Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Dobra passa dobiegła końca. „GieKSa” ukarana za brak skuteczności – opinie mass mediów o porażce GieKSy ze Zniczem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu Znicz Pruszków – GKS Katowice 2:1 (0:0).

 

sportslaski.pl – Dobra passa dobiegła końca. „GieKSa” ukarana za brak skuteczności

Brak odpowiedniego wykończenia akcji oraz dwa błędy w defensywie spowodowały, że piłkarze GKS-u Katowice przegrali pierwsze ligowe spotkanie od 25 sierpnia.

[…] Pierwsza połowa potwierdzała jednak, kto w ostatnim czasie znajdował się w lepszej dyspozycji i dlaczego GKS ma nad swoim rywalem aż trzynaście punktów przewagi. Podopieczni Rafała Góraka znacznie częściej przebywali na połowie przeciwnika, imponowali swoją organizacją gry i starali się wykorzystywać sporo wolnej przestrzeni, którą pozostawiali zawodnicy Znicza.

Katowiczanie mieli jednak problem z odpowiednim wykończeniem tworzonych przez siebie akcji. Goście szukali swoich szans na otwarcie wyniku niemal z każdej pozycji, od uderzeń z dystansu po próby wykańczania szybkich wrzutek w pole karne. Aktywni w ofensywie byli m.in. Maciej Stefanowicz i Kacper Michalski, ale z ich próbami zza pola karnego zdołał poradzić sobie Piotr Misztal. Blisko pokonania bramkarza był również Radek Dejmek, który w 33. minucie najlepiej odnalazł się w polu karnym i był bliski wykorzystania dobrego dośrodkowania ze stałego fragmentu. Uderzenie głową doświadczonego obrońcy zatrzymało się tylko na poprzeczce.

Dominacja gości nie podlegała dyskusji, ale mimo to podopieczni Piotra Mosóra byli w stanie odgryzać się rywalowi pojedynczymi kontrami. Jedna z nich mogła zostać zwieńczona bardzo efektownym golem – w 40. minucie piłkę na linii pola karnego otrzymał Paweł Tarnowski i bez wahania zdecydował się oddać mocny strzał w stronę bramki Szymona Frankowskiego. Golkipera, który w Pruszkowie zastępował powołanego do kadry U-20 Bartosza Mrozka, uratował słupek.

Druga połowa przy ul. Bohaterów Warszawy zwiastowała spore emocje, gdyż „GieKSa” nie chciała zadowolić się tylko jednym punktem i zamierzała w końcu wykazać się lepszą skutecznością. Niespodziewanie dla wielu to gospodarze weszli w drugą część gry znacznie lepiej, wykazując się znacznie większą odwagą w ofensywnych poczynaniach. Ich starania bardzo szybko przyniosły wymierny skutek. W 53. minucie Paweł Moskwik wykorzystał dalekie podanie Marcina Rackiewicza z własnej połowy i popisał się celnym strzałem głową. Zadanie skrzydłowemu ułatwiło jednak nieporozumienie pomiędzy Arkadiuszem Jędrychem a wychodzącym z bramki Szymonem Frankowskim.

Stracona bramka wyraźnie wytrąciła katowiczan z równowagi, natomiast Znicz miał szanse błyskawicznie podwyższyć swoje prowadzenie za sprawą Karola Noiszewskiego. Młody pomocnik w 56. minucie zdecydował się na uderzenie zza pola karnego, które z trudem sparował bramkarz GKS-u. Zespół Piotra Mosóra prezentował się znacznie lepiej niż w pierwszej połowie, a swoich szans na zmianę wyniku szukał przede wszystkim w grze z kontry. Gdy wydawało się jednak, że goście są bliscy powrotu na odpowiednie tory i zaczynają powoli zyskiwać przewagę, Znicz zdobył drugiego gola. Po szybkiej i składnej akcji w polu karnym przeciwnika odnalazł się Arkadiusz Pyrka. Co prawda jego pierwsze uderzenie zostało jeszcze zablokowane, ale wobec dobitki obrona „GieKSy” była już bezradna.

Od tego momentu sytuacja na placu gry zmieniła się o 180 stopni. To Znicz spokojnie kontrolował przebieg rywalizacji, natomiast podopieczni Rafała Góraka wyglądali jak zespół, niemający pomysłu na choć częściowe odrobienie strat. W końcówce katowiczanie postawili wszystko na jedną kartę i udało im się złapać kontakt, ale dopiero w doliczonym czasie gry. W 92. minucie do wybitej z pola karnego piłki dopadł Adrian Błąd i pokonał Misztala mocnym strzałem po ziemi. Tuż przed ostatnim gwizdkiem piłkę meczową na swojej nodze miał jeszcze Arkadiusz Woźniak, ale jego uderzenie ze skraju pola karnego zostało wybite z linii bramkowej.

 

sportdziennik.com – Koniec świetnej serii. GieKSa zatrzymana w Pruszkowie

Katowiczanie rozpoczęli rundę rewanżową od porażki 1:2 ze Zniczem, wskutek której trzej najwięksi rywale w walce o awans delikatnie jej uciekli.

[…] Katowiczanie oba gole stracili w drugiej połowie – i oba w bardzo prosty sposób. Mieli prawo do przełożenia tego meczu, jako że do reprezentacji Polski U-20 powołany został Bartosz Mrozek. Nie uczynili tego i między słupki znów wskoczył 18-letni Szymon Frankowski, który w październiku w analogicznej sytuacji udanie zastąpił Mrozka w konfrontacji z Elaną Toruń (2:0). Tym razem czystego konta nie zachował, a pierwsza bramka bardzo go obciąża. Jeden z obrońców Znicza zagrał „długą” piłkę w kierunku pola karnego GKS-u. Frankowski wyszedł z bramki i czekał na skraju szesnastki, aż będzie mógł złapać futbolówkę. Z młodym bramkarzem nie zrozumiał się Arkadiusz Jędrych. Stoper GieKSy (rodowity pruszkowianin i wychowanek Znicza!) nie zapobiegł temu, by do bezpańskiej piłki dobiegł Paweł Moskwik i głową wpakował ją do siatki.

Bramka na 2:0 była nieco mniej kuriozalna, ale też nie powinna się przytrafić. Katowiczanie zostali skontrowani po… własnym rzucie rożnym. Dariusz Zjawiński odegrał do Arkadiusza Pyrki, a ten płaskim strzałem nie dał większych szans Frankowskiemu. Tym samym katowiczanie znaleźli się na łopatkach, ale my śmiemy twierdzić, że w równie mocnym stopniu o ich porażce zadecydowała pierwsza, bezbramkowa połowa. Znicz pozwalał im wtedy na bardzo wiele, podopieczni Rafała Góraka dominowali, bardzo długo utrzymywali się przy piłce na połowie gospodarzy, ale nie przełożyło się to na dużą liczbę strzeleckich okazji. Najbliżej szczęścia GieKSa była, gdy Dawid Rogalski główkował po dośrodkowaniu Arkadiusza Woźniaka, a miejscowych uratował słupek. Po przeciwnej stronie boiska nie działo się praktycznie nic, ale raz katowiczanie też mogli mówić o farcie, gdy efektownie z dystansu w słupek bramki Frankowskiego kropnął Paweł Tarnowski.

W drugiej połowie, kiedy obraz gry był już nieco bardziej wyrównany, GKS okazji miał dużo więcej. „Setki” zmarnowali Kacper Michalski (przy stanie 1:0) i wprowadzony z ławki Mateusz Kompanicki (przy stanie 2:0), którzy pudłowali z klarownych pozycji. Emocje były do końca, bo w doliczonym czasie gry (4 minuty) zapachniało happy endem. Najpierw kontaktowego gola strzałem zza pola karnego zapewnił gościom Adrian Błąd, a w dosłownie ostatniej akcji meczu z bliska (tyle że ostrego kąta) uderzał Arkadiusz Woźniak. Obrońca Znicza wybił piłkę z linii, a kilkanaście sekund później arbiter gwizdnął po raz ostatni!

[…] GKS nie wygrał drugiego kolejnego meczu (tydzień temu zremisował 2:2 z Resovią), co zdarzyło mu się dopiero drugi raz w tym sezonie. O żadnym kryzysie nie może być jednak mowy, bo pewnie na 10 takich spotkań, jak to w Pruszkowie, katowiczanie przegraliby jedno, góra dwa. Można zażartować, że nie służą im telewizyjne transmisje. TVP pokazywała w tym sezonie trzy ich starcia i wszystkie zakończyli na tarczy.

 

sportowefakty.wp.pl – 11 meczów i koniec passy. GKS Katowice pokonany przez Znicza Pruszków

Radosna niedziela dla drugoligowców z Mazowsza. Znicz Pruszków wygrał 2:1 z GKS-em Katowice, a Pogoń Siedlce zwyciężyła 2:1 ze Stalą Rzeszów.

Znicz Pruszków przystąpił do pojedynku z katowiczanami po czterech porażkach z rzędu, natomiast GKS po 11 spotkaniach ligowych bez przegranej. Dużo zmieniło się w obu obozach od czasu inauguracji sezonu, kiedy to piłkarze z Mazowsza triumfowali przy Bukowej. Dlatego ponowna wygrana Znicza jest małym zaskoczeniem. Gole padły w drugiej połowie. Do bramki gości przymierzyli Paweł Moskwik i Arkadiusz Pyrka. GKS odpowiedział dopiero jedną bramką Adriana Błąda w doliczonym czasie.

 

polskieligi.net – GKS Katowice przegrał ze Zniczem Pruszków

[…] Od początku spotkania to GKS Katowice był bardziej aktywny i wykazywał większą inicjatywę, chcąc dzięki temu jak najszybciej otworzyć wynik spotkania. Pierwszą okazję już w 4. minucie miał Maciej Stefanowicz, lecz ten nie zdołał pokonać Piotra Misztala.

Po niespełna dziesięciu minutach, szczęścia spróbował Kacper Michalski, lecz błyskawicznie z jego uderzeniem poradziła sobie defensywa Znicza Pruszków. Spadkowicz z Fortuna 1 ligi wciąż narzucał tempo i w 20. minucie znów było gorąco pod bramką miejscowych. Na bramkę uderzał Arkadiusz Woźniak lecz ponownie z tym uderzeniem poradził sobie wychowanek Olimpii Warszawa.

Goście bardzo dobrze radzili sobie tego dnia, ale brakowało niestety najważniejszego, czyli bramek. Tych bliżej byli katowiczanie, choć Znicz z czasem także atakował, jednak czujny w bramce był Szymon Frankowski. Młody golkiper wybronił bardzo mocny strzał Pawła Tarnowskiego.

Po przerwie obraz gry nie ulegał zmianie, jednak bardziej konkretni byli gospodarze, którzy w 53. minucie wyszli na prowadzenie. Marcin Rackiewicz zagrywał do Pawła Moskwika, a ten strzałem głową umieścił piłkę w siatce, dając sporo radości swojej drużynie.

Ta sytuacja dodała skrzydeł Zniczowi, który chciał pójść za ciosem. Karol Noiszewski zdecydował się na strzał, lecz z trudem wybronił go wychowanek Stadionu Śląskiego Chorzów. Katowiczanie jednak nie zamierzali się poddawać, jednak gospodarze byli bezlitośni, bowiem w 69. minucie gola zdobył Arkadiusz Pyrka.

Żółto-zielono-czarni cały czas szukali gola, jednak miejscowi bardzo dobrze prezentowali się w obronie. Katowiczanie w końcu jednak dopięli swego, a miało to miejsce już w doliczonym czasie gry, kiedy to Adrian Błąd świetnym uderzeniem pokonał golkipera miejscowych, ustalając wynik meczu.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Mariusz-Resovia

    18 listopada 2019 at 12:53

    Jestem kibicem Resovii…uważam ,że GKS najlepiej gra w tej lidze ma pecha tak jak było u nas w Rzeszowie…w Pruszkowie tak samo byli lepsi od Znicza ale niestety musimy powiedzieć jedno tak wygląda nasz liga piłkarsko w całym kraju!!!Pozdrowienia dla Katowic.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga