie. Grając z przewagą jednego zawodnika podanie Jarosława Rzeszutki na bramkę zamienił Jakub Witecki, który z bliska pokonał Johna Murraya. Wynik ten utrzymał się do 11. minuty, kiedy to goście doprowadzili do wyrównania. Po akcji Christiana Blomqvista krążek wślizgnął się do bramki obok interweniującego bramkarza Zagłębia, który powstrzymał pierwszą próbę napastnika GKS, jednak przy dobitce był już bezradny. Premierowa odsłona była wyrównana i takim wynikiem również się zakończyła.
W drugiej tercji katowiczanie częściej „byli na krążku” jednak dobra postawa Patrika Spěšnego sprawiła, że wynik nie zmieniał się. Przełomowa okazała się 29. minuta meczu, gdy szybką wymianę krążka w liczebnej przewadze na gola zamienił Patryk Kogut. Sosnowiczanie nie nacieszyli się jednak prowadzeniem zbyt długo, bowiem dwie minuty później Brandon Magee przejechał wzdłuż bramki i posłał krążek obok interweniującego bramkarza Zagłębia. W 35. minucie hokeiści Zagłębia ponownie mogli wyjść na prowadzenie, jednak grając w podwójnej przewadze nie znaleźli sposobu na pokonanie Murraya, który powstrzymał próby Michała Kotlorza i Dominika Nahunki. Tuż po zakończonych karach podopieczni Jacka Płachty przeprowadzili szybką kontrę i po raz pierwszy w dzisiejszym meczu wyszli na prowadzenie, strzelcem Joona Monto. Odsłona zakończyła się dwubramkowym prowadzeniem GKS, gdyż na 40 sekund przed jej końcem krążek przy słupku zmieścił Niko Mikkola.
Ostatnie 20 minut ukazało w miarę wyrównaną grę. Zagłębie, mimo prób, nie było w stanie nawiązać kontaktu z rywalem. Na domiar złego w 53. minucie meczu Dominik Nahunko zaatakował przeciwnika głową za co otrzymał karę meczu. Wcześniej „Mietek” spowodował upadek Matiasa Lehtonena czego konsekwencją było siedem minut przewagi katowiczan. Wynik meczu na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry ustalił Shigeki Hitosato.
GieKSa wraca z Nowego Targu z wygraną i czystym kontem!
GKS Katowice pokonał w meczu wyjazdowym Podhale Nowy Targ w ramach 9. kolejki Polskiej Hokej Ligi. Katowiczanie popisali się skutecznością w przewagach, po których trzykrotnie cieszyli się ze zdobytego trafienia. Wydawało się, że po golu w 1. minucie zdobytym przez Hapmusa Olssona w pierwszej tercji czeka nas jeszcze wiele emocji. Jednak okazało się to tylko złudzeniem i przez resztę pierwszej części gry nie doczekaliśmy się kolejnych trafień.
W drugiej tercji rozwiązał nam się worek z karami i bramkami. Swoich szans nawet w podwójnej przewadze nie wykorzystali gospodarze. Po chwili się to na nich zemściło, bo Christian Blomqvist zdobył w 26. minucie gola w przewadze. Dwie minuty później ponownie w przewadze z trafienia cieszył się Brandon Magee. Jednak to nie był koniec, ponieważ po kilku sekundach Matias Lehtonen po raz czwarty trafił do bramki strzeżonej przez Kevina Lindskouga, którego chwilę później zastąpił Paweł Bizub.
W ostatniej części regulaminowego czasu gry na kolejną bramkę musieliśmy czekać do 46. minuty. Wtedy Shigeki Hitosato wykorzystał składną akcję całej drużyny w przewadze i po raz piąty katowiczanie mogli cieszyć się ze zdobytej bramki, a po raz trzeci z trafienia w liczebnej przewadze. Więcej trafień w tym spotkaniu nie oglądaliśmy, a to oznacza, że GieKSa pewnie wygrała na terenie rywala.
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Najnowsze komentarze