Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu Podbeskidzie-GieKSa: Podbeskidzie przegrywa z GKS-em Katowice. Goście czczą Barbórkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice. GieKSa wygrała pierwszy mecz na wyjeździe w trwającym sezonie 2:1 (2:1).

 

bielsko.biala.pl – Porażka na własne życzenie. Popis niedokładności na koniec rundy

Nie tak miało wyglądać zakończenie rundy w wykonaniu piłkarzy Podbeskidzia. Na stadionie Miejskim w Bielsku-Białej „Górale” przegrali dziś z GKS Katowice i stracili kontakt z czołówką. Bohaterem spotkania został Filip Szymczak, który zdobył dwa gole dla gości.

W piękne bramki obfitowała pierwsza połowa spotkania w Bielsku-Białej. Wynik meczu otworzył GKS, którego piłkarze wykorzystali brak zdecydowania defensywy Podbeskidzia, a Filip Szymczak z kilku metrów wpakował piłkę do bramki. Wyrównał pięknym strzałem w okienko Kamil Biliński. W końcówce trzy doskonałe sytuację strzeleckie stworzyli gospodarze, z których najlepszą zmarnował Giorgio Merebashvili.

W 45. minucie Szymczak strzałem od poprzeczki w okolicy okienka dał ponownie prowadzenie beniaminkowi. W drugiej odsłonie GKS cofnął się, a Podbeskidzie próbowało zagrozić bramce Dawida Kudły. W 83. minucie świetną akcję lewą stroną przeprowadził Roku Goman, ale Bilińskiego uprzedził obrońca GKS, a po chwili niecelnie głową uderzał Dominik Frelek. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie.

 

sportdziennik.com – GieKSa uczciła Barbórkę. Wyjazdowe przełamanie!

Podbeskidzie – GKS 1:2. Katowiczanie dość niespodziewanie w ostatnim tegorocznym meczu dali radę odnieść pierwsze ligowej jesieni wyjazdowe zwycięstwo, o czym przesądziły dwa gole Filipa Szymczaka.

– Nie ma jak w Bielsku – mają prawo uśmiechnąć się kibice GieKSy. To miejsce, gdzie zawsze prezentują się imponująco i na miarę kibicowskiego potencjału, no i mogą przy tym świętować 3 punkty. Zdobyciem pełnej puli kończyły się ich wyprawy pod Klimczok w 2016, 2017 i 2018 roku. Nieważne, czy drużyna akurat walczyła o awans, czy utrzymanie. Nie inaczej skończyło się dziś, choć po awansie do Fortuna 1 Ligi nie potrafiła odnieść wyjazdowego zwycięstwa. Przełamała się w ostatnim tegorocznym meczu, w swoim dziewiątym podejściu. Wcześniej 3 punkty poza Katowicami zaksięgowała w maju w Chojnicach, jeszcze w drugiej lidze. Tej soboty zadała kres złej serii, uświetniając Barbórkę – jak na Górniczy Klub Sportowy przystało.

Takie rozstrzygnięcie należy uznać za niespodziankę. To, że Podbeskidziu przyświecają inne cele i nie tak dawno było w stanie rozgromić u siebie Widzewa czy Polkowice to jedno. Drugie – że GKS ledwie kilkadziesiąt godzin temu, w późny środowy wieczór, grał zaległe spotkanie w Rzeszowie i pod dużym znakiem zapytania stało to, jak wytrzyma trudy tej ostatniej prostej. Ale wytrzymał. Pod Klimczokiem wygrał zasłużenie.

Spora w tym zasługa Filipa Szymczaka. W Rzeszowie dwa gole strzelił Patryk Szwedzik, w Bielsku-Białej – napastnik wypożyczony z Lecha Poznań, udowadniając, że jak na beniaminka i zespół walczący o utrzymanie, GKS naprawdę dysponuje w ofensywie armatami będącymi w stanie pokiereszować każdego. Szymczak najpierw jak rasowy snajper, uprzedzając w tłoku Mateusza Wypycha, zamknął dogranie Grzegorza Rogali, a tuż przed przerwą trafił do siatki imponującym strzałem zza „szesnastki”. Choć miał mało miejsca, przymierzył technicznie prawą nogą, a piłka po drodze do celu odbiła się jeszcze od poprzeczki.

Pierwsza połowa była świetnym widowiskiem. Katowiczanie nastawili się defensywę i szybkie ataki, podczas których byli bardzo zdecydowani. Notowali sporo odbiorów, wyprowadzili kilka kontr, które mogli lepiej rozwiązać, a był nawet fragment, gdy osiągnęli sporą przewagę w posiadaniu piłki i trzymali ciężar gry z dala od własnego pola karnego. Scenariusz tej części był bliźniaczo podobny do środowej pierwszej połowy w Rzeszowie – szybko stracone prowadzenie 1:0 oraz gol „do szatni”.

Podbeskidzie nie zagrało dobrego meczu. Często traciło piłkę, mnożyły się niedokładności, miało problemy w ataku pozycyjnym. Natychmiast doprowadziło jednak do remisu 1:1, gdy akcję Konrada Gutowskiego i zagranie Goku sfinalizował idealnym uderzeniem Kamil Biliński. Najlepszy fragment bielszczanie mieli  40. a 43. minutą. Wtedy GKS nie za bardzo wiedział, co się dzieje. To miało zakończyć się bramką na 2:1 i faktycznie tak się zakończyło, tyle że… zdobyli ją goście.

Po raz szósty na przestrzeni ostatnich trzech meczów (2:3 z Miedzią, 2:2 z Resovią) GieKSa wyszła na prowadzenie i tym razem już nie wypuściła go z rąk. W drugiej połowie, która tak interesująca już nie była, o szczęściu mogła mówić w końcówce, gdy Dominik Frelek nie trafił głową po centrze Michała Janoty. Katowiczanie mogli podwyższyć za sprawą Grzegorza Rogali, który po świetnym dograniu Szymczaka wyszedł sam na sam z Martinem Polaczkiem, ale słowacki golkiper obronił jego strzał oddany słabszą, prawą nogą. GKS odniósł piąte w sezonie zwycięstwo, dzięki czemu zima przy Bukowej będzie spokojniejsza, a po końcowym gwizdku trener Rafał Górak podszedł pod sektory zajmowane przez 1,5-tysięczną grupę fanatyków GieKSy i symbolicznym ściągnięciem czapki podziękował im za doping. Bielszczanie zaś przegrywając dziś oraz remisując przed tygodniem z Odrą Opole stracili szansę doskoczenia do wiceliderującego Widzewa, okres przygotowawczy przepracują z co najmniej 6-punktową stratą, ale pierwszą rundę po spadku z ekstraklasy i tak muszą uznać za udaną, bo liczą się w walce o awans.

 

tspodbeskidzie.pl – Podbeskidzie – GKS Katowice 1:2

Ostatni akord 2021 roku w Bielsku-Białej – pojedynek Górali z Górnikami. Tak najlepiej można było nazwać pojedynek Podbeskidzia z GKS-em Katowice, który kończył rundę jesienną w fortuna 1 lidze.

W zestawieniu bielszczan w porównaniu do ostatniego meczu z Odrą Opole nastąpiły dwie zmiany – za pauzującego za kartki Bonifacio oraz Scaleta pojawili się Gach oraz Merebashvili. W szeregach naszego rywala zobaczyliśmy z kolei dobrze znanego Rafała Figiela.

Początek meczu nie wyglądał na pewno tak jak zakładali sobie to nasi zawodnicy. W naszym rozegraniu brakowało spokoju a goście, którzy szybko doskakiwali czy to do stoperów czy środkowych pomocników nie dawali im czasu do namysłu na celne zagranie. Ale po kolei…

Pierwszą groźna okazję stworzyli sobie nasi zawodnicy a konkretnie Bieroński, który po akcji prawym skrzydłem Gutowskiego i Merebashvilego dostał piłkę przed polem karnym i pokusił się o uderzenie. Na nasze nieszczęście Kudle w tym przypadku pomógł słupek. Katowiczanie nie chcąc być dłużni stworzyli akcję, po której wyszli na prowadzenie. Najpierw wrzutka Wojciechowskiego przeszła wzdłuż naszej bramki bez celu, ale podłączający się boczny obrońca Rogala dobrze zamknął te akcję, wgrał po raz drugi w pole bramkowe Polacka a tam Szymczak na wślizgu otworzył wynik meczu.

Ogromnie podrażnieni Górale szybko chcieli przejąć inicjatywę i wyrównać stan rzeczy a jak trwoga to do Boga… Gutowski z Merebashvilim pograli na prawym skrzydle, następnie piłka powędrowała do Goku, który wypatrzył na jedenastym metrze naszego kapitana a Biliński z pierwszej piłki uderzył na bramkę. Dalsze losy tej akcji są znane – cały stadion wykrzyczał: Biliński a na tablicy wyników było już 1:1.

Po wyrównującej bramce nadal nie potrafiliśmy złapać swojego optymalnego rytmu gry, choć na przerwę mogliśmy schodzić prowadząc 2:1. Złe zachowanie Figiela wykorzystał Biliński, który przejął piłkę i zagrał do wychodzącego ,,sam na sam” gruzińskiego napastnika, ale górą w tym pojedynku okazał się broniący Katowic. Chwilę później ten sam zawodnik mógł asystować przy drugim trafieniu Bilińskiego, ale Kamilowi zabrakło centymetrów, aby główką wpakować piłkę do bramki. Niestety nasze niewykorzystane sytuacje zemściły się jeszcze w pierwszych 45 minutach… Figiel dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, piłka dostała się pod nogi Szymczaka, a ten bardzo ładnym strzałem w samo ,,okienko” sfinalizował akcję i zamiast naszego napastnika osiągnął dublet w tym meczu.

Choć w przerwie nasi trenerzy dokonali tylko jednej zmiany to widać było w szeregach Górali spore podrażnienie obrotem spraw na boisku. W 60 minucie na boisku pojawili się Scalet i Janota a więc szkoleniowy bielszczan postawili na atak. Zmiany nieco pobudziły nasz zespół – przenoszenie ciężaru gry przez Scaleta oraz ciekawe podania Janoty kilka razy pozwoliły Podbeskidziu na stworzenia zagrożenia pod bramką Kudły. Ciągle brakowało nam jednak dobrej finalizacji. GKS-iarze ustawienie piątką obrońców w linii szczelnie zabezpieczali swoją bramką i rozbijali ataki gospodarzy.

 

1liga.org – Sobota w F1L: Świąteczne zwycięstwo Górników i wygrana Resovii

[…] Przed meczem z GKS-em Katowice nagrodę dla Piłkarza Listopada otrzymał Kamil Biliński, który nie ma sobie równych w Fortuna 1 Lidze. Wynik spotkania otworzyli katowiczanie, po uderzeniu Filipa Szymczaka, ale niedługo cieszyli się z prowadzenia. Kapitalna akcja Goku-Biliński sprawiła, że w Bielsku-Białej na tablicy wyników widniało 1:1. Tuż przed przerwą swoje stuprocentowe sytuacje mieli gospodarze, ale to goście odpowiedzieli przepięknym strzałem Szymczaka i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej odsłonie wynik nie uległ zmianie i to katowiczanie dopisują do swojego dorobku trzy punkty.

 

sport.interia.pl – Podbeskidzie przegrywa z GKS-em Katowice. Goście czczą Barbórkę

Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało u siebie z GKS-em Katowice. Zdecydowała o tym świetna i emocjonująca pierwsza połowa, w której padły wszystkie bramki. Zarówno katowiccy piłkarze jak i kibice uczcili górnicze święto czyli Barbórkę.

Faworytami byli gospodarze, którzy nie przegrali trzech meczów z rzędu i zajmowali trzecie miejsce w tabeli dające baraże. GiekSa ucieka przed strefą spadkową. To często nie ma jednak znaczenia i tak było tym razem. W pierwszym meczu między tymi drużynami w Katowicach było 2-2 po wyrównującym golu GieKSy w ostatniej minucie. Tym razem podopieczni Rafała Góraka wygrali 2-1.

Podbeskidzie przejęło inicjatywę od początku meczu, goście wspierani przez bardzo liczną grupę własnych, głośno dopingujących kibiców, próbowali się odgryzać. W 15. minucie GieKSę ratuje słupek, riposta gości jest natychmiastowa; po minucie gola z boiska zdobywa Filip Szymczak, który z bliska dokłada. Podbeskidzie też reaguje najlepiej jak można: Kamil Biliński, najlepszy piłkarz listopada I ligi wyrównuje. Cios za cios!

Katowiczanie znowu mogli wyjść na prowadzeniu dzięki utalentowanemu Szymczakowi, tym razem TSP w ostatniej chwili uratowali wykopem obrońcy. Mecz był ciekawy, widać było, że obu drużyn zależy. Podbeskidzie miało świetną okazję w 40.minucie, ale Dawid Kudła świetnie odbił na róg mocne uderzenie Giorgiego Merebaszwilego, po chwili piłka kilkakrotnie odbijała się od nóg ofiarnie interweniujących obrońców gości, Bartosz Jaroszek odbił tę lecącą do bramki. Katowice miały mnóstwo szczęścia w tej i kilku innych sytuacjach. Setkę miał Biliński, który po ostrej centrze główkował z bliska, ale piłka minęła cel. „Podbeskidzie, Podbeskidzie” – zaniosło się po stadionie.

Wydawało się więc, że gol dla Podbeskidzia to kwestia czasu, tymczasem po niespodziewanej kontrze Filip Szymczak znowu popisał się skutecznym strzałem, aż Kudła poleciał mu pogratulować z własnego pola karnego! Co za połowa!

Po przerwie Podbeskidzie robiło wszystko żeby wyrównać. Gra toczyła się głównie na połowie Katowic, kilka razy Kudła był w poważnych opałach, czasem znowu dopisywało mu szczęście. Goście atakowali z rzadka, choć Szymczak miał okazję na hat-tricka, ale w pierwszej sytuacji przeszkodził obrońca, w drugiej nogą odbił bramkarz.

Zwycięstwo przypadło w Barbórkę czyli górnicze święto. Zawodnicy uczcili to zwycięstwem a kibice gości – oprawą. „Święta Barbaro, czuwaj nad nami”.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga