Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Krężołek: Postawimy sobie poprzeczkę wysoko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Piłkarze GieKSy rozpoczęli rozgrywki w sezonie 2022/23 Fortuna I ligi zwycięskim pojedynkiem (2:0) z ŁKS-em Łódź. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Do drużyny dołączył Daniel Krasucki. Piłkarki w ramach przygotowań do nowego sezonu rozegrały mecz sparingowy z Mistrzyniami Polski TME SMS-em Łódź w którym padł remis 0:0. Rozgrywki pań w sezonie 2022/23 rozpoczną się 13 sierpnia, piłkarki rozpoczną rozgrywki wyjazdowym meczem z AZS-em UJ Kraków.

W drużynie siatkarzy przedłużono kontrakty z Jakub Lewandowskim oraz Dawidem Ogórek. Poznaliśmy również plan przygotowań drużyny do nowego sezonu. Do zespołu Mistrzów Polski w hokeju dołączyli Hampus Olsson oraz Niko Mikkola.

 

PIŁKA NOŻNA

ukssmslodz.pl – Remis TME SMS w Katowicach

Piłkarki nożne TME SMS rozegrały drugi tego lata mecz sparingowy. Tym razem łodzianki w wyjazdowym spotkaniu rozegranym w Katowicach zremisowały 0:0 z innym przedstawicielem ekstraligi, miejscowym GKS
Spotkanie z mistrzem Polski było debiutem dla nowych zawodniczek śląskiej drużyny – Patrycji Kozarzewskiej oraz Nicole Zając. Mecz rozegrano na stadionie przy ul. Bukowej i był to pierwszy sparing okresu przygotowawczego katowiczanek.

 

sportdziennik.com – Jakub Arak: Kiedyś będzie można fajnie mnie przedstawić

Rozmowa z Jakubem Arakiem, napastnikiem GKS-u Katowice, 2-krotnym wicemistrzem Polski i 3-krotnym zdobywcą Pucharu Polski.
[…] Już kilkukrotnie pojawiał się pan w dżinglach zapowiadających magazyn ligowy popularnego portalu „Weszło!”. Potrafi się pan śmiać sam z siebie?
Jakub ARAK: – Dystans do siebie mam, ale akurat o tym nie wiedziałem.

Aż tak jest pan odcięty od mediów?
Jakub ARAK: – Odkąd urodziła mi się córka, ograniczyłem je do minimum i akurat tam nie wchodzę. Będę musiał odsłuchać, ale domyślam się, że pojawiam się tam w formie szyderstw, bo nie jestem ich ulubieńcem. Powtórzę, że mam do siebie dystans. Rozumiem krytykę, „szyderę”, ale nie szczucie na ludzi. Moim zdaniem czasem przesadzają. Ja nie mam jednak do nikogo pretensji. Sam, będąc w wieku gimnazjalnym, czytałem „Weszło” i często się śmiałem, nie mając pojęcia jak to wszystko wygląda od środka. Dlatego dziś, jako piłkarz koncentruję się na tym, na co mam wpływ i nie zakłóca to mojej uwagi. Wiem, że jest to część piłki nożnej, z którą trzeba sobie umieć poradzić.

GieKSa zaawizowała, że z dwoma wicemistrzostwami, trzema Pucharami i Superpucharem Polski jest pan najbardziej utytułowanym zawodnikiem w kadrze.
Jakub ARAK: – Śmieję się, że w telewizji czasem kogoś przedstawiają: zdobywca Pucharu i Superpucharu… Jeśli gdzieś mnie kiedyś zaproszą, to też będzie można fajnie przedstawić (śmiech). Nie przywiązuję do tego wielkiej wagi. Już skupiam się na tym, co w Katowicach. Cieszę się, że tu trafiłem. To klub fajnie prowadzony. Co było – już za mną. Czas na kolejne wyzwanie.

Gdyby się pan uparł, po odejściu z Rakowa zostałby pan w ekstraklasie? Odejść z wicemistrza Polski do 1. ligi – to jednak nie jest codzienność.
Jakub ARAK: – Były jakieś telefony, zapytania, sygnały zainteresowania, ale nie chciałem czekać, być w niepewności. Może coś by się znalazło, może nie. Przekonał mnie projekt GKS-u. Bardzo spodobało mi się profesjonalne podejście dyrektora Góralczyka. Zadzwonił do mnie już w końcówce poprzedniego sezonu, przedstawił całą wizję.

Pierwsza reakcja? Pomyślał pan: „to tylko 1. liga”?
Jakub ARAK: – Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Brałem to pod uwagę. Wiadomo, jak jest w piłce – trzeba rozważyć każdą ofertę. Jasne, że moim priorytetem było zostać w ekstraklasie, ale po rozmowie z dyrektorem Góralczykiem uznałem, że GKS może być naprawdę ciekawym miejscem. Potem odebrałem telefon od trenera Góraka, który przedstawił swoją wizję budowania drużyny. Dałem sobie czas na zastanowienie, ale gdy w połowie czerwca wszystkie zespoły wznawiały treningi, uznałem, że muszę szybko podjąć decyzję i zacząć przygotowywać się do sezonu. Poszło sprawnie, szybko dogadaliśmy się i jestem tutaj.

Miał pan jakieś wspomnienia z Bukowej?
Jakub ARAK: – Takie, że zawsze fajnie się tu grało – dzięki temu, że jest „Blaszok”. Mecze, które tu rozegrałem, cieszyły się dużym zainteresowaniem kibiców. W 2015 roku przyjechaliśmy tu z Zagłębiem Sosnowiec. Akurat siedziałem na ławce, ale atmosfera zrobiła na mnie duże wrażenie. Później zawitałem tu jeszcze ze Stalą Mielec. GKS zaczął wtedy rundę od kilku zwycięstw, rozpalił nadzieje, przyszło sporo ludzi. Stal wygrała po fajnym meczu.

Grał pan w Sosnowcu, Chorzowie, Częstochowie, teraz przyszła pora na Katowice. Używa pan jeszcze w województwie śląskim nawigacji?
Jakub ARAK: – Nie. Skoro jestem już w czwartym klubie tego regionu, to już go znam. Bardzo dobrze mi się tu żyje, szczególnie w Katowicach. Wiadomo – Częstochowa znajduje się ciut dalej, nie jest tak rozbudowana i rozwinięta, ale prócz infrastruktury, klub stoi tam za to na naprawdę najwyższym poziomie organizacyjnym. To top3 w Polsce. Być może nie mieszkało się tam tak przyjemnie, jak gdzieś indziej, ale klub robił wszystko, by nadrabiać to z nawiązką. A ja wszędzie sobie poradzę.

Ma pan tu swoje ulubione miejsce?
Jakub ARAK: – Park Śląski! Chodzimy z żoną, córką. To nasze miejsce, gdzie lubimy sobie pospacerować, mamy blisko. Żona jest z tego powodu bardzo szczęśliwa.

W GieKSie kibice spodziewają się po zawodniku sprowadzonym z ekstraklasy gry w pierwszym składzie. To dwa różne zawody, w porównaniu z rolą zadaniowca, jaką wchodząc z ławki pełnił pan w Rakowie czy Lechii?
Jakub ARAK: – Nie uważam, by coś się w moim podejściu zmieniało. Sam tak kiedyś patrzyłem: że liczą się tylko bramki, bycie liderem, ciągnięcie drużyny. Ale przez lata grania w piłkę nauczyłem się, że musisz być kompleksowy. Im bardziej kompleksowy jesteś – tym potrzebniejszy dla drużyny. Być może nie wszyscy to widzą, ale uważam, że każdy zawodnik musi wiedzieć, jak zachować się w obronie niskiej, wysokiej, gdy drużyna buduje akcję od tyłu w fazie otwarcia, fazie rozwinięcia, fazie finalizacji. Jak się ma zachować każdy zawodnik, gdy jest odbiór piłki na własnej połowie albo gdy jest odbiór wysoko. Jak zachować się przy stracie – wysoko i nisko. W każdym z tych elementów staram się dawać z siebie tyle, ile mogę, ile wiem, ile potrafię, a ocenia to trener.

Wchodząc w 80 minucie jest jazda na maksa, a wchodząc w 1 minucie – trochę więcej kalkulacji?
Jakub ARAK: – Nie zgadzam się. Jasne, że gdy zawodnik wchodzi na ostatnie minuty, oczekuje się od niego, by zwiększył intensywność, ale przecież nią dziś w piłce trzeba utrzymywać cały czas. Trzeba robić swoje – niezależnie od tego, ile minut dostaniesz. To decyzja trenera, zawodnicy muszą się dostosować i robić swoje zamiast analizować.

Podpisał pan z GieKSą kontrakt 2+1, dający perspektywę tego, że coś można tu po sobie pozostawić.
Jakub ARAK: – Zgadza się. Na takim mi zależało, by były minimum dwa lata z ewentualną opcją przedłużenia. GKS właśnie taką ofertę mi przedstawił. Wierzę, że klub będzie się rozwijał. W ostatnich latach ma opinię coraz mądrzej zarządzanego, prędzej czy później powinien iść w górę.

[…] Czyli wnioskuję, że śledził pan 1. ligę, w której trochę pana nie było. Od wypożyczenia z Lechii do Mielca minęły 4 lata.
Jakub ARAK: – Kiedyś śledziłem bardziej, to się zmieniło, kiedy urodziła mi się córka. Dziś już ma 2 lata. Wcześniej nazywałem siebie pasjonatem, uwielbiałem rozmawiać o piłce, oglądać mecze. Teraz oczywiście też się staram – nie tylko z racji tego, że to moja praca. W wielu klubach mam przyjaciół, bliskich znajomych, którym kibicuję. Siłą rzeczy to polskie podwórko jest mi bliskie.

