Felietony Piłka nożna
Ku pokrzepieniu serc – cieszmy się tym co mamy!
Co można powiedzieć po takim meczu, po takim finale rundy jesiennej? To druga z rzędu runda, w której stracona bramka w doliczonym czasie gry coś nam zabiera. Na wiosnę była to utrata złudzeń i spuszczenie nas z hukiem do drugiej ligi. Teraz gol w 95. minucie zabrał nam bycie najlepszą drużyną jesieni w tej lidze. Znów okazało się, że życie kibica GKS Katowice to droga krzyżowa, która – można czasem odnieść wrażenie – nigdy się nie skończy.
Oczywiście to stwierdzenie – choć prawdziwie – jest emocjonalną reakcją na dzisiejsze okoliczności. Bo jednak patrząc obiektywnie, porównanie tegorocznej wiosny z obecną jesienią jest takie, że… nie ma porównania. Pół roku temu frustrowaliśmy się zawalanymi seryjnie meczami u siebie, z końcowym gongiem w postaci gola bramkarza. Dziś frustrujemy się, że nie udało nam się wskoczyć na pozycję lidera (to akurat się nie zmienia), jednak po rundzie, która – poza początkiem – była bardzo udana, wręcz kapitalna. Frustrujemy się, że prowadząc 2:0 na boisku lidera i być może najlepszej drużyny tej jesieni, nie potrafiliśmy utrzymać tego prowadzenia dwóch minut dłużej. Denerwujemy się tym, że zremisowaliśmy na wyjeździe z Resovią i Widzewem, będąc lepszymi od tych drużyn, a tak poza tym, to wygrywamy wszystko jak leci.
To trudny mecz do oceny, w kontekście rozpatrywania pozytywów i negatywów. Oczywiście w pierwszej chwili dominowała złość, że „znowu to samo”. Złość uzasadniona, bo ten mecz trzeba było zamknąć w pierwszej połowie, gdy przy stanie 2:0 mieliśmy kilka kolejnych znakomitych okazji i albo brakowało precyzji, albo szczęścia, bo bramkarz rywali dokonywał cudów w bramce. Ale sytuacje Rogalskiego, Woźniaka czy Błąda po prostu MUSIAŁY się zakończyć bramką. A jak już Stefanowicz trafił, to sędzia bramki nie uznał. Między sobą mówiliśmy w przerwie, że bardziej jesteśmy wk..ieni, że nie udało się tego trzeciego gola zdobyć, niż cieszyliśmy się, że mamy przecież wyśmienity wynik. No niestety – my kibice GieKSy nauczeni wieloletnim doświadczeniem i milionem klęsk, gdy nieraz wydawało się, że zwycięstwo jest w garści, a kończyło się płaczem i zgrzytaniem zębów. I to dwubramkowe prowadzenie w kontekście zmarnowania tylu sytuacji – nie mogło nie powodować obawy, że to się zemści. I po raz milion pierwszy niestety się zemściło. Po meczu był tylko żal, złość i rozwalony termos, ciśnięty gdzieś tam w ścianę kabiny prasowej. A trener Górak minę na konferencji i gdy wychodził z sali miał taką, że jedynie – porównując – rolki papieru prostujące się na Bukowej za czasów Mariana Dziurowicza mogłyby dostatecznie oddać powagę sytuacji.
Jakkolwiek obecną drużynę oceniamy lepiej pod względem charakterologicznym, niż kilka poprzednich śmiesznych ekip, a dodatkowo widzimy w wielu nowych zawodników całkiem niezły potencjał czysto sportowy – jedna rzecz jeszcze się nie zmienia i wymaga poprawy. Bo o ile od początku sezonu kilka rzeczy – z meczu na mecz – się poprawiało, jak na przykład przeprowadzanie kontr czy stałe fragmenty, to ciągle jednak w momencie naporu przeciwnika, momentu, w którym nabiera on wiatru w żagle, gra szybko i agresywnie – gubimy się. Pojawia się nerwowość i chaos. Tak było w Łodzi, gdzie w końcówce Widzew mocno przycisnął – wówczas udało się jeszcze przejść suchą stopą. W Rzeszowie już się to nie udało i choć z gry przeciwnicy nie potrafili zdobyć gola, to dwa razy sprokurowaliśmy rzut karny. Ale wystarczy też wspomnieć inny mecz w Rzeszowie – ze Stalą, tam przecież w końcówce przeciwnik również miał sytuacje i cudem nie wbił drugiego gola.
Ten negatywny balans pomiędzy bardzo dobrą grą w ofensywie a pogubieniem w defensywie powoduje, że nie wygrywamy niektórych spotkań, ale z drugiej strony cieszmy się, że ich nie przegrywamy. To i tak jest postęp w porównaniu do poprzednich lat.
Jeśli czasem mówi się, że jakaś drużyna dostała zimny prysznic, to dzisiaj ten prysznic był lodowaty. Mogło być spektakularnie na koniec rundy. Nie wyszło i osuwamy się w tabeli, zamiast podnieść. Takie jest życie piłkarza i kibica.
Ale felieton ten nie ma na celu tego, żeby smęcić. Trener (na pewno) i piłkarze (miejmy nadzieję) doskonale wiedzą, co się stało. Coś zyskali świetną, naprawdę świetną grą w pierwszej połowie i coś stracili – dając się mocno zdominować w drugiej i przede wszystkim nie kontynuując swoje postawy z pierwszych 45 minut.
Kto jednak się spodziewał przed sezonem, a tym bardziej po początkowych meczach, na czele z pierwszą połową meczu ze Zniczem, że to będzie wyglądać tak jak teraz? Przecież ze Zniczem do przerwy było 0:3 i było pozamiatane.
0:3.
Zero trzy.
Męczyliśmy te początkowe mecze bardzo. O ile wyjazdowa wygrana w Wejherowie była pewna, to w Stargardzie mega szczęśliwa. Każdy gol na Bukowej w tych pierwszych meczach to była taka wymęczona buła, że stadion za każdym razem odlatywał, gdy udało się trafić do siatki. Z czasem te akcje zaczęły się coraz bardziej zazębiać, tych trafień było więcej, po ładnych, przemyślanych akcjach, kontrach, sytuacjach sam na sam. Z czasem tę GieKSę dało się oglądać, nawet jeśli nadal sporo meczów wygrywaliśmy w końcówce. Ale tworzył się charakter, coś więcej niż tylko kwestia piłkarska. Dwa mecze wygraliśmy grając w dziesiątkę, co przecież innym drużynom pewnie nie zdarza się czasem przez kilka dobrych lat. No i nie mówiąc już o serii meczów bez porażki (to już jedenaście) i takiej liczbie zwycięstw.
Przyznam się, że po pierwszym golu, widząc napór gospodarzy, bałem się, że ten mecz przegramy i będzie totalna klęska. A tak – mimo wszystko – mamy punkt na boisku lidera, będąc w pierwszej połowie drużyną „bardziej lepszą” od Resovii niż Resovia od GieKSy po przerwie. Więc choć boli ta bramka w doliczonym czasie gry, patrząc wyjściowo – na czas przed meczem – efekt jest zadowalający.
Powtórzę – pierwsza połowa była znakomita. Po prostu znakomita. GieKSa mogła strzelić i cztery bramki i Resovia nie mogłaby narzekać. To była najlepsza połowa w tym sezonie, a trzeba by było się zastanowić – najlepsza od jak dawna, bo w sumie przecieraliśmy oczy ze zdumienia. „Podnosiłem oczy ku górze dziękując, że przegrywaliśmy do przerwy tylko 0:1, bo w pierwszej połowie graliśmy bardzo źle” – powiedział kiedyś śp. Władysław Stachurski, trener Legii, gdy na Łazienkowskiej GieKSa prowadziła do przerwy 1:0. Ostatecznie Legia wygrała 2:1. Dzisiaj analogicznie – tylko z jedną bramką więcej – mógł powiedzieć trener Szymon Grabowski.
Nie wybrzydzajmy więc, bo choć dzisiaj bezpośrednio po meczu ilość przekleństw przekroczyła skalę, to tak naprawdę scenariusz mógł być na przykład taki, że żyliśmy złudzeniami poprzednich meczów, przyjechaliśmy na Resovię, dostaliśmy 0:3 po beznadziejnym meczu i te złudzenia by zostały zdeptane, pokazując, że wiele poprzednich meczów to był jakiś dziwny zbieg okoliczności, słabi rywale i masa szczęścia. Co przecież zdarzało się wielokrotnie w poprzednich sezonach, weryfikując negatywnie wcześniejsze pseudo-dobre wyniki.
Nie. Ten mecz właśnie coś udowodnił. Pokazał, że ta nowotworzona drużyna już ma swoją jakość. Ze swoimi mankamentami, pogubieniami i „głupotami”, jak to powiedział raz trener Górak, ale tak – ma swoją jakość. I ma nawet swój styl – tu też cofniemy się do naszego szkoleniowca, cytując go zdaniem z jego poprzedniej kadencji sprzed 7 lat, kiedy to po meczu z ŁKS w Łodzi powiedział, że ta drużyna ma swój styl „chaotyczno-szarpany”. Teraz na pewno taki nie jest – może był na początku sezonu – ale obecnie miło się patrzy na te próby młodych i doświadczonych zawodników, próby oparte na pressingu, grze tyłem do bramki, odgrywaniu na skrzydła i wykorzystywaniu szybkich bocznych obrońców czy pomocników.
Nie wybrzydzajmy. Jeśli GieKSa będzie konsekwentnie podążać tą drogą, którą wyznaczyli Górak, Góralczyk i cały sztab, to zwycięstwa po prostu będą tego logiczną konsekwencją. I po jakimś czasie nikt nie będzie rozpamiętywał meczu z Resovią, a jeśli już, to co najwyżej w zupełnie „urealnionych” kategoriach, czyli takich, że po prostu w piłce zdarza się utracić zwycięstwo w 95. minucie. Nawet po kiksie. Nawet po karnym.
Dlatego cieszmy się, że po takim Dudkowym koszmarze w ciągu pół roku udało się stworzyć taki kształt drużyny, jak obecnie. Ja, choć od początku w trenera Góraka wierzyłem, nie spodziewałem się, że na ten moment możemy być w tym miejscu. Jest naprawdę super.
Ale będziemy systematycznie studzić głowy. To dopiero połowa drogi w tym sezonie. Pamiętamy, co się kilka razy działo na wiosnę. Dobrze by było, żeby Rafał Górak też odrobił lekcję z historii, a jeśli będzie chętny, my również służymy przypomnieniem tej historii. Warto ją pamiętać i znać, bo jak wiemy, kto nie zna swojej historii, skazany jest na jej powtarzanie.
I tylko termosu żal. Ale niech to będzie ofiara za sukces na koniec sezonu!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Fjodor
9 listopada 2019 at 21:54
Który cisnął termosem, Ty czy Mayek? 🙂
tomassi
9 listopada 2019 at 22:28
brawo dla autora
jedziemy dalej
tomassi
9 listopada 2019 at 23:05
gdzie jest ta cała ekipa krytyków która po każdym meczu wylewała żale swoje?
Trudno coś pochwalić?
A my dalej swoje…. Hej GieKSa gol….
Pamiętamy też o kibicach których los doświadczył szczególnie.
To jeden z nas Piekarski kibic który potrzebuje pomocy.
#Jeden za wszystkich,wszyscy za jednego#.
Robson
10 listopada 2019 at 00:25
Chciał bym wiedzieć dlaczego nieuznano nam 3 bramki bo oglądam powtórkę 7 raz i nie widzę powodu. Jak i te 2 karne z dupy zwłaszcza pierwszy nie dość że przed linią to gdzie tam karny?
Ale nic możemy jedynie zaśpiewać jedną z ulubionych pieśni Polscy sędziowie to kurwy sprzedawczykowie..
Nerwus
10 listopada 2019 at 05:53
Z czarnymi jeszcze nikt nie wygrał, to jest mafia.
Irishman
10 listopada 2019 at 07:12
Oglądałem BEZNADZIEJNĄ relacje na tv.com, więc co do spalonego i drugiego karnego się nie wypowiadam, bo….. po prostu tego nie pokazali. Ale pierwszy karny – EWIDENTNY.
Irishman
10 listopada 2019 at 07:17
Shellu, po co to „pokrzepienie serc”? Przecież jest pięknie! Ja też wierzyłem w Góraka i też nie sądziłem, że to tak szybko zaskoczy! Po prostu chciałem, aby straty punktowe….. do baraży nie były zbyt duże! 🙂
No ale z tymi punktami to poczekajmy, bo gramy jeszcze trzy mecze z wiosny. A szczególnie następny w Pruszkowie będzie BARDZO TRUDNY ze względu na absencje chyba z pięciu podstawowych zawodników!
Irishman
10 listopada 2019 at 07:24
A po awansie, to proponuje abyśmy się wszyscy zrzucili na termos dla Was i to z atrakcyjną zawartością, za to świetną robotę jaką robicie na wyjazdach! 🙂
Za wczoraj szczególne słowa uznania dla Błażeja, który serio miał ciężko. W pewnym momencie nie wytrzymałem już pier….nia komentatora tvcom i postanowiłem przełączyć fonie na nasze radio. Niestety tam też było tylko słychać kibiców Resovii. Mimo wszystko Błażej robił co mógł i gardło ma na bank zdarte!
Kibol
10 listopada 2019 at 07:48
tragedia psychika słaba z 2:0 to tylko frajerzy odpuszczaja albo ci co sa przepłaceni
19BOrYS64
10 listopada 2019 at 10:45
Zgadzam się w pełni z opinią, że jeszcze tej wiosny każdy z Nas cieszyłby się z aktualnego stanu rzeczy. Realia jednak się zmieniły i jeśli chcemy wrócić na zaplecze Ekstraklasy to mecze z liderami tabeli należy wygrywać. W meczach ze Stala, Widzewem i Resovia ugralismy 3pkt na 9 możliwych. Głęboko wierząc w awans, nie chciałbym liczyć 6 pkt straconych w starciach bezpośrednimi rywalami. Niestety przy mentalności naszej drużyny mecze barażowe mogłyby by się okazać prawdziwą gehenna.
1964
10 listopada 2019 at 10:56
A moim zdaniem awans robi się robiąc punkty z dołem tabeli!Te mecze są trudniejsze pod względem psychiki. Wydaje się że musisz wygrać bo grasz z kelnera i. A tak naprawdę jak się nie przyłożysz to się nie wysrasz.Z drużynami z czołówki nie trzeba się dodatkowo motywować. Chłopaki i sztab szkoleniowy zrobili wiele ale to dopiero pierwsza połowa!
Roh
10 listopada 2019 at 11:16
Szkoda tego meczu i tyle jak prowadzi sie 2-0 nie powinno sie tego wypuscić. Walczymy dalej.
pablo eskobar
10 listopada 2019 at 11:44
Nieda sie grac przez 90 minut na pelnych obrotach kto kiedys gral w pilke to otym doskonale wie ten szpil powinien byc zabity w pierwszej polowie bo byly na tookazje nieudalo sie i w drugiej czesci poprostu niewystarczylo sil aby dalej grac tak jak w pierwszej polowie szkoda ale taka jest pilka
KaTe
10 listopada 2019 at 12:37
Nie ma co marudzić. Wszyscy wiedzą, że przy wyniku 2:0, kolejny gol może zmienić obraz meczu: albo załamie przeciwnika, albo (przy 2:1) go zmobilizuje.
Tym razem się nie udało, ale ludzie – to dopiero listopad. Wszystko rozstrzygać się będzie w kwietniu.
Szkoda kontuzji Woźniaka. Jego postawa była ostatnimi czasy, dla nas, kluczowa.
@Irishman
10 listopada 2019 at 15:49
Jaka absencja 5 zawodników ? Za kartki będzie pauzował tylko Kiebzak.
greg
10 listopada 2019 at 18:28
pilkarski kryminal obiektywnie sedzia kryminal dlaczego gola nie uznal a ten 2 karny zalchlopaki do gory glowa
Pigula
10 listopada 2019 at 19:13
Życzę GKSie awansu, bo ta drużyna robi największe wrażenie w 2 lidze. (kibic Resovii)