Dołącz do nas

Kibice

555 kilometrów od Katowic czyli jak kibicowsko stoi Bytów?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Drutex-Bytovia Bytów to klub funkcjonujący na piłkarskiej mapie Polski od 1946 r a od nowego sezonu pierwszoligowy beniaminek. Największym sukcesem klubu jest awans (jako rezerwy) do 1/8 Pucharu Polski w sezonie 2009/2010. Bytovia odpadła z gry po porażce z Wisłą Kraków 0:2. Obecnym trenerem zespołu jest były selekcjoner reprezentacji Polski Paweł Janas. Jak zespół z Pomorza prezentuje się kibicowsko? O tym przeczytacie poniżej.

1958552_533401586771622_7283131006589803666_n

Bytovię zdecydowanie można zaliczyć do mniejszych ekip lecz całkiem dobrze zorganizowanych. Ruch kibicowski w Bytowie jest stosunkowo bardzo młody i czynnikiem zapalnym do rozwoju kibicowania na Bytovii był wspomniany wcześniej mecz z Wisłą Kraków. Oto krótka historia Klubu Kibica ze strony kibiców bytovia.hpu.pl:

„Niestety nie jest znana oficjalna data powstania bytowskiego ,,młyna”. Pierwsze wzmianki o klubie kibica znalazłem w informatorze dla kibiców ,,MKS Bytovia” (wyd. ,,Kurier Bytowski”) z 2000r. Później jednak z roku na rok było coraz gorzej i kibiców chętnych do dopingu było coraz mniej. Tak więc po kilku latach klub kibica w Bytowie upadł.27 października 2009r. na meczu w 1/16 Pucharu Polski z Wisłą Kraków padł rekord widzów, w tym także osób głośno wspierających naszą ukochaną Bytovię. Był to olbrzymi sukces samego klubu, jak również klubu kibica. Jednakże, było to jednorazowe przedsięwzięcie i po meczu z ,,Białą Gwiazdą” doping na bytowskim stadionie ponownie ustał. Sytuacja zmieniła się w 2011 roku. Ruszyły wtedy przygotowania do derbowego spotkania z Chojniczanką Chojnice. Po załatwieniu kilku spraw organizacyjnych, zebraniu ludzi do ,,młyna” i odświeżeniu tekstów do śpiewania , wreszcie nadszedł czas na debiut nowego klubu kibica. Stało się. 2 września 2011r. podczas meczu ze wspomnianą Chojniczanką oficjalnie nastąpiła reaktywacja klubu fanów Bytovii. Po sukcesie związanym z odrodzeniem dopingu na meczach naszej drużyny, przyszedł kolejny ważny moment. 7 kwietnia 2012 r. grupa ok. 300 kibiców z Bytowa wybrała się na mecz do Chojnic, gdzie głośno i efektownie wspierała bytowski zespół. Radości z istnienia klubu kibica nie ukrywają sami piłkarze, którym BYTOVIACY (nazwa Klubu Kibica MKS Bytovii Bytów- przyp. red) pomagają swym dopingiem cały czas.”

W latach wcześniejszych ruch kibicowski w Bytowie praktycznie nie istniał. Zalążki kibicowania były w sezonie 2000/2001 kiedy Bytovia utrzymywała kontakty z Chojniczanką Chojnice i Lechią Gdańsk. Chojniczanka jak i Bytovia był fan-clubami Lechii. Teraz kontakty są na innej, delikatnie mówiąc bardziej wrogiej płaszczyźnie. Obecnie pozytywne relacje Bytoviacy mają ze swoimi dwiema zgodami – Jantarem Ustką oraz Czarnymi Słupsk.

Oto relacja kibiców Bytovii z tego słynnego dla nich wyjazdu, który na dobrą sprawę reaktywował ruch kibicowski w tej małej miejscowości.

„7 Kwietnia 2012r. 
Chojniczanka Chojnice – Bytovia Bytów 

Kilka miesięcy oczekiwania i nadejść miał pierwszy wyjazdowy mecz (nowo reaktywowanego Klubu Kibica Bytovii) na naszym kibicowskim szlaku. Ze względu na świąteczny okres nie wszyscy nasi kibice mogli wybrać się razem z nami na ten mecz, na który wyjechaliśmy z Bytowa ok. 2 godzin przed jego rozpoczęciem. Droga do Chojnic przebiegła sprawnie (pod ciągłą obstawą niebieskich) dzięki czemu już na kilkanaście minut przed meczem nasze autokary i bus stały przy stadionie Chojniczanki. W tym meczu oprócz zorganizowanego wyjazdu Klubu Kibica przyjechała niezliczona grupa samochodów z Bytowa. Na stadionie zjawiamy się w liczbie bliskiej 400 osób. Niestety przez nadgorliwość ochrony nie wszyscy zdążyli wejść przed gwizdkiem rozpoczynającym mecz. Z uwagi na fakt, iż po reaktywacji Klubu Kibica w Bytowie, był to pierwszy zorganizowany wyjazd zależało nam na dobrym zaprezentowaniu się. Na płocie wywiesiliśmy dwie flagi. Jedną dużą „BYTOVIA” oraz mniejszą „BYTOVIACY” i rozpoczęliśmy 90 minutowy doping, który możemy uznać za dobry biorąc pod uwagę że w tym dniu wspierała nas spora grupa ludzi spoza Klubu Kibica. Oczywiście należy tutaj podkreślić ważną rolę samych piłkarzy, którzy aż trzykrotnie dawali nam okazję do głośnego fetowania zdobywanych przez nich bramek, z których dwie pierwsze wpadły już w pierwszych 15 minutach meczu. Dodatkowo podkręcaliśmy atmosferę, zachęcając aby cały sektor śpiewał i bawił się razem z nami. Na tym meczu debiutuje nasz nowy bęben, z którego zakupu jesteśmy bardzo zadowoleni. Specjalnie na derbowy pojedynek nasi ultrasi przygotowali oprawę w postaci sektorówki w nasze barwy, z napisem „Na Kaszubach tylko my! – BYTOVIA” oraz herbem Kaszub. Gospodarze prezentują mało ambitną baloniadę w barwach. Zażenowani słabą postawą swoich piłkarzy kibice Chojniczanki zaczynają bluzgać w naszą stronę co nie zostało przyjęte przez nas z aprobatą. W odpowiedzi określamy miejsce w którym się znajdujemy w równie nie miły dla nich sposób. Podkreślić trzeba że przed tym meczem nasze nastawienie do klubu z Chojnic było neutralne. W 75 minucie meczu spora grupa kibiców z Chojniczanki zaczyna opuszczać stadion, żegnamy ich i podkreślamy kto rządzi w tych derbach! Wygrywamy 3:1 pokonując po raz drugi w tym sezonie Chojniczankę. Po meczu dziękujemy naszym piłkarzom za świąteczny prezent i razem z nimi fetujemy zwycięstwo. Droga powrotna, przebiegała w dobrych nastrojach i świętowaniu zwycięstwa do samego Bytowa. Warty odnotowania jest też fakt, że w wyjeździe brali udział tak starzy jak i młodzi kibice Bytovii, a także nasze przedstawicielki płci pięknej. ”

źródło: www.bytovia1946bytow.fora.pl

Z pewnością derby Kaszub w sezonie 2014/2015 będą jednym z ciekawszych kibicowskich wydarzeń w I lidze. Na pewno ten klub nada więcej kolorytu pod względem kibicowskim i z pewnością fanatycy Bytovii będą jeździć regularnie