Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Podbeskidzie-GieKSa: Podbeskidzie przegrywa z GKS-em Katowice. Goście czczą Barbórkę
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice. GieKSa wygrała pierwszy mecz na wyjeździe w trwającym sezonie 2:1 (2:1).
bielsko.biala.pl – Porażka na własne życzenie. Popis niedokładności na koniec rundy
Nie tak miało wyglądać zakończenie rundy w wykonaniu piłkarzy Podbeskidzia. Na stadionie Miejskim w Bielsku-Białej „Górale” przegrali dziś z GKS Katowice i stracili kontakt z czołówką. Bohaterem spotkania został Filip Szymczak, który zdobył dwa gole dla gości.
W piękne bramki obfitowała pierwsza połowa spotkania w Bielsku-Białej. Wynik meczu otworzył GKS, którego piłkarze wykorzystali brak zdecydowania defensywy Podbeskidzia, a Filip Szymczak z kilku metrów wpakował piłkę do bramki. Wyrównał pięknym strzałem w okienko Kamil Biliński. W końcówce trzy doskonałe sytuację strzeleckie stworzyli gospodarze, z których najlepszą zmarnował Giorgio Merebashvili.
W 45. minucie Szymczak strzałem od poprzeczki w okolicy okienka dał ponownie prowadzenie beniaminkowi. W drugiej odsłonie GKS cofnął się, a Podbeskidzie próbowało zagrozić bramce Dawida Kudły. W 83. minucie świetną akcję lewą stroną przeprowadził Roku Goman, ale Bilińskiego uprzedził obrońca GKS, a po chwili niecelnie głową uderzał Dominik Frelek. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie.
sportdziennik.com – GieKSa uczciła Barbórkę. Wyjazdowe przełamanie!
Podbeskidzie – GKS 1:2. Katowiczanie dość niespodziewanie w ostatnim tegorocznym meczu dali radę odnieść pierwsze ligowej jesieni wyjazdowe zwycięstwo, o czym przesądziły dwa gole Filipa Szymczaka.
– Nie ma jak w Bielsku – mają prawo uśmiechnąć się kibice GieKSy. To miejsce, gdzie zawsze prezentują się imponująco i na miarę kibicowskiego potencjału, no i mogą przy tym świętować 3 punkty. Zdobyciem pełnej puli kończyły się ich wyprawy pod Klimczok w 2016, 2017 i 2018 roku. Nieważne, czy drużyna akurat walczyła o awans, czy utrzymanie. Nie inaczej skończyło się dziś, choć po awansie do Fortuna 1 Ligi nie potrafiła odnieść wyjazdowego zwycięstwa. Przełamała się w ostatnim tegorocznym meczu, w swoim dziewiątym podejściu. Wcześniej 3 punkty poza Katowicami zaksięgowała w maju w Chojnicach, jeszcze w drugiej lidze. Tej soboty zadała kres złej serii, uświetniając Barbórkę – jak na Górniczy Klub Sportowy przystało.
Takie rozstrzygnięcie należy uznać za niespodziankę. To, że Podbeskidziu przyświecają inne cele i nie tak dawno było w stanie rozgromić u siebie Widzewa czy Polkowice to jedno. Drugie – że GKS ledwie kilkadziesiąt godzin temu, w późny środowy wieczór, grał zaległe spotkanie w Rzeszowie i pod dużym znakiem zapytania stało to, jak wytrzyma trudy tej ostatniej prostej. Ale wytrzymał. Pod Klimczokiem wygrał zasłużenie.
Spora w tym zasługa Filipa Szymczaka. W Rzeszowie dwa gole strzelił Patryk Szwedzik, w Bielsku-Białej – napastnik wypożyczony z Lecha Poznań, udowadniając, że jak na beniaminka i zespół walczący o utrzymanie, GKS naprawdę dysponuje w ofensywie armatami będącymi w stanie pokiereszować każdego. Szymczak najpierw jak rasowy snajper, uprzedzając w tłoku Mateusza Wypycha, zamknął dogranie Grzegorza Rogali, a tuż przed przerwą trafił do siatki imponującym strzałem zza „szesnastki”. Choć miał mało miejsca, przymierzył technicznie prawą nogą, a piłka po drodze do celu odbiła się jeszcze od poprzeczki.
Pierwsza połowa była świetnym widowiskiem. Katowiczanie nastawili się defensywę i szybkie ataki, podczas których byli bardzo zdecydowani. Notowali sporo odbiorów, wyprowadzili kilka kontr, które mogli lepiej rozwiązać, a był nawet fragment, gdy osiągnęli sporą przewagę w posiadaniu piłki i trzymali ciężar gry z dala od własnego pola karnego. Scenariusz tej części był bliźniaczo podobny do środowej pierwszej połowy w Rzeszowie – szybko stracone prowadzenie 1:0 oraz gol „do szatni”.
Podbeskidzie nie zagrało dobrego meczu. Często traciło piłkę, mnożyły się niedokładności, miało problemy w ataku pozycyjnym. Natychmiast doprowadziło jednak do remisu 1:1, gdy akcję Konrada Gutowskiego i zagranie Goku sfinalizował idealnym uderzeniem Kamil Biliński. Najlepszy fragment bielszczanie mieli 40. a 43. minutą. Wtedy GKS nie za bardzo wiedział, co się dzieje. To miało zakończyć się bramką na 2:1 i faktycznie tak się zakończyło, tyle że… zdobyli ją goście.
Po raz szósty na przestrzeni ostatnich trzech meczów (2:3 z Miedzią, 2:2 z Resovią) GieKSa wyszła na prowadzenie i tym razem już nie wypuściła go z rąk. W drugiej połowie, która tak interesująca już nie była, o szczęściu mogła mówić w końcówce, gdy Dominik Frelek nie trafił głową po centrze Michała Janoty. Katowiczanie mogli podwyższyć za sprawą Grzegorza Rogali, który po świetnym dograniu Szymczaka wyszedł sam na sam z Martinem Polaczkiem, ale słowacki golkiper obronił jego strzał oddany słabszą, prawą nogą. GKS odniósł piąte w sezonie zwycięstwo, dzięki czemu zima przy Bukowej będzie spokojniejsza, a po końcowym gwizdku trener Rafał Górak podszedł pod sektory zajmowane przez 1,5-tysięczną grupę fanatyków GieKSy i symbolicznym ściągnięciem czapki podziękował im za doping. Bielszczanie zaś przegrywając dziś oraz remisując przed tygodniem z Odrą Opole stracili szansę doskoczenia do wiceliderującego Widzewa, okres przygotowawczy przepracują z co najmniej 6-punktową stratą, ale pierwszą rundę po spadku z ekstraklasy i tak muszą uznać za udaną, bo liczą się w walce o awans.
tspodbeskidzie.pl – Podbeskidzie – GKS Katowice 1:2
Ostatni akord 2021 roku w Bielsku-Białej – pojedynek Górali z Górnikami. Tak najlepiej można było nazwać pojedynek Podbeskidzia z GKS-em Katowice, który kończył rundę jesienną w fortuna 1 lidze.
W zestawieniu bielszczan w porównaniu do ostatniego meczu z Odrą Opole nastąpiły dwie zmiany – za pauzującego za kartki Bonifacio oraz Scaleta pojawili się Gach oraz Merebashvili. W szeregach naszego rywala zobaczyliśmy z kolei dobrze znanego Rafała Figiela.
Początek meczu nie wyglądał na pewno tak jak zakładali sobie to nasi zawodnicy. W naszym rozegraniu brakowało spokoju a goście, którzy szybko doskakiwali czy to do stoperów czy środkowych pomocników nie dawali im czasu do namysłu na celne zagranie. Ale po kolei…
Pierwszą groźna okazję stworzyli sobie nasi zawodnicy a konkretnie Bieroński, który po akcji prawym skrzydłem Gutowskiego i Merebashvilego dostał piłkę przed polem karnym i pokusił się o uderzenie. Na nasze nieszczęście Kudle w tym przypadku pomógł słupek. Katowiczanie nie chcąc być dłużni stworzyli akcję, po której wyszli na prowadzenie. Najpierw wrzutka Wojciechowskiego przeszła wzdłuż naszej bramki bez celu, ale podłączający się boczny obrońca Rogala dobrze zamknął te akcję, wgrał po raz drugi w pole bramkowe Polacka a tam Szymczak na wślizgu otworzył wynik meczu.
Ogromnie podrażnieni Górale szybko chcieli przejąć inicjatywę i wyrównać stan rzeczy a jak trwoga to do Boga… Gutowski z Merebashvilim pograli na prawym skrzydle, następnie piłka powędrowała do Goku, który wypatrzył na jedenastym metrze naszego kapitana a Biliński z pierwszej piłki uderzył na bramkę. Dalsze losy tej akcji są znane – cały stadion wykrzyczał: Biliński a na tablicy wyników było już 1:1.
Po wyrównującej bramce nadal nie potrafiliśmy złapać swojego optymalnego rytmu gry, choć na przerwę mogliśmy schodzić prowadząc 2:1. Złe zachowanie Figiela wykorzystał Biliński, który przejął piłkę i zagrał do wychodzącego ,,sam na sam” gruzińskiego napastnika, ale górą w tym pojedynku okazał się broniący Katowic. Chwilę później ten sam zawodnik mógł asystować przy drugim trafieniu Bilińskiego, ale Kamilowi zabrakło centymetrów, aby główką wpakować piłkę do bramki. Niestety nasze niewykorzystane sytuacje zemściły się jeszcze w pierwszych 45 minutach… Figiel dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, piłka dostała się pod nogi Szymczaka, a ten bardzo ładnym strzałem w samo ,,okienko” sfinalizował akcję i zamiast naszego napastnika osiągnął dublet w tym meczu.
Choć w przerwie nasi trenerzy dokonali tylko jednej zmiany to widać było w szeregach Górali spore podrażnienie obrotem spraw na boisku. W 60 minucie na boisku pojawili się Scalet i Janota a więc szkoleniowy bielszczan postawili na atak. Zmiany nieco pobudziły nasz zespół – przenoszenie ciężaru gry przez Scaleta oraz ciekawe podania Janoty kilka razy pozwoliły Podbeskidziu na stworzenia zagrożenia pod bramką Kudły. Ciągle brakowało nam jednak dobrej finalizacji. GKS-iarze ustawienie piątką obrońców w linii szczelnie zabezpieczali swoją bramką i rozbijali ataki gospodarzy.
1liga.org – Sobota w F1L: Świąteczne zwycięstwo Górników i wygrana Resovii
[…] Przed meczem z GKS-em Katowice nagrodę dla Piłkarza Listopada otrzymał Kamil Biliński, który nie ma sobie równych w Fortuna 1 Lidze. Wynik spotkania otworzyli katowiczanie, po uderzeniu Filipa Szymczaka, ale niedługo cieszyli się z prowadzenia. Kapitalna akcja Goku-Biliński sprawiła, że w Bielsku-Białej na tablicy wyników widniało 1:1. Tuż przed przerwą swoje stuprocentowe sytuacje mieli gospodarze, ale to goście odpowiedzieli przepięknym strzałem Szymczaka i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej odsłonie wynik nie uległ zmianie i to katowiczanie dopisują do swojego dorobku trzy punkty.
sport.interia.pl – Podbeskidzie przegrywa z GKS-em Katowice. Goście czczą Barbórkę
Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało u siebie z GKS-em Katowice. Zdecydowała o tym świetna i emocjonująca pierwsza połowa, w której padły wszystkie bramki. Zarówno katowiccy piłkarze jak i kibice uczcili górnicze święto czyli Barbórkę.
Faworytami byli gospodarze, którzy nie przegrali trzech meczów z rzędu i zajmowali trzecie miejsce w tabeli dające baraże. GiekSa ucieka przed strefą spadkową. To często nie ma jednak znaczenia i tak było tym razem. W pierwszym meczu między tymi drużynami w Katowicach było 2-2 po wyrównującym golu GieKSy w ostatniej minucie. Tym razem podopieczni Rafała Góraka wygrali 2-1.
Podbeskidzie przejęło inicjatywę od początku meczu, goście wspierani przez bardzo liczną grupę własnych, głośno dopingujących kibiców, próbowali się odgryzać. W 15. minucie GieKSę ratuje słupek, riposta gości jest natychmiastowa; po minucie gola z boiska zdobywa Filip Szymczak, który z bliska dokłada. Podbeskidzie też reaguje najlepiej jak można: Kamil Biliński, najlepszy piłkarz listopada I ligi wyrównuje. Cios za cios!
Katowiczanie znowu mogli wyjść na prowadzeniu dzięki utalentowanemu Szymczakowi, tym razem TSP w ostatniej chwili uratowali wykopem obrońcy. Mecz był ciekawy, widać było, że obu drużyn zależy. Podbeskidzie miało świetną okazję w 40.minucie, ale Dawid Kudła świetnie odbił na róg mocne uderzenie Giorgiego Merebaszwilego, po chwili piłka kilkakrotnie odbijała się od nóg ofiarnie interweniujących obrońców gości, Bartosz Jaroszek odbił tę lecącą do bramki. Katowice miały mnóstwo szczęścia w tej i kilku innych sytuacjach. Setkę miał Biliński, który po ostrej centrze główkował z bliska, ale piłka minęła cel. „Podbeskidzie, Podbeskidzie” – zaniosło się po stadionie.
Wydawało się więc, że gol dla Podbeskidzia to kwestia czasu, tymczasem po niespodziewanej kontrze Filip Szymczak znowu popisał się skutecznym strzałem, aż Kudła poleciał mu pogratulować z własnego pola karnego! Co za połowa!
Po przerwie Podbeskidzie robiło wszystko żeby wyrównać. Gra toczyła się głównie na połowie Katowic, kilka razy Kudła był w poważnych opałach, czasem znowu dopisywało mu szczęście. Goście atakowali z rzadka, choć Szymczak miał okazję na hat-tricka, ale w pierwszej sytuacji przeszkodził obrońca, w drugiej nogą odbił bramkarz.
Zwycięstwo przypadło w Barbórkę czyli górnicze święto. Zawodnicy uczcili to zwycięstwem a kibice gości – oprawą. „Święta Barbaro, czuwaj nad nami”.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Najnowsze komentarze