Piłka nożna
Media o meczu GKS Katowice-Elana Toruń: Zwycięstwo GieKSy przy pełnych trybunach
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego, meczu GKS Katowice – Elana Toruń 2:0 (2:0).
infokatowice.pl – Zwycięstwo GieKSy przy pełnych trybunach
Przy wypełnionych niemal po same brzegi trybunach GieKSa pokonała Elanę Toruń 2:0. Było to szóste ligowe zwycięstwo katowiczan z rzędu.
Choć GieKSa ostatnio wygrywa wszystko co się da, na trybuny stadionu przy ulicy Bukowej przychodzi z reguły niewielu kibiców. Dzisiejszy pojedynek z Elaną przyciągnął jednak dawno niewidziane tłumy, co związane było głównie z tym, że w Katowicach pojawili się nie lubiani przez trójkolorowych sympatyków fani Ruchu Chorzów, którzy od lat żyją w dobrych stosunkach z torunianami.
Od początku spotkania przewagę na boisku posiadali katowiczanie, którzy nie wykorzystali jednak żadnego z dwóch rzutów wolnych bitych z bliskiej odległości, ani dobrej sytuacji w 9 min., kiedy Kiebzak otrzymał futbolówkę w obrębie pola karnego, ale uderzył prosto w bramkarza. Akcję gospodarzy przyniosły w końcu efekt w 26 min., kiedy do odbitej piłki doskoczył Woźniak i strzałem w długi róg pokonał golkipera gości. Kilka minut później wypełniony niemal po same brzegi stadion przy ul. Bukowej znowu wpadł w euforię po przepięknym, technicznym strzale zza pola karnego Stefanowicza. Od tego momentu gra GieKSy nieco się uspokoiła. W końcówce, po dwóch mocnych strzałach z dystansu, swoje umiejętności musiał pokazać występujący dzisiaj w bramce gospodarzy Frankowski i pierwszą połowa skończyła się dwubramkowym prowadzeniem GKS-u.
sportslaski.pl – „GieKSa” trzyma formę! Seria zwycięstw przedłużona
Piłkarze katowickiego GKS-u nie zwalniają tempa i w sobotnie popołudnie odnieśli już piąte zwycięstwo w rzędu w drugoligowych rozgrywkach. Dziś „GieKSa” zasłużenie pokonała na swoim stadionie byłą drużynę Rafała Góraka, Elanę Toruń 2:0, ustalając wynik rywalizacji jeszcze w pierwszej połowie. Dzięki wygranej zawodnicy z Bukowej przynajmniej na kilka godzin awansowali na pozycję wicelidera tabeli.
[…] Druga połowa rozpoczęła się dla „GieKSy” w niezbyt dobry sposób – tuż po wznowieniu gry urazu nabawił się Arkadiusz Jędrych, a jego miejsce w „11” zajął młody Mateusz Broda. Zmiana ta nie spowodowała jednak, że katowiczanie zaczęli dopuszczać przeciwnika do większej ilości sytuacji. Elana, choć starała się przejmować inicjatywę na placu gry, wciąż miała problem z przełamaniem zorganizowanej linii defensywnej, przez co bramkarz gospodarzy nie miał zbyt wiele pracy. GKS z kolei nastawił się przede wszystkim na grę z kontry, ale mając korzystny wynik starał się nadmiernie nie forsować tempa. Mimo tego na kwadrans przed końcem meczu zespół trenera Góraka był bliski zamknięcia wyniku – wówczas dobre zgranie piłki przez Woźniaka mógł wykorzystać Kacper Michalski, ale jego mocne uderzenie trafiło prosto w bramkarza. Swojej szansy w dobitce poszukał jeszcze Szymon Kiebzak, ale on przeniósł piłkę znacząco nad poprzeczką.
Mimo nieco nerwowej końcówki gospodarze ostatecznie utrzymali dwubramkowe prowadzenie do końca, dzięki czemu odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu. Dodatkowo zawodnicy z Bukowej przynajmniej przez kilka godzin będą zajmować pozycję wicelidera tabeli.
sportowefakty.wp.pl – II liga: wielka kanonada w meczu Widzewa Łódź. GKS Katowice nie zwalnia
[…] W czołówce drugoligowej tabeli umacnia się GKS Katowice.
[…] Elana Toruń pod wodzą Rafała Góraka dostała się na szczebel centralny i w poprzednim sezonie do ostatniej kolejki była kandydatem do kolejnego awansu. Latem Górak wrócił do GKS-u Katowice i w starciu ze swoim poprzednim klubem witał jego nowego szkoleniowca Bogusława Pietrzaka. Było to chłodne powitanie. GKS co prawda mniej efektownie, ale również przekonująco wygrał 2:0 dzięki bramkom Arkadiusza Woźniaka oraz Macieja Stefanowicza, który przed trzy sezony był pomocnikiem Elany. Katowiczanie są trzeci w tabeli, punkt za wiceliderem z Łodzi.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Elana Toruń 2:0: Padł rekord frekwencji na trybunach
Piłkarze GKS Katowice wygrali piąty mecz z rzędu. Tym razem zespół Rafała Góraka pokonał Elanę Toruń, a na trybunach pojawiło się tylu widzów, ilu dawno na Bukowej nie widziano.
Pięć zwycięstw z rzędu i seria siedmiu meczów bez porażki – z takim bilansem zespół GKS Katowice znalazł się w strefie oznaczającej awans do I ligi. Ekipa Rafała Góraka w sobotę pokonała Elanę Toruń 2:0 (2:0), a na trybunach wreszcie było tłoczno.
[…] Wypełniony „Blaszok” przy wsparciu fanów Banika Ostrawa, prowadził znakomity doping, a gości wspierała m.in. spora grupa kibiców Ruchu Chorzów. Dzięki temu atmosfera na Bukowej wreszcie przypominała tę z lepszych dla GKS-u czasów. W sumie pojawiło się ponad 3.500 osób, co oznacza rekord frekwencji w tym sezonie i jeden z najlepszych wyników ostatnich lat.
sportdziennik.com – A GieKSa wciąż wygrywa. Tym razem – 2:0 z Elaną!
Katowiczanie mogli świętować z wypełnionym „Blaszokiem” piąte z rzędu zwycięstwo w drugiej lidze. Losy meczu z Elaną rozstrzygnęły się już w pierwszej połowie.
GieKSa kontynuuje świetną serię! W siedmiu ostatnich meczach zdobyła aż 19 punktów, dzięki czemu po wygranej z Elaną była bliska wskoczenia na fotel lidera tabeli drugiej ligi. Tak się nie stało, bo ostatecznie zajęła go Resovia, odrabiając dwubramkową stratę z rezerwami Lecha, ale nie zmienia to faktu, że najbliższy mecz katowiczan zapowiada się arcyciekawie. Już za tydzień GieKSa jedzie na Widzew. Ta konfrontacja jawi się jako hit całej drugoligowej jesieni.
Katowiczanie powtarzają, że walczą o to, by kibice polubili tę nową drugoligową drużynę GKS-u. Takie występy, jak dzisiejszy, mogą w tym pomóc. Podopieczni Rafała Góraka odnieśli zwycięstwo w starciu z byłym zespołem swojego trenera, opierając się zarazem efektowi nowej miotły (w tygodniu Bogusław Pietrzak na stanowisku trenera Elany zastąpił Ariela Jakubowskiego). Ku uciesze publiki – widok tak pełnego „Blaszoka” to rzadkość. Na Bukowej padł rekord tegosezonowej frekwencji. W klubie mają zapewne nadzieję, że za dwa tygodnie, na spotkanie z Pogonią Siedlce, widownia znów dopisze, a ludzie przyjdą po prostu zobaczyć w akcji swoją drużynę, walczącą o kolejne zwycięstwo. Bo takiego magnesu kibicowskiego, jak dzisiaj, już nie będzie. Wraz z fanatykami Elany w sektorze gości zasiadła liczna delegacja kibiców Ruchu Chorzów, co na tym stadionie nie zdarzyło się od dawien dawna. Wymiana uprzejmości trwała nawet w przerwie…
[…] Większe obawy były tego dnia o postawę innego golkipera. Jako że Bartosz Mrozek, pewniak między słupkami katowickiej bramki, został powołany do kadry U-20, GKS mógł nawet przełożyć mecz z Elaną. Nie uczynił tego i podwójnie na tym zyskał. Po pierwsze – wygrał, a po drugie – udany debiut w drugiej lidze zanotował Szymon Frankowski. 18-letni bramkarz grał bez kompleksów, a w pierwszej połowie zebrał gromkie brawa, gdy piękną paradą obronił uderzenie z dystansu Mariusza Kryszaka. Frankowski nie miał zbyt wiele pracy, mimo że w drugiej połowie – po dokonaniu w przerwie dwóch zmian – inicjatywa należała już do torunian, chcących uniknąć drugiej z rzędu porażki. Wiele konkretnego jednak z tego nie wynikło.
Humor Rafałowi Górakowi zmącić mógł uraz, zgłoszony na początku drugiej połowy zgłosił Arkadiusz Jędrych. Za niego na środek obrony wskoczył młodzieżowiec Mateusz Broda, dla którego był to dopiero drugi w tym sezonie występ. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy w meczowej kadrze znalazł się za to wracający po kontuzji Łukasz Wroński.
elanatorun.com – Bez przełamania. Elana słabsza od GKS
[…] Bramki dla gospodarzy strzelili Arkadiusz Woźniak i Maciej Stefanowicza już w pierwszej części gry. Żółto-niebiescy ambitnie walczyli o odrobienie strat, ale niezła druga połowa to było jednak za mało na zdyscyplinowaną i pewną swego Gieksę. Przed piłkarzami Bogusława Pietrzaka wiele pracy nad poprawą gry. Debiut trenera Pietrzaka przypadł na rywalizację z byłym szkoleniowcem naszej drużyny – Rafałem Górakiem.
[…] Nasi piłkarze zaczęli wysoko na połowie przeciwnika próbując rozbijać ataki gospodarzy już pod ich polem karnym. Niestety, Gieksa dosyć łatwo wydostawała się ze swojej połowy i kilkoma podaniami przedostawała się pod pole karne Michała Nowaka. Nasz wysoki pressing szybko zamieniał się w głęboką defensywę i sporo pracy mieli wszyscy nasi obrońcy na czele z Adamem Doboszem, którego stroną sunęło najwięcej ataków. I właśnie z lewej strony rozpoczęła się akcja Gieksy, która przyniosła pierwszą bramkę w meczu. Michalski otrzymał podanie z lewej strony, odwrócił się w kierunku bramki Nowaka, oddał strzał, który został zablokowany przez Michała Bierzało, ale dobitka Arkadiusza Woźniaka była już celna. Nowak musiał wyjmować piłkę z siatki.
Chwilę potem przed szansą stanął Arkadiusz Jędrych, ale po zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym nie zdołał zmieścić piłki w siatce. Co się odwlecze… W następnej groźnej akcji Maciej Stefanowicz minął zwodem na zamach Mariusza Kryszaka przed naszym polem karnym i oddał strzał w kierunku naszej bramki. Wydawało się, że piłka jest uderzona zbyt lekko, żeby zaskoczyć naszego goalkeepera, ale niestety, po niefortunnej interwencji Nowaka piłka wpadła do naszej siatki. Szkoda tej bramki, bo wydaje się, że można było jej uniknąć, a zagrożenie nie było tak duże, żeby GKS prowadził już 2-0.
[…] W drugiej połowie od początku oglądaliśmy w naszych szeregach Kordiana Górkę i Bartosz Boniecki (zeszli Dobosz i Sokół). I to właśnie Górka stanął szybko przed szansą na gola, ale jego strzał z 10 metra został zablokowany przez obrońców GKS. Swoje kolejne szanse miał Kryszak – tym razem z rzutów wolnych z okolic „szesnastki”. Nasz kapitan nie zdołał jednak zagrozić Frankowskiemu.
Gospodarze szybko zostali osłabieni. Z boiska z kontuzją musiał zejść Arkadiusz Jędrych. Wymuszona zmiana nie popsuła gry drużyny Rafała Góraka, choć GKS nie był już tak groźny pod naszą bramką. Prowadzenie dwoma bramkami wystarczało spadkowiczowi z I ligi w obecnych rozgrywkach i nasi przeciwnicy skupiali się przede wszystkim na zabezpieczeniu tyłów.
se.pl – GKS Katowice – Elana Toruń: Były trener dał popalić „Żółto-Niebieskim”
Nie tak wyobrażał sobie debiut w Elanie Toruń trener Bogusław Pietrzak. Pokonał go… Rafał Górak, który obecnie odpowiada za to co dzieje się w GKS-ie Katowice. Gospodarze udowodnili, że są na fali wznoszącej i pewnie pokonali torunian.
[…] Od pierwszego gwizdka Karola Iwanowicza z Lublina przewagę mieli gospodarze. Dłużej utrzymywali się przy piłce i stwarzali zdecydowanie lepsze wrażenie. Na konkrety przyszedł czas w 26. minucie. Michał Nowak obronił uderzenie Kacpra Michalskiego, ale dobitka Arkadiusza Woźniaka była skuteczna. Sześć minut później podwyższył… były zawodnik Elany Toruń, Maciej Stefanowicz. Ładne uderzenie z dystansu podopiecznego Rafała Góraka spowodowało, że goście znaleźli się na dwubramkowym debecie.
Torunianie doszli do głosu w końcówce pierwszej połowy. Groźnie strzelał Mariusz Kryszak, ale dobrze w bramce „Gieksy” spisał się Szymon Frankowski.
Trener Bogusław Pietrzak chciał dać impuls swojej drużynie. Kordian Górka wszedł za przeciętnego Adama Dobosza, a Bartosz Boniecki zmienił Dominika Sokoła – również bezproduktywnego. Elana starała się odmienić losy meczu, ale konkretów było bardzo mało. Za taki musimy uznać uderzenie Mateusza Stryjewskiego z 71. minuty, ale pomocnik „Żółto-Niebieskich” minimalnie przestrzelił. Do końca meczu faworyt spokojnie kontrolował boiskowe wydarzenia.
[…] Z kolei GKS zdaje się na dobre zadomawiać w ścisłej czołówce 2. ligi. Trener Rafał Górak znów do samej mety będzie walczył o awans? Wiele na to wskazuje!
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

Najnowsze komentarze