W Katowicach spotkał pan kumpli z dawnych czasów?
Jakub ARAK: – Akurat niewielu. Z Marcinem Stromeckim przez rok byliśmy w Legii, przyszedł wtedy z Młodej Ekstraklasy Korony Kielce, ale szybko odszedł do Siedlec. Znałem się też z Arkiem Jędrychem, bo na tej samej uczelni w Pruszkowie studiowaliśmy wychowanie fizyczne.

Kiedyś miał pan plan zdobycia licencji trenerskiej, najpierw UEFA B. Wyszło?
Jakub ARAK: – Akurat te plany trochę zmienił covid, bo byłem już zapisany na kurs, gdy zaczęła się pandemia. Dziś skłaniam się ku temu, by poczekać, aż bliżej mi będzie końca grania w piłkę. Wtedy spróbowałbym dostać się na kurs A+B w Szkole Trenerów w Białej Podlaskiej. Grając na profesjonalnym poziomie wydaje się to trudne do zrealizowania. Tam są zjazdy w niedziele i poniedziałki, więc albo odpuszczałbym zjazd, albo nie trenował w klubie, a na to nie mogę sobie pozwolić. Jeśli coś trzeba robić, to na 100%. Ale inwestuję w siebie, „podpinam się’ w internecie na różne kursokonferencje trenerskie, no i staram się rozwijać językowo. W naszej lidze gra coraz więcej obcokrajowców, a to dobra okazja, by się podszkolić. Szczególnie w Rakowie było ich sporo, w Lechii też.

I jak panu idzie ten językowy rozwój?
Jakub ARAK: – Angielski i hiszpański mam opanowany w stopniu na tyle komunikatywnym, że bez problemu się dogadam. A wiadomo, jaki jest hiszpański – dzięki niemu porozumiem się też z Portugalczykami, bo te języki są podobne. To mój cel, by znać ich więcej, choćby niemiecki, w którym jeszcze mam zbyt mało podstaw.

[…] Zapytam jeszcze o pańskiego młodszego brata, Filipa – rocznik 2003 – który jako środkowy obrońca awansował z Polonią Warszawa do drugiej ligi. Ma papiery, by osiągnąć więcej od pana?
Jakub ARAK: – Kibicuję mu bardzo mocno. Wierzę, że ma potencjał, by zaszedł wysoko. Ciężka praca przed nim, ale cieszę się, że trafił na świetnego trenera (Rafała Smalca – dop. red.) oraz fajny projekt w klubie, który będzie się rozwijał i prędzej czy później wyląduje w wyższych ligach. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać razem na boisku.

Grał pan u Waldemara Fornalika w Ruchu, u Piotra Stokowca w Lechii, u Marka Papszuna w Rakowie. Teraz trafił pan pod skrzydła Rafała Góraka, przed którym czwarty sezon w GieKSie. Z perspektywy zawodnika jak istotne jest to, by trafić do miejsca, w którym trenerzy mają mocną pozycję?
Jakub ARAK: – Gdy rozmawiam z klubami, jest to dla mnie bardzo ważne. Stabilizacja, wizja – to był jeden z argumentów, by przyjść do GKS-u. Choć w pierwszym sezonie w 2. lidze nie było awansu – wytrzymano ciśnienie i drugim był. W trzecim było nerwowo, niejeden klub pewnie miałby problem wytrzymać ciśnienie, w ludziach byłaby panika i podejmowanie gwałtownych decyzji. Podoba mi się, że w Katowicach było inaczej. Cały czas potrafiono realnie ocenić sytuację. Piłka to emocje, ale trzeba też umieć racjonalnie myśleć. To też przekonało mnie do Katowic. Widzę, że podejmuje się tu racjonalne decyzje i w danej chwili, nawet trudnej, racjonalnie ocenia potencjał.

Z przyczyn zdrowotnych nie zagrał pan tego lata w sparingach z Zagłębiem Sosnowiec i GKS-em Tychy. Kibice mają się obawiać, że coś panu jest?
Jakub ARAK: – To były drobne urazy. Myślę, że na pierwszy mecz ligowy już będę zdrowy.

Pierwszego gola dla GieKSy strzelił pan z rzutu wolnego w Bańskiej Bystrzycy. Nietypowo.
Jakub ARAK: – W sparingach jest pod tym względem większa dowolność niż w lidze. Akurat zawodników wyznaczonych do wolnych nie było wtedy na boisku. Uznałem, że z tej pozycji mogę uderzyć tam, gdzie stoi bramkarz, bo było całkiem blisko i wpadło. Zwykle w lidze ciężko się do wolnych dopchać. Przecież kiedy ma się obok siebie Iviego Lopeza, to aż głupio byłoby zabierać mu piłkę. Zresztą, i tak jej nie da (śmiech).

 

Czekali na to 15 lat

Tego dawno nie było. GieKSa w sobotę wygrała w Łodzi 2:0, co oznacza, że zgarnęła pełną pulę na inaugurację sezonu pierwszy raz od 7 lat. W 2015 roku pokonała Wigry Suwałki 2:0.
Potem ulegała kolejno… Wigrom, Pogoni Siedlce, Podbeskidziu, Zniczowi Pruszków i Hutnikowi Kraków, a przed rokiem zaczęła od domowego remisu 2:2 z Resovią. Ogółem, odkąd wróciła na zaplecze ekstraklasy (w 2007 roku, z 2-letnią przerwą na grę w II lidze w sezonach 2019/20 i 2020/21), tylko 3-krotnie wygrywała w 1. kolejce: w 2015 (z Wigrami), 2014 (z Widzewem) i 2007 roku. Właśnie wtedy, 15 lat temu, po raz ostatni zdarzyło jej się zacząć sezon od wyjazdowej wiktorii. Również… z ŁKS-em, tyle że tym z Łomży. Wywiozła stamtąd 3 punkty po golach Huberta Jaromina i Krzysztofa Kaliciaka (2:1). Co ciekawe, kilka dni później przy Bukowej uległa Zniczowi Pruszków, dla którego jedną z bramek zdobył sam… Robert Lewandowski, a meczu tego nie dograł, bo w 90 minucie został ukarany drugą żółtą kartką!
Warto przy okazji zauważyć, że GKS odniósł zwycięstwo na inaugurację sezonu pierwszy raz pod wodzą Rafała Góraka, a zaczynał z zespołem jesień 2011 (0:1 z Niecieczą), 2012 (1:2 z… ŁKS-em Łódź), 2013 (0:1 w Świnoujściu), 2019 (1:3 ze Zniczem), 2020 (2:3 z Hutnikiem) i 2021 (2:2 z Resovią). Teraz ta zła seria została przełamana.
– Inauguracje zawsze są bardzo trudnymi meczami z pewną dozą niewiadomych – powiedział szkoleniowiec.
– Byliśmy w Łodzi dobrze zorganizowani i na tym mi bardzo zależało: byśmy jeszcze poprawili to, co widzieliśmy w ostatnich spotkaniach poprzedniego sezonu. Ja to na boisku widziałem i tego drużynie gratuluję. Wygraliśmy z bardzo mocnym zespołem – mam przekonanie, że ŁKS będzie punktował – na pięknym stadionie. Jestem niezmiernie szczęśliwy. W poprzednim sezonie na trzy kolejki przed końcem zapewniliśmy sobie utrzymanie, o co bardzo mocno walczyliśmy przez cały rok. To była trudna droga, budowaliśmy zespół. Często mówiłem, że „uczymy się tej ligi” i byłem za to wyśmiewany, ktoś potrafił z tego szydzić. Ale trzeba być pokornym, chcieć pracować i coś umieć wypracować – dodał Górak.
Wczoraj drużyna miała wolne, dziś rozpocznie przygotowania do niedzielnej konfrontacji z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, która również zaczęła sezon od zwycięstwa (2:1 z Odrą Opole). Dzisiaj też powinno okazać się, co ze zdrowiem Marko Roginicia, który w I połowie meczu w Łodzi zdążył zaliczyć asystę, strzelić gola i… doznać urazu pleców, wskutek którego w przerwie zmienił go Jakub Arak.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice ma zawodnika z RB Lipsk. Na razie nie zagra, bo jest kontuzjowany. Jego dziadek był mistrzem Polski w Polonii Bytom

W środę 13.07.2022 r. GKS Katowice ogłosił kolejny transfer przed nowym sezonem Fortuna 1. Ligi. Zawodnikiem GieKSy został Daniel Krasucki, który ostatnio reprezentował RB Lipsk. Nowy pomocnik nie może jednak grać, bo jest kontuzjowany.
Daniel Krasucki podpisał z GKS-em Katowice kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2024 z opcją przedłużenia o rok. Urodził się w Niemczech, przy czym posiada polskie obywatelstwo. Jego dziadek Jerzy Krasucki zdobył dwa mistrzostwa Polski z Polonią Bytom (1958, 1959). Daniel swoją przygodę z piłką nożną rozpoczął w klubie Lichtenrader BC 25 e.V., ale to w FC Victorii 1889 Berlin zaprezentował swój duży potencjał i w 2016 roku przeszedł do RB Lipsk. Tam reprezentował kolejne roczniki zespołów młodzieżowych. Latem 2021 roku dołączył do pierwszej drużyny z Lipska i wystąpił w kilku meczach sparingowych.
Ciekawostką jest fakt, iż Daniel w sezonie 2021/22 został zgłoszony do rozgrywek Ligi Mistrzów. Z powodu kontuzji w poprzednim sezonie nie udało mu się zadebiutować w seniorskim zespole RB Lipsk. Warto wspomnieć, że pomocnik ma na swoim koncie występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski oraz kadrze Niemiec do lat 15.
– Pozyskaliśmy młodego, perspektywicznego zawodnika, szkolonego w RB Lipsk z myślą o najbliższym sezonie, ale również w perspektywie kolejnych lat, bowiem zawodnik w świetle obowiązujących przepisów posiada jeszcze przez co najmniej dwa sezony status młodzieżowca, a do tego duży potencjał rozwojowy. Zawodnik trafia do naszego klubu z dolegliwością, która w ostatnich miesiącach uniemożliwiała mu grę w klubie. Wykonaliśmy natomiast szczegółowe badania medyczne oraz motoryczne, które w oparciu o wiedzę specjalistyczną dają pozytywne rokowania, stąd zdecydowaliśmy się na podpisanie kontraktu. Mamy świadomość, że powrót zawodnika do pełnej dyspozycji zdrowotnej wymaga czasu, natomiast zarówno Klub, jak i sam zawodnik dostrzegają szanse i korzyści płynące z tej współpracy – mówi Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
Latem ubiegłego roku pojechałem z pierwszą drużyną RB Lipsk na obóz przygotowawczy, w trakcie którego zagrałem kilka meczów sparingowych. Następnie wróciłem do zespołu U1-9 i prezentowałem się dobrze, bo udało się strzelić kilka bramek. Niestety w listopadzie doznałem kontuzji, która uniemożliwiła mi występy. W Lipsku nie ma drugiego zespołu, więc zaraz po roczniku U19 walczysz o miejsce w seniorach pierwszego zespołu. Mój kontrakt się skończył, więc szukałem dla siebie nowego Klubu. Było zainteresowanie nawet wśród zespołów polskiej Ekstraklasy, ale wtedy zadzwonił GKS i od razu poczułem, że w Katowicach bardzo im na mnie zależy. GieKSa zgłosiła gotowość, by pomóc mi wrócić do pełni zdrowia. Chcą mnie postawić na nogi, żebym wyszedł na boisko i pokazał na co mnie stać. Wierzę, że to dla mnie odpowiedni krok. Mogę się tutaj rozwinąć. Zdaje sobie jednak sprawę, że o minuty na boisku muszę powalczyć i nie dostanę ich w prezencie, bo jest tutaj naprawdę dobry zespół – mówi w wywiadzie na stronie GKS-u.
– Skupiam się na indywidualnych treningach. Liczę na to, że wszystko pójdzie po mojej myśli i wkrótce będę mógł wrócić na boisko. Bardzo mi na tym zależy i jestem gotowy do wszelkich poświęceń, by jak najszybciej odzyskać zdrowie i pomóc drużynie – powiedział nowy zawodnik katowiczan.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Poznaliśmy plan przygotowań siatkarzy GKS-u Katowice

Znamy ramowy plan przygotowań siatkarzy GKS-u Katowice do nowego sezonu PlusLigi. Siatkarze GieKSy rozpoczną cykl przygotowań do nadchodzącej edycji PlusLigi 1 sierpnia. Pierwsze dwa dni zostaną poświęcone na testy siły i mocy na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach oraz badania lekarskie, ponadto tradycyjnie przejdą przejdą badania sprawnościowe i testy w ramach diagnostyki funkcjonalnej przygotowane przez sztab trenerski.
Zajęcia w hali połączone z treningami na siłowni rozpoczną się 3 sierpnia. Podobnie jak w minionym roku, od poniedziałku do czwartku drużyna trenera Grzegorza Słabego będzie trenować dwa razy dziennie, w piątki będzie się odbywał jeden trening. Weekendy będą wolne z wyjątkiem dni, w których rozgrywane będą sparingi. W dniach 11-14 sierpnia drużyna weźmie udział w plażowym turnieju PreZero Grand Prix, który po raz kolejny zostanie rozegrany w Krakowie.
Znamy już rozkład wrześniowych gier sparingowych, jakie rozegra GKS Katowice przed startem kolejnego sezonu PlusLigi. Siatkarze GKS-u pojadą do Bielska-Białej na turniej z ligowymi rywalami, następnie rozegrają dwumecz z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, by potem rozegrać dwa towarzyskie spotkania we własnej hali. Okres gier kontrolnych zakończymy udziałem w drugiej edycji Turnieju o Puchar Złotego Kiwona w Kobylance koło Gorlic. Przypomnijmy, że GieKSa rozpocznie zmagania w PlusLidze 1 października wyjazdowym spotkanie z Jastrzębskim Węglem, natomiast pierwszy domowy mecz sezonu, w którym zmierzymy się z Projektem Warszawa, został zaplanowany wstępnie na 5 października.

Ramowy plan sparingów siatkarzy GKS-u Katowice przed sezonem 2022/2023 PlusLigi:
2-3 września: turniej w Bielsku-Białej (BBTS Bielsko-Biała, Aluron CMC Warta Zawiercie, LUK Lublin)
9-10 września: dwumecz z Aluronem CMC Wartą Zawiercie (pierwszy mecz w Katowicach, drugi w Zawierciu)
16-17 września: turniej z udziałem Jastrzębskiego Węgla, Cuprum Lubin i BBTS-u Bielsko-Biała (mecze GKS-u w hali OS Szopienice)
22-23 września: Turniej o Puchar Złotego Kiwona w Kobylance (Volley Club Barkom Lwów, Cerrad Enea Czarni Radom, VK Spartak UJS Komarno)

 

Jakub Lewandowski i Dawid Ogórek na dłużej w GKS-ie

Środkowy Jakub Lewandowski i libero Dawid Ogórek podpisali nowe, roczne umowy z GKS-em Katowice.

Jakub Lewandowski dołączył do składu GieKSy w 2021 roku, przenosząc się z pierwszoligowego KKS-u Mickiewicza Kluczbork. W swoim pierwszym sezonie w PlusLidze Lewandowski wystąpił w 14 spotkaniach ligowych, w których zdobył łącznie 43 punkty, w tym 5 zagrywką i 8 blokiem. Z kolei Dawid Ogórek rozegra swój czwarty sezon w barwach katowickiego klubu; w minionym sezonie libero pojawił się na parkiecie w 11 meczach PlusLigi, odpowiadając przede wszystkim za obronę.
Co ciekawe, „Ogór” ma na swoim koncie także 4 punkty zdobyte w domowym spotkaniu z Indykpolem AZS Olsztyn, w którym ze względu na sytuację kadrową drużyny wystąpił na pozycji przyjmującego.
– Od początku okienka transferowego postawiliśmy na stabilizację składu, który przecież tak dobrze zaprezentował się w sezonie 2021/2022, osiągając historyczny wynik. Przedłużenie umów z Jakubem i Dawidem jest kolejnym ruchem w tę stronę. Cieszymy się, że zostają z nami, bo obaj są bardzo ważnymi ogniwami tej grupy – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.
Tym samym skompletowana kadra GKS-u Katowice na sezon 2022/2023 PlusLigi liczy 13 zawodników, przy czym klub nie wyklucza dalszych decyzji transferowych. Zespół rozpocznie oficjalne przygotowania do sezonu 1 sierpnia. Kolejna edycja rozgrywek PlusLigi rozpocznie się 1 października wyjazdowym meczem z Jastrzębskim Węglem, natomiast 5 października GKS Katowice podejmie w ramach meczu 2. kolejki Projekt Warszawa.
Skład GKS-u Katowice na sezon 2022/2023 PlusLigi:
Rozgrywający: Micah Ma’a (USA), Jakub Nowosielski
Atakujący: Jakub Jarosz, Damian Domagała
Środkowi: Piotr Hain, Marcin Kania, Jakub Lewandowski
Przyjmujący: Tomas Rousseaux (Belgia), Gonzalo Quiroga (Argentyna), Jakub Szymański, Wiktor Mielczarek
Libero: Bartosz Mariański, Dawid Ogórek

 

HOKEJ

hokej.net – Krężołek: Postawimy sobie poprzeczkę wysoko

GKS Katowice, który w minionym sezonie Polskiej Hokej Ligi sięgnął po złoto, w przyszłym również chce powalczyć o jak najwyższe cele, także i te zagraniczne. – Będziemy starali się grać jeszcze lepiej niż w poprzednim sezonie, żeby udowodnić, że nasz tytuł mistrzowski nie był dziełem przypadku – zaznaczył Patryk Krężołek, skrzydłowy GieKSy.
Katowiczanie – jak co roku – do sezonu przygotowują się indywidualnie. W poniedziałek 1 sierpnia zespół mistrzów Polski rozpocznie wspólne przygotowania do sezonu 2022/2023 treningami na lodowisku Jantor oraz badaniami wydolnościowymi.
– Nie było za dużo wolnego, bo od maja zaczęliśmy już treningi indywidualne. Przygotowuję się według planu nadesłanego przez klub, ponadto współpracuję także z własnymi trenerami, tak że praca do nowego sezonu idzie dwutorowo i przebiega zgodnie z założeniami – wyjaśnił wychowanek KTH Krynica, który do przygotowań wpisał też grę w hokeja na rolkach.
– Przede wszystkim te rolki to zabawa i tak to traktuję, ale jest to także forma utrzymania kontaktu z dyscypliną w miesiącach letnich, a także dalsza praca nad hokejowym warsztatem. Czasami podczas okresu przygotowań czysto motorycznych brakuje rywalizacji i gry. Taka odmiana hokeja pozwala jednocześnie na odskocznię od codziennej pracy i na utrzymanie kontaktu z zagraniami typowymi dla hokeja na lodzie – dodał.
23-latek w minionym sezonie rozegrał 57 spotkań w barwach GieKSy, zdobywając w nich 32 punkty. Złożyło się na nie 12 goli i 20 asyst. Skrzydłowy GKS-u miał w tym sezonie więcej obowiązków defensywnych.
– Nie grałem często w przewagach, skupiałem się na defensywie i to na pewno zaprocentuje w przyszłości. To była dla mnie cenna lekcja, bo jestem zawodnikiem usposobionym dość ofensywnie i czułem, że mam braki w grze obronnej, a w hokeju ważne są nie tylko punkty, ale i wywiązywanie się ze swoich zadań na lodzie – przyznał napastnik katowiczan.
Nie da się ukryć, że w poprzednim sezonie trzon drużyny z Katowic stanowili polscy zawodnicy, w odróżnieniu do innych polskich ekip. Postrachem całej ligi był atak Bartosz Fraszko -Grzegorz Pasiut – Patryk Wronka, z którym każda obrona miała problemy.
– Cieszy to, że mamy w składzie wielu świetnych graczy z Polski i pokazaliśmy, że nie tylko obcokrajowcy mogą stanowić o sile naszej ligi i całego hokeja w Polsce. Pokazaliśmy, że czołowi polscy gracze mogą zrobić różnicę w ważnych spotkaniach i stanąć na wysokości zadania. To motywuje do jeszcze większej pracy, by przekonać jak najwięcej osób, że warto stawiać na polskich graczy w klubach naszej ligi – stwierdził 23-latek.
Nie od dziś wiadomo, że zdobycie tytułu mistrzowskiego jest nieco łatwiejsze niż jego obronienie. Przekonali się o tym ostatnio hokeiści JKH GKS-u Jastrzębie.
– Postawimy sobie poprzeczkę wysoko i będziemy starali się grać jeszcze lepiej niż w poprzednim sezonie, żeby udowodnić, że nasz tytuł mistrzowski nie był dziełem przypadku, a ciężkiej pracy. Trzon zespołu z poprzedniego sezonu, który zostaje w klubie, może grać jeszcze lepiej i potwierdzić to zwycięstwami – zaznaczył były reprezentant Polski.
– Będziemy się starali dać kibicom GKS-u jak najwięcej radości naszą grą. Zapowiada się wymagający sezon, ale będziemy walczyć o absolutnie każdy kawałek lodu i wierzę, że staniemy na wysokości zadania zarówno w lidze, jak i w rozgrywkach międzynarodowych. Ze swojej strony liczę na punkty, na dobrą grę w obronie i pomaganie drużynie w sięganiu po kolejne sukcesy – zakończył.

 

Młodzi zostają. Prokurat i Lebek z nowymi umowami

Jakub Prokurat i David Lebek pozostaną w drużynie GKS-u Katowice. Obaj zawodnicy złożyli podpisy pod nowymi, rocznymi kontraktami.
Niespełna 21-letni Prokurat w poprzednim sezonie wystąpił w 47 spotkaniach ligowych. Zgromadził w nich 5 punktów za 2 gole i 3 asysty.
Lebek jest dwa lata młodszy i w minionym sezonie pojawił się na lodzie w 14 meczach. Wato dodać, że jest wnukiem legendy GKS-u Maksymiliana Lebka.
– Jakub i David to młodzi i utalentowani zawodnicy, którzy dołożyli swoją cegiełkę do sukcesu w poprzednim sezonie i ciężko zapracowali na to, by pozostać z nami na kolejne rozgrywki. Ciężka praca na treningach to także klucz do tego, by czynili dalsze postępy i z czasem zaczęli odgrywać coraz większą rolę w zespole. W przypadku Davida nastąpi ważna zmiana, bo przymierzamy go do gry na pozycji obrońcy – podkreśla Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie.

 

Olsson nowym zawodnikiem GieKSy. Ma potężne warunki fizyczne

Szwed Hampus Olsson został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 27-letni skrzydłowy podpisał dziś roczny kontrakt.
Olsson (197 cm, 106 kg) jest wychowankiem Rögle BK, który będzie rywalem GieKSy w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów.
Dobrze zbudowany skrzydłowy zdecydowaną większość swojej kariery spędził w swojej ojczyźnie, gdzie występował na bezpośrednich zapleczach SHL.
Na taflach HockeyAllsvenskan rozegrał w sumie 88 spotkań (7 goli, 6 asyst), a w HockeyEttan dane było mu wystąpić w 240 meczach, w których strzelił 56 bramek i zanotował 85 kluczowych zagrań.
W poprzednim sezonie szwedzki napastnik grał dla HC Vita Hästen, czyli 11. drużyny drugiej ligi szwedzkiej. W 50 konfrontacjach zaksięgował 11 punktów (5 G + 6 A). Jego statystyki uzupełnił bilans -12 w klasyfikacji plus/minus oraz 35 minut na ławce kar.
– To zawodnik obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, co z powodzeniem wykorzystuje w grze ofensywnej i defensywnej. Dzięki temu powinien dać nam sporo jakości po obu stronach tafli. Tak silny i waleczny hokeista z pewnością będzie też pożyteczny w formacjach specjalnych – mówi Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
To trzecie wzmocnienie mistrzów Polski przed sezonem 2022/2023. Wcześniej do ekipy dołączyli Japończyk Shigeki Hitosato oraz Szwed Christian Blomqvist.

 

Mikkola nowym zawodnikiem GieKSy. To ofensywnie usposobiony obrońca

Fin Niko Mikkola został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 25-letni defensor podpisał dziś roczny kontrakt.
Mikkola (178 cm, 76 kg) urodził się w Oulu i jest wychowankiem miejscowego Kärpäta. W tej drużynie występował we wszystkich grupach młodzieżowych, ale nie dane było mu zagrać w jego barwach w fińskiej Liidze.
Większość swojej seniorskiej kariery spędził na jej zapleczu. Na taflach Mestis rozegrał w sumie 164 spotkań, w których zgromadził 89 punktów za 22 bramki i 67 asyst. Na ławce kar spędził 24 minuty, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -35.
Grał też Hockey Ettan, czyli na trzecim poziomie rozgrywkowym w Szwecji. W ekipie Visby/Roma jego dorobek zatrzymał się na 17 meczach, 7 golach i 7 kluczowych zagraniach.
– To obrońca z prawym uchwytem kija o ofensywnych inklinacjach. Jako jego walor określiłbym umiejętność rozpoczynania akcji i podłączania się do nich. Jak na defensora jest stosunkowo skuteczny i notuje sporo punktów. Co ważne, ma dopiero 25 lat, więc wiąż rozwija swoje umiejętności – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.
W poprzednim sezonie fiński defensor, który ma na swoim koncie grę w ataku, występował w drużynie Kiekko-Vantaa. Zajęła ona 10. miejsce po sezonie zasadniczym Mestis i odpadła w kwalifikacjach do fazy play-off. W 50 konfrontacjach zaksięgował 31 punktów (9 G + 22 A). Jego statystyki uzupełnił bilans -18 w klasyfikacji plus/minus oraz 12 minut na ławce kar. Okazał się najlepiej punktującym zawodnikiem tej ekipy. Warto dodać, że przez pewien czas jego klubowym kolegą był Miro-Pekka Saarelainen, który sezon kończył właśnie w ekipie GKS-u Katowice.
Niko Mikkola jest czwartym wzmocnieniem mistrzów Polski przed sezonem 2022/2023. Wcześniej do ekipy dołączyli Japończyk Shigeki Hitosato oraz dwaj Szwedzi Hampus Olsson i Christian Blomqvist.

 

„Profesor” Pasiut zostaje w Katowicach. Na trzy lata

Grzegorz Pasiut pozostanie kapitanem GKS-u Katowice. Kontrakt 35-letniego środkowego będzie obowiązywał do końca sezonu 2024/2025.
Wychowanek KTH Krynica występuje w ekipie GieKSy nieprzerwanie od 2018 roku. Szybko stał się ulubieńcem katowickiej publiczności, która nadała mu przydomek „Profesor”. W drużynie z alei Korfantego rozegrał w sumie 186 meczów, w których strzelił 79 goli i zanotował 132 asysty.
W poprzednim sezonie zaprezentował się ze znakomitej strony, a wielu ekspertów określiło go mianem najlepszego napastnika Polskiej Hokej Ligi. Imponował spokojem, dobrą wizją gry i świetną produktywnością. Każdy rywal, który zostawił mu nieco miejsca przed własnym polem bramkowym, musiał liczyć się z ryzykiem utraty gola.
W fazie zasadniczej „Pasionek” rozegrał 33 spotkania, w których zapisał na swoje konto 50 punktów za 21 bramek oraz 29 asyst. Trzeba też zaznaczyć, że z powodu urazu kolana opuścił siedem meczów.
Szybko odbudował formę, a w fazie play-off zaprezentował się z genialnej strony. Okazał się najlepszym snajperem i najlepiej punktującym zawodnikiem nie tylko GieKSy, ale i całej ligi. Na jego koncie pojawiło się 10 goli i 7 kluczowych zagrań. 17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej zdobył też Victor Rollin Carlsson z Re-Plast Unii.
– Grzegorz jest związany z GKS-em już od kilku lat i zawsze w tym okresie prezentował wysoką formę sportową. Co ważne, jego doskonałe statystyki indywidualne w poprzednim sezonie przełożyły się także na wielki sukces całej drużyny – ocenił Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.
– Jego dotychczasowy kontrakt był ważny jeszcze na najbliższy sezon, ale postanowiliśmy docenić jego wkład w osiągnięcia GieKSy. Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję o tym, by związać się z nim na jeszcze dłużej. Znając profesjonalizm Grzegorza i jego podejście do sportu, wiem, że stać go na to, by jeszcze długo utrzymywać wysoką dyspozycję. Cieszę się, że osiągnęliśmy porozumienie i możemy mieć pewność, że kapitan naszej drużyny jeszcze przez trzy lata będzie filarem GieKSy – dodał.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Pogonią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.

1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.

2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊

3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.

4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.

5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.

6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.

7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.

8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.

9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.

10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.

11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.

12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.

13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.

14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.

15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.

16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.

17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.

18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.

19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.

20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.

21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.

22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.

23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.

24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.

25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.

26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.

27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.

28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.

29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.

30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.

31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.

32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.

33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.

34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.

35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊

36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.

37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.

38. GieKSa w Europie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Kolejne podium!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trójkolorowe w ostatnim meczu sezonu pokonały AP Orlen Gdańsk, zapewniając sobie miejsce na podium sezonu 2025/26!

Mecz od zbyt głębokiej wrzutki rozpoczęła Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek bez odpuszczania zderzyła się z bramkarką, na szczęście bez żadnych uszczerbków na zdrowiu po obu stronach. Mimo oblężenia Geletova tak naprawdę nie musiała się zbytnio wysilać, najwięcej trudu sprawić mogły jedynie wycieczki po piłkę pod siatkę na końcu murawy. W 7. minucie przytomnie i z łatwością powstrzymała obiecującą kontrę GieKSy, Julia Włodarczyk zdecydowanie zbyt mocno dograła do Nicoli Brzęczek. Wcześniej zamiary rywalek odczytała Oliwia Malesa, niwecząc szybkie rozegranie Klaudii Fabovej. W 11. minucie Klaudia Maciążka obróciła się z piłką otrzymaną od Brzęczek na plecach rywalki, zwodem uniknęła odbioru, położyła bramkarkę drugim ruchem i pewnie kopnęła w środek bramki! Poprawić wynik sama strzelczyni próbowała celnym uderzeniem z dystansu, Geletova z trudem doskoczyła do dolnego narożnika bramki. Jeszcze bliżej była Brzęczek po mocnej, ciętej wrzutce Milovanović z prawej flanki, piłka była jednak zbyt podkręcona, by celnie zmieścić ją pod poprzeczkę. Nie minęła minuta, a Brzęczek obiła słupek po błędzie defensywy, znów upiekło się przyjezdnym. Po drugiej strony piłkę za plecy obrończyń skasowała Kinga Seweryn, dając przy okazji szansę na zorganizowanie wysokiego pressingu. Po kilku nieudanych podaniach Gdańszczanek już na bramkę gnała Maciążka, po kilku zwodach minimalnie mijając okienko z bardzo ostrego kąta. W 30. minucie lewą flanką uciekła Aleksandra Nieciąg po podaniu Oliwii Malesy, ale mimo zastawienia się z piłką, nie doczekała się jednak wbiegnięcia koleżanek w szesnastkę. W 38. minucie mocna centra Katarzyny Nowak została przekierowana przez Brzęczek i Maciążkę, która jednak znalazła się na pozycji spalonej. Minutę później rzut wolny z połowy boiska wykonała… Kinga Seweryn, co prawdopodobnie wprowadziło w szok zespół gościń – Galetova o ułamek sekundy spóźniła się z wyskokiem, równając z ziemią przeciwniczkę we własnym polu karnym. Katarzyna Nowak dość długo nie mogła się pozbierać, mocno odczuwając starcie. Do piłki na jedenastym metrze podeszła Aleksandra Nieciąg, jednak bramkarka odczytała jej zamiary i rzuciła się w dobrym kierunku. Chwilę później po kilku „kółeczkach” w końcu pod bramkę przedostała się Julia Włodarczyk, nieco bezczelnie próbując podcinki z bardzo bliska – wcale tak dużo nie zabrakło do szczęścia. Po jej odbiorze na skrzydle przez krótką chwilę z bramki cieszyła się Patrycja Kozarzewska, dopóki nie ujrzała uniesionej w górę chorągiewki.

Strzelanie na bramkę w drugiej połowie rozpoczęła Julia Włodarczyk, wariantem siłowym nie sprawiając wiele problemów golkiperce. W 55. minucie znów indywidualnie błysnęła Klaudia Maciążka, Geletova z trudem sparowała piłkę w jakimkolwiek kierunku, byleby nie wpadła do siatki. Inicjatywę na kilka minut przejęły przyjezdne, choć Kinga Seweryn nadal nie musiała testować swoich rękawic. W 64. minucie Julia Włodarczyk krótko prowadząc piłkę i zagrywając na obieg z Katarzyną Nowak przedarła się pod samo pole bramkowe, tam jej wszystkie próby strzału zostały zablokowane i skończyło się na rzucie rożnym. W 69. minucie druga linia GieKSy nie doceniła możliwości motorycznych rywalek, dając im wyjść na kontrę 5 na 3 – Zajmi mimo świetnej okazji przegrała starcie z Kingą Seweryn. Odpowiedź po drugiej stronie Oliwi Malesy również zakończyła się wyblokiem, choć miała równie dużo miejsca na przedpolu. W 74. minucie po rajdzie huknęła Julia Włodarczyk, po rykoszecie zatrzepotała boczna siatka. Poprawiała Klaudia Maciążka, a po dośrodkowaniu Katarzyny Nowak w 76. minucie GieKSa podwyższyła prowadzenie. Aleksandra Nieciąg wywalczyła sobie pozycję w szesnastce, pokonując bezradną bramkarkę. Od razu powinno być już 3:0, jednak Klaudia Maciążka po minięciu wszystkich piłkarek niepotrzebnie oszczędziła na sile strzału. W 81. minucie dwójkowo błysnęły Włodarczyk z Nieciąg, ta pierwsza zmusiła bramkarkę do interwencji precyzyjnym uderzeniem. Cztery minuty później na wolne pole przy kontrze wychodziły Nieciąg i Amelia Bińkowska, podanie Klaudii Maciążki skończyło w rękach Geletovej. W końcówce regulaminowego czasu gry na wolne pole z pierwszej piłki i nad głowami defensorek podanie otrzymała od Nieciąg Maciążka, arbiter od razu uniosła jednak chorągiewkę. W 91. minucie Klaudia Maciążka jeszcze wykrzesał resztki sił na sprint, urwała się skrzydłem i wystawiła futbolówkę na pustą bramkę Amelii Binkowskiej.

Kolejny sezon na podium – gratulacje i dziękujemy!

GKS Katowice – AP 2010 Orlen Gdańsk 3:0
Bramki:
Maciążka (11), Nieciąg (76), Binkowska (90).
GKS Katowice: Seweryn – Milovanović, Zawadzka, Nowak – Włodarczyk, Kozarzewska (90. Theodoraki), Vojtková (86. Kaláberová), Malesa – Maciążka, Brzęczek (62. Bińkowska), Nieciąg (90. Vuškāne).
AP Orlen Gdańsk: Geletova – Maskiewicz, Nowotny, Derus (86. Okoń), Fabova, Konat (86. Zimecka), Kołodziejek (58. Butlion), Siwińska (86. Myszk), Ostopinka, Jagodzińska, Charaszczak (46. Zajmi).
Kartki: Konat, Nowotny.
W 42. minucie Nieciąg nie wykorzystała rzutu karnego (Geletova obroniła).

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Przez ból i radość – podsumowanie sezonu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ten sezon był iście szalony. Jako cała liga, ale też stricte w wykonaniu GKS Katowice. Przeżywaliśmy różne stany, byliśmy w różnych miejscach w tabeli, a rzutem na taśmę ustaliły się nasze nastroje z dobrych na wyśmienite. Prześledźmy sobie jeszcze raz, jak to wszystko wyglądało. To było 39 meczów, które w sumie – zapisały się w nowej historii GKS Katowice, a nasz zespół zajął najlepsze miejsce w lidze od 23 lat. Jesteśmy w piątce najlepszych klubów w Polsce!

Ciężkie początki

To właśnie inauguracja sezonu była tym najgorszym momentem. Wiedzieliśmy, że terminarz mamy ciężki, bo przecież grać mieliśmy m.in. z Rakowem, Legią i nieobliczalnym Widzewem, z czego z tymi dwoma ostatnimi rywalami na wyjazdach. Liczyliśmy więc przede wszystkim na zwycięstwo u siebie z Zagłębiem Lubin. Przewidując, że drużyna Leszka Ojrzyńskiego będzie jednym z głównych kandydatów do spadku, obowiązkiem wydawało się zdobyć w tym spotkaniu trzy punkty.

W pierwszej kolejce przegraliśmy u siebie z Rakowem, po meczu bardzo nijakim. Nie było tej ikry z końcówki poprzedniego sezonu. Raków zagrał solidnie, ale też nic wielkiego. Z debiutującym Oskarem Repką w składzie. Wystarczył jeden gol Brauta Brunesa i schodziliśmy z boiska pokonani. Macieja Rosołka zastąpił w drugiej połowie Aleksander Buksa i nawet miał jedną niezłą sytuację. Wiemy, jak się potem potoczyły losy zarówno Rosołka, jak i Buksy.

Po pierwszej połowie meczu z Zagłębiem było już bardzo źle. GieKSa przegrywała 0:2, a Lubinianie grali świetnie. Tzw. dziennikarze Zagłębia (wporzo ludzie) chwytali się za głowy i mówili „co tu się dzieje?!”. Na szczęście w drugiej połowie błysnął po raz pierwszy w tym sezonie Bartosz Nowak i swoim dubletem zapewnił GieKSie punkt. W końcówce dość desperacko się broniliśmy, ale jeden punkt w takim meczu to było coś, co należało szanować.

Przyszły te dwa wyjazdy – na Widzew i Legię. W Łodzi początek był nawet niezły, ale jedna akcja gospodarzy przyniosła im prowadzenie. Systematycznie GKS w tym meczu był coraz słabszy, Maciej nie wykorzystał świetnej sytuacji, a w końcówce to już się posypało wszystko, gdy pechowy samobój Kowala i gol Frana Alvareza zapewniły zwycięstwo RTS. No i Bergi był z golem.

Z Legią za to mecz wyglądał zupełnie inaczej. W pierwszej połowie to GKS dominował i grał bardzo dobrze. Brakowało szczęścia i świetnie bronił Tobiasz. Niestety podtrzymana (i potem jeszcze długo też) została seria traconych bramek do szatni i pokarał nas Wszołek. W drugiej połowie Katowiczanie grali już słabiej, ale doprowadzili do wyrównania, po przepięknym strzale z pierwszej piłki Nowaka. Remis przy Łazienkowskiej był bardzo cenny i trzeba było to dociągnąć. Niestety. W doliczonym czasie gry gola strzelił popularny Jędza (jedyna bramka w sezonie), a poprawił Morishita. Z wielkim niedosytem z Warszawy wracaliśmy, jeden punkt w czterech meczach wyglądał bardzo źle, ale sama postawa w tym meczu dawała nadzieję na lepsze jutro.

Przeplatanka z optymizmem

Dobra postawa z Warszawy była kontynuowana w meczu z Arką, tym razem już z większą skutecznością. GKS od początku meczu narzucił szybkie tempo i strzelił dwie bramki. To spotkanie stało pod znakiem stałych fragmentów gry, które gospodarze wykonywali świetnie, a co dotknął w złoto zamieniał Bartek Nowak. Dwa trafienia po przerwie zaliczył Lukas Klemenz. W końcu odczarowaliśmy ten fatalny początek i zapunktowaliśmy za trzy.

W związku tym z dużymi nadziejami jechaliśmy na Roosevelta. Niestety GKS zagrał tam bardzo słaby mecz i podobnie jak rok wcześniej, przegrał 0:3. Byliśmy bezzębni i po prostu słabi, a „estońska sztuczka” Martena Kuuska była idealnym podsumowaniem tych derbów i przypomniała starego dobrego Damiana Garbacika z meczu z Wigrami. W zasadzie o tym meczu najlepiej było po prostu jak najszybciej zapomnieć.

Znowu w tabeli zrobiło się niewesoło i czekaliśmy co nasz zespół pokaże z Radomiakiem, który miał bardzo efektowny początek sezonu, ale potem nieco spuścił z tonu. Ostatecznie na Bukowej oglądaliśmy arcyciekawe spotkanie, takie cios za cios, w którym obie drużyny grały bardzo ofensywnie. Ozdobą pierwszej połowy były bramki Balde oraz przede wszystkim Bartka, który zaskoczył wszystkich na stadionie, a najbardziej Majchrowicza i z rzutu wolnego trafił do siatki. W drugiej połowie padł tylko jeden gol, ale też przedniej urody, gdy Marcin Wasielewski z woleja pokonał bramkarza gości. Największy wybuch euforii miał miejsce jednak pod koniec meczu, gdy Radomiak wyrównał na 3:3, ale po analizie VAR Tomasz Kwiatkowski bramkę anulował. Po tym niesamowitym spotkaniu GKS dopisał sobie kolejne trzy punkty i już wyglądało to nieco lepiej.

Słabizna z promykami

Do kolejnego „okienka międzyreprezentacyjnego” przystępowaliśmy więc w bardzo dobrych nastrojach. Nad morzem jednak w ten wrześniowy wieczór dostaliśmy zimy prysznic. Znów na wyjeździe i znów było bardzo słabo. Najpierw straciliśmy kuriozalnego gola, którego autorem był Kurminowski, a pod koniec zmęczonego armeńskimi wojażami z młodzieżówką Kowala wyprzedził w wyścigu sprinterskim Mena. To był czwarty wyjazd i na naszym koncie w delegacjach było okrągłe zero.

Nie lepiej było w kolejnym meczu u siebie. To znaczy można było wyciągać jakieś pozytywy z pierwszych 20-25 minut, bo GKS cisnął bardzo mocno, ale bramki zdobyć nie mógł. Pasy się otrząsnęły, w krótkim czasie strzeliły dwa gole i było już praktycznie po zawodach. W poprzednim sezonie mieli supersnajpera Kallmana, to teraz jego rolę przejął Stojilković, który po przerwie ustalił wynik spotkania.

Pocieszenia chcieliśmy szukać w Pucharze Polski. Przyjechała do Katowic świetnie spisująca się w lidze Wisła Płock. Przy kameralnych trybunach dostaliśmy bardzo ciekawe widowisko i w końcu skuteczną GieKSę. Pierwszego gola dla GKS zdobył pozyskany krótko wcześniej Ilja Szkurin. Niestety po golu Wiktora Nowaka w 90. minucie musieliśmy grać dogrywkę. Wcześniej i nasz Nowak gola strzelił. Ekstra czas zaczęliśmy już świetnie, po od strzelonej przez Bartka kolejnej bramki. Mocno pomogła nam kontuzja Lecoeuche’a, bo goście wykorzystali swoje sloty zmian i musieli kończyć w dziesiątkę. Ostatecznie Bartosz Nowak zaliczył hat tricka i doczekał się skandowania swojego nazwiska, co przecież na GKS jest rzadkością.

Za chwilę znów graliśmy z Wisłą – tym razem w Płocku, w lidze. W końcu uszczknęliśmy jeden punkt na wyjeździe. Co prawda znów straciliśmy gola do szatni, po niesamowicie pechowym rykoszecie po strzale Rogelja. Ale niesamowitą mądrością i sprytem popisał się w drugiej połowie Wasyl, który odebrał piłkę Leszczyńskiemu i strzelił na 1:1. GKS przełamał złą passę wyjazdową i w końcu zdobył też po prostu punkt w lidze.

Liczyliśmy, że dobra postawa zostanie utrzymana w meczu u siebie z Lechem. Pamiętaliśmy wszak grę z Kolejorzem z końcówki poprzedniego sezonu. I tak – GKS zagrał dobry mecz z piłkarzami Frederiksena, ale niestety przegrał. Gola strzelił Fiabema, na którego generalnie raczej bardziej pomstowali kibice Lecha, niż chwalili. U nas Borja Galan miał świetną sytuację, ale zabrakło niewiele do wyrównania. Cztery mecze ligowe i znów tylko jeden punkt. Ale przynajmniej gra dająca optymizm, no i bonus w postaci awansu do kolejnej rundy Pucharu Polski.

Jesienne odrodzenie

Po kolejnej przerwie na kadrę jechaliśmy trochę z duszą na ramieniu na bardzo ważny mecz w Lublinie. Punkty w tabeli wybitnie nam się nie zgadzały i lekki nóż na gardle zaczął się pojawiać. W tym okienku mieliśmy zmierzyć się z trzeba drużynami z dołu – Motorem, Termaliką i Piastem. Konieczne było więc solidne zapunktowanie, by nie okopać się bardziej w dolnych rejonach tabeli.

GKS zdobył w Lublinie dwie szybkie bramki i naprawdę wyglądało to dobrze. Niestety w charakterystyczny dla nas sposób daliśmy się zepchnąć do głębokiej defensywy i dwa szybkie gole Czubaka doprowadziły do wyrównania. Motor nie poprzestawał i mógł jeszcze zdobyć przed przerwą trzeciego gola, a to byłaby katastrofa. Na szczęście ciśnienia nie wytrzymał Łabojko, który tuż przed przerwą zobaczył drugą żółtą kartkę. Dzięki temu w drugiej połowie Motor już nie istniał, a nasi napastnicy dopełnili dzieła zniszczenia dokładając trzy bramki i wygrywając 5:2.

Oprócz tych drużyn zamieszanych w „walkę o spadek” mierzyliśmy się też z… mierzącą wysoko Koroną, która jeszcze była w tamtej fazie sezonu dobra. Po bardzo trudnym i wyrównanym meczu, w końcówce trafił do siatki Sebastian Milewski. W końcówce wybroniliśmy się cudem, gdy Borja Galan wybijał z linii bramkowej. Te trzy punkty były pewnym bonusem w tych naszych planach. Było to bardzo ważne zwycięstwo, dające naprawdę dużo oddechu.

Nie tylko ligą jednak człowiek żył. Tym razem los w Pucharze Polski był nieco łaskawszy, ale też nie idealny. W Łodzi z ŁKS GieKSa pokazała jednak zdecydowanie wyższość zespołu z ekstraklasy nad pierwszoligowym. Jedyne, co można było naszym zawodnikom zarzucić przez większość meczu to nieskuteczność. Mecz bowiem można było zamknąć dużo wcześniej. A tak mając 2:0 w końcówce Arkadiusz Jędrych strzelił bardzo pechowego samobója i do końca lekko drżeliśmy o wynik. Jednak awans do kolejnej rundy stał się faktem i w końcu przeszliśmy dwie rundy, co dawno nam się nie zdarzyło.

Zwycięską passę GKS Katowice kontynuował w Niecieczy. Mecz co prawda do najłatwiejszych nie należał, ale tutaj Katowiczanie byli bardzo efektywni. Pierwszy raz (i jedyny na jesieni) błysnął Eman Marković, który zaliczył dublet, umiejętnie zakładając bramkarzowi rywali siatki. To było trzecie ligowe i czwarte w ogóle zwycięstwo z rzędu. GKS Katowice złapał świetny moment na jesieni – znacząco poprawił swoją sytuację w tabeli, a i właśnie w rozgrywkach pucharowych pokazał się z bardzo dobrej strony.

Przed kolejną przerwą reprezentacyjną mogliśmy jeszcze postawić piękną kropkę nad i. Przyjechał bowiem na tamten moment outsider z Gliwic. Outsider, ale z nowym trenerem – Danielem Myśliwcem, który sprzątał bałagan po poprzednim szkoleniowcu. I Piast rozegrał najlepsze do tamtej pory spotkanie w sezonie, zaproponował walkę wręcz, której nie podołali nasi zawodnicy. W krótkim okresie czasu goście strzelili dwa gole, a potem jeszcze trzeciego dołożył Erik Jirka. Mimo porażki w domowym meczu, ten okres GieKSy był bardzo dobry.

Zwycięstwa bez piłki

W Białymstoku meczu nie zagraliśmy. Jagiellonia zrobiła cyrk i wykorzystała minimalne opady śniegu do tego, żeby spotkania nie rozegrać. Boiska nie odśnieżano, a jak już zaczęto, to w taki sposób, jak na viralowym filmiku, który krążył w sieci. Kibice w rekordowej liczbie pojechali na Podlasie, ale musieli przejechać całą Polskę tam i nazot, by obejść się smakiem.

Istniało wielkie ryzyko, że i kolejny mecz – z Pogonią się nie odbędzie. Gęsta mgła spowiła bowiem Katowice i po przyjechaniu na stadion naprawdę widoczność była ograniczona. Na szczęście warunki się wkrótce nieco poprawiły i mecz się odbył – to by było za dużo! GKS przyjął określoną taktykę i oddał Pogoni piłkę. Goście konstruowali swoje akcje, ale nie mogli znaleźć sposobu na szczelną defensywę GieKSy. Futbolówki więc posiadaliśmy mało, ale jeszcze przed przerwą GKS zdobył dwa gole. Taki wynik utrzymał się do końca i znów mogliśmy cieszyć się z triumfu.

Chwilę później schemat się powtórzył. W Pucharze Polski zagraliśmy z Jagiellonią i tu rywale ponownie oddali mnóstwo strzałów, z czego większość niegroźnych czy nieprzygotowanych. W sumie w z Pogonią i Jagą rywale próbowali około 50 razy. Trafili tylko raz – Pululu z karnego. GieKSa zagrała świetnie i swoje gole strzeliła. Znów Jaga przy wyprowadzaniu piłki straciła ją i Bartek Nowak trafił do siatki. Potem gola dołożył Ilja, znów trafiając w pucharze. Stadion wybuchł euforią, gdy w końcówce Bartosz Nowak ustalił wynik spotkania na 3:1. Po raz pierwszy od ponad 20 lat GKS miał zagrać w rozgrywkach pucharowych na wiosnę!

Rok 2025 kończyliśmy w Częstochowie. Ach gdyby Adam Zrelak dobrze podał… Mecz był średni, ale długo utrzymywaliśmy remis. W drugiej połowie jednak wszedł Fadiga i gospodarze ruszyli z impetem, czego efektem była bramka. Mieliśmy swoją sytuacje, gdy Eman trafił w poprzeczkę. No szkoda. Rok zakończyliśmy porażką. Rok zakończyliśmy w strefie spadkowej, ale bardzo na styku z kilkoma drużynami. Po fatalnym początku mogło być dużo gorzej. Teraz byliśmy pod kreską, ale żadnej tragedii nie było.

Odbijamy się od dna

Wiosnę (w środku zimy) mieliśmy zacząć od meczu w Lubinie. Zagłębie w przypadku wygranej wskakiwałoby na pozycję lidera. Jednak strzelanie zaczął kilka sekund po upływie pierwszej minuty Bartek Nowak. Całościowo był to bardzo dobry mecz GieKSy, taktyczny i bardzo solidny. W drugiej części gry gola strzelił Arek Jędrych i ani przez chwilę zwycięstwo nie było zagrożone. GKS już na samym wstępie wydostał się ze strefy spadkowej.

Chwilę później po raz pierwszy na Nowej Bukowej pojawił się Widzew. I wzorem poprzednich domowych meczów, GieKSie nie zależało specjalnie na przesadnym posiadaniu piłki. Dlatego Widzew z futbolówką męczył się i męczył, ale strzał oddał tylko jeden celny w całym meczu. Za to GieKSa bramką do szatni uciszyła pusty sektor gości. W końcówce mieliśmy sporo nerwów, bo podyktowany był rzut karny dla Widzewa, ale został anulowany przez VAR. Dwa mecze – sześć punktów i zero straconych bramek. Początek wyśmienity.

Liczyliśmy na to, że mając tak dobrą formę, w końcu wygramy z niebędącą w najlepszej dyspozycji Legią. I może tak by się wydarzyło, ale sędzia Sylwestrzak nie miał tego dnia najlepszego. Trzy bardzo wątpliwe decyzje na korzyść Warszawian spowodowały, że uciekli ze stryczka. Niezależnie jednak od tego, GKS grał z niesamowitą walecznością – podobnie jak z Widzewem. Po słabszej pierwszej połowie, druga była już już lepsza i niewiele zabrakło do wygranej. Z drugiej strony – GKS ten mecz przegrywał i doprowadził do wyrównania. Był więc niedosyt, ale też docenienie punktu.

W Gdyni prowadzenie już mieliśmy w pierwszej minucie, kiedy Mateusz Wdowiak trafił do siatki. Szkoda było tego meczu, bo Arka grała fatalnie i nie istniała na boisku. GKS dominował, ale w którymś momencie… przestał grać. Arka z niczego strzeliła dwa gole. W drugiej połowie na tym klepisku oglądaliśmy już kiepskie widowisko, a gospodarze utrzymali swój wynik.

GieKSa rośnie w siłę

Przed nami były dwa domowe mecze o wielkim ciężarze gatunkowym i prestiżowym. Najpierw na pojedynek ligowy przyjechał Górnik. Piłkarze Michala Gasparika mieli wówczas zadyszkę, ale sami wiemy, jak ciężki był to rywal w poprzednich meczach, mimo że rok temu GKS na inaugurację Nowej Bukowej wygrał. Tym razem znów nie było to łatwe spotkanie. GieKSa prowadziła, potem goście wyrównali. Mecz był na styku, ale z lekką przewagą Górnika, tym bardziej cenne było to, że z przyszłym wicemistrzem Polski w końcówce nasz zespół przechylił szalę na swoją korzyść. Przy okazji mieliśmy też… jedyny w lidze podyktowany dla GKS rzut karny. Świetnie nastroiliśmy się przed ćwierćfinałem Pucharu Polski.

Znów przyjechał Widzew. Kolejne wyrównane spotkanie, choć gdyby Ilja Szkurin wykorzystał doskonałą okazję tuż przed przerwą, byłoby spokojniej. Łodzianie w drugiej połowie wyrównali wprowadzając w euforię sektor gości. Dogrywka nie przyniosła rezultatu i ku wielkiej radości ławki Widzewa – rzuty karne miały być egzekwowane na bramkę od sektora gości właśnie. Na nic się to zdało, bo w bramce mieliśmy niezawodnego Rafała Strączka. Gdy Fornalczyk przeniósł piłkę nad poprzeczką – stadion odleciał. To był olbrzymi sukces, GKS awansował do półfinału Pucharu Polski. Od Stadionu Narodowego dzielił nas już tylko jeden krok.

Wydawało się po tych emocjach, że gdzieś może przyjść zadyszka. Tymczasem kolejny mecz – na wyjeździe z Radomiakiem, GieKSa również wygrała. Choć było to spotkanie bardzo trudne, głównie w drugiej połowie. Przed przerwą bowiem mieliśmy trochę taką kopaninę, w której w końcówce Arek Jędrych dobił swój własny strzał. W drugiej części gry to już była nawałnica gospodarzy i dość rozpaczliwa obrona GKS. Nasza drużyna wyszła jednak obronną ręką z tego kotła i zawiozła do Katowic trzy punkty. Na trybunach (jak to w Radomiu) nie wytrzymywano ciśnienia, dostało się Goncalo i zaraz nie był już trenerem Radomiaka.

Za to pojedynek z Lechią to był taktyczny majstersztyk. GKS grał podwójnie osłabiony, bo za żółte kartki pauzowali Alan Czerwiński i Arkdaiusz Jędrych. Trener musiał rzeźbić linię defensywną i martwiliśmy się, jak to będzie wyglądać, tym bardziej, że naprzeciw miał być Tomas Bobcek. Przed meczem okazało się jednak, że i Słowak nie wystąpi z powodu kontuzji, więc siły się trochę wyrównywały. W pierwszej części gry Lechia jeszcze coś próbowała, były groźne strzały z dystansu. W drugiej – goście byli już kompletnie bezradni i wybitnie neutralizowani przed naszą drużynę. Wisienką w tym meczu była kontra, po której padła bramka na 1:0, to przyjęcie Bartka Nowaka, asysta Sebastiana Milewskiego i Mati Wdowiak trafiający podcinką do siatki. Być może najpiękniejsza akcja sezonu, choć później te z meczu z Motorem również będą mogły kandydować.

Zadyszka z króliczkiem na koniec

GieKSa napunktowała solidnie, ale gdzieś ten lekki moment kryzysu musiał przyjść, choć nie był to kryzys stricte. Odrabialiśmy zaległości z Jagiellonią i będąca w prawdziwym kryzysie Jaga akurat rozegrała najlepszą połowę od dawna. Mieliśmy też trochę pecha, bo sposób, w jaki piłka wpadła do bramki po strzale Pozo był kuriozalny. Trafił również Romanczuk i do przerwy mieliśmy dwubramkową stratę. Po przerwie GKS wyszedł już odmieniony i grał naprawdę dobrze. Erik Jirka strzelił kontaktową bramkę, ale na wyrównanie brakło czasu. Mimo wszystko jakoś trzeba było się liczyć, że z Białegostoku możemy wrócić bez punktów.

Grunt to było zdobyć oczka, najlepiej trzy, z beznadziejnie słabą Cracovią. I to po końcowym gwizdku był chyba najbardziej frustrujący mecz w tym sezonie. Po i przed meczem Cracovia była słaba i w trakcie meczu też była słaba. GieKSa powinna była po prostu wyjść i wypunktować takiego przeciwnika. Tymczasem naszemu zespołowi brakowało wrzucenia jednego biegu wyżej, wszystko było toczone trochę w zwolnionym tempie. I gdy wydawało się, że z wielkim niedosytem będziemy podchodzić do bezbramkowego remisu, na 10 minut przed końcem przypadkowa ręka Lukasa i karny, którego wykorzystał Hasić. Naprawdę ciężko było zrozumieć, jak można było ten mecz przegrać. Szkoda polegała też na tym, że było to tuż przed przerwą reprezentacyjną. I mimo że wcześniejsze mecze były bardzo dobre i zwycięskie, tutaj po dwóch porażkach znów pojawił się pewien znak zapytania w kontekście utrzymania.

Rozpęd maszyny

Powrót do rozgrywek nastąpił w Wielką Sobotę. Jak się później okazało, było to jedno z kluczowych spotkań w kontekście ostatecznego układu tabeli. Wówczas o pucharach poprzez ligę nawet nie marzyliśmy. Dodatkowo na chwilę liga schodziła na dalszy plan, bo przecież za kilka dni mieliśmy grać półfinał Pucharu Polski. Przy Nowej Bukowej Wisła Płock cofnęła się i wyczekiwała swoich szans. Miała żelazną defensywę i kilka wypadów było bardzo groźnych. W końcówce znów Wiktor Nowak miał znakomitą okazję. Po chwili to jednak piłkarze i kibice GKS cieszyli się, gdy w doliczonym czasie gry Lukas Klemenz pokonał bramkarza gości. Zrównaliśmy się wówczas z Wisłą punktami i wyprzedziliśmy meczami bezpośrednimi. A przecież dopiero co – na początku rundy wiosennej – Wisła była liderem, a GKS w strefie spadkowej.

W końcu przyszedł wspomniany puchar. Mecz, który przeszedł do historii, a cała piłkarska Polska ujrzała GieKSę w pełnej krasie. Dwubramkowe prowadzenie do przerwy, potem ultraszybkie dwie bramki Rakowa w drugiej połowie. Następnie ta niesamowita kontrowersja z dobitką Fadigi i wcześniejszym „wskokiem” w pole karne. Wyrównanie w doliczonym czasie gry Adama Zrelaka. Dogrywka i piękne trafienie Emana. No i te rzuty karne, które – w przeciwieństwie do tego co zawsze – były najmniej ciekawym elementem tego widowiska. 4:4, porażka w serii jedenastek i koniec marzeń o pucharze. Bolało, ale byliśmy dumni. GieKSa na wyjeździe z czołową drużyną w kraju walczyła niesamowicie. „To jest futbol. I love this game” – krzyczał rozentuzjazmowany Mateusz Borek.

Trzy dni później mieliśmy mecz w Poznaniu. Wszyscy GieKSę przed tym meczem skreślali – Lech faworytem, gra u siebie, GieKSa ma 120 minut w nogach i jest mentalnie rozbita. Tak miało być. A tymczasem na stadionie przy Bułgarskiej piłkarze Rafała Góraka rozegrali kolejne doskonałe spotkanie. Strzelili Mistrzowi Polski (ówczesnemu i przyszłemu) trzy gole, trzykrotnie wychodzili na prowadzenie i po prostu grali swoją piłkę, bez kompleksów. Szwankowała trochę gra defensywna, więc Kolejorz również trzy razy trafił. Ale punkt w Poznaniu również na koniec sezonu okazała się bardzo cenny. Błysnął znów Eman, który ustrzelił dublet, co jak się później okaże – będzie jego ulubionym sposobem punktowania w meczach.

Po tych niesamowitych emocjach wyjazdowych, wróciliśmy na Bukową. Po to, by znów rozegrać niesamowicie pasjonujący mecz, tym razem z Motorem. Pierwsza połowa to była perfekcja ofensywna. GieKSa grała efektownie i z rozmachem. Druga i trzecia bramka to był praktycznie wjazd do bramki. Akcje trwające nieco ponad 20 sekund od swojego pola karnego, piłka przechodząca przez 7-8 zawodników, szybka gra, na jeden lub dwa kontakty i gol. Coś pięknego. Niestety zaraz po przerwie straciliśmy kontaktową bramkę i trochę drżeliśmy, tym bardziej, że nawałnica ofensywna naszego zespołu nie potrafiła przynieść gola, a bramka Tratnika była jak zaczarowana. Niemniej – wygraliśmy i nasza przewaga nad strefą spadkową zrobiła się już na tyle duża, że utrzymanie było już praktycznie pewne. I tak naprawdę po raz pierwszy na bardzo poważnie zaczęliśmy myśleć o pucharach. Tabela wskazywała na to, że jest to realne. Przede wszystkim trzeba było wyprzedzić Wisłę Płock i Zagłębie.

Końcówka sezonu powoli zaczęła dawać o sobie znać. Pierwszy przejaw tego mieliśmy w Kielcach. GKS zagrał już z mniejszym animuszem, Korona też nie grała specjalnie dobrze. Jednak to co było bardzo istotne to fakt, że nie przegraliśmy tego meczu. Tym razem jeden gol wystarczył do remisu. GieKSa nie była gorsza od Kielczan, nie była też specjalnie lepsza, więc wynik był zasłużony, a kolejny punkt w tabeli dopisany.

Termalica przyjechała na Nową Bukową walczyć o złudzenia, ale szybko została ich pozbawiona. Mimo trudnego początku meczu, GieKSa znów się rozpędziła i szybko prowadziła 3:0. W drugiej części gry Katowiczanie dołożyli jeszcze dwie bramki. Wynik 5:1 to najwyższym w zakończonym sezonie i po raz drugi nasza drużyna strzeliła pięć bramek. Słonie pożegnały się z ekstraklasą, a GieKSa na poważnie włączyła się do walki o europejskie puchary. W tym momencie nasz zespół znajdował się na miejscu premiowanym. Znając terminarze Wisły i Zagłębia wiedzieliśmy, że do powrotu do Europy może wystarczyć.

Wytrzymany finisz

Ciężka to była końcówka sezonu. Trener mówił drużynie, żeby jeszcze wytrzymała, żeby utrzymała ten reżim treningowy. Pierwszym z trzech ostatnich meczów było wyjazdowe spotkanie z Piastem Gliwice. Bardzo słaba pierwsza połowa i trochę lepsza druga, nieco szczęścia i GKS zremisował w Gliwicach 0:0. To był kolejny punkt dopisany, taka jedna trzecia planu. Co prawda zwycięstwo spowodowałoby, że praktycznie te puchary są już niemal zapewnione. Ale nie wybrzydzaliśmy. Mieliśmy jeszcze dwie szanse.

Spotkanie z Jagiellonią to był finał sezonu na Nowej Bukowej. Przy komplecie publiczności, z rywalem, który złapał kapitalną formę i walczył o wicemistrzostwo. To była niesamowita walka. Jagiellonia świetnie grała w ofensywie, GKS też pokazał swoje, ale przede wszystkim obejrzeliśmy niesamowitą walkę. Bardzo cenne było wyjście z opresji, gdy po raz pierwszy od dawna przegrywaliśmy w trakcie meczu. Ozdobą meczu i wisienką tego sezonu była przepiękna bramka Borjy Galana, chyba najpiękniejszy był to gol na nowym stadionie. Katowiczanie zakończyli rundę bez porażki u siebie. Jadze plany się posypały, my nie zapewniliśmy sobie pucharów, ale punkcik był bardzo, bardzo ważny.

I gdyby Legia nie strzeliła w doliczonym czasie w Gdańsku, mielibyśmy te puchary na 99% nawet w przypadku porażki w Szczecinie. Tak jednak trzeba było z Pogonią przynajmniej zremisować. Pierwsza połowa była bardzo słaba, jedna z najsłabszych w sezonie. GieKSa przegrywała. W drugiej części było już trochę lepiej, ale piłka do bramki Kamińskiego wpaść nie chciała. Pomógł nam golkiper gospodarzy piąstkując piłkę poza polem karnym, dzięki czemu do bramki musiał wejść zawodnik z pola. I wtedy cały na złoto-zielono-czarno wjechał on – Marcel Wędrychowski. Oddał strzał z szesnastu metrów. Im dalej od tego meczu, tym bardziej można stwierdzić, że ten strzał był naprawdę świetny. Piłka na niewielkiej wysokości nad murawą, w powietrzu, w długi róg. Wpadła idealnie w siatkę. Dodatkowo strzał był na tyle chytry, że Filip Cuić nie wiedział, czy interweniować nogą czy ręką i wyszedł z tego fatalny mix. GieKSa wyrównała w doliczonym czasie i zapewniła sobie europejskie puchary.

Football bloody hell

Przeżyliśmy w zakończonym sezonie całą huśtawkę emocji. Od rozczarowania początkiem sezonu, po okresowe radości po wyjściu z dołka. Jesienią cały czas mieliśmy w głowie ciężką walkę o utrzymanie. Od meczu z Motorem zaczął się prawdziwie mentalny marsz w górę. Do Lublina jechaliśmy wtedy – tak jak pisałem – z duszą na ramieniu, bo porażka w tamtym meczu mogła być brzemienna w skutkach. A tymczasem od tamtego meczu już do końca sezonu GKS był najlepszą drużyną w lidze. Tułając się w dolnej strefie tabeli, zaczęliśmy serię z bilansem 12-6-5 do końca sezonu. Co prawda zimę spędziliśmy w strefie spadkowej, ale wiosna potem była nasza. W samej tabeli wiosny GieKSa była druga. Systematycznie pięliśmy się w górę tabeli oddalając widmo spadku, dokładaliśmy jeszcze Puchar Polski. Kilka kolejek przed końcem pojawiła się realna perspektywa gry o puchary. Byliśmy dumni z drużyny, bylibyśmy dumni nawet jakby tych pucharów nie było. Ale GieKSa grała swoje, przede wszystkim nie przegrywała meczów i z ośmioma spotkaniami na koniec bez porażki zakończyła sezon, wprawiając nas wszystkich w euforię.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga