Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Media o wynikach drużyn GieKSy w ubiegłym tygodniu: GieKSa to drużyna niepucharowa, SMS bez litości zlał GieKSę, Udany finisz GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Niestety, nie był to dobry tydzień dla zawodniczek i części zawodników GieKSy: piłkarki, w trzeciej kolejce ekstraligi kobiet przegrały z TME UKS SMS Łódź aż 0:5 (0:2). Piłkarze z kolei odpadli z rozgrywek Fortuna Puchar Polski, przegrywając po słabym meczu w swoim wykonaniu 0:1 (0:0) z Garbarnią Kraków. Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj.

Siatkarze i hokeiści również rozgrywają mecze sparingowe w ramach przygotowań do rozgrywek w sezonie 2020/21. Siatkarze przegrali dwa mecze z trzech rozegranych w ubiegłym tygodniu: w środę z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle 0:4, w piątek z Asseco Resovią Rzeszów 0:3. W sobotę siatkarze wygrali z Cuprum Lubin 3:2. Wszystkie mecze były rozgrywane na hali w Szopienicach, dwa ostatnie w ramach turnieju w którym oprócz Resovii, Cuprum uczestniczyła drużyna MKS-u Będzin.

Hokeiści rozegrali dwa test-mecze, we wtorek wygrali z Zagłębiem Sosnowiec 6:2, a w piątek 5:4 z drużyną Re-Plast Unia Oświęcim.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – GieKSa to drużyna niepucharowa. Opinie i skrót meczu

Falstart! GieKSa w marnym stylu odpadła z Pucharu Polski, zasłużenie ulegając drużynie co prawda z tego samego poziomu rozgrywkowego, ale mającej nawet problem z obsadzeniem ławki rezerwowych.

[…] Z kim odpadała GieKSa?

2020 – Garbarnia Kraków (I runda)

2019 – Stal Stalowa Wola (II runda)

2018 – Jagiellonia Białystok (II runda)

2017 – Siarka Tarnobrzeg (I runda)

2016 – Radomiak (II runda)

2015 – Cracovia (III runda)

2014 – Chrobry Głogów (I runda)

2013 – Zawisza Bydgoszcz (III runda)

2012 – Fogo Luboń (I runda)

2011 – Puszcza Niepołomice (I runda)

2010 – Ruch Zdzieszowice (I runda)

2009 – Polonia Słubice (I runda)

2008 – Górnik Zabrze (II runda)

 

tylkokobiecyfutbol.pl – SMS bez litości zlał GieKSę. Hattrick Filipczak

W bardzo ciekawym spotkaniu SMS podejmował u siebie katowicką GieKSę. Dość niespodziewanie gospodynie zwyciężyły aż 5:0.

Od początku na stadionie imienia Kazimierza Górskiego widzieliśmy sporo bramkowych okazji z obu stron. Już w 11. minucie wynik otworzyła po akcji Klaudii Jedlińskiej Paulina Filipczak. GieKSa zmierzała do wyrównania. Chwilę później Klaudia Maciążka miała dogodną okazję, lecz piłkę wybiła Szperkowska. Potem dwie okazję miała już Dominika Gąsieniec, lecz gola nie zdobyła. W 31. minucie po centrze Jedlińskiej pięknym strzałem z główki ponownie Flipczak pokonała Klimek.

Tuz po zmianie stron podwyższyła Jedlińska po dośrodkowaniu Kurzawy. GieKSa próbowała zmienić stan spotkania, lecz całkowicie na próżno. To SMS dziś dzielił i rządził. W 62. minucie dzieła zniszczenia dopełniła Filipczak, ustrzelając hattricka. Wszystko jednak zamknęło się dwadzieścia minut później, kiedy to po rajdzie świetnej dzisiaj Filipczak katowicka defensywa wbiła sobie gola samobójczego na 5:0.

 

dzienniklodzki.pl – Wygrana 5:0! Trzecie zwycięstwo piłkarek TME UKS SMS Łódź

[…] Podopieczne trenera Marka Chojnackiego pokazały moc. Jeśli zespół pokonuje trzecią drużynę w tabeli w takim rozmiarze, to naprawdę marzenia o medalu nabierają realnych kształtów.

Popisowy mecz zaliczyła Paulina Filipczak, która strzeliła trzy gole, po ponadto po jej dośrodkowaniu rywalki pokonały swoją bramkarkę. Miała zatem Paulina udział w czterech z pięciu bramek tego meczu. Na uwagę zasługuje też postawa bocznych obrończyń. Klaudia Jedlińska zaliczyła dwie asysty przy pierwszych bramkach, sama strzeliła trzecią po dośrodkowaniu grającej na lewej obronie Darii Kurzawy. TME UKS SMS Łódź prezentuje futbol totalny. Atakuje i broni wszystkimi siłami.

 

SIATKÓWKA

polsatsport.pl – Grupa Azoty ZAKSA błyszczy przed rozpoczęciem sezonu! Wysokie sparingowe zwycięstwo nad GieKSą

Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonali 4:0 (17:25, 20:25, 23:25, 23:25) GKS Katowice w sparingu przygotowującym do sezonu PlusLigi. To drugie zwycięstwo podopiecznych Nikoli Grbicia nad katowiczanami.

[…] Już na początku spotkania rozgrywanego w Szopienicach kędzierzynianie uzyskali wysokie prowadzenie 6:1. Duża w tym zasługa mocnej zagrywki, która odrzuciła katowiczan od siatki utrudniając im rozgrywanie składnych akcji. Ekipa Grzegorza Słabego nie znalazła recepty na zatrzymanie przeciwnika i przegrała wysoko 17:25.

Druga partia była bardziej wyrównana. W pewnym momencie katowiczanie prowadzili nawet 7:5, lecz sytuację ponownie skomplikowało nie najlepsze przyjęcie. Po fragmencie gry punkt za punkt gospodarze mieli słabszy moment w ofensywie, co szybko wykorzystał zespół trenera Grbicia i ostatecznie wygrał 25:20.

Jedną z jaśniejszych postaci w szeregach GieKSy był Wiktor Musiał, który regularnie dostarczał swojemu zespołowi zdobyczy punktowych. Z pomocą całej drużyny udało mu się doprowadzić do emocjonującej końcówki. Obronione trzy piłki setowe zmusiły szkoleniowca ZAKSY do wzięcia czasu. W odpowiednim momencie sprawę w swoje ręce wziął Łukasz Kaczmarek i przypieczętował zwycięstwo kędzierzynian 25:23.

W dodatkowej czwartej odsłonie na boisku po stronie gospodarzy pojawił się Jakub Szymański i wniósł dużo świeżości do gry swojej drużyny. Nie wystarczyło to jednak, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę GieKSy.

GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:4 (17:25, 20:25, 23:25, 23:25)

 

siatka.org – Zwycięstwa Resovii i Cuprum Lubin na turnieju w Katowicach

Cztery drużyny PlusLigi spotkały się na turnieju w Katowicach. W pierwszym dniu zawodów Asseco Resovia Rzeszów pewnie wygrała 3:0 z GKS-em Katowice, a Cuprum Lubin okazało się lepsze od MKS-u Będzin, wygrywając 3:1.

[…] W meczu z Resovią pokazał się nieco inny skład katowiczan niż w starciu z klubem z Kędzierzyna-Koźla. Na libero pojawił się Dawid Ogórek, ponadto podstawę przyjęcia stanowili tym razem Kamil Kwasowski i Sławimor Stolc. W pierwszym secie na minimalnym prowadzeniu utrzymywała się ekipia gości (8:11), korzystająca z dobrych reakcji w obronie i skutecznego bloku oraz zagrywki. Dzięki coraz lepszemu zrozumieniu rozgrywającego ze skrzydłowymi GKS był w stanie prowadzić dobrą walkę z faworytami, ale niedokładności sprawiły, że pogoń punktowa została przerwana (14:18). Mimo dobrych zagrań Kwasowskiego GieKSA musiała uznać wyższość lepiej grającej blokiem Asseco Resovii.

Katowiczanie starali się zneutralizować zagrożenie ze strony Nicolasa Szerszenia i jego zagrywek. Błędy w przyjęciu naszego zespołu sprawiły, że goście z Podkarpacia szybko wypracowali przewagę kilku punktów (7:10), którą trudno było zniwelować. GKS robił, co mógł, by wybronić każdą piłkę, o czym przekonały się choćby krzesła ławki rezerwowej GieKSy, przewrócone po jednej z interwencji. Jednak po raz kolejny siatkarska jakośc rywala była wyższa, co odzwierciedlał wynik 14:25 i ostatnia akcja seta, w które Klemen Cebulj wcisnął piłkę miedzy blok i siatkę.

Doszło do ważnych zmian w składzie GKS-u. Na parkiecie pojawił się Jan Firlej, a także wracają do grania po urazie pleców Jakub Jarosz. Ciężar gry wziął na siebie aktywny tego dnia Kamil Kwasowski (3:4), ponadto wyraźnie wspomógł go w ofensywie Jakub Szymański. Mimo to dokładniejsza przy siatce Resovia utrzymywała prowadzenie aż do zagrywek Jana Firleja i punktowych bloków Emanuela Kohuta (13:12). Korzystna seria dała nadzieję na odmianę niekorzystanego wyniku i wyraźnie uspokoiła grę siatkarzy Grzegorza Słabego. Zryw przeciwnikó sprawił, że na tablicy pojawił się wynik 19:19 i trener GKS-u musiał korzystać z przerwy. Ostatnie akcje seta to prawdziwy pokaz dobrej siatkówki ze stron obu drużyn, a koniec końców lepsza o dwie udane kontry okazali się siatkarze Albertu Giulianego.

GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów 0:3 (17:25, 14:25, 23:25)

 

Zwycięstwa GKS-u i Asseco Resovii w hali w Szopienicach

W sobotę podczas turnieju rozgrywanego w katowickiej hali w Szopienicach zwycięstwa odniosły zespoły Asseco Resovii i GKS-u Katowice. Podopieczni Grzegorza Słabego po tie-breaku pokonali Cuprum Lubin, zaś Asseco Resovia Rzeszów okazała się lepsza od MKS-u Będzin po czterosetowym meczu. Rzeszowianie zakończyli turniej z dwoma zwycięstwami, po jednym meczu wygrali GKS i Cuprum, zaś MKS Będzin zanotował dwie porażki.

[…] GKS był bardzo zmotywowany do zakończenia turnieju w OS Szopienice zwycięstwem i zatarcia złego wrażenia po meczu z Asseco Resovią Rzeszów. Z racji urazu pleców Dustina Wattena na pozycji libero zastąpił go w tym spotkaniu Adrian Buchowski. Goście z Lubina co prawda zaczęli mecz od prowadzenia, ale rozpędzona GieKSa raz po raz broniła i punktowała na różne sposoby, co dało jej zasłużoną przewagę czterech punktów na zagrywce Jana Firleja (12:8). Drużyna Marcelo Fronckowiaka zaczęła dobrze odpowiadać przez środek siatki, co zmusiło trenera Grzegorza Słabego do skorzystania z przerwy przy wyniku 18:16 dla katowiczan. Wystarczyło wzmocnienie zagrywki do tego, by spokojnie doprowadzić seta do udanego końca (25:18).

Inaczej wyglądał przebieg drugiej partii, w której gracze Cuprum zdołali wykorzystać swoje atuty i najpierw objęli prowadzenie 4:1, by następnie utrzymywać przewagę. GKS nieustannie napierał na rywala, a wyjątkową aktywnością wykazywał się Jakub Szymański oraz środkowi GieKSy. Do tego nasi siatkarze utrzymywali niezłą formę w polu zagrywki (10:12). Błędy w ataku sprawiły, że dogonienie Cuprum stawało się coraz trudniejsze. Ostatecznie gracze gości wygrali 25:19, korzystając ze słabszej ofensywy naszego zespołu i tym samym wyrównali stan meczu. Do nich należał także start trzeciego seta (2:7), głównie za sprawą bardzo dobrej zagrywki. Punkty Oliveiry i Ferensa pozwalały rywalom na kontrolowanie partii, a katowiczanie robili wszystko, co mogli, by znaleźć moment koniecznego przełamania. Niestety to się nie udało i choć GieKSa nieco podgoniła wynik dzięki serwisowi, lubinianie wyszli na prowadzenie w całym spotkaniu (18:25).

Mimo problemów w asekuracji GKS szukał punktu zaczepienia i starał się wykorzystać każdą dogodną okazję do przełamania. Nadzieję w serca wlał efektowny blok Miłosza Zniszczoła (6:7). Podniesienie skuteczności w kontrze dało efekt w postaci wyniku oscylującego wokół remisu (12:12) i znacznego uspokojenia poczynań. Drużyna trenera Słabego wiedziała, kiedy należało odpalić największe działa: finisz seta był jej popisem (25:20) i dzięki temu mogliśmy rozgrywać pierwszego tie-breaka w okresie przygotowawczym. W nim po zagrywkach Jakuba Jarosza zaczęliśmy dużo lepiej niż we wcześniejszych partiach (6:3), dlatego gracze Cuprum postarali się o jeszcze jeden zryw, niwelowany przez błędy na zagrywce. Po bloku na Jaroszu dystans punktowy zmalał do dwóch oczek (12:10) i konieczny był czas. Ostatecznie GKS triumfował w całym meczu po nieudanym serwisie Ferensa.

GKS Katowice – Cuprum Lubin 3:2 (25:18, 19:25, 18:25, 25:20, 15:11)

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Drugi sparing, drugie zwycięstwo

W swoim drugim meczu sparingowym GKS Katowice pokonał Zagłębie Sosnowiec 6:2. Spotkanie rozegrano systemem dwa razy po 30 minut.

Mecz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a już dwuminutowe wykluczenie zarobił Bartosz Fraszko. Wychowanek Sokołów Toruń po powrocie z ławki kar solidnie zabrał się do gry, imponował dynamiką i dobrym przeglądem pola.

24-letni napastnik najpierw zaliczył asystę przy trafieniu Mikołaja Łopuskiego (precyzyjny strzał w długi róg), a później uderzył z nadgarstka, ale krążek zatrzymał się na słupku. W 10. minucie, podczas wykluczenia Jānisa Andersonsa, Fraszko wyprowadził kontrę i dograł do Patryka Krężołka, jednak ten nie zdołał zaskoczyć Michała Czernika. Golkiper Zagłębia popisał się świetną interwencją, bo na szpagacie efektownie odbił krążek.

W 17. minucie Bartosz Fraszko dopiął swego i wpisał się na listę strzelców, dobijając gumę z najbliższej odległości.

Sosnowiczanie najgroźniejsze akcje tworzyli sobie wówczas, gdy grali w przewadze. W bramce GieKSy nieźle prezentował się Maciej Miarka.

W 26. minucie podopieczni Piotra Sarnika podwyższyli prowadzenie na 3:0. Mika Franssila uderzył spod linii niebieskiej, a zasłonięty Michał Czernik nie zdążył w porę zareagować.

O ile w pierwszej odsłonie szkoleniowiec katowiczan korzystał wyłącznie z usług dwóch pierwszych piątek, to w drugiej grali głównie zawodnicy trzeciej i czwartej formacji.

– Chciałem, aby zawodnicy mieli mniej czasu na odpoczynek i aby intensywność tego meczu była większa – wyjaśnił trener Sarnik.

Drużyna Grzegorza Klicha w 38. minucie znalazła w końcu sposób na Macieja Miarkę. Michał Domogała uderzył spod linii niebieskiej, a Tomasz Kulas sprytnie zmienił lot krążka. Chwilę później kontaktowego gola zdobył Tomasz Kozłowski i wydawało się, że nie są jeszcze na straconej pozycji.

Tymczasem katowiczanie skutecznie ostudzili zapał sosnowiczan. Sposób na Michała Czernika znaleźli kolejno Maciej Kruczek i Mateusz Adamus. Z kolei na dwie minuty przed końcową syreną wynik spotkania na 6:2 ustalił Szymon Mularczyk, wykorzystując przy tym grę w podwójnej przewadze.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 6:2 (3:0, 3:2)

 

sportdziennik.com – Udany finisz GieKSy!

To było ciekawe spotkanie jak na tę fazę przygotowań do sezonu ligowego – taką zgodną opinię prezentowali bezpośredni obserwatorzy potyczki GKS-u Katowice z Re-Plastem Unią Oświęcim.

Sporo składnych akcji, strzałów oraz udanych interwencji bramkarskich z jednej i drugiej strony. Na „Jantorze” ostatecznie hokeiści GKS-u Katowice, którzy odnieśli już drugie zwycięstwo w meczach kontrolnych. W inauguracyjnym wygrali z GKS-em Tychy 2:1. Natomiast ekipa zaliczyła pierwszą porażkę w 3. sparingu.

Eliezer Szerbatow, 29-letni napastnik posiadający podwójne obywatelstwo Izraela i Rosji, w okresie letnim związał się z oświęcimskim klubem. I już po pierwszych sprawdzianach można spokojnie stwierdzić, że ten transfer może niedalekiej przyszłości przynieść wiele korzyści. Szerbatow w meczu z Katowicami zdobył 2 gole oraz asystę i miał jeszcze kilka silnych uderzeń, ale Juraj Simboch nie dał się zaskoczyć. Tylko pierwszy gol obciąża konto słowackiego bramkarza, bo mógł nieco lepiej zareagować. Potem w kilku sytuacjach udanymi interwencjami w pełni się zrehabilitował.

Goście po 40 min. zasłużenie prowadzili 3:2, bo byli zespołem nieco lepszym. Jednak ostatnia odsłona w wykonaniu „GieKSy” była już udana. Bartosz Fraszko doprowadził do remisu, ale Daniłł Oriechin znów wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie. Jednak końcowe fragmenty należały już do gospodarzy.

Jesse Rohtla ponownie doprowadził do remisu, zaś zwycięskiego gola zdobył Dariusz Wanat, wykorzystując obecność Przygodzkiego w boksie kar. Wanat, wychowanek Unii, miał za sobą udany miniony, niedokończony sezon w swoim macierzystym klubie. Jednak latem postanowił się przenieść do Katowic. Wanat nie tylko zdobył bramkę, ale również asystował przy dwóch trafieniach Filipa Stoklasy. Za tydzień jest planowany rewanż, ale na lodowisku w Oświęcimiu.

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 5:4 (1:2, 1:1, 3:1)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga