Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSa-Termalica: Kibice przeżyli emocje, ale bez uśmiechu szczęścia
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza. GieKSa przegrała 1:2 (0:1, 1:1) po dogrywce i odpadła z rozgrywek Pucharu Polski.
sportdziennik.com – GieKSa uległa Bruk-Betowi. Nie było karnych, bo zadecydował… karny
GKS rzutem na taśmę doprowadził do dogrywki, w niej emocji było co niemiara, ale ostatecznie zwycięsko wyszedł z niej ekstraklasowy beniaminek z Niecieczy i to on zagra w grudniu w 1/8 finału Pucharu Polski.
Rafał Górak wytyczył jasne priorytety: choć na Bukową przyjechał przedstawiciel ekstraklasy, to szkoleniowiec GieKSy zostawił na ławce niemal połowę podstawowego składu: Adriana Błąda, Rafała Figiela, Filipa Kozłowskiego, Daniana Pawłasa czy Zbigniewa Wojciechowskiego. Szansę dostali z kolei zawodnicy grający ostatnio o punkty wcale albo niewiele, jak Hubert Sadowski, Grzegorz Rogala czy Szymon Kiebzak.
Posunięcie to było dokonane oczywiście z myślą o sobotnich derbach w Jastrzębiu, prestiżowych kibicowsko, a przede wszystkim ważnych z punktu widzenia walki o utrzymanie w I lidze. Trener dołującego w ekstraklasie Bruk-Betu, Mariusz Lewandowski, w porównaniu z nieznacznie przegraną niedzielną konfrontacją z Rakowem dokonał z kolei w jedenastce tylko trzech roszad.
Pierwszą klarowną okazję stworzyli katowiczanie, dla których był to ostatni z październikowej serii 5 meczów przy Bukowej. W 25 minucie Tomasz Loska, Ślązak w bramce Bruk-Betu, minął się z piłką po dośrodkowaniu Rogali, dopadł do niej Arkadiusz Woźniak i miał sporo czasu, ale nie zdołał oddać celnego strzału.
Niecieczanie, którzy próbowali zagrażać Dawidowi Kudle głównie z dystansu, objęli prowadzenie tuż przed przerwą. Martin Zeman dośrodkował z rzutu wolnego, piłkę zgrał Piotr Wlazło, a do siatki mimo rozpaczliwej interwencji Marcina Urynowicza i Kudły wpakował ją Muris Mesanović, dając radość grupie 7 kibiców z Niecieczy, która zasiadła tuż nad katowicką ławką rezerwowych. Dla Bośniaka był to pierwszy gol na polskich boiskach.
Po przerwie GKS ruszył z animuszem do odrabiania strat. Trener Górak w ostatnich 30 minutach rzucił w bój pięciu podstawowych ostatnio graczy. To zaowocowało, choć do siatki trafił ten, który akurat takiego statusu nie ma. Piotr Samiec-Talar po zagraniu Oskara Repki skorzystał z błędu Michała Bezpalca, wpadł w pole karne i kropnął w krótki róg pod poprzeczkę, zdobywając swą pierwszą bramkę w GieKSie. Doprowadził tym samym do dogrywki. Goście mogli sobie pluć w brody, bo wcześniej doskonałą okazję na to, by zamknąć mecz i skompletować dublet, miał Mesanović, ale w sytuacji sam na sam bardzo przestrzelił.
Skoro gospodarze nie uniknęli dodatkowych 30 minut i związanego z nimi ubytku sił, to z pewnością planowali, by chociaż został zrekompensowany awansem do 1/8 finału. Już w 3. minucie dogrywki trybuny poderwały się, gdy Filip Kozłowski pokonał Loskę po podaniu Samca-Talara, ale arbiter boczny oraz wóz VAR był jednomyślny: ofsajd, gola nie ma.
Pierwszą część dogrywki z przewagą powinien jednak kończyć Bruk-Bet. Z bliska niezbyt czysto główkował Mesanović, ale i tak Kudła musiał wyciągnąć się jak struna, by sparować piłkę na korner. Po nim – po nodze Repki – tuż nad bramką uderzył z bliska Roman Gergel. Z równie dalekiej podróży wróciła GieKSa, gdy Kacper Śpiewak po kontrze rozprowadzonej przez Michala Hubinka zamiast do siatki, strzelił w jej boczną stronę.
W przerwie dogrywki fizjoterapeuta Paweł Blaut długo pomagał Hubertowi Sadowskiemu, którego łapały skurcze i kwalifikował się już do zmiany. Problemy miał też Szymon Kiebzak. Ale ta część gry również zaczęła się od okazji GKS-u, ale Samiec-Talar minimalnie spudłował po akcji Daniana Pawłasa.
Ktoś, kto czekał na karne, doczekał się ich… wcześniej. Faulował w katowickim polu karnym wszędobylski Samiec-Talar, faulowanym: Sebastian Bonecki. Dawid Kudła obronił strzał Piotra Wlazły z „wapna”, ale sędzia po kilkunastu sekundach… nakazał powtórzyć jedenastkę i ukarał bramkarza katowiczan żółtą kartką za wyjście przed linię! W transmisji widać było, że jeśli golkiper przewinił, to naprawdę nieznacznie… W powtórce jedenastki Wlazło zachował zimną krew i drugi raz już się nie pomylił, posyłając wcinkę w sam środek bramki. Emocji było co niemiara, a skończyło się bardzo źle. GKS ani nie oszczędził sił przed derbami w Jastrzębiu, ani nie wywalczył przepustki do 1/8 finału Pucharu Polski. Zagrają w niej niecieczanie, którym jednak przy Bukowej nie wystarczyło 90 minut do dopiero trzeciego w sezonie – a drugiego pucharowego – zwycięstwa.
dziennikzachodni.pl – Kibice przeżyli emocje, ale bez uśmiechu szczęścia
Piłkarze GKS Katowice nie zdołali sprawić niespodzianki w 1/16 Fortuna Pucharu Polski. Pierwszoligowcy przegrali z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza po dogrywce, w której radość zamieniła się w smutek.
[…] Termalica faktycznie nie grała na Bukowej wielkiej piłki, ale to, co pokazała, wystarczyło do awansu. Dopisało jej szczęście, a katowiczanie mają czego żałować.
Zasadniczy czas gry zakończył się remisem. Prowadzenie dla ekstraklasowców stało się faktem tuż przed przerwą. Martin Zeman wykonał rzut wolny niemal z linii autowej, wrzucił piłkę w pole karne, Piotr Wlazło skiksował, ale Muris Mesanović odnalazł się w chaosie i dał niecieczanom prowadzenie.
W drugiej połowie GKS próbował odrobić stratę, ale goście starali się kontrolować mecz i przetrwać. Po zmianach zaczęli grać słabiej i ekipa Rafała Góraka wykorzystała to w 85 minucie. Piotr Samiec-Talar był najbardziej zdecydowany w polu karnym i doprowadził do remisu.
Gospodarze postawili wszystko na jedną kartę i w ostatnich minutach zepchnęli Termalicę do desperackiej obrony. Nie udało im się jednak zadać drugiego trafienia i dogrywka stała się faktem. W niej niecieczanie odzyskali równowagę, ale wszystko zmierzało w kierunku dogrywki.
W 110 minucie doszło jednak do zdarzenia, które zmieniło wszystko. Termalica zaatakowała, a w polu karnym Kacper Śpiewak został nieprawidłowo zablokowany i arbiter podyktował jedenastkę. Sprawdzanie na VAR-ze trwało cztery minuty, po których Dawid Kudła obronił strzał Piotra Wlazło! Tyle, że bramkarz wyszedł przed linię bramkową i sędzia nakazał powtórkę, którą już kapitan Termaliki wykorzystał „miękkim” uderzeniem przy słupku.
GKS nie zdołał już tej straty odrobić i do 1/8 awansowała Nieciecza.
termalica.brukbet.compl – W pucharze gramy dalej!
Dogrywka, powtórzony karny, ale szczęśliwy finał. Piłkarze Bruk-Betu Termaliki awansowali do 1/8 Fortuny Pucharu Polski.
„Słonie” w końcówce pierwszej połowy wyszły na prowadzenie. Stało się to za sprawą Murisa Mesanovica, który odpowiednio znalazł się w zamieszaniu podbramkowym. Gospodarze walczyli. W 84 min groźnie i celnie uderzył Piotr Samiec – Talar i był remis. Takim też wynikiem zakończyło się spotkaniem w regulaminowym czasie. Arbiter zarządził dogrywkę. Podczas niej najwięcej emocji było w 110 min. Arbiter podyktował jedenastkę dla gości po faulu na Sebastianie Boneckim. Piotr Wlazło wykonywał ją dwukrotnie. Najpierw jego intencje wyczuł Dominik Kudła. W powtórce nie miał żadnych szans. Po tym trafieniu „Słonie” kontrolowały przebieg meczu i utrzymały wynik.
sport.interia.pl – GKS Katowice nie dał rady Niecieczy i po dogrywce odpadł z Pucharu Polski
Drużyna z ekstraklasy okazała się zbyt mocna dla katowiczan. Mecz był jednak bardzo zacięty a rozstrzygnięcie zapadło dopiero w dogrywce. Emocje były ogromne, a zwycięstwo goście zapewnili sobie tuż przed końcem po strzale z rzutu karnego. Najpierw Dawid Kudła obronił, ale sędzia nakazał go powtórzyć
Trener gospodarzy Rafał Górak postawił na graczy, którzy w ostatnich meczach ligowych nie występowali. Od pierwszej minuty szansę dostali Arkadiusz Woźniak, Hubert Sadowski, Krystian Sanocki oraz Szymon Kiebzak. Goście również nie zagrali w najsilniejszym zestawieniu.
Mecz był wyrównany – GieKSa miała szansę na uzyskanie prowadzenia. W 25.minucie doskonałą okazję zmarnował Arkadiusz Woźniak. W bardzo dogodnej sytuacji strzelał w długi róg właściwie na pustą bramkę i… nie trafił. Rywal z ekstraklasy zazwyczaj takich błędów nie wybacza. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbrakowym remisem zamieszanie pod bramką Dawida Kudły wykorzystał Bośniak Muris Mesanović.
Katowiczanie w drugiej połowie atakowali energicznie. Na boisku pojawili się Filip Kozłowski i Adrian Błąd, którzy rozruszali drużynę. Ten pierwszy w 69.minucie trafił w boczną siatkę, ten drugi dwie minuty później oddał piękny techniczny strzał z dystansu, ale piłka minimalnie minęła spojenie. Pięć minut przed końcem stadion jednak eksplodował z radości – Piotr Samiec-Talar przymierzył z półwoleja i strzelił debiutancką bramkę w GieKSie. Gol był bardzo efektowny, Tomasz Loska nie miał szans. Strzelcowi świetnie podał Oskar Repka.
Wydawało się, że dogrywka zaczęła się dla gospodarzy świetnie, piłkę do bramki skierował Kozłowski, ale sędzia odgwizdał spalonego, co potwierdził VAR. Potem dużą przewagę osiągnęli goście, zepchnęli GieKSę do głębokiej defensywy.
Katowiczanie od czasu do czasu atakowali, widać było, że wierzą w awans. W 108. minucie Samiec-Talar oddał kolejny dobry strzał, piłka minimalnie minęła słupek. W rewanżu goście przeprowadzili atak, po którym sędzia najpierw puścił grę, ale kiedy stracili piłkę – podyktował karnego. Konsultacja VAR potwierdziła tę decyzję. Strzelał Piotr Wlazło, ale Dawid Kudła we wspaniałym stylu obronił! Radość trwała krótko: arbiter nakazał wykonać karnego jeszcze raz a Kudle pokazał kartkę, bo bramkarz GKS-u zbyt wcześnie się ruszył… Tym razem Wlazło z zimną krwią, technicznym strzałem, wykorzystał okazję.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze