Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mass mediów: Kontrakt zamiast sądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze w II lidze mężczyzn rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie. Wyjazd do Wronek nie był szczęśliwy GieKSa przegrała z rezerwami Lecha 2:3 (0:1). Pomeczową prasówkę z tego spotkania przeczytacie tutaj. Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, w sekcji siatkarskiej i hokejowej kontraktowani są nowi/starzy zawodnicy.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Łukasz Wroński: Jeszcze mogę to naprawić

Rozmowa z Łukaszem Wrońskim, pomocnikiem GKS-u Katowice.

W niedzielnym meczu z Garbarnią przypieczętował pan zwycięstwo, zdobywając zarazem pierwszego gola w barwach GieKSy. Ulga?

Łukasz WROŃSKI: – Wielka radość. Długo czekałem na tego gola. Były sytuacje, ale piłka nie wpadała. Fajnie, że teraz się udało i z pomocą słupka w końcu wpadło. Po wykopie Bartka Mrozka dobry ruch zrobił Dawid Rogalski, prowokując obrońców do popełnienia błędu. Ja tylko wykorzystałem wolną przestrzeń. Liczę, że karta się odwróci i jeszcze coś w tym sezonie dołożę. W zespole wszyscy wiedzieli, że przyplątywały mi się kolejne urazy, ale wierzyli, że w końcu się przełamię. Widzieli, jak ciężko pracuję, by to się w końcu stało. Sądzę, że ulgę po tym golu poczułem nie tylko ja, ale też kilka innych osób.

Nie tak miał wyglądać ten sezon w pańskim wykonaniu. Trafił pan do GieKSy z czołowego I-ligowca, Stali Mielec, dlatego miał być pan jednym z liderów.

Łukasz WROŃSKI: – Nie pomogły mi urazy. W Stargardzie złamałem kość strzałkową i pauzowałem dwa miesiące, a potem przyplątała się infekcja. Zaczęło się od kaszlu, górnych dróg oddechowych i weszła potem w kolano. Nie miałem możliwości dokładnie się zbadać, bo był okres ciężkiej pandemii i laboratoria były zajęte czymś innym. Przez dwa tygodnie byłem na antybiotykach, pomógł mi ten drugi. Na 10 miesięcy spędzonych w GieKSie, przez niemal połowę nie mogłem grać w piłkę. Z drugiej strony, dzięki zawieszeniu rozgrywek miałem czas, by wrócić. To takie szczęście w nieszczęściu. W normalnym treningu jestem od kilkunastu dni. Po pandemii opuściłem z powodów zdrowotnych tylko pierwszy mecz. Staram się wywalczyć miejsce w składzie, jak najlepiej się prezentować. Zostało jeszcze 7 kolejek. Pobyt w GieKSie na pewno nie przebiega tak, jak bym chciał, ale przed nami sporo grania i można to dobrymi występami naprawić.

[…] Liczne grono zawodników GieKSy, w tym pan, ma kontrakt wygasający po sezonie. Co dalej?

Łukasz WROŃSKI: – W normalnych warunkach znalibyśmy już decyzje, albo przynajmniej byli po rozmowach w klubie. Rozumiemy jednak, jaka jest sytuacja. Można powiedzieć, że temat kontraktów, dalszej przyszłości, w naszej szatni praktycznie nie istnieje. Wiadomo, że każdy chciałby wiedzieć, na czym stoi, ale póki co musimy wszyscy się starać, by GieKSa była w pierwszej lidze. Gdy to zrealizujemy, wtedy każdy na pewno usłyszy, co dalej. Nie ma też co ukrywać, że wielu z nas ma aneks stanowiący, iż w przypadku awansu kontrakt automatycznie się przedłuża. Z takim celem tu przychodziłem w ubiegłym roku i on się nie zmienił. Jesteśmy na pozycji wicelidera, trzeba optymistycznie patrzeć w przyszłość i nie tyle pięknie grać, co punktować. Im więcej będzie punktów, im lepsza seria, tym większa pewność siebie. Wtedy dobra gra też przyjdzie.

 

Rafał Górak: Nie ma pewnego jutra

Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice.

Jesteście już po trzeciej turze testów przesiewowych i wymazowych na koronawirusa. Powodują jeszcze stres?

Rafał GÓRAK: – Zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić, ale dawka niepokoju zawsze jest – zwłaszcza dyrektora czy trenera względem zespołu. Chcemy, by zawodnicy byli zdrowi; by nic nie zakłócało dalszych rozgrywek. Robimy tyle, ile możemy.

[…] Zbliżacie się do optymalnej formy czy raczej momentu, w którym nawarstwi się zmęczenie?

Rafał GÓRAK: – Mówiąc o formie piłkarskiej, zbliżamy się do optimum. Dla mnie najważniejsze jest zdrowie i trochę szczęścia w poszczególnych meczach w wymiarze absencji kartkowych, które grożą. Z drugiej strony, jeśli tak jak w ostatnich dniach będziemy mogli trenować tylko bez jednego zawodnika – Wojciechowski ma przemęczony mięsień dwugłowy – to wiem, że mogę patrzeć w przyszłość z optymizmem. Na początku czerwca znowu było sporo kontuzji dziwnych, nieciekawych, wręcz śmiesznych. To się nawarstwiało. Teraz do dyspozycji jest 22 mocno zaangażowanych w trening zawodników z pola, no i bramkarze. Nieźle. Dodam, że niestety nie wliczam już Bronisławskiego i Brody, bo zdaję sobie sprawę, że w tej rundzie nie będę ich miał do dyspozycji.

Łukasz Wroński powiedział w „Sporcie”, że w tym momencie w szatni GieKSy nie ma tematu przedłużania kontraktów, a jest zrozumienie sytuacji i świadomość, że przyszłość zależy od tego, w której lidze grać będzie GieKSa w nowym sezonie. Trenera takie słowa krzepią?

Rafał GÓRAK: – Liczę na to, że szatnia będzie mówiła moim głosem – albo głosem dyrektora sportowego. Bardzo cieszy mnie, że doświadczony zawodnik zajmuje tak dojrzałe stanowisko. To świadczy dobrze o nim, o szatni i jest szczerą prawdą. Wszystkim chłopakom życzę, aby znaleźli zatrudnienie w naszym klubie na przyszły sezon, ale dziś musimy skoncentrować się na najbliższej przyszłości; kolejnym treningu, meczu. Drużyna ma dokładnie wyjaśnioną sytuację, ona jest czysta, uczciwa i wiarygodna.

[…] Wiele wskazuje, że wasza przyszłość może się wyjaśnić dopiero w ostatniej kolejce, bo walka z Widzewem i Łęczną będzie zacięta.

Rafał GÓRAK: – Powtarzam od momentu restartu, że tabela będzie płynna aż do 25 lipca. Należy się spodziewać, że rywalizacja o utrzymanie, baraże, pierwszą dwójkę, potrwa do samego końca.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Dustin Watten pozostanie w składzie GKS-u Katowice

Amerykański libero Dustin Watten pozostanie w składzie GKS-u Katowice.  Klub i zawodnik doszli do porozumienia w sprawie rozliczenia kontraktu na sezon 2019/2020 związanego z przedwczesnym zakończeniem sezonu.

W piątek 26 czerwca menadżer zawodnika Jakub Michalak podpisał w imieniu swojego klienta kontrakt na sezon 2020/2021 PlusLigi. GKS GieKSa Katowice S.A i Dustin Watten doszli do porozumienia w sprawie rozliczenia kontraktu na sezon 2019/2020 związanego z przedwczesnym zakończeniem sezonu. Tym samym zawodnik będzie reprezentował katowicki klub w kolejnym sezonie PlusLigi.

[…] W zespole, któy w przyszłym sezonie poprowadzi trener Grzegorz Słaby pozstają również środkowi Kamil Drzazga, Miłosz Zniszczoł, Jan Nowakowski i Emaneuel Kohut, przyjmujący Adrian Buchowski, Jakub Szymański i Kamil Kwasowski, rozgrywający Jan Firlej oraz atakujący Jakub Jarosz i Wiktor Musiał. Zespół opuścili Szymon Gregorowicz, Maciej Fijałek i Rafał Szymura. Nowymi twarzami w przyszłym sezonie w GKS-ie będą Jakub Nowosielski i Sławomir Stolc. Wygląda na to, że GKS mimo kłopotów w końcówce poprzedniego sezonu będzie zespołem PlusLigi, w któym zajdą najmniejsze zmiany w przerwie międzysezonowej.

 

dzienniksport.com – Kontrakt zamiast sądu

Dustin Watten zostanie w GKS-ie Katowice na kolejny sezon, a jeszcze kilka tygodni temu zapowiadało się, że on i klub są na wojennej ścieżce.

Dla przypomnienia krótkie kalendarium. Koniec kwietnia. Szefowie GieKSy z powodu kryzysu wywołanego pandemią zmuszeni zostali do szukania oszczędności i zdecydowali się na drastyczne kroki. Zawodnicy zgodzili się na obniżkę kontraktów o 18 procent, ale nie chcieli przystać na zrzeczenie się premii za awans do play offu. Z tymi niepokornymi rozwiązano więc kontrakty. W gronie tym znalazł się też Amerykanin Dustin Watten, który na jednym z portali społecznościowych tak opisał rozstanie z katowickim klubem.

[…] Menedżer zawodnika, Jakub Michalak, zapowiedział, że tak sprawy nie zostawi i skieruje sprawę do sądu.

Okazuje się, że była to „burza w szklance wody”. Watten, tak samo jak wczesniej Adrian Buchowski, Emanuel Kohut i Maciej Fijałek, którzy również czuli się pokrzywdzeni przez klub, ostatecznie doszedł do porozumienia z władzami GieKSy. Mało tego, wczoraj menedżer Amerykanina podpisał w imieniu swojego klienta kontrakt na sezon 2020/21.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Oficjalnie. „Miki” z nowym kontraktem

Mikołaj Łopuski, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, zostaje w drużynie GKS-u Katowice. Doświadczony skrzydłowy podpisał roczny kontrakt.

„Miki”, który jest wychowankiem Stoczniowca Gdańsk, trafił do GieKSy przed sezonem 2017/2018. Z ekipą z alei Korfantego zdobył srebrny i dwa brązowe medale mistrzostw Polski, a także zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.

Rozegrał 91 meczów, w których zdobył 37 bramek i zanotował 28 asyst. W poprzednim sezonie doświadczony napastnik długo leczył kontuzję i rozegrał tylko 7 spotkań, w których zdobył jednego gola.

 

Oficjalnie. Rohtla wraca do GieKSy

GKS Katowice potwierdził kolejny transfer. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami do brązowych medalistów poprzedniego sezonu dołączył Jesse Rohtla, który podpisał roczny kontrakt.

[…] W poprzednim sezonie Jesse reprezentował barwy JKH GKS-u Jastrzębie. Był ważnym ogniwem ekipy z Leśnej, choć przez sporą część poprzedniego sezonu leczył urazy: najpierw barku, a później kolana. Rozegrał 33 ligowe spotkania, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 20 asyst. Aż 14 punktów zdobył podczas gier w przewagach!

Rohtla w latach 2017-2019 występował już w ekipie GKS-u Katowice. Trener Tom Coolen bardzo mu ufał i ustawiał go w formacjach specjalnych, czyli tych odpowiedzialnych za rozgrywanie przewag i bronienie osłabień.

Urodzony w Lahti zawodnik zdobył z katowickim klubem srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski, a także zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.

Warto też dodać, że zostawił po sobie też bardzo dobre statystyki. W 109 ligowych spotkań strzelił 40 bramek i zanotował 76 asyst, co dało mu w sumie 116 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Teraz będzie miał szansę je wyśrubować.

 

Oficjalnie. Czołowy defensor zostaje!

Miika Franssila w przyszłym sezonie będzie występował w barwach… GKS-u Katowice. 27-letni Fin przedłużył umowę z GieKSą o kolejny rok.

[…] Nie da się ukryć, że Franssila był w poprzednim sezonie jednym z liderów katowickiej defensywy. Bardzo dobrze radził sobie po obu stronach tafli i zostawił po sobie naprawdę dobre liczby. W 49 spotkaniach zdobył 27 punktów za 8 bramek i 19 asyst.

Kolejny cel transferowy GieKSy. Obcokrajowiec z solidną przeszłością w PHL

Kadra GKS-u Katowice z każdym dniem jest coraz liczniejsza. Wkrótce do ekipy z alei Korfantego powinien dołączyć skrzydłowy, który od dobrych kilku lat występuje w Polskiej Hokej Lidze.

Tym graczem jest Filip Stoklasa, który w poprzednim sezonie był liderem Zagłębia Sosnowiec. Trener Marcin Kozłowski w zasadzie od niego zaczynał ustalanie meczowego składu. A 29-letni napastnik odpłacił się w najlepszy możliwy sposób. Zdobywał gole i notował też wiele asyst.

Dość powiedzieć, że „Stoki”  był najlepszym strzelcem i najlepiej punktującym zawodnikiem sosnowiczan. W 46 meczach zdobył 48 punktów za 24 bramki i 24 asysty.

Po tym, jak szefostwo Zagłębia oświadczyło, że w przyszłym sezonie wprowadzi plan oszczędnościowy, stało się jasne, że czeski napastnik będzie musiał poszukać sobie nowego klubu.

Ten fakt postanowili wykorzystać działacze GKS-u Katowice, którzy przebudowują drużynę po poprzednim sezonie.  Zapewne zdają sobie sprawę z tego, że Filip Stoklasa jest w Polskiej Hokej Lidze postacią dobrze znaną i w każdym zespole, w którym grał osiągał solidną zdobycz punktową. Zresztą znakomicie oddają to statystyki. 29-letni Czech w 213 spotkaniach zdobył 94 gole i zanotował 95 kluczowych zagrań.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga