Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Media o GieKSie: Kontrakty rozwiązane. „Prowadzimy intensywne rozmowy o funkcjonowaniu sekcji w kolejnym sezonie”
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W dalszym ciągu ze względu na zagrożenie epidemiczne rozgrywki ligowe naszych drużyn piłkarskich są zawieszone. Siatkarze oraz hokeiści mają już przerwę pomiędzy sezonami – zostały podjęte pierwsze decyzje personalne.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Trzy strefy GieKSy
Katowicki II-ligowiec opracował plan działania na spodziewany od poniedziałku okres wznowienia treningów. Rysuje się w trzech barwach: czerwonej, zielonej i żółtej.
Trzy strefy, z której każda będzie miała osobne wejście do budynku klubowego i – w razie potrzeby – osobny „trakt” na treningowe boiska. Trzy różne kolory. Tak przedstawia się plan sytuacyjny przygotowany przez GieKSę na czas treningów w dobie pandemii. Katowicki II-ligowiec gotowy do jego wdrożenia był już teraz, ale ostatecznie – po decyzji rządu „odmrażającej” obiekty sportowe dopiero od 4 maja – jego realizacja odwlecze się o tydzień.
[…] Zawodnicy pokonują główną bramę wjazdową stadionu przy Bukowej, przejeżdżają obok głównego wejścia do klubu i między barierkami usytuowanymi na wysokości przecięcia sektorów nr 4-5, wjeżdżają na parking za sektorem gości, gdzie zostawiają samochody.
Stamtąd – jeśli nie będą jeszcze mogli korzystać z szatni – mogą przejść specjalnie wytyczoną drogą bezpośrednio na boiska treningowe, bądź też do budynku klubowego, do którego będą wchodzić bocznym wejściem od strony sektora nr 6. Droga zespołu na boiska treningowe wiedzie od strony parku – obok sektora gości i „Blaszoka”.
To wszystko stanowi „strefę czerwoną”, przeznaczoną tylko i wyłącznie dla drużyny. Prócz tego są jeszcze „strefa żółta”, dla pracowników klubu, której składową jest główne wejście do budynku, a także „strefa zielona” – dla pracowników MOSiR-u. Dla nich przeznaczono wejście boczne od sektora nr 1, a do boisk treningowych docierać będą wzdłuż płotu od strony ul. Złotej, za zegarem.
Taki podział pozwoli katowiczanom na ograniczenie kontaktu między ludźmi i pozytywnie wpłynie na kwestie bezpieczeństwa. Będzie jeszcze strefa buforowa – od sektora nr 5 do bramy wjazdowej na parking. Tam nikt nie będzie mógł przebywać; jedynie członkowie drużyny będą przejeżdżać tamtędy autami w stronę parkingu za trybuną gości.
– Osoby „przynależne” do swoich konkretnych stref nie będą się mijać. Mamy ustalone, w jakim czasie przed treningiem pracownicy MOSiR-u mają zakończyć ewentualne prace na boiskach. W tym przypadku obiekt przy Bukowej okazuje się bardzo dobry i daje duże możliwości. Każdy z ludzi biorących udział w tworzeniu tego planu podsuwał swoje pomysły i wydaje się, że na to, co możemy przewidzieć, jesteśmy gotowi – podkreśla dyrektor sportowy GieKSy.
Przy Bukowej odliczają już dni do poniedziałku. – Zakładam, że zgodnie z wytycznymi rządu obiekt 4 maja zostanie otwarty przez MOSiR. Wtedy wejdziemy w kolejny etap, czyli treningów w małych grupach, definiowanych jako pięciu zawodników plus trener – zaznacza Góralczyk.
Do tego czasu jednak trzeba jeszcze uzbroić się w cierpliwość. Formalnie kluby z ekstraklasy, I i II ligi przebywają obecnie w 14-dniowej izolacji. W przypadku szczebla rozgrywkowego nr 3 zakończy się ona w przyszły czwartek.
[…] Kluby I i II ligi do piątkowego wieczoru musiały zgłosić listę 50 osób objętych izolacją i koniecznością składania codziennych raportów medycznych. Robert Góralczyk również się na niej znalazł.
– W tej 50-ce jest 29 zawodników – to ta grupa, która brała udział w zajęciach pierwszej drużyny jeszcze w okresie przed pandemią.
[…] O ile w przypadku ekstraklasy znamy już konkretny termin jej powrotu – weekend 29-31 maja – o tyle w I i II lidze te daty wciąż są ramowe, mieszczące się między 29 maja a 6 czerwca.
– Spokojnie. Mamy przed sobą kilka etapów, każdy kolejny będzie efektem skutecznego działania w poprzednim. Otwarcie obiektów, spodziewane w poniedziałek, ma pozwolić nam wrócić do treningów w grupach. Potem, 8 maja, będą testy, których konsekwencją będzie potwierdzenie stanu zdrowia osób z klubowych list i – mamy nadzieję – powrót do treningów zespołowych.
A terminarz… Filozofii wielkiej nie ma, kwestia jest tylko taka, kiedy wpiszemy pierwszy mecz. Chyba nie będzie to 30 maja, raczej 3 albo 6 czerwca. Jeśli przyjmiemy tą ostatnią datę, a za moment rozegrania 34. kolejki 20 lipca, to wychodzi, że będzie 14 terminów do rozegrania 12 kolejek. Czyli możemy założyć, że dwie środy będą wolne – tłumaczy Robert Góralczyk. Zespołom z miejsc 3-6 przyjdzie jeszcze rozegrać dwustopniowe baraże o awans; najprawdopodobniej 27 i 30 lipca.
tylkokobiecyfutbol.pl – Pomocniczka dekady w ekstralidze: Joanna Wróblewska
Mamy przyjemność ogłosić, iż Joanna Wróblewska została wybrana najlepszą pomocniczką dekady (2009/10-2019/20) w Ekstralidze.
Joanna to obecnie 24-letnia pomocniczka GieKSu Katowice. Od wejścia GKS-u do Ekstraligi to filar i gwiazda drużyny. Wstępuje w reprezentacyjnej Polski, wcześniej grała w naszych kadrach młodzieżowych.
Wcześniej występowała w AZS-ie Wrocław, który ukształtował ją w pełni piłkarsko. Dostrzeżono ją jednak w MKS-ie Ciechanów, a pierwsze kroki w piłce stawiła w miejscowej Trójce.
Co gdyby o miejscach w tabeli ekstraligi zadecyduje … Średnia zdobytych punktów?
Cały czas ważą się losy kontynuacji piłkarskich rozgrywek w Polsce. Jedenastego maja mamy poznać ostateczną decyzję na temat i kobiecej piłki. Wszystko zmierza ku przedwczesnemu zakończeniu rozgrywek.
SIATKÓWKA
siatka.org – Zamieszanie w GKS-ie trwa, klub nie wypłaci premii?
Trwa zamieszanie wokół GKS-u Katowice. Wprawdzie ma on przystąpić do rozgrywek w przyszłym sezonie, ale klub nie może dogadać się z zawodnikami w kwestiach finansowych dotyczących zakończonych rozgrywek. Nie dość, że obciął im kontrakty o 18%, to jeszcze chce ich pozbawić premii za miejsce w ósemce.
Na początku kwietnia pojawiały się informacje, że GKS Katowice może wcale nie wystartować w kolejnym sezonie w PlusLidze. Obecnie niby takiego zagrożenia nie ma, ale wciąż w mediach głośno o żądaniach finansowych klubu wobec zawodników. Ostatecznie działacze zdecydowali się obniżyć im kontrakty o 18 proc. Wyjątek zrobiono wobec kilku graczy zarabiających najmniej. Im nie ucięto nic. To jednak nie koniec, bo działacze chcą także pozbawić siatkarzy premii za miejsce w ósemce.
Pierwsze oficjalne decyzje kadrowe w GKS-ie Katowice
Sporo mówiło się ostatnio o niezbyt ciekawej sytuacji GKS-u Katowice. Kilka godzin przed oficjalnym komunikatem klubu jeden z byłych już zawodników – Dustin Watten, sam poinformował, że władze klubu rozwiązały z nim kontrakt na kolejny sezon. Teraz GKS poinformował, że z drużyną pożegnał się trener oraz kilku innych graczy.
Oficjalny serwis GKS-u Katowice poinformował, że po zakończeniu sezonu 2019/2020 PlusLigi zapadły pierwsze decyzje dotyczące kształtu kadry na kolejne rozgrywki. Wszystkie zmiany podyktowane są dobrem klubu oraz koniecznością dostosowania się do obecnych, trudnych warunków funkcjonowania sportu.
Klub postanowił o zakończeniu współpracy z trenerem Dariuszem Daszkiewiczem, który prowadził zespół w zakończonych rozgrywkach. Wcześniej było też jasne, że zespół ze Śląska opuści doświadczony środkowy -Emanuel Kohut, a do tego GKS Katowice żegna się z Maciejem Fijałkiem, Dustinem Wattenem oraz Adrianem Buchowskim. Ponadto informujemy, że z klubem żegnają się Rafał Szymura i Szymon Gregorowicz, których kontrakty wygasają.
Dariusz Daszkiewicz: oddam tę sprawę do prawnika
– Oddam tę sprawę do prawnika. Tyle razy wyciągałem rękę do klubu, ale muszę się bronić – mówi Dariusz Daszkiewicz, były już trener GKS-u Katowice, któremu klub wypowiedział umowę. Podobnie było w przypadku czy to Dustina Wattena, Adriana Buchowskiego, Macieja Fijałka czy Emanuela Kohuta. – Bardzo mi szkoda, że nie będę mógł pracować z moimi zawodnikami w kolejnym sezonie. To fantastyczne chłopaki. Udało nam się wypracować atmosferę. Jestem za to wdzięczny. Zobaczymy, co jeszcze przyniesie życie – dodaje Daszkiewicz. Zamieszanie w katowickim klubie w ostatnim czasie zelektryzowało siatkarskie środowisko w Polsce.
Adrian Buchowski: wypowiedzenie zostało nam wysłane z wsteczną datą
– Nasze negocjacje trwały już jakiś czas i byliśmy z Dustinem Wattenem skłonni zgodzić się na obcięcie 18 procent naszego wynagrodzenia. Jednak dodatkowo klub proponował nam podpisanie zgody na wykreślenie z kontraktu zapisu dotyczącego premii za 10. miejsce, które de facto miała być jedną z wypłat już z 2020 roku. Nie wiedzieliśmy jak prawnie interpretować ten zapis w kontrakcie, więc uznaliśmy, że lepiej jeśli władze ligi lub Sąd Polubowny PZPS zdecydują czy ewentualne cięcia mogą także dotyczyć dodatkowego wynagrodzenia – powiedział w rozmowie z ,,Przeglądem Sportowym” przyjmujący GKS-u Katowice, Adrian Buchowski.
Dustin Watten otrzymał w czwartek wiadomość, że tego samego dnia ma się stawić na spotkaniu w klubie, choć władze wiedziały, że od trzech tygodni przebywa w USA. W rezultacie dostał wypowiedzenie umowy. Jak pan dowiedział się o rozwiązaniu umowy z GKS Katowice?
– W czwartek około godziny 16 dostałem maila od pani z biura klubu, w którym zawarte było wypowiedzenie umowy. W argumentacji klubu powołano się na to, że według zarządu GKS Katowice, kontrakt sportowca z klubem traktowany jest jak umowa zlecenie, którą można dowolnie wypowiedzieć w trybie natychmiastowym. Wypowiedzenie zostało nam wysłane z wsteczną datą 12 marca. Przecież jeszcze trzy dni później (15 marca) odbyliśmy ostatni wspólny trening, a przez kolejne dwa tygodnie dostawaliśmy plany w korespondencji mailowej od naszego trenera przygotowania fizycznego, by pracować w domu. Ja sam brałem później udział w działaniach marketingowych (17 marca) dla klubu i z Alexandre Ferreirą z Zawiercia rozgrywaliśmy wirtualny mecz w siatkówkę.
Prezes GKS-u: będziemy sprawy rozstrzygać na drodze prawnej
– Spośród 150 osób funkcjonujących w klubie, w 140 przypadkach doszliśmy do porozumienia w kwestii dostosowania ich oczekiwań do możliwości GKS w obliczu kryzysu – powiedział prezes wielosekcyjnego GKS Katowice Marek Szczerbowski. Klub rozwiązał umowy z Dustinem Wattenem, Emanuelem Kohutem, Szymonem Gregorowiczem, Maciejem Fijałkiem, Rafałem Szymurą i Adrianem Buchowskim oraz trenerem Dariuszem Daszkiewiczem.
– Cieszy nas deklaracja prezydenta Marcina Krupy dotycząca wsparcia i pomocy pod warunkiem, że dostosujemy się do możliwości. Wiadomo, że wydatki na sport nie będą priorytetowe dla jednostek samorządu terytorialnego. I my chcemy się dostosować, ale też nie chodzi tylko o przetrwanie, ale wygrywanie. W poprzednim roku samorząd przekazał do klubu 27,9 mln złotych. Teraz będzie to może 50 procent tej kwoty – przyznał dla PAP prezes Marek Szczerbowski.
[…] Ostatnio głośno o sekcji siatkówki GKS-u Katowice za sprawą kontrowersyjnych działań zarządu. Trener Dariusz Daszkiewicz i sześciu siatkarzy dostało wypowiedzenia umów ze wsteczną datą – 12 marca, chociaż po tej dacie jeszcze odbywali treningi i świadczyli usługi na rzecz klubu. Menadżer zawodników poddaje w wątpliwość skuteczność takiego rozwiązania umów i zawiadomił o sprawie organy PZPS i PLS. Trener Daszkiewicz nie ukrywał, że sprawę odda w ręce prawników.
Dustin Watten: dostałem do tej pory pięć z dziesięciu wypłat
– Jestem bardzo wdzięczny za minione trzy lata w Polsce. Moim celem jest spędzić kolejny, czwarty rok w waszym kraju, wrócić do Katowic – powiedział Dustin Watten, z któym GKS Katowice rozwiązał kontrakt. – Gram dla moich kolegów z drużyny, dla trenera, dla kibiców GKS, ale też dla polskich kibiców. Moi prawnicy są przekonani o ważności kontraktu. Chce wrócić i kontynuować pracę, którą wykonaliśmy w minionym sezonie – dodał w wywiadzie dla Polsatu Sport.
Dustin Watten: – To bardzo trudna sytuacja. Jest wiele czynników wpływających na nią. W minionym sezonie wszyscy w Katowicach ciężko pracowaliśmy, nawiązaliśmy ze sobą też świetny kontakt. Tworzyliśmy niezwykłą grupę i historię, a kibice okazywali nam ogromne wsparcie. Pokochałem to miejsce. Zostawiłem w tym mieście nie tylko moje rzeczy, ale jest też tam moja dziewczyna. Katowice stały się dla mnie nie tylko miejscem pracy, ale i domem. Kiedy dostałem wiadomość z klubu poczułem się tak, jakby odebrano mi część mojego życia.
[…] Od wiadomości, dotyczącej zerwania kontraktu, minęły dwa dni. Czy sytuacja jakoś się zmieniła? Klub kontaktował się z panem?
– Jedyny kontakt jaki został nawiązany po moim wyjeździe ograniczył się do wiadomości, którą dostałem około 2 nad ranem czasu w Kalifornii z zaproszeniem na spotkanie w Katowicach. Po tym, jak się obudziłem, mój agent poinformował mnie, że dostał pismo, które zostało wysłane pod koniec kwietnia, ale z datą z początku marca. Pozostaje więc wiele rzeczy, których nie rozumiem. W ostatnich dniach konsultowałem się nie tylko z polskim, ale też amerykańskim prawnikiem. Według nich mój kontrakt jest ciągle ważny, więc jeśli chodzi o mój plan na przyszły sezon chce wrócić do Katowic. Cały czas staramy się rozwiązać jakoś tę sytuację z moim agentem. Naprawdę nie wiem, co powiedzieć, ponieważ zaproponowaliśmy wiele rozwiązań. Jako zespół podjęliśmy decyzję o obniżeniu naszych kontraktów. Utożsamiamy się z miastem, więc decyzja była dla nas prosta. Usiedliśmy do rozmów i jasno zakomunikowaliśmy zgodę na te cięcia. Były one bardzo duże, o ile nie największe w lidze.
Czy pojawiały się wcześniej niepokojące sygnały, że kontrakt może nie zostać dotrzymany?
– Byliśmy może zbyt bierni w tych negocjacjach. Staraliśmy się zaproponować inne rozwiązania. Kontakt z klubem jest bardzo trudny. Myślę, że mijają już dwa tygodnie od przedstawienia naszej ostatniej oferty. Na naszym grupowym czacie okazało się, że większość otrzymała swoje pieniądze. Ci, którzy nie przystali na propozycję, czyli ja, trener, Adrian Buchowski i Emanuel Kohut, nie dostaliśmy większości pieniędzy. Zamiast nich otrzymaliśmy pismo, o którym rozmawiamy. Ja dostałem do tej pory pięć z dziesięciu wypłat.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Kontrakty rozwiązane. „Prowadzimy intensywne rozmowy o funkcjonowaniu sekcji w kolejnym sezonie”
Szefostwo GKS-u Katowice potwierdziło nasze doniesienia z początku kwietnia. Wszystkie kontrakty z zawodnikami zostały rozwiązane z uwagi na pandemię koronawiursa.
Przypomnijmy, że działacze GieKSy rozliczyli się z zawodnikami za obecny sezon. Zdecydowali się też rozwiązać wszystkie długoterminowe umowy ze swoimi graczami. W tym gronie znaleźli się choćby Oskar Jaśkiewicz, Tomasz Skokan, Damian Tomasik, Mateusz Michalski, Szymon Mularczyk, Patryk Krężołek, Kamil Paszek, Grzegorz Pasiut i Teddy Da Costa.
Dziś władze ekipy z alei Korfantego opublikowały specjalny komunikat, w którym poinformowały o opisywanej przez nas sytuacji. Z tej informacji można wywnioskować też, że GKS Katowice zagra w przyszłym sezonie 2020/2021.
sportdziennik.com – GKS Katowice. Powrót Bogłowskiego!
Roch Bogłowski, 34-letni absolwent katowickiej AWF, po sezonie w roli menedżera sekcji powraca na stanowisko dyrektora i wraz z trenerami będzie odpowiadał za tworzenie nowej drużyny.
Wojciech Tkacz, pełniący te funkcję przez ostatni sezon, został doradcą zarządu klubu ds. hokeja. To istotna roszada w sekcji hokejowej i kolejny sygnał, że prezes wraz ze swoim współpracownikami nie tylko szuka oszczędności, ale porządkuje sprawy organizacyjne wszystkich sekcji. Bogłowski w ostatnim czasie mocno się udzielał w sztabach reprezentacji seniorów i młodzieżowej, ale pewnie nieco ograniczy swoją związkową działalność.
Potwierdziły się nasze informacje, że trener został Piotr Sarnik, który w tym tygodniu ma podpisać oficjalnie kontrakt. Jego najbliższym współpracownikiem będzie Ireneusz Jarosz, dotychczasowy wideotrener, ale jego kompetencje zostaną rozszerzone.
– W najbliższych dniach przystępujemy do rozmów z potencjalnymi kandydatami do gry w naszym zespole – informuje nowy dyrektor. – W pierwszej kolejności rozpoczynamy od zawodników, którzy już u nas występowali i po zakończeniu sezonu zachowali się fair, rozwiązując kontrakty.
Przypomnę, że zrobili to solidarnie wszyscy, choć niektórzy mieli aktualne umowy. Będziemy chcieli stworzyć silną drużynę, ale na miarę naszych możliwości budżetowych.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Piłka nożna
Dopiero był na Nowej Bukowej
Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.
Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.
Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.
W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.
W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.
Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.
Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:
Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)
Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)
Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)
Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)
Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski
Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)
Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)
Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.


Najnowsze komentarze