Piłka nożna Prasówka
Media o przegranym meczu z Hutnikiem: Kompromitacja GieKSy! Bukowa zdobyta przez drugoligowego outsidera
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Hutnik Kraków. GieKSa przegrała 0:2 (0:1).
nh2010.pl.com – Lider pokonany!
[…] Hutnik zwyciężył na terenie lidera 2-0 po bramkach Michał Kitlińskiego i Kamila Sobali. Sensacja? Nic bardziej mylnego. Hutnik na Śląsk przyjechał pewny, pewny nie zwycięstwa, ale pewny tego jak przepracował okres przygotowawczy. A że w przerwie pomiędzy rundami drużyna ostro zasuwała, sztab, zawodnicy i zarząd klubu byli przekonani że to wszystko musi przynieść efekty na boisku. W przeciągu całego meczu gracze z Nowej Huty wręcz wzorowo wykonywali założenia taktyczne narysowane przez sztab szkoleniowy. Konsekwentna gra w obronie i przemyślane ataki przyniosły zamierzony skutek. W 13 minucie Hutnik objął prowadzenie. Po kombinacyjnie wykonanym cornerze Krzysztof Świątek dośrodkował z prawej strony w kierunku dalszego słupka, akcję zamknął precyzyjną główka „Kitek” kierując futbolówke do siatki. GKS-Hutnik 0-1. Kolejną dogodną sytuację podopieczni trenera Szydełki stworzyli w 27min. Abdallah Hafez sprytnie piętką minął obrońcę Gieksy i zagrał do Piotra Stawarczyka, który z kilku metrów posłał piłkę ponad bramką. W ostatniej minucie pierwszej połowy mocne uderzenie Dawida Liny zdołał złapać bramkarz gospodarzy. Najlepszą okazje do zdobycia bramki katowiczanie mieli tuz przed przerwą, jednak strzał jednego z graczy GKS-u przeszedł obok bramki Dawida Smuga. Po zmianie stron gospodarze próbowali podkręcić tempo, stwarzając groźne sytuacje pod bramką Smuga głównie po wrzutach z autu. W 52min. meczu miała miejsce sytuacja która mogła zachwiać postawą hutników. Nieprzepisowo powstrzymywany Hafez dał się sprowokować w skutek czego obejrzał w pełni zasłużoną czerwoną kartkę. Od tego momentu Hutnik zaczął cierpieć na boisku i co ważne był w tym cierpieniu konsekwentny. Gospodarze zmuszeni do ciągłego ataku pozycyjnego w zasadzie tylko raz zagrozili bramce Smuga. W 58 min. Sanocki z kilku metrów trafił w poprzeczkę po czym piłka opuściła plac gry. Biało-Błękitno-Niebiescy nie skupiali się jedynie na defensywie i od czasu do czasu groźnie kontrowali. W 74min. po samotnym rajdzie Łukasz Kędziora huknął z dystansu obok bramki. Chwilę później strzał sprzed szesnastki Sobali również chybił celu. W doliczonym czasie gry w bramkę ponownie nie trafił Sobala, próbując wślizgiem sfinalizować zagranie Piotra Zmorzyńskiego. Jednak co się odwlecze… W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Sobi wykorzystał nieporozumienie w szeregach obronnych gospodarzy i ustalił wynik spotkania na 2-0.
gazetakrakowska.pl – GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2, czyli sensacja w II lidze: ostatni zespół w tabeli wygrał na stadionie lidera
GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2 w meczu 20. kolejki II ligi. Sensacyjne rozstrzygnięcie – czyli zwycięstwo ostatniej drużyny w tabeli nad liderem – to efekt goli zdobytych przed Michała Kitlińskiego i Kamila Sobalę. Nowohucki zespół, dodajmy, „Gieksę” pokonał drugi raz w tym sezonie (w sierpniu w Krakowie 3:2), teraz ze wspaniałego debiutu może się cieszyć trener Szymon Szydełko.
[…] Ataki „Gieksy” w I połowie były jak bicie głową w mur, katowiczanie nie byli w stanie dojść do groźnych sytuacji bramkowych.
Sytuacja gości skomplikowała się w 54 minucie. Czerwoną kartkę (niesportowe zachowanie w starciu z Michałem Kołodziejskim) dostał wtedy Abdallah Hafez, no i hutników na placu pozostało dziesięciu.
Katowiczanie dogodnej okazji na wyrównanie dorobili się dopiero w 68 minucie. Najpierw był strzał w poprzeczkę, a Krystian Sanocki przy dobitce z bliska nie trafił do celu.
Pięć minut potem z dalszej odległości Dawida Smuga chciał pokonać Arkadiusz Jędrych, ale golkiper Hutnika był na posterunku. W odpowiedzi, obok słupka katowickiej bramki uderzył Łukasz Kędziora.
Będący w osłabieniu hutnicy ofiarnie się bronili. I obronili się, a mecz zakończyli zdobyciem drugiego gola!
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Hutnik Kraków 0:2. Kibice są wściekli!
Piłkarze GKS Katowice przez niemal całą drugą połowę grali z przewagą jednego zawodnika, a jednak przegrali z ostatnim w tabeli Hutnikiem Kraków 0:2. To bardzo duża plama na honorze zespołu, który dąży do awansu do pierwszej ligi, a kibice nie zostawiają na piłkarzach z Bukowej suchej nitki.
[…] Zespół GKS Katowice był murowanym faworytem meczu z zamykającym tabelę Hutnikiem Kraków. A ponieważ będące bezpośrednio za plecami klubu z Bukowej zespoły znów potraciły punkty zwycięstwo mogło być bardzo znaczącym krokiem w kierunku awansu do pierwszej ligi.
Tymczasem ekipa Rafała Góraka zaprezentowała się bardzo słabo i szybko straciła gola – Michał Kitliński zdobył go precyzyjnym strzałem głową. GKS nie przebudził się jednak z marazmu i do przerwy zasłużenie przegrywał.
W drugiej połowie nerwowo nie wytrzymał Abdallah Hafez. Lider Hutnika uderzył Michała Kołodziejskiego i wyleciał z boiska. Gospodarze mieli przed sobą co najmniej 40 minut gry w przewadze. Tymczasem katowiczanie nadal nie potrafili stworzyć sobie dobrych okazji, a gdy taka już nastąpiła to Krystian Sanocki nie trafił do pustej bramki.
Krakowianie zamknęli mecz z zimną krwią. Kamil Sobala skorzystał z prezentu obrony GKS-u i wpakował piłkę do siatki. Sensacja stała się faktem, ale to piłkarze GKS-u mieli w niej co najmniej równie duży udział jak ich rywale…
Mecz zza ogrodzenia stadionu oglądała grupka kibiców, ale największe emocje buzowały w internecie.
– Takie mecze w poprzednich sezonach były zapowiedzią ostatecznej klęski. Zawsze. Nigdy nie były żadnym wypadkiem przy pracy. W przypadku wygranej mielibyśmy już sporą przewagę. Bardzo podejrzane to wszystko. Trudno wierzyć w awans. Trudno uwierzyć, że wszystko odbyło się sportowo – napisał w swojej relacji portal gieksa.pl.
sportslaski.pl – Kompromitacja GieKSy! Bukowa zdobyta przez drugoligowego outsidera
W sobotnie popołudnie ostatni w drugoligowej tabeli Hutnik Kraków udowodnił, że posiada znakomity patent na katowicki GKS. Podobnie jak w pierwszej kolejce obecnego sezonu, tak i teraz zespół z Małopolski odniósł zwycięstwo nad faworyzowanym rywalem – tym razem krakowanie wygrali przy Bukowej 2:0, choć przez niemal całą drugą połowę musieli grać w osłabieniu.
Gdy na placu gry dochodzi do rywalizacji pierwszej z ostatnią drużyną w tabeli, a przed jej pierwszym gwizdkiem dzieli je aż 28 punktów, faworyt jest absolutnie jednoznaczny. Nic więc dziwnego, że piłkarze GKS-u Katowice mogli być przed pojedynkiem z Hutnikiem Kraków naprawdę pewni siebie, jednak mimo to musieli mieć z tyłu głowy wydarzenia, do których doszło pod koniec sierpnia zeszłego roku. Ostatni bezpośredni mecz obu drużyn, rozegrany w pierwszej kolejce sezonu 2020/2021 w stolicy Małopolski, zakończył się niespodziewanym zwycięstwem formalnych gospodarzy 3:2. Mało tego, krakowianie prowadzili z „GieKSą” do przerwy już trzema golami, więc bez skrępowania można było stwierdzić, że podopieczni Rafała Góraka zaliczyli na start rozgrywek ogromny falstart.
Po pierwszej połowie mogło się jednak wydawać, że katowiczanie nie wyciągnęli żadnych wniosków z tamtej rywalizacji, a zawodnicy z Suchych Stawów mają na „GieKSę” znakomity patent. W końcu na przerwę to ostatni w drugoligowej stawce Hutnik schodził w znacznie lepszych nastrojach, bo przyjezdni uczynili najlepszy możliwy użytek ze stałego fragmentu gry. W 14. minucie napastnik Michał Kitliński umiejętnie wykorzystał dośrodkowaną piłkę z rzutu rożnego i pokonał golkipera GKS-u skuteczną główką.
Od tego momentu podopieczni Szymona Szydełki skupili się przede wszystkim na odpowiednich działaniach w defensywie i pomimo tego, że do końca pierwszej połowy to katowiczanie mieli więcej z gry i posiadali optyczną przewagę, z tworzonych przez nich okazji nie wyniknęło odpowiednio duże zagrożenie.
Dotychczasowy lider tabeli miał zatem ogromną nadzieję, że po zmianie stron zdoła wrócić na odpowiednie tory i odwrócić bardzo niekorzystny dla nich wynik. W 53. minucie pomocną dłoń dla „GieKSy” postanowił wyciągnąć Egipcjanin Ahmed Hafez, który wdarł się w przepychankę z obrońcą Michałem Kołodziejskim i za kompletnie nieodpowiedzialne zachowanie został ukarany czerwoną kartką.
Czy gospodarze wykorzystali głupie zachowanie ofensywnego piłkarza Hutnika i rzucili się bardziej do ataku? Z jednej strony tak, bowiem druga połowa stała pod znakiem ich całkowitej dominacji, ale większość prób była na tyle chaotyczna bądź też rozpaczliwa, że zwarta defensywa gości radziła sobie z nimi dość pewnie. Z drugiej jednak strony ciężko myśleć o odwróceniu wyniku rywalizacji, jeżeli nie jest się w stanie umieścić futbolówki w niemal pustej bramce. W 68. minucie bardzo bliski pokonania Dawida Smuga był wprowadzony jeszcze w pierwszej połowie Krystian Sanocki, ale skrzydłowy nie wykorzystał dokładnego zagrania od Grzegorza Rogali i oddał niecelny strzał z kilku metrów.
W końcówce spotkania niemal wszyscy zawodnicy GKS-u znajdowali się już na połowie Hutnika, ale ich liczne ataki ostatecznie nie przyniosły żadnego wymiernego skutku. Na dodatek w samej końcówce katowiczanie zostali jeszcze boleśnie skontrowani, gdy doświadczony Kamil Sobala wykorzystał nieporozumienie Mrozka z Wojciechowskim i umieścił futbolówkę w pustej bramce. Tym samym „GieKSa” nie wykorzystała znakomitej okazji na to, by umocnić się w fotelu lidera II-ligowej tabeli i odskoczyć drugiemu Górnikowi Polkowice na pięć punktów.
infokatowice.pl – GieKSa znów gorsza od Hutnika
GieKSa przegrała na własnym stadionie z jednym z najsłabszych zespołów II ligi, pomimo tego, że niemal przez całą drugą połowę grała z przewagą jednego zawodnika.
Od początku spotkania przewaga na boisku należała do gospodarzy, ale nie miało to dużego przełożenia na sytuacje bramkowe. Hutnicy rzadko zapuszczali się pod pole karne katowiczan, ale ich nieliczne ataki były znacznie groźniejsze, a jeden z nich, w 13 min., zakończył się golem, po strzale głową Kitlińskiego. Na początku drugiej odsłony sędzia ukarał czerwoną kartką Hafeza. Pomimo tego ataki katowiczan nadal rozbijały się na dobrze poukładanej defensywie gości. Najbliżej wyrównania był w 68 min. Sanocki, ale z kilu metrów nie trafił do pustej bramki. W końcówce meczu przewaga gospodarzy była olbrzymia, ale zamiast wyrównującej bramki dla katowiczan w doliczonym czasie gry padł drugi gol dla przyjezdnych. Tym samym GieKSa nieoczekiwanie przegrała z jedną z najsłabszych drużyn II ligi. Hutnicy w tym sezonie wygrali jak dotąd cztery spotkania, w tym dwa z katowiczanami.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Kato
7 marca 2021 at 09:08
Wstyd i jeszcze raz WSTYD !!!
Panie trenerze, gdzieś Pan był podczas meczu na Bukowej.
Kato
7 marca 2021 at 10:02
Skrót wyjaśnia wiele.
A w tle słychać radość z trybuny.
I tyle w temacie.
Padre
7 marca 2021 at 10:05
Widać wyraźnie poziom tych grajków. Myślami byli gdzieś na imprezie bądź turnieju konsolowym.
Przyjeżdża hutnik ostatni w tabeli haha i pokazuje prawdę o ich poziomie. Brak slow!!!
Gieksiorz
7 marca 2021 at 10:21
Wstyd,kompromitacja, żenada, czyli norma dla kibica GieKSy, ile jeszcze osmieszania nas kibiców,jak w tym sezonie zrobią to co w ostatnich latach to znowu dużo ludzi się wycofa ,ja też będę już to pierdolił, ile można to już kurwa nudne
Kato
7 marca 2021 at 10:32
Padre
Problem w tym, że nasza drużyna wcale nie jest gorsza. Nie nazwę ich że są ciańcy.
Właśnie to najbardziej dziwi, gdy w takim meczu nie potrafią odskoczyć w tabeli. Klatka po klatce pokazuje fatalną gre w poszczególnych sytuacjach, ale nie niski poziom ogólny.
Grają tak, aby2ZB być na szczycie tabeli, ale nie odskoczyć od reszty.
Mlody
7 marca 2021 at 10:32
Szkoda, godac przegrac 0=2 z ostatnia druzyna Fc Slawkow PNG
Henk
7 marca 2021 at 10:49
Jeżeli oni naprawdę są w takiej formie po okresie przygotowawczym to … brawa dla trenera Góraka! Szacun !