Piłka nożna
Kluby drugiej ligi chcą zawieszenia rozgrywek
Niedawno zakończyło się głosowanie klubów drugiej ligi nad tym, czy chcą zawieszenia rozgrywek do czasu unormowania sytuacji z koronawirusem. Stosunkiem głosów 13:4 wygrała opcja, by nie grać. Teraz decyzja trafia do Polskiego Związku Piłki Nożnej.
GKS Katowice oczywiście głosował za zawieszeniem rozgrywek. Poniżej prezentujemy pismo stowarzyszenia Druga Liga Piłkarska wraz z wynikami głosowania.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!


wirus
12 marca 2020 at 22:29
Czyli brak awansu panowie. Przecież za pare dni bedzie kilkaset osób zarażonych i nie zostaną już wznowione rozgrywki co oznacza 4 miejsce…A wystarczylo zagrać i wygrać w niedziele i wtedy zawiesic…
Lianyu
13 marca 2020 at 12:08
A jak nie wygraja to bedziesz tak pisac do konca sezonu?
adag2007
13 marca 2020 at 20:59
Przecież mamy 3 miejsce , remis z Resovia na wyjeździe 2:2 . Po pierwsze brane są pod uwagę punkty , później ilość strzelonych bramek pomiędzy drużynami z taką samą ilością punktów, po trzecie bramki strzelone na wyjeździe mają większe znaczenie . Dlatego Gieksa jest przed Resovią , a nie tak jak pokazują niektóre aplikacje czy portale . I pewnie dlatego zarząd Gksu tak chętni byli zakończenia sezonu .
Sebek
14 marca 2020 at 00:58
Ty już wiesz jak to będzie działało…
Ariel
13 marca 2020 at 02:58
K…. mać. Codziennie zapier…. do swojej roboty, pracując razem z setką ludzi teoretycznie narażam się na zarażenie wirusem. Od kilkudziesieciu lat pośswięcam swoje zdrowie psychiczne kibicując temu klubowi. Jeżeli decyzje zarządu wpłyną na to, że GKS nie awansuje do I ligi poprzez szeroko pojętą ale niczym nieuzasadnioną profilaktykę kilkunatu kopaczy wbrew zarzadzeniom PZPN (chłopy w sile wieku, praktycznie bez szans na zagrożenie zdrowia), nie ręczę za siebie. Będę to traktował jako sabotaż na rzecz klubu. Pracą piłkarzy jest granie w piłkę i nawet jeśli grozi nam epidemia, wiekszość ludzi musi wykonywać swoja pracę. Należy zagrać z Łęczna i zrobić WSZYSTKO by ten mecz wygrać. Dlatego, że może on dać nam awans. Jeżeli ktoś chce aby ten mecz nie doszedł do skutku ( co prawdopodobnie poskutkuje zakonczeniem sezonu z zachowaniem obecnego układu tabeli) jest zdrajcą klubu z Bukowej.
Xyz
13 marca 2020 at 12:13
Gratulacje toku myślenia. To że młode osoby nie umierają na tego wirusa nie oznacza tego, że nie mogą go przenieść na starsze osoby, które już mogą umrzeć
Kato
13 marca 2020 at 12:45
Wielka szkoda tego pierwszego meczu u nas.
Szkoda szczególnie od 70 min.
Zawieszenie nie oznacza zakończenia, bo jeżeli po czasie tak, to lepiej gdyby zagrano ten jeden mecz dla jasności.
Koniec
13 marca 2020 at 13:40
Zawieszenie niemal napewno oznacza koniec rozgrywek. Apogeum wirusa dopiero przed nami wiec pozniej tym bardziej rozgrywki nie beda wznowione. Gratulacje dla Widzew, Gornika i Resovi
baxxi
13 marca 2020 at 13:57
@Ariel masz 100% racji,zgadzam sie,po prostu wpadamy w paranoje,ludzie plądrują sklepy zamiast skupić się na profilaktyce.
kosa
13 marca 2020 at 18:42
@Koniec
Według regulaminu mamy trzecie miejsce. Teraz potrzeba, by PZPN dobrze zinterpretował ten regulamin. Dziś już była zmiana w związku i nikt nie mówił o Resovii.
mane
15 marca 2020 at 12:02
tutaj niestety chyba sie mylisz bo : Decyduja bezposrednie mecze miedzy tymi 2 zespołami ale jesli zostaną 2 rozgrane przy 1 meczu decydują bramki
Południowe K-ce
15 marca 2020 at 12:24
Dokładnie.W Rzeszowie był remis i mamy gorszy bilans bramkowy także nie wiem na jakiej podstawie mielibyśmy być przed Resovią.No chyba że miałoby zadecydować to że Resovia była w uprzywilejowanej sytuacji grając z nami u siebie a mimo to mamy tyle samo punktów..albo po prostu dostalibysmy ten awans za większe tradycje.Nic innego nie przychodzi mi do głowy na naszą korzyść w tej sytuacji.Ps.nie wierze w dokończenie tego sezonu.
kosa
15 marca 2020 at 15:33
Nie ma nigdzie w regulaminie napisane, że muszą być dwa spotkania. Jesteśmy przed Resovią – ona miała atut swojego boiska.
pablo eskobar
15 marca 2020 at 15:40
Niewiem czy to takie sprawiedliwe aby teraz ktos mialby awansowac lub spasc to jest sutuacja wyjatkowa mozna to porownac do wojny sezony powinny byc poprostu wszedzie anulowane bo rozgrywki sa niedokonczone
mane
15 marca 2020 at 15:55
nie ma tez nigdzie tego ze w przypadku 1 meczu decyduja bramki na wyjezdzie w 1 meczu był remis nie ma 2 meczu zeby porównywać . Na stronie PZPn jest Resovia na 3 miejscu i decyduja bramki w kazdej lidze tak jest . Jak są 2 mecze to decyduje bilans bezposrdnich meczy jak jest 1 to bramki
mane
15 marca 2020 at 16:04
Bilans bezposrednich meczy to 2 mecze . Zawsze w tabeli do momentu nie rozegrania 2 meczy decydują bramki o pozycji w tabli w momencie rozegrania dwóch meczy decyduje bilans bezposrednich meczów miedzy tymi zespołami
NieLubieKosy
15 marca 2020 at 16:22
ale ty mane marudzisz i baśnie opowiadasz. Wejdź żesz chłopie, poczytaj regulamin 2 ligi 2019/2020 – nie ma tam ani słowa o tym, że muszą być 2 mecze rozegrane.
„W przypadku równej ilości punktów ogólnie, punktów zdobytych w meczach bezpośrednich, bilansu bramkowego w meczach bezpośrednich, wtedy:
GOLE ZDOBYTE NA WYJEŹDZIE SĄ LICZONE PODWÓJNIE”!
Czyli GieKSa ma bilans bramkowy w meczach bezpośrednich 4:2, ani słowa, że muszą być 2 mecze.
Teraz wszystko jasne?
Pzdr
Mane
15 marca 2020 at 16:28
Ok. Skoro tak mówicie . Przekonamy się na koniec
Mane
15 marca 2020 at 16:32
No nie ma napisane bo kto miał przewidzieć że nie będzie 2 meczu i przerwania rozgrywek . Czas pokaże obyście mieli rację . Na stronach pzpn jest inaczej . Pozdr i dużo osób twierdzi też tak
kosa
15 marca 2020 at 16:42
W trakcie sezonu po prostu skrypty na stronach (w tym ten na naszej) nie ogarniają liczenia inaczej niż bramki. Tak samo jest na stronie PZPN. Ale to tylko skrypty, sytuacje poglądowe. W regulaminie jest inaczej i w tabelach robionych poprawnie zawsze bierze się pod uwagę regulamin, a nie skrypt.
Mane
15 marca 2020 at 16:47
Ja Cię rozumiem ale na ile jest to potwierdzone że jest tak że w przypadku 1 meczu decyduje ten system pucharowy goli na wyjeździe ? Bo 2 meczu nie było
Mane
15 marca 2020 at 16:50
Bo jakby były 2 mecze to na 100 procent jest tak jak Ty piszesz ale czy w przypadku 1 meczu bo do czego porownujesz te gole na wyjeździe . Da się wysłać jakieś zapytanie czy jest to 100 procentowe info
kosa
15 marca 2020 at 17:48
Regulamin jest jasny. Poczytaj, masz go na stronach PZPN.
Mane
15 marca 2020 at 17:50
https://weszlo.com/2020/03/14/co-dalej-trzy-scenariusze-tysiac-wariantow/. Tutaj pisze regulaminowe niuanse decydują że bilans bramek w całych rozgrywkach
Mane
15 marca 2020 at 17:54
Na weszło jest to opisane tak jak ja pisalemE w przypadku rozegrania 1 meczu decydują regulaminowe niuanse . Bilans bramek w całych rozgrywkach. Sorki jeśli ktos się podniósł ale chciałem to wyjaśnić tylko
kosa
15 marca 2020 at 19:20
Nie mamy wpływu na to, co pisze dziennikarz na Weszło. Regulamin jest jasny, jest na stronach związku.
PołudnioweK-ce
15 marca 2020 at 20:09
Obawiam się że jak przyjdzie co do czego to z tym regulaminem będzie jak z interpretacją naszej konstytucji..czyli jedni swoje a drudzy swoje.Najlepiej jak rozgrywki będą wznowione i sezon uda się zakończyć na boisku (w co osobiście nie wierze) a nie w gabinetach Pzpn-u.
kibic
16 marca 2020 at 14:26
Ja jako kibic GKS już wiem jaki bedzie koniec. Koniec sezonu i brak awansu.Boniek już coś napomina iż UEFA może nakazać iż nie bedzie mistrzów w danych ligach czyli najbardziej prawdopodobna opcja to anulowanie rozgrywek. Już teraz nie mówią że władze Ekstraklasy i PZPN coś ustalą tylko UEFA i FIFA
pablo eskobar
16 marca 2020 at 16:37
Juz samo zawieszenie rozgrywek dla niektorych klubow to bankructwo badz powazne ubytki w kieszeni dlamnie sprawa jest jasna jesli bedzie mozliwosc dokonczyc rozgrywki jesli nie to sezon powinien byc anulowany my jestesmy teraz niby na pozycij dajacej awans ale co by bylo jakby GIEKSA byla w strefie spadkowej to niesprawiedliwe takie awanse lub spadki przy zielonym stoliku
kosa
16 marca 2020 at 16:40
@pablo
Anulowanie sezonu też nie będzie sprawiedliwe. Według mnie jest tylko jedno rozwiązanie – po prostu go dokończyć. Choćby i za pół roku. Wszystko inne będzie niesprawiedliwe – mniej lub bardziej.