Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Czarna niedziela GieKSy – czyli przegląd doniesień mass mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Arcymistrz Wasko Hetmana GKS-u Katowice Jan Krzysztof Duda, został nominowany 86. Plebiscytu Sportowiec Roku 2020 Przeglądu Sportowego – zapraszamy do wzięcia udziału w głosowaniu pod adresem: https://bit.ly/PlebiscytSportowiecRoku2020 .
Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania. Pierwsze z nich zostało rozegrane na wyjeździe z Bytovią, w którym GieKSa wygrała 2:1 (1:1). Drugie spotkanie zostało rozegrane w niedzielę na Bukowej z Chojniczanką, w którym GKS musiał uznać wyższość przeciwnika 1:2 (0:1). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Piłkarki zakończyły rundę jesienną, ostatnim akordem będzie jutrzejsze losowanie 1/8 rozgrywek Pucharu Polski.
Siatkarze w minionym tygodniu (w niedzielę) rozegrali mecz z Asseco Resovią Rzeszów, który przegrali 0:3. Następne spotkanie siatkarze rozegrają w sobotę, w Katowicach, z Aluron CMC Warta Zawiercie. Hokeiści ze zmiennym szczęściem rywalizowali w rozgrywkach PHL: w piątek wygrali po dogrywce 4:3 z GKS-em Tychy, w niedzielę przegrali z Unią Oświęcim 0:1.
SZACHY
przegladsportowy.pl – Patent na mistrza
Jan Krzysztof Duda w minionym roku mistrza świata Magnusa Carlsena ograł dwa razy!
Mając 22 lata, stał się jedną z najważniejszych postaci w szachowym świecie, a dzięki tegorocznemu Plebiscytowi powinien dołączyć do grona najbardziej rozpoznawalnych sportowców w kraju. Takiego statusu Jan-Krzysztof nie osiągnie jednak na wyrost. Po prostu kibice mają szansę oddać arcymistrzowi to, co już mu się należy.
Polak z Wieliczki należy do grona tych graczy, których wymienia się jako najważniejszych kandydatów do mistrzostwa świata w najbliższej przyszłości. Gdy pada pytanie o to, kto w końcu będzie mógł zdetronizować Norwega Magnusa Carlsena, pojawiają przede wszystkim cztery nazwiska: Władisława Artiemjewa z Rosji, Chińczyka Weia Yi oraz Alirezy Firouzji, który urodził się w Iranie, ale barw tego kraju nie reprezentuje, oraz Jana-Krzysztofa Dudy.
– Cieszę się, że coraz lepiej mi idzie. Na razie przyzwyczajam się do wygrywania z najlepszymi na świecie. W tym roku nie udało mi się dostać do turnieju, w którym wyłaniany jest pretendent do rywalizacji o tytuł. Zresztą ten turniej przerwano z powodu pandemii, zostanie dokończony bodajże w kwietniu 2021 roku, ja do rywalizacji będę mógł stanąć dopiero w 2023 roku – mówi bardzo skromnie polski szachista, który w 2020 roku, wprawdzie nie w grach o tytuł, ale mistrza świata pokonał dwa razy!
– Miałem szczęście, że udało mi się wygrać z osobą, która przez 802 dni nie przegrała partii. Nawet ograłem Carlsena dwa razy w tym roku, bo raz udało się to zrobić w internecie. Można powiedzieć, że mijający rok przyniósł wzrost popularności naszej gry, ponieważ szachy przeniosły się do internetu. Dzięki temu odbywa się bardzo dużo turniejów. Właśnie w jednym z nich, którego fundatorem był Magnus, miałem okazję go ograć. Ale dwie partie też przegrałem w mijającym roku, więc koniec końców mamy równy rezultat – mówił Duda, będąc w Polsacie jednym z gości programu oficjalnie otwierającego 86. Plebiscyt.
Duda jest nie tylko świetnym szachistą. Ma także duży talent do niebanalnego opowiadania o tej grze, przytaczając wątki, które uzmysławiają nam, jak niezwykły jest świat szachowy.
– Dzięki studiom na AWF w Krakowie mam szansę współpracować z czołowymi polskimi trenerami i specjalistami – np. z fizjologiem Agnieszki Radwańskiej. Bez tego byłbym słabszym graczem, bo nie byłbym w stanie wytrzymać napięcia. Forma fizyczna jest koniecznością u gracza czołówki światowej. Magnus jest dobrym przykładem, bo jest bardzo wysportowany. W meczach o mistrzostwo świata był w stanie pozbyć się presji o wiele lepiej niż Viswanathan Anand – mówi Duda.
Sam już zagłosowałem, więc teraz nawet wypada, żebym zachęcał innych do oddania głosu na Janka. Oczywiście mógłbym mówić o banałach, że to fajny chłopak, sympatyczny, kontaktowy, bardzo utalentowany szachista, którego można nawet uznawać za geniusza w tej grze. Wolałbym jednak, żeby do świadomości głosujących przedostać się z bardziej konkretnym przekazem – Jan-Krzysztof Duda ma wszelkie dane ku temu, żeby za kilka lat, w szczycie kariery być mistrzem świata, polskim szachowym mistrzem świata! Na pewno znajdzie się w grupie, która będzie o ten tytuł walczyć. Wiem, że obaj reprezentujemy dyscyplinę nieco niszową, jednak mam nadzieję, że taka wizja rozwoju Janka będzie – już teraz – mocno za nim przemawiać w plebiscytowym głosowaniu. Oczywiście, to nie jest tak, że pozostaje mu tylko siedzieć i czekać, a mistrzostwo przyjdzie. Musi się rozwijać i liczyć się z tym, że czołówka, w której można szukać następców Magnusa Carlsena, już teraz składa się z przynajmniej czterech mocnych zawodników. Jednak Janek żadnemu z nich nie pozwala uciec do przodu. Pytano mnie, jak to dzieje, że Polak w tym roku dwa razy wygrał z mistrzem świata, czy ma jakiś patent na to, czy styl Norwega specjalnie naszemu szachiście odpowiada? A odpowiedź jest prosta: Jan-Krzysztof Duda jest bardzo, bardzo dobrym graczem!
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraliga w TVP – po rundzie jesiennej
Za nami runda jesienna Ekstraligi. Pierwszy raz w historii nasza liga jest pokazywana w TVP Sport, ogólnodostępnym kanale sportowym. Daje to ogromny zasięg kobiecemu futbolowi w Polsce. Nie opublikowano dokładnych danych, ale szacuje się, że jest to porównywalna oglądalność do większości spotkań Ekstraklasy Canal Plus. Nie wątpliwie jest to sporym sukcesem. Nie można się oczywiście równać ze spotkaniami Ligi Mistrzów, czy męskiej Ekstraklasy w TVP.
Transmitowano jedenaście spotkań, czyli jeden mecz w każdej kolejce. Najczęściej były pokazywane spotkania Górnika Łęczna, Medyka Konin i SMS-u Łódź. Widzowi TVP nie zobaczyli spotkań Olimpii Szczecin, Śląska Wrocław, TS ROW Rybnik i Rolnika Głogówek.
Co bardzo ciekawe mistrzowska forma Czarnych Sosnowiec doceniona nie została, bo transmisje z ich spotkań przeprowadzono tylko dwa razy. Planowano trzy, ale na przeszkodzie stanęła pandemia covidu.
Jakie zespoły były pokazywane najczęściej ?
1. GKS Górnik Łęczna- 6 razy
2. Medyk Konin – 5 razy
3. TME UKS SMS Łódź – 4 razy
4. KKS Czarni Sosnowiec, AZS UJ Kraków, GKS Katowice – 2 razy
5. AP LOTOS Gdańsk, Sportis KKP Bydgoszcz – 1 raz
sportdziennik.com – Jeszcze ma marzenia
Czasem zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd – mówi Paweł Szołtys, który przed laty uchodził za wielką nadzieję GieKSy, a tej jesieni strzela i asystuje w IV-ligowych rezerwach Chojniczanki, która w niedzielę zagra przy Bukowej.
W ostatniej dekadzie z żadnym innym wychowankiem nie wiązano przy Bukowej równie dużych nadziei. Paweł Szołtys zadebiutował w GieKSie krótko po 16. urodzinach, w maju 2013 roku, w meczu z Okocimskim Brzesko. W 78 minucie zmienił Denissa Rakelsa. GKS wygrał 4:1 i do dziś pozostaje to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo pod wodzą trenera Rafała Góraka.
Łącznie Szołtys uzbierał niemal 40 występów na zapleczu ekstraklasy, ale jego kariera nie potoczyła się tak, jak mu wróżono. Dziś jest zawodnikiem Chojniczanki, czyli drużyny, z którą w niedzielę (18.45) zmierzą się katowiczanie.
Pytamy Szołtysa, czy jest mocno zawiedziony tym, jak ułożyła mu się piłkarska droga. Chwilę milczy.
– Mam swoje marzenia, ambicje i wierzę, że jeszcze je zrealizuję. Pracuję na to każdego dnia. Czasem zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd. Trudno powiedzieć, co było nie tak. Czy oczekiwania względem mnie były zbyt duże? Nie wiem. W Katowicach otrzymałem szansę, sporo występowałem. Przychodzili też do nas młodzieżowcy na wypożyczenia, jak Kamil Jóźwiak, dlatego rywalizacja stała na wysokim poziomie. Wierzę, że jestem w stanie wrócić na taki szczebel rozgrywkowy i nie tylko tam być, ale też grać – podkreśla Szołtys, który definitywnie z Bukową rozstał się na początku 2018 roku.
– Czas spędzony w Katowicach wspominam pozytywnie. Miałem wielu świetnych trenerów, debiutowałem za tego obecnego, czyli Rafała Góraka. Na przełomie 2017 i 2018 roku, po powrocie z wypożyczenia z Rozwoju, ówczesny dyrektor oświadczył mi, że musimy rozwiązać umowę. Zostałem odsunięty od treningów z zespołem. Po dwóch tygodniach zaakceptowałem taką decyzję, bo chciałem grać, miałem wtedy 20 lat, dlatego rozwiązałem kontrakt i musiałem obrać nową drogę. Od momentu odejścia z GieKSy szukam swojego miejsca – mówi 23-latek.
Występował w II-ligowej Olimpii Elbląg, III-ligowym KP Starogard Gdański, aż wreszcie na 1,5 roku wylądował w GKS-ie Tychy, lecz przez ten okres nie doczekał się ani jednego występu w I lidze.
[…] – Śledzę losy GKS-u, którego jednym z filarów jest Adrian Błąd, a jeszcze było nam dane grać razem. Widzę, że drużyna jest liderem, wygrywa mecz za meczem. Jako Chojniczanka też mamy jednak swoją siłę, dlatego trudno przewidzieć, jak potoczy się ten niedzielny mecz – dodaje 23-latek, którego kontrakt z klubem z Chojnic obowiązuje do czerwca.
SIATKÓWKA
siatka.org – Komplet punktów dla Resovii
W pierwszej rundzie spotkanie pomiędzy Resovią i GKS-em zakończyło się podziałem punktów, a rzeszowianie wywieźli z Katowic dwa punkty. W rewanżu u siebie nie dali szans przeciwnikom i zgarnęli pełną pulę. W drugim secie wydawało się, że katowiczanie mogą powalczyć w tym meczu, ale w końcówce Resovia wróciła do kontroli nad meczem, a kropkę nad i postawiła w trzeciej partii.
[…] Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:0 (25:13, 25:23, 25:19)
polsatsport.pl – Siatkarze Asseco Resovii pewnie ograli GKS
Siatkarze Asseco Resovii pokonali GKS Katowice 3:0 w spotkaniu 16. kolejki PlusLigi. Gospodarze wygrali bardzo pewnie, po jednostronnym widowisku. Jedynie drugi set tego starcia przyniósł większe emocje.
Premierowa partia miała bardzo jednostronny przebieg. Rzeszowianie zaczęli dominować już od pierwszych akcji (3:0), a w dalszej części seta jeszcze powiększali przewagę. Mocną bronią gospodarzy była zagrywka. Brylował w tym elemencie Klemen Cebulj, który popisał się aż czterema asami (8:3, 18:11, 23:11 i 24:11). Siatkarze GKS przy słabym przyjęciu nie byli w stanie wiele zdziałać. Popełniali też błędy własne, a przestrzeloną zagrywką podarowali przeciwnikom ostatni punkt (25:13).
W drugiej odsłonie oglądaliśmy wyrównaną walkę obu ekip. Wynik początkowo oscylował wokół remisu, ale w środkowej części wyraźną przewagę uzyskali katowiczanie (14:18). Gospodarze zdołali jednak błyskawicznie odrobić straty – gdy Cebulj popisał się punktowym blokiem było 19:19. To było zapowiedzią emocji w końcówce. Rozstrzygnęli ją na swoją korzyść rzeszowianie, którzy po ataku Karola Butryna mieli piłkę setową przy stanie 24:22. Po chwili skutecznie odpowiedział Adrian Buchowski, ale zepsuta zagrywka gości ustaliła wynik na 25:23.
Trzeci set od początku przebiegał pod dyktando gospodarzy, którzy szybko uzyskali punktową zaliczkę. Znów w polu zagrywki błysnął Cebulj (7:3), rzeszowianie skutecznie prezentowali się też w ofensywie i utrzymywali dystans (12:7, 14:10). W końcówce nadawali ton wydarzeniom na boisku, a rywale nie mieli wiele do powiedzenia. Po serii wygranych akcji prowadzili 23:14 i pozwolili sobie na chwilę dekoncentracji. Katowiczanie mieli jednak zbyt dużą stratę, by nawiązać walkę. Cebulj wywalczył piłkę meczową (24:18), a skuteczny atak Piotra Haina zakończył seta (25:19) i całe spotkanie.
HOKEJ NA LODZIE
sportdziennik.com – Kolejka PHL. Remis ze wskazaniem
[…] Derby Śląska pomiędzy GKS-ami z Tychów i Katowic przez 40 minut stały na dobrym poziomie, a emocji nie zabrakło przez prawie 62 minuty. O wygranej przyjezdnych zadecydował gol Filipa Starzyńskiego w dogrywce. Obrońcy tytułu mistrzowskiego zjeżdżali z lodu niepocieszeni, bo musieli się zadowolić tylko punktem.
[…] Jak przystało na derby nie było czasu na nudę, bo obie drużyny za wszelką cenę chciały zdobyć otwierającego gola i zdominować wydarzenia na lodzie. Z jednej i drugiej strony sunęły ataki i obaj bramkarze mieli sporo pracy. Gospodarze jako pierwsi mieli powody do radości. Z daleka strzelał Bartłomiej Pociecha po drodze Bartłomiej Jeziorski skierował krążek do Filipa Komorskiego, Środkowy I formacji nie miał problemu ze skierowaniem go do bramki. Zespół z Katowic wcale nie stracił animuszu i stwarzał coraz groźniejsze sytuację pod tyską bramką. Po kilku gorących spięciach Szymon Skrodziuk zdołał wyrównać.
W kolejnej odsłonie nadal była twarda walka i obie drużyny szukały swoich szans. Gdy Krężołek przebywał w boksie kar solowym rajdem popisał się Christian Mroczkowski i dał gospodarzom prowadzenie.
Jednak katowiczanie wcale nie zamierzali wywieszać białej flagi i cały czas szukali sposobu, by pokonać Murraya. W ciągu 42 sek. zdobyli 2 gole, bo najpierw Maciej Kruczek wykorzystał zamieszanie pod bramką, a potem Grzegorz Pasiut trafił, ale sytuację wypracował Patryk Wajda.
Ostatnie 20 minut było najsłabsze w wykonaniu gości, którzy postanowili grać defensywnie, upatrując swoich szans w szybkich kontrach. Ten plan jednak do końca nie został zrealizowany, bo nie potrafili utrzymać korzystnego wyniku. Tyszanie z pasją atakowali i w końcu Szymon Marzec uderzeniem po lodzie zaskoczył Juraja Szimbocha. Do końca regulaminowego czasu wynik się nie zmienił.
Filip Starzyński, hokeista o niezwykle walecznym sercu, po raz kolejny przyniósł GieKSie zwycięstwo. W dogrywce tuż przed bramką Murraya mocno się zakotłowało, krążek odbił się od słupka i napastnik skierował go do siatki.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 3:4 (1:1, 1:2, 1:0, 0:1)
infokatowice.pl – GieKSa przegrywa z Unią Oświęcim. Przerwana seria zwycięstw
GieKSa przegrała w Satelicie z Unią 0:1 po golu Trandina w pierwszej tercji.
GKS stracił bramkę w 15 min. po strzale Glenna z niebieskiej linii, który przeciął Trendin i zaskoczył Simbocha. Później katowiczanie mieli wiele sytuacji do wyrównania, ale bezbłędnie w bramce rywali spisywał się Saunders, który zachował czyste konto. Również Simboch nie dał się już pokonać i spotkanie zakończyło się piłkarskim zwycięstwem Unii 1:0. Jest to pierwsza porażka GieKSy pod wodzą trenera Andrieja Parfionowa.
GKS Katowice – Unia Oświęcim 0:1 (0:1; 0:0; 0:0)
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Galeria Piłka nożna
Rollercoaster na Nowej Bukowej
GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.


Pazurrr
8 grudnia 2020 at 11:14
’Na przełomie 2017 i 2018 roku, po powrocie z wypożyczenia z Rozwoju, ówczesny dyrektor oświadczył mi, że musimy rozwiązać umowę’ – szkodnik-bartnik i ciul-paszul. Kurwa, za co GieKSa została nimi pokarana…
Pazurrr
8 grudnia 2020 at 11:18
Chociaż nie, wtedy mieliśmy już Największego Frajera w Historii GieKSy, pajaca Dudka.
Pazurrr
8 grudnia 2020 at 12:52
http://www.90minut.pl/news/290/news2908055-Dariusz-Dudek-trenerem-GKS-u-Katowice.html
Wszyscy wiedzieli, że pajac-Dudek równa się spadek.