Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów o GieKSie: Żadnych ochów i achów! Katowiccy mistrzowie tortur

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze zakończyli rundę jesienną sezonu 2020/21. Trwa przerwa zimowa – do treningów drużyny wrócą w styczniu. Został ogłoszony przetarg na budowę nowego stadionu miejskiego na którym mecze będzie rozgrywać GieKSa.

Wczoraj siatkarze rozegrali mecz ligowy z jednym z faworytów rozgrywek Plusligi, drużyną PGE Skrą Bełchatów. Nasz zespół przegrał 0:3. Następne spotkanie siatkarze rozegrają w środę z Jastrzębskim Węglem, na wyjeździe. Korzystając z przerwy w rozgrywkach Polskiej Hokej Ligi drużyna GieKSy rozegrała sparing z Zagłębiem Sosnowiec, wygrywając 5:3.

 

PIŁKA NOŻNA

weszlo.com – Katowiccy mistrzowie tortur, „W grze” i kolanem we własny nos

Kilka klubów ścigających się o to, kto wykaże się wprawą w torturowaniu własnych kibiców. Kolejna okazja wspomnienia rymu „Bach-bach, Karabach”, ale i trwonienia potencjału lechitów.

[…] Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski jeszcze wracają do 2020, tym razem w całkowicie uznaniowo, subiektywnie wybranych kategoriach oceniają to, co negatywne w minionym roku.

Kategoria – najbardziej wykwintna tortura zafundowana kibicom (zespołowo)

[…] JO: Przebijam jedno i drugie. Nie zapominajmy o tym, że istnieje GKS Katowice, zawsze na miejscu, gdy trzeba sprawdzić, kto najmocniej przetyrał własnych kibiców. Przy GKS-ie to wyjątkowa perfidia, bo nie dość że recydywa, to jeszcze tzw. szczególne okrucieństwo. Tak, jesień trochę im zrekompensowała wiosnę, ale przypomnijmy, w jakich kuriozalnych okolicznościach oni przegrali awans. Nie dość, że Górnik Łęczna pogodził faworytów z Katowic i Łodzi, to w jakich to się stało okolicznościach. GKS wtapia w Stalowej Woli, z ekipą, która ostatecznie i tak spadnie z ligi. Ale nic się nie stało, Widzew równocześnie przegrywa w Rzeszowie, więc wciąż pozostaje ta ostatnia kolejka. Wystarczy, żeby Znicz się postawił w Łodzi, może nie jest to oczywistość, ale przecież pamiętamy, z jakimi skokami formy się borykał wówczas ten zespół. Nie była to misja niemożliwa. No i co? I Widzew przegrywa u siebie z pruszkowianami, a GKS… remisuje z Resovią na własnym terenie.

Wykorzystałeś kartę „ALE ALE ALE” Kowala, ja daję kartę „NO LUDZIE KOCHANI”. Bo przecież GKS w tzw. międzyczasie ograł Stal Rzeszów, ograł Górnik Łęczna, zremisował z Widzewem. Zgubił punkty na dole, bo jeszcze podzielił się punktami ze spadającą Legionovią. Na finiszu poprawił kibicom, którzy nie zrezygnowali z pasji po ostatniej kolejce przegranym barażem. GKS został pokonany na własnym terenie przez szóstą w tabeli Stal Rzeszów. Rzeszowianie mieli na koniec ligi 8 punktów straty do GieKSy, na 6 tygodni przed barażem przegrali przy Bukowej 2:3.

LM: Racja. GKS Katowice. Jednak. Używaliśmy filmowych nawiązań, katowiczanie w tym ujęciu to prawie jakieś Paranormal Activity. Spadek to historia z 2019, ale jaki był, wszyscy wiemy – gol bramkarza, ta ostatnia minuta, klub, który miał się bić o awans, ściągał Kubę Wawrzyniaka, spada. W II lidze, po takim ciosie, znajduje grunt. Wiosnę ma słabszą, ale jednak, wszystko w swoich rękach. Do samego końca sezonu zasadniczego w obliczu wpadki Widzewa ze Zniczem. I nic. A potem jeszcze baraże, które miał rozgrywać u siebie. I znowu w łeb. Katowiczanie to jedyni kibice w Polsce, którym byliby w stanie współczuć nawet lechici.

WERDYKT: GKS Katowice

 

sportdziennik.com – Żadnych ochów i achów!

Wiemy, w jakim gramy klubie i w jakiej lidze. Musimy wygrywać, nic innego nie wchodzi w rachubę – podkreśla napastnik Filip Kozłowski, mający za sobą udaną pierwszą rundę w barwach GieKSy.

Usłyszawszy pytanie, dlaczego jesień w wykonaniu GieKSy była znacznie lepsza niż wiosna, stojąca pod znakiem przegranej walki o awans do I ligi, znaczącą składową odpowiedzi byłaby z pewnością obsada pozycji napastnika. Zakontraktowany latem Filip Kozłowski z Elany Toruń zrobił w katowickiej ofensywie różnicę.

Co prawda dorobek bramkowy w postaci sześciu trafień na kolana rzucać nie może, ale wkład 25-latka w grę zespołu z Bukowej wykraczał daleko poza listę strzelców goli. Bo taki to typ atakującego, uciekającego często ze światła bramki, szukającego pojedynków, stwarzającego przewagę bliżej bocznej linii boiska.

– Jest pewien niedosyt… Trzeba tak powiedzieć, gdy przypominam sobie te wszystkie niewykorzystane sytuacje, ale do sześciu goli dołożyłem jeszcze kilka asyst. Pięć, może sześć – nie do końca je liczę, ale też zawsze bardzo mnie cieszą, bo to przecież konkretna statystyka.

Liczby mogłem mieć lepsze. Nie będę jednak narzekał, nie jest tragicznie i nie ma powodów do nerwów – mówi Kozłowski, który nie może też narzekać na… nudę. Co sezon wraz z zespołem walczy o konkretny cel.

[…] – Z Rozwojem wywalczyliśmy pierwszą ligę, może teraz dokonam tego w GKS-ie. Czuję się szczęśliwy w Katowicach. Latem mogłem trafić do klubu z wyższej ligi, ale podjąłem inną decyzję. Okazała się dobra, jestem zadowolony, że wróciłem do tego miasta – podkreśla napastnik, który sporą część swojej przygody z piłką spędził w stolicy Górnego Śląska, choć sam pochodzi z odległej Kruszwicy.

[…] Na zimowe urlopy katowiczanie mogli rozjechać się z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku. Mają na koncie 38 punktów, czyli tyle, ile przewodzący tabeli Górnik Polkowice, a wygrywając 7 meczów z rzędu ustanowili rekordową serię GKS-u w historii występów na szczeblu centralnym.

– Gdy drużyny w II lidze miały takie serie, to zwykle odskakiwały reszcie na kilka punktów. Ale… to byłą taka runda serii, bo Polkowice czy Wigry też wygrywały, z tyłu czai się Chojniczanka. Jak widać, potrzeba seryjnych zwycięstw, by w tym sezonie się liczyć. Pewnie jeszcze trzeba będzie zanotować podobną, by wiosnę zakończyć sukcesem.

Z pewnością musimy docenić to, czego dokonaliśmy jesienią. Zrobiliśmy swoje, zrealizowaliśmy cel na rundę, czyli miejsce w pierwszej dwójce. Nasze zadanie na cały sezon jest przecież jasne. To GKS Katowice, gdzie wymagania są bardzo duże. Wiemy, w jakim gramy klubie i w jakiej lidze. Musimy wygrywać, nic innego nie wchodzi w rachubę.

Zapewniam, że po kolejnych zwycięstwach w naszej szatni nie było „ochów i achów”. Mamy na tyle silną drużynę, z szeroką i jakościową kadrą, że jesteśmy zobligowani do zwycięstw – mocno akcentuje Filip Kozłowski.

[…] – Pytania z innych klubów? Kompletnie żadnych, zresztą nawet się nad tym nie zastanawiam. Mam w Katowicach jeszcze 1,5 roku kontraktu i chcę spożytkować ten czas jak najlepiej – podkreśla snajper z Kruszwicy.

33 GOLE na boiskach II ligi strzelił Filip Kozłowski (5 dla Rozwoju, 22 dla Elany, 6 dla GieKSy).

6 ASYST zanotował Kozłowski w jesiennych meczach GKS-u

1 RAZ nie wybiegł w minionej rundzie 25-latek w wyjściowym składzie. We Wrocławiu (3:0 ze Śląskiem II), gdy zmagał się z drobnym urazem, zastąpił go Piotr Kurbiel

 

SIATKÓWKA

siatka.org – PGE Skra nie straciła w Katowicach nawet seta

Zakończyło się jedyne niedzielne spotkanie PlusLigi, w którym GKS Katowice podejmował PGE Skrę Bełchatów. Przyjezdni zainkasowali w nim komplet punktów, po tym jak wygrali wszystkie trzy sety. Najbardziej emocjonująca była ostatnia partia, w której gospodarze długo walczyli o przedłużenie spotkania.

[…] GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3 (19:25, 22:25, 31:33)

 

plusliga.pl – Niedziela z PlusLigą: GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3

GKS Katowice przegrał z PGE Skrą Bełchatów 0:3 (19:25, 22:25, 31:33) w zaległym meczu 9. kolejki PlusLigi.

[…] W pierwszym secie bełchatowianie znakomicie zagrywali (Norbert Huber, Milad Ebadipour, Taylor Sander czy Dusan Petković notowali punktowe serwisy), a także nie mylili się w ataku. Goście grali znacznie lepiej i pewnie zwyciężyli 25:19.

Drugi set był bardziej wyrównany. Jednak to bełchatowianie kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Ze świetnej strony pokazywał się Ebadipour, a kolejne dobre zagrywki posyłał Huber, co spowodowało, że trener gospodarzy poprosił o czas – 11:14. Katowiczanie nie poddawali się i o przerwę musiał poprosić trener Michał Mieszko Gogol. W końcówce PGE Skra zachowała koncentrację i mimo nacisków ze strony GKS, zwyciężyła 25:22.

W trzeciej partii GKS cały czas myślał o odwróceniu losów meczu. Gospodarze dotrzymywali kroku rywalom. Kolejne wymiany były bardzo ciekawe. Katowiczanie wyrównali na 22:22. Mieli piłki setowe, ale nie wykorzystali swoich szans. Po bloku na Musiale i asie Petkovicia goście wygrali emocjonującego seta 33:31.

 

HOKEJ

hokej.net – Zwycięstwo GieKSy w sparingu

GKS Katowice pokonał Zagłębie Sosnowiec 5:3 w dzisiejszym meczu sparingowym. Spotkanie było zamknięte dla przedstawicieli mediów i zakończyło się w 57. minucie..

Powodem takiego stanu rzeczy było rozbicie jednej z lamp. Nastąpiło to po odbiciu krążka przez Michała Czernika.

Warto wspomnieć, że w ekipie GieKSy nie wystąpili kontuzjowani Patryk Wajda, Mikołaj Łopuski i Dariusz Wanat, a trener Andriej Parfionow sprawdził dyspozycję obu bramkarzy.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:3 (2:1, 1:1 2:1)

 

Reprezentant Białorusi zagra w Katowicach. To były król strzelców

Mający za sobą ponad 400 meczów w KHL Andriej Stiepanow zostanie nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 34-letni napastnik urodził się w Moskwie, lecz na arenie międzynarodowej reprezentuje Białoruś.

Andriej Stiepanow (178 cm, 92 kg) występuje na pozycji prawoskrzydłowego. Obecny sezon rozpoczął w lidze białoruskiej reprezentując HK Dynama Mołodeczno (19 meczów, 1 gol i 8 asyst).

Swoje pierwsze poważne kroki hokejowe stawiał w rezerwach CSKA Moskwa, ale debiut w najwyższej rosyjskiej lidze zaliczył w barwach HK MVD w 2005 roku.

Sezon 2010/11 był jego najlepszym w karierze. Występował wówczas w Junosti Mińsk i w 50 spotkań zdobył aż 75 punktów (40 bramek i 35 asyst). Wygrał klasyfikację kanadyjską i został najlepszym strzelcem ligi białoruskiej. Trzykrotnie zdobywał mistrzostwo kraju w latach 2009-2011.

Później przeniósł się do KHL, a jego pierwszą drużyną w tej prestiżowej lidze był Amur Chabarowsk. W następnych latach kilkakrotnie zmieniał klub, a najdłużej przywdziewał barwy Dinama Mińsk. W KHL rozegrał w sumie 429 meczów, w których strzelił 59 bramek i zaliczył 77 kluczowych zagrań.

Andriej Stiepanow ma bogatą karierę w reprezentacji Białorusi, z którą pięciokrotnie wystąpił na Mistrzostwach Świata Elity. Na mistrzowskich turniejach rozegrał 34 spotkania, zdobywając w nich 7 goli i notując 13 asyst. Dwukrotnie nieudanie walczył w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich (6 meczów, 6 bramek i 3 asysty).

W sumie rozegrał w barwach Białorusi 72 spotkania, zdobywając 48 punktów za 27 goli i 21 asyst.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga