Dołącz do nas

Piłka nożna

Jak radzą sobie hamulcowi i reszta..

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W letnim okienku transferowym zgodnie z zapowiedzią dokonano rewolucji kadrowej. Jak prezentują się zwodnicy sprowadzeni do GieKSy, każdy widzi. A dziś dowiecie się jak sprawują się piłkarze, którzy opuścili GieKSę.

Łukasz Budziłek
Ten transfer bolał najbardziej. Straciliśmy pewny punkt drużyny i to na dodatek na rzecz Legii Warszawa. Budziłek zawsze był ambitnym zawodnikiem, transfer miał mu pomóc w zwojowaniu Ekstraklasy, Ligi Europejskiej a nawet pomóc w przebiciu się do kadry narodowej. Wyszło niestety fatalnie. Budziłek przegrał walkę z Kuciakiem a nawet z Konradem Jałochą. W ciągu tych kilku miesięcy Łukasz rozegrał zaledwie 5 spotkań w.. III ligowych rezerwach Legii Warszawa. Finansowe eldorado w zamian za ławkę.

Bartłomiej Chwalibogowski
W Katowicach Bartek nigdy zawrotnej kariery nie zrobił. Był typowym średniakiem, który dostosował się do poziomu drużyny. Nikt jednak nie spodziewał się, że tak doświadczony zawodnik kończyć karierę będzie w IV ligowej Unii Ząbkowice. Ze strony Unii ciężko dowiedzieć się jak radzi sobie Bartek. Jedyną informację którą znaleźliśmy to ta: „Przeciwko Przyszłości nie zagrał Bartłomiej Chwalibogowski, który wraz z wysłannikiem Olympique Marsylii udał się na mecz Śląska Wrocław.” ?!

Adrian Napierała
Drugi z weteranów i filar naszej defensywy. Dla tego zawodnika zawsze pozostanie sentyment ze względu na serce, które oddał na boisku. Adrian miał możliwość kontynuowania kariery w Katowicach jako trener, zawodnik zdecydował się jednak jeszcze pokopać trochę w piłkę w niższej lidze. Adrian trafił do II ligowej Puszczy Niepołomice i tam stał się czołową postacią. Niepołomiczanie na dzień dzisiejszy zajmują 14. miejsce w tabeli. Jednak większość swoich meczów w związku z przeprowadzaną modernizacją stadionu odbywa się na terenie rywala.

Dominik Sadzawicki
Transfer, który wzbudza najwięcej kontrowersji. Młody Sadza został uznany za zbędne ogniwo i oddany za darmo Górnikowi. Tam szczęście mu dopisało i już w pierwszym meczu zmienił kontuzjowanego Szeweluchina. Do teraz miejsca w składzie nie oddał, dodatkowo zaliczył kilka spotkań w kadrze narodowej U-21. Sadzawicki w GieKSie nie osiągnąłby tyle co w Zabrzu z jednego prostego powodu. W Górniku ma od kogo się uczyć, ma kto go ustawić i przede wszystkim odpowiedzialny jest tylko i wyłącznie za defensywę bez ofensywnych zrywów.

Rafał Figiel
Jedyny piłkarz, który z linii pomocy nie został zdegradowany do niższej ligi. Niestety Rafał nie wykorzystuje danej mu drugiej szansy i nie potrafi wybić się w Chrobrym Głogów. W 14. kolejkach zdołał zagrać zaledwie 89. minuty i mówiąc najdelikatniej – nie zabłysnął.

Grzegorz Fonfara
Mimo prób pozbycia się na stałe Grzegorza z drużyny, naszemu klubowi udało się zaledwie wypożyczyć pomocnika do Rybnika. ROW Rybnik, który ma aspiracje by powrócić do I ligi zmontował solidną pakę, a Grzegorz stał się ważnym ogniwem w drużynie. Rybniczanie zajmują drugą lokatę, a Grzegorz pochwalić się może dwoma trafieniami. Oby Fonfi pozostał już tam na stałe.

Tomasz Wróbel
Nasz były pomocnik również zdecydował się kontynuować karierę w II lidze. Mimo podobno ofert z I ligi Wróbel wybrał Rozwój Katowice. Tak jak Grzegorz, Tomek stał się ważnym filarem katowickiego zespołu, który niespodziewanie włączył się do walki o awans do I ligi. Rozwój zajmuje trzecią lokatę a Wróbel trafił do siatki już czterokrotnie.

Janusz Gancarczyk
Ten nieokrzesany zawodnik długo nie potrafił znaleźć sobie klubu. Mimo swojego doświadczenia i nie ukrywajmy sporych umiejętności Janusz wylądował zaledwie w III-ligowym MKS Oława, a po kilku kolejkach przeniósł się również do III-ligowej Odry Opole. Tam już minutę po wejściu na boisku trafił do bramki rywala. Janusz kontynuuje znakomitą passe strzelecką, zdobywając łącznie 9 bramek. Odra Opole zajmuje II miejsce w tabeli.

Dominik Cieszyński
Klub pozwolił Dominiakowi rozwijać się w III-ligowym Górniku Wesoła, do którego został wypożyczony. Cieszyński do tej pory zaliczył aż 10 występów, ale nigdy w pewnym wymiarze czasowym. Górnik Wesoła walczy o utrzymanie w lidze, zajmując 15. miejsce w tabeli (na 20 pozycji)

Elvist Ciku
Zawodnik, który nie dostał wielu szans na zaprezentowanie się w GieKSie postanowił kontynuować karierę w lidze czeskiej a dokładnie w II ligowym FC Taborska. Drużyna ta ma aspiracje by awansować do I ligi. Ciku jednak ma problemy by przebić się do składu. Udało to mu się dopiero w 6. kolejce, ale gra zaledwie ogony.

Arkadiusz Kowalczyk

Mimo dobrej gry na wypożyczeniu w Nadwiślanie Góra, trener Moskal nie dał szans Arkowi w GieKSie i wysłał go na kolejne wypożyczenie. Tym razem do III-ligowej Skry Częstochowa. Kowalczyk gra regularnie i zdobył do tej pory 4 bramki a jego zespół plasuje się na czwartej pozycji.

Szymon Skrzypczak
Nasz wirtuoz po zakończonym wypożyczaniu wrócił do Górnika Zabrze. Stamtąd został przeniesiony do III ligowych rezerw i w tej drużynie gra pierwsze skrzypce. W 14. kolejkach trafił aż 11-krotnie do bramki rywala. Daje to mu drugie miejsce w klasyfikacji strzelców.

Michał Zieliński
Doświadczony napastnik został wypożyczony do III ligowej Polonii Bytom. Drużyna Zielińskiego walczy z zespołem Janusza Gancarczyka o awans do II ligi. Póki co lepsza jest Polonia, która znajduje się na czele tabeli. Michał Zieliński jest najlepszym strzelcem w swojej drużynie, na swoim koncie ma już 8 bramek.

Reasumując. Po za Dominikiem, żaden z byłych piłkarzy nie osiągnął awansu sportowego po odejściu z GieKSy. Chyba, że weźmiemy pod uwagę wyniki osiągnięte w niższych ligach ale czy to jest szczyt ambicji zawodników, którzy mieli dać nam awans?

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    kibic

    16 października 2014 at 19:49

    i niech Moskal odpowie dlaczego pozbyl sie podstawowych zawodnikow a sciagnol wiekszosci nie udacznikow lub pilkarzy do rezerw to jest specjalna robota Cygana i tego durnia trenera,o awansie mozemy zapomniec na kolejne lata,znowu latem wymysla przebudowanie druzyny na nastepnych oslow,my musimy placic wyplaty wyporzyczonym pilkarzom do innych klubow gdzie graja niezle a co my z tego mamy ,wielkie gowno i durnia Moskala,czy Cygan powie gdzie te obiecane znane nazwiska co mieli wzmocnic od razu pierwszy sklad,kto nas robi za idiotow,kto zato odpowie

  2. Avatar photo

    koles1989

    16 października 2014 at 22:53

    1. Ci nieudacznicy osiągają ten sam wynik sportowy co byli podstawowi zawodnicy, którzy zgarniali co miesiąc o kilka tysięcy więcej wypłaty.
    2. Cygan i Moskal ściągnęli zawodników, którzy byli wybijającymi się zawodnikami w swoich poprzednich klubach. Dlaczego nie wypaliło? To ciężko ocenić.
    3. Skąd wiesz kto płaci wypłaty wypożyczonym zawodnikom? Wydaje mi się, że jest to 50 na 50.

  3. Avatar photo

    kibic

    17 października 2014 at 13:06

    Tak to prawda ze placimy 50 procent wyplat wypozyczonym pilkarzom,a z tymi zawodnikami co sciagneli do klubu to ktory byl wybijajacym sie pilkarzem,Nawrot napewno nie Wieczorek,buczek tez nie,na plus Bodziony tylko,moze Pilarz reszta nie wiec gdzie te wzmocnienia Gdyby to sie Dzialo za Mariana Dziurowicza to polowa by znich dawno wyleciala razem z trenerem niestety Cygan nas oklamuje mowi o glosnych wzmocnieniach i gdzie one,tren bez wizji gry,druzyna niama zadnego stylu dawniej juz dawno bylo by spotkanie z kibicami nawet Dziurowicz nas szanowal nowy zarzad nie maja nas gdzies i nasz klub zreszta to widac po frekfencji na stadionie ludzie maja juz tego dosc wystarczy popatrzec na blaszok jest pusty kto mi odpowie czyja to wina i kto zato odpowiada

  4. Avatar photo

    Lukas

    17 października 2014 at 16:21

    Budziłek w środe widziany w Pomarańczy. Oczywiście udawał, że to nie on.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga