Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Szachy
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Jan Krzysztof Duda pokonał mistrza świata, prawdziwego dominatora
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W trakcie turnieju Altibox Norway Chess w Stavanger szachowy Arcymistrz grający w Wasko Hetmanie GKS-ie Katowice Jan Krzysztof Duda, pokonał Mistrza Świata Magnusa Carlsena.
Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali jedno spotkanie: na wyjeździe z Olimpią Elbląg. GieKSa wygrała 2:1 (1:1). Prasówkę po tym meczu tutaj. Drużyna żeńska w ramach 9 kolejki rozegrała u siebie z Rolnikiem Biedrzychowice. Piłkarki rozbiły przeciwniczki 5:0 (2:0). W następnym meczu panie spotkają się z liderem Czarnymi Sosnowiec na wyjeździe. Spotkanie po przerwie reprezentacyjnej w sobotę 31 października.
Ze względu na SARS COVID-19 siatkarze w minionym tygodniu nie rozegrali zaplanowanego meczu z MKS-em Będzin. Z tego samego powodu hokeiści rozegrali tylko jedno spotkanie, z Cracovią. W Krakowie wygrała GieKSa 5:1. Niedziele spotkanie z Energą Toruń zostało odwołane.
SZACHY
przegladsportowy.pl – DUDA ZNÓW OGRAŁ MISTRZA
Zwycięstwo i porażka z mistrzem świata Magnusem Carlsenem – to bilans weekendowych spotkań Jana-Krzysztofy Dudy w prestiżowym turnieju szachowym w Stavanger.
W Altibox Norway Chess bierze udział sześciu czołowych zawodników świata, a pula nagród wynosi w przeliczeniu ponad 700 tysięcy złotych. Zmagania toczą się systemem każdy z każdym – mecz i rewanż; przy czym w drugiej rundzie rywale spotykają się w odwrotnej kolejności niż w pierwszej, dlatego po sobotniej przegranej Carlsen tak szybko miał okazję do rewanżu w rywalizacji z Polakiem. A zwycięstwo naszego zawodnika naprawdę miało swoją wymowę. W szachach klasycznych norweski mistrz szachowy nie przegrywał przez 125 kolejnych partii, czyli od szachownicy odchodził niepokonany przez 2 lata 2 miesiące i 10 dni!
W sobotę, grając czarnymi poddał partię Dudzie po 63 posunięciach. Walczył do końca, a zdaniem obserwatorów starcia wielu zawodników pogodziłoby się z porażką znacznie wcześniej niż Carlsen. W niedzielę natomiast Polak – grając czarnymi – musiał już uznać wyższość bardziej utytułowanego Norwega.
22-letni Arcymistrz z Wieliczki w starciach ze starszym o niespełna osiem lat mistrzem świata radzi sobie wyjątkowo dobrze. Sobotnie zwycięstwo było czwartym meczem z rzędu, w którym mistrz świata nie dał mu rady. Duda pokonał Carlsena w partii szachów szybkich w maju w turnieju, który rozgrywanym był online (Lindores Ammey Rapid Challenge zaliczany się do cyklu Magnus Carlsen Invitational). W styczniu tego roku partia szachów klasycznych w holenderskim Wijk aan Zee zakończyła się remisem, tak jak i pojedynek podczas mistrzostw świata w szachach błyskawicznych w grudniu 2019 w Moskwie. Polak wygrał w Stavanger mimo, że we wcześniejszych spotkaniach imprezy w Norwegii nie spisywał się dobrze… Po trzech porażkach i remisie mówił nawet, że jest to jego najgorszy turniej w karierze. – Wygrana trochę poprawiła mi humor – stwierdził, dodając, że nie zasłania mu to całego obrazu turnieju, w którym generalnie poniósł straty jeśli chodzi o punkty rankingowe.
dziennikzachodni.pl – 22-latek z Katowic pokonał mistrza. Jan Krzysztof Duda wygrał pojedynek szachowy z niepokonanym Magnusem Carlsenem
[…] Sobota, 10 października, była dniem historycznym w polskim sporcie. Iga Świątek jako pierwsza Polka wygrała turniej Rolland Garros, a 22-letni Jan Krzysztof Duda wygrał pojedynek w szachy z mistrzem Magnusem Carlsenem, przerywając jego passę 125 meczów bez porażki.
Magnus Carlsen, norweski szachista, pozostawał niepokonany od 125 meczów, ustanawiając historyczne pasmo zwycięstw w szachach. Wczoraj, zmierzył się z Polakiem, Janem Krzysztofem Duda, który przerwał jego passę.
sportowefakty.wp.pl – Szachy. Jan Krzysztof Duda pokonał mistrza świata, prawdziwego dominatora
Magnus Carlsen był niepokonany od 31 lipca 2018 roku. Od tego czasu wygrał aż 125 partii szachowych. Tę wspaniałą passę przerwał Polak – Jan Krzysztof Duda. Światowe media piszą o prawdziwej sensacji.
[…] Doszło do niej podczas turnieju Altibox Norway Chess, który jest aktualnie rozgrywany w Stavanger. Impreza jest pierwszym dużym turniejem rozgrywanym stacjonarnie. W tym sezonie – przez pandemię koronawirusa – szachiści rywalizowali głównie zdalnie, poprzez łącza internetowe.
[…] – Oczywiście musiało się kiedyś to wydarzyć, ale jestem totalnie rozczarowany – przyznał po porażce Carlsen. – Naprawdę myślałem, że wygram. Popełniłem prosty, wręcz niewybaczalny błąd. Nie zauważyłem w pewnym momencie hetmana na c2.
– To twarz człowieka, który stara się ukryć swoje rozczarowanie – skomentował na antenie norweskiej telewizji TV2, Jon Ludvig Hammer, ekspert szachowy.
Co ciekawe, Duda w maju 2020 pokonał Carlsena, ale w innej formule, w szachach błyskawicznych. Szachista Wasko Hetman GKS Katowice przeżył wówczas „pięć minut” sławy. Stał się światowym bohaterem.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – GieKSa zbiła Rolnika
GieKSa powetowała sobie ostatnie niepowodzenia i dziś gładko pokonała Rolnik 5:0. Dublety ustrzeliły Zofia Buszewska i Klaudia Maciążka.
Gospodynie nie dały szans Rolnikowi. Już w 5. minucie do siatki trafiła Miłek, lecz sędzi Ewa Żyła dopatrzyła się spalonego. Na szczęście dla gospodyń chwilę później wynik już prawidłowo otworzyła Zofia Buszewska. GieKSA powoli się rozpędzała i raz po raz strzelała na bramę Dominiczak. Szalała Maciążka. W 35. minucie była bliska nawet zdobycia gola, lecz zawodniczki przyjezdnych wybiły piłkę z linii bramkowej. Dwie minuty później już była bezbłędna, po świetnym rajdzie strzelając bramkę na 2:0.
Po zmianie stron swoje okazje miał Rolnik, lecz był dziś za słaby na GieKSę. Już od 71. minuty worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Po raz drugi trafiła Buszewska. Dziesięć minut później po dograniu Kłody na 4:0 podwyższyła Maciążka. Wynik w samej końcówce ustaliła Klaudia Miłek.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Rolnik 5:0. Dziewczyny zagrały na Bukowej!
Piłkarki GKS Katowice bez problemów pokonały Rolnika Biedrzychowice, jedną z najsłabszych drużyn Ekstraligi. Mecz odbył się – co jest rzadkością dla sekcji kobiecej – na Bukowej.
Zespół piłkarek GKS Katowice na rozgrzewkę przed meczem z Rolnikiem Biedrzychowice/Głogówek wyszedł w koszulkach z napisem „Siwa, Ola – czekamy na Was!”. Akcja była dedykowana kontuzjowanym Nicoli Brzęczek i Aleksandrze Drąg.
Spotkanie odbyło się na stadionie przy Bukowej. Gospodynie rozpoczęły go z impetem, ale pierwszy gol nie został uznany ze względu na pozycję spaloną. Potem jednak bramki padały już zgodnie z przepisami. Po dwie zdobyły Zofia Buszewska i Klaudia Maciążka, jedną dołożyła Klaudia Miłek.
SIATKÓWKA
siatka.org – Czarne chmury nad Plusligą. Kolejny mecz odwołany
To już druga tego typu decyzja podjęta przez PLS. Kilka godzin temu odwołany został mecz TAURON Ligi, a już spłynęła informacja, że nie odbędzie się także zaplanowany na weekend mecz Plusligi. Kilka dni temu do ekip, które w najbliższym czasie nie rozegrają swoich spotkań ze względu na zakażenie dołączył MKS Będzin. Stąd podjęto decyzję o odwołaniu piątkowego meczu.
Poniżej publikujemy oficjalną informację klubu GKS Katowice w sprawie nadchodzącego meczu:
Ze względu na kwarantannę związaną z COVID-19 w drużynach @mksbedzinsa i GKS-u Katowice Polska Liga Siatkówki S.A. odwołała mecz z udziałem tych drużyn, który miał zostać rozegrany 9.10 br. o godzinie 17:30.
Nowy termin meczu zostanie ustalony w czasie późniejszym.
2 nowe przypadki koronawirusa w GKS-ie Katowice
Kilka dni temu stwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa w GKS-ie Katowice. Drużyna pozostaje w izolacji od 3 października, w czwartek wykonano testy RT-PCR na obecność w organizmie koronawirusa COVID-19. Pozytywne wyniki tych testów otrzymało dwóch kolejnych członków drużyny.
Po stwierdzeniu pierwszego przypadku koronawirusa w obozie GKS-u Katowice, został odwołany mecz z Cuprum Lubin, a także pojedynek z MKS-em Będzin. Jak informuje klub, w dniu 8 października br. drużyna GKS-u Katowice, pozostająca w izolacji od 3 października, przeszła testy RT-PCR na obecność w organizmie koronawirusa COVID-19. Dzień później poznano wyniki przeprowadzonych testów. Obecność wirusa wykryto u dwóch kolejnych członków drużyny, pozostałe testy dały wynik negatywny. Na chwilę obecną zakażonych jest trzech przedstawicieli zespołu.
Klub poinformował, że zarażeni przechodzą chorobę łagodnie, występuje u nich część objawów typowych dla zachorowania na koronawirusa COVID-19. W związku z wykryciem kolejnych zakażeń służby sanitarne wydłużyły okres izolacji zespołu do poniedziałku 12 października. Po zakończeniu izolacji drużyna przejdzie kolejne badania, by w pełni zdrowia wrócić do treningów.
GKS Katowice pozostaje w nieustannym w kontakcie z Polską Ligą Siatkówki i służbami sanitarnymi i będzie informować o wszelkich zmianach związanych z terminarzem PlusLigi i sytuacją zdrowotną w drużynie.
HOKEJ
hokej.net – GieKSa rozbiła „Pasy”. Kruczek skarcił dawnych kolegów
Hokeiści GKS-u Katowice wygrali w wyjazdowym meczu z Comarch Cracovią aż 5:1. Kluczowa okazała się być pierwsza tercja, w której Robert Kowalówka skapitulował czterokrotnie. Godne odnotowania jest również trafienie Macieja Kruczka, któremu przed meczem działacze Cracovii zgotowali uroczyste podziękowanie za lata gry przy Siedleckiego. […] Ku ironii losu, to właśnie on otworzył wynik spotkania. Niedokładne wyprowadzenie krążka przez defensywę „Pasów” doprowadziło do tego, że rodowity kryniczanin stanął przed szansą do strzału „z pierwszego krążka” i potężnym uderzeniem pokonał Roberta Kowalówkę. O ile od pierwszych sekund obydwa zespoły wyszły na lód z ofensywnym nastawieniem, to właśnie pierwsze trafienie sprawiło, iż to goście stali się stroną dominującą. Gospodarze popełniali proste błędy, a Robert Kowalówka ponownie nie poradził sobie ze strzałem sprzed niebieskiej, tym razem autorstwa Patryka Wajdy. Kumulacją ich niefrasobliwości była podwójna przewaga katowiczan, którą zwieńczył Grzegorz Pasiut. W ostatniej minucie pierwszej odsłony Kowalówka został wręcz ośmieszony przez Patryka Krężołka i po przepuszczeniu czwartej bramki został zmieniony, a jego miejsce zajął Michael Petrásek.
Solidna zaliczka po pierwszej tercji wpłynęła negatywnie na tempo dalszej części spotkania. GieKSa wciąż potwierdzała swą dominację na tafli, lecz w jej szeregi wkradło się drobne rozluźnienie powodujące błędy. Po pomyłce Patryka Wajdy w znakomitej sytuacji strzeleckiej znalazł się Tomáš Franek i po samotnym najeździe zdobył jedyne dzisiejszego wieczoru trafienie dla Cracovii. Gdyby krakowianom udało się pójść za ciosem, zapewne czekałaby nas jeszcze masa emocji. Nikt jednak nie znalazł już sposobu na świetnie dysponowanego Juraja Šimbocha.
Trzecia odsłona była już tylko formalnością. Zawodnicy GKS-u nie mieli wielkiego apetytu na kolejne trafienia, gracze „Pasów” natomiast całkowicie utracili wiarę w odrobienie losów tego pojedynku. Kibicom na pocieszenie zostało więc ładne trafienie Miiki Franssili, który dzisiaj przejawiał silny ciąg na bramkę i w końcu dopiął swego..
Comarch Cracovia – GKS Katowice 1:5 (0:4, 1:0, 0:1)
PILNE. Niedzielny mecz odwołany!
Niedzielne spotkanie GKS-u Katowice z KH Energą Toruń zostało odwołane. Powód? Niepokojące objawy wśród toruńskiej drużyny, która udała się na izolację.
W związku ze zgłoszeniami toruńskich zawodników dotyczących niepożądanych objawów choroby, które od sobotniego poranka spływały do toruńskiego klubu, szefostwo KH Energi Toruń wystąpiło do Polskiej Hokej Ligi o odwołanie niedzielnego starcia z GKS-em Katowice.
W porozumieniu z komisarz Martą Zawadzką i klubem ze stolicy Górnego Śląska, spotkanie zostało odwołane i odbędzie się w innym terminie. Jednocześnie KH Energa zawiesiła treningi do czasu wyjaśnienia stanu zdrowia hokeistów. Niewykluczone, że również kolejne mecze z udziałem torunian zostaną przełożone.
Przypomnijmy, że w piątek okazało się, że zakażony koronawirusem jest Juryj Czuch, trener toruńskiej drużyny.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze