Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
GieKSa wróciła do treningów czyli doniesienia mass mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W sekcji piłkarskiej w ubiegłym tygodniu skończyły się urlopy – drużyny wróciły do treningów, męska część sekcji wyjechała już na zgrupowanie do Bielska-Białej, które zakończy dzisiaj sparingiem z Rekordem Bielsko-Biała.
Siatkarze, korzystając z okazji, że następny mecz ligowy rozegrają dopiero w niedzielę 19 stycznia, zagrali sparing z Alruon Virtu CMC Zawiercie.
Hokeiści kończą fazę zasadniczą ligowych rozgrywek: w ubiegłym tygodniu drużyna rozegrała (i wygrała) dwa spotkania, z Podhalem (na wyjeździe) 3:2 i w Satelicie z JKH GKS-em Jastrzębie 2:0.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – GieKSa wróciła do treningów
We wtorek 7 stycznia piłkarki ekstraligowego GKS-u Katowice wróciły do treningów i zaczęły budować formę na wiosnę.
Tutaj GieKSa wciąż walczy o ligowy medal oraz wciąż liczy na laury w Pucharze Polski, zwłaszcza że już na etapie ćwierćfinału odpadnie ktoś z pary Górnik Łęczna – Medyk Konin.
Piłkarki Witolda Zająca rozpoczęły od testów, później przeniosły się na boisku. Pierwszy sparing rozegrają z Tarnovią, tydzień później czeka je mecz z Resovią. Początek lutego to już sparingowe starcia z Górnikiem Łęczna i AZS PWSZ Wałbrzych. Po nich już starcia w Pucharze Polski z TME SMS-em Łódź. Ekstraliga wraca 29 lutego. W 12. kolejce GieKSa zagra w Sosnowcu z Czarnymi.
19 stycznia – sparing z Tarnovią Tarnów, godz. 11:00 (wyjazd)
26 stycznia – sparing z Resovią Rzeszów, godz. 13.00 (wyjazd)
1 lutego – sparing z Górnikiem Łęczna godz. 14.00 (dom)
8 lutego – sparing z AZS-em PWSZ Wałbrzych godz. 13.00 (dom)
16 lutego – 1/4 Pucharu Polski z SMS-em Łódź (dom)
20 lutego – rewanż 1/4 Pucharu Polski z TME GROT SMS Łódź (wyjazd)
sportdziennik.com – Autograf napastnika
Nowym zawodnikiem GieKSy został Piotr Kurbiel. Zgodnie z naszymi doniesieniami, niespełna 24-letni napastnik złożył w poniedziałek podpis pod 1,5-rocznym kontraktem z klubem z Bukowej. Trafił do Katowic na zasadzie transferu definitywnego z Błękitnych Stargard, w barwach których strzelił minionej jesieni 9 goli.
I jeszcze sześciu
Sześciu zawodników występujących na co dzień w niższych klasach rozgrywkowych rozpoczęło wczoraj testy w GieKSie. To 20-letni pomocnik Jarosław Czernysz z III-ligowej Polonii Bytom, 17-letni pomocnicy Mateusz Flak i Konrad Machalski z IV-ligowej Unii Dąbrowa Górnicza, 19-letni pomocnik Patryk Kieliś z IV-ligowego Orła Piaski Wielkie, 22-letni napastnik Szymon Królak z IV-ligowego Drzewiarza Jasienica oraz 21-letni pomocnik Filip Maziarz z IV-ligowego Gwarka Ornontowice.
Grupa ta została wyselekcjonowana – jak tłumaczy trener Rafał Górak – poprzez obserwację meczów w niższych ligach czy opinii znajomych ludzi. Część katowiczanie widzieli już w akcji na żywo.
[…] Testowani zawodnicy trenują z katowicką młodzieżą, II-ligowy zespół od poniedziałku przygotowuje się do rundy wiosennej we własnym gronie, uzupełnionym o zakontraktowanego napastnika Piotra Kurbiela oraz trzech kolejnych sprawdzanych graczy: bramkarza Łukasza Konefała ze Stali Stalowa Wola, obrońcę Oktawiana Obuchowskiego ze Skry Częstochowa i pomocnika Kamila Bętkowskiego z Gwarka Tarnowskie Góry.
Już pod Klimczokiem
Trzech testowanych zawodników pojechało wczoraj w południe z GieKSą na kilkudniowe zgrupowanie do Bielska-Białej
To pomocnik Kamil Bętkowski z Gwarka Tarnowskie Góry, bramkarz Łukasz Konefał ze Stali Stalowa Wola oraz obrońca Oktawian Obuchowski ze Skry Częstochowa. – Tak ustaliliśmy już na samym wstępnie, że czeka ich 8-dniowy okres weryfikacji. Nieprzypadkowo zaczęli przygotowania z pierwszym zespołem. W poniedziałek o 11.00 gramy z Rekordem Bielsko-Biała i to będzie moment, który pozwoli nam podjąć decyzję – mówi Robert Góralczyk, dyrektor sportowy II-ligowca z Katowic.
Z zespołem pod Klimczok nie ruszył z kolei żaden z sześciu sprawdzanych w ostatnich dniach młodych zawodników z niższych lig, którzy już w grudniu przeszli w GKS-ie badania wydolnościowe, a w tym tygodniu trenowali z zespołem juniorów.
– Nie można powiedzieć, że ktoś się nie sprawdził. Uznaliśmy jednak, że lepiej, jeśli będą nadal funkcjonowali w swoich strukturach. To nieprzypadkowi młodzi ludzie. Aby jednak komuś móc coś zaproponować, trzeba dać perspektywę szansy zaistnienia w pierwszej drużynie. W tej chwili byłoby im trudno o minuty, a trudno o rozwój, jeśli tylko trenujesz, bo nic nie zastąpi rywalizacji na boisku. Będziemy ich monitorować i może nadejdzie moment, kiedy rola któregoś z nich będzie mogła być większa niż co najwyżej epizodyczna – tłumaczy dyrektor Góralczyk.
Trener Rafał Górak zabrał do Bielska młodego wychowanka klubowej akademii, Dacjana Strzeleckiego. Nie pojechali z drużyną Thomas Skiba, który może zostać wypożyczony do IV-ligowego Gwarka Ornontowice, a także rekonwalescent Dominik Bronisławski i narzekający na uraz Radek Dejmek. W przypadku Czecha mowa o kłopotach zdrowotnych, których nabawił się jeszcze w poprzedniej rundzie.
Stadion, projektant, matematyka
Już nie ponad 560, a niespełna 400 mln zł brutto wynieść ma budowa stadionu i kompleksu sportowego w Katowicach według kosztorysu inwestorskiego. RS Architekci, projektanci odpowiedzialni za tę inwestycję, jeszcze w ubiegłym roku złożyli w Urzędzie Miasta poprawiony kosztorys. Zobowiązało ich do tego miasto, zarzucając, że projekt (za których UM ma zapłacić ponad 7 mln zł) jest niezgodny z umową.
[…] „W odpowiedzi na nasze wezwanie dotyczące rażącego przekroczenia kosztów planowanej inwestycji otrzymaliśmy pismo od projektanta stadionu – spółki RS Architekci” – informuje nas miasto za pośrednictwem rzecznik prasowej Ewy Lipki. „Dokument jest przez nas drobiazgowo analizowany pod kątem merytorycznym, prawnym i finansowym. Ta szczegółowość i wnikliwość jest potrzebna tym bardziej, że w swoim piśmie projektant kilkukrotnie posługuje się różnymi kwotami dotyczącymi planowanego kosztu inwestycji – a dwie z nich pozwalają kolejny raz stwierdzić, że matematyka nie jest dziedziną, w której projektant czuje się pewnie. Dlatego dokument weryfikujemy skrupulatnie. Na tym etapie możemy potwierdzić, że projektant zmienił kwotę, jaką przekazał nam w pierwotnym kosztorysie pod koniec listopada – z 561,2 mln zł na 396,6 mln zł, powołując się na „oczywistą omyłkę rachunkową”. O dalszych krokach w tej sprawie będziemy na bieżąco informować media i mieszkańców Katowic” – zapewnia nas katowicki magistrat.
Termin, w jakim miasto ma odnieść się do nowego kosztorysu względem firmy RS Architekci, to 21 dni. Ta budząca wśród wielu kibiców niesmak sprawa nabierze zatem tempa jeszcze w styczniu. Nadmieńmy, że w tym roku ma rozpocząć się budowa nie tylko „reprezentacyjnego” stadionu miejskiego, ale też obiektu przy ul. Asnyka w dzielnicy Piotrowice, dedykowanego Klubowi Sportowemu Rozwój.
Jesienią 2019 miasto przyznawało, że przetarg na generalnego wykonawcę tej inwestycji (ma być współfinansowana z tego samego kredytu, co stadion miejski) zostanie rozpisany w I kwartale 2020. „Trwają przygotowania do procedury przetargowej. Kiedy termin będzie znany – poinformujemy o tym fakcie mieszkańców i media” – przekazuje Urząd Miasta. Koszt tej inwestycji szacowany jest na 42 mln złotych.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice z Alruon Virtu CMC Zawiercie na remis
[…] W sparingu zmierzyły się ze sobą siatkarze GKS-u Katowice oraz Aluron Virtu CMC Zawiercie.
Chociaż to Aluron Virtu CMC Zawiercie miał prowadzenie na początku spotkania (8:7), to szybko inictywa przeszła na stronę gospodarzy meczu (16:12). Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie mieli problemów z utrzymaniem swojej zaliczki, pewnie wygrywając premierową odsłonę 25:19. Katowiczanie wyraźnie dominowali w tej partii w ofensywie, kończąc 60% swojej skuteczności. Do tego trzy razy zapunktowali blokiem i dodali do swojego dorobku dwa asy serwisowe.
Drugi set lepiej rozpoczęli siatkarze z Katowic, ale żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć, gra cały czas była wyrównana i obie ekipy grały na styku (15:16). Rozstrzygnięcie w tej części meczu przyniosła dopiero gra na przewagi, w której minimalnie lepsi byli siatkarze ze stolicy Śląska, ponownie byli oni bardziej skuteczni w ataku.
Znów dwa punty więcej na swoim koncie na początku meczu mieli gracze z Katowic, ale zawiercianie cały czas trzymali się blisko rywali (15:16). Dopiero w kluczowym momencie piąty bieg wrzucił czwarty zespół poprzedniego sezonu PlusLigi i triumfował 25:22. Niewiele zmieniło się w secie numer cztery, w którym cały czas żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć dość wyraźnie. Raz lepsi byli gracze GKS-u Katowice (16:15), raz Aluron Virtu CMC Zawiercie (21:20). Ostatecznie to właśnie goście z Zawiercia byli w stanie przechylić na swoją stronę wygraną w tej partii i całe spotkanie zakończyło się remisem 2:2.
Obie drużyny skończyły 49% swoich akcji w ofensywie, choć GKS Katowice przyjmował o wiele lepiej. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza co prawda posłali na stronę rywali 6 asów serwisowych, ale popsuli aż 24 zagrywki. Liderem GKS-u był Wiktor Musiał, który zapisał na swoim koncie 21 oczek, kończąc mecz z ratio +14.
GKS Katowice – Aluron Virtu CMC Zawiercie 2:2 (25:19, 27:25, 22:25, 23:25)
HOKEJ NA LODZIE
sportowepodhale.pl – Zabrakło cierpliwości
[…] Po rzuceniu krążka przez arbitra już nie było tak miło. Goście zaatakowali jakby był to mecz o życie i szybko objęli prowadzenie. W zamieszaniu podbramkowym Rajamaki wepchnął krążek do bramki. W 6 minucie było już 2:0 dla katowiczan, którzy wykorzystali grę w przewadze. Kolusz spod niebieskiej wrzucił krążek na bramkę, a Krężołek zmienił jego lot. Gospodarzom szybko nadarzyła się okazja do złapania kontaktu, lecz podczas gry w przewadze, nie tylko, brakowało im cierpliwość. Zbyt szybko chcieli pokonać Rahma, a – jak mówi przysłowie – co nagle to po diable. Ich ataki były jednostajne, bez przyspieszenia i nawet gdy rywal popełniał błędy w obronie, potrafił je skorygować.
[…] W drugiej tercji „pan” chaos rządził na tafli. Hokeiści mieli ogromne problemy ze zmuszeniem krążka do posłuszeństwa, podania nie znajdowały adresatów, składne akcje można było policzyć na pacach jednej ręki. Często też nerwy puszczały graczom i dochodziło do przepychanek. Na pocieszenie trzy razy krążek lądował w bramce, dwukrotnie po błędach bramkarzy.
[…] Podhale indywidualnymi akcjami, skazanymi na niepowodzenie, próbowało rozmontować defensywę przeciwnika. Katowiczanie z łatwością rozbijali te ataki. Już na początku trzeciej odsłony górale ,mieli idealną okazję do wyrównania (Sulka). Z kolei przyjezdni grając w osłabieniu mieli ogromną szasnę postawić kropkę nad „i”, lecz Kolusz przestrzelił w wymarzonej sytuacji. 2:57 sekund przed końcem Podhale wycofało bramkarza, ale ten manewr, mimo i przez niemal cały czas gra toczyła się w tercji rywala, nie przyniósł im efektu.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 2:3 (0:2, 2:1, 0:0)
jasnet.pl – Ciasno jak w… czołówce PHL
[…] W niedzielny wieczór podopieczni trenera Roberta Kalabera przegrali na wyjeździe z GKS Katowice 0:2 (0:0, 0:0, 0:2), a oba gole dla rywali zdobył Grzegorz Pasiut, który zresztą kilka lat temu występował w Jastrzębiu.
[…] Mecz w Katowicach był niezwykle wyrównany i równie dobrze mógł skończyć się wygraną jastrzębian. Obie ekipy stoczyły walkę „cios za cios”, jednak za sprawą świetnej formy bramkarzy (Robin Rahm i Ondrej Raszka wybronili ponad sześćdziesiąt uderzeń!) rezultat nie zmieniał się aż do 51. minuty. Faktem jest niestety, że na początku nasi hokeiści zmarnowali kapitalną okazję do objęcia prowadzenia (podwójna przewaga przez ponad minutę), natomiast w trzeciej popełnili jeden błąd, który okazał się decydujący.
Podobnie jak to już miało miejsce, rywal strzelił naszej drużynie gola tuż po tym, jak podopieczni Roberta Kalabera tłamsili go przez dwie minuty w przewadze. Dokładnie tak było w niedzielny wieczór – w 49. minucie Nestori Lahde za zahaczanie udał się na ławkę kar, a gdy wrócił na lód, to zaledwie osiem sekund później katowiczanie zdobyli decydującą bramkę. Co więcej, to właśnie Lahde wraz z Grzegorzem Pasiutem wyprowadził ten cios. Na finiszu JKH GKS poszedł na całość, więc bramka na 2:0 (gdy Raszka zjechał już z lodu) była tylko tego efektem.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:0 (0:0, 0:0, 2:0)
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Felietony Piłka nożna
Oczko po oczku utkana sieć
Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!
Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.
No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…
Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.
Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.
Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.
Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.
Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.
No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.
Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.
Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.
Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.
Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.
Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.
Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.
I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.
Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.


Najnowsze komentarze