Kibice Piłka nożna SK 1964
[KIBICOWSKO] Bardzo dobry wyjazdowy początek sezonu
Dość nieoczekiwana kara za mecz z Bytovią w ostatniej kolejce pierwszej ligi, a szczególnie jej wymiar — trzy mecze zakazu wyjazdowego, spowodowała, że pierwszy raz od dawna kibice GieKSy mieli prawdziwe wakacje od jeżdżenia po Polsce. Na szlak wróciliśmy wraz z rozpoczęciem roku szkolnego 😉
W smutku z powodu trzech spotkań bez naszego udziału za kompletną bzdurę (kto był na meczu z Bytovią, ten wie, że mogło i powinno (?) dziać się dużo, dużo więcej), panowała ulga, że zakaz nie dotyczył spotkania w Rzeszowie. Ze Stalą nie mierzyliśmy się od końca lat 70., a więc praktycznie wszyscy kibice GieKSy nie pamiętali tamtych meczów. Dodatkowym atutem Rzeszowa jest stadion, który ma pojemny sektor dla gości. Nim jednak przejdziemy do samego spotkania, czas na wprowadzenie tego, co spędzało organizatorom sen z powiek, a każdy telefon powodował przyspieszone bicie serca.
Termin spotkania został wyznaczony na 7 września na godzinę 17:00. Istniała uzasadniona obawa, że mecz ten będzie chciała pokazać telewizja — wtedy data zostałaby zmieniona na niedzielę 8 września na godzinę 13:05. Bardzo długo trwało nim ostatecznie ustalono, że TVP 3 pokaże mecz Olimpii Elbląg ze Zniczem Pruszków. Samo to oczekiwanie na decyzję telewizji powodowało, że nasze rozmowy z PKP były mocno utrudnione, a dla części kibiców problematyczne było załatwienie sobie wolnego w pracy. Niestety nie były to jedyne problemy. We wszystko wmieszał się PZPN i okręgowy związek, który postanowił zorganizować w poniedziałek towarzyski mecz reprezentacji młodzieżowych Polski i Portugalii. W Rzeszowie. Na stadionie Stali. Ostateczna decyzja zapadła bardzo późno, Stal została postawiona pod ścianą. Ktoś może zapytać: co ma poniedziałkowy mecz do sobotniego spotkania? Niestety trochę wydziwiał trener reprezentacji młodzieżowej, który koniecznie chciał mieć nienaruszoną murawę. Stal dwoiła i troiła się, by zorganizować ten mecz w sobotę, ale istniała obawa, że zagramy w środę 18 września. Miejscowemu klubowi nie za bardzo pasowało to ze względów marketingowych — mecz z GKS-em Katowice koniecznie chcieli rozegrać w weekend. Stad propozycja złożona naszemu klubowi, by zagrać w sobotę 7 września w… Katowicach, a rewanż na wiosnę w Rzeszowie. Nasz klub był na to gotowy, ale veto postawiła policja, dla której sobotnim priorytetem było ochranie uczestników parady homoseksualistów. Co ciekawe, policji nie pasowało granie także w niedzielę (pewnie musieli odpoczywać po sobocie…), a i obecność kibiców z Rzeszowa stała pod dużym znakiem zapytania (rzekomo miał to być jeden z warunków rozegrania meczu na Bukowej). Jakby tego było w tle ciągle były ewentualne powołania do reprezentacji młodzieżowych, które powodowałyby przeniesienie spotkania na 18 września. Ostatecznie Stali udało się załatwić zgodę z PZPN, by zagrać ten mecz w sobotę, ale o godzinie 15:00. Przy całym zamieszaniu z terminem spotkania, przesunięcie meczu o dwie godziny nie rodziło aż tak wielkich konsekwencji w naszych rozmowach z PKP. Ten akapit jest oczywiście mocno skrótowy, nie zamieściliśmy w nim wielu innych rozmów, kosmicznych propozycji czy zmieniających się układów. Dość powiedzieć, że na kilka dni przed meczem wydawało się, że będziemy musieli… wszystko odwołać. Jak już wiemy — tak się na szczęście nie stało.
Do Rzeszowa udaliśmy się pociągiem specjalnym. Remonty i korki na torach spowodowały bardzo wczesną godzinę wyjazdu. Z Katowice wyruszyliśmy już o 6:30, by w Rzeszowie zameldować się o 11:30, czyli na 3,5 godziny do meczu. Miejscowi bardzo sprawnie zorganizowali transport dla nas z dworca na stadion (kilka autobusów miejskich, krótki czas jazdy) i… na ponad trzy godziny do meczu zaczęliśmy wchodzić na sektor gości. Trwało to naprawdę ekspresowo, bo praktycznie wszyscy znaleźliśmy się na obiekcie po niecałych 40 minutach. Wśród kibiców nie obce były komentarze, że czas wchodzenia na obiekty w Polsce jest odwrotnie proporcjonalny do czasu przyjazdu pod stadion. Stal stanęła na wysokości zadania także, jeśli chodzi o przygotowanie pod nasz wczesny przyjazd. Na sektorze od początku był gotowy urozmaicony catering dla naszych kibiców. Duże brawa za organizację na „piątkę”, szczególnie że Stal debiutowała organizacyjnie przy tak licznej grupie fanów gości. Miesięczny utarg zrobiły też rzeszowskie pizzerie 😉 Chwilę przed meczem pod sektor podjechała kilkudziesięcioosobowa grupa fanów JKS Jarosław, którzy równie ekspresowo znaleźli się z nami na obiekcie.
Ostatecznie tego dnia w Rzeszowie pojawiło się nas 648 (w tym 6 zakazowiczów). W tej liczbie liczymy już wspomniane wsparcie z Jarosławia (około 80 osób) oraz Banika Ostrava (20). Na starty dostaliśmy 600 biletów, ale ostatecznie wszyscy zainteresowani (642 osoby) znaleźli się na stadionie. Na meczu dobrze oflagowaliśmy nasz sektor i prowadziliśmy ciągły doping. Nie zabrakło także „uprzejmości” z miejscowymi fanami, którzy wywiesili transparent skierowany do fanów Resovii. Kibiców Stali pojawiło się na stadionie rekordowo dużo, jeśli bierzemy pod uwagę tylko ten sezon. Młyn też był liczniejszy niż zazwyczaj. Jednakże z zapowiedzi miejscowych działaczy (celowali w 4 tys. fanów, niektórzy wierzyli w taką liczbę bez wliczania nas do niej), to jednak frekwencja (2813 razem z nami) była pewnie rozczarowaniem. Stal niedługo będzie gospodarzem rzeszowskich derbów i zapewne to spotkanie ma dużo większy priorytet. Po meczu podziękowaliśmy naszym piłkarzom za walkę, oni nam za tak liczbę wsparcie i udaliśmy się w podróż powrotną. Ta przebiegała spokojnie i około 23:00 pojawiliśmy się w Katowicach.
Trwają zapisy na kolejny wyjazd (Garbarnia) – informacje znajdziecie w stowarzyszeniu oraz u przedstawicieli dzielnic i FC. Pamiętajmy jednak, że wcześniej gramy u siebie z Legionovią (14 września, godzina 18:00) i ten mecz każdy fanatyk powinien potraktować priorytetowo. To właśnie takie spotkania są esencją kibicowania, a nie derbowe masówki czy pojedynki z Elaną i Widzewem, na których pojawić się może i chce każdy. Jesteś fanatykiem? Bierz jak najwięcej kolegów i bądź z nami w sobotę na Blaszoku. Ku chwale GieKSy!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Najnowsze komentarze