Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o przegranym meczu z Hutnikiem: Kompromitacja GieKSy! Bukowa zdobyta przez drugoligowego outsidera

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Hutnik Kraków. GieKSa przegrała 0:2 (0:1).

 

nh2010.pl.com – Lider pokonany!

[…] Hutnik zwyciężył na terenie lidera 2-0 po bramkach Michał Kitlińskiego i Kamila Sobali. Sensacja? Nic bardziej mylnego. Hutnik na Śląsk przyjechał pewny, pewny nie zwycięstwa, ale pewny tego jak przepracował okres przygotowawczy. A że w przerwie pomiędzy rundami drużyna ostro zasuwała, sztab, zawodnicy i zarząd klubu byli przekonani że to wszystko musi przynieść efekty na boisku. W przeciągu całego meczu gracze z Nowej Huty wręcz wzorowo wykonywali założenia taktyczne narysowane przez sztab szkoleniowy. Konsekwentna gra w obronie i przemyślane ataki przyniosły zamierzony skutek. W 13 minucie Hutnik objął prowadzenie. Po kombinacyjnie wykonanym cornerze Krzysztof Świątek dośrodkował z prawej strony w kierunku dalszego słupka, akcję zamknął precyzyjną główka „Kitek” kierując futbolówke do siatki. GKS-Hutnik 0-1. Kolejną dogodną sytuację podopieczni trenera Szydełki stworzyli w 27min. Abdallah Hafez sprytnie piętką minął obrońcę Gieksy i zagrał do Piotra Stawarczyka, który z kilku metrów posłał piłkę ponad bramką. W ostatniej minucie pierwszej połowy mocne uderzenie Dawida Liny zdołał złapać bramkarz gospodarzy. Najlepszą okazje do zdobycia bramki katowiczanie mieli tuz przed przerwą, jednak strzał jednego z graczy GKS-u przeszedł obok bramki Dawida Smuga. Po zmianie stron gospodarze próbowali podkręcić tempo, stwarzając groźne sytuacje pod bramką Smuga głównie po wrzutach z autu. W 52min. meczu miała miejsce sytuacja która mogła zachwiać postawą hutników. Nieprzepisowo powstrzymywany Hafez dał się sprowokować w skutek czego obejrzał w pełni zasłużoną czerwoną kartkę. Od tego momentu Hutnik zaczął cierpieć na boisku i co ważne był w tym cierpieniu konsekwentny. Gospodarze zmuszeni do ciągłego ataku pozycyjnego w zasadzie tylko raz zagrozili bramce Smuga. W 58 min. Sanocki z kilku metrów trafił w poprzeczkę po czym piłka opuściła plac gry. Biało-Błękitno-Niebiescy nie skupiali się jedynie na defensywie i od czasu do czasu groźnie kontrowali. W 74min. po samotnym rajdzie Łukasz Kędziora huknął z dystansu obok bramki. Chwilę później strzał sprzed szesnastki Sobali również chybił celu. W doliczonym czasie gry w bramkę ponownie nie trafił Sobala, próbując wślizgiem sfinalizować zagranie Piotra Zmorzyńskiego. Jednak co się odwlecze… W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Sobi wykorzystał nieporozumienie w szeregach obronnych gospodarzy i ustalił wynik spotkania na 2-0.

 

gazetakrakowska.pl – GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2, czyli sensacja w II lidze: ostatni zespół w tabeli wygrał na stadionie lidera

GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2 w meczu 20. kolejki II ligi. Sensacyjne rozstrzygnięcie – czyli zwycięstwo ostatniej drużyny w tabeli nad liderem – to efekt goli zdobytych przed Michała Kitlińskiego i Kamila Sobalę. Nowohucki zespół, dodajmy, „Gieksę” pokonał drugi raz w tym sezonie (w sierpniu w Krakowie 3:2), teraz ze wspaniałego debiutu może się cieszyć trener Szymon Szydełko.

[…] Ataki „Gieksy” w I połowie były jak bicie głową w mur, katowiczanie nie byli w stanie dojść do groźnych sytuacji bramkowych.

Sytuacja gości skomplikowała się w 54 minucie. Czerwoną kartkę (niesportowe zachowanie w starciu z Michałem Kołodziejskim) dostał wtedy Abdallah Hafez, no i hutników na placu pozostało dziesięciu.

Katowiczanie dogodnej okazji na wyrównanie dorobili się dopiero w 68 minucie. Najpierw był strzał w poprzeczkę, a Krystian Sanocki przy dobitce z bliska nie trafił do celu.

Pięć minut potem z dalszej odległości Dawida Smuga chciał pokonać Arkadiusz Jędrych, ale golkiper Hutnika był na posterunku. W odpowiedzi, obok słupka katowickiej bramki uderzył Łukasz Kędziora.

Będący w osłabieniu hutnicy ofiarnie się bronili. I obronili się, a mecz zakończyli zdobyciem drugiego gola!

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2. Kibice są wściekli!

Piłkarze GKS Katowice przez niemal całą drugą połowę grali z przewagą jednego zawodnika, a jednak przegrali z ostatnim w tabeli Hutnikiem Kraków 0:2. To bardzo duża plama na honorze zespołu, który dąży do awansu do pierwszej ligi, a kibice nie zostawiają na piłkarzach z Bukowej suchej nitki.

[…] Zespół GKS Katowice był murowanym faworytem meczu z zamykającym tabelę Hutnikiem Kraków. A ponieważ będące bezpośrednio za plecami klubu z Bukowej zespoły znów potraciły punkty zwycięstwo mogło być bardzo znaczącym krokiem w kierunku awansu do pierwszej ligi.

Tymczasem ekipa Rafała Góraka zaprezentowała się bardzo słabo i szybko straciła gola – Michał Kitliński zdobył go precyzyjnym strzałem głową. GKS nie przebudził się jednak z marazmu i do przerwy zasłużenie przegrywał.

W drugiej połowie nerwowo nie wytrzymał Abdallah Hafez. Lider Hutnika uderzył Michała Kołodziejskiego i wyleciał z boiska. Gospodarze mieli przed sobą co najmniej 40 minut gry w przewadze. Tymczasem katowiczanie nadal nie potrafili stworzyć sobie dobrych okazji, a gdy taka już nastąpiła to Krystian Sanocki nie trafił do pustej bramki.

Krakowianie zamknęli mecz z zimną krwią. Kamil Sobala skorzystał z prezentu obrony GKS-u i wpakował piłkę do siatki. Sensacja stała się faktem, ale to piłkarze GKS-u mieli w niej co najmniej równie duży udział jak ich rywale…

Mecz zza ogrodzenia stadionu oglądała grupka kibiców, ale największe emocje buzowały w internecie.

– Takie mecze w poprzednich sezonach były zapowiedzią ostatecznej klęski. Zawsze. Nigdy nie były żadnym wypadkiem przy pracy. W przypadku wygranej mielibyśmy już sporą przewagę. Bardzo podejrzane to wszystko. Trudno wierzyć w awans. Trudno uwierzyć, że wszystko odbyło się sportowo – napisał w swojej relacji portal gieksa.pl.

 

sportslaski.pl – Kompromitacja GieKSy! Bukowa zdobyta przez drugoligowego outsidera

W sobotnie popołudnie ostatni w drugoligowej tabeli Hutnik Kraków udowodnił, że posiada znakomity patent na katowicki GKS. Podobnie jak w pierwszej kolejce obecnego sezonu, tak i teraz zespół z Małopolski odniósł zwycięstwo nad faworyzowanym rywalem – tym razem krakowanie wygrali przy Bukowej 2:0, choć przez niemal całą drugą połowę musieli grać w osłabieniu.

Gdy na placu gry dochodzi do rywalizacji pierwszej z ostatnią drużyną w tabeli, a przed jej pierwszym gwizdkiem dzieli je aż 28 punktów, faworyt jest absolutnie jednoznaczny. Nic więc dziwnego, że piłkarze GKS-u Katowice mogli być przed pojedynkiem z Hutnikiem Kraków naprawdę pewni siebie, jednak mimo to musieli mieć z tyłu głowy wydarzenia, do których doszło pod koniec sierpnia zeszłego roku. Ostatni bezpośredni mecz obu drużyn, rozegrany w pierwszej kolejce sezonu 2020/2021 w stolicy Małopolski, zakończył się niespodziewanym zwycięstwem formalnych gospodarzy 3:2. Mało tego, krakowianie prowadzili z „GieKSą” do przerwy już trzema golami, więc bez skrępowania można było stwierdzić, że podopieczni Rafała Góraka zaliczyli na start rozgrywek ogromny falstart.

Po pierwszej połowie mogło się jednak wydawać, że katowiczanie nie wyciągnęli żadnych wniosków z tamtej rywalizacji, a zawodnicy z Suchych Stawów mają na „GieKSę” znakomity patent. W końcu na przerwę to ostatni w drugoligowej stawce Hutnik schodził w znacznie lepszych nastrojach, bo przyjezdni uczynili najlepszy możliwy użytek ze stałego fragmentu gry. W 14. minucie napastnik Michał Kitliński umiejętnie wykorzystał dośrodkowaną piłkę z rzutu rożnego i pokonał golkipera GKS-u skuteczną główką.

Od tego momentu podopieczni Szymona Szydełki skupili się przede wszystkim na odpowiednich działaniach w defensywie i pomimo tego, że do końca pierwszej połowy to katowiczanie mieli więcej z gry i posiadali optyczną przewagę, z tworzonych przez nich okazji nie wyniknęło odpowiednio duże zagrożenie.

Dotychczasowy lider tabeli miał zatem ogromną nadzieję, że po zmianie stron zdoła wrócić na odpowiednie tory i odwrócić bardzo niekorzystny dla nich wynik. W 53. minucie pomocną dłoń dla „GieKSy” postanowił wyciągnąć Egipcjanin Ahmed Hafez, który wdarł się w przepychankę z obrońcą Michałem Kołodziejskim i za kompletnie nieodpowiedzialne zachowanie został ukarany czerwoną kartką.

Czy gospodarze wykorzystali głupie zachowanie ofensywnego piłkarza Hutnika i rzucili się bardziej do ataku? Z jednej strony tak, bowiem druga połowa stała pod znakiem ich całkowitej dominacji, ale większość prób była na tyle chaotyczna bądź też rozpaczliwa, że zwarta defensywa gości radziła sobie z nimi dość pewnie. Z drugiej jednak strony ciężko myśleć o odwróceniu wyniku rywalizacji, jeżeli nie jest się w stanie umieścić futbolówki w niemal pustej bramce. W 68. minucie bardzo bliski pokonania Dawida Smuga był wprowadzony jeszcze w pierwszej połowie Krystian Sanocki, ale skrzydłowy nie wykorzystał dokładnego zagrania od Grzegorza Rogali i oddał niecelny strzał z kilku metrów.

W końcówce spotkania niemal wszyscy zawodnicy GKS-u znajdowali się już na połowie Hutnika, ale ich liczne ataki ostatecznie nie przyniosły żadnego wymiernego skutku. Na dodatek w samej końcówce katowiczanie zostali jeszcze boleśnie skontrowani, gdy doświadczony Kamil Sobala wykorzystał nieporozumienie Mrozka z Wojciechowskim i umieścił futbolówkę w pustej bramce. Tym samym „GieKSa” nie wykorzystała znakomitej okazji na to, by umocnić się w fotelu lidera II-ligowej tabeli i odskoczyć drugiemu Górnikowi Polkowice na pięć punktów.

 

infokatowice.pl – GieKSa znów gorsza od Hutnika

GieKSa przegrała na własnym stadionie z jednym z najsłabszych zespołów II ligi, pomimo tego, że niemal przez całą drugą połowę grała z przewagą jednego zawodnika.

Od początku spotkania przewaga na boisku należała do gospodarzy, ale nie miało to dużego przełożenia na sytuacje bramkowe. Hutnicy rzadko zapuszczali się pod pole karne katowiczan, ale ich nieliczne ataki były znacznie groźniejsze, a jeden z nich, w 13 min., zakończył się golem, po strzale głową Kitlińskiego. Na początku drugiej odsłony sędzia ukarał czerwoną kartką Hafeza. Pomimo tego ataki katowiczan nadal rozbijały się na dobrze poukładanej defensywie gości. Najbliżej wyrównania był w 68 min. Sanocki, ale z kilu metrów nie trafił do pustej bramki. W końcówce meczu przewaga gospodarzy była olbrzymia, ale zamiast wyrównującej bramki dla katowiczan w doliczonym czasie gry padł drugi gol dla przyjezdnych. Tym samym GieKSa nieoczekiwanie przegrała z jedną z najsłabszych drużyn II ligi. Hutnicy w tym sezonie wygrali jak dotąd cztery spotkania, w tym dwa z katowiczanami.

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    Kato

    7 marca 2021 at 09:08

    Wstyd i jeszcze raz WSTYD !!!
    Panie trenerze, gdzieś Pan był podczas meczu na Bukowej.

  2. Avatar photo

    Kato

    7 marca 2021 at 10:02

    Skrót wyjaśnia wiele.
    A w tle słychać radość z trybuny.
    I tyle w temacie.

  3. Avatar photo

    Padre

    7 marca 2021 at 10:05

    Widać wyraźnie poziom tych grajków. Myślami byli gdzieś na imprezie bądź turnieju konsolowym.
    Przyjeżdża hutnik ostatni w tabeli haha i pokazuje prawdę o ich poziomie. Brak slow!!!

  4. Avatar photo

    Gieksiorz

    7 marca 2021 at 10:21

    Wstyd,kompromitacja, żenada, czyli norma dla kibica GieKSy, ile jeszcze osmieszania nas kibiców,jak w tym sezonie zrobią to co w ostatnich latach to znowu dużo ludzi się wycofa ,ja też będę już to pierdolił, ile można to już kurwa nudne

  5. Avatar photo

    Kato

    7 marca 2021 at 10:32

    Padre
    Problem w tym, że nasza drużyna wcale nie jest gorsza. Nie nazwę ich że są ciańcy.
    Właśnie to najbardziej dziwi, gdy w takim meczu nie potrafią odskoczyć w tabeli. Klatka po klatce pokazuje fatalną gre w poszczególnych sytuacjach, ale nie niski poziom ogólny.
    Grają tak, aby2ZB być na szczycie tabeli, ale nie odskoczyć od reszty.

  6. Avatar photo

    Mlody

    7 marca 2021 at 10:32

    Szkoda, godac przegrac 0=2 z ostatnia druzyna Fc Slawkow PNG

  7. Avatar photo

    Henk

    7 marca 2021 at 10:49

    Jeżeli oni naprawdę są w takiej formie po okresie przygotowawczym to … brawa dla trenera Góraka! Szacun !

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga