Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu Olimpia Elbląg-GKS Katowice: Kolejny wyjazd z tarczą. 2:1 GieKSy w Elblągu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Olimpia Elbląg – GKS Katowice. GieKSa wygrała w Elblągu 2:1 (1:1).

 

portel.pl – Niespodzianki nie było

Do 84. minuty dzisiejszego meczu Olimpii z GKS – em Katowice utrzymywał się remis. Wtedy goście odzyskali prowadzenie i zabrali trzy punkty na Śląsk.

[…] Od pierwszych minut to GKS rzucił się do ataków. Już w 11. minucie Szymon Kiebzak groźnym strzałem postraszył strzegącego bramki Olimpii Bartosza Przybysza. Bramkarz gospodarzy obronił. 11 minut później goście mieli kolejną doskonałą sytuację. Filip Kozłowski dośrodkował, a Adrian Błąd strzelił dość niecelnie. Olimpia czekała na kontry. W 15. minucie próbkę swoich umiejętności pokazał Sebastian Kamiński. Dośrodkowanie elbląskiego pomocnika złapał jednak bramkarz GKS Bartosz Mrozek.

W 29. minucie goście wyszli na prowadzenie. Uderzał Krystian Sanocki, ten strzał Bartosz Przybysz obronił, ale zbyt daleko wypuścił piłkę z rąk. Do futbolówki dopadł Marcin Urynowicz i z bliska wpakował piłkę do bramki. Odpowiedź Olimpii była niemal natychmiastowa. Marcin Bawolik zwodem pokonał piłkarza gości i ładnym strzałem pokonał Bartosza Mrozka. W 43. minucie goście mogli odzyskać prowadzenie, kiedy Adrian Błąd dośrodkował z rzutu rożnego do Michała Kołodziejskiego. Strzał głową obrońcy gości złapał Bartosz Przybysz.

W drugiej połowie goście nadal stwarzali zagrożenie pod bramką Olimpii. W 52. minucie Adrian Błąd huknął z 25 metrów z rzutu wolnego naprzeciwko bramki gospodarzy. Bartosz Przybysz obronił. Kilka minut później po główce Michała Kołodziejskiego piłka minimalnie minęła bramkę Olimpii. Swój cel goście osiągnęli w końcowych minutach meczu. Adrian Błąd dośrodkował na krótki słupek, Piotr Kurbiel przedłużył podanie, a Arkadiusz Jędrych umieścił piłkę w bramce.

Gospodarze mieli szansę na wyrównanie w 90. minucie, kiedy Tomasz Lewandowski silnym strzałem próbował zaskoczyć Bartosza Mrozka. Nie udało się, a w odpowiedzi Adrian Błąd mógł podwyższyć prowadzenie gości. Po jego strzale bramkarz Olimpii zdołał przenieść piłkę nad poprzeczką. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Olimpijczycy wybili piłkę z linii bramkowej po akcji Dominika Kościelniaka.

 

sportdziennik.com – Kolejny wyjazd z tarczą. 2:1 GieKSy w Elblągu

GKS Katowice pokonał na wyjeździe czerwoną latarnię tabeli drugiej ligi, ale łatwo nie było. […] Mimo tego wszystkiego, GieKSa miała z Olimpią spore problemy i wygraną zapewniła sobie dopiero w końcówce. Lepiej późno niż wcale… Głęboko odetchnąć miał prawo Rafał Górak. Dla szkoleniowca katowiczan Olimpia była rywalem wyjątkowo niewdzięcznym. W poprzednim sezonie nie pokonał jej ani razu, zaś kilkanaście miesięcy temu to porażka z nią zadecydowała, że nie wywalczył (z Elaną Toruń) awansu na zaplecze ekstraklasy. Tym razem przyszło przełamanie.

Już szóstego gola w sezonie strzelił Marcin Urynowicz. 24-latek tym razem dobił piłkę wyplutą przez bramkarza miejscowych po uderzeniu Grzegorza Rogalki z dystansu. Urynowicz nie miał problemów z dopełnieniem formalności. GieKSa w drugim z rzędu meczu objęła prowadzenie, z czym w tym sezonie miewała problemy, bo zwykle to przeciwnicy trafiali pierwsi.  W Elblągu nie utrzymali korzystnego wyniku długo. Na przebój poszedł Marcin Bawolik. Snajper Olimpii zabawił się z katowicką defensywą, poradził sobie z Arkadiuszem Jędrychem i mocnym strzałem pokonał Bartosza Mrozka.

W drugiej połowie GieKSa szukała zwycięskiej bramki, ale długo zapowiadało się na podział punktów, który nikogo w Katowicach by nie satysfakcjonował. Tak jak w poprzednich meczach w końcówce trafiali rywale (Pogoń Siedlce czy Znicz Pruszków), tak tym razem uczyniła to ekipa Góraka. W swoim stylu, chciałoby się rzec, bo po stałym fragmencie gry egzekwowanym przez Adriana Błąda. Były kapitan zespołu dośrodkował z rzutu rożnego, a na krótkim słupku idealnie znalazł się kapitan obecny, czyli Arkadiusz Jędrych, główką w długi róg zapewniając GKS-owi trzecie z rzędu wyjazdowe zwycięstwo. Wcześniej wygrywał w Polkowicach i Grudziądzu. Był to zarazem szósty kolejny mecz katowiczan bez porażki.

 

info.elblag.pl – Olimpii wygrywać nie kazano. Ciąg dalszy dramatu przy Agrykola

Osiem kolejek to wciąż za mało, żeby w przypadku Olimpii Elbląg cieszyć się z kompletu punktów. Miało być jak nigdy w sezonie 2020/2021, wyszło jak zawsze. Jeżeli pojawią jacyś rozczarowani kibice, to po przeanalizowaniu spotkania nie powinni mieć pretensji. GKS Katowice był po prostu zdecydowanie lepszy.

[…] Od pierwszych minut inicjatywa należała do GKS-u, który prezentował wyższą kulturę gry, a także lepszy pomysł taktyczny. Olimpia wyglądała jak zbłąkany turysta na środku ruchliwego skrzyżowania. Przewaga gości została udokumentowana w 29 minucie. Gola jednak by nie było gdy lepiej interweniował Bartosz Przybysz, ale po niepewnej interwencji sparował piłkę wprost pod nogi Marcina Urynowicza i GKS cieszył się z prowadzenia. Olimpia wróciła do gry 4 minuty później. Swoje największy atuty zaprezentował Marcin Bawolik, który popisał się znakomitym dryblingiem i soczystym strzałem, a po chwili utonął w objęciach kolegów przyjmując gratulacje za wyrównanie.

Po zmianie stron większy apetyt na zdobycie bramki miał GKS Katowice. Próbował Adrian Błąd z rzutu wolnego, ale tym razem Przybysz zachował się idealnie. Ogólnie całe drugie 45 minut to gra na połowie Olimpii. W optymalnym scenariuszu mogliśmy liczyć na punkt, ale GKS grał lepszy futbol i w końcu strzelił na 1:2. Bohaterem Katowic został Arkadiusz Jędrych.

[…] Olimpia ma masę problemów, GKS przyjechał po swoje.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga