Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mediów: Czternasty siatkarz w GKS Katowice. Klub zamknął skład

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze rozegrali w ostatnią sobotę mecz wyjazdowy z Elaną Toruń, GieKSa wygrała 2:1 (1:1). Pomeczową prasówkę z tego spotkania przeczytacie tutaj. Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, w sekcji siatkarskiej skompletowano skład, w hokejowej kontraktowani są nowi/starzy zawodnicy.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – Nie budujcie nowego stadionu GKS Katowice – apelują radni ze Środmieścia

– W czasie kryzysu ekonomicznego związanego z epidemią koronawirusa miasto nie powinno brać kredytu na nowy stadion GKS Katowice. Te środki należy przeznaczyć na ważniejsze cele – taką uchwałę podjęli radni katowickiej dzielnicy Śródmieście

Rada Jednostki Pomocniczej nr 11, czyli Rada Dzielnicy Śródmieście, przyjęła uchwałę o zaniechanie wydatkowania środków z budżetu miasta na rok 2021 na budowę stadionu miejskiego. Wniosek zgłosił Kamil Lubelski, a treść została przyjęta przy jednym głosie sprzeciwu.

– Duża część radnych oddających głos za tak sformułowanym wnioskiem wyraźnie wskazywała, że nie sprzeciwia się inwestycji jako takiej, lecz dostrzega, że inwestycja ta w zaistniałych okolicznościach powinna mieć mniejszy priorytet, a co za tym idzie Miasto Katowice nie powinno planować w przyszłorocznym budżecie wydatków na ten cel – podkreślił przewodniczący Rady, Bartosz Pudo. – Rada ma świadomość, że umowa kredytowa może precyzyjnie określać przeznaczenie środków – choć jak nam wiadomo, kredyt miał zostać zaciągnięty na wydatki inwestycyjne obejmujące nie tylko Stadion Miejski. Nasz wniosek opiera się jednak na założeniu, że dopóki linia kredytowa nie została uruchomiona, a środki wydatkowane, Miasto Katowice wciąż ma możliwość zaniechania wydatkowania rzeczonych środków i powstrzymania się od uruchomienia linii kredytowej. Nawet jeżeli pojawić się mogą w związku z tym pewne koszty operacyjne związane z obsługą nieuruchomionej linii kredytowej, w okresie spowolnienia gospodarczego i idącego za tym, trudnego do oszacowania obniżenia przychodów Miasta Katowice, zasadnym staje się rozważenie takiej ewentualności.

Uzasadnienie uchwały:

Wniosek o zaniechanie wydatkowania środków z budżetu miasta Katowice na rok 2021 na budowę stadionu miejskiego -Uchwala nr 22 z 29.06.2020 r.

„W efekcie pandemii koronawirusa budżet miasta odnotował znaczny spadek dochodów. Konieczne jest więc zweryfikowanie wydatków zamierzonych na najbliższe lata. Okres kryzysu gospodarczego nie jest czasem na zaciąganie ogromnych kredytów w celu budowy obiektów o charakterze i przeznaczeniu sportowo-widowiskowym. Konieczne jest wspieranie cierpiącego lokalnego biznesu czy też wspieranie służby zdrowia, natomiast finansowanie rozrywki dla wąskiej grupy społecznej musi być zminimalizowane. Wielokrotnie Rada Jednostki Pomocniczej nr l spotykała się z odpowiedziami ze strony urzędników UM Katowice, zgodnie z którymi liczne działania miasta, oceniane jako społecznie niezbędne oraz nie cierpiące zwłoki (remonty miejskich budynków, dofinansowania szkół, domów dziecka itd.), nie mogą być wykonane, gdyż miastu brakuje środków finansowych.

O ile w czasach dobrej koniunktury gospodarczej taki wydatek, obciążający budżet miasta (w tym wszystkich mieszkańców, również tych, którzy nigdy nie będą korzystać ze stadionu) można było próbować bronić, doszukując się uzasadnienia dla utrzymania tej inwestycji w planach miasta, o tyle obecnie, dalsze finansowe angażowanie się Miasta Katowice w projekt budowy stadionu miejskiego nie znajduje żadnego logicznego ani moralnego uzasadnienia.

Radni Jednostki Pomocniczej nr 1 wnoszą zatem o niezwłoczne podjęcie uchwały przez Radę Miasta zmierzających do zaniechania dalszego wydatkowania środków publicznych na rzecz budowy stadionu miejskiego i otaczającej go infrastruktury oraz przeznaczeniu tych środków na dofinansowania szkół, domów dziecka, domów opieki społecznej, miejskich zakładów budżetowych w tym głównie KZGM, transportu lokalnego oraz wsparcia dla rodzimych przedsiębiorców”.

Ostateczna decyzja należy do władz miasta.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – GieKSa przedłuża. transfery wkrótce !

GieKSa Katowice rozpoczął już przygotowania nowego sezonu Ekstraligi.

Nowe kontrakty z klubem podpisało siedem zawodniczek. Na kolejny sezon w stolicy Górnego Śląska zostają Jessica Ludwiczak, Weronika Klimek, Marlena Hajduk, Kamila Tkaczyk, Nadja Stanović, Kinga Kozak oraz Nicola Brzęczek. Z naszych informacji udało się szczególnie sporym kosztem przedłużyć kontrakt z Kingą Kozak. Młoda zawodniczka ma teraz otrzymać sporą podwyżkę i przesunąć się na sam szczyt wysokości kontraktów.

Wciąż ważne kontrakty mają Joanna Olszewska, Anna Konkol, Zofia Buszewska, Klaudia Kubaszek, Kasandra Parczewska i Klaudia Miłek. To grono z całą pewnością zostanie w klubie. Jeszcze w czerwcu wydawało się, że Medyk jest skłonny zapłacić kwotę odstępnego za Joannę Olszewską. Nie doszło jednak do porozumienia między klubami.

Wkrótce GieKSa powinna ogłosić pierwsze wzmocnienia. Z naszych informacji bardzo blisko podpisania kontraktu jest Aleksandra Lizoń. Trwają rozmowy także na temat zakontraktowania Ewy Cieśli.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Dawid Ogórek wraca do GKS-u i zamyka skład zespołu

29-letni libero Dawid Ogórek dołączył do drużyny GKS-u Katowice na sezon 2020/2021. Tym samym znany jest pełny skład zespołu Grzegorza Słabego na najbliższą edycję PlusLigi.

O miejsce w pierwszej szóstce siatkarskiej GieKSy wraz z Dustinem Wattenem walczyć będzie Dawid Ogórek. Urodzony w lipcu 1990 roku zawodnik swoją przygodę ze sportem rozpoczynał od piłki nożnej, jednak później postawił na siatkówkę. Występował w Młodej Lidze w barwach ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, następnie w II-ligowym Spodku Katowice. Później przeniósł się do Aluron Virtu Warty Zawiercie.

Z tym zespołem wywalczył awans do I ligi, a następnie do PlusLigi. Libero w 2017 roku przeniósł się do Lechii Tomaszów Mazowiecki, by rok później zasilić szeregi GieKSy i w jej barwach rozegrać 12 spotkań w sezonie 2018/2019. Zakończył się on dla katowickiego klubu ósmą pozycją w ligowej tabeli. Następnie Ogórek zdecydował się na powrót do Tomaszowa Mazowieckiego i z miejscową Lechią walczył o jak najwyższe lokaty w I lidze, ostatecznie kończąc przedwcześnie przerwane rozgrywki zaplecza PlusLigi na 6. pozycji. W 23 spotkaniach minionego sezonu Dawid Ogórek zanotował 20,22 proc. przyjęcia perfekcyjnego.

 

polsatsport.com – Czternasty siatkarz w GKS Katowice. Klub zamknął skład

29-letni libero Dawid Ogórek to ostatni siatkarz, który zasilił skład klubu GKS Katowice. Tym samym ekipa Grzegorza Słabego jest gotowa do rozpoczynającej się jesienią rywalizacji.

Ogórek o miejsce w pierwszej szóstce walczyć będzie z Amerykaninem Dustinem Wattenem.

[…] Skład na sezon 2020/2021:

Trener: Grzegorz Słaby

Rozgrywający: Jan Firlej, Jakub Nowosielski

Atakujący: Jakub Jarosz, Wiktor Musiał

Przyjmujący: Jakub Szymański, Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski, Sławomir Stolc

Środkowi: Jan Nowakowski, Miłosz Zniszczoł, Emanuel Kohut, Kamil Drzazga

Libero: Dustin Watten, Dawid Ogórek

 

HOKEJ NA LODZIE

dziennikzachodni.pl – Zaskakujący sojusz GKS Katowice i Naprzodu Janów. Co na to kibice?

Hokejowy GKS Katowice i Naprzód Janów poinformowały o nawiązaniu ścisłej współpracy. Hokeiści z Nikiszowca będą zasilać zespół z Satelity. Co ciekawe, ten drugi klub cieszył się do tej pory dużą sympatią kibiców Ruchu Chorzów.

Treść oświadczenia Naprzodu Janów:

W dniu 26.06.2020r. nasz klub zawarł umowę współpracy z Klubem PHL -GKS Katowice w zakresie szkolenia i wypożyczania zawodników NAPRZÓD JANÓW do udziału w zajęciach treningowych oraz meczach mistrzowskich, pucharowych oraz sparingowych GKS Katowice.

Zawodnicy 1 ligi/CLJ NAPRZÓD JANÓW będą regularnie trenowali i brali udział w rozgrywkach mistrzowskich, pucharowych i sparingowych i reprezentowali barwy naszego klubu. GKS Katowice przeprowadzi regularne szkolenie zawodników uzgodnionych przez kluby (wyłonionych w trakcie testów przeprowadzonych pod nadzorem trenerów obu klubów) poprzez udział w zajęciach treningowych oraz meczach rozgrywanych przez GKS Katowice w ramach rozgrywek mistrzowskich, pucharowych i sparingowych. Klub PHL umożliwi rozwijanie umiejętności wyróżniającym się zawodnikom Klubu 1 Ligi / CLJ poprzez udział w zajęciach treningowych drużyny seniorów.

Umowa została zawarta na sezon 2020/2021 i zatwierdzona przez PZHL.

Informacja wywołała duże poruszenie wśród kibiców, zwłaszcza kojarzonego z Ruchem Chorzów Naprzodu. Klub dyskusję pod powyższym oświadczeniem skwitował w następujący sposób:

Uprzejmie Was prosimy, skończcie z hejtem, jałową dyskusją i czarnowidztwem. Nie pozwolimy na to kogokolwiek oczerniać, obrażać w imię wyimaginowanych problemów. Pamiętajcie, nikt nikogo nie niszczy. Albo inaczej – niszczą nas takie komentarze i „argumenty”. My walczymy o klub i jego przyszłość. Tak, wybraliśmy drogę współpracy z GKS i tego się nie wstydzimy. Spotkajmy się na koniec sezonu gdzie będziemy świętować 100 lecie klubu i ocenimy czy obrana droga była dobra. Dziś prosimy Was o wsparcie w działaniach a jeśli tego nie chcecie zrobić – to przynajmniej nie przeszkadzajcie. Rozliczcie nas po sezonie.

 

hokej.net – Kadra GieKSy coraz szersza

Szefostwo GKS-u Katowice nie zwalnia tempa i podpisuje kolejne kontrakty. Dziś swoje umowy z ekipą z alei Korfantego przedłużyli dwaj młodzi zawodnicy: Marcin Wyśnik i Szymon Mularczyk.

[…] Wyśnik ma 18 lat i jest bramkarzem. Co ciekawe pierwsze kroki stawiał właśnie w ekipie z Katowic, ale po rozwiązaniu sekcji występował w młodzieżowych drużynach Zagłębia Sosnowiec i Podhala Nowy Targ.

W poprzednim sezonie zadebiutował w barwach katowickiego GKS-u w wygranym 8:0 meczu z Kadrą PZHL U23, który odbył się 25 października 2019 r.

– Wykonywałem dobrą pracę na treningach z trenerem Saatosarim i myślę, że to dobra opinia trenerów zaważyła na moim pozostaniu w GieKSie. Skład, który szykuje się na przyszły sezon, zapowiada się na mocniejszy i nie pozostaje nam nic innego, jak walczyć o wysokie cele – zaznaczył Marcin Wyśnik.

Zadowolenia z pozostania w ekipie GKS-u Katowice nie kryje też Szymon Mularczyk.

– Bardzo podobała mi się atmosfera w drużynie z poprzedniego sezonu, a skład budowany na kolejny sezon zapowiada się naprawdę dobrze i to miało wpływ na moją decyzję. Usłyszałem wiele podpowiedzi i rad ze strony starszych kolegów, dlatego mam nadzieję dać z siebie jeszcze więcej. Moim celem jest pomoc zespołowi na każdym kroku; chcę, by inni zawodnicy zawsze mogli na mnie liczyć – stwierdził 20-letni napastnik.

Wychowanek Polonii Bytom w poprzednim sezonie rozegrał 38 spotkań, w których zdobył 11 punktów za 4 bramki i 7 asyst.

 

Cztery ekipy blisko zakończenia procesu licencyjnego

Kiedy rozpocznie się nowy sezon? Co z meczem o Superpuchar Polski? Które kluby będą miały największy problem z otrzymaniem licencji? Znamy już odpowiedzi na te pytania.

Wiemy, że w rozgrywkach Polskiej Hokej Ligi na pewno będzie uczestniczyć pięć drużyn, które pomyślnie przeszły proces licencyjny. Są to GKS Tychy, Re-Plast Unia Oświęcim, JKH GKS Jastrzębie, GKS Katowice i Comarch Cracovia.

– Komunikatu o kolejnych licencjach można spodziewać się po weekendzie. Wydaje mi się, że w poniedziałek będzie coś więcej wiadomo – powiedziała nam Marta Zawadzka, wiceprezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie i komisarz PHL.

Obecnie najbliżej otrzymania prawa do gry na najwyższym szczeblu w naszym kraju są STS Sanok, KTH Krynica, GKS Stoczniowiec Gdańsk i KH Energa Toruń. Skomplikowana jest sytuacja Zagłębia Sosnowiec i Podhala Nowy Targ, które wciąż mają spore zobowiązania finansowe w stosunku do swoich byłych zawodników.

– Oba kluby będą musiały jeszcze powalczyć o licencję. Proces licencyjny zakończy się 14 lipca – zaznaczyła Zawadzka.

W rozgrywkach zabraknie Lotosu PKH Gdańsk, którego szefostwo ogłosiło w mediach, że nie przystąpi do sezonu.

– W najbliższy wtorek mamy kolejną wideokonferencję z klubami i na nią chcę przygotować proponowany terminarz. Zakłada on udział 10 lub 12 zespołów, które rozegrają między sobą cztery rundy – wyjaśniła komisarz PHL.

Kiedy początek sezonu?

Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to sezon 2020/2021 wystartuje w niedzielę, 13 września.

[…] Planowany na 11 września mecz o Superpuchar Polski pomiędzy mistrzem Polski, czyli GKS-em Tychy a zdobywcą Pucharu Polski – JKH GKS-em Jastrzębie odbędzie się w późniejszym terminie.

– Chcielibyśmy, aby spotkanie o to ważne trofeum odbyło się z kibicami na trybunach, dlatego w trakcie sezonu poszukamy dogodnego terminu, który będzie satysfakcjonował obie strony – podkreśliła Marta Zawadzka.

 

Rahm odchodzi! Szefostwo GieKSy musi szukać zastępstwa

Robin Rahm w przyszłym sezonie nie będzie występował w ekipie GKS-u Katowice. Szwedzki golkiper w ostatnim czasie otrzymał kilka ciekawych propozycji z silniejszych lig.

Rahm w poprzednich rozgrywkach był mocnym punktem swojego zespołu. Skradł też serca katowickich kibiców, którzy okrzykami „Ram, pam, pam! Robin Rahm!” pozdrawiali go z trybun.

W barwach GieKSy rozegrał 45 ligowych meczów, w których interweniował ze skutecznością oscylującą w granicach 93,5 procent i wpuszczał średnio 1,87 bramki na mecz. W tej drugiej statystyce nie miał sobie równych.

Z naszych informacji wynika, że 33-letniego golkipera w swoich szeregach wiedzieliby działacze Hkm Zwoleń, czyli piątej ekipy słowackiej ekstraligi. Robin Rahm miałby rywalizować tam o miano pierwszego bramkarza ze Słowakiem Adamem Trenčanem.

Ale to nie wszystko. Urodzony w Torsby zawodnik znalazł się też na celowniku dwóch klubów z Eishockey League (dawnej EBEL). Tak czy inaczej Szwed ma w czym wybierać i każda z tych propozycji jest lepsza pod względem finansowym, jak i sportowym.

Szefostwo GKS-u Katowice liczyło, że uda się zatrzymać w klubie doświadczonego golkipera. Teraz działacze muszą wdrożyć plan B i jak najszybciej pozyskać bramkarza, który zagwarantuje zbliżony poziom.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga