Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Media o wynikach drużyn GieKSy w ubiegłym tygodniu: GieKSa to drużyna niepucharowa, SMS bez litości zlał GieKSę, Udany finisz GieKSy!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Niestety, nie był to dobry tydzień dla zawodniczek i części zawodników GieKSy: piłkarki, w trzeciej kolejce ekstraligi kobiet przegrały z TME UKS SMS Łódź aż 0:5 (0:2). Piłkarze z kolei odpadli z rozgrywek Fortuna Puchar Polski, przegrywając po słabym meczu w swoim wykonaniu 0:1 (0:0) z Garbarnią Kraków. Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj.
Siatkarze i hokeiści również rozgrywają mecze sparingowe w ramach przygotowań do rozgrywek w sezonie 2020/21. Siatkarze przegrali dwa mecze z trzech rozegranych w ubiegłym tygodniu: w środę z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle 0:4, w piątek z Asseco Resovią Rzeszów 0:3. W sobotę siatkarze wygrali z Cuprum Lubin 3:2. Wszystkie mecze były rozgrywane na hali w Szopienicach, dwa ostatnie w ramach turnieju w którym oprócz Resovii, Cuprum uczestniczyła drużyna MKS-u Będzin.
Hokeiści rozegrali dwa test-mecze, we wtorek wygrali z Zagłębiem Sosnowiec 6:2, a w piątek 5:4 z drużyną Re-Plast Unia Oświęcim.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – GieKSa to drużyna niepucharowa. Opinie i skrót meczu
Falstart! GieKSa w marnym stylu odpadła z Pucharu Polski, zasłużenie ulegając drużynie co prawda z tego samego poziomu rozgrywkowego, ale mającej nawet problem z obsadzeniem ławki rezerwowych.
[…] Z kim odpadała GieKSa?
2020 – Garbarnia Kraków (I runda)
2019 – Stal Stalowa Wola (II runda)
2018 – Jagiellonia Białystok (II runda)
2017 – Siarka Tarnobrzeg (I runda)
2016 – Radomiak (II runda)
2015 – Cracovia (III runda)
2014 – Chrobry Głogów (I runda)
2013 – Zawisza Bydgoszcz (III runda)
2012 – Fogo Luboń (I runda)
2011 – Puszcza Niepołomice (I runda)
2010 – Ruch Zdzieszowice (I runda)
2009 – Polonia Słubice (I runda)
2008 – Górnik Zabrze (II runda)
tylkokobiecyfutbol.pl – SMS bez litości zlał GieKSę. Hattrick Filipczak
W bardzo ciekawym spotkaniu SMS podejmował u siebie katowicką GieKSę. Dość niespodziewanie gospodynie zwyciężyły aż 5:0.
Od początku na stadionie imienia Kazimierza Górskiego widzieliśmy sporo bramkowych okazji z obu stron. Już w 11. minucie wynik otworzyła po akcji Klaudii Jedlińskiej Paulina Filipczak. GieKSa zmierzała do wyrównania. Chwilę później Klaudia Maciążka miała dogodną okazję, lecz piłkę wybiła Szperkowska. Potem dwie okazję miała już Dominika Gąsieniec, lecz gola nie zdobyła. W 31. minucie po centrze Jedlińskiej pięknym strzałem z główki ponownie Flipczak pokonała Klimek.
Tuz po zmianie stron podwyższyła Jedlińska po dośrodkowaniu Kurzawy. GieKSa próbowała zmienić stan spotkania, lecz całkowicie na próżno. To SMS dziś dzielił i rządził. W 62. minucie dzieła zniszczenia dopełniła Filipczak, ustrzelając hattricka. Wszystko jednak zamknęło się dwadzieścia minut później, kiedy to po rajdzie świetnej dzisiaj Filipczak katowicka defensywa wbiła sobie gola samobójczego na 5:0.
dzienniklodzki.pl – Wygrana 5:0! Trzecie zwycięstwo piłkarek TME UKS SMS Łódź
[…] Podopieczne trenera Marka Chojnackiego pokazały moc. Jeśli zespół pokonuje trzecią drużynę w tabeli w takim rozmiarze, to naprawdę marzenia o medalu nabierają realnych kształtów.
Popisowy mecz zaliczyła Paulina Filipczak, która strzeliła trzy gole, po ponadto po jej dośrodkowaniu rywalki pokonały swoją bramkarkę. Miała zatem Paulina udział w czterech z pięciu bramek tego meczu. Na uwagę zasługuje też postawa bocznych obrończyń. Klaudia Jedlińska zaliczyła dwie asysty przy pierwszych bramkach, sama strzeliła trzecią po dośrodkowaniu grającej na lewej obronie Darii Kurzawy. TME UKS SMS Łódź prezentuje futbol totalny. Atakuje i broni wszystkimi siłami.
SIATKÓWKA
polsatsport.pl – Grupa Azoty ZAKSA błyszczy przed rozpoczęciem sezonu! Wysokie sparingowe zwycięstwo nad GieKSą
Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonali 4:0 (17:25, 20:25, 23:25, 23:25) GKS Katowice w sparingu przygotowującym do sezonu PlusLigi. To drugie zwycięstwo podopiecznych Nikoli Grbicia nad katowiczanami.
[…] Już na początku spotkania rozgrywanego w Szopienicach kędzierzynianie uzyskali wysokie prowadzenie 6:1. Duża w tym zasługa mocnej zagrywki, która odrzuciła katowiczan od siatki utrudniając im rozgrywanie składnych akcji. Ekipa Grzegorza Słabego nie znalazła recepty na zatrzymanie przeciwnika i przegrała wysoko 17:25.
Druga partia była bardziej wyrównana. W pewnym momencie katowiczanie prowadzili nawet 7:5, lecz sytuację ponownie skomplikowało nie najlepsze przyjęcie. Po fragmencie gry punkt za punkt gospodarze mieli słabszy moment w ofensywie, co szybko wykorzystał zespół trenera Grbicia i ostatecznie wygrał 25:20.
Jedną z jaśniejszych postaci w szeregach GieKSy był Wiktor Musiał, który regularnie dostarczał swojemu zespołowi zdobyczy punktowych. Z pomocą całej drużyny udało mu się doprowadzić do emocjonującej końcówki. Obronione trzy piłki setowe zmusiły szkoleniowca ZAKSY do wzięcia czasu. W odpowiednim momencie sprawę w swoje ręce wziął Łukasz Kaczmarek i przypieczętował zwycięstwo kędzierzynian 25:23.
W dodatkowej czwartej odsłonie na boisku po stronie gospodarzy pojawił się Jakub Szymański i wniósł dużo świeżości do gry swojej drużyny. Nie wystarczyło to jednak, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę GieKSy.
GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:4 (17:25, 20:25, 23:25, 23:25)
siatka.org – Zwycięstwa Resovii i Cuprum Lubin na turnieju w Katowicach
Cztery drużyny PlusLigi spotkały się na turnieju w Katowicach. W pierwszym dniu zawodów Asseco Resovia Rzeszów pewnie wygrała 3:0 z GKS-em Katowice, a Cuprum Lubin okazało się lepsze od MKS-u Będzin, wygrywając 3:1.
[…] W meczu z Resovią pokazał się nieco inny skład katowiczan niż w starciu z klubem z Kędzierzyna-Koźla. Na libero pojawił się Dawid Ogórek, ponadto podstawę przyjęcia stanowili tym razem Kamil Kwasowski i Sławimor Stolc. W pierwszym secie na minimalnym prowadzeniu utrzymywała się ekipia gości (8:11), korzystająca z dobrych reakcji w obronie i skutecznego bloku oraz zagrywki. Dzięki coraz lepszemu zrozumieniu rozgrywającego ze skrzydłowymi GKS był w stanie prowadzić dobrą walkę z faworytami, ale niedokładności sprawiły, że pogoń punktowa została przerwana (14:18). Mimo dobrych zagrań Kwasowskiego GieKSA musiała uznać wyższość lepiej grającej blokiem Asseco Resovii.
Katowiczanie starali się zneutralizować zagrożenie ze strony Nicolasa Szerszenia i jego zagrywek. Błędy w przyjęciu naszego zespołu sprawiły, że goście z Podkarpacia szybko wypracowali przewagę kilku punktów (7:10), którą trudno było zniwelować. GKS robił, co mógł, by wybronić każdą piłkę, o czym przekonały się choćby krzesła ławki rezerwowej GieKSy, przewrócone po jednej z interwencji. Jednak po raz kolejny siatkarska jakośc rywala była wyższa, co odzwierciedlał wynik 14:25 i ostatnia akcja seta, w które Klemen Cebulj wcisnął piłkę miedzy blok i siatkę.
Doszło do ważnych zmian w składzie GKS-u. Na parkiecie pojawił się Jan Firlej, a także wracają do grania po urazie pleców Jakub Jarosz. Ciężar gry wziął na siebie aktywny tego dnia Kamil Kwasowski (3:4), ponadto wyraźnie wspomógł go w ofensywie Jakub Szymański. Mimo to dokładniejsza przy siatce Resovia utrzymywała prowadzenie aż do zagrywek Jana Firleja i punktowych bloków Emanuela Kohuta (13:12). Korzystna seria dała nadzieję na odmianę niekorzystanego wyniku i wyraźnie uspokoiła grę siatkarzy Grzegorza Słabego. Zryw przeciwnikó sprawił, że na tablicy pojawił się wynik 19:19 i trener GKS-u musiał korzystać z przerwy. Ostatnie akcje seta to prawdziwy pokaz dobrej siatkówki ze stron obu drużyn, a koniec końców lepsza o dwie udane kontry okazali się siatkarze Albertu Giulianego.
GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów 0:3 (17:25, 14:25, 23:25)
Zwycięstwa GKS-u i Asseco Resovii w hali w Szopienicach
W sobotę podczas turnieju rozgrywanego w katowickiej hali w Szopienicach zwycięstwa odniosły zespoły Asseco Resovii i GKS-u Katowice. Podopieczni Grzegorza Słabego po tie-breaku pokonali Cuprum Lubin, zaś Asseco Resovia Rzeszów okazała się lepsza od MKS-u Będzin po czterosetowym meczu. Rzeszowianie zakończyli turniej z dwoma zwycięstwami, po jednym meczu wygrali GKS i Cuprum, zaś MKS Będzin zanotował dwie porażki.
[…] GKS był bardzo zmotywowany do zakończenia turnieju w OS Szopienice zwycięstwem i zatarcia złego wrażenia po meczu z Asseco Resovią Rzeszów. Z racji urazu pleców Dustina Wattena na pozycji libero zastąpił go w tym spotkaniu Adrian Buchowski. Goście z Lubina co prawda zaczęli mecz od prowadzenia, ale rozpędzona GieKSa raz po raz broniła i punktowała na różne sposoby, co dało jej zasłużoną przewagę czterech punktów na zagrywce Jana Firleja (12:8). Drużyna Marcelo Fronckowiaka zaczęła dobrze odpowiadać przez środek siatki, co zmusiło trenera Grzegorza Słabego do skorzystania z przerwy przy wyniku 18:16 dla katowiczan. Wystarczyło wzmocnienie zagrywki do tego, by spokojnie doprowadzić seta do udanego końca (25:18).
Inaczej wyglądał przebieg drugiej partii, w której gracze Cuprum zdołali wykorzystać swoje atuty i najpierw objęli prowadzenie 4:1, by następnie utrzymywać przewagę. GKS nieustannie napierał na rywala, a wyjątkową aktywnością wykazywał się Jakub Szymański oraz środkowi GieKSy. Do tego nasi siatkarze utrzymywali niezłą formę w polu zagrywki (10:12). Błędy w ataku sprawiły, że dogonienie Cuprum stawało się coraz trudniejsze. Ostatecznie gracze gości wygrali 25:19, korzystając ze słabszej ofensywy naszego zespołu i tym samym wyrównali stan meczu. Do nich należał także start trzeciego seta (2:7), głównie za sprawą bardzo dobrej zagrywki. Punkty Oliveiry i Ferensa pozwalały rywalom na kontrolowanie partii, a katowiczanie robili wszystko, co mogli, by znaleźć moment koniecznego przełamania. Niestety to się nie udało i choć GieKSa nieco podgoniła wynik dzięki serwisowi, lubinianie wyszli na prowadzenie w całym spotkaniu (18:25).
Mimo problemów w asekuracji GKS szukał punktu zaczepienia i starał się wykorzystać każdą dogodną okazję do przełamania. Nadzieję w serca wlał efektowny blok Miłosza Zniszczoła (6:7). Podniesienie skuteczności w kontrze dało efekt w postaci wyniku oscylującego wokół remisu (12:12) i znacznego uspokojenia poczynań. Drużyna trenera Słabego wiedziała, kiedy należało odpalić największe działa: finisz seta był jej popisem (25:20) i dzięki temu mogliśmy rozgrywać pierwszego tie-breaka w okresie przygotowawczym. W nim po zagrywkach Jakuba Jarosza zaczęliśmy dużo lepiej niż we wcześniejszych partiach (6:3), dlatego gracze Cuprum postarali się o jeszcze jeden zryw, niwelowany przez błędy na zagrywce. Po bloku na Jaroszu dystans punktowy zmalał do dwóch oczek (12:10) i konieczny był czas. Ostatecznie GKS triumfował w całym meczu po nieudanym serwisie Ferensa.
GKS Katowice – Cuprum Lubin 3:2 (25:18, 19:25, 18:25, 25:20, 15:11)
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Drugi sparing, drugie zwycięstwo
W swoim drugim meczu sparingowym GKS Katowice pokonał Zagłębie Sosnowiec 6:2. Spotkanie rozegrano systemem dwa razy po 30 minut.
Mecz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a już dwuminutowe wykluczenie zarobił Bartosz Fraszko. Wychowanek Sokołów Toruń po powrocie z ławki kar solidnie zabrał się do gry, imponował dynamiką i dobrym przeglądem pola.
24-letni napastnik najpierw zaliczył asystę przy trafieniu Mikołaja Łopuskiego (precyzyjny strzał w długi róg), a później uderzył z nadgarstka, ale krążek zatrzymał się na słupku. W 10. minucie, podczas wykluczenia Jānisa Andersonsa, Fraszko wyprowadził kontrę i dograł do Patryka Krężołka, jednak ten nie zdołał zaskoczyć Michała Czernika. Golkiper Zagłębia popisał się świetną interwencją, bo na szpagacie efektownie odbił krążek.
W 17. minucie Bartosz Fraszko dopiął swego i wpisał się na listę strzelców, dobijając gumę z najbliższej odległości.
Sosnowiczanie najgroźniejsze akcje tworzyli sobie wówczas, gdy grali w przewadze. W bramce GieKSy nieźle prezentował się Maciej Miarka.
W 26. minucie podopieczni Piotra Sarnika podwyższyli prowadzenie na 3:0. Mika Franssila uderzył spod linii niebieskiej, a zasłonięty Michał Czernik nie zdążył w porę zareagować.
O ile w pierwszej odsłonie szkoleniowiec katowiczan korzystał wyłącznie z usług dwóch pierwszych piątek, to w drugiej grali głównie zawodnicy trzeciej i czwartej formacji.
– Chciałem, aby zawodnicy mieli mniej czasu na odpoczynek i aby intensywność tego meczu była większa – wyjaśnił trener Sarnik.
Drużyna Grzegorza Klicha w 38. minucie znalazła w końcu sposób na Macieja Miarkę. Michał Domogała uderzył spod linii niebieskiej, a Tomasz Kulas sprytnie zmienił lot krążka. Chwilę później kontaktowego gola zdobył Tomasz Kozłowski i wydawało się, że nie są jeszcze na straconej pozycji.
Tymczasem katowiczanie skutecznie ostudzili zapał sosnowiczan. Sposób na Michała Czernika znaleźli kolejno Maciej Kruczek i Mateusz Adamus. Z kolei na dwie minuty przed końcową syreną wynik spotkania na 6:2 ustalił Szymon Mularczyk, wykorzystując przy tym grę w podwójnej przewadze.
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 6:2 (3:0, 3:2)
sportdziennik.com – Udany finisz GieKSy!
To było ciekawe spotkanie jak na tę fazę przygotowań do sezonu ligowego – taką zgodną opinię prezentowali bezpośredni obserwatorzy potyczki GKS-u Katowice z Re-Plastem Unią Oświęcim.
Sporo składnych akcji, strzałów oraz udanych interwencji bramkarskich z jednej i drugiej strony. Na „Jantorze” ostatecznie hokeiści GKS-u Katowice, którzy odnieśli już drugie zwycięstwo w meczach kontrolnych. W inauguracyjnym wygrali z GKS-em Tychy 2:1. Natomiast ekipa zaliczyła pierwszą porażkę w 3. sparingu.
Eliezer Szerbatow, 29-letni napastnik posiadający podwójne obywatelstwo Izraela i Rosji, w okresie letnim związał się z oświęcimskim klubem. I już po pierwszych sprawdzianach można spokojnie stwierdzić, że ten transfer może niedalekiej przyszłości przynieść wiele korzyści. Szerbatow w meczu z Katowicami zdobył 2 gole oraz asystę i miał jeszcze kilka silnych uderzeń, ale Juraj Simboch nie dał się zaskoczyć. Tylko pierwszy gol obciąża konto słowackiego bramkarza, bo mógł nieco lepiej zareagować. Potem w kilku sytuacjach udanymi interwencjami w pełni się zrehabilitował.
Goście po 40 min. zasłużenie prowadzili 3:2, bo byli zespołem nieco lepszym. Jednak ostatnia odsłona w wykonaniu „GieKSy” była już udana. Bartosz Fraszko doprowadził do remisu, ale Daniłł Oriechin znów wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie. Jednak końcowe fragmenty należały już do gospodarzy.
Jesse Rohtla ponownie doprowadził do remisu, zaś zwycięskiego gola zdobył Dariusz Wanat, wykorzystując obecność Przygodzkiego w boksie kar. Wanat, wychowanek Unii, miał za sobą udany miniony, niedokończony sezon w swoim macierzystym klubie. Jednak latem postanowił się przenieść do Katowic. Wanat nie tylko zdobył bramkę, ale również asystował przy dwóch trafieniach Filipa Stoklasy. Za tydzień jest planowany rewanż, ale na lodowisku w Oświęcimiu.
GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 5:4 (1:2, 1:1, 3:1)
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Najnowsze komentarze