Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Czarna niedziela GieKSy – czyli przegląd doniesień mass mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Arcymistrz Wasko Hetmana GKS-u Katowice Jan Krzysztof Duda, został nominowany 86. Plebiscytu Sportowiec Roku 2020 Przeglądu Sportowego – zapraszamy do wzięcia udziału w głosowaniu pod adresem: https://bit.ly/PlebiscytSportowiecRoku2020 .
Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania. Pierwsze z nich zostało rozegrane na wyjeździe z Bytovią, w którym GieKSa wygrała 2:1 (1:1). Drugie spotkanie zostało rozegrane w niedzielę na Bukowej z Chojniczanką, w którym GKS musiał uznać wyższość przeciwnika 1:2 (0:1). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Piłkarki zakończyły rundę jesienną, ostatnim akordem będzie jutrzejsze losowanie 1/8 rozgrywek Pucharu Polski.
Siatkarze w minionym tygodniu (w niedzielę) rozegrali mecz z Asseco Resovią Rzeszów, który przegrali 0:3. Następne spotkanie siatkarze rozegrają w sobotę, w Katowicach, z Aluron CMC Warta Zawiercie. Hokeiści ze zmiennym szczęściem rywalizowali w rozgrywkach PHL: w piątek wygrali po dogrywce 4:3 z GKS-em Tychy, w niedzielę przegrali z Unią Oświęcim 0:1.
SZACHY
przegladsportowy.pl – Patent na mistrza
Jan Krzysztof Duda w minionym roku mistrza świata Magnusa Carlsena ograł dwa razy!
Mając 22 lata, stał się jedną z najważniejszych postaci w szachowym świecie, a dzięki tegorocznemu Plebiscytowi powinien dołączyć do grona najbardziej rozpoznawalnych sportowców w kraju. Takiego statusu Jan-Krzysztof nie osiągnie jednak na wyrost. Po prostu kibice mają szansę oddać arcymistrzowi to, co już mu się należy.
Polak z Wieliczki należy do grona tych graczy, których wymienia się jako najważniejszych kandydatów do mistrzostwa świata w najbliższej przyszłości. Gdy pada pytanie o to, kto w końcu będzie mógł zdetronizować Norwega Magnusa Carlsena, pojawiają przede wszystkim cztery nazwiska: Władisława Artiemjewa z Rosji, Chińczyka Weia Yi oraz Alirezy Firouzji, który urodził się w Iranie, ale barw tego kraju nie reprezentuje, oraz Jana-Krzysztofa Dudy.
– Cieszę się, że coraz lepiej mi idzie. Na razie przyzwyczajam się do wygrywania z najlepszymi na świecie. W tym roku nie udało mi się dostać do turnieju, w którym wyłaniany jest pretendent do rywalizacji o tytuł. Zresztą ten turniej przerwano z powodu pandemii, zostanie dokończony bodajże w kwietniu 2021 roku, ja do rywalizacji będę mógł stanąć dopiero w 2023 roku – mówi bardzo skromnie polski szachista, który w 2020 roku, wprawdzie nie w grach o tytuł, ale mistrza świata pokonał dwa razy!
– Miałem szczęście, że udało mi się wygrać z osobą, która przez 802 dni nie przegrała partii. Nawet ograłem Carlsena dwa razy w tym roku, bo raz udało się to zrobić w internecie. Można powiedzieć, że mijający rok przyniósł wzrost popularności naszej gry, ponieważ szachy przeniosły się do internetu. Dzięki temu odbywa się bardzo dużo turniejów. Właśnie w jednym z nich, którego fundatorem był Magnus, miałem okazję go ograć. Ale dwie partie też przegrałem w mijającym roku, więc koniec końców mamy równy rezultat – mówił Duda, będąc w Polsacie jednym z gości programu oficjalnie otwierającego 86. Plebiscyt.
Duda jest nie tylko świetnym szachistą. Ma także duży talent do niebanalnego opowiadania o tej grze, przytaczając wątki, które uzmysławiają nam, jak niezwykły jest świat szachowy.
– Dzięki studiom na AWF w Krakowie mam szansę współpracować z czołowymi polskimi trenerami i specjalistami – np. z fizjologiem Agnieszki Radwańskiej. Bez tego byłbym słabszym graczem, bo nie byłbym w stanie wytrzymać napięcia. Forma fizyczna jest koniecznością u gracza czołówki światowej. Magnus jest dobrym przykładem, bo jest bardzo wysportowany. W meczach o mistrzostwo świata był w stanie pozbyć się presji o wiele lepiej niż Viswanathan Anand – mówi Duda.
Sam już zagłosowałem, więc teraz nawet wypada, żebym zachęcał innych do oddania głosu na Janka. Oczywiście mógłbym mówić o banałach, że to fajny chłopak, sympatyczny, kontaktowy, bardzo utalentowany szachista, którego można nawet uznawać za geniusza w tej grze. Wolałbym jednak, żeby do świadomości głosujących przedostać się z bardziej konkretnym przekazem – Jan-Krzysztof Duda ma wszelkie dane ku temu, żeby za kilka lat, w szczycie kariery być mistrzem świata, polskim szachowym mistrzem świata! Na pewno znajdzie się w grupie, która będzie o ten tytuł walczyć. Wiem, że obaj reprezentujemy dyscyplinę nieco niszową, jednak mam nadzieję, że taka wizja rozwoju Janka będzie – już teraz – mocno za nim przemawiać w plebiscytowym głosowaniu. Oczywiście, to nie jest tak, że pozostaje mu tylko siedzieć i czekać, a mistrzostwo przyjdzie. Musi się rozwijać i liczyć się z tym, że czołówka, w której można szukać następców Magnusa Carlsena, już teraz składa się z przynajmniej czterech mocnych zawodników. Jednak Janek żadnemu z nich nie pozwala uciec do przodu. Pytano mnie, jak to dzieje, że Polak w tym roku dwa razy wygrał z mistrzem świata, czy ma jakiś patent na to, czy styl Norwega specjalnie naszemu szachiście odpowiada? A odpowiedź jest prosta: Jan-Krzysztof Duda jest bardzo, bardzo dobrym graczem!
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraliga w TVP – po rundzie jesiennej
Za nami runda jesienna Ekstraligi. Pierwszy raz w historii nasza liga jest pokazywana w TVP Sport, ogólnodostępnym kanale sportowym. Daje to ogromny zasięg kobiecemu futbolowi w Polsce. Nie opublikowano dokładnych danych, ale szacuje się, że jest to porównywalna oglądalność do większości spotkań Ekstraklasy Canal Plus. Nie wątpliwie jest to sporym sukcesem. Nie można się oczywiście równać ze spotkaniami Ligi Mistrzów, czy męskiej Ekstraklasy w TVP.
Transmitowano jedenaście spotkań, czyli jeden mecz w każdej kolejce. Najczęściej były pokazywane spotkania Górnika Łęczna, Medyka Konin i SMS-u Łódź. Widzowi TVP nie zobaczyli spotkań Olimpii Szczecin, Śląska Wrocław, TS ROW Rybnik i Rolnika Głogówek.
Co bardzo ciekawe mistrzowska forma Czarnych Sosnowiec doceniona nie została, bo transmisje z ich spotkań przeprowadzono tylko dwa razy. Planowano trzy, ale na przeszkodzie stanęła pandemia covidu.
Jakie zespoły były pokazywane najczęściej ?
1. GKS Górnik Łęczna- 6 razy
2. Medyk Konin – 5 razy
3. TME UKS SMS Łódź – 4 razy
4. KKS Czarni Sosnowiec, AZS UJ Kraków, GKS Katowice – 2 razy
5. AP LOTOS Gdańsk, Sportis KKP Bydgoszcz – 1 raz
sportdziennik.com – Jeszcze ma marzenia
Czasem zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd – mówi Paweł Szołtys, który przed laty uchodził za wielką nadzieję GieKSy, a tej jesieni strzela i asystuje w IV-ligowych rezerwach Chojniczanki, która w niedzielę zagra przy Bukowej.
W ostatniej dekadzie z żadnym innym wychowankiem nie wiązano przy Bukowej równie dużych nadziei. Paweł Szołtys zadebiutował w GieKSie krótko po 16. urodzinach, w maju 2013 roku, w meczu z Okocimskim Brzesko. W 78 minucie zmienił Denissa Rakelsa. GKS wygrał 4:1 i do dziś pozostaje to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo pod wodzą trenera Rafała Góraka.
Łącznie Szołtys uzbierał niemal 40 występów na zapleczu ekstraklasy, ale jego kariera nie potoczyła się tak, jak mu wróżono. Dziś jest zawodnikiem Chojniczanki, czyli drużyny, z którą w niedzielę (18.45) zmierzą się katowiczanie.
Pytamy Szołtysa, czy jest mocno zawiedziony tym, jak ułożyła mu się piłkarska droga. Chwilę milczy.
– Mam swoje marzenia, ambicje i wierzę, że jeszcze je zrealizuję. Pracuję na to każdego dnia. Czasem zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd. Trudno powiedzieć, co było nie tak. Czy oczekiwania względem mnie były zbyt duże? Nie wiem. W Katowicach otrzymałem szansę, sporo występowałem. Przychodzili też do nas młodzieżowcy na wypożyczenia, jak Kamil Jóźwiak, dlatego rywalizacja stała na wysokim poziomie. Wierzę, że jestem w stanie wrócić na taki szczebel rozgrywkowy i nie tylko tam być, ale też grać – podkreśla Szołtys, który definitywnie z Bukową rozstał się na początku 2018 roku.
– Czas spędzony w Katowicach wspominam pozytywnie. Miałem wielu świetnych trenerów, debiutowałem za tego obecnego, czyli Rafała Góraka. Na przełomie 2017 i 2018 roku, po powrocie z wypożyczenia z Rozwoju, ówczesny dyrektor oświadczył mi, że musimy rozwiązać umowę. Zostałem odsunięty od treningów z zespołem. Po dwóch tygodniach zaakceptowałem taką decyzję, bo chciałem grać, miałem wtedy 20 lat, dlatego rozwiązałem kontrakt i musiałem obrać nową drogę. Od momentu odejścia z GieKSy szukam swojego miejsca – mówi 23-latek.
Występował w II-ligowej Olimpii Elbląg, III-ligowym KP Starogard Gdański, aż wreszcie na 1,5 roku wylądował w GKS-ie Tychy, lecz przez ten okres nie doczekał się ani jednego występu w I lidze.
[…] – Śledzę losy GKS-u, którego jednym z filarów jest Adrian Błąd, a jeszcze było nam dane grać razem. Widzę, że drużyna jest liderem, wygrywa mecz za meczem. Jako Chojniczanka też mamy jednak swoją siłę, dlatego trudno przewidzieć, jak potoczy się ten niedzielny mecz – dodaje 23-latek, którego kontrakt z klubem z Chojnic obowiązuje do czerwca.
SIATKÓWKA
siatka.org – Komplet punktów dla Resovii
W pierwszej rundzie spotkanie pomiędzy Resovią i GKS-em zakończyło się podziałem punktów, a rzeszowianie wywieźli z Katowic dwa punkty. W rewanżu u siebie nie dali szans przeciwnikom i zgarnęli pełną pulę. W drugim secie wydawało się, że katowiczanie mogą powalczyć w tym meczu, ale w końcówce Resovia wróciła do kontroli nad meczem, a kropkę nad i postawiła w trzeciej partii.
[…] Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:0 (25:13, 25:23, 25:19)
polsatsport.pl – Siatkarze Asseco Resovii pewnie ograli GKS
Siatkarze Asseco Resovii pokonali GKS Katowice 3:0 w spotkaniu 16. kolejki PlusLigi. Gospodarze wygrali bardzo pewnie, po jednostronnym widowisku. Jedynie drugi set tego starcia przyniósł większe emocje.
Premierowa partia miała bardzo jednostronny przebieg. Rzeszowianie zaczęli dominować już od pierwszych akcji (3:0), a w dalszej części seta jeszcze powiększali przewagę. Mocną bronią gospodarzy była zagrywka. Brylował w tym elemencie Klemen Cebulj, który popisał się aż czterema asami (8:3, 18:11, 23:11 i 24:11). Siatkarze GKS przy słabym przyjęciu nie byli w stanie wiele zdziałać. Popełniali też błędy własne, a przestrzeloną zagrywką podarowali przeciwnikom ostatni punkt (25:13).
W drugiej odsłonie oglądaliśmy wyrównaną walkę obu ekip. Wynik początkowo oscylował wokół remisu, ale w środkowej części wyraźną przewagę uzyskali katowiczanie (14:18). Gospodarze zdołali jednak błyskawicznie odrobić straty – gdy Cebulj popisał się punktowym blokiem było 19:19. To było zapowiedzią emocji w końcówce. Rozstrzygnęli ją na swoją korzyść rzeszowianie, którzy po ataku Karola Butryna mieli piłkę setową przy stanie 24:22. Po chwili skutecznie odpowiedział Adrian Buchowski, ale zepsuta zagrywka gości ustaliła wynik na 25:23.
Trzeci set od początku przebiegał pod dyktando gospodarzy, którzy szybko uzyskali punktową zaliczkę. Znów w polu zagrywki błysnął Cebulj (7:3), rzeszowianie skutecznie prezentowali się też w ofensywie i utrzymywali dystans (12:7, 14:10). W końcówce nadawali ton wydarzeniom na boisku, a rywale nie mieli wiele do powiedzenia. Po serii wygranych akcji prowadzili 23:14 i pozwolili sobie na chwilę dekoncentracji. Katowiczanie mieli jednak zbyt dużą stratę, by nawiązać walkę. Cebulj wywalczył piłkę meczową (24:18), a skuteczny atak Piotra Haina zakończył seta (25:19) i całe spotkanie.
HOKEJ NA LODZIE
sportdziennik.com – Kolejka PHL. Remis ze wskazaniem
[…] Derby Śląska pomiędzy GKS-ami z Tychów i Katowic przez 40 minut stały na dobrym poziomie, a emocji nie zabrakło przez prawie 62 minuty. O wygranej przyjezdnych zadecydował gol Filipa Starzyńskiego w dogrywce. Obrońcy tytułu mistrzowskiego zjeżdżali z lodu niepocieszeni, bo musieli się zadowolić tylko punktem.
[…] Jak przystało na derby nie było czasu na nudę, bo obie drużyny za wszelką cenę chciały zdobyć otwierającego gola i zdominować wydarzenia na lodzie. Z jednej i drugiej strony sunęły ataki i obaj bramkarze mieli sporo pracy. Gospodarze jako pierwsi mieli powody do radości. Z daleka strzelał Bartłomiej Pociecha po drodze Bartłomiej Jeziorski skierował krążek do Filipa Komorskiego, Środkowy I formacji nie miał problemu ze skierowaniem go do bramki. Zespół z Katowic wcale nie stracił animuszu i stwarzał coraz groźniejsze sytuację pod tyską bramką. Po kilku gorących spięciach Szymon Skrodziuk zdołał wyrównać.
W kolejnej odsłonie nadal była twarda walka i obie drużyny szukały swoich szans. Gdy Krężołek przebywał w boksie kar solowym rajdem popisał się Christian Mroczkowski i dał gospodarzom prowadzenie.
Jednak katowiczanie wcale nie zamierzali wywieszać białej flagi i cały czas szukali sposobu, by pokonać Murraya. W ciągu 42 sek. zdobyli 2 gole, bo najpierw Maciej Kruczek wykorzystał zamieszanie pod bramką, a potem Grzegorz Pasiut trafił, ale sytuację wypracował Patryk Wajda.
Ostatnie 20 minut było najsłabsze w wykonaniu gości, którzy postanowili grać defensywnie, upatrując swoich szans w szybkich kontrach. Ten plan jednak do końca nie został zrealizowany, bo nie potrafili utrzymać korzystnego wyniku. Tyszanie z pasją atakowali i w końcu Szymon Marzec uderzeniem po lodzie zaskoczył Juraja Szimbocha. Do końca regulaminowego czasu wynik się nie zmienił.
Filip Starzyński, hokeista o niezwykle walecznym sercu, po raz kolejny przyniósł GieKSie zwycięstwo. W dogrywce tuż przed bramką Murraya mocno się zakotłowało, krążek odbił się od słupka i napastnik skierował go do siatki.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 3:4 (1:1, 1:2, 1:0, 0:1)
infokatowice.pl – GieKSa przegrywa z Unią Oświęcim. Przerwana seria zwycięstw
GieKSa przegrała w Satelicie z Unią 0:1 po golu Trandina w pierwszej tercji.
GKS stracił bramkę w 15 min. po strzale Glenna z niebieskiej linii, który przeciął Trendin i zaskoczył Simbocha. Później katowiczanie mieli wiele sytuacji do wyrównania, ale bezbłędnie w bramce rywali spisywał się Saunders, który zachował czyste konto. Również Simboch nie dał się już pokonać i spotkanie zakończyło się piłkarskim zwycięstwem Unii 1:0. Jest to pierwsza porażka GieKSy pod wodzą trenera Andrieja Parfionowa.
GKS Katowice – Unia Oświęcim 0:1 (0:1; 0:0; 0:0)
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Pazurrr
8 grudnia 2020 at 11:14
’Na przełomie 2017 i 2018 roku, po powrocie z wypożyczenia z Rozwoju, ówczesny dyrektor oświadczył mi, że musimy rozwiązać umowę’ – szkodnik-bartnik i ciul-paszul. Kurwa, za co GieKSa została nimi pokarana…
Pazurrr
8 grudnia 2020 at 11:18
Chociaż nie, wtedy mieliśmy już Największego Frajera w Historii GieKSy, pajaca Dudka.
Pazurrr
8 grudnia 2020 at 12:52
http://www.90minut.pl/news/290/news2908055-Dariusz-Dudek-trenerem-GKS-u-Katowice.html
Wszyscy wiedzieli, że pajac-Dudek równa się spadek.