Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Elana-GKS Katowice: GieKSa w końcu wygrywa na wyjeździe
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu Elana Toruń – GKS Katowice. Po dwóch kolejnych porażkach GieKSa wygrała 2:1 (1:1).
sportdziennik.pl – 2:1 w Toruniu – wyjazdowe przełamanie GieKSy!
Dwa piękne strzały z dystansu, zmarnowany rzut karny, decydująca bramka w końcówce. Katowiczanom nie było łatwo, ale w pełni zasłużenie pokonali Elanę, prolongując szanse na bezpośredni awans do pierwszej ligi.
Doczekali się! Dotąd GieKSa zgarnęła w tym roku w roli gości tylko punkt, w dodatku na boisku pogodzonej ze spadkiem Legionovii, a z pozostałych czterech wiosennych wyjazdów wracała na tarczy. W sobotni wieczór przełamała tę niemoc w Toruniu, o czym przesądziła 86. minuta. Adrian Błąd dośrodkował z rzutu wolnego, a głową piłkę do siatki wpakował Grzegorz Janiszewski.
[…] GKS wygrał z Elaną zasłużenie, punktując po dwóch ostatnich porażkach (z rezerwami Lecha i Polkowicami). W zasadzie przez cały mecz prowadził grę i o ile w pierwszej połowie gospodarze byli jeszcze w stanie się odgryzać, o tyle po przerwie ataki wychodziły im z rzadka, acz oddajmy, że jedną okazję – Kordiana Górki w 81. minucie – mieli naprawdę dobrą. Lewy defensor pochodzący ze Śląska uderzył jednak nad poprzeczką. Po stronie minusów należy zapisać fakt, że wszystko to, co kluczowe w zakresie ofensywnych aktywów, katowiczanie znów uzyskiwali po stałych fragmentach, a znów mieli kłopoty z wypracowywaniem okazji z czystej gry.
[…] Toruńskiej publiczności przypomniał się Maciej Stefanowicz. Pomocnik, którego Górak zabrał ze sobą z Elany na Bukową, już w 3. minucie strzelił kapitalnego gola. Adrian Błąd dośrodkował z rzutu rożnego, Michał Bierzało głową wybił piłkę przed pole karne, a Stefanowicz przymierzył idealnie, wolejem, z powietrza. Chapeus bas. Środkowy pomocnik zdobył w tym sezonie 6 bramek – 4 z rzutu karnego, 2 z dystansu. Obie w meczach przeciwko… Elanie.
Z rzutu karnego powinien dołożyć też trafienie nr 7. GieKSa wywalczyła jedenastkę na samym początku II połowy, gdy Dominik Pisarek w zamieszaniu powalił Arkadiusza Woźniaka. Stefanowicz uderzył w swój lewy róg, ale… spudłował. Był to jego pierwszy zmarnowany karny nie tylko w Katowicach, ale i całej przygodzie z seniorską piłką (wcześniejszych 20 prób było bezbłędnych!).
[…] To był dobry do oglądania mecz, bo jednych i drugich interesowała pełna pula. Torunianom zagląda w oczy widmo spadku – plasują się przecież pod „kreską” – zaś GieKSie – widmo braku bezpośredniego awansu do pierwszej ligi. O takowy będzie bardzo trudno, ale ekipa Góraka przynajmniej wywarła presję na Widzewie i Łęcznej. O ile ta druga gra jutro z niezainteresowaną awansem, a premią z Pro Junior System Olimpią Elbląg, o tyle łodzian czeka niełatwa przeprawa w Siedlcach. Teraz mają punkt przewagi nad GieKSą i gdy jutro potkną się, to w następnej kolejce mecz GKS – Widzew będzie nie tyle na noże, co wręcz miecze. Jeśli będą powody do radości – to za 8 dni. W Toruniu katowiczanie spełnili tylko swą powinność, czemu wyraz dali nawet tuż po końcowym gwizdku, bo próżno było szukać w górze ich uniesionych rąk. Zadowolenie było, ale umiarkowane, skoro w tabeli pozostaną na 3. miejscu.
pomorska.pl – Trwa niemoc Elany. Spadek do III ligi coraz bardziej realny…
Spotkanie rozpoczęło się od „trzęsienia ziemi”. Już w 3. minucie do bramki gospodarzy trafił Maciej Stefanowicz. 360 sekund później kapitalnym strzałem zza pola karnego popisał się jednak Kacper Jóźwicki i było 1:1. Taki wynik utrzymał się do przerwy.
se.pl – Elana Toruń – GKS Katowice: Rafał Górak wygrał przy Bema. Dramatyczna sytuacja torunian
[…] W meczu Elana Toruń – GKS Katowice, obie ekipy miały różne cele, ale musiały poszukać trzech punktów. Do grodu Kopernika wrócił trener Rafał Górak, za którego kadencji „Żółto-Niebiescy” grali ładną i skuteczną piłkę. Szkoleniowiec GKS-u Katowice znalazł sposób na Elanę.
[…] Zaczęło się jak u Hitchcocka – od trzęsienia ziemi. W 4. minucie fenomenalnym strzałem popisał się były zawodnik Elany Toruń, Maciej Stefanowicz i dał prowadzenie „Gieksie”. Chwilę później na tablicy wyników widniał remis 1:1. Tym razem świetnie z dystansu przymierzył Kacper Jóźwicki, który niespodziewanie dla wielu pojawił się w pierwszej jedenastce. Bogusław Pietrzak zaufał wychowankowi, a ten odpłacił się kapitalnym golem.
Goście z Katowic mieli optyczną przewagę, ale lepsze sytuacje kreowali sobie gospodarze. Bliski szczęścia był Machaj, a w 43. minucie uderzenia Mariusza Kryszaka minimalnie chybiło celu.
Druga połowa to ponownie trzęsienie ziemi – w 47. minucie arbiter Marcin Szczerbowicz z Olsztyna podyktował rzut karny dla GKS-u Katowice, ale na bramkę nie był w stanie go zamienić Maciej Stefanowicz. Kolejne minuty to delikatna przewaga torunian, ale brakowało odpowiedniego wykończenia akcji ofensywnych.
W końcówce decydujący cios zadali faworyci. W 86. minucie dobrze rozegrany rzut wolny na gola zamienił Grzegorz Janiszewski, który popisał się skutecznym strzałem głową. Podopieczni Bogusława Pietrzaka nie odmienili już losów meczu.
dziennikzachodni.pl – Elana Toruń – GKS Katowice 1:2. Bezcenne zwycięstwo!
Piłkarze GKS Katowice wygrali w Toruniu z Elaną 2:1, odnosząc bezcenne zwycięstwo w kontekście utrzymania się w walce o bezpośredni awans do I ligi. Mecz był dramatyczny, zespół Rafała Góraka nie wykorzystał rzutu karnego.
[…] Na murawie na akcję odpowiadano akcją, obie drużyny miały szansę na strzelenie goli, ale wynik nie ulegał zmianie. Tuż po przerwie GKS dostał jednak idealną okazję – Arkadiusz Woźniak został sfaulowany w polu karnym. Stefanowicz z jedenastu metrów nie trafił jednak w bramkę.
Sztuki tej dokonał w 85 minucie Grzegorz Janiszewski, pakując piłkę do siatki głową po rzucie wolnym Arkadiusza Błąda,
Dzięki temu starcie z Widzewem Łódź w niedzielę 12 lipca o 13.05 na Bukowej może być najważniejszym meczem sezonu na Bukowej.
sportslaski.pl – Wyjazdowe przełamanie zaliczone. „GieKSa” wróciła na zwycięski szlak
Po serii dwóch porażek z rzędu i wypadnięciu ze strefy dającej bezpośredni awans, piłkarze GKS-u Katowice postarali się o poprawienie mocno nadszarpniętych morali. Podopieczni Rafała Góraka odnieśli bowiem pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w bieżącym roku, pokonując Elanę Toruń 2:1 po bramkach Macieja Stefanowicza i Grzegorza Janiszewskiego. Wszystko co najważniejsze w sobotnim meczu działo się przede wszystkim w jego początkowym i końcowym fragmencie.
[…]Wspomniane trafienia zapowiadały kapitalne drugoligowe widowisko, lecz po bardzo mocnym początku w wykonaniu obu drużyn, w późniejszym czasie tempo spotkania było już nieco spokojniejsze. Długo konkretniejsi w swoich ofensywnych poczynaniach byli podopieczni Bogusława Pietrzaka, którzy dość szybko mogli pójść za ciosem i już w 14. minucie mogli objąć prowadzenie. Sprokurowanej okazji przez bramkarza „GieKSy” nie wykorzystał jednak Bartosz Machaj, a jeszcze przed końcem pierwszej części gry, swoją szansę na zdobycie bramki miał również Mariusz Kryszak. Kapitan Elany Toruń otrzymał świetne podanie piętą od Krzysztofa Kołodzieja i bez wahania kropnął w stronę bramki.
Strzał doświadczonego pomocnika zza pola karnego minął bramkę gości o centymetry, a ta niewykorzystana okazja mogła szybko zemścić się na Elanie. Bliski strzelenia gola do szatni był bowiem Adrian Błąd – skrzydłowy mógł zwieńczyć golem swoją solową akcję, ale przegrał on pojedynek z zaledwie szesnastoletnim bramkarzem rywala. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1, ale można było liczyć na to, że po wznowieniu gry oba zespoły jeszcze odważniej ruszą do ataku i powalczą o komplet punktów. Remis nie miał bowiem prawa nikogo usatysfakcjonować, gdyż „GieKSa” nie specjalnie zbliżyłaby się dzięki niemu do czołowej dwójki, a Elana nie zdołałaby opuścić „czerwonej strefy”.
Podobnie jak pierwsza część gry, tak i druga mogła rozpocząć się fantastycznie dla podopiecznych niedawnego opiekuna Elany. W 47. minucie katowiczanie otrzymali bowiem rzut karny, podyktowany za faul na Arkadiuszu Woźniaku. Tym samym szansę na ustrzelenie dubletu miał Maciej Stefanowicz, ale pomocnik nie wytrzymał wojny nerwów i jego płaski strzał minął lewy słupek bramki. W odpowiedzi swojej szansy w ofensywie poszukał środkowy obrońca Jakub Świeciński. 18-letni obrońca najwyżej wyskoczył do jednego z wielu wykonywanych przez gospodarzy rzutów rożnych, ale jego strzał głową umiejętnie sparował Mrozek.
W kolejnych minutach oba zespoły posiadały dobre okresy w swojej grze, ale żaden z nich nie był w stanie udokumentować swojej przewagi bramką. Piłkarzom brakowało bowiem odpowiedniej skuteczności oraz dokładnego ostatniego podania, więc chcąc nieco uporządkować poczynania w ofensywie, trener Rafał Górak zdecydował się na przeprowadzenie trzech roszad. Bezbarwny Piotr Kurbiel, Arkadiusz Woźniak oraz Szymon Kiebzak zostali zastąpieni przez odpowiednio Dawida Rogalskiego, Łukasza Wrońskiego i Daniana Pavlasa, ale zmiany te długo nie przynosiły wymiernego skutku. Gościom wciąż brakowało precyzji i pomysłu na przedarcie się pod pole karne przeciwnika, co mogło zostać skrzętnie wykorzystane przez Elanę w 81. minucie. Wówczas szybką akcję „żółto-niebieskich” mógł zwieńczyć Kordian Górka, ale jego finezyjny strzał znacząco przeleciał nad poprzeczką.
Gdy wielu kibicom mogło już się wydawać, że spotkanie w Toruniu zakończy się podziałem punktów, katowiczanie zdołali wykorzystać jeden z rzutów rożnych w najlepszy możliwy sposób. W 85. minucie obrońca Grzegorz Janiszewski najwyżej wyskoczył do dośrodkowanej z boku boiska futbolówki i sprawił, że „GieKSie” udało się sięgnąć po upragniony komplet punktów. Tym samym podopieczni Rafała Góraka odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w 2020 roku i przy okazji umocnili się na trzecim miejscu w tabeli.
infokatowice.pl – GieKSa w końcu wygrywa na wyjeździe
[…] W kolejnych kilku minutach dwoma fatalnymi zagraniami popisał się Mrozek, na szczęście w obu przypadkach zdołał naprawić swój błąd. Szczególnie kuriozalna była sytuacja z 14 min., kiedy golkiper Trójkolorowych podał piłkę do Machaja, chwilę później okazał się jednak od niego lepszy w pojedynku sam na sam. Pomimo tego, że obie ekipy stworzyły jeszcze po kilka groźnych akcji, nie udało im się jednak przed przerwą zdobyć kolejnych bramek. W GieKSie najbliżej szczęścia był w 45 min. Błąd, który przeleciał z piłką kilkadziesiąt metrów, minął kilku rywali, ale w sytuacji sam na sam strzelił prosto w bramkarza.
Druga połowa ponownie mogła rozpocząć się od prowadzenia przyjezdnych, bo już w 47 min. sędzia podyktował rzut karny po faulu na Woźniaku. Niestety niezawodny do tej pory Stefanowicz tym razem się pomylił i strzelił obok słupka. Potem długo podopieczni trenera Rafała Góraka nie potrafili znaleźć sposobu na defensywę gospodarzy, którzy grając z kontry kilka razy zatrudnili Mrozka. W końcówce GKS zdołał jednak przechylić losy spotkania na swoją korzyść.
[…] Jest to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo GieKSy na wiosnę.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Kibice Piłka nożna Wideo
Stadion znowu eksplodował
W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.
Piłka nożna
Oceny za wyszarpanie z Cracovią
Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.
Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.
Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.
Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.
Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.
Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.
Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.
Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.
Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.
Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.
Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.
Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.
Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.
Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.
Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.
Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.
Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Najnowsze komentarze