Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd doniesień mediów: Pokazali lwi pazur, ale to nie wystarczyło
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze w ramach 5 kolejki II lidze zremisowali u siebie z Pogonią Siedlce 2:2 (0:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska w ramach 7 kolejki rozegrała mecz u siebie, z KKP Bydgoszcz. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 (1:0). Piłkarki zajmują 8 pozycję w tabeli. W następnym meczu panie spotkają się z Olimpią Szczecin, na wyjeździe. Spotkanie zostanie rozegrane w sobotę.
Siatkarze rozegrali trzecie spotkanie w którym przegrali u siebie, z Asseco Resovią Rzeszów 2:3. W tym tygodniu siatkarze rozegrają dwa spotkania: we wtorek 29 września z Aluron Zawiercie oraz w niedziele z Cuprum Lubin. Pierwsze z nich odbędzie się na wyjeździe, drugie w Katowicach. Hokeiści rozegrali dwa ligowe spotkania: w pierwszym z nich pokonali po dogrywce Re-Plast Unię Oświęcim 2:1, w drugim przegrali z JKH GKS-em Jastrzębie 1:3.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice straciły wygraną w końcówce
W meczu 7. kolejki Ekstraligi piłki nożnej kobiet GKS Katowice zremisował z KKP Bydgoszcz 1:1 (1:0). Katowiczanki prowadziły po rzucie karnym, miały kolejne okazje, ale ich nie wykorzystały. Za swą nieskuteczność zostały ukarane w 89. minucie, gdy wyrównała rezerwowa Agata Stępień.
[…] Spotkały się drużyny, które miały taki sam dorobek punktowy. Po tym meczu to się nie zmieniło, choć GKS Katowice może być rozczarowany. Przewaga GieKSy przyniosła efekt w postaci rzutu karnego , gdy faulowana była Klaudia Maciążka. „Jedenastkę” na bramkę zamieniła kapitan Zofia Buszewska.
Katowiczanki starały się podwyższyć prowadzenie, ale zabrakło im skuteczności. Zespół z Bydgoszczy parę razy wysłał sygnały ostrzegawcze, aż wreszcie zadał cios w 89. minucie. W zamieszaniu przed bramkę GKS odnalazła się Agata Stępień. Gospodynie zdołały jeszcze umieścić piłkę w siatce po strzale Maciążki. Gol nie został jednak uznany, ze względu na pozycję spaloną.
tylkokobiecyfutbol.pl – Sportis wywiózł remis z Katowic
[…] Od pierwszego gwizdka sędzi Sylwii Biernat było bardzo nerwowo. Widzieliśmy pełno boiskowych starć i mało konstruktywnych akcji. GieKSa próbowała długich podań i nawet pokonała bramkarkę gości, lecz po strzale Weroniki Kłody sędzia dopatrzyła się spalonego. Gospodynie nie zraziły się i dalej atakowały.
Po podaniu Miłek do Maciążki, napastniczka gospodyń została sfaulowana w polu karnym Sportisu. Sędzia Biernat podyktowała rzut karny, który wykorzystała Zofia Buszewska. Chwilę potem okazję do podwyższenia wyniku miała Stanović, ale świetnie obroniła Siejka.
Po zmienie stron gra się wyrównała. Zobaczyliśmy w końcu okazje bramkowe z obu stron. Świetnie zachowywały się jednak zarówno Ludwiczak, jak i Siejka. GieKSa znów zaczęła przeważać, lecz brakowało skuteczności.
W samej końcówce dopiął swego jednak Sportis. Zamieszanie w polu karnym wykorzystała Agata Stępień, a tor piłki jeszcze zmieniła Gugała, wyrównując tym samym wynik spotkania.
W samej końcówce Gugała pokonała jeszcze Siejkę, ale sędzia dopatrzyła się spalonego.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Pokazali lwi pazur, ale to nie wystarczyło
GKS Katowice przegrywał już 0:2, doprowadził do tie-breaka, ale w nim już wyraźnie zabrakło argumentów. Trzy mecze, sześć punktów, w tym tie-breaki – zwycięski i przegrany – to dorobek siatkarzy GKS-u na początku sezonu. Katowiczanie przegrywali w piątek z Asseco Resovią0:2, ale znów pokazali lwi pazur. W tie-breaku przyjezdni okazali się lepsi i zaliczyli pierwsze zwycięstwo PlusLidze.
[…] Grzegorz Słaby, trener gospodarzy, desygnował na parkiet „żelazny” skład, choć dość szybko okazało się, że nie wszyscy są w najlepszej dyspozycji.
[…] Resovia objęła prowadzenie 10:8, a potem je systematycznie powiększała. Przy stanie 12:16 podwójna zmiana z rozgrywającym Jakubem Nowosielskim oraz Wiktorem Musiałem nie przyniosła efektów. Goście pozytywnie „nakręceni” nie zamierzali ani przez chwilę stosować taryfy ulgowej. Wygrana w tej partii nie podlegała dyskusji.
W kolejnej odsłonie oczekiwaliśmy poprawy w każdym elemencie gry, bo tylko w ten sposób można byłoby nawiązać w miarę wyrównaną grę z nieźle dysponowanym zespołem gości. Siatkarze z Rzeszowa szybko objęli prowadzenie 11:6 i 15:10, ale gospodarze podjęli walkę. Krok po korku odrabiali straty i przegrywali zaledwie 15:16. Jednak promyk nadziei ledwie się zatlił, ale szybko zagasł.
Goście objęli prowadzenie 20:15 i takich sytuacji zwykli nie marnować. Szybko doprowadzili do końca drugą partię, jednak trzecia odsłona przy prowadzeniu 2:0 jest najtrudniejsza i byliśmy ciekawi jak zareagują oba zespoły.
Firlej już w drugiej partii został odstawiony do kwadratu dla rezerwowych, a jego miejsce zajął Nowosielski. Ta roszada pozostała do końca. Zespół podjął ryzyko w polu serwisowym i tym samym prezentował się lepiej. I gra nabrała zupełnie innego wymiaru. Stroną dominującą byli gospodarze, którzy atakowali z pasją i, co najważniejsze, skutecznie. Ponadto solidnie pracowali w bloku i w obronie. Objęli wysokie prowadzenie 17:9 oraz 22:12 i choć po drodze stracili kilka punktów, to wygrali seta.
I zaczęliśmy zastanawiać czy w szopienickiej hali znów będziemy świadkami tie-breaka. Jedni i drudzy maksymalnie zmobilizowani rozpoczęli prawdziwy bój o każdy punkt. Potężne zagrywki były przyjmowane w punkt, a potem nikt nie zwalniał ręki. Jakub Jarosz, kapitan GKS-u, po asie serwisowym zdobył kilka punktów atakiem i gospodarze objęli prowadzenie 16:12, ale to było niewiele.
Goście po wielu staraniach doprowadzili do 19:19, ale riposta gospodarzy za sprawą Kwasowskiego i Jarosza była natychmiastowa. Emocjonującego seta zakończył kiwką Nowosielski i drugi tie-break GKS-u w tym sezonie stał się faktem. Gospodarze rozpoczęli go źle, bo rywale wszystkie piłki podbijali i sprytnie obijali blok. Gospodarze poirytowani takim obrotem sprawy nie kończyli kontr, posyłając piłkę w aut, a ponadto mocno odczuwali trudy tej potyczki. Na siatkarzy z Rzeszowa nie było mocnych i oni cieszyli się z dwóch punktów.
GKS Katowice – Asseco Resovia 2:3 (15:25, 18:25, 25:19, 25:22, 7:15)
siatka.org – Podział punktów w Katowicach, Resovia z pierwszym zwycięstwem
Zacięty i emocjonujący mecz rozegrały w ramach drugiej kolejki PlusLigi drużyny GKS-u Katowice oraz Asseco Resovii Rzeszów. Po dwóch partiach prowadzili rzeszowianie, następnie do głosu doszli siatkarze ze stolicy Górnego Śląska, wygrali dwa kolejne sety i doprowadzili do remisu w meczu. W secie prawdy lepsza była ekipa z Podkarpacia, która zanotowała pierwsze zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach.
HOKEJ
infokatowice.pl – Janów szczęśliwy dla GieKSy
W rozegranym na lodowisku Naprzodu Janów meczu GieKSa pokonała po dogrywce Unię Oświęcim 2:1. Zwycięską bramkę dla katowiczan zdobył Filip Starzyński.
GKS od pierwszych minut niczym nie przypominał drużyny z poprzednich, słabych spotkań. Tym razem katowiczanie grali z dużą determinacją i walczyli o każdy centymetr lodowiska. Choć obie drużyny w pierwszej odsłonie rzadko stwarzały zagrożenie pod bramką rywala, spotkanie mogło się podobać głośno dopingującym gospodarzy kibicom. Kiedy wydawało się, że po 20 minutach będzie bezbramkowy remis, w końcówce stosunkowo niegroźny strzał Luzy, odbił się jeszcze od jednego z zawodników, zmylił Simbocha i dał prowadzenie faworyzowanym oświęcimianom.
Druga tercja była jeszcze ciekawsza od pierwszej. Podopieczni trenera Piotra Sarnika dążyli do wyrównania. Blisko pokonania Soundersa byli m.in. kilka razy Pasiut, Fraszko, Michalski i Stoklasa, golkiper Unii wyszedł jednak górą z wszystkich opresji. Przyjezdni znacznie rzadziej zagrażali bramce Simbocha, ale Słowak kilka razy także musiał się wykazać swoim kunsztem, zwłaszcza w wygranej sytuacji sam na sam z Sherbatovem. Ostatecznie w tej odsłonie kibice nie zobaczyli żadnej bramki i po 40 minutach nadal było 1:0 dla Unii.
Na początku trzeciej części na ławkę kar aż na cztery minuty powędrował Bartosz Fraszko. Pomimo naporu gości Simboch zachował jednak czyste konto. Niewiele później głośno dopingujący swoich hokeistów kibice w końcu doczekali się bramki, a jej zdobywcą został najlepiej punktujący jak dotąd w katowickiej drużynie Stoklasa. Od tego momentu obie ekipy toczyły wyrównany bój, walcząc o zdobycie decydującego trafienia. Końcówka tercji to najpierw kara meczu dla Adamusa, za którego na ławkę kar na pięć minut usiadł Fraszko, a potem kolejna kara, tym razem dla Franssili. Pomimo gry trzech na pięciu waleczni katowiczanie doprowadzili do dogrywki, w której najpierw udało im się przetrwać napór grających w przewadze przeciwników, a potem zdobyli zwycięską bramkę, której autorem został Filip Starzyński. Tym samym GieKSa po zdecydowanie najlepszym spotkaniu w tym sezonie w pełni zasłużenie pokonała Unię Oświęcim 2:1.
GKS Katowice – Unia Oświęcim 2:1 (0:1; 0:0; 1:0, d. 1:0)
hokej.net – Festiwal kar i wygrana gospodarzy
Hokeiści JKH GKS Jastrzębie wciąż pozostają niepokonani przed własną publicznością. Tym razem na swe konto dopisali wygraną 3:1 nad katowicką GieKSą, choć emocji nie brakowało. Sędziowie najwięcej pracy mieli w drugiej tercji, kiedy to między 27. a 33. minutą meczu przyznali aż 10 wykluczeń.
Do niedzielnego pojedynku klub ze stolicy Górnego Śląska przystępował uskrzydlony zwycięstwem nad wicemistrzem z Oświęcimia, gospodarze chcieli natomiast dopisać kolejne trzy punkty po przeciętnym meczu z STS-em Sanok.
Już pierwsze minuty spotkania wskazywały na to, iż będziemy świadkami zaciętego pojedynku. Sytuacji strzeleckich nie brakowało po obydwu stronach tafli, a sami zawodnicy także nie unikali ostrych starć. Pierwsi przed szansą na otwarcie wyniku stanęli katowiczanie, lecz mimo usilnych starań, nie znaleźli sposobu w liczebnej przewadze na świetnie dysponowanego dziś Patrika Nechvátala. Niedługo później role się odwróciły i to hokeiści z Jastrzębia-Zdroju mieli szansę wykazać się w „power-playu”. Po sprytnym zagraniu na listę strzelców wpisał się Radosław Sawicki, a więc były gracz GieKSy. W następnych minutach nie odpuszczały walki o kolejne trafienia, ale kibice nie mieli okazji oglądać więcej bramek w tej odsłonie meczu.
Druga tercja stanęła pod znakiem licznych kar przyznawanych przez rozjemców pojedynku, choć trzeba przyznać, iż arbitrzy w niektórych przypadkach wykazali się niekonsekwencją, miejscami pozwalając na zbyt ostrą grę, a czasami przydzielając wykluczenia za błahe zagrania. Wpłynęło to także drastycznie na tempo meczu – wystarczy przytoczyć, iż pomiędzy 27. a 33. minutą byliśmy świadkami aż dziesięciu wykluczeń. Dla gospodarzy był to niezwykle ciężki okres, a przez chwilę musieli bronić się nawet trzema zawodnikami, lecz wyszli z opresji obronną ręką. Po imponującym rajdzie prowadzenie podwyższył Maciej Urbanowicz, lecz radość kibiców JKH zmąciła kontaktowa bramka autorstwa Macieja Kruczka, uznana dopiero po analizie wideo.
Trzecia tercja zapowiadała więc sporo emocji, lecz ostoją jastrzębian okazał się być Patrik Nechvátal, któremu ofiarnymi interwencjami pomagali koledzy z defensywy. Hokeiści znad czeskiej granicy zaciekle bronili wyniku, lecz katowiczanie nie ustępowali w próbach wyrównania stanu meczu. Niezwykle cenna okazała się więc być druga bramka kapitana JKH, którą zdobył po ładnym, technicznym strzale w okienko bramki Juraja Šimbocha. Piotr Sarnik spróbował jeszcze manewru z wprowadzeniem dodatkowego zawodnika, nie przyniósł on jednak żadnego efektu.
JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 3:1 (1:0, 1:1, 1:0)
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze