Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSa-Chojniczanka 1:2 – Koniec pięknej serii
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu II ligi GKS Katowice – MKS Chojniczanka Chojnice. GieKSa przegrała 1:2 (0:1).
sportdziennik.com – Siedem i wystarczy
Koniec świetnej serii GieKSy. Jej zwycięski marsz przerwali bardzo dobrze dysponowani chojniczanie, którzy jako pierwsi w tym sezonie zdołali wywieźć z Bukowej pełną pulę.
Dobiegła końca trwająca od 30 października imponująca passa GieKSy. Licznik jej zwycięstw zatrzymał się na cyfrze 7, co jest najlepszą serią katowickiej drużyny w historii występów na szczeblu centralnym.
[…] To był jak na II ligę bardzo dobry, emocjonujący, trzymający w napięciu mecz, podczas którego nie można było się nudzić. Trudno jednoznacznie stwierdzić, by GieKSa miała wczoraj gorszy dzień – na porażkę nałożyło się kilka czynników, jak dobra dyspozycja rywala czy nawet trochę pecha. Oprócz gola, katowiccy kibice przed telewizorami jeszcze dwukrotnie unosili zapewne ręce w radosnym geście. Przy stanie 0:1 sędzia nie uznał jednak bramki Grzegorza Janiszewskiego, dopatrując się wcześniej faulu Filipa Kozłowskiego na Marcinie Groliku, co było bardzo kontrowersyjną decyzją. Z kolei w momencie, gdy wynik był już ustalony, po główce Arkadiusza Woźniaka (dogrywał z rożnego Adrian Błąd) piłka odbiła się od słupka. Katowiczanie nawet próbowali reklamować, że przekroczyła w powietrzu linię. Brakowało naprawdę centymetrów.
[…] Katem GKS-u okazał się Robert Ziętarski. Środkowy pomocnik, który grał swego czasu na Śląsku w Nadwiślanie Góra, zanotował asystę i strzelił zwycięskiego gola. W 14 min na prawej stronie pola karnego zakręcił Marcinem Urynowiczem, skorzystał z pasywności Grzegorza Rogali i dograł wzdłuż bramki. Szymon Skrzypczak uprzedził Jędrycha i z bliska wpakował piłkę do siatki.
[…] Golem na 1:2 Chojniczanka błyskawicznie odpowiedziała na wyrównujące trafienie, jakie GieKSa zaliczyła tuż po przerwie. Szymon Kiebzak dośrodkował wtedy z rzutu rożnego, a Grzegorz Janiszewski zgubił krycie i uderzył głową idealnie, w tempo. Janiszewskiego – zastępującego na środku obrony kontuzjowanego Michała Kołodziejskiego – szukała piłka, pracował na tę bramkę. Już w I połowie katowiczanie mieli mnóstwo stałych fragmentów gry, ale wtedy Kiebzak wykonywał je nie najlepiej. W roli egzekutora zastępował Adriana Błąda, który po dwóch meczach absencji wywołanej urazem wrócił do meczowej kadry, ale na boisku pojawił się dopiero w II odsłonę. Trener Rafał Górak goniąc wynik posłał w bój to, co miał najlepsze – nie tylko Błąda, lecz też Woźniaka. Maciejem Stefanowiczem próbował ożywić środek, Danianem Pavlasem – skrzydła, a Patrykiem Szwedzikiem atak. GKS napierał, ale efektu było z tego na niewiele. Chojniczanka przełamała się po 6 wyjazdach bez wygranej, dlatego katowiczanie u progu zimowej przerwy muszą zaczynać nową serię…
mkschojniczanka.pl – GKS Katowice – Chojniczanka 1:2 (0:1)
Chojniczanka przełamuje niekorzystną wyjazdową passę i po trzech miesiącach zdobywa komplet punktów na terenie rywala. Dodatkowo było to pierwsze zwycięstwo żółto-biało-czerwonych przy Bukowej 1.
dziennikzachodni.pl – Koniec pięknej serii
GKS Katowice przegrał z Chojniczanką Chojnice. Mecz na Bukowej zakończył serię zespołu Rafała Góraka, który wcześniej wygrał siedem kolejnych spotkań.
[…] Po raz kolejny w tym sezonie GKS stracił gola jako pierwszy i znów zdołał na to odpowiedzieć. Radość została jednak bardzo szybko zgaszona trafieniem Roberta Ziętarskiego.
Najważniejsze wydarzenia miały miejsce tuż po przerwie w meczu, w którym GKS miał inicjatywę. W 47. minucie Grzegorz Janiszewski głową doprowadził do remisu, a dwie minuty później rzut wolny przyniósł zwycięskiego jak się okazało gola dla gości. Bartosz Mrozek miał utrudnione zadanie, bo piłka najpierw odbiła się od murawy, a potem od słupka i wpadła do bramki.
Okazji do ponownego wyrównania nie brakowało, ale gospodarzy zawiodły nerwy, co przełożyło się na nieprecyzyjne zazwyczaj strzały.
sportslaski.pl – Koniec serii. Lider pokonany przy Bukowej
[…] Imponującą serię drużyny trenera Rafała Góraka skończyła Chojniczanka, która wypunktowała lidera na jego boisku.
Pierwsze fragmenty to przewaga GKS-u Katowice i mnożące się przewinienia po stronie skupionych na obronie gości. Miejscowi zawodzili jednak w swojej specjalizacji, psując kolejne stałe fragmenty.
[…] Katowiczanie wyraźne przeważali, ale przed przerwą mieli kłopoty ze znalezieniem sposobu na szczelną defensywę Chojnic. Blisko było w 26. minucie. Po sprawnej akcji i dośrodkowaniu z prawej strony do siatki próbował trafić Filip Kozłowski, ale zdaniem arbitra faulował przy tym blokującego go Grolika. Kolegę z ofensywy skutecznie „poprawił” co prawda Grzegorz Janiszewski, ale arbiter jego gola nie uznał.
W końcówce pierwszej odsłony nastąpiło małe oblężenie bramki Patryka Sokoła. Golkiper z Chojnic uwijał się jak w ukropie, świetnie bronił choćby strzał Kozłowskiego, korzystającego z błędu Roberta Ziętarskiego, a skapitulował… 3 minuty po zmianie stron. U gospodarzy w końcu „zadziałał” stały fragment – z rzutu rożnego dośrodkował Szymon Kiebzak, a do remisu do prowadził Janiszewski.
Wydawało się zatem, że pożar przy Bukowej gaśnie, tymczasem momentalnie na powrót wzniecił go Ziętarski. Obrońca Chojniczanki bardzo precyzyjnie uderzył z rzutu wolnego, a piłka po palcach Bartosza Mrozka wpadła do bramki katowiczan. Piłkarze trenera Rafała Góraka wybrali się więc w kolejną pogoń za rywalem. Na placu gry pojawili się Adrian Błąd i Arkadiusz Woźniak. Duet rezerwowych już 3 minuty po wejściu na boisko mógł dać GKS-owi wyrównanie, ale piłka po „główce” Woźniaka odbiła się od słupka, zatańczyła na linii bramkowej i wpadła w ręce Sokoła. Gospodarze zadomowili się na połowie rywala, próbowali ostrzeliwać jego bramkę, ale mimo upływającego czasu wynik – choć ważył się do ostatnich sekund – nie ulegał zmianie.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice zatrzymany. Lech II Poznań uratowany w ostatniej akcji
[…] GKS Katowice już nie może śrubować swojej serii, ponieważ przegrał 1:2 z Chojniczanką.
[…] GKS Katowice nie tracił punktów od 24 października do 6 grudnia, a na własnym stadionie był do niedzieli niepokonany. Obiekt przy Bukowej został podbity przez Chojniczankę, która dotychczas paradoksalnie miała problem z potwierdzaniem wysokiej formy na wyjazdach. Decydującego gola na 2:1 strzelił Szymon Skrzypczak, napastnik doskonale znany na Górnym Śląsku. W przeszłości reprezentował on nie tylko GKS Katowice, ale przede wszystkim przez kilka lat Górnika Zabrze. Chojniczanka oddała przez 90 minut trzy strzały celne, więc jej skuteczność była do pozazdroszczenia.
GKS spadł z pierwszego na drugie miejsce w tabeli, a prowadzenie w lidze odzyskał Górnik Polkowice, który ma jeszcze do rozegrania zaległe spotkanie z trzecimi Wigrami Suwałki. Chojniczanka znalazła się po zwycięstwie w Katowicach na czwartej lokacie.
infokatowice.pl – Chojniczanka przerwała zwycięską passę GieKSy
[…] Początek spotkania to seria fauli w okolicach pola karnego gości i seria dośrodkowań ze strony GieKSy, które jednak nie stworzyły większego zagrożenia pod bramką rywala. Później do głosu doszli przyjezdni, którzy już w 15 min. otworzyli wynik meczu po wymanewrowaniu katowickiej obrony i golu Skrzypczaka z najbliższej odległości. Kolejne minuty to próby ataków GieKSy, z których jednak długo nic nie wychodziło. Pierwszą groźną akcję podopieczni trenera Rafała Góraka przeprowadzili w 27 min. Futbolówka po strzale Janiszewskiego znalazła się nawet w siatce, ale wcześniej arbiter odgwizdał przewinienie jednego z zawodników GieKSy. W końcówce Trójkolorowi stworzyli jeszcze kilka okazji pod bramką gości, nie udało im się jednak pokonać Sokoła i do przerwy było 1:0 dla Chojniczanki.
Druga odsłona rozpoczęła się świetnie dla gospodarzy, którzy już w 48 min. wyrównali po uderzeniu głową Janiszewskiego. Ich radość nie trwała jednak długo, bo kilkadziesiąt sekund później po pięknym strzale z rzutu wolnego po raz drugi w tym meczu skapitulował Bartosz Mrozek. Katowiczanie nie składali broni i dążyli do wyrównania. Najbliżej szczęścia był w 63 min. Woźniak, ale piłka po jego strzale głową trafiła w słupek, a następnie wpadła prosto w ręce golkipera gości. Tym samym GieKSa musiała uznać wyższość swojego rywala i przerwała imponującą serię siedmiu zwycięstw z rzędu.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Najnowsze komentarze