Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Młokos dał sygnał – multisekcyjny przegląd mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich sześciu dni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Przygotowujące się do rundy wiosennej zespoły piłkarek oraz piłkarzy rozegrali kolejne spotkania sparingowe. Panie zmierzyły się w niedzielę z rywalkami z Ekstraligi, drużyną Śląska Wrocław. Po golu Anity Turkiewicz wygrał nasz zespół 1:0 (0:0). W niedzielę piłkarki rozegrają kolejny test-mecz, z Medykiem Polomarket Konin. Drużyna męska zmierzyła w sobotę się z GKS-em Jastrzębie. GieKSa wygrała 2:1 (0:0) po dwóch golach Patryka Szwedzika. Zespół obecnie przebywa na zgrupowaniu w Bielsku-Białej, gdzie rozegra trzy spotkania sparingowe, z tego dwa jutro (z Podbeskidziem i Ruchem Radzionków) oraz w sobotę (z LKS-em Goczałkowice-Zdrój).

Siatkarze rozegrali dwa spotkania, oba zwycięskie. W ramach rozgrywek Pucharu Polski pokonali Mickiewicza Kluczbork 3:0 oraz w PlusLidze z LUKiem Lublin 3:1. Kolejne ligowe spotkanie drużyna rozegra w niedzielę, na wyjeździe z AZS-em Olsztyn.

Hokeiści rozegrali jedno spotkanie, z liderem rozgrywek Re-Plast Unią Oświęcim. Dzięki zwycięstwu po dogrywce, w tym spotkaniu 4:3, nasz zespół zmniejszył dystans do lidera do jednego punktu. W najbliższych dniach drużyna rozegra trzy spotkania: dzisiaj, z Zagłębiem, w piątek z GKS-em Tychy oraz w niedzielę z JKH GKS-em Jastrzębie.

 

PIŁKA NOŻNA

twitter.com – WKS Śląsk Wrocław Piłka Nożna Kobiet@wkspilkakobiet

Cenną lekcją dla naszych zawodniczek był dzisiejszy sparing z GKS-em Katowice ⚽

Tym razem w spotkaniu rozgrywanym na Kłokoczycach padła tylko jedna bramka i zdobyły ją nasze rywalki.

 

kobiecyfutbol.pl – Zacięty mecz we Wrocławiu

Liga rusza na początku marca, a tymczasem drużyny ekstraligowe szlifują formę, pracują nad taktyką i sprawdzają i ogrywają zawodniczki rozgrywając kolejne sparingi. W dzisiejszym starciu zmierzyły się drużyny ze stolic Górnego i Dolnego Śląska. Na Kłokoczycach lepsze były dziś piłkarki GKS Katowice, zwyciężając 1:0.

Mecz był zacięty i dość wyrównany z pewną przewagą Katowic. Udokumentowała ją w 54.minucie Anita Turkiewicz po podaniu Emilii Zdunek. Więcej bramek już nie zobaczyliśmy i katowiczanki wracają do domu ze zwycięstwem.

 

sportdziennik.com – Zarząd znów dwuosobowy

Po ponad 4 latach klub z Bukowej będzie miał wiceprezesa. Do zarządu dokooptowany został Łukasz Czopik, wcześniej dyrektor zarządzający spółki, a także prezes prowadzącej akademię fundacji „Sportowe Katowice”.

Łukasz Czopik został nowym wiceprezesem GKS-u. Klub z Bukowej o jego nominacji poinformował w środowe popołudnie w giełdowym komunikacie.

– Taka decyzja zapadła ze względu na ogrom obowiązków, jakie miał w tej chwili na głowie prezes Marek Szczerbowski, oraz problemy covidowe. Jeśli zarząd jest 1-osobowy, to 1-osobowa jest też odpowiedzialność i w razie choroby, absencji prezesa, są problemy organizacyjne. Stąd też ruch z powołaniem nowego członka zarządu, który w porównaniu z dotychczasowym zakresem obowiązków będzie miał większą odpowiedzialność, prawo reprezentowania spółki i składania w jej imieniu podpisów – tłumaczy Sławomir Witek, zastępca przewodniczącego rady nadzorczej GKS-u, a na co dzień naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu w Urzędzie Miasta Katowice, czyli właściciela klubu.

Patrząc przez pryzmat codziennego funkcjonowania klubu, trudno tu mówić o jakiejś dużej zmianie. Łukasz Czopik przy Bukowej pojawił się jesienią 2019 roku, wraz z Markiem Szczerbowskim. Został wtedy dyrektorem zarządzającym spółki. W styczniu 2021, gdy doszło do poważnych przetasowań personalnych w fundacji „Sportowe Katowice”, prowadzącej Akademię Młoda GieKSa, mianowano go jej prezesem.

[…] Nowy wiceprezes GieKSy trafił do klubu z Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów, gdzie był prezesem oraz dyrektorem generalnym. Wcześniej sprawował role dyrektorskie w Urzędzie Marszałkowskim i Hucie Baildon, był także referentem w Urzędzie Miasta Jaworzna. Jest doktorem prawa ze specjalizacją „ograniczone prawa rzeczowe w upadłości”, którą zdobył na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Był członkiem rad nadzorczych kilku spółek.

Zarząd wielosekcyjnego klubu z Bukowej pozostawał 1-osobowy od jesieni 2017 roku, kiedy to do dymisji po porażce z Zagłębiem Sosnowiec podał się Wojciech Cygan. Potem na czele GieKSy stanął wcześniejszy wiceprezes Marcin Janicki, odwołany latem 2019 po spadku do drugiej ligi. Od 26 sierpnia 2019 zarząd 1-osobowo stanowił Marek Szczerbowski. Teraz wiceprezesem będzie Łukasz Czopik, a spółka nie planuje zatrudniać nikogo nowego na stanowisko dyrektora zarządzającego.

 

Młokos dał sygnał

O zwycięstwie GieKSy z imiennikiem z Jastrzębia przesądziły dwa gole Patryka Szwedzika, a w oczy rzucił się jeszcze 18-letni Alan Bród.

– To są najpiękniejsze momenty. Sobota, ładny dzień, wygraliśmy, wszystko odbyło się fair – uśmiechał się Rafał Górak, trener GieKSy, która w drugim sparingu odniosła drugie tej zimy zwycięstwo. Tydzień wcześniej w Bielsku-Białej pokonała 2:1 III-ligowy Rekord, teraz w identycznym stosunku uporała się z imiennikiem z Jastrzębia, na co dzień rywalem w walce o punkty.

– Takie mecze nie są łatwe. Fajnie, że MOSiR stanął na wysokości zadania i mimo piątkowych opadów było zielone boisko, mogliśmy pograć na „Kolejarzu” w niezłych warunkach. Piłkarsko było dużo dobrego – oceniał Górak. Oba gole dla jego zespołu strzelił Patryk Szwedzik. Wygraną zapewnił, dobijając uderzenie Krystiana Sanockiego, „wyplute” przez Mikołaja Reclafa..

Wcześniej doprowadził natomiast do wyrównania, mijając golkipera rywali, a na uwagę zasługuje ładna asysta, jaką zaliczył Alan Bród. Dla zawodnika z rocznika 2004 są to pierwsze dni w seniorskim zespole GieKSy. – To środkowy pomocnik, takie „sześć i pół” – charakteryzował Robert Góralczyk, dyrektor sportowy katowickiego klubu.

Bród, ściągnięty do akademii GKS-u w 2019 roku z Dąbrowy Górniczej, rzucał się w oczy nie tylko bujną fryzurą, ale też umiejętnościami. Widać, że piłka przy nodze mu nie przeszkadza. – Było go widać? Też go widziałem! – mówił w swoim stylu trener Górak. – Alan na treningach dał sygnał. Rzadko któremu chłopakowi z akademii tak szybko daję pograć 45 minut. Wszystko przed nim – dodawał szkoleniowiec GKS-u, który dziś rusza na 6-dniowe zgrupowanie do Bielska-Białej.

Obóz – takiej samej długości, tyle że w Rybniku-Kamieniu – zaczynają dzisiaj jastrzębianie. Dla nich sobotni sparing był pierwszym w okresie przygotowawczym. Najlepszy moment mieli na początku II połowy, gdy objęli prowadzenie po mocnym strzale z bliska Daniela Stanclika, napastnika III-ligowego Piasta Żmigród. Prócz niego testowani byli także Nataniel Wybraniec (FC Dolni Benesov) oraz Oskar Natorski (Pilica Białobrzegi).

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS lepszy od Mickiewicza

W meczu 1/8 finału Pucharu Polski pierwszoligowiec z Kluczborka musiał uznać wyższość GKS-u Katowice. Tylko w ostatnim secie Mickiewicz Kluczbork przekroczył barierę 20 punktów. Przyjezdnych do zwycięstwa poprowadził Duet Tomas Rousseaux/Damian Domagała. Polski atakujący został wybrany MVP środowego spotkania.

Po bloku na Kupce GKS prowadził 3:0 na początku spotkania. W kolejnych akcjach skutecznie atakował Tomas Rousseaux i dystans szybko się powiększył (3:8). Gra toczyła się pod dyktando katowiczan, po następnych udanych akcjach Rousseaux i Damiana Domagały o czas poprosił trener Łysiak (7:14). Gospodarze mieli problemy z przyjęciem, co rzutowało na ich skuteczność w ataku. Serię przy zagrywkach Piotra Haina przerwał dopiero udanym atakiem po bloku Michał Szmajduch (8:16). Z czasem również gościom zdarzało się popełniać błędy, ale nie rzutowało to znacznie na wynik. Stopniowo coraz pewniej atakował Artur Pasiński (14:19). Trener Łysiak rotował składem, ale nie pomogło to w odrabianiu strat. Do końca katowiczanie kontrolowali grę. Atak Domagały dał piłki setowe, a w kolejnej akcji kropkę nad i postawił Rousseaux.

Chociaż po ataku Bartosza Schmidta Mickiewicz prowadził 3:1, przez własne błędy stracił całą zaliczkę. As Pasińskiego i skuteczne zagranie Jana Siemiątkowskiego na nowo wyprowadziło kluczborczan na prowadzenie i o czas poprosił trener Słaby (9:6). Po przerwie celnie zaatakował Gonzalo Quiroga. Goście szybko ponownie przejęli inicjatywę, nie do zatrzymania był Rousseaux, a po bloku na Siemiątkowskim przerwę wykorzystał trener Łysiak (11:11). GKS górował na siatce, dobrze czytał grę rywali (12:14). Gospodarze nie mieli jednak zamiaru odpuszczać, skuteczny atak Konrada Muchy i pomyłka Quirogi sprawiły, że na tablicy wyników pojawił się remis (18:18). W kolejnych akcjach Argentyńczyk już się nie mylił i drugą przerwę wykorzystał szkoleniowiec Mickiewicza (18:21). Podobnie jak w poprzednim secie, również tym razem ostatnie punkty padały po atakach duetu Rousseaux/Domagała.

Na początku trzeciego seta po obu stronach nie brakowało błędów (3:4). W kolejnych akcjach drużyny wymieniały się skutecznymi atakami, wynik pozostawał na styku. Po dwóch asach Quirogi GKS wyszedł na prowadzenie 11:8, o czas poprosił trener Łysiak. W dalszej fazie seta katowiczanie utrzymywali przewagę, skuteczności nie tracił Domagała (13:16). Kluczborczanie nie spuszczali głów, udane ataki Muchy i Pasińskiego oraz blok na Domagale pozwoliły zmniejszyć dystans (16:17). Gospodarze nie zdołali jednak przełamać rywali i przy zagrywkach Quirogi GKS ponownie odbudował przewagę – 20:16. Po ataku Domagały katowiczanie mieli serię piłek meczowych (19:24). Atak Muchy i as Siemiątkowskiego przedłużyły nieco grę. Ostatnie słowo należało do katowickiego atakującego.

MVP: Damian Domagała

Mickiewicz Kluczbork – GKS Katowice 0:3 (18:25, 19:25, 21:25)

 

sportdziennik.com – Na fali wznoszącej…

Teraz trzeba patrzeć w górę, bo zespół GKS-u złapał doskonałą formę!

Siatkarze z Katowic odnieśli drugie ligowe zwycięstwo z rzędu nad bezpośrednim rywalem z tabeli z Lublina. Beniaminek PlusLigi pokazał się lwi pazur i w 2 setach walczył o tie-break. Jednak komplet punktów pozostał u gospodarzy. Teraz realnie mogą myśleć o grze play-offie, a byłby to niebywały sukces.

Wyjściowe składy nie były żadnym zaskoczenie, bo można było je wytypować w „ciemno”. Zastanawialiśmy czy zadziała jakikolwiek element zaskoczenia, a przecież kilku zawodników z Lublina występowało swego czasu po drugiej stronie. Spodziewaliśmy się wyrównanej gry i w 1. secie do pewnego momentu taka była. W końcu gospodarze zdołali wypracować 3 pktprzewagę, ale w dużej mierze była to zasługa gości, którzy popełnili w błędy. Urozmaicona zagrywka oraz blok – obrona – te elementy sprawiły, że gospodarze prowadzili już 23:18 i musiałby nastąpić jakiś kataklizm, by „GieKSiarze” przegrali tę partię. Wygrana do 20 to niezły prognostyk przed kolejną odsłoną jakże ważną dla obu drużyn.

Mocno skoncentrowani i zdeterminowani miejscowi siatkarze szybko zbudowali sobie solidną przewagę 13:5, a w międzyczasie trener Dariusz Daszkiewicz dokonał podwójnej zmiany i na parkiecie pojawili się: rozgrywający Igor Gniecki oraz atakujący Szymon Romać. Ta roszada nic nie wniosła, bo rozpędzeni gospodarze mknęli do końca z prędkością pendolino. Z przyjemnością oglądało się współpracę amerykańskiego rozgrywającego Micaha Ma’a ze środkowymi Marcinem Kanią oraz Piotrem Hainem. Skrzydłowi, jak zwykle, stanęli na wysokości zadania, choć Tomas Rousseaux był „obstrzeliwany” zagrywką. Z tej opresji wyszedł obronną ręką, a w ataku wcale się oszczędzał. Oczywiście, pierwszoplanową postacią był Jakub Jarosz, który był niemal nieuchwytny dla rywali. Zdarzały się nieudane zagrywki, ale wynikały z maksymalnego ryzyka, jakie podejmował.

Najbardziej wyrównana była 3. partia, bowiem goście nie mieli nic do stracenia i podjęli maksymalne ryzyko w polu serwisowym. To przyniosło im wymierne efekty, bowiem „zafundowali” gospodarzom 3 asy. W pierwszych 2. odsłonach ich blok nie istniał, a tym razem tym elementem również zdobyli 3 pkt. Goście niemal przez cały czas prowadzili, ale siatkarze GKS-u to wojownicy i po raz kolejny w tym sezonie walkę. Gospodarze prowadzili 22:20 i 23:21, ale ostatnie słowo należało do gości, którzy zdobyli po asie serwisowym Jakub Wachnik i 2. skutecznych atakach Wojciecha Włodarczyka.

Jeszcze większe emocje towarzyszył kolejnej odsłonie, jak się później okazało ostatniej. Jej los ważyły się w jedną lub w drugą stronę. Tę wojnę nerwów wygrali gospodarze w grze na przewagi. To była niezwykle ważna wygrana GKS-u nad sąsiadem z tabeli. To pozwala realnie myśleć o grze w play-offach, choć droga jeszcze daleka.

MVP: Tomas Rousseaux

GKS Katowice – LUK Lublin 3:1 (25:20, 25:17, 23:25, 27:25)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Przełamanie kiepskiej serii

Rywalizacja o plamę pierwszeństwa w sezonie zasadniczym trwa.

W końcu hokeiści GKS-u Katowice zdołali przełamać serię porażek i w 4. meczu ligowym z Re-Plast Unią, tym razem w Oświęcimiu, zdołali pokonać najgroźniejszego w tym sezonie rywala. O wszystkim zadecydował gol Bartosza Fraszki na zaledwie 9 sek. przed końcem dogrywki. GieKSiarze odnieśli cenną wygraną, a w perspektywie mają zaległe spotkanie z Unią na własnym lodzie.

Zespół z Katowic przyjechał do Oświęcimia mocno zmobilizowany i od pierwszych minut przystąpił do frontalnych ataków. Gospodarze długo nie mogli wyjechać z krążkiem z własnej tercji i momentami sprawiali wrażenie jakby grali z jednym zawodnikiem mniej. Clarke Saunders został mocno rozgrzany przez hokeistów GKS-u. Wydawało się, że bramka będzie tylko kwestią czasu, a tymczasem… w 14 min Krystian Dziubiński wyrwał do przodu i znalazł się sam na sam z Johnem Murrayem. Strzał i dobitkę kapitana Unii bramkarz obronił, jednak w 15 min gospodarze objęli prowadzenie. Wasilij Strielcow zdecydował się na uderzenie z połowy tercji i było 1:0. Przewagę posiadali goście, zaś prowadzili rywale – tak często bywa w hitowych spotkaniach.

Sporo spodziewaliśmy się po tej potyczce, a tymczasem w kolejnej odsłonie było więcej szarpaniny niż składnych akcji. W końcu goście odczarowali bramkę Saundersa. Igor Smal, młody napastnik z Gdańska, po uderzeniu Kallego Valtoli przekierował krążek do siatki gospodarzy. Z kolei Bartosz Fraszko, jeden z czołowych snajperów, popisał się precyzyjnym uderzeniem.

GKS objął prowadzenie i wydawało się, że kontroluje wydarzenia na lodzie. A tymczasem po zdobyciu gola był zbyt pasywny i przez wiele minut obserwowaliśmy zupełnie bezbarwną grę. W końcu Andrej Themar zdołał wyrównać i gospodarze znów mieli powody do zadowolenia.

Ostatnia odsłona zapowiadała emocje, bo pewnie jedni i drudzy chcieli tę potyczkę rozstrzygnąć w regulaminowym czasie. Jednak ich plany nie zostały zrealizowane. Wprawdzie Dziubiński dał gospodarzom prowadzenie, ale Mateusz Michalski wyrównał. O wyniku miała zadecydować dogrywka i już jej 40 sek. goście mieli karnego, którego Hudson przestrzelił.

W 63:46 min do boksu kar powędrował Stasienko i otworzyła się szansa przed katowiczanami. Na 9 sek. przed końcem dogrywki niezwykle aktywny Fraszko zdobył zwycięskiego gola. Z przekroju całego spotkania zwycięstwo gości zasłużone, ale po obu drużynach było widać ślady przymusowej przerwy.

RE-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 3:4 (1:0, 1:2, 1:1, 0:1) po dogrywce

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Bliżej Żiliny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.

Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.

Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.

Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.

Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga