Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka SK 1964 Stadion

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Kibice GKS Katowice odsłonili mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Drużyny piłkarskie GieKSy zakończyły rundę jesienną sezonu 2021/22. Trwa podsumowanie rozegranych do tej pory spotkań oraz ustalanie przygotowań i sparingpartnerów. Zawodniczki GieKSy w kategorii U-17 awansowały do finału Młodzieżowych Mistrzostw Polski.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali spotkanie na wyjeździe, z PGE Skrą Bełchatów, ulegając 1:3. Przed Świętami, w środę o godzinie 18:00, drużyna rozegra spotkanie w ramach rozgrywek Pucharu Polski z ZAKSĄ Strzelce Opolskie. Drużyna ze Strzelec Opolskich występuje na co dzień w I lidze.

Po przerwie, ze względu na stwierdzone zakażenia wirusem SARS-CoV-2 u naszych hokeistów, drużyna rozegrała jedno spotkanie: ulegając w Oświęcimiu RE – Plast Unii 1:2. Reprezentujący szachową GieKSę Jan-Krzysztof Duda, zdobył tytuł mistrza Europy w szachach błyskawicznych.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Wiemy kto zagra na MMP U-17 w Żorach!

Znamy już wszystkie zespoły, które w styczniu powalczą o Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w kategorii U-17. Nie zabraknie interesujących zespołów.

Wczoraj oraz dzisiaj toczyła się batalia o 14 możliwych miejsc na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. Ostatecznie na turnieju najwięcej przedstawicieli będzie miało województwo śląskie i małopolskie. Ze Śląska awans uzyskały następujące zespoły: BTS Rekord Bielsko-Biała, SWD Wodzisław Śląski, GKS Katowice, a także TS ROW Rybnik, który grę na turnieju miał zapewniony już wcześniej ze względu na bycie gospodarzem mistrzostw. Natomiast Małopolskę będzie reprezentować Prądniczanka Kraków, UKS 3 Weronica Staszkówka-Jelna, Tarnovia Tarnów i obrońca tytułu Wierzbowianka Wierzbno.

Turniej jest zaplanowany w dniach 14-16 stycznia w śląskich Żorach.

[…] Grupa 1: AS Stomil Olsztyn, KS Pogoń Dekpol Tczew

Grupa 2: Praga Warszawa, Tęcza Bydgoszcz

Grupa 3: UKS SMS Łódź, UKS Ząbkovia Ząbki

Grupa 4: AZS UAM Poznań, Unia Opole

Grupa 5: BTS Rekord  Bielsko-Biała, SWD Wodzisław Śląski

Grupa 6: Prądniczanka Kraków, GKS Katowice

Grupa 7: UKS 3 Weronica Staszkówka Jelna, Tarnovia Tarnów

 

sportdziennik.com – Podsumowanie – GKS Katowice. Beniaminek o dwóch twarzach

W pierwszoligowej tabeli uwzględniającej okres do września GieKSa zajmowała ostatnie miejsce. W liczonej od października jest w czołówce. Za drużyną z Bukowej dość zwariowana jesień, w której najważniejsze było to, co wydarzyło się poza boiskiem.

Ostatnia sobota września. GieKSa gra w Opolu. Na początku drugiej połowy Odra wbija gola na 4:1. Trener Rafał Górak już wie, że nic z tego nie będzie i w głowie zaczyna układać plan na drugą część rundy. Plan, jak odbić się od samego dna tabeli, zacząć regularnie punktować, przestać tracić gole w stopniu tak hurtowym, jak żaden inny rywal. No i w konsekwencji uratować posadę. To był moment zwrotny. Pierwsza liga ujrzała jesienią dwa oblicza drużyny z Bukowej.

Gdy w 5. kolejce GKS wygrał „świętą wojnę” z Zagłębiem Sosnowiec, wyciągając wynik z 0:2 na 3:2, nie można się go było nachwalić. Beniaminek wreszcie doczekał się pierwszej po awansie pełnej puli, na którą zasłużył. Bukową nazywaliśmy stolicą pierwszoligowych widowisk – zremisowane 2:2 mecze z Resovią i Podbeskidziem były bardzo emocjonujące, nudzić nie można się też było podczas bezbramkowej konfrontacji z Sandecją. A po zwycięskim dreszczowcu z Zagłębiem trener Rafał Górak porównywał swój zespół do AC/DC i mówił, że to był rock and roll. Wydawało się, że GieKSa ruszy z kopyta, że może w tej lidze namieszać, mając piłkarzy pokroju Adriana Błąda, Filipa Szymczaka, Rafała Figiela.

Wyszło inaczej. Zespół z Bukowej, który po awansie znacząco się nie zmienił i był nadal usposobiony tak ofensywnie, jak w drugiej lidze, może i grał rocka, tyle że pod dyktando rywali. Po 4 gole wbijali katowiczanom zespoły Chrobrego, Arki, Odry, o jednego mniej – Widzew. Na domiar złego, więzadła krzyżowe zerwał jeden z jaśniejszych punktów ofensywy, czyli Dominik Kościelniak. Po klęsce w Opolu sytuacja stała się poważna i wymagała reakcji.

Na przełomie września i października okoliczności stworzyły dla GKS-u koło ratunkowe. Po pierwsze – w postaci pucharowego meczu z IV-ligową Olimpią Zambrów, w którym można było przećwiczyć pewne rozwiązania. Po drugie – w postaci serialu „Bez Alternatywy 4”, jak określono przy Bukowej serię czterech domowych spotkań: ze Stomilem, Tychami, Skrą i Puszczą.

W Zambrowie trener Górak pierwszy raz ustawił swój zespół z trójką środkowych obrońców. Skończyło się zwycięstwem 1:0, które jeszcze niczego nie zmieniło, bo kluczowa była konfrontacja z olsztynianami. Bramka Bartosza Jaroszka z szóstej minuty doliczonego czasu dała wygraną 2:1 i pierwszy oddech. Potem był frajerski remis z Tychami (od 2:0 do 2:2), aż wreszcie – seria czterech ligowych występów bez straty gola.

Nawet pucharowa porażka z ekstraklasowiczem z Niecieczy – po dogrywce i w kontrowersyjnych okolicznościach – dowodziła, że beniaminek idzie w dobrą stronę. Stał się bardziej pragmatyczny, przewidywalny, momentami – jak z Koroną i ŁKS-em – na boisku cierpiał, a kibice mogli kręcić głowami, wyrażając niezadowolenie ze stylu.

Trener Górak kontrował, że podobać to się może żona, a drużyna ma być skuteczna. Taka też była na ostatniej prostej, wbijając po 2 gole Miedzi, Resovii i Podbeskidziu. Ostatnia podróż, do Bielska-Białej, dała upragnione wyjazdowe przełamanie i względnie spokojną zimę, podczas której nie trzeba będzie drżeć o utrzymanie.

Choć fanatycy GieKSy narzekają na kondycję organizacyjną spółki, to wszystkie ich uwagi na margines spycha to, co zaczęło się 14 października i było najważniejszym wydarzeniem jesieni. Tego dnia na Załęskiej Hałdzie uroczyście zainaugurowano budowę nowego stadionu, który daje poczucie, że za rogiem czeka coś dobrego, a obecny stan jest już czymś tymczasowym.

Realia się zmieniły – miliony płynące do klubu z miejskiej kasy na nikim nie robią już wrażenia i nie powodują, że – jak jeszcze kilka lat temu – GKS uchodzić musi za dyżurnego kandydata do awansu. W obecnych okolicznosciach kibic powinien docenić pierwszą ligę, nie obrzydzać sobie jej, cieszyć się ciekawymi kibicowsko meczami, no i aktywnie uczestniczyć we „wstecznym odliczaniu” na Bukowej. Jej ligowe dni są już przecież policzone.

[…] PLUS

Patryk Szwedzik

Bywają takie mecze, w których łapie rytm, a wtedy ręce same składają się do oklasków. Szybki, przebojowy, mający łatwość wygrywania pojedynków. No i uniwersalny, mogący występować zarówno jako napastnik, jak i „dziesiątka” czy skrzydłowy. 20-latek to bez cienia wątpliwości największy wygrany jesieni przy Bukowej i wyjątek od reguły, że akademia GieKSy jest w stanie wychować ciekawego zawodnika.

Szwedzik co prawda pochodzi z Legnicy, ale w Katowicach jest od lat. Choć pierwszą bramkę zdobył ponad dwa lata temu, to jeszcze nigdy jego rola nie była tak istotna. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby już teraz zwrócił na niego uwagę ktoś z ekstraklasy, w której status młodzieżowca będzie mu przysługiwał jeszcze przez 1,5 roku – a nie pół, jak w ligach pierwszej i niższych.

MINUS

Frekwencja

Moglibyśmy tu wytykać palcami któregoś z zawodników, np. Michała Kołodziejskiego, który ma na sumieniu kilka bramek, a gdy do formy doszedł Hubert Sadowski, to brakowało dla niego miejsca nawet w trójce, a nie parze środkowych obrońców. Ale minus stawiamy przy frekwencji. GKS po ponad dwóch latach wrócił do I ligi, atrakcyjnej kibicowsko, jego mecze dostarczały mnóstwa emocji, a mimo to na Bukowej aż 5-krotnie publika była mniejsza niż 2-tysięczna. Jak na tak duże miasto i na tuzin rozegranych spotkań – słabo…

 

Zobligowani do stadionu

Katowicka rada miasta przyjęła wczoraj budżet na przyszły rok oraz wieloletnią prognozę finansową. Uchwalono też emisję obligacji, z których w sporej części sfinansowana zostanie budowa kompleksu sportowego przy autostradzie A4.

Katowice w latach 2022-24 wyemitują obligacje na łączną kwotę 150 milionów złotych. Spłacać je będą w latach 2032-40. Taką uchwałę przyjęła rada miasta na wczorajszej sesji. Za emisją obligacji opowiedziało się 19 radnych, troje wstrzymało się od głosu, a pięcioro było przeciw (radni Koalicji Obywatelskiej oraz niezrzeszony Dawid Durał). Dyskusji na ten temat nikt nie zainicjował.

Wykonany został zatem kolejny krok ku temu, by w Katowicach powstał wreszcie nowy stadion. Prace już się zaczęły – w połowie października prezydent Marcin Krupa wbił symboliczną pierwszą łopatę, generalny wykonawca firma NDI wykarczował teren z kilkuset drzew, a w styczniu ma ruszyć fundamentowanie obiektów – ale trzeba było jeszcze dokonać formalności w postaci zapewnienia finansowania tej wielkiej inwestycji. Przed rokiem miastu kredytu odmówił Bank Rozwoju Rady Europy, zasłaniając się sytuacją covidową. Już wtedy zapadła decyzja o emisji obligacji.

Montaż finansowy budowy kompleksu sportowego z halą i boiskami treningowymi przedstawia się zatem tak: 150 mln zł z obligacji, 98,8 mln ze środków własnych. Już w tym roku inwestycja ta pochłonęła 20 mln zł. W wieloletniej prognozie finansowej na przyszły rok zarezerwowano 80,9 mln zł, na 2023 – 69,7 mln zł, a na 2024 – 85,3 mln zł. Potem dla sportowej tkanki Katowic, czyli przede wszystkim wielosekcyjnej GieKSy, ma nastać zupełnie nowa rzeczywistość.

Za przyjęciem budżetu i WPF jednomyślnie głosowali radni Forum Samorządowego Marcina Krupy oraz Prawa i Sprawiedliwości. Przeciw był Dawid Durał, wstrzymał się natomiast klub Koalicji Obywatelskiej, argumentując, że w budżecie znalazły się pozycje, których finansowanie z racji trudnego okresu dla samorządów powinny być odłożone w czasie.

Dodajmy, że w połowie przyszłego roku zakończyć się ma trwająca od połowy 2020 r. budowa kompleksu sportowego przy ul. Asnyka w dzielnicy Piotrowice, która będzie nowym domem dla Rozwoju. W tym roku pochłonęła 15,1 mln zł, w 2022 – nieco ponad 10 mln zł więcej.

Tradycyjnie już, w budżecie rocznym Katowic nie ma wprost zapisanych środków dla wielosekcyjnego GKS-u, czyli miejskiej spółki. Pieniądze na sport dzielone są w formie konkursów: na młodzież oraz sport kwalifikowany. W 2022 roku na sport kwalifikowany będzie do rozdysponowania aż 20 mln zł. To aż o 7 mln zł więcej niż w roku 2020 i o milion więcej niż przed rokiem. Wtedy z kwoty 19 mln zł aż 16,5 przypadło GieKSie (6,35 mln dla piłkarzy, 4,9 mln dla hokeistów, 4 mln dla siatkarzy, 1,2 mln dla piłkarek nożnych).

Wzrosły też środki na „realizację zadań w zakresie upowszechniania sportu i turystyki”, z których finansowane będzie szkolenie młodzieży. Przed rokiem było to 2,34 mln zł (400 tys. zasiliło Akademię GieKSy), teraz – 2,62 mln zł. Termin składania ofert do konkursu mija niebawem, wyniki zwykle publikowane są w połowie stycznia.

Dla samorządów nastał trudny czas wywołany rządowymi reformami podatkowymi, ale sportowa tkanka Katowic, w szczególności GieKSa, raczej nie ma powodów do obaw. Ani o teraźniejszość, ani przyszłość.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice oddał hołd poległym górnikom z KWK Wujek

W dzień obchodów 40. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek”, oficjalna delegacja GKS-u Katowice złożyła wieniec pod Pomnikiem Dziewięciu z Wujka oddając hołd poległym górnikom – Janowi Stawisińskiemu, Joachimowi Gnidzie, Józefowi Czekalskiemu, Józefowi Krzysztofowi Gizie, Ryszardowi Józefowi Gzikowi, Bogusławowi Kopczakowi, Andrzejowi Pełce, Zbigniewowi Wilkowi i Zenonowi Zającowi.

GKS Katowice we współpracy ze Śląskim Centrum Wolności i Solidarności włączył się w obchody 40. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek” i przez ostatni miesiąc w ramach kampanii informacyjnej przypominał o tragicznych wydarzeniach z grudnia 1981 roku.

Okazją do uczczenia pamięci zmarłych górników były także domowe mecze piłkarzy przeciwko Miedzi Legnica oraz siatkarzy przeciwko Projektowi Warszawa, które poprzedzone były minutą ciszy.

Drużyna hokejowa GieKSy wystąpi w turnieju finałowym Pucharu Polski (27-28 grudnia w Bytomiu) w specjalnych strojach, które przypomną o tragicznej rocznicy. Szczególna oprawa towarzyszyć będzie też meczowi Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice – Tauron Podhale Nowy Targ (30 grudnia).

 

katowice.naszemiasto.pl – Kibice GKS Katowice odsłonili mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek

Nowy mural w Katowicach. Kibice GKS przygotowali mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek. Odsłonięcia muralu dokonał Stanisław Płatek, przewodniczący komitetu strajkowego na kopalni w 1981 roku.

Mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek powstał na Załęskiej Hałdzie, nieopodal kopalni. Zajmuje całą ścianę dwupiętrowej kamienicy i jest doskonale widoczny z głównej drogi wiodącej przez tą dzielnicę Katowic w kierunku wyjazdu na autostradę A4. Olbrzymie malowidło przygotowali kibice GKS Katowice.

– Od ponad 10 lat angażujemy się w kolejne rocznice pacyfikacji Wujka. Na 40-lecie tych wydarzeń chcieliśmy zrobić coś dużego. Załatwianie wszystkich zezwoleń trwało rok. Mieliśmy do wyboru kilka budynków, które dzięki swojej uprzejmości udostępniła nam Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa. Wybraliśmy ten z najlepszą ekspozycją, a miejsce też jest symboliczne, bo widać z niego komin kopalni znajdujący się na muralu – powiedział Marcin Gruszczyński ze Stowarzyszenia Kibiców GKS Katowice SK 1964.

Mural nie zawiera żadnych emblematów klubowych, bo jego twórcy chcieli by malowidło łączyło mieszkańców Śląska pamiętających o tragicznych wydarzeniach sprzed 40 lat, a nie stało się elementem kibicowskich wojen. Autorem projektu i wykonawcą muralu był Karol Kobryń.

– Początkowo chciałem na muralu umieścić wizerunek Świętej Barbary, patronki górników, ale po dyskusji uznaliśmy, że przekaz musi być bardziej czytelny. Wykonanie muralu zajęło mi kilka dni, bo ostatnio nie bardzo sprzyjała nam pogoda – stwierdził Karol Kobryń.

Odsłonięcia muralu we wtorkowe przedpołudnie 30 listopada dokonał przewodniczący komitetu strajkowego KWK Wujek w 1981 r. Stanisław Płatek w towarzystwie Roberta Ciupy, dyrektora Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności.

– Kibice GKS Katowice od dawna angażują się w sprawy Wujka i to nie jest ich pierwszy mural poświęcony temu wydarzeniu. Najpierw namalowali przecież mural na ul. Galusa obok kopalni. To dzieło mi się podoba, a jego przekaz jest dla wszystkich jasny, bo jest na nim krzyż stojący przy kopalni i jedna z kopalnianych wież, a dziewięć zapalnych górniczych lampek symbolizuje pamięć o dziewięciu poległych w trakcie pacyfikacji górnikach – stwierdził Stanisław Płatek.

 

silesia24.pl – Odsłonięto mural upamiętniający 40-lecie pacyfikacji KWK Wujek. To inicjatywa kibiców GKS Katowice

Dzięki inicjatywie kibiców GieKSy na Załęskiej Hałdzie powstał wyjątkowy mural poświęcony pamięci dziewięciu górników, którzy 16 grudnia 1981 roku oddali życie za wolność i solidarność.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – PGE Skra Bełchatów lepsza od GKS-u Katowice, przyjezdni z kolejną porażką

PGE Skra Bełchatów pokonała w meczu otwierającym dwunastą serię gier GKS Katowice 3:1.  Przyjezdni dzielnie walczyli przez trzy sety, potem zeszło z nich powietrze i czwartą partię przegrali  bardzo wysoko. Była to czwarta porażka z rzędu ekipy ze stolicy Górnego Śląska.

Po błędach własnych gości bełchatowianie wyszli na pierwsze dwupunktowe prowadzenie. Dodatkowo szczęśliwie po siatce zaserwował Karol Kłos i ich przewaga wzrosła do trzech ,,oczek”. Podopieczni Grzegorza Słabego często się mylili, dodatkowo byli podbijani w obronie, w efekcie czego gracze PGE Skry mieli możliwość rozgrywania kontrataków. Kiedy jeden z nich wykorzystał Robert Täht było już 12:8, ale całą różnicę roztrwonili w jednym ustawieniu.

[…] W drugiej partii bełchatowianie także szybko uzyskali dwupunktowe prowadzenie. Niemniej Milad Ebadipour nie poradził sobie z blokiem Marcina Kani i zrobiło się po 4. Dobrze obie drużyny prezentowały się w tym elemencie, dlatego skuteczność atakujących nie była za wysoka. Po asie serwisowym Micaha Ma`a to siatkarze GKS-u mieli dwa ,,oczka” więcej. Kiedy pomylił się Aleksandar Atanasijević goście jeszcze zwiększyli dystans. Serb grał na bardzo niskiej skuteczności w ataku i miał co poprawiać. Kolejna dobra zagrywka, tym razem w wykonaniu Gonzalo Quirogi, a także ,,czapa” Ma`a dawała przyjezdnym wysokie prowadzenie. W jednym ustawieniu zapunktowali czterokrotnie i dopiero krótka zagrana z Mateuszem Bieńkiem sytuację tą przerwała, ale przewaga katowiczan wynosiła sześć punktów. Prezentowali oni dobrą siatkówkę i cały czas dystans utrzymywał się. Wprawdzie ich rywale ryzykując w polu serwisowym oddawali im sporo punktów za darmo, ale kiedy trzeba było potrafili także skończyć swoją akcję. Kropkę nad ,,i” postawił Jakub Jarosz zagraniem z prawej flanki.

W trzecim secie trwała walka punkt za punkt. Kolejny blok na Aleksandarze Atanasijeviciu dawał prowadzenie graczom Gieksy 6:4, ale trzy kolejne akcje wygrali gospodarze. Prowadzący zmieniał się cały czas, gdyż po przestrzeleniu ataku przez Mateusza Bieńka oraz kolejnej ,,czapie” na Atanasijeviciu było już 8:11. Serb w tym momencie opuścił boisko, ponieważ wyraźnie nie pomagał swojej ekipie. As serwisowy Roberta Tähta pozwolił bełchatowianom nawiązać kontakt punktowy (12:13), a po zagraniu blok-aut Milada Ebadipoura doprowadzili do wyrównania. Od tego momentu trwała wymiana ciosów i żadna z drużyn nie mogła uzyskać choć dwupunktowej przewagi. Stało się to dopiero za sprawą Ebadipoura, który skończył atak z szóstej strefy (20:18). Dodatkowo pomylił się Jakub Jarosz i w końcówce partii to gospodarze mieli zdecydowanie łatwiejszą sytuację. Po zagraniu do skosu Damiana Schulza było już 24:20, a w kolejnej akcji dobry blok ustawił Karol Kłos i siatkarze PGE Skry prowadzili 2:1.

Na boisku pozostał Damian Schulz, który zanotował dobre wejście. Katowiczanie trochę na własne życzenie rozpoczęli czwartą partię źle, gdyż całkowicie zacięli się w ofensywie. Przestrzelone zagrania Jakuba Jarosza, czy Gonzalo Quirogi oraz dobry blok Mateusza Bieńka sprawiły, że było 9:4 i trener Słaby musiał prosić o czas. Niewiele on wniósł, gdyż trzy kolejne akcje akcje przegrali i ich sytuacja była bardzo ciężka. Po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Milada Ebadipoura było już 13:4, a goście utknęli w jednym ustawieniu. Serię tą przerwał Quiroga, ale przyjezdni powoli przestawali wierzyć, że są w stanie jeszcze cokolwiek zrobić w tym meczu. Wprowadzone zmiany niewiele wniosły, a różnica dziesięciu punktów cały czas utrzymywała się. W pewnym momencie wynosiła nawet dwanaście ,,oczek”, ale w końcówce seta siatkarze GKS-u trochę ją zniwelowali. Nic to im nie dało, gdyż go przegrali, a trzy punkty pozostały w Bełchatowie. Rok 2021 kończą z dorobkiem 11 punktów, a przed świętami obie drużyny zagrają jeszcze mecze Pucharu Polski.

PGE Skra Bełchatów – GKS Katowice 3:1 (25:22, 19:25, 25:20, 25:16)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Clarke Saunders jak skała

W zaległym meczu na szczycie PHL działo się od samego początku. Czasami zdarza się, że na bramkarzy nakładane są kary. Ale to, czym „popisał się” w pierwszej tercji John Murray, trafia się niezwykle rzadko.

Golkiper katowiczan najpierw został ukarany za uderzanie, a minutę później za celowe poruszenie bramki! Unia grała w podwójnej przewadze, ale rywal się wybronił.

Taka sztuka nie udała się gościom pod koniec pierwszej tercji, kiedy to na ławce odpoczywał Kalle Valtona. Najsprytniejszy w kotle pod bramką Murraya okazał się Krystian Dziubiński, który z najbliższej odległości dał liderowi prowadzenie po pierwszej tercji. Czy zasłużone?

To była wyrównana odsłona, a Clarke Saunders pokazał kilka razy rywalowi, że między słupkami czuje się znakomicie. W drugiej tercji kanadyjski golkiper również spisywał się bez zarzutu. Był to zresztą mecz bramkarzy, bo Murray – prócz głupiego zachowania z początku meczu – również stawał na wysokości zadania. Nie miał jednak reprezentant Polski nic do powiedzenia w 37. minucie spotkania. Unia przeprowadziła zgrabną kontrę, którą przepięknym strzałem wykończył Sebastian Kowalówka. Dwubramkowa zaliczka po dwóch w tercja w takim spotkaniu, to bardzo solidny kapitał.

Tym bardziej, jeżeli ma się w bramce tak dobrze dysponowanego człowieka. Unia w trzeciej odsłonie skupiła się na obronie. Katowiczanie tymczasem bili głową w mur, choć przeprowadzili kilka zmyślnych akcji. Gol kontaktowy był jednak trochę przypadkowy. Patryk Wronka zagrał sprytnie, a krążek odbił się od Bartosza Fraszki i Saunders w końcu skapitulował.

Do końca meczu pozostawało jeszcze niemal osiem minut i było to osiem minut katowickiego szturmu, który jednak efektu nie przyniósł. Unia zainkasowała trzy punkty i umocniła się na fotelu lidera rozgrywek.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 2:1 (1:0, 1:0, 0:1)

 

SZACHY

sport.onet.pl – Jan-Krzysztof Duda mistrzem Europy w szachach błyskawicznych

Jan-Krzysztof Duda zdobył w piątek w katowickim Spodku złoty medal mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych, gromadząc 18 pkt w 22 partiach. Srebro wywalczył Maciej Klekowski – 17,5, a brąz Rosjanin Anton Demczenko – 16,5.

Klasyfikowany w blitzu na dziewiątym miejscu w rankingu FIDE arcymistrz z Wieliczki był zdecydowanym faworytem imprezy. Wydawało się, że pewnie zmierza po pierwszy w seniorskiej karierze międzynarodowy tytuł. Jednak w 10. rundzie nieoczekiwanie przegrał białymi z Klekowskim, remisując w rewanżu. W ostatniej wygrał z Niemcem Ilją Schneiderem i ponownie przegrał białymi, co na chwilę postawiło pod znakiem zapytania jego triumf w turnieju. Żeby go wyprzedzić Klekowski, złoty medalista rozegranych w ub. roku pierwszych internetowych mistrzostw Polski, musiałby wygrać ostatni pojedynek z Demczenką. Klasyfikowany na 34. miejscu w kraju arcymistrz doznał jednak porażki.

[…] Duda stawał już na podium mistrzostw Europy w blitzu rozgrywanych w Polsce. W 2014 r. we Wrocławiu, mając 16 lat, wywalczył srebrny medal, ustępując tylko Czechowi Davidowi Navarze.

[…] W tegorocznych mistrzostwach w katowickim Spodku, rozgrywanym w formule open, wystartowało 529 zawodniczek i zawodników.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie możemy tak działać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.

Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.

Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.

Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo  mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.

Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.

Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.

Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Zreľáka i Szkurina brałbym w ciemno

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mimo że wciąż wracamy myślami do czwartkowego zwycięstwa z MŠK Žilina, które odbiło się szerokim echem w mediach sportowych, to naszą uwagę przykuwa już ligowy pojedynek z Radomiakiem. Zarówno my, jak i nasz rywal, otwieraliśmy sezon meczem z beniaminkiem z Krakowa, jednak to Zieloni spisali się lepiej, pokonując u siebie Wieczystą. Teraz z dużymi oczekiwaniami przyjeżdżają do Katowic. Jak dobrze przygotowani są do sezonu? Gdzie szukać ich mocnych i słabych stron? Zapytaliśmy Rafała Jończyka z „Pod Gołębnikiem”.

Cieszę się, że znowu możemy się spotkać przy okazji naszego meczu w Ekstraklasie, choć w sytuacji, gdy niemal pół ligi było zagrożone spadkiem, także i Radomiak długo nie mógł być pewny utrzymania. Jak wspominasz ubiegły sezon, a szczególnie jego końcówkę?
Cały ubiegły sezon był dla nas niczym rollercoaster. Dużo się działo, niekoniecznie dobrych rzeczy, zwłaszcza w rundzie wiosennej. Sytuacja pozaboiskowa odbijała się na formie sportowej drużyny i nie ukrywam, że po meczach z Piastem i Zagłębiem pojawiły się obawy. Gra wyglądała fatalnie, zwłaszcza w Gliwicach pod wodzą Kiko Ramireza. Ucieszyłem się, gdy zastąpił go Bruno Baltazar, bo bardzo dobrze wspominam jego pierwszy pobyt w Radomiu. Złapał on serię trzech zwycięstw, co oddaliło od nas widmo spadku. Zagraliśmy bardzo emocjonujący mecz u siebie z Widzewem, okraszony zwycięską bramką Luquinhasa w doliczonym czasie gry. Dzięki temu sama końcówka sezonu była już spokojna, ale był taki moment, że obawy o ligowy byt były duże. Udało się jednak go zapewnić na trzy kolejki przed końcem. Mimo ostatnich porażek z mistrzem i wicemistrzem Polski dziesiąte miejsce uznaję za bardzo dobry wynik.

Chciałem ci pogratulować, bo dokładnie taką pozycję Radomiaka typowałeś przy okazji naszej ostatniej rozmowy. Patrząc na obraz całego sezonu możecie być w pełni zadowoleni z takiego zakończenia?
W pewnym momencie wydawało się, że uda się wycisnąć więcej, bo jedno czy dwa zwycięstwa pozwalały podłączyć się do gry o pierwszą szóstkę. Były mecze, po których tych punktów powinno było być więcej, ale ostatecznie uważam, że dziesiąte miejsce dobrze oddaje możliwości Radomiaka, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.

Do nowego sezonu Zieloni przystępują nieco odmienieni. Podstawowa zmiana to trener, który o ile mi wiadomo, doskonale mówi po niemiecku, ale w odróżnieniu od wielu swoich poprzedników, nie zna portugalskiego. Widać już jego pomysł na zespół?
Z trenerem Tomaszem Kaczmarkiem komunikacja jest bardzo dobra, co nie jest bez znaczenia z dziennikarskiego punktu widzenia. Do pierwszych ocen pracy sportowej będzie można się przymierzać po 4-5 meczach o stawkę, bo sparingi, mimo że prawie wszystkie przegrane, nie są do tego odpowiednią miarą. Wielu kibiców krytykowało zespół patrząc na same wyniki, ja natomiast byłem na prawie wszystkich sparingach i widziałem, że praktycznie ani razu nie graliśmy optymalnym składem. Trener testował różne rozwiązania, nie mając do dyspozycji wszystkich zawodników, bo niektórzy dołączyli do zespołu później. Postawa zespołu w najbliższych meczach pozwoli nam powiedzieć więcej o pracy Tomasza Kaczmarka.

Nietypowo dla Radomiaka, na liście transferów przychodzących jest zadziwiająco wiele polskich nazwisk. Pewien trend się odwraca?
Radomiak jest postrzegany jako zespół typu „multikulti”, ale już od jakiegoś czasu zarząd szuka lepszego balansu w szatni pomiędzy Polakami i zawodnikami z zagranicy. Pozyskani w tym okienku gracze wydają się ciekawymi wzmocnieniami. Kryspin Szcześniak zaliczył bardzo dobre wejście, z Wieczystą był jednym z najlepszych zawodników i z miejsca wywalczył sobie pierwszy skład. Podoba mi się również transfer Kacpra Karaska, pozyskanego z Motoru. Liczę, że ten zawodnik da nam w tym sezonie trochę radości. Rywalizacja na jego pozycji jest dość duża, a dzisiaj pierwszym wyborem trenera jest Abdoul Tapsoba, natomiast Kacper z pewnością podniesie poziom rywalizacji.

Mimo to nadal sukcesywnie przeczesujecie południowe rynki w poszukiwaniu wzmocnień. Niedawno ogłoszono transfer Ronaldo za rekordową dla Radomiaka kwotę. Brzmi imponująco.
Ronaldo Lumungo Afonso to skrzydłowy, który został już zgłoszony do rozgrywek, więc jest szansa, że zadebiutuje w niedzielę. Na przedmeczowej konferencji trener Kaczmarek przyznał, że ma jeszcze dwa znaki zapytania w kadrze i sądzę, że jednym z nich jest właśnie Ronaldo. Tego zawodnika cechuje przede wszystkim szybkość, w zeszłym sezonie zanotował po pięć bramek i asyst w drugiej lidze portugalskiej, strzelonych wprawdzie rywalom z dołu tabeli, jednak jeśli przypomnimy sobie, że Capita przed transferem do Radomia również nie imponował liczbami, to możemy się spodziewać podobnej historii w przypadku Ronaldo. Sztab widzi w nim potencjał i talent do oszlifowania.

Wspomniałeś Capitę, którego żegnaliście przed wiosennym meczem z GieKSą. Bartek Jędrzejczak z twojej redakcji mówił wtedy, że dziurę po nim trudno będzie załatać. Udało się to zrobić w tym okienku?
W końcówce ubiegłego sezonu brak Capity był odczuwalny, chwilami nawet bardzo. Na ten moment nie mamy zawodnika o podobnej charakterystyce, a nie widzieliśmy jeszcze w akcji Ronaldo Lumungo. Potrzebujemy zawodnika z odpowiednim przyspieszeniem, który mógłby niepokoić rywali kontratakami i szybkimi wyjściami za linię obrony. W okresie przygotowawczym wpadł mi w oko Ché Nunnely, nowy nabytek, u którego widać potencjał, umiejętność dryblingu i szybkość, która powinna cechować naszych skrzydłowych. Uważam, że w przyszłości może rozwinąć się na tyle, że będzie wzbudzał zainteresowanie klubów zagranicznych.

Jakkolwiek nie byłaby montowana kadra Radomiaka, to kiedy trzeba dać coś ekstra, to na posterunku jest „Joao” Grzesik, wybrany zawodnikiem pierwszej kolejki Ekstraklasy. Jesienią dyskutowaliśmy o jego szansach na powołanie do kadry, którego ostatecznie się nie doczekał. Jaka jest dziś jego rola w Radomiu?
Wygląda na to, że Jankowi służy gra na skrzydle – najlepsze liczby osiągał i największe zainteresowanie mediów w kontekście kadry wzbudzał grając właśnie w pomocy. Runda wiosenna była w jego wykonaniu nieco słabsza, bo znów wrócił do gry w obronie, raz prawej, a raz lewej. Z Wieczystą znowu zagrał w drugiej linii, zaliczając bramkę i asystę. Wydaje się więc, że przekwalifikowanie go na pomocnika jest korzyścią dla drużyny, zwłaszcza że mamy dobrze obsadzone boki obrony w postaci Zié Ouattary i Conrado. Janek będzie więc mógł eksponować swoje walory ofensywne i liczę, że w tym sezonie jeszcze wiele bramek i asyst zaliczy.

Wspomniałeś już, że nie warto analizować wyników sparingów. Możemy się jednak bliżej przyjrzeć ligowemu meczowi z beniaminkiem z Krakowa. Wydaje się, że było to łatwe i spokojne zwycięstwo.
Widzę jeszcze kilka elementów do poprawy, zwłaszcza w obronie, ale wygląda na to, że klaruje się pierwsza jedenastka, która będzie w stanie skutecznie rywalizować w Ekstraklasie. Luquinhas będzie raczej grał wyżej, na pozycji 8 lub 10, a gdy skrzydła złapią optymalną formę, to będą mocne. W meczu z Wieczystą nasza gra wyglądała naprawdę przyzwoicie i nie pozwoliliśmy rywalom na wiele. Jeśli w kolejnych meczach będziemy prezentować się podobnie, to powtórka z ubiegłego sezonu jest bardzo prawdopodobna, a okolice 10 miejsca będą spokojnie w naszym zasięgu. Każde miejsce powyżej znów ocenię jako bardzo dobry wynik.

Wasz pierwszy rywal skupia na sobie uwagę mediów i kibiców, bo potencjał, zwłaszcza finansowy, jest tam ogromny. Czy równie mocni okażą się sportowo? Przed tygodniem to Radomiak zagrał tak dobrze czy Wieczysta tak słabo?
Rywale zaprezentowali się dobrze z przodu, problemy pojawiały się natomiast przede wszystkim w środku obrony. Czeka ich sporo pracy nad defensywą – jeśli to poprawią, to niejednemu w lidze urwą punkty. Uważam, że ten sezon będzie podobny do zeszłorocznego i sporo drużyn będzie zamieszanych w walkę o utrzymanie, a Wieczystą zaliczam do zespołów, które raczej się utrzymają, ale będą w tej grupie i na razie ligi nie zawojują.

Obok Bruk-Betu i Motoru Radomiak był ekipą, z którą w ubiegłym sezonie wygraliśmy oba mecze. Jak wspominasz tamte pojedynki?
Mecz w Katowicach był bardzo emocjonujący, nawet dla postronnych widzów. Spotkanie mogło się podobać, nam wprawdzie mniej, bo przegraliśmy 2:3, ale oglądaliśmy kilka bardzo ładnych bramek z obu stron. Z kolei w rewanżu mieliśmy ogromny niedosyt po porażce 0:1. Z przebiegu meczu byliśmy mimo wszystko drużyną lepszą, jeśli nie na tyle by wygrać, to przynajmniej nie przegrać. Dość nieszczęśliwa porażka po bramce Arkadiusza Jędrycha, który dobijał swój własny strzał.

Mam wrażenie, że w tamtym okresie sami wytrącaliście sobie z ręki atuty, bo na takiej nawierzchni po prostu nie da się grać kombinacyjnie w piłkę. Z tego też powodu byliśmy świadkami afery, po której z funkcji trenera zrezygnował Gonçalo Feio.
Nie chcę już do tego wracać, bo wszyscy w Radomiu chcemy zostawić za sobą wszystkie te negatywne, pozasportowe sprawy z ostatniego półrocza. Chcemy wreszcie oczyścić atmosferę po tamtych wydarzeniach i w nowy sezon wchodzić z wyczyszczonymi głowami. Trener Feio jesienią zdobył dla Radomiaka kilka cennych punktów, wiosna była już zdecydowanie słabsza. Po meczu z Katowicami doszło do szeroko opisywanego incydentu pomiędzy trenerem i radnym Dariuszem Wójcikiem, po którym trener pożegnał się z Radomiem. Pozostaje życzyć mu powodzenia w dalszej pracy i zostawić już ten temat za sobą.

Jedna rzecz łączy GieKSę i Radomiaka – u siebie wyglądamy zdecydowanie lepiej niż na wyjazdach. Nasze ostatnie zwycięstwo w delegacji przypadło właśnie na Radom, stąd cieszę się, że w niedzielę spotkamy się przy Nowej Bukowej. A Ty czego spodziewasz się po GieKSie, patrząc przez pryzmat dotychczas rozegranych przez nas spotkań?
GKS wygląda coraz lepiej z meczu na mecz. Druga połowa rewanżu z Žiliną mogła się podobać, a mnie szczególnie rzuciła się w oczy dobra gra Bartka Wolskiego. Ponadto uważam, że zdecydowana przewaga GKS-u nad Radomiakiem leży w linii ataku – Adam Zreľák i Ilja Szkurin z dobrej strony pokazali się w czwartek, dając jakość z przodu. Moim zdaniem w Radomiu potrzebujemy napastnika na tym poziomie, choć wiem, że zarząd i sztab mają na ten temat inne spojrzenie.

To ciekawe, bo akurat linia ataku jest najmocniej dyskutowaną formacją w Katowicach i wielu kibiców domaga się wzmocnień na tej pozycji.
W ciemno wziąłbym wymianę Zreľáka i Szkurina na dwóch dowolnych napastników z naszej kadry. Na dobrego napastnika trzeba zabezpieczyć niemałe pieniądze, zarówno na transfer, jak i wynagrodzenie. Radomiak obraca się w takich realiach finansowych, że bazuje na zawodnikach darmowych, którym kończą się kontrakty w innych klubach. Nawet takim zawodnikom trzeba jednak proponować odpowiednio wysokie stawki, aby przekonać ich do gry w Radomiu. Liczba napastników dostępnych dla nas jest więc ograniczona.

Trener Kaczmarek z uznaniem wypowiadał się o rosnącej formie GieKSy. Jaki twoim zdaniem mecz zobaczymy w niedzielę przy Nowej Bukowej?
Zwycięstwa takie jak z Žiliną budują pewność siebie i atmosferę. Tomasz Kaczmarek zwrócił też uwagę, że dwa mecze o stawkę więcej po stronie GKS-u na tym etapie sezonu nie są problemem, a wręcz atutem, bo jest więcej okazji na zgranie poszczególnych formacji. Mimo to myślę, że będzie to wyrównane, otwarte spotkanie, podobne do jesiennego meczu w Katowicach. Widzę formę zwyżkową w Radomiu, więc uważam, że nie przegramy, a po cichu liczę nawet na zwycięstwo. Łatwo jednak nie będzie i nawet jeśli przegramy, to nie będzie to żadnym zaskoczeniem. Faworytem tego meczu jest GKS.

Jaki wynik obstawiasz w niedzielę?
Jestem przekonany, że padną bramki, a remis 1:1 lub 2:2 nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Sercem typuję jednak zwycięstwo Radomiaka 2:1.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga