Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Jakub Bochenek: było spore zagrożenie, że nie wystartujemy w rozgrywkach czyli multisekcyjny przegląd mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze w II lidze mężczyzn rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa spotkania. W pierwszym z nich rozegranym, w Legionowie z Legionovią padł remis 2:2. W drugim wygrała GieKSa 2:0 z Garbarnią Kraków. Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, trwają rozmowy z nowymi zawodniczkami/zawodnikami.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Radny chce upamiętnić Furtoka
Z taką interpelacją do prezydenta Marcina Krupy zwrócił się Krzysztof Pieczyński, przewodniczący katowickiej Komisji Kultury, Promocji i Sportu, wyrażając prośbę o udostępnienie przez miasto na ten cel wielkoformatowej powierzchni w widocznym miejscu.
„Jan Furtok od urodzenia po dziś dzień jest mieszkańcem katowickiej Kostuchny. Dzięki swojej piłkarskiej karierze stał się żywą legendą nie tylko katowickiego klubu” – pisze Pieczyński.
„W barwach I drużyny GKS-u rozegrał w najwyższej lidze ponad 200 meczów, zdobywając 85 bramek, do tego dokładał bramki w rozgrywkach pucharowych. Rozsławił również nasz kraj i miasto, grając w niemieckiej Bundeslidze, gdzie zdobył tytuł wicekróla strzelców i do dziś pozostaje drugim polskim strzelcem (po Robercie Lewandowskim) w tej silnej europejskiej lidze.
Jan Furtok rozegrał również 36 spotkań w reprezentacji Polski, w których zdobył 10 bramek. Ze względu na jego osiągnięcia władze GKS-u przed laty zastrzegli numer 9 na koszulce, z którym grał Furtok. Do dziś regularnie pojawia się na meczach GieKSy, a także na innych polskich stadionach, gdzie witany jest z niezwykłym szacunkiem i sympatią” – podkreśla katowicki radny, przypominając, że w ubiegłym roku w Katowicach powstał mural wybitnego alpinisty Jerzego Kukuczki, a teraz można by uhonorować Furtoka.
Co warte podkreślenia, całkowity koszt powstania muralu wezmą na siebie kibice GKS-u.
tylkokobiecyfutbol.pl – Wielka kasa za Puchar Polski. Kto ile dostał ?
Po sobotnich półfinałach poznaliśmy finalistów Pucharu Polski. Już w sobotę na stadionie warszawskiej Polonii Górnik Łęczna zmierzy się z Czarnymi Sosnowiec. Pierwszy raz w historii rozegra się bitwa o czterysta tysięcy złotych, czyli nie jeden budżet ekstraligowej drużyny.
Po wielkich zmianach wiosną zmieniony Puchar Polski otrzymał olbrzymie jak na warunki polskiej kobiecej piłki pieniądze. Każdy zespół począwszy od etapu międzywojewódzkiego, otrzymał gratyfikacje finansowe.
[…] 400000 PLN NETTO – triumfator Pucharu Polski
GKS Górnik Łęczna / Czarni Sosnowiec
100000 PLN NETTO – drużyna przegrana w finale
GKS Górnik Łęczna / Czarni Sosnowiec
40000 PLN NETTO – drużyny, które odpadły w półfinele
KKP Rem Marco Bydgoszcz
TME GROT SMS Łódź
20000 PLN NETTO – drużyny, które odpadły w ćwierćfinale
Tarnovia Tarnów
GKS GieKSa Katowice
Medyk Konin
MKS Olimpia Szczecin
SIATKÓWKA
siatka.org – Jakub Nowosielski nowym rozgrywającym GKS-u Katowice
Rozgrywający Jakub Nowosielski będzie reprezentował GKS Katowice w sezonie 2020/2021 PlusLigi.
– Pracowałem na to kilka dobrych lat, grając w pierwszoligowych zespołach i cieszę się z tego, że będzie mi dane zagrać w Katowicach. Moim celem jest ciągły rozwój i nauczenie się gry na poziomie PlusLigi – mówi pochodzący z Katowic siatkarz.
– Chciałem wrócić do swojego rodzinnego miasta. Pracowałem na to kilka dobrych lat, grając w pierwszoligowych zespołach i cieszę się z tego, że będzie mi dane zagrać w Katowicach. Moim celem jest ciągły rozwój i nauczenie się gry na poziomie PlusLigi. Każda chwila spędzona na boisku będzie dla mnie bardzo cenna – tak skomentował swój transfer Jakub Nowosielski, którą związał się z GKS-em rocznym kontraktem.
Pochodzący z Szopienic 27-letni rozgrywający po raz pierwszy w swojej karierze wystąpi w klubie z Katowic. Dla Nowosielskiego, rywalizującego o miejsce w meczowej szóstce z Janem Firlejem, będzie to debiut na poziomie PlusLigi.
Wychowanek Norwida Częstochowa do tej pory występował na poziomie pierwszej i drugiej ligi siatkarskiej. Nowosielski w swoim siatkarskim CV ma m.in. grę w TKS-ie Tychy, którego szkoleniowcem był aktualny pierwszy trener GKS-u Grzegorz Słaby. Ponadto nowy rozgrywający GieKSy występował w klubach walczących o czołowe lokaty w I lidze i awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Mowa o Pekpolu Ostrołęka, z którym Nowosielski zajął 4. miejsce w rozgrywkach pierwszej ligi w sezonie 2012/2013, a także o KFC Gwardii Wrocław, która w przedwcześnie zakończonym sezonie 2019/2020 uplasowała się na piątej pozycji. Nowy gracz GieKSy ma na swoim koncie także medale mistrzostw Polski młodzików, kadetów i juniorów, a także złoto i brąz akademickich mistrzostw Polski.
Jakub Bochenek: było spore zagrożenie, że nie wystartujemy w rozgrywkach
– Wszelkie spekulacje wokół istnienia sekcji w kolejnym sezonie były głównie rozważaniami medialnymi. W głębi serca wiedzieliśmy, że siatkówka jest do uratowania, ale musi się na to złożyć wiele rzeczy. Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, by wszystkie czynniki się ze sobą zazębiły – mówi Jakub Bochenek, dyrektor siatkarskiego GKS Katowice, czyli klubu PlusLigi, który w ostatnim czasie mierzył się ze sporymi kłopotami wizerunkowymi i zmniejszeniem budżetu.
Kolejny sezon GKS w PlusLidze określił pan z jako „rozgrywki na przetrwanie”. Ma to związek jedynie z kwestią oddziałania pandemii na budżet?
Jakub Bochenek: – Wszystko wiąże się z sytuacją finansową klubu. W obecnych czasach firmy mają poważniejsze wydatki niż sport. Dotyczy to zarówno spółek skarbu państwa, jak i samorządów, które w dużej mierze finansują polską siatkówkę. To jest największe zagrożenie dla klubu. Wszelkie spekulacje wokół istnienia sekcji w kolejnym sezonie były głównie rozważaniami medialnymi. W głębi serca wiedzieliśmy, że siatkówka jest do uratowania, ale musi się na to złożyć wiele rzeczy. Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, by wszystkie czynniki się ze sobą zazębiły. Jesteśmy pewni gry w kolejnych rozgrywkach PlusLigi. Zostały poczynione odpowiednie kroki kadrowe i organizacyjne. Właściciel również chce, by w Katowicach siatkówka stała na wysokim poziomie. Dlaczego ten rok będzie na przetrwanie? Głównie dlatego, że zostaliśmy z zobowiązaniami finansowymi wynikającymi z dwuletnich kontraktów, które w obliczu okrojenia budżetu z powodu pandemii mocno nas obciążały. Umowy dziewięciu siatkarzy praktycznie równały się naszym maksymalnym wydatkom. Udało nam się to jednak posklejać.
Jak realne było zagrożenie, że GKS nie wystartuje w rozgrywkach?
– Zakładany budżet różnił się w kilkudziesięciu procentach od ostatecznego. Istniało spore zagrożenie, że będzie nam trudno wystartować w kolejnych rozgrywkach. Do tej pory byliśmy klubem, który może nie płacił najwięcej, ale zawsze na czas. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której się to zmieni. Poza tym nie pomagały zewnętrzne spekulacje medialne. Nie byliśmy jednak na skraju przepaści, o krok od katastrofy. Nadal jest nam ciężko, ale na chwilę obecną mamy niemal pewność, że uda nam się dokończyć kolejny sezon.
Doszły do mnie anonimowe wiadomości o tym, że poprzedni dyrektor sekcji podpisywał zawyżone kontrakty. Ile było w tym prawdy?
– Nie odniosę się do kwot. Mogę powiedzieć tylko tyle, że kontrakty dwuletnie przy obniżonym budżecie były dla nas sporym obciążeniem. Czy były za wysokie? Każda osoba w tej kwestii na pewno ma inne zdanie. Inaczej patrzy na sprawę dyrektor, inaczej siatkarz, a odmiennie menedżer.
Z boku wyglądało to trochę tak, że klub rozwiązał ważne umowy, bo siatkarze się na coś nie zgadzali. Kiedy przystali na zaproponowane rozwiązania, wrócili do zespołu.
– Nie chcieliśmy i nie chcemy rozważać takich rzeczy w mediach, nie wdawaliśmy się w polemikę. Uznaliśmy, że najlepiej będzie rozwiązać to bezpośrednio z samymi siatkarzami. Skończyło się dobrze. Doszliśmy do kompromisu i to chyba najważniejsze. Być może została mała skaza PR-owa, ale niewykluczone, że kiedyś wszystko zostanie dogłębnie i publicznie wyjaśnione. Póki co nie widzimy takiej konieczności.
Dustin Watten wróci?
– Porządek procesowy trwa. Na razie musimy wstrzymać się z komentarzami.
To znaczy, że rozważany był temat jego powrotu do klubu?
– Temat jest, ale nie wiadomo, jak to się wszystko potoczy. Chcemy załatwić to polubownie.
Sławomir Stolc nowym przyjmującym GKS-u Katowice
Do składu siatkarskiej GieKSy na sezon 2020/2021 PlusLigi dołącza przyjmujący Sławomir Stolc. 27-letni skrzydłowy podpisał roczną umowę z katowickim klubem i tym samym dołączył do grona przyjmujących siatkarskiej GieKSy na kolejny sezon 2020/2021, w którym są Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski i Jakub Szymański.
[…] Nowego przyjmującego siatkarskiej GieKSy czeka powrót do najwyżej klasy rozgrywkowej w Polsce po pięciu latach i ówczesnych występach w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle oraz Effectorze Kielce. Sławomir Stolc, który zaczynał sportową karierę w GKS-u Stoczniowcu Gdańsk, ukończył Szkołę Mistrzostwa Sportowego PZPS w Spale i notował występy w reprezentacji Polski kadetów. Nie jest to ostatnie kadrowe doświadczenie Stolca w karierze, jako że nowy gracz GieKSy w 2014 roku reprezentował nasz kraj w rozgrywkach Ligi Europejskiej. Ponadto 27-latek ma na swoim koncie występy w siatkarskiej Lidze Mistrzów w barwach czeskiej Dukli Liberec, z którą sięgnął po brązowy medal krajowych rozgrywek.
Stolc sięgał także po Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju (2015) w barwach pierwszej drużyny Lotosu Trefla Gdańsk oraz złoto i brąz rozgrywek Młodej Ligi jako gracz młodzieżowej drużyny gdańskiego klubu. Ostatnie sukcesy Sławomira Stolca przypadają na okres jego występów w pierwszej lidze: jako gracz AZS-u Częstochowa triumfował w tych rozgrywkach w 2018 roku i zajął w nich drugie miejsce, rok później w barwach Stali AZS PWSZ Nysa. Ostatnim klubem Stolca był LUK Politechnika Lublin, finiszująca w przedwcześnie zakończonym sezonie 2019/2020 pierwszej ligi na 3. pozycji.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Łotewski defensor wzmocnił GieKSę
Jānis Andersons dołączył do drużyny GKS-u Katowice. 33-letni obrońca, który z reprezentacją Łotwy zagrał na sześciu Mistrzostwach Świata Elity, podpisał roczny kontrakt.
[…] Andersons ma 33 lata i dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi (187 cm, 93 kg). W swoim dorobku ma 10 meczów w KHL, 142 w czeskiej ekstralidze i 37 na zapleczu DEL.
Ostatnie sześć lat spędził na Słowacji (322 spotkania, 11 goli i 45 kluczowych zagrań), gdzie reprezentował barwy Dukli Trenczyn, HKm Zwoleń, MsHK Żylina, HC Nowe Zamki i HC Detva. W barwach tego ostatniego klubu występował w ostatnim sezonie. W 40 konfrontacjach strzelił 2 bramki i zaliczył 6 asyst.
Licencja dla GieKSy
GKS Katowice jako trzeci polski klub otrzymał licencję na grę w PHL w sezonie 2020/2021. Wcześniej zgodę na występy otrzymały GKS Tychy i Comarch Cracovia.
Stary, dobry znajomy. Fraszko ponownie w GieKSie
Potwierdziły się nasze informacje – Bartosz Fraszko wrócił do GKS-u Katowice. 24-letni napastnik podpisał z ekipą z alei Korfantego roczny kontrakt.
Fraszko występował już w GieKSie w latach 2017-2019. Zdobył z tym klubem srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski i zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.
W barwach katowickiego klubu rozegrał w sumie 103 ligowe spotkania, w których zdobył 98 punktów za 38 bramek i 60 asyst. Teraz będzie miał szansę podreperować ten dorobek.
[…] W poprzednim sezonie 24-letni napastnik występował w KH Enerdze Toruń. Był kapitanem tej drużyny i jej czołowym zawodnikiem. W 51 spotkaniach, zdobył 17 bramek i zaliczył 26 asyst. Na ławce kar spędził 22 minuty.
Paszek i Wanat podpisali umowy z GieKSą
Potwierdziły się nasze informacje – Do drużyny Piotra Sarnika dołączył Dariusz Wanat, były gracz Unii Oświęcim. Nową umowę z Klubem podpisał także napastnik Kamil Paszek.
Kamil Paszek to kolejny zawodnik GKS-u, który pozostanie w drużynie z Katowic. Jego kontrakt będzie obowiązywał przez kolejny rok. Wcześniej decyzję o podpisaniu umów na sezon 2020/2021 Polskiej Hokej Ligi podjęli Grzegorz Pasiut, Patryk Krężołek, Oskar Krawczyk, Mateusz Michalski, Filip Starzyński i Patryk Wajda. Do zespołu Piotra Sarnika dołączył także napastnik Dariusz Wanat, który związał się z GieKSą rocznym kontraktem. Przez ostatnie pięć lat występował w Re-Plast Unii Oświęcim. W sezonie 2019/2020 PHL nowy zawodnik hokejowej GieKSy, mierzący 174 cm wzrostu, zanotował 10 bramek i 10 asyst.
Powrót fińskiego środkowego
Kadra GKS-u Katowice powiększa się z każdym dniem. W nowym sezonie w ekipie GieKSy będzie występował Jesse Rohtla, który złożył już podpis pod kontraktem. Oficjalne potwierdzenie tego transferu powinno nastąpić już wkrótce.
W poprzednim sezonie 32-letni środkowy reprezentował barwy JKH GKS-u Jastrzębie. Był ważnym ogniwem ekipy z Leśnej, choć przez sporą część poprzedniego sezonu leczył urazy: najpierw barku, a później kolana. Rozegrał 33 ligowe spotkania, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 20 asyst. Aż 14 punktów zdobył podczas gier w przewagach!
Rohtla w latach 2017-2019 występował już w ekipie GKS-u Katowice. Trener Tom Coolen bardzo mu ufał i ustawiał go w formacjach specjalnych, czyli tych odpowiedzialnych za rozgrywanie przewag i bronienie osłabień.
Urodzony w Lahti zawodnik zdobył z katowickim klubem srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski, a także zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.
Warto też dodać, że zostawił po sobie też bardzo dobre statystyki. W 109 ligowych spotkań strzelił 40 bramek i zanotował 76 asyst, co dało mu w sumie 116 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Teraz będzie miał szansę je wyśrubować.
Wanat: Charakteru mi nie zabraknie
Dariusz Wanat zdecydował się zmienić otoczenie. Po pięciu latach gry w Unii Oświęcim podpisał kontrakt z GKS-em Katowice.
– Pojawiła się taka okazja, więc trzeba było skorzystać. Wszystko fajnie się zapowiada i mam nadzieję, że będzie to dobry krok – powiedział 24-letni napastnik.
Wanat ma za sobą udany sezon. Choć trener Nik Zupančič ustawiał go w niższych formacjach, to walecznemu zawodnikowi udało się zdobyć 10 bramek i zaliczyć 12 asyst. Imponował ambicją, zadziornością i ofiarnością.
Jego dobra postawa zaowocowała też powołaniem do reprezentacji Polski na towarzyski turniej z serii Euro Ice Hockey Challenge, który rozgrywany był w Gdańsku. „Wanacik” zadebiutował w biało-czerwonej koszulce z orłem na piersi w przegranym 0:2 spotkaniu z Węgrami.
– Mogę zapewnić, że charakteru i serca na lodzie z mojej strony nie zabraknie. To mogę obiecać kibicom oraz całemu zarządowi – powiedział Dariusz Wanat, który opowiedział też jak zapamiętał poprzednie mecze z GKS-em Katowice.
– Nigdy to nie były łatwe spotkania. W większości przypadków decydował o nich jeden gol. Mam nadzieję, że teraz -w przeciwną stronę – będzie łatwiej – wyjaśnił.
Oficjalnie. Zieliński dołączył do GieKSy
Mateusz Zieliński, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, dołączył do ekipy GKS-u Katowice. 22-letni defensor podpisał roczny kontrakt.
Wychowanek „Stalowych Pierników” ma za sobą dobry sezon. Grał naprawdę sporo i nieźle wywiązywał się ze swoich obowiązków. W 48 meczach zdobył 12 punktów za 3 bramki i 9 asyst. Warto zaznaczyć, że lepsze liczby od niego wśród toruńskich obrońców zaliczyli tylko Dmitrij Kozłow (18 „oczek) i Jegor Szkodienko (16), ale ten drugi przez długi czas występował też na środku ataku.
– Bardzo się cieszę z powrotu do Katowic. Tworzy się tutaj bardzo fajna drużyna i ciężko było odmówić takiemu klubowi jak GKS. Mam nadzieję, że swoją dobrą grą w defensywie wzmocnię zespół i wspólnie z kolegami sięgniemy po medal – powiedział Mateusz Zieliński.
GieKSa zrezygnowała z Kielera. Zastąpi go młodzieżowy reprezentant Polski
Michał Kieler rozstaje się z ekipą GKS-u Katowice. 24-letni golkiper jest na etapie poszukiwań nowego klubu.
Kieler jest wychowankiem Zagłębia Sosnowiec. Do GieKSy trafił przed sezonem 2018/2019 z PGE Orlika Opole. Od tamtego czasu rozegrał w ekipie z alei Korfantego zaledwie 16 meczów, w których bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 92,1 procent i wpuszczał średnio 1,43 gola na mecz.
– „Idź przez życie z podniesionym czołem, a nie z zadartym nosem”. Dziękuję za dwa mile spędzone sezony w barwach GIEKSY. Coś się skończyło, oby się tylko coś zaczęło… – napisał w na swoim profilu na Facebooku 24-letni bramkarz.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Michał Kieler ostatecznie nie znalazł się w planach szefostwa klubu na nowy sezon. Jego miejsce ma zająć Maciej Miarka.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Najnowsze komentarze