Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Jan Krzysztof Duda faworytem mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych, GieKSa znalazła patent, GKS Katowice liderem po jesieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W dniach 18 – 20 grudnia odbędą się mistrzostwa Europy w szachach błyskawicznych, w formule online. Według mediów faworytem jest Jan Krzysztof Duda.

Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali ostatnie spotkanie ligowe w 2020 roku, w którym pokonali Stal Rzeszów 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Piłkarki zakończyły rundę jesienną, ostatnim akordem było losowanie 1/8 rozgrywek Pucharu Polski w którym drużyna GieKSy została skojarzona z Śląskiem Wrocław. Spotkanie zostanie rozegrane w 17 marca w Katowicach. Sztab szkoleniowy piłkarek ogłosił plan przygotowania drużyny do rundy wiosennej sezonu 2020/21.

Siatkarze w minionym tygodniu rozegrali mecz z Aluron CMC Warta Zawiercie, w którym wygrali 3:1. Następne spotkanie drużyna siatkarzy rozegra w sobotę, na wyjeździe z Cuprum Lubin. Drużyna w dwunastu spotkaniach zdobyła dwadzieścia jeden punktów i zajmuje siódme miejsce w tabeli. Hokeiści rozegrali również jedno spotkanie w którym pokonali lidera rozgrywek JKH GKS Jastrzębie, na wyjeździe 2:1.

 

SZACHY

rmf24.pl – Jan Krzysztof Duda faworytem mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych

„Do samego końca liczyliśmy, iż uda nam się zorganizować w Katowicach mistrzostwa Europy w szachach błyskawicznych w formie tradycyjnej, ale jesteśmy zmuszeni, by przyjąć wersję online. Jest to rozwiązanie bardzo innowacyjne, szachy dzięki nowym technologiom mają tę alternatywę, z której nie mogą skorzystać inne dyscypliny sportowe” – mówi Łukasz Turlej, wiceprezydent Światowej Federacji Szachowej. W imprezie, która odbędzie się w dniach 18-20 grudnia, udział weźmie ponad dwa tysiące europejskich szachistów, a centrum dowodzenia imprezy będzie w Katowicach.

Na razie lista zgłoszeń nie jest jeszcze zamknięta, ale wiadomo, że za pośrednictwem internetu w katowickim turnieju udział wezmą najlepsi szachiści Europy. Zaproszenia trafiły m.in. do polskich arcymistrzów Jana Krzysztofa Dudy, Mateusza Bartela, Radosława Wojtaszka czy katowiczanina Daniela Sadzikowskiego.

[…] Mam nadzieję, że wygra Polak, nawet jeśli nie będę to ja. Jeśli nic się złego nie wydarzy i wystartuję w tym turnieju, to obiecuję, że zrobię wszystko, by go wygrać – mówi Jan Krzysztof Duda, który nie ukrywa, że lubi grać w błyskawiczną odmianę szachów. Szachy błyskawiczne i szachy klasyczne to jak dwie różne gry. Wiadomo, że szachy błyskawiczne są zdecydowanie szybsze, tu nie ma czasu na liczenie, a gra się opiera głównie na intuicji. A ja jestem zawodnikiem intuicyjnym.

Po raz pierwszy mistrzostwa Europy w szachach błyskawicznych w Katowicach odbyły się w 2017 roku i były z pewnością jednym z największych wydarzeń w historii Europejskiej Unii Szachowej. Wypełniona hala Spodek, wspaniała atmosfera i świetna organizacja zawodów sprawiły, że w 2018 roku Katowice otrzymały prawo goszczenia uczestników mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych w 2020 i 2021 roku.

To ewenement, gdyż zazwyczaj prawo organizacji imprez przyznaje się tylko jednorazowo i najczęściej są to stolice państw. Współpraca z prezydentem Katowic była jednak na tyle dobra, że zdecydowano się powtórzyć tę imprezę – dodaje Turlej.

Prezydent miasta Marcin Krupa nie ukrywa, iż jest dumny z faktu, że Katowice, które razem z Ministerstwem Sportu wsparły organizacje grudniowych mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych, są najbardziej „szachowym” miastem w Polsce.

[…] Choć szachy przeżywają swój renesans dopiero w tym roku – to jednak w Katowicach od wielu lat wspieramy miłośników tego sportu, a szachiści Wasko HETMAN GKS Katowice w minionej dekadzie aż siedmiokrotnie stawali na najwyższym stopniu podium drużynowych mistrzostw Polski. Podczas zbliżających się mistrzostw oczywiście najmocniej będziemy trzymać kciuki za zawodników GieKSy i wszystkich Polaków. Jestem przekonany, że impreza ta przyczyni się do dalszej popularyzacji szachów w Polsce, a Katowice będą w kolejnych latach gospodarzem wielu międzynarodowych zawodów – mówi prezydent Krupa.

[…] Na najlepszych zawodników Mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych czekać będą, oczywiście oprócz medali, także nagrody finansowe. Kibice będą mieli możliwość obserwowania zmagań szachistów przez internet.

 

PIŁKA NOŻNA

laczynaspilka.pl – Poznaliśmy pary 1/8 finału

W środę w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej rozlosowano pary 1/8 finału Pucharu Polski kobiet w sezonie 2020/2021. Mecze tej fazy rozgrywek zostaną rozegrane 17 marca 2021 roku.

Zgodnie z Regulaminem Rozgrywek, podobnie jak w przypadku 1/32 i 1/16 finału, wszystkie pary losowane były z jednego koszyka. Gospodarzami meczów 1/8 finału Pucharu Polski są drużyny występujące w niższej klasie rozgrywkowej. W przypadku zespołów występujących w tej samej klasie rozgrywkowej gospodarzami są te, które podczas losowania danej pary zostały wylosowane jako pierwsze.

W 1/8 finału spotkania rozgrywane są w formule jednego meczu.

Pary 1/8 finału Pucharu Polski kobiet:

MKS Tarnovia Tarnów – TS ROW Rybnik

KKS Czarni Sosnowiec – AZS UJ Kraków

GKS Katowice – WKS Śląsk Wrocław

KKPK Medyk II Konin – BTS Rekord Bielsko-Biała

Respekt Myślenice – Sportis KKP Bydgoszcz

TME UKS SMS Łódź – KKPK Medyk Konin

KKP Stomilanki II Olsztyn – GKS Górnik Łęczna

KS Unifreeze Górzno – UKS 3 Staszkówka Jelna

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Przed losowaniem 1/8 finału Pucharu Polski

[…] Kalendarz Pucharu Polski

1/8 finału – 17.03.2020

1/4 finału – 21.04.2020

1/2 finału – 12.05.2020

FINAŁ – 6.06.2020

PZPN przyzna nagrody finansowe za udział w rozgrywkach o Puchar Polski :

– zdobywca PP na szczeblu WZPN – 5000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w III etapie – 8000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/8 finału – 10 000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/4 finału – 25 000 PLN netto

– drużyny wyeliminowane w 1/2 finału – 50 000 PLN netto

– finalista PP – 100 000 PLN netto.

 

gkskatowice.eu – Plan przygotowań piłkarek

[…] Choć zawodniczki GieKSy zakończyły tegoroczne zmagania 18 listopada wygranym meczem Pucharu Polski w Sosnowcu, to od tego czasu wciąż pozostawały w treningu. Na piątek 11 grudnia mają zaplanowane ostatnie wspólne zajęcia w 2020 r. Od teraz zaczną realizację indywidualnych planów treningowych.

Powrót do wspólnych treningów zaplanowano na poniedziałek 11 stycznia. W kolejnych dniach piłkarki przejdą szereg testów i badań. W trakcie zimowych przygotowań drużyna rozegra pięć meczów kontrolnych. Pierwsza wiosenna kolejka Ekstraligi zaplanowana jest na weekend 6/7 marca.

Plan przygotowań żeńskiej GieKSy
11 stycznia – powrót do treningów
24 stycznia – sparing GKS Katowice – Banik Ostrawa
30 stycznia: sparing GKS Katowice – GKS Górnik Łęczna
6 luty: GKS Katowice – Spartak Myjava/MSK Żylina
13 luty: GKS Katowice – TS ROW Rybnik
27 luty: GKS Katowice – Slovan Bratysława
6/7 marca: runda wiosenna Ekstraligi

 

2×45.info.pl – GKS Katowice liderem po jesieni, udana gonitwa Pogoni Siedlce, Chojniczanka kończy rok zwycięstwem

[…] Liderem GKS Katowice, czerwoną latarnią Hutnik Kraków, więc można powiedzieć, że szokujących wyników jak na razie nie ma. W bardzo dobrym stylu rok zakończyła Chojniczanka, która pokonała Lecha II aż 3:0 i to samo mógł zrobić Motor Lublin z Pogonią Siedlce, gdyby tylko nie dał ciała i w 7 minut takiej przewagi nie roztrwonił.

[…] Na pierwszym miejscu przezimuje za to GKS Katowice. Może jest to trochę papierowy lider, bo drugi Górnik Polkowice, który ma tyle samo punktów, ma też jeden mecz więcej do rozegrania, ale nie zmienia to faktu, że katowiczanie dość pewnie zmierzają po powrót na zaplecze Ekstraklasy tym razem skromnie pokonując Stal Rzeszów 1:0. Stal, będącą jeszcze niedawno w gronie zespołów mogących realnie myśleć o miejscu barażowym, teraz jednak ta perspektywa, po tym jak rzeszowianie w pięciu ostatnich meczach zdobyli tylko punkt, nieco się oddaliła.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS z ważną wygraną i kompletem punktów

Siatkarze GKS-u Katowice pokonali we własnej hali Aluron CMC Warta Zawiercie i po czterosetowym starciu zgarnęli komplet punktów do ligowej tabeli. Zawiercianie mieli swoje szanse w pierwszej i ostatniej partii, jednak wyrównane końcówki padły łupem gospodarzy. Dla katowickiej ekipy to siódma wygrana w sezonie.

[…] MVP: Kamil Kwasowski

GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:1 (28:26, 25:15, 20:25, 26:24)

 

plusliga.pl – GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:1

[…] Drużyna GKS-u nie ma najlepszych wspomnień z ostatniego wyjazdu do Rzeszowa i konfrontacji z Asseco Resovią, przegranej 0:3 po bezdyskusyjnej przewadze rywala. Nadarzyła się więc znakomita okazja poprawy reputacji w starciu z wyżej notowanym rywalem. I katowiczanie wykorzystali tę szansę. W meczu walki zdobyli komplet punktów.

[…] Katowiczanie zaczęli z dużym animuszem. Prowadzili m.in. 8:5, 10:6 i 13:8. Wydawało się, że dalej będą niepodzielnie panowali na boisku. Jednak w połowie partii było już tylko 16:15. Jeszcze m.in. po dobrej akcji Jarosza i błędach rywali GKS odskoczył na 19:16. Aluron CMC Warta nie poddawała się. odrobiła straty, podobnie jak przegrywając 24:22. Gospodarze mieli piłki setowe, ale wykorzystali dopiero gdy pomylił się Malinowski w ataku. Wcześniej punkt zdobył Jarosz.

W drugim secie o wyrównanej grze można mówić do stanu 11:9. Następnie GKS punktował rywala, powiększając przewagę. Grał już tylko jeden zespół, a miał ułatwione zadanie przy słabym ataku zespołu gości. Zmiany w drużynie z Zawiercia nie dawały rezultatu.

Trzecią partię otworzył Adrian Buchowski. GKS chciał jak najszybciej wygrać spotkanie. Jednak rywal nie zamierzał ułatwiać zadania. Coraz lepiej grał Mateusz Malinowski. Goście minimalnie prowadzili, a w końcówce ich przewaga stała się wuraźniejsza i zasłużenie wygrali.

Czwartą i jak się później okazało ostatnią gospodarze zaczęli od prowadzenia 6:3. Po bloku Miłosza Zniszczoła było 14:9 i wydawało się, że nie dojdzie do nerwowej końcówki. Jednak kilka minut potem trener GKS prosił o kolejny czas po stracie trzech oczek z rzędu. Należało zachować maksymalną koncentrację, by utrzymać korzystny rezultat i GieKSa umiała ją zachować, do tego dokładając ważny punkt blokiem na 20:17. Po błędzie Kwasowskiego w przyjęciu doszło do remisu po 22, a potem kolejnej gry na przewagi. Ale i tym razem GKS był lepszy.

 

HOKEJ

hokej.net – Koniec passy JKH. GieKSa znalazła patent

GKS Katowice okazał się być pierwszą drużyną od 23 października, która znalazła sposób na JKH GKS Jastrzębie, wygrywając 2:1. W niezwykle zaciętym spotkaniu decydująca okazała się być trzecia tercja, kiedy to padły wszystkie trafienia w tym meczu.

Jastrzębianie nie tak wyobrażali sobie zakończenie roku. Po serii dwunastu zwycięstw po raz trzeci w tym sezonie chcieli dopisać w swym rozkładzie zwycięstwo nad katowicką GieKSą. Szyki pokrzyżowali im jednakże podopieczni trenera Andrieja Parfionowa, głównie za sprawą jednego z zeszłorocznych liderów JKH – Jessego Rohtli. Katowiczanie natomiast ponownie dali popis dobrej gry w obronie, a do tego dołożyli dwa trafienia, czego zabrakło im w ostatnim meczu przeciwko Unii Oświęcim.

Wynik meczu mógł otworzyć się już na samym początku, kiedy to Jesse Rohtla zmarnował doskonałe dogranie… Romana Ráca. Słowacki napastnik popełnił za własną bramką fatalny błąd, lecz na jego szczęście filigranowy Fin strzelił wprost w bramkarza. Miał on okazję na rehabilitację kilka minut później, lecz ponownie przegrał pojedynek z Nechvátalem. Dodatkowo, golkiper JKH poradził sobie również z dobitką Mikaela Kuronena. W pierwszej odsłonie to katowiczanie częściej nękali bramkarza przeciwnika, lecz i hokeiści znad czeskiej granicy mieli swoje szanse. Żadna ze stron nie zdołała jednak rozsupłać worka z bramkami, co zwiastowało sporo emocji w kolejnej odsłonie.

Druga tercja rozpoczęła się w niemalże bliźniaczy sposób, a więc od kolejnego błędu Ráca, który nie zrozumiał się z Kasperlíkiem. Krążek przejął Mateusz Michalski i mało zabrakło, by mógł cieszyć się z trafienia. Nechvátal był jednak na posterunku. Znakomite okazje mieli także Szymon Mularczyk oraz cierpiący dziś na problemy ze skutecznością Mikael Kuronen, natomiast po stronie gospodarzy największą aktywnością wykazał się Dominik Paś. Ostatni z wymienionych był zamieszany w kontrowersyjną sytuację, kiedy to po defensywnej interwencji Oskara Krawczyka wpadł na Juraja Šimbocha. Rozsierdziło to Słowaka, który uderzył leżącego jastrzębianina odbijaczką w głowę. Sędziowali zadecydowali jednak, że wykluczenie należy się obydwu stronom, co spotkało się ze sporym protestem z boksu gospodarzy. Oglądając powtórki wideo, ciężko jest się doszukać winy napastnika JKH. Nie zmienia to jednak faktu, że obydwaj bramkarze spisywali się wyśmienicie, a losy meczu miały rozstrzygnąć się w ostatnich 20 minutach.

Na pierwsze trafienie czekaliśmy równe cztery minuty trzeciej tercji, kiedy to uderzeniem z nadgarstka spod linii niebieskiej zasłoniętego Nechvátala zaskoczył kompletnie Mateusz Zieliński. Katowiczanie nie mieli jednak okazji do zbyt długiego świętowania trafienia, bowiem już chwilę później w tym samym czasie na ławkę kar zostali odesłani Jesse Rohtla i Patryk Wajda.  Roman Rác zrehabilitował się za poprzednie błędy i sprytnym zagraniem obsłużył niepilnowanego Marka Hovorkę, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko wsunąć „gumę” do pustej bramki. Obydwie strony szukały swoich szans, a decydujące trafienie padło łupem drużyny przyjezdnej. Kostek stracił za własną bramką krążek na rzecz Kuronena, a ten dograł do Jessego Rohtli, który skarcił swój były zespół. Jastrzębianie mieli jeszcze swoją okazję w przewadze po faulu Miiki Franssili, a później trener Róbert Kaláber próbował  zmotywować swoich zawodników biorąc czas oraz dokonując manewru z wycofaniem bramkarza, jednakże i to nie przyniosło skutku.

[…] JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 1:2 (0:0, 0:0, 1:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie możemy tak działać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.

Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.

Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.

Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo  mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.

Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.

Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.

Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Piłka to gra momentów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.

Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.

Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.

Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.

Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.

No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.

Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.

Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.

Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.

Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.

Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.

Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.

Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga