Po meczu z Bytovią rozmawialiśmy z zawodnikiem gości Robertem Mandryszem. Piłkarz z Bytowa nie miał szczególnie szczęśliwej miny, ale też nie można powiedzieć, by był rozczarowany.
Chcieliście odnieść zwycięstwo czy ten punkt was zadowala?
Nie zadowala, ale go szanujemy. Pod koniec meczu było gorąco i GKS miał sytuacje, żeby strzelić bramkę i wygrać.
Widział pan jak potoczyło się to zaognienie sytuacji w końcówce?
Nie chcę tego komentować, od tego są sędziowie, którzy podjęli takie, a nie inne decyzje. Nasz zawodnik był prowokowany, ale czy było uderzenie – nie wiem.
Nie tracicie bramek, ale do większych zdobyczy punktowych brakuje zdobytych goli – już od sześciu meczów.
Myślę, że potrzebujemy bramki i zagrania dobrego meczu. Zrobiliśmy postęp w stosunku do poprzedniego spotkania z Grudziądzem, gdzie byliśmy gorsi w każdym elemencie. Tutaj chcieliśmy grać do przodu, mieliśmy sytuacje. Potrzebujemy strzelenia bramki i zwycięstwa, żeby ta maszyna ruszyła do przodu.
GKS też w ofensywie spisuje się kiepsko. Spodziewaliście się, że GKS będzie miał tak mało sytuacji bramkowych?
Przygotowaliśmy się do tego spotkania, znaliśmy silne strony Goncerza i Pitrego. To są dwa najgroźniejsze ogniwa GieKSy, ale my również mamy swoje żądła z przodu. Zagraliśmy na 0:0, choć też wolelibyśmy, żeby strzelić gola i wygrać albo zaliczyć przynajmniej bramkowy remis.
Punkt zdobyty czy dwa stracone?
Z przebiegu meczu ciężko mi powiedzieć. Zarówno GieKSa, jak i my mieliśmy sytuacje. To był mecz do jednej bramki – kto by strzelił, ten by wygrał.
MarianoItaliano
11 kwietnia 2015 at 21:37
cyste ciule i tyle pozdrawiam
Anty GRZYB
12 kwietnia 2015 at 11:01
NIEOGARNIETE BEZ AMBICJI