Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Każdy niesie swój krzyż czyli przegląd doniesień mass mediów na temat GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Decyzją Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN wszystkie kluby II ligi zostały dopuszczone do treningów grupowych, wznowienie rozgrywek II ligi zaplanowano na 03 czerwca 2020. Siatkarze oraz hokeiści mają już przerwę pomiędzy sezonami.
PIŁKA NOŻNA
gol24.pl – Górnik Łęczna wkrótce wraca na boisko. Drugoligowe hity z udziałem zielono-czarnych pokaże telewizja
Do restartu drugiej ligi zostało już tylko 9 dni. Górnik Łęczna ma przed sobą trudny wyjazdowy mecz już na samym początku wznowionych rozgrywek. Pierwszym rywalem zielono-czarnych będzie bezpośredni rywal w walce o awans, GKS Katowice. Starcie dwóch górniczych klubów rozpocznie się 3 czerwca o godzinie 20:00. Prawa do transmisji spotkań drugiej ligi posiada Telewizja Polska. To właśnie konfrontację łęczyńskiego klubu z ekipą ze stolicy Górnego Śląska będzie można obejrzeć TVP.
sportdziennik.pl – Każdy niesie swój krzyż
Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem II-ligowego GKS-u Katowice.
Jakie refleksje towarzyszą trenerowi GieKSy na 10 dni przed wznowieniem rozgrywek II ligi?
Rafał GÓRAK: – Chyba żaden trener nie jest pewny tego, co będzie. Jak drużyna będzie znosić obciążenia meczowe? Jak będzie realizować zadania taktyczne? Czy zwiększy się liczba urazów? Nuta niewiadomej jest naprawdę spora. Odpowiedzi na te pytania przyniesie liga. Najważniejsze, że możemy grać.
W jakiej dyspozycji jest teraz drużyna?
Rafał GÓRAK: – Na temat fizyczności zespołu wiem naprawdę wiele. Codziennie pracujemy na systemie Catapult i to daje jakiś obraz. Nie jestem jakoś bardzo wystraszony czy zaniepokojony, choć na pewno nie można mówić o optymalnej formie fizycznej. Twierdzę, że do niej zawodnicy dojdą po 3-4 rozegranych meczach. Będzie specyficznie, bo gdy już ruszymy, czeka nas tylko kilka pełnych mikrocykli treningowych, gdyż większość śród będzie meczowych. Nasze działania będą zatem polegać na regeneracji, rozruchach.
[…] Pojawiały się głosy, że większy problem niż z motoryką będzie z dyspozycją piłkarską, po tak długim czasie bez futbolówki przy nodze. Coś w tym jest?
Rafał GÓRAK: – Nam akurat w tym zakresie bardzo pomogły treningi, jakie odbywaliśmy dwójkami. Kolejne pary się zmieniały, a my pozostawaliśmy na boisku i z nimi pracowaliśmy. Wtedy zawodnicy mieli wiele kontaktów z piłką, czucie wracało. Po sześciu tygodniach niektórzy nie mieli wyważonej stopy, trzeba to było naprawiać, ale takie sprawy siedzą przecież w tych ludziach głęboko. Jeśli ktoś nauczył się jeździć na rowerze, to gdy wsiądzie na niego po pięciu latach, trudności ma może na pierwszym kilometrze. Potem już wszystko gra.
[…] Ten tydzień to kilka smutnych rocznic – porażek z Kluczborkiem czy Bytovią. To chyba też napędza, by wreszcie dać tym ludziom coś pozytywnego.
Rafał GÓRAK: – Każdy niesie swój krzyż. Rafał Górak ma swoje życie, GieKSa ma swoją historię – w pewnych momentach piękną, a w pewnych momentach smutną. Nasze losy znów się splotły i ważne jest to, co przed nami. Obyśmy malowali wspomnienia żywymi kolorami i po czasie mogli je datować jako te piękne. To wyzwanie i moje małe marzenia. W życiu chyba generalnie jest tak, że więcej się przegrywa niż wygrywa. Trzeba umieć wstać i iść dalej. Wtedy wychodzi cała klasa. Tak jest w życiu Góraka, GieKSy, każdego z nas.
Uśmiecham się, że GieKSa to na tyle specyficzny klub, iż jeśli ma awansować – to właśnie w pandemii i przy pustych trybunach.
Rafał GÓRAK: – (śmiech). W IV lidze też mówiono, że GKS awansował dzięki walkowerom.
[…] Dobrze, że zaczynacie z tak wysokiego „C”, czyli konfrontacji z Górnikiem Łęczna, w której można zyskać, ale też dużo stracić?
Rafał GÓRAK: – Będzie to spotkanie czołowych zespołów tej ligi. I tyle. A czy to lepiej, czy gorzej? Nie wiem. Po prostu przygotowuję zespół do bardzo ważnego meczu, z rywalem, który w tabeli plasuje się przed nami. Tego jesteśmy świadomi, dlatego mamy w sobie pokorę.
Wielu zawodnikom GKS-u 30 czerwca kończą się kontrakty. Czy to jakoś wpływa na funkcjonowanie tej grupy? Jako trener pewnie wolałby pan mieć tę kwestię jak najszybciej załatwioną.
Rafał GÓRAK: – Apeluję do zawodników – a rozmawiam przecież z dorosłymi ludźmi – że w życiu trzeba mieć twardą d… Nie wszystko jest zawsze piękne, miłe i cudowne. Nie zawsze wiemy, co będzie za rok, dwa lata. Przyszłości nie da się w pełni zaplanować. Niekiedy po prostu trzeba brać odpowiedzialność za siebie – jednym meczem, jedną zdobytą bramką. Nieraz na swój moment trzeba poczekać do ostatniej minuty czy nawet sekundy. Powtarzam chłopakom jedno: nie martwcie się. Jeśli nie zawiedziecie, to GKS też was nie zawiedzie.
Czekając na stadiony
Katowiccy kibice z utęsknieniem, ale pewnie i niepokojem wyczekują wieści związanych z budową nowego stadionu w rejonie autostrady A4.
Do 31 maja projektant, firma RS Architekci, ma czas na złożenie projektu i kosztorysu 1. etapu budowy, obejmującego 15-tysięczny stadion, 3-tysięczną halę oraz zagospodarowanie przestrzeni włącznie z budową 2 boisk treningowych i parkingu (łącznie ma kosztować 186 mln zł netto).
30 czerwca to z kolei data złożenia projektu 2. etapu (m.in. 4 boiska), który na raze nie będzie jednak realizowany. Wydział Inwestycji Urzędu Miasta pozostaje w kontakcie z projektantami.
[…] – Aktualnie komisja przetargowa sprawdza kosztorysy ofertowe. Powinno udać się je zweryfikować w przyszłym tygodniu i wtedy będzie można wysłać do wszystkich wykonawców prośbę o wyrażenie zgody na poprawienie pomyłek w kosztorysie – mówi Krzysztof Pieczyński, przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu.
Wykonawca ma zostać wybrany około 30 czerwca, potem pozostali uczestnicy przetargu będą mieli jeszcze 10 dni na odwołanie.
– Postępowanie uprawomocni się około 10 lipca i będzie można zawierać umowę z wykonawcą, co trwa mniej więcej 2 tygodnie. Oczywiście jest to tylko teoria. Jeżeli zajdzie konieczność wyjaśniania jakichkolwiek dokumentów lub odwołanie, to termin wyboru wykonawcy będzie się przesuwał – dodaje Pieczyński.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Pan Adrian zrobił woltę
Adrian Buchowski najpierw został z GKS-u zwolniony, a wczoraj… zawarł roczny kontrakt z katowickim klubem! Podpisał się też pod szczególnym oświadczeniem.
Czyżby koniec zawirowań w GieKSie? Przypomnijmy: kilka tygodni temu, gdy stało się jasne, że z powodu kryzysu wywołanego pandemią klub nie będzie mógł liczyć na tak hojne wsparcie miasta, jak dotychczas, jego szefowie zdecydowali się na radykalne rozwiązania. Zaproponowali zawodnikom obniżenie kontraktów o około 20 procent. Do porozumienia jednak nie doszło i… wybuchł skandal. 30 kwietnia w mediach zrobiło się głośno, bo władze klubu rozesłały kilku zawodnikom i trenerowi wypowiedzenia z datą wsteczną.
Wśród nich był też Adrian Buchowski. Zawodnicy nie kryli oburzenia postępowaniem działaczy i deklarowali walkę w sądzie.
Nie wszyscy jednak zdecydowali się na ten krok. Wygląda na to, że przynajmniej Buchowski i GKS dogadali się. Siatkarz podpisał bowiem z klubem nową umowę. „GKS Katowice osiągnął porozumienie z zawodnikiem co do rozliczenia dotychczasowego kontraktu oraz związał się z nim nową umową, która będzie obowiązywała w kolejnym sezonie”. Buchowski podpisał się też pod wspólnym oświadczeniem, w którym potwierdza, że GKS skutecznie rozwiązał z nim umowę z końcem kwietnia… „Oświadczamy, iż w dniu 19 maja 2020 r. osiągnęliśmy kompromis w zakresie relacji łączącej Pana Adriana Buchowskiego z GKS GieKSa Katowice S.A. Efektem kompromisu było zawarcie porozumienia dotyczącego dokonanego przez GKS GieKSa Katowice S.A. w dniu 30 kwietnia 2020 r. wypowiedzenia umowy o świadczenie usług sportowych z dnia 1 sierpnia 2019 r. oraz zawarcie nowej umowy obejmującej reprezentowanie przez Pana Adriana Buchowskiego barw klubowych GKS Katowice w sezonie 2020/21.
[…] Buchowski to pierwszy zawodnik, który związał się z katowickim klubem. W poprzednich rozgrywkach wystąpił w 21 meczach, w których rozegrał 50 setów i zdobył 82 punkty.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Oświęcimski napastnik na celowniku GieKSy
GKS Katowice szuka wzmocnień. Z naszych informacji wynika, że szefostwo ekipy z alei Korfantego jest zainteresowane pozyskaniem Dariusza Wanata.
[…] Choć trener Nik Zupančič ustawiał go w niższych formacjach, to Wanatowi udało się przekroczyć granicę dwudziestu punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. W 50 starciach zdobył 10 bramek i zaliczył 12 asyst.
Jego dobra postawa zaowocowała też powołaniem do reprezentacji Polski na towarzyski turniej z serii Euro Ice Hockey Challenge, który rozgrywany był w Gdańsku. „Wanacik” zadebiutował w biało-czerwonej koszulce z orłem na piersi w przegranym 0:2 spotkaniu z Węgrami.
Z naszych informacji wynika, że Dariusz Wanat nie podpisał jeszcze nowego kontraktu z Re-Plast Unią Oświęcim. Ten fakt chce wykorzystać szefostwo GKS-u Katowice, które zamierza nakłonić zawodnika do przenosin do stolicy województwa śląskiego.
PHL może rozpocząć się później
Podczas kolejnej wideokonferencji zarządu Polskiego Związku Hokeja na Lodzie z przedstawicielami klubów, skupiono się na przygotowaniach drużyn do kolejnego sezonu.
Kolejny etap łagodzenia obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa spowodował, że drużyny mogą trenować w grupach, w obiektach zamkniętych. Część zespołów skorzystała z takiej możliwości, a niektóre już w czerwcu zamierzają wrócić na lodowiska.
Niestety wciąż niemożliwe jest korzystanie z zaplecza sanitarno-szatniowego, wobec czego hokeiści mają utrudnione zadanie – mówi Mirosław Minkina, prezes PZHL.
[…] W gronie zespołów ekstraligi znajdzie się Kadra PZHL do lat 23., która większość swoich spotkań będzie rozgrywała we wtorki.
Wszystkie mecze sezonu zasadniczego będą transmitowane przez polskihokej.tv.
– Z pewnością przekaz będzie płatny, ale szczegóły dopiero omawiamy. Mamy kilka pomysłów jak pogodzić interesy wszystkich stron. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom kibiców, zamierzamy wprowadzić możliwość wykupienia abonamentów. Spodziewamy się, że część sezonu będzie toczyła się bez publiczności na trybunach, dlatego padła propozycja by wykup całosezonowych transmisji, w późniejszym czasie pozwalał na wymianę na karnety. Ale to dopiero wstępna faza dyskusji i jeszcze wiele pozostało do ustalenia. Chcemy natomiast, by w naszym kanale pojawiał się, bezpłatny i ogólnodostępny, cykliczny magazyn hokejowy, który przedstawiałby najciekawsze ligowe wydarzenia – kończy prezes PZHL.
Kolejne, wirtualne spotkanie zarządu Polskiego Związku Hokeja na Lodzie z przedstawicielami klubów zaplanowano 9 czerwca.
Oficjalnie. Sarnik zostaje na stanowisku
Piotr Sarnik, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, pozostaje trenerem GKS-u Katowice. 43-letni szkoleniowiec podpisał roczną umowę.
– Zdecydowaliśmy się na kontynuację współpracy z trenerem Sarnikiem, ponieważ dobrze zna katowickie środowisko hokejowe. W poprzednim sezonie przejął zespół w trudnym momencie i w naszej opinii dobrze poradził sobie z postawionym przed nim zadaniem. Dlatego uważamy, że uczciwie jest dać mu szansę na poprowadzenie GKS-u Katowice od początku kolejnego sezonu. Dla nas był to oczywisty wybór w obecnej sytuacji – zaznaczył Roch Bogłowski, dyrektor sportowy hokejowej GieKSy.
[…] Debiut Sarnika przypadł de facto na wyjazdowe starcie z Re-Plast Unią Oświęcim, które rozegrano 17 listopada. Katowiczanie wygrali je 1:0 po bramce Nestoriego Lähde. Dwa tygodnie później „Steru” oficjalnie został pierwszym trenerem.
Warto zaznaczyć, że pod jego batutą ekipa z alei Korfantego wygrała w sumie 21 meczów i poniosła 14 porażek.
– Dla mnie to ogromna szansa i bardzo się cieszę, że nadal mogę prowadzić GKS Katowice. Otaczają mnie świetni fachowcy, dlatego uważam, że udźwignę ciężar odpowiedzialności i zrobimy razem, co w naszej mocy, by ta drużyna prezentowała najlepszy poziom – podkreślił Piotr Sarnik.
Dodajmy, że jego asystentem będzie Ireneusz Jarosz, który pełnił do tej pory rolę trenera specjalizującego się w analizach wideo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze