Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Jan Krzysztof Duda faworytem mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych, GieKSa znalazła patent, GKS Katowice liderem po jesieni
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W dniach 18 – 20 grudnia odbędą się mistrzostwa Europy w szachach błyskawicznych, w formule online. Według mediów faworytem jest Jan Krzysztof Duda.
Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali ostatnie spotkanie ligowe w 2020 roku, w którym pokonali Stal Rzeszów 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Piłkarki zakończyły rundę jesienną, ostatnim akordem było losowanie 1/8 rozgrywek Pucharu Polski w którym drużyna GieKSy została skojarzona z Śląskiem Wrocław. Spotkanie zostanie rozegrane w 17 marca w Katowicach. Sztab szkoleniowy piłkarek ogłosił plan przygotowania drużyny do rundy wiosennej sezonu 2020/21.
Siatkarze w minionym tygodniu rozegrali mecz z Aluron CMC Warta Zawiercie, w którym wygrali 3:1. Następne spotkanie drużyna siatkarzy rozegra w sobotę, na wyjeździe z Cuprum Lubin. Drużyna w dwunastu spotkaniach zdobyła dwadzieścia jeden punktów i zajmuje siódme miejsce w tabeli. Hokeiści rozegrali również jedno spotkanie w którym pokonali lidera rozgrywek JKH GKS Jastrzębie, na wyjeździe 2:1.
SZACHY
rmf24.pl – Jan Krzysztof Duda faworytem mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych
„Do samego końca liczyliśmy, iż uda nam się zorganizować w Katowicach mistrzostwa Europy w szachach błyskawicznych w formie tradycyjnej, ale jesteśmy zmuszeni, by przyjąć wersję online. Jest to rozwiązanie bardzo innowacyjne, szachy dzięki nowym technologiom mają tę alternatywę, z której nie mogą skorzystać inne dyscypliny sportowe” – mówi Łukasz Turlej, wiceprezydent Światowej Federacji Szachowej. W imprezie, która odbędzie się w dniach 18-20 grudnia, udział weźmie ponad dwa tysiące europejskich szachistów, a centrum dowodzenia imprezy będzie w Katowicach.
Na razie lista zgłoszeń nie jest jeszcze zamknięta, ale wiadomo, że za pośrednictwem internetu w katowickim turnieju udział wezmą najlepsi szachiści Europy. Zaproszenia trafiły m.in. do polskich arcymistrzów Jana Krzysztofa Dudy, Mateusza Bartela, Radosława Wojtaszka czy katowiczanina Daniela Sadzikowskiego.
[…] Mam nadzieję, że wygra Polak, nawet jeśli nie będę to ja. Jeśli nic się złego nie wydarzy i wystartuję w tym turnieju, to obiecuję, że zrobię wszystko, by go wygrać – mówi Jan Krzysztof Duda, który nie ukrywa, że lubi grać w błyskawiczną odmianę szachów. Szachy błyskawiczne i szachy klasyczne to jak dwie różne gry. Wiadomo, że szachy błyskawiczne są zdecydowanie szybsze, tu nie ma czasu na liczenie, a gra się opiera głównie na intuicji. A ja jestem zawodnikiem intuicyjnym.
Po raz pierwszy mistrzostwa Europy w szachach błyskawicznych w Katowicach odbyły się w 2017 roku i były z pewnością jednym z największych wydarzeń w historii Europejskiej Unii Szachowej. Wypełniona hala Spodek, wspaniała atmosfera i świetna organizacja zawodów sprawiły, że w 2018 roku Katowice otrzymały prawo goszczenia uczestników mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych w 2020 i 2021 roku.
To ewenement, gdyż zazwyczaj prawo organizacji imprez przyznaje się tylko jednorazowo i najczęściej są to stolice państw. Współpraca z prezydentem Katowic była jednak na tyle dobra, że zdecydowano się powtórzyć tę imprezę – dodaje Turlej.
Prezydent miasta Marcin Krupa nie ukrywa, iż jest dumny z faktu, że Katowice, które razem z Ministerstwem Sportu wsparły organizacje grudniowych mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych, są najbardziej „szachowym” miastem w Polsce.
[…] Choć szachy przeżywają swój renesans dopiero w tym roku – to jednak w Katowicach od wielu lat wspieramy miłośników tego sportu, a szachiści Wasko HETMAN GKS Katowice w minionej dekadzie aż siedmiokrotnie stawali na najwyższym stopniu podium drużynowych mistrzostw Polski. Podczas zbliżających się mistrzostw oczywiście najmocniej będziemy trzymać kciuki za zawodników GieKSy i wszystkich Polaków. Jestem przekonany, że impreza ta przyczyni się do dalszej popularyzacji szachów w Polsce, a Katowice będą w kolejnych latach gospodarzem wielu międzynarodowych zawodów – mówi prezydent Krupa.
[…] Na najlepszych zawodników Mistrzostw Europy w szachach błyskawicznych czekać będą, oczywiście oprócz medali, także nagrody finansowe. Kibice będą mieli możliwość obserwowania zmagań szachistów przez internet.
PIŁKA NOŻNA
laczynaspilka.pl – Poznaliśmy pary 1/8 finału
W środę w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej rozlosowano pary 1/8 finału Pucharu Polski kobiet w sezonie 2020/2021. Mecze tej fazy rozgrywek zostaną rozegrane 17 marca 2021 roku.
Zgodnie z Regulaminem Rozgrywek, podobnie jak w przypadku 1/32 i 1/16 finału, wszystkie pary losowane były z jednego koszyka. Gospodarzami meczów 1/8 finału Pucharu Polski są drużyny występujące w niższej klasie rozgrywkowej. W przypadku zespołów występujących w tej samej klasie rozgrywkowej gospodarzami są te, które podczas losowania danej pary zostały wylosowane jako pierwsze.
W 1/8 finału spotkania rozgrywane są w formule jednego meczu.
Pary 1/8 finału Pucharu Polski kobiet:
MKS Tarnovia Tarnów – TS ROW Rybnik
KKS Czarni Sosnowiec – AZS UJ Kraków
GKS Katowice – WKS Śląsk Wrocław
KKPK Medyk II Konin – BTS Rekord Bielsko-Biała
Respekt Myślenice – Sportis KKP Bydgoszcz
TME UKS SMS Łódź – KKPK Medyk Konin
KKP Stomilanki II Olsztyn – GKS Górnik Łęczna
KS Unifreeze Górzno – UKS 3 Staszkówka Jelna
tylkokobiecyfutbol.pl – Przed losowaniem 1/8 finału Pucharu Polski
[…] Kalendarz Pucharu Polski
1/8 finału – 17.03.2020
1/4 finału – 21.04.2020
1/2 finału – 12.05.2020
FINAŁ – 6.06.2020
PZPN przyzna nagrody finansowe za udział w rozgrywkach o Puchar Polski :
– zdobywca PP na szczeblu WZPN – 5000 PLN netto
– drużyny wyeliminowane w III etapie – 8000 PLN netto
– drużyny wyeliminowane w 1/8 finału – 10 000 PLN netto
– drużyny wyeliminowane w 1/4 finału – 25 000 PLN netto
– drużyny wyeliminowane w 1/2 finału – 50 000 PLN netto
– finalista PP – 100 000 PLN netto.
gkskatowice.eu – Plan przygotowań piłkarek
[…] Choć zawodniczki GieKSy zakończyły tegoroczne zmagania 18 listopada wygranym meczem Pucharu Polski w Sosnowcu, to od tego czasu wciąż pozostawały w treningu. Na piątek 11 grudnia mają zaplanowane ostatnie wspólne zajęcia w 2020 r. Od teraz zaczną realizację indywidualnych planów treningowych.
Powrót do wspólnych treningów zaplanowano na poniedziałek 11 stycznia. W kolejnych dniach piłkarki przejdą szereg testów i badań. W trakcie zimowych przygotowań drużyna rozegra pięć meczów kontrolnych. Pierwsza wiosenna kolejka Ekstraligi zaplanowana jest na weekend 6/7 marca.
Plan przygotowań żeńskiej GieKSy
11 stycznia – powrót do treningów
24 stycznia – sparing GKS Katowice – Banik Ostrawa
30 stycznia: sparing GKS Katowice – GKS Górnik Łęczna
6 luty: GKS Katowice – Spartak Myjava/MSK Żylina
13 luty: GKS Katowice – TS ROW Rybnik
27 luty: GKS Katowice – Slovan Bratysława
6/7 marca: runda wiosenna Ekstraligi
2×45.info.pl – GKS Katowice liderem po jesieni, udana gonitwa Pogoni Siedlce, Chojniczanka kończy rok zwycięstwem
[…] Liderem GKS Katowice, czerwoną latarnią Hutnik Kraków, więc można powiedzieć, że szokujących wyników jak na razie nie ma. W bardzo dobrym stylu rok zakończyła Chojniczanka, która pokonała Lecha II aż 3:0 i to samo mógł zrobić Motor Lublin z Pogonią Siedlce, gdyby tylko nie dał ciała i w 7 minut takiej przewagi nie roztrwonił.
[…] Na pierwszym miejscu przezimuje za to GKS Katowice. Może jest to trochę papierowy lider, bo drugi Górnik Polkowice, który ma tyle samo punktów, ma też jeden mecz więcej do rozegrania, ale nie zmienia to faktu, że katowiczanie dość pewnie zmierzają po powrót na zaplecze Ekstraklasy tym razem skromnie pokonując Stal Rzeszów 1:0. Stal, będącą jeszcze niedawno w gronie zespołów mogących realnie myśleć o miejscu barażowym, teraz jednak ta perspektywa, po tym jak rzeszowianie w pięciu ostatnich meczach zdobyli tylko punkt, nieco się oddaliła.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS z ważną wygraną i kompletem punktów
Siatkarze GKS-u Katowice pokonali we własnej hali Aluron CMC Warta Zawiercie i po czterosetowym starciu zgarnęli komplet punktów do ligowej tabeli. Zawiercianie mieli swoje szanse w pierwszej i ostatniej partii, jednak wyrównane końcówki padły łupem gospodarzy. Dla katowickiej ekipy to siódma wygrana w sezonie.
[…] MVP: Kamil Kwasowski
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:1 (28:26, 25:15, 20:25, 26:24)
plusliga.pl – GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:1
[…] Drużyna GKS-u nie ma najlepszych wspomnień z ostatniego wyjazdu do Rzeszowa i konfrontacji z Asseco Resovią, przegranej 0:3 po bezdyskusyjnej przewadze rywala. Nadarzyła się więc znakomita okazja poprawy reputacji w starciu z wyżej notowanym rywalem. I katowiczanie wykorzystali tę szansę. W meczu walki zdobyli komplet punktów.
[…] Katowiczanie zaczęli z dużym animuszem. Prowadzili m.in. 8:5, 10:6 i 13:8. Wydawało się, że dalej będą niepodzielnie panowali na boisku. Jednak w połowie partii było już tylko 16:15. Jeszcze m.in. po dobrej akcji Jarosza i błędach rywali GKS odskoczył na 19:16. Aluron CMC Warta nie poddawała się. odrobiła straty, podobnie jak przegrywając 24:22. Gospodarze mieli piłki setowe, ale wykorzystali dopiero gdy pomylił się Malinowski w ataku. Wcześniej punkt zdobył Jarosz.
W drugim secie o wyrównanej grze można mówić do stanu 11:9. Następnie GKS punktował rywala, powiększając przewagę. Grał już tylko jeden zespół, a miał ułatwione zadanie przy słabym ataku zespołu gości. Zmiany w drużynie z Zawiercia nie dawały rezultatu.
Trzecią partię otworzył Adrian Buchowski. GKS chciał jak najszybciej wygrać spotkanie. Jednak rywal nie zamierzał ułatwiać zadania. Coraz lepiej grał Mateusz Malinowski. Goście minimalnie prowadzili, a w końcówce ich przewaga stała się wuraźniejsza i zasłużenie wygrali.
Czwartą i jak się później okazało ostatnią gospodarze zaczęli od prowadzenia 6:3. Po bloku Miłosza Zniszczoła było 14:9 i wydawało się, że nie dojdzie do nerwowej końcówki. Jednak kilka minut potem trener GKS prosił o kolejny czas po stracie trzech oczek z rzędu. Należało zachować maksymalną koncentrację, by utrzymać korzystny rezultat i GieKSa umiała ją zachować, do tego dokładając ważny punkt blokiem na 20:17. Po błędzie Kwasowskiego w przyjęciu doszło do remisu po 22, a potem kolejnej gry na przewagi. Ale i tym razem GKS był lepszy.
HOKEJ
hokej.net – Koniec passy JKH. GieKSa znalazła patent
GKS Katowice okazał się być pierwszą drużyną od 23 października, która znalazła sposób na JKH GKS Jastrzębie, wygrywając 2:1. W niezwykle zaciętym spotkaniu decydująca okazała się być trzecia tercja, kiedy to padły wszystkie trafienia w tym meczu.
Jastrzębianie nie tak wyobrażali sobie zakończenie roku. Po serii dwunastu zwycięstw po raz trzeci w tym sezonie chcieli dopisać w swym rozkładzie zwycięstwo nad katowicką GieKSą. Szyki pokrzyżowali im jednakże podopieczni trenera Andrieja Parfionowa, głównie za sprawą jednego z zeszłorocznych liderów JKH – Jessego Rohtli. Katowiczanie natomiast ponownie dali popis dobrej gry w obronie, a do tego dołożyli dwa trafienia, czego zabrakło im w ostatnim meczu przeciwko Unii Oświęcim.
Wynik meczu mógł otworzyć się już na samym początku, kiedy to Jesse Rohtla zmarnował doskonałe dogranie… Romana Ráca. Słowacki napastnik popełnił za własną bramką fatalny błąd, lecz na jego szczęście filigranowy Fin strzelił wprost w bramkarza. Miał on okazję na rehabilitację kilka minut później, lecz ponownie przegrał pojedynek z Nechvátalem. Dodatkowo, golkiper JKH poradził sobie również z dobitką Mikaela Kuronena. W pierwszej odsłonie to katowiczanie częściej nękali bramkarza przeciwnika, lecz i hokeiści znad czeskiej granicy mieli swoje szanse. Żadna ze stron nie zdołała jednak rozsupłać worka z bramkami, co zwiastowało sporo emocji w kolejnej odsłonie.
Druga tercja rozpoczęła się w niemalże bliźniaczy sposób, a więc od kolejnego błędu Ráca, który nie zrozumiał się z Kasperlíkiem. Krążek przejął Mateusz Michalski i mało zabrakło, by mógł cieszyć się z trafienia. Nechvátal był jednak na posterunku. Znakomite okazje mieli także Szymon Mularczyk oraz cierpiący dziś na problemy ze skutecznością Mikael Kuronen, natomiast po stronie gospodarzy największą aktywnością wykazał się Dominik Paś. Ostatni z wymienionych był zamieszany w kontrowersyjną sytuację, kiedy to po defensywnej interwencji Oskara Krawczyka wpadł na Juraja Šimbocha. Rozsierdziło to Słowaka, który uderzył leżącego jastrzębianina odbijaczką w głowę. Sędziowali zadecydowali jednak, że wykluczenie należy się obydwu stronom, co spotkało się ze sporym protestem z boksu gospodarzy. Oglądając powtórki wideo, ciężko jest się doszukać winy napastnika JKH. Nie zmienia to jednak faktu, że obydwaj bramkarze spisywali się wyśmienicie, a losy meczu miały rozstrzygnąć się w ostatnich 20 minutach.
Na pierwsze trafienie czekaliśmy równe cztery minuty trzeciej tercji, kiedy to uderzeniem z nadgarstka spod linii niebieskiej zasłoniętego Nechvátala zaskoczył kompletnie Mateusz Zieliński. Katowiczanie nie mieli jednak okazji do zbyt długiego świętowania trafienia, bowiem już chwilę później w tym samym czasie na ławkę kar zostali odesłani Jesse Rohtla i Patryk Wajda. Roman Rác zrehabilitował się za poprzednie błędy i sprytnym zagraniem obsłużył niepilnowanego Marka Hovorkę, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko wsunąć „gumę” do pustej bramki. Obydwie strony szukały swoich szans, a decydujące trafienie padło łupem drużyny przyjezdnej. Kostek stracił za własną bramką krążek na rzecz Kuronena, a ten dograł do Jessego Rohtli, który skarcił swój były zespół. Jastrzębianie mieli jeszcze swoją okazję w przewadze po faulu Miiki Franssili, a później trener Róbert Kaláber próbował zmotywować swoich zawodników biorąc czas oraz dokonując manewru z wycofaniem bramkarza, jednakże i to nie przyniosło skutku.
[…] JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 1:2 (0:0, 0:0, 1:2)
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Najnowsze komentarze