Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
GieKSa wróciła do treningów czyli doniesienia mass mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W sekcji piłkarskiej w ubiegłym tygodniu skończyły się urlopy – drużyny wróciły do treningów, męska część sekcji wyjechała już na zgrupowanie do Bielska-Białej, które zakończy dzisiaj sparingiem z Rekordem Bielsko-Biała.
Siatkarze, korzystając z okazji, że następny mecz ligowy rozegrają dopiero w niedzielę 19 stycznia, zagrali sparing z Alruon Virtu CMC Zawiercie.
Hokeiści kończą fazę zasadniczą ligowych rozgrywek: w ubiegłym tygodniu drużyna rozegrała (i wygrała) dwa spotkania, z Podhalem (na wyjeździe) 3:2 i w Satelicie z JKH GKS-em Jastrzębie 2:0.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – GieKSa wróciła do treningów
We wtorek 7 stycznia piłkarki ekstraligowego GKS-u Katowice wróciły do treningów i zaczęły budować formę na wiosnę.
Tutaj GieKSa wciąż walczy o ligowy medal oraz wciąż liczy na laury w Pucharze Polski, zwłaszcza że już na etapie ćwierćfinału odpadnie ktoś z pary Górnik Łęczna – Medyk Konin.
Piłkarki Witolda Zająca rozpoczęły od testów, później przeniosły się na boisku. Pierwszy sparing rozegrają z Tarnovią, tydzień później czeka je mecz z Resovią. Początek lutego to już sparingowe starcia z Górnikiem Łęczna i AZS PWSZ Wałbrzych. Po nich już starcia w Pucharze Polski z TME SMS-em Łódź. Ekstraliga wraca 29 lutego. W 12. kolejce GieKSa zagra w Sosnowcu z Czarnymi.
19 stycznia – sparing z Tarnovią Tarnów, godz. 11:00 (wyjazd)
26 stycznia – sparing z Resovią Rzeszów, godz. 13.00 (wyjazd)
1 lutego – sparing z Górnikiem Łęczna godz. 14.00 (dom)
8 lutego – sparing z AZS-em PWSZ Wałbrzych godz. 13.00 (dom)
16 lutego – 1/4 Pucharu Polski z SMS-em Łódź (dom)
20 lutego – rewanż 1/4 Pucharu Polski z TME GROT SMS Łódź (wyjazd)
sportdziennik.com – Autograf napastnika
Nowym zawodnikiem GieKSy został Piotr Kurbiel. Zgodnie z naszymi doniesieniami, niespełna 24-letni napastnik złożył w poniedziałek podpis pod 1,5-rocznym kontraktem z klubem z Bukowej. Trafił do Katowic na zasadzie transferu definitywnego z Błękitnych Stargard, w barwach których strzelił minionej jesieni 9 goli.
I jeszcze sześciu
Sześciu zawodników występujących na co dzień w niższych klasach rozgrywkowych rozpoczęło wczoraj testy w GieKSie. To 20-letni pomocnik Jarosław Czernysz z III-ligowej Polonii Bytom, 17-letni pomocnicy Mateusz Flak i Konrad Machalski z IV-ligowej Unii Dąbrowa Górnicza, 19-letni pomocnik Patryk Kieliś z IV-ligowego Orła Piaski Wielkie, 22-letni napastnik Szymon Królak z IV-ligowego Drzewiarza Jasienica oraz 21-letni pomocnik Filip Maziarz z IV-ligowego Gwarka Ornontowice.
Grupa ta została wyselekcjonowana – jak tłumaczy trener Rafał Górak – poprzez obserwację meczów w niższych ligach czy opinii znajomych ludzi. Część katowiczanie widzieli już w akcji na żywo.
[…] Testowani zawodnicy trenują z katowicką młodzieżą, II-ligowy zespół od poniedziałku przygotowuje się do rundy wiosennej we własnym gronie, uzupełnionym o zakontraktowanego napastnika Piotra Kurbiela oraz trzech kolejnych sprawdzanych graczy: bramkarza Łukasza Konefała ze Stali Stalowa Wola, obrońcę Oktawiana Obuchowskiego ze Skry Częstochowa i pomocnika Kamila Bętkowskiego z Gwarka Tarnowskie Góry.
Już pod Klimczokiem
Trzech testowanych zawodników pojechało wczoraj w południe z GieKSą na kilkudniowe zgrupowanie do Bielska-Białej
To pomocnik Kamil Bętkowski z Gwarka Tarnowskie Góry, bramkarz Łukasz Konefał ze Stali Stalowa Wola oraz obrońca Oktawian Obuchowski ze Skry Częstochowa. – Tak ustaliliśmy już na samym wstępnie, że czeka ich 8-dniowy okres weryfikacji. Nieprzypadkowo zaczęli przygotowania z pierwszym zespołem. W poniedziałek o 11.00 gramy z Rekordem Bielsko-Biała i to będzie moment, który pozwoli nam podjąć decyzję – mówi Robert Góralczyk, dyrektor sportowy II-ligowca z Katowic.
Z zespołem pod Klimczok nie ruszył z kolei żaden z sześciu sprawdzanych w ostatnich dniach młodych zawodników z niższych lig, którzy już w grudniu przeszli w GKS-ie badania wydolnościowe, a w tym tygodniu trenowali z zespołem juniorów.
– Nie można powiedzieć, że ktoś się nie sprawdził. Uznaliśmy jednak, że lepiej, jeśli będą nadal funkcjonowali w swoich strukturach. To nieprzypadkowi młodzi ludzie. Aby jednak komuś móc coś zaproponować, trzeba dać perspektywę szansy zaistnienia w pierwszej drużynie. W tej chwili byłoby im trudno o minuty, a trudno o rozwój, jeśli tylko trenujesz, bo nic nie zastąpi rywalizacji na boisku. Będziemy ich monitorować i może nadejdzie moment, kiedy rola któregoś z nich będzie mogła być większa niż co najwyżej epizodyczna – tłumaczy dyrektor Góralczyk.
Trener Rafał Górak zabrał do Bielska młodego wychowanka klubowej akademii, Dacjana Strzeleckiego. Nie pojechali z drużyną Thomas Skiba, który może zostać wypożyczony do IV-ligowego Gwarka Ornontowice, a także rekonwalescent Dominik Bronisławski i narzekający na uraz Radek Dejmek. W przypadku Czecha mowa o kłopotach zdrowotnych, których nabawił się jeszcze w poprzedniej rundzie.
Stadion, projektant, matematyka
Już nie ponad 560, a niespełna 400 mln zł brutto wynieść ma budowa stadionu i kompleksu sportowego w Katowicach według kosztorysu inwestorskiego. RS Architekci, projektanci odpowiedzialni za tę inwestycję, jeszcze w ubiegłym roku złożyli w Urzędzie Miasta poprawiony kosztorys. Zobowiązało ich do tego miasto, zarzucając, że projekt (za których UM ma zapłacić ponad 7 mln zł) jest niezgodny z umową.
[…] „W odpowiedzi na nasze wezwanie dotyczące rażącego przekroczenia kosztów planowanej inwestycji otrzymaliśmy pismo od projektanta stadionu – spółki RS Architekci” – informuje nas miasto za pośrednictwem rzecznik prasowej Ewy Lipki. „Dokument jest przez nas drobiazgowo analizowany pod kątem merytorycznym, prawnym i finansowym. Ta szczegółowość i wnikliwość jest potrzebna tym bardziej, że w swoim piśmie projektant kilkukrotnie posługuje się różnymi kwotami dotyczącymi planowanego kosztu inwestycji – a dwie z nich pozwalają kolejny raz stwierdzić, że matematyka nie jest dziedziną, w której projektant czuje się pewnie. Dlatego dokument weryfikujemy skrupulatnie. Na tym etapie możemy potwierdzić, że projektant zmienił kwotę, jaką przekazał nam w pierwotnym kosztorysie pod koniec listopada – z 561,2 mln zł na 396,6 mln zł, powołując się na „oczywistą omyłkę rachunkową”. O dalszych krokach w tej sprawie będziemy na bieżąco informować media i mieszkańców Katowic” – zapewnia nas katowicki magistrat.
Termin, w jakim miasto ma odnieść się do nowego kosztorysu względem firmy RS Architekci, to 21 dni. Ta budząca wśród wielu kibiców niesmak sprawa nabierze zatem tempa jeszcze w styczniu. Nadmieńmy, że w tym roku ma rozpocząć się budowa nie tylko „reprezentacyjnego” stadionu miejskiego, ale też obiektu przy ul. Asnyka w dzielnicy Piotrowice, dedykowanego Klubowi Sportowemu Rozwój.
Jesienią 2019 miasto przyznawało, że przetarg na generalnego wykonawcę tej inwestycji (ma być współfinansowana z tego samego kredytu, co stadion miejski) zostanie rozpisany w I kwartale 2020. „Trwają przygotowania do procedury przetargowej. Kiedy termin będzie znany – poinformujemy o tym fakcie mieszkańców i media” – przekazuje Urząd Miasta. Koszt tej inwestycji szacowany jest na 42 mln złotych.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice z Alruon Virtu CMC Zawiercie na remis
[…] W sparingu zmierzyły się ze sobą siatkarze GKS-u Katowice oraz Aluron Virtu CMC Zawiercie.
Chociaż to Aluron Virtu CMC Zawiercie miał prowadzenie na początku spotkania (8:7), to szybko inictywa przeszła na stronę gospodarzy meczu (16:12). Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie mieli problemów z utrzymaniem swojej zaliczki, pewnie wygrywając premierową odsłonę 25:19. Katowiczanie wyraźnie dominowali w tej partii w ofensywie, kończąc 60% swojej skuteczności. Do tego trzy razy zapunktowali blokiem i dodali do swojego dorobku dwa asy serwisowe.
Drugi set lepiej rozpoczęli siatkarze z Katowic, ale żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć, gra cały czas była wyrównana i obie ekipy grały na styku (15:16). Rozstrzygnięcie w tej części meczu przyniosła dopiero gra na przewagi, w której minimalnie lepsi byli siatkarze ze stolicy Śląska, ponownie byli oni bardziej skuteczni w ataku.
Znów dwa punty więcej na swoim koncie na początku meczu mieli gracze z Katowic, ale zawiercianie cały czas trzymali się blisko rywali (15:16). Dopiero w kluczowym momencie piąty bieg wrzucił czwarty zespół poprzedniego sezonu PlusLigi i triumfował 25:22. Niewiele zmieniło się w secie numer cztery, w którym cały czas żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć dość wyraźnie. Raz lepsi byli gracze GKS-u Katowice (16:15), raz Aluron Virtu CMC Zawiercie (21:20). Ostatecznie to właśnie goście z Zawiercia byli w stanie przechylić na swoją stronę wygraną w tej partii i całe spotkanie zakończyło się remisem 2:2.
Obie drużyny skończyły 49% swoich akcji w ofensywie, choć GKS Katowice przyjmował o wiele lepiej. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza co prawda posłali na stronę rywali 6 asów serwisowych, ale popsuli aż 24 zagrywki. Liderem GKS-u był Wiktor Musiał, który zapisał na swoim koncie 21 oczek, kończąc mecz z ratio +14.
GKS Katowice – Aluron Virtu CMC Zawiercie 2:2 (25:19, 27:25, 22:25, 23:25)
HOKEJ NA LODZIE
sportowepodhale.pl – Zabrakło cierpliwości
[…] Po rzuceniu krążka przez arbitra już nie było tak miło. Goście zaatakowali jakby był to mecz o życie i szybko objęli prowadzenie. W zamieszaniu podbramkowym Rajamaki wepchnął krążek do bramki. W 6 minucie było już 2:0 dla katowiczan, którzy wykorzystali grę w przewadze. Kolusz spod niebieskiej wrzucił krążek na bramkę, a Krężołek zmienił jego lot. Gospodarzom szybko nadarzyła się okazja do złapania kontaktu, lecz podczas gry w przewadze, nie tylko, brakowało im cierpliwość. Zbyt szybko chcieli pokonać Rahma, a – jak mówi przysłowie – co nagle to po diable. Ich ataki były jednostajne, bez przyspieszenia i nawet gdy rywal popełniał błędy w obronie, potrafił je skorygować.
[…] W drugiej tercji „pan” chaos rządził na tafli. Hokeiści mieli ogromne problemy ze zmuszeniem krążka do posłuszeństwa, podania nie znajdowały adresatów, składne akcje można było policzyć na pacach jednej ręki. Często też nerwy puszczały graczom i dochodziło do przepychanek. Na pocieszenie trzy razy krążek lądował w bramce, dwukrotnie po błędach bramkarzy.
[…] Podhale indywidualnymi akcjami, skazanymi na niepowodzenie, próbowało rozmontować defensywę przeciwnika. Katowiczanie z łatwością rozbijali te ataki. Już na początku trzeciej odsłony górale ,mieli idealną okazję do wyrównania (Sulka). Z kolei przyjezdni grając w osłabieniu mieli ogromną szasnę postawić kropkę nad „i”, lecz Kolusz przestrzelił w wymarzonej sytuacji. 2:57 sekund przed końcem Podhale wycofało bramkarza, ale ten manewr, mimo i przez niemal cały czas gra toczyła się w tercji rywala, nie przyniósł im efektu.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 2:3 (0:2, 2:1, 0:0)
jasnet.pl – Ciasno jak w… czołówce PHL
[…] W niedzielny wieczór podopieczni trenera Roberta Kalabera przegrali na wyjeździe z GKS Katowice 0:2 (0:0, 0:0, 0:2), a oba gole dla rywali zdobył Grzegorz Pasiut, który zresztą kilka lat temu występował w Jastrzębiu.
[…] Mecz w Katowicach był niezwykle wyrównany i równie dobrze mógł skończyć się wygraną jastrzębian. Obie ekipy stoczyły walkę „cios za cios”, jednak za sprawą świetnej formy bramkarzy (Robin Rahm i Ondrej Raszka wybronili ponad sześćdziesiąt uderzeń!) rezultat nie zmieniał się aż do 51. minuty. Faktem jest niestety, że na początku nasi hokeiści zmarnowali kapitalną okazję do objęcia prowadzenia (podwójna przewaga przez ponad minutę), natomiast w trzeciej popełnili jeden błąd, który okazał się decydujący.
Podobnie jak to już miało miejsce, rywal strzelił naszej drużynie gola tuż po tym, jak podopieczni Roberta Kalabera tłamsili go przez dwie minuty w przewadze. Dokładnie tak było w niedzielny wieczór – w 49. minucie Nestori Lahde za zahaczanie udał się na ławkę kar, a gdy wrócił na lód, to zaledwie osiem sekund później katowiczanie zdobyli decydującą bramkę. Co więcej, to właśnie Lahde wraz z Grzegorzem Pasiutem wyprowadził ten cios. Na finiszu JKH GKS poszedł na całość, więc bramka na 2:0 (gdy Raszka zjechał już z lodu) była tylko tego efektem.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:0 (0:0, 0:0, 2:0)
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Najnowsze komentarze