Hokej Kibice Klub
A może tak… po mistrzostwo w wielkim stylu?
Zazwyczaj za materiały o sekcji hokejowej odpowiadają osoby, które siedzą w temacie, interesują się tym i są na bieżąco. Dziś jednak chciałbym się z Wami podzielić moim spojrzeniem na sprawy frekwencji na meczach hokejowego GKS-u. Przyznam się szczerze, do wielkich fanów tej sekcji nigdy nie należałem. Oczywiście kibicuję hokeistom, trzymam kciuki i życzę im jak jak najlepiej, natomiast np. podczas jednego z ostatnich sezonów, gdy sytuacja finansowa nie pozwoliła na wystawienie drużyny w lidze, jakoś bardzo brak tych rozgrywek mi nie doskwierał.
To wszystko oczywiście przez dramatyczny poziom ligi, zaledwie kilka drużyn prezentujących jakiś poziom sportowy czy organizacyjny. Cała ta liga jest po prostu słaba. Słaba sportowo, słaba marketingowo, z bzdurnym systemem rozgrywek i tak jak wspomniałem – małą ilością drużyn. To wszystko składa się na obraz dramatycznej frekwencji sezonu zasadniczego, którą prezentuje się następująco:
1539 – MH Automatyka
1450 – GKS Tychy
969 – Unia Oświęcim
856 – KH GKS Katowice
801 – Podhale Nowy Targ,
629 – GKS Jastrzębie
614 – Naprzód Janów
585 – Cracovia
426 – Orlik Opole
344 – Polonia Bytom
ŚREDNIA: 821 osób.
Jednym słowem – dramat. Dziś rusza faza play-off, najważniejsza część sezonu. I tak się zastanawiam – jeśli przejedziemy dalej i zagramy z Cracovią, a daj Boże później w finale z Tychami – czy nie miałoby sensu granie na… dużym Spodku? Oczywiście, zaraz ktoś powie – terminy, koszta. Pełna zgoda. Tylko jeżeli już inwestujemy w wielki, wielosekcyjny klub, to może bądźmy przykładem dla całej ligi i zorganizujmy te play-offy tak jak należy. Dla wszystkich mieszkańców, a nie tylko tych, którzy zdążą usiąść w dogodnych miejscach w małej „Satelicie”. Jeżeli nie w tym, to może w kolejnym sezonie? Może warto abyśmy byli pionierem, klubem który chce być na lata wiodącym w lidze.
Siatkarze mimo średnich wyników ściągają do Spodka kilka tysięcy ludzi. Jestem przekonany, że hokeiści w takiej formie, w starciu z derbowym rywalem również mogą ściągnąć do Spodka tłumy. Potrzeba jednak do tego odwagi Urzędu Miasta oraz samego klubu. Trzymam kciuki za to, by kiedyś tak się stało, by duma z GKS-u i chęć jego propagowania nie była taka zachowawcza. ODWAGI!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

tombotleg
24 lutego 2018 at 15:24
A czemu nie na Śląskim?,przyszło by milion Januszy i Grażynek z trąbkami jak na siatkę, gramy w satelicie bo tam jest nasz dom, skończcie szukać problemów kaj ich niema, w hokeju liczy się tylko play off, Tychy wyprzedały wszystkie karnety, zobaczymy dzisiaj jak tu u nas wygląda i skupmy się na tym co my prezentujemy na trybunach i na lodzie.
Marcin
24 lutego 2018 at 16:05
Może właśnie dlatego że gramy w Satelicie gdzie z 40% miejsc bardzo słabo widać jest taka frekwencja?
Solski
24 lutego 2018 at 18:50
Odkąd pamiętam GieKSa zawsze grała w satelicie i zawsze satelita wystarczała, zawsze było ludzi tyle ile było Czy przyszło by 5 tys? Wątpię. Hokej nie jest tak popularną dyscypliną jak siatkówka którą przychodzą oglądać osoby nie koniecznie kibicujące Gieksie. Czy na finał mistrzostw Polski w szachach przyszło by 1000 osób do spodka? Nie sądzę
tombotleg
25 lutego 2018 at 00:59
Marcin a w Spodku to niby lepsza widoczność?, pomijam kwestie kosztów mrożenia, terminów innych zaplanowanych imprez no i właśnie najważniejsze, ilu ludzi by przyszło?.
Nie ma co drążyć, zrobimy majstra to pomyślimy za rok ;).
Dziadek
25 lutego 2018 at 13:11
Gadu gadu a prawda jest taka, że Spodek jest za duży na ligę hokejową, a Satelita zbyt mały. To prawda, grali w satelicie od zawsze, ale nie dlatego, że takie było jej przeznaczenie. Głównym lodowiskiem Górnika Katowice (z którego powstał GKS)był Torkat. na Bankowej. Po pożarze w 1973 miał być odbudowany. Jeszcze w latach 80-tych, gdy chodziłem do Satelity, pamiętam że jakieś prace na Torkacie trwały, ale socjalizm upadał i był kryzys, na odbudowę hali już nie było kasy. Lecz czasy się zmieniły, hokej w Polsce upadał, no i w miejscu Torkatu stoi dziś Biblioteka UŚ. Satelita więc nigdy nie był docelowym boiskiem GKS. Satelita powinien być wykorzystywany jako miejska ślizgawka i na treningi dla dzieci. Faktycznie widoczność z wielu miejsc siedzących jest tak fatalna, że wielu woli stać i oglądać. Ale to dlatego, że nie budowano tej hali jako hali docelowej dla ligi. Zgodzę się, że nie jest to sport dla mas jak siatkówka (raczej dla prawdziwych facetów), więc 1000 miejsc w zupełności wystarcza. TYLKO… niech to będą miejsca na których z pozycji siedzącej wszystko widać. Fajnie byłoby gdyby obok nowego stadionu powstała hala hokejowa, bo jeżeli Krupa ma ambicje na medale, to Satelita w końcu okaże się zbyt mały. No ale na razie nie ma nawet stadionu, więc nie ma o czym gadać.
tombotleg
25 lutego 2018 at 14:38
Dziadek wszystko się zgadza, tylko dyskusje o nowej hali to można zaczynać jak satelita będzie pękał w szwach na każdym szpilu a nie tylko play off, a na razie to tego problemu nie mamy jak widać na statystykach po zezonowych.
Larry
25 lutego 2018 at 15:56
Wystarczy że w tej nowej hali przy nowym stadionie będzie możliwość rozłożenia i zamrożenia lodowiska tak jak w „spodku”. Tam ma być pojemność ok. 3 tysięcy czyli na play-off optymalne.