Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Podbeskidzie-GieKSa: Podbeskidzie przegrywa z GKS-em Katowice. Goście czczą Barbórkę
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice. GieKSa wygrała pierwszy mecz na wyjeździe w trwającym sezonie 2:1 (2:1).
bielsko.biala.pl – Porażka na własne życzenie. Popis niedokładności na koniec rundy
Nie tak miało wyglądać zakończenie rundy w wykonaniu piłkarzy Podbeskidzia. Na stadionie Miejskim w Bielsku-Białej „Górale” przegrali dziś z GKS Katowice i stracili kontakt z czołówką. Bohaterem spotkania został Filip Szymczak, który zdobył dwa gole dla gości.
W piękne bramki obfitowała pierwsza połowa spotkania w Bielsku-Białej. Wynik meczu otworzył GKS, którego piłkarze wykorzystali brak zdecydowania defensywy Podbeskidzia, a Filip Szymczak z kilku metrów wpakował piłkę do bramki. Wyrównał pięknym strzałem w okienko Kamil Biliński. W końcówce trzy doskonałe sytuację strzeleckie stworzyli gospodarze, z których najlepszą zmarnował Giorgio Merebashvili.
W 45. minucie Szymczak strzałem od poprzeczki w okolicy okienka dał ponownie prowadzenie beniaminkowi. W drugiej odsłonie GKS cofnął się, a Podbeskidzie próbowało zagrozić bramce Dawida Kudły. W 83. minucie świetną akcję lewą stroną przeprowadził Roku Goman, ale Bilińskiego uprzedził obrońca GKS, a po chwili niecelnie głową uderzał Dominik Frelek. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie.
sportdziennik.com – GieKSa uczciła Barbórkę. Wyjazdowe przełamanie!
Podbeskidzie – GKS 1:2. Katowiczanie dość niespodziewanie w ostatnim tegorocznym meczu dali radę odnieść pierwsze ligowej jesieni wyjazdowe zwycięstwo, o czym przesądziły dwa gole Filipa Szymczaka.
– Nie ma jak w Bielsku – mają prawo uśmiechnąć się kibice GieKSy. To miejsce, gdzie zawsze prezentują się imponująco i na miarę kibicowskiego potencjału, no i mogą przy tym świętować 3 punkty. Zdobyciem pełnej puli kończyły się ich wyprawy pod Klimczok w 2016, 2017 i 2018 roku. Nieważne, czy drużyna akurat walczyła o awans, czy utrzymanie. Nie inaczej skończyło się dziś, choć po awansie do Fortuna 1 Ligi nie potrafiła odnieść wyjazdowego zwycięstwa. Przełamała się w ostatnim tegorocznym meczu, w swoim dziewiątym podejściu. Wcześniej 3 punkty poza Katowicami zaksięgowała w maju w Chojnicach, jeszcze w drugiej lidze. Tej soboty zadała kres złej serii, uświetniając Barbórkę – jak na Górniczy Klub Sportowy przystało.
Takie rozstrzygnięcie należy uznać za niespodziankę. To, że Podbeskidziu przyświecają inne cele i nie tak dawno było w stanie rozgromić u siebie Widzewa czy Polkowice to jedno. Drugie – że GKS ledwie kilkadziesiąt godzin temu, w późny środowy wieczór, grał zaległe spotkanie w Rzeszowie i pod dużym znakiem zapytania stało to, jak wytrzyma trudy tej ostatniej prostej. Ale wytrzymał. Pod Klimczokiem wygrał zasłużenie.
Spora w tym zasługa Filipa Szymczaka. W Rzeszowie dwa gole strzelił Patryk Szwedzik, w Bielsku-Białej – napastnik wypożyczony z Lecha Poznań, udowadniając, że jak na beniaminka i zespół walczący o utrzymanie, GKS naprawdę dysponuje w ofensywie armatami będącymi w stanie pokiereszować każdego. Szymczak najpierw jak rasowy snajper, uprzedzając w tłoku Mateusza Wypycha, zamknął dogranie Grzegorza Rogali, a tuż przed przerwą trafił do siatki imponującym strzałem zza „szesnastki”. Choć miał mało miejsca, przymierzył technicznie prawą nogą, a piłka po drodze do celu odbiła się jeszcze od poprzeczki.
Pierwsza połowa była świetnym widowiskiem. Katowiczanie nastawili się defensywę i szybkie ataki, podczas których byli bardzo zdecydowani. Notowali sporo odbiorów, wyprowadzili kilka kontr, które mogli lepiej rozwiązać, a był nawet fragment, gdy osiągnęli sporą przewagę w posiadaniu piłki i trzymali ciężar gry z dala od własnego pola karnego. Scenariusz tej części był bliźniaczo podobny do środowej pierwszej połowy w Rzeszowie – szybko stracone prowadzenie 1:0 oraz gol „do szatni”.
Podbeskidzie nie zagrało dobrego meczu. Często traciło piłkę, mnożyły się niedokładności, miało problemy w ataku pozycyjnym. Natychmiast doprowadziło jednak do remisu 1:1, gdy akcję Konrada Gutowskiego i zagranie Goku sfinalizował idealnym uderzeniem Kamil Biliński. Najlepszy fragment bielszczanie mieli 40. a 43. minutą. Wtedy GKS nie za bardzo wiedział, co się dzieje. To miało zakończyć się bramką na 2:1 i faktycznie tak się zakończyło, tyle że… zdobyli ją goście.
Po raz szósty na przestrzeni ostatnich trzech meczów (2:3 z Miedzią, 2:2 z Resovią) GieKSa wyszła na prowadzenie i tym razem już nie wypuściła go z rąk. W drugiej połowie, która tak interesująca już nie była, o szczęściu mogła mówić w końcówce, gdy Dominik Frelek nie trafił głową po centrze Michała Janoty. Katowiczanie mogli podwyższyć za sprawą Grzegorza Rogali, który po świetnym dograniu Szymczaka wyszedł sam na sam z Martinem Polaczkiem, ale słowacki golkiper obronił jego strzał oddany słabszą, prawą nogą. GKS odniósł piąte w sezonie zwycięstwo, dzięki czemu zima przy Bukowej będzie spokojniejsza, a po końcowym gwizdku trener Rafał Górak podszedł pod sektory zajmowane przez 1,5-tysięczną grupę fanatyków GieKSy i symbolicznym ściągnięciem czapki podziękował im za doping. Bielszczanie zaś przegrywając dziś oraz remisując przed tygodniem z Odrą Opole stracili szansę doskoczenia do wiceliderującego Widzewa, okres przygotowawczy przepracują z co najmniej 6-punktową stratą, ale pierwszą rundę po spadku z ekstraklasy i tak muszą uznać za udaną, bo liczą się w walce o awans.
tspodbeskidzie.pl – Podbeskidzie – GKS Katowice 1:2
Ostatni akord 2021 roku w Bielsku-Białej – pojedynek Górali z Górnikami. Tak najlepiej można było nazwać pojedynek Podbeskidzia z GKS-em Katowice, który kończył rundę jesienną w fortuna 1 lidze.
W zestawieniu bielszczan w porównaniu do ostatniego meczu z Odrą Opole nastąpiły dwie zmiany – za pauzującego za kartki Bonifacio oraz Scaleta pojawili się Gach oraz Merebashvili. W szeregach naszego rywala zobaczyliśmy z kolei dobrze znanego Rafała Figiela.
Początek meczu nie wyglądał na pewno tak jak zakładali sobie to nasi zawodnicy. W naszym rozegraniu brakowało spokoju a goście, którzy szybko doskakiwali czy to do stoperów czy środkowych pomocników nie dawali im czasu do namysłu na celne zagranie. Ale po kolei…
Pierwszą groźna okazję stworzyli sobie nasi zawodnicy a konkretnie Bieroński, który po akcji prawym skrzydłem Gutowskiego i Merebashvilego dostał piłkę przed polem karnym i pokusił się o uderzenie. Na nasze nieszczęście Kudle w tym przypadku pomógł słupek. Katowiczanie nie chcąc być dłużni stworzyli akcję, po której wyszli na prowadzenie. Najpierw wrzutka Wojciechowskiego przeszła wzdłuż naszej bramki bez celu, ale podłączający się boczny obrońca Rogala dobrze zamknął te akcję, wgrał po raz drugi w pole bramkowe Polacka a tam Szymczak na wślizgu otworzył wynik meczu.
Ogromnie podrażnieni Górale szybko chcieli przejąć inicjatywę i wyrównać stan rzeczy a jak trwoga to do Boga… Gutowski z Merebashvilim pograli na prawym skrzydle, następnie piłka powędrowała do Goku, który wypatrzył na jedenastym metrze naszego kapitana a Biliński z pierwszej piłki uderzył na bramkę. Dalsze losy tej akcji są znane – cały stadion wykrzyczał: Biliński a na tablicy wyników było już 1:1.
Po wyrównującej bramce nadal nie potrafiliśmy złapać swojego optymalnego rytmu gry, choć na przerwę mogliśmy schodzić prowadząc 2:1. Złe zachowanie Figiela wykorzystał Biliński, który przejął piłkę i zagrał do wychodzącego ,,sam na sam” gruzińskiego napastnika, ale górą w tym pojedynku okazał się broniący Katowic. Chwilę później ten sam zawodnik mógł asystować przy drugim trafieniu Bilińskiego, ale Kamilowi zabrakło centymetrów, aby główką wpakować piłkę do bramki. Niestety nasze niewykorzystane sytuacje zemściły się jeszcze w pierwszych 45 minutach… Figiel dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, piłka dostała się pod nogi Szymczaka, a ten bardzo ładnym strzałem w samo ,,okienko” sfinalizował akcję i zamiast naszego napastnika osiągnął dublet w tym meczu.
Choć w przerwie nasi trenerzy dokonali tylko jednej zmiany to widać było w szeregach Górali spore podrażnienie obrotem spraw na boisku. W 60 minucie na boisku pojawili się Scalet i Janota a więc szkoleniowy bielszczan postawili na atak. Zmiany nieco pobudziły nasz zespół – przenoszenie ciężaru gry przez Scaleta oraz ciekawe podania Janoty kilka razy pozwoliły Podbeskidziu na stworzenia zagrożenia pod bramką Kudły. Ciągle brakowało nam jednak dobrej finalizacji. GKS-iarze ustawienie piątką obrońców w linii szczelnie zabezpieczali swoją bramką i rozbijali ataki gospodarzy.
1liga.org – Sobota w F1L: Świąteczne zwycięstwo Górników i wygrana Resovii
[…] Przed meczem z GKS-em Katowice nagrodę dla Piłkarza Listopada otrzymał Kamil Biliński, który nie ma sobie równych w Fortuna 1 Lidze. Wynik spotkania otworzyli katowiczanie, po uderzeniu Filipa Szymczaka, ale niedługo cieszyli się z prowadzenia. Kapitalna akcja Goku-Biliński sprawiła, że w Bielsku-Białej na tablicy wyników widniało 1:1. Tuż przed przerwą swoje stuprocentowe sytuacje mieli gospodarze, ale to goście odpowiedzieli przepięknym strzałem Szymczaka i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej odsłonie wynik nie uległ zmianie i to katowiczanie dopisują do swojego dorobku trzy punkty.
sport.interia.pl – Podbeskidzie przegrywa z GKS-em Katowice. Goście czczą Barbórkę
Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało u siebie z GKS-em Katowice. Zdecydowała o tym świetna i emocjonująca pierwsza połowa, w której padły wszystkie bramki. Zarówno katowiccy piłkarze jak i kibice uczcili górnicze święto czyli Barbórkę.
Faworytami byli gospodarze, którzy nie przegrali trzech meczów z rzędu i zajmowali trzecie miejsce w tabeli dające baraże. GiekSa ucieka przed strefą spadkową. To często nie ma jednak znaczenia i tak było tym razem. W pierwszym meczu między tymi drużynami w Katowicach było 2-2 po wyrównującym golu GieKSy w ostatniej minucie. Tym razem podopieczni Rafała Góraka wygrali 2-1.
Podbeskidzie przejęło inicjatywę od początku meczu, goście wspierani przez bardzo liczną grupę własnych, głośno dopingujących kibiców, próbowali się odgryzać. W 15. minucie GieKSę ratuje słupek, riposta gości jest natychmiastowa; po minucie gola z boiska zdobywa Filip Szymczak, który z bliska dokłada. Podbeskidzie też reaguje najlepiej jak można: Kamil Biliński, najlepszy piłkarz listopada I ligi wyrównuje. Cios za cios!
Katowiczanie znowu mogli wyjść na prowadzeniu dzięki utalentowanemu Szymczakowi, tym razem TSP w ostatniej chwili uratowali wykopem obrońcy. Mecz był ciekawy, widać było, że obu drużyn zależy. Podbeskidzie miało świetną okazję w 40.minucie, ale Dawid Kudła świetnie odbił na róg mocne uderzenie Giorgiego Merebaszwilego, po chwili piłka kilkakrotnie odbijała się od nóg ofiarnie interweniujących obrońców gości, Bartosz Jaroszek odbił tę lecącą do bramki. Katowice miały mnóstwo szczęścia w tej i kilku innych sytuacjach. Setkę miał Biliński, który po ostrej centrze główkował z bliska, ale piłka minęła cel. „Podbeskidzie, Podbeskidzie” – zaniosło się po stadionie.
Wydawało się więc, że gol dla Podbeskidzia to kwestia czasu, tymczasem po niespodziewanej kontrze Filip Szymczak znowu popisał się skutecznym strzałem, aż Kudła poleciał mu pogratulować z własnego pola karnego! Co za połowa!
Po przerwie Podbeskidzie robiło wszystko żeby wyrównać. Gra toczyła się głównie na połowie Katowic, kilka razy Kudła był w poważnych opałach, czasem znowu dopisywało mu szczęście. Goście atakowali z rzadka, choć Szymczak miał okazję na hat-tricka, ale w pierwszej sytuacji przeszkodził obrońca, w drugiej nogą odbił bramkarz.
Zwycięstwo przypadło w Barbórkę czyli górnicze święto. Zawodnicy uczcili to zwycięstwem a kibice gości – oprawą. „Święta Barbaro, czuwaj nad nami”.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Galeria Piłka nożna
Rollercoaster na Nowej Bukowej
GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.


Najnowsze komentarze