Dołącz do nas

Piłka nożna

Banik odpada z Pucharu Czech i zalicza ligową porażkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Banik Ostrava w ostatnim tygodniu zaliczył dwie porażki. Najpierw odpadli z Pucharu Czech, ulegając Sparcie Praga, a następnie w lidze przegrali z Mladą Boleslav. Tym samym przerwali serię meczów bez porażki na własnym stadionie, która trwała od końca lipca 2019 roku.

W środę Banik pojechał do stolicy, aby zagrać w ćwierćfinale Pucharu Czech ze Spartą Praga. Niestety mecz nie potoczył się po myśli zawodników i kibiców z Ostravy, chociaż pierwsza połowa na to nie wskazywała. W 20. minucie padła pierwsza bramka dla gospodarzy po akcji z rzutu rożnego. Początkowo zawodnik gości przeciął dośrodkowanie, posyłając piłkę w boczny sektor boiska, ale zawodnicy Sparty szybko do niej dobiegli i ponownie wrzucili w pole karne. Dośrodkowanie było na tyle celne, że David Hancko pewnie pokonał bramkarza, kierując piłkę głową tuż przy prawym słupku. Po tej bramce gospodarze ruszyli do zdecydowanego ataku, aby podwyższyć wynik spotkania. Banik do przerwy bronił się skutecznie i na drugą połowę wchodzili z jedną ramką do odrobienia. Niestety obraz gry nie uległ zmianie i Sparta nadal była w natarciu. W 54. minucie Sparta kombinacyjnie wykonała rzut rożny i dopiero, po krótkiej wymianie podań zdecydowali się dośrodkować. Obrońcy Banika w tej sytuacji zachowali się fatalnie, mijając się z piłką, a Benjamin Tetteh dosłownie brzuchem trącił piłkę do siatki. Gra zrobiła się nerwowa i po sześciu minutach Ondrey Sasinka zobaczył drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Niebyła to dobra informacja dla gości, ponieważ już mieli dwubramkową stratę, a w dodatku sędzia wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł David Moberg Karlsson i pewnie zamienił ją a bramkę. Mimo trzybramkowego prowadzenia gospodarze nie spoczęli na laurach, kreując kolejne sytuacje bramkowe. W 76. minucie Martin Frydek najpierw nawinął sobie obrońców, a następnie uderzył z 15. metra na dalszy słupek i Jan Lustuvka nawet nie drgnął. Dwie minuty później mogła paść kolejna bramka dla gospodarzy, jednak tym razem bramkarz z Ostravy wybronił w ostatnim momencie. Po piłkarzach Banika było widać, że chcą, aby ten dramat już się skończył, ale Sparta miała inne zdanie. W 82. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony boiska Adam Hlozek głową pokonuje bramkarza, tym samym ustanawiając wynik spotkania. Banik zakończył swoje zmagania w Pucharze Czech na ćwierćfinale. Tego dnia piłkarze byli wspierani przez 730 kibiców Banika.               

Po czterech dnia przyszedł czas na ligowe zmagania. Banik na własny stadionie, na którym nie przegrał od trzynastu spotkań, podejmował Mlade Boleslav. W mecz lepiej weszli piłkarze gości i od pierwszych minut ruszyli do ataku. Już w 8.minucie otworzyli wynik spotkania po pięknym strzale Lukasa Budynskiego, który lewą nogą uderzył prosto w okienko. Jan Lustuvka w tej sytuacji nawet nie zareagował. Po czterech minutach mogła paść kolejna bramka dla gości, ale Patrizio Stronati obronił własnym ciałem piłkę lecącą do bramki. W 15. minucie Tomas Ladra podwyższa prowadzenie mocnym strzałem tuż przy słupku. Mlada jeszcze kilkukrotnie próbowała zagrozić bramce Jana Lustuvki, jednak bezskutecznie. Pięć minut przed końcem pierwszej połowy gospodarze domagali się karnego, a  faulowany był Tomas Smola. Sędzia początkowo puścił grę, jednak chwile później po weryfikacji VAR wskazał na jedenastkę. Do karnego podszedł Patrizio Stronati i zamienił go na bramkę. Jan Seda wyczuł, w który róg będzie strzelał, ale nie zdołał sięgnąć piłki. Na przerwę Banik schodził ze stratą jednej bramki. Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale i goście próbowali zagrozić. W 75.minucie David Buchta zostaje powalony w polu karnym i sędzia znów wskazuje na wapno. Kolejny raz do karnego podszedł Patrizio Stronati, ale tym razem bramkarz nie dał się zaskoczyć i wynik nie uległ zmianie. Dziesięć minut później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Roman Potocny uderza głową w kierunku bramki, a Jaroslav Svozil wślizgiem pakuje piłkę w siatce. Na tablicy wyników mamy 2:2 i gdy wydawało się, że Banik podtrzyma serię meczów bez porażki na własnym stadionie dzieje się coś fatalnego.  W 88.minucie po zamieszaniu w polu karnym Roman Potocny strzela sobie bramkę samobójczą, tracąc tym szanse na pozytywny rezultat. Mimo porażki Banik nadal zajmuje czwarte miejsce w tabeli, ze stratą dwóch punktów do podium. Skrót z tego spotkania możecie zobaczyć poniżej.

.
Kolejne spotkanie Banik rozegra w sobotę na wyjeździe o 14:30 z FK Pribram. Rywal obecnie zajmuje ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 14 punktów i bilansem bramkowym -31.

AC SPARTA PRAHA – FC BANÍK OSTRAVA 5:0 (1:0)

Bramki: 20. Hancko, 50. Tetteh, 62. Karlsson z penalty, 76. Frýdek, 81. Hložek.

AC Sparta Praha: Heča – Vindheim, Štetina, Hancko, Frýdek – Karlsson (69. Plavšič), Sáček (77. Trávník), Dočkal, Krejčí, Hložek – Tetteh (79. Kozák).

FC Baník Ostrava: Laštůvka – Fillo, Pokorný, Stronati, Holzer – Kaloč, Jirásek (66. Fleišman) – Potočný (46. Reiter), Hrubý, de Azevedo (74. Smola) – O. Šašinka.

Żółte kartki: Hložek, Frýdek, Krejčí – Potočný, O. Šašinka, Reiter, Stronati.

Czerwone kartki: 61. O. Šašinka.

Widzów: 9097 w tym ponad 730 fanów Banika.

FC BANÍK OSTRAVA – FK MLADÁ BOLESLAV 2:3 (1:2)

Bramki: 43. Stronati, 85. Svozil – 8. Budínský, 15. Ladra, 88. Potocny.

FC Baník Ostrava: Laštůvka – Fillo (35. Procházka), Svozil, Stronati, Fleišman – Jirásek, Hrubý (82. Reiter) – de Azevedo (67. Buchta), Kuzmanovič, Potočný – Smola.

FK Mladá Boleslav: Šeda – Křapka, Tatajev, Pudil, Zelený – Hubínek, Janošek – Douděra (78. Fulnek), Budínský, Ladra (83. Mazuch) – Klíma.

Żółte kartki: Hrubý, Potočný, Procházka, Svozil – Tatajev, Zelený, Pudil, Douděra, Weber (trenér)

Widzów: 8667.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga