Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Ku pokrzepieniu serc – cieszmy się tym co mamy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Co można powiedzieć po takim meczu, po takim finale rundy jesiennej? To druga z rzędu runda, w której stracona bramka w doliczonym czasie gry coś nam zabiera. Na wiosnę była to utrata złudzeń i spuszczenie nas z hukiem do drugiej ligi. Teraz gol w 95. minucie zabrał nam bycie najlepszą drużyną jesieni w tej lidze. Znów okazało się, że życie kibica GKS Katowice to droga krzyżowa, która – można czasem odnieść wrażenie – nigdy się nie skończy.

Oczywiście to stwierdzenie – choć prawdziwie – jest emocjonalną reakcją na dzisiejsze okoliczności. Bo jednak patrząc obiektywnie, porównanie tegorocznej wiosny z obecną jesienią jest takie, że… nie ma porównania. Pół roku temu frustrowaliśmy się zawalanymi seryjnie meczami u siebie, z końcowym gongiem w postaci gola bramkarza. Dziś frustrujemy się, że nie udało nam się wskoczyć na pozycję lidera (to akurat się nie zmienia), jednak po rundzie, która – poza początkiem – była bardzo udana, wręcz kapitalna. Frustrujemy się, że prowadząc 2:0 na boisku lidera i być może najlepszej drużyny tej jesieni, nie potrafiliśmy utrzymać tego prowadzenia dwóch minut dłużej. Denerwujemy się tym, że zremisowaliśmy na wyjeździe z Resovią i Widzewem, będąc lepszymi od tych drużyn, a tak poza tym, to wygrywamy wszystko jak leci.

To trudny mecz do oceny, w kontekście rozpatrywania pozytywów i negatywów. Oczywiście w pierwszej chwili dominowała złość, że „znowu to samo”. Złość uzasadniona, bo ten mecz trzeba było zamknąć w pierwszej połowie, gdy przy stanie 2:0 mieliśmy kilka kolejnych znakomitych okazji i albo brakowało precyzji, albo szczęścia, bo bramkarz rywali dokonywał cudów w bramce. Ale sytuacje Rogalskiego, Woźniaka czy Błąda po prostu MUSIAŁY się zakończyć bramką. A jak już Stefanowicz trafił, to sędzia bramki nie uznał. Między sobą mówiliśmy w przerwie, że bardziej jesteśmy wk..ieni, że nie udało się tego trzeciego gola zdobyć, niż cieszyliśmy się, że mamy przecież wyśmienity wynik. No niestety – my kibice GieKSy nauczeni wieloletnim doświadczeniem i milionem klęsk, gdy nieraz wydawało się, że zwycięstwo jest w garści, a kończyło się płaczem i zgrzytaniem zębów. I to dwubramkowe prowadzenie w kontekście zmarnowania tylu sytuacji – nie mogło nie powodować obawy, że to się zemści. I po raz milion pierwszy niestety się zemściło. Po meczu był tylko żal, złość i rozwalony termos, ciśnięty gdzieś tam w ścianę kabiny prasowej. A trener Górak minę na konferencji i gdy wychodził z sali miał taką, że jedynie – porównując – rolki papieru prostujące się na Bukowej za czasów Mariana Dziurowicza mogłyby dostatecznie oddać powagę sytuacji.

Jakkolwiek obecną drużynę oceniamy lepiej pod względem charakterologicznym, niż kilka poprzednich śmiesznych ekip, a dodatkowo widzimy w wielu nowych zawodników całkiem niezły potencjał czysto sportowy – jedna rzecz jeszcze się nie zmienia i wymaga poprawy. Bo o ile od początku sezonu kilka rzeczy – z meczu na mecz – się poprawiało, jak na przykład przeprowadzanie kontr czy stałe fragmenty, to ciągle jednak w momencie naporu przeciwnika, momentu, w którym nabiera on wiatru w żagle, gra szybko i agresywnie – gubimy się. Pojawia się nerwowość i chaos. Tak było w Łodzi, gdzie w końcówce Widzew mocno przycisnął – wówczas udało się jeszcze przejść suchą stopą. W Rzeszowie już się to nie udało i choć z gry przeciwnicy nie potrafili zdobyć gola, to dwa razy sprokurowaliśmy rzut karny. Ale wystarczy też wspomnieć inny mecz w Rzeszowie – ze Stalą, tam przecież w końcówce przeciwnik również miał sytuacje i cudem nie wbił drugiego gola.

Ten negatywny balans pomiędzy bardzo dobrą grą w ofensywie a pogubieniem w defensywie powoduje, że nie wygrywamy niektórych spotkań, ale z drugiej strony cieszmy się, że ich nie przegrywamy. To i tak jest postęp w porównaniu do poprzednich lat.

Jeśli czasem mówi się, że jakaś drużyna dostała zimny prysznic, to dzisiaj ten prysznic był lodowaty. Mogło być spektakularnie na koniec rundy. Nie wyszło i osuwamy się w tabeli, zamiast podnieść. Takie jest życie piłkarza i kibica.

Ale felieton ten nie ma na celu tego, żeby smęcić. Trener (na pewno) i piłkarze (miejmy nadzieję) doskonale wiedzą, co się stało. Coś zyskali świetną, naprawdę świetną grą w pierwszej połowie i coś stracili – dając się mocno zdominować w drugiej i przede wszystkim nie kontynuując swoje postawy z pierwszych 45 minut.

Kto jednak się spodziewał przed sezonem, a tym bardziej po początkowych meczach, na czele z pierwszą połową meczu ze Zniczem, że to będzie wyglądać tak jak teraz? Przecież ze Zniczem do przerwy było 0:3 i było pozamiatane.

0:3.

Zero trzy.

Męczyliśmy te początkowe mecze bardzo. O ile wyjazdowa wygrana w Wejherowie była pewna, to w Stargardzie mega szczęśliwa. Każdy gol na Bukowej w tych pierwszych meczach to była taka wymęczona buła, że stadion za każdym razem odlatywał, gdy udało się trafić do siatki. Z czasem te akcje zaczęły się coraz bardziej zazębiać, tych trafień było więcej, po ładnych, przemyślanych akcjach, kontrach, sytuacjach sam na sam. Z czasem tę GieKSę dało się oglądać, nawet jeśli nadal sporo meczów wygrywaliśmy w końcówce. Ale tworzył się charakter, coś więcej niż tylko kwestia piłkarska. Dwa mecze wygraliśmy grając w dziesiątkę, co przecież innym drużynom pewnie nie zdarza się czasem przez kilka dobrych lat. No i nie mówiąc już o serii meczów bez porażki (to już jedenaście) i takiej liczbie zwycięstw.

Przyznam się, że po pierwszym golu, widząc napór gospodarzy, bałem się, że ten mecz przegramy i będzie totalna klęska. A tak – mimo wszystko – mamy punkt na boisku lidera, będąc w pierwszej połowie drużyną „bardziej lepszą” od Resovii niż Resovia od GieKSy po przerwie. Więc choć boli ta bramka w doliczonym czasie gry, patrząc wyjściowo – na czas przed meczem – efekt jest zadowalający.

Powtórzę – pierwsza połowa była znakomita. Po prostu znakomita. GieKSa mogła strzelić i cztery bramki i Resovia nie mogłaby narzekać. To była najlepsza połowa w tym sezonie, a trzeba by było się zastanowić – najlepsza od jak dawna, bo w sumie przecieraliśmy oczy ze zdumienia. „Podnosiłem oczy ku górze dziękując, że przegrywaliśmy do przerwy tylko 0:1, bo w pierwszej połowie graliśmy bardzo źle” – powiedział kiedyś śp. Władysław Stachurski, trener Legii, gdy na Łazienkowskiej GieKSa prowadziła do przerwy 1:0. Ostatecznie Legia wygrała 2:1. Dzisiaj analogicznie – tylko z jedną bramką więcej – mógł powiedzieć trener Szymon Grabowski.

Nie wybrzydzajmy więc, bo choć dzisiaj bezpośrednio po meczu ilość przekleństw przekroczyła skalę, to tak naprawdę scenariusz mógł być na przykład taki, że żyliśmy złudzeniami poprzednich meczów, przyjechaliśmy na Resovię, dostaliśmy 0:3 po beznadziejnym meczu i te złudzenia by zostały zdeptane, pokazując, że wiele poprzednich meczów to był jakiś dziwny zbieg okoliczności, słabi rywale i masa szczęścia. Co przecież zdarzało się wielokrotnie w poprzednich sezonach, weryfikując negatywnie wcześniejsze pseudo-dobre wyniki.

Nie. Ten mecz właśnie coś udowodnił. Pokazał, że ta nowotworzona drużyna już ma swoją jakość. Ze swoimi mankamentami, pogubieniami i „głupotami”, jak to powiedział raz trener Górak, ale tak – ma swoją jakość. I ma nawet swój styl – tu też cofniemy się do naszego szkoleniowca, cytując go zdaniem z jego poprzedniej kadencji sprzed 7 lat, kiedy to po meczu z ŁKS w Łodzi powiedział, że ta drużyna ma swój styl „chaotyczno-szarpany”. Teraz na pewno taki nie jest – może był na początku sezonu – ale obecnie miło się patrzy na te próby młodych i doświadczonych zawodników, próby oparte na pressingu, grze tyłem do bramki, odgrywaniu na skrzydła i wykorzystywaniu szybkich bocznych obrońców czy pomocników.

Nie wybrzydzajmy. Jeśli GieKSa będzie konsekwentnie podążać tą drogą, którą wyznaczyli Górak, Góralczyk i cały sztab, to zwycięstwa po prostu będą tego logiczną konsekwencją. I po jakimś czasie nikt nie będzie rozpamiętywał meczu z Resovią, a jeśli już, to co najwyżej w zupełnie „urealnionych” kategoriach, czyli takich, że po prostu w piłce zdarza się utracić zwycięstwo w 95. minucie. Nawet po kiksie. Nawet po karnym.

Dlatego cieszmy się, że po takim Dudkowym koszmarze w ciągu pół roku udało się stworzyć taki kształt drużyny, jak obecnie. Ja, choć od początku w trenera Góraka wierzyłem, nie spodziewałem się, że na ten moment możemy być w tym miejscu. Jest naprawdę super.

Ale będziemy systematycznie studzić głowy. To dopiero połowa drogi w tym sezonie. Pamiętamy, co się kilka razy działo na wiosnę. Dobrze by było, żeby Rafał Górak też odrobił lekcję z historii, a jeśli będzie chętny, my również służymy przypomnieniem tej historii. Warto ją pamiętać i znać, bo jak wiemy, kto nie zna swojej historii, skazany jest na jej powtarzanie.

I tylko termosu żal. Ale niech to będzie ofiara za sukces na koniec sezonu!

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Fjodor

    9 listopada 2019 at 21:54

    Który cisnął termosem, Ty czy Mayek? 🙂

  2. Avatar photo

    tomassi

    9 listopada 2019 at 22:28

    brawo dla autora
    jedziemy dalej

  3. Avatar photo

    tomassi

    9 listopada 2019 at 23:05

    gdzie jest ta cała ekipa krytyków która po każdym meczu wylewała żale swoje?
    Trudno coś pochwalić?
    A my dalej swoje…. Hej GieKSa gol….
    Pamiętamy też o kibicach których los doświadczył szczególnie.
    To jeden z nas Piekarski kibic który potrzebuje pomocy.
    #Jeden za wszystkich,wszyscy za jednego#.

  4. Avatar photo

    Robson

    10 listopada 2019 at 00:25

    Chciał bym wiedzieć dlaczego nieuznano nam 3 bramki bo oglądam powtórkę 7 raz i nie widzę powodu. Jak i te 2 karne z dupy zwłaszcza pierwszy nie dość że przed linią to gdzie tam karny?

    Ale nic możemy jedynie zaśpiewać jedną z ulubionych pieśni Polscy sędziowie to kurwy sprzedawczykowie..

  5. Avatar photo

    Nerwus

    10 listopada 2019 at 05:53

    Z czarnymi jeszcze nikt nie wygrał, to jest mafia.

  6. Avatar photo

    Irishman

    10 listopada 2019 at 07:12

    Oglądałem BEZNADZIEJNĄ relacje na tv.com, więc co do spalonego i drugiego karnego się nie wypowiadam, bo….. po prostu tego nie pokazali. Ale pierwszy karny – EWIDENTNY.

  7. Avatar photo

    Irishman

    10 listopada 2019 at 07:17

    Shellu, po co to „pokrzepienie serc”? Przecież jest pięknie! Ja też wierzyłem w Góraka i też nie sądziłem, że to tak szybko zaskoczy! Po prostu chciałem, aby straty punktowe….. do baraży nie były zbyt duże! 🙂

    No ale z tymi punktami to poczekajmy, bo gramy jeszcze trzy mecze z wiosny. A szczególnie następny w Pruszkowie będzie BARDZO TRUDNY ze względu na absencje chyba z pięciu podstawowych zawodników!

  8. Avatar photo

    Irishman

    10 listopada 2019 at 07:24

    A po awansie, to proponuje abyśmy się wszyscy zrzucili na termos dla Was i to z atrakcyjną zawartością, za to świetną robotę jaką robicie na wyjazdach! 🙂

    Za wczoraj szczególne słowa uznania dla Błażeja, który serio miał ciężko. W pewnym momencie nie wytrzymałem już pier….nia komentatora tvcom i postanowiłem przełączyć fonie na nasze radio. Niestety tam też było tylko słychać kibiców Resovii. Mimo wszystko Błażej robił co mógł i gardło ma na bank zdarte!

  9. Avatar photo

    Kibol

    10 listopada 2019 at 07:48

    tragedia psychika słaba z 2:0 to tylko frajerzy odpuszczaja albo ci co sa przepłaceni

  10. Avatar photo

    19BOrYS64

    10 listopada 2019 at 10:45

    Zgadzam się w pełni z opinią, że jeszcze tej wiosny każdy z Nas cieszyłby się z aktualnego stanu rzeczy. Realia jednak się zmieniły i jeśli chcemy wrócić na zaplecze Ekstraklasy to mecze z liderami tabeli należy wygrywać. W meczach ze Stala, Widzewem i Resovia ugralismy 3pkt na 9 możliwych. Głęboko wierząc w awans, nie chciałbym liczyć 6 pkt straconych w starciach bezpośrednimi rywalami. Niestety przy mentalności naszej drużyny mecze barażowe mogłyby by się okazać prawdziwą gehenna.

  11. Avatar photo

    1964

    10 listopada 2019 at 10:56

    A moim zdaniem awans robi się robiąc punkty z dołem tabeli!Te mecze są trudniejsze pod względem psychiki. Wydaje się że musisz wygrać bo grasz z kelnera i. A tak naprawdę jak się nie przyłożysz to się nie wysrasz.Z drużynami z czołówki nie trzeba się dodatkowo motywować. Chłopaki i sztab szkoleniowy zrobili wiele ale to dopiero pierwsza połowa!

  12. Avatar photo

    Roh

    10 listopada 2019 at 11:16

    Szkoda tego meczu i tyle jak prowadzi sie 2-0 nie powinno sie tego wypuscić. Walczymy dalej.

  13. Avatar photo

    pablo eskobar

    10 listopada 2019 at 11:44

    Nieda sie grac przez 90 minut na pelnych obrotach kto kiedys gral w pilke to otym doskonale wie ten szpil powinien byc zabity w pierwszej polowie bo byly na tookazje nieudalo sie i w drugiej czesci poprostu niewystarczylo sil aby dalej grac tak jak w pierwszej polowie szkoda ale taka jest pilka

  14. Avatar photo

    KaTe

    10 listopada 2019 at 12:37

    Nie ma co marudzić. Wszyscy wiedzą, że przy wyniku 2:0, kolejny gol może zmienić obraz meczu: albo załamie przeciwnika, albo (przy 2:1) go zmobilizuje.
    Tym razem się nie udało, ale ludzie – to dopiero listopad. Wszystko rozstrzygać się będzie w kwietniu.
    Szkoda kontuzji Woźniaka. Jego postawa była ostatnimi czasy, dla nas, kluczowa.

  15. Avatar photo

    @Irishman

    10 listopada 2019 at 15:49

    Jaka absencja 5 zawodników ? Za kartki będzie pauzował tylko Kiebzak.

  16. Avatar photo

    greg

    10 listopada 2019 at 18:28

    pilkarski kryminal obiektywnie sedzia kryminal dlaczego gola nie uznal a ten 2 karny zalchlopaki do gory glowa

  17. Avatar photo

    Pigula

    10 listopada 2019 at 19:13

    Życzę GKSie awansu, bo ta drużyna robi największe wrażenie w 2 lidze. (kibic Resovii)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga