Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mediów: Pokazali lwi pazur, ale to nie wystarczyło

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze w ramach 5 kolejki II lidze zremisowali u siebie z Pogonią Siedlce 2:2 (0:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska w ramach 7 kolejki rozegrała mecz u siebie, z KKP Bydgoszcz. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 (1:0). Piłkarki zajmują 8 pozycję w tabeli. W następnym meczu panie spotkają się z Olimpią Szczecin, na wyjeździe. Spotkanie zostanie rozegrane w sobotę.

Siatkarze rozegrali trzecie spotkanie w którym przegrali u siebie, z Asseco Resovią Rzeszów 2:3. W tym tygodniu siatkarze rozegrają dwa spotkania: we wtorek 29 września z Aluron Zawiercie oraz w niedziele z Cuprum Lubin. Pierwsze z nich odbędzie się na wyjeździe, drugie w Katowicach. Hokeiści rozegrali dwa ligowe spotkania: w pierwszym z nich pokonali po dogrywce Re-Plast Unię Oświęcim 2:1, w drugim przegrali z JKH GKS-em Jastrzębie 1:3.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice straciły wygraną w końcówce

W meczu 7. kolejki Ekstraligi piłki nożnej kobiet GKS Katowice zremisował z KKP Bydgoszcz 1:1 (1:0). Katowiczanki prowadziły po rzucie karnym, miały kolejne okazje, ale ich nie wykorzystały. Za swą nieskuteczność zostały ukarane w 89. minucie, gdy wyrównała rezerwowa Agata Stępień.

[…] Spotkały się drużyny, które miały taki sam dorobek punktowy. Po tym meczu to się nie zmieniło, choć GKS Katowice może być rozczarowany. Przewaga GieKSy przyniosła efekt w postaci rzutu karnego , gdy faulowana była Klaudia Maciążka. „Jedenastkę” na bramkę zamieniła kapitan Zofia Buszewska.

Katowiczanki starały się podwyższyć prowadzenie, ale zabrakło im skuteczności. Zespół z Bydgoszczy parę razy wysłał sygnały ostrzegawcze, aż wreszcie zadał cios w 89. minucie. W zamieszaniu przed bramkę GKS odnalazła się Agata Stępień. Gospodynie zdołały jeszcze umieścić piłkę w siatce po strzale Maciążki. Gol nie został jednak uznany, ze względu na pozycję spaloną.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Sportis wywiózł remis z Katowic

[…] Od pierwszego gwizdka sędzi Sylwii Biernat było bardzo nerwowo. Widzieliśmy pełno boiskowych starć i mało konstruktywnych akcji. GieKSa próbowała długich podań i nawet pokonała bramkarkę gości, lecz po strzale Weroniki Kłody sędzia dopatrzyła się spalonego. Gospodynie nie zraziły się i dalej atakowały.

Po podaniu Miłek do Maciążki, napastniczka gospodyń została sfaulowana w polu karnym Sportisu. Sędzia Biernat podyktowała rzut karny, który wykorzystała Zofia Buszewska. Chwilę potem okazję do podwyższenia wyniku miała Stanović, ale świetnie obroniła Siejka.

Po zmienie stron gra się wyrównała. Zobaczyliśmy w końcu okazje bramkowe z obu stron. Świetnie zachowywały się jednak zarówno Ludwiczak, jak i Siejka. GieKSa znów zaczęła przeważać, lecz brakowało skuteczności.

W samej końcówce dopiął swego jednak Sportis. Zamieszanie w polu karnym wykorzystała Agata Stępień, a tor piłki jeszcze zmieniła Gugała, wyrównując tym samym wynik spotkania.

W samej końcówce Gugała pokonała jeszcze Siejkę, ale sędzia dopatrzyła się spalonego.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Pokazali lwi pazur, ale to nie wystarczyło

GKS Katowice przegrywał już 0:2, doprowadził do tie-breaka, ale w nim już wyraźnie zabrakło argumentów. Trzy mecze, sześć punktów, w tym tie-breaki – zwycięski i przegrany – to dorobek siatkarzy GKS-u na początku sezonu. Katowiczanie przegrywali w piątek z Asseco Resovią0:2, ale znów pokazali lwi pazur. W tie-breaku przyjezdni okazali się lepsi i zaliczyli pierwsze zwycięstwo PlusLidze.

[…] Grzegorz Słaby, trener gospodarzy, desygnował na parkiet „żelazny” skład, choć dość szybko okazało się, że nie wszyscy są w najlepszej dyspozycji.

[…] Resovia objęła prowadzenie 10:8, a potem je systematycznie powiększała. Przy stanie 12:16 podwójna zmiana z rozgrywającym Jakubem Nowosielskim oraz Wiktorem Musiałem nie przyniosła efektów. Goście pozytywnie „nakręceni” nie zamierzali ani przez chwilę stosować taryfy ulgowej. Wygrana w tej partii nie podlegała dyskusji.

W kolejnej odsłonie oczekiwaliśmy poprawy w każdym elemencie gry, bo tylko w ten sposób można byłoby nawiązać w miarę wyrównaną grę z nieźle dysponowanym zespołem gości. Siatkarze z Rzeszowa szybko objęli prowadzenie 11:6 i 15:10, ale gospodarze podjęli walkę. Krok po korku odrabiali straty i przegrywali zaledwie 15:16. Jednak promyk nadziei ledwie się zatlił, ale szybko zagasł.

Goście objęli prowadzenie 20:15 i takich sytuacji zwykli nie marnować. Szybko doprowadzili do końca drugą partię, jednak trzecia odsłona przy prowadzeniu 2:0 jest najtrudniejsza i byliśmy ciekawi jak zareagują oba zespoły.

Firlej już w drugiej partii został odstawiony do kwadratu dla rezerwowych, a jego miejsce zajął Nowosielski. Ta roszada pozostała do końca. Zespół podjął ryzyko w polu serwisowym i tym samym prezentował się lepiej. I gra nabrała zupełnie innego wymiaru. Stroną dominującą byli gospodarze, którzy atakowali z pasją i, co najważniejsze, skutecznie. Ponadto solidnie pracowali w bloku i w obronie. Objęli wysokie prowadzenie 17:9 oraz 22:12 i choć po drodze stracili kilka punktów, to wygrali seta.

I zaczęliśmy zastanawiać czy w szopienickiej hali znów będziemy świadkami tie-breaka. Jedni i drudzy maksymalnie zmobilizowani rozpoczęli prawdziwy bój o każdy punkt. Potężne zagrywki były przyjmowane w punkt, a potem nikt nie zwalniał ręki. Jakub Jarosz, kapitan GKS-u, po asie serwisowym zdobył kilka punktów atakiem i gospodarze objęli prowadzenie 16:12, ale to było niewiele.

Goście po wielu staraniach doprowadzili do 19:19, ale riposta gospodarzy za sprawą Kwasowskiego i Jarosza była natychmiastowa. Emocjonującego seta zakończył kiwką Nowosielski i drugi tie-break GKS-u w tym sezonie stał się faktem. Gospodarze rozpoczęli go źle, bo rywale wszystkie piłki podbijali i sprytnie obijali blok. Gospodarze poirytowani takim obrotem sprawy nie kończyli kontr, posyłając piłkę w aut, a ponadto mocno odczuwali trudy tej potyczki. Na siatkarzy z Rzeszowa nie było mocnych i oni cieszyli się z dwóch punktów.

GKS Katowice – Asseco Resovia 2:3 (15:25, 18:25, 25:19, 25:22, 7:15)

 

siatka.org – Podział punktów w Katowicach, Resovia z pierwszym zwycięstwem

Zacięty i emocjonujący mecz rozegrały w ramach drugiej kolejki PlusLigi drużyny GKS-u Katowice oraz Asseco Resovii Rzeszów. Po dwóch partiach prowadzili rzeszowianie, następnie do głosu doszli siatkarze ze stolicy Górnego Śląska, wygrali dwa kolejne sety i doprowadzili do remisu w meczu. W secie prawdy lepsza była ekipa z Podkarpacia, która zanotowała pierwsze zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach.

 

HOKEJ

infokatowice.pl – Janów szczęśliwy dla GieKSy

W rozegranym na lodowisku Naprzodu Janów meczu GieKSa pokonała po dogrywce Unię Oświęcim 2:1. Zwycięską bramkę dla katowiczan zdobył Filip Starzyński.

GKS od pierwszych minut niczym nie przypominał drużyny z poprzednich, słabych spotkań. Tym razem katowiczanie grali z dużą determinacją i walczyli o każdy centymetr lodowiska. Choć obie drużyny w pierwszej odsłonie rzadko stwarzały zagrożenie pod bramką rywala, spotkanie mogło się podobać głośno dopingującym gospodarzy kibicom. Kiedy wydawało się, że po 20 minutach będzie bezbramkowy remis,  w końcówce stosunkowo niegroźny strzał Luzy, odbił się jeszcze od jednego z zawodników, zmylił Simbocha i dał prowadzenie faworyzowanym oświęcimianom.

Druga tercja była jeszcze ciekawsza od pierwszej. Podopieczni trenera Piotra Sarnika dążyli do wyrównania. Blisko pokonania Soundersa byli m.in. kilka razy Pasiut, Fraszko, Michalski i Stoklasa, golkiper Unii wyszedł jednak górą z wszystkich opresji. Przyjezdni znacznie rzadziej zagrażali bramce Simbocha, ale Słowak kilka razy także musiał się wykazać swoim kunsztem, zwłaszcza w wygranej sytuacji sam na sam z Sherbatovem. Ostatecznie w tej odsłonie kibice nie zobaczyli żadnej bramki i po 40 minutach nadal było 1:0 dla Unii.

Na początku trzeciej części na ławkę kar aż na cztery minuty powędrował Bartosz Fraszko. Pomimo naporu gości Simboch zachował jednak czyste konto. Niewiele później głośno dopingujący swoich hokeistów kibice w końcu doczekali się bramki, a jej zdobywcą został najlepiej punktujący jak dotąd w katowickiej drużynie Stoklasa. Od tego momentu obie ekipy toczyły wyrównany bój, walcząc o zdobycie decydującego trafienia. Końcówka tercji to najpierw kara meczu dla Adamusa, za którego na ławkę kar na pięć minut usiadł Fraszko, a potem kolejna kara, tym razem dla Franssili. Pomimo gry trzech na pięciu waleczni katowiczanie doprowadzili do dogrywki, w której najpierw udało im się przetrwać napór grających w przewadze przeciwników, a potem zdobyli zwycięską bramkę, której autorem został Filip Starzyński. Tym samym GieKSa po zdecydowanie najlepszym spotkaniu w tym sezonie w pełni zasłużenie pokonała Unię Oświęcim 2:1.

GKS Katowice – Unia Oświęcim 2:1 (0:1; 0:0; 1:0, d. 1:0)

 

hokej.net – Festiwal kar i wygrana gospodarzy

Hokeiści JKH GKS Jastrzębie wciąż pozostają niepokonani przed własną publicznością. Tym razem na swe konto dopisali wygraną 3:1 nad katowicką GieKSą, choć emocji nie brakowało. Sędziowie najwięcej pracy mieli w drugiej tercji, kiedy to między 27. a 33. minutą meczu przyznali aż 10 wykluczeń.

Do niedzielnego pojedynku klub ze stolicy Górnego Śląska przystępował uskrzydlony zwycięstwem nad wicemistrzem z Oświęcimia, gospodarze chcieli natomiast dopisać kolejne trzy punkty po przeciętnym meczu z STS-em Sanok.

Już pierwsze minuty spotkania wskazywały na to, iż będziemy świadkami zaciętego pojedynku. Sytuacji strzeleckich nie brakowało po obydwu stronach tafli, a sami zawodnicy także nie unikali ostrych starć. Pierwsi przed szansą na otwarcie wyniku stanęli katowiczanie, lecz mimo usilnych starań, nie znaleźli sposobu w liczebnej przewadze na świetnie dysponowanego dziś Patrika Nechvátala. Niedługo później role się odwróciły i to hokeiści z Jastrzębia-Zdroju mieli szansę wykazać się w „power-playu”. Po sprytnym zagraniu na listę strzelców wpisał się Radosław Sawicki, a więc były gracz GieKSy. W następnych minutach nie odpuszczały walki o kolejne trafienia, ale kibice nie mieli okazji oglądać więcej bramek w tej odsłonie meczu.

Druga tercja stanęła pod znakiem licznych kar przyznawanych przez rozjemców pojedynku, choć trzeba przyznać, iż arbitrzy w niektórych przypadkach wykazali się niekonsekwencją, miejscami pozwalając na zbyt ostrą grę, a czasami przydzielając wykluczenia za błahe zagrania. Wpłynęło to także drastycznie na tempo meczu – wystarczy przytoczyć, iż pomiędzy 27. a 33. minutą byliśmy świadkami aż dziesięciu wykluczeń. Dla gospodarzy był to niezwykle ciężki okres, a przez chwilę musieli bronić się nawet trzema zawodnikami, lecz wyszli z opresji obronną ręką. Po imponującym rajdzie prowadzenie podwyższył Maciej Urbanowicz, lecz radość kibiców JKH zmąciła kontaktowa bramka autorstwa Macieja Kruczka, uznana dopiero po analizie wideo.

Trzecia tercja zapowiadała więc sporo emocji, lecz ostoją jastrzębian okazał się być Patrik Nechvátal, któremu ofiarnymi interwencjami pomagali koledzy z defensywy. Hokeiści znad czeskiej granicy zaciekle bronili wyniku, lecz katowiczanie nie ustępowali w próbach wyrównania stanu meczu. Niezwykle cenna okazała się więc być druga bramka kapitana JKH, którą zdobył po ładnym, technicznym strzale w okienko bramki Juraja Šimbocha. Piotr Sarnik spróbował jeszcze manewru z wprowadzeniem dodatkowego zawodnika, nie przyniósł on jednak żadnego efektu.

JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 3:1 (1:0, 1:1, 1:0)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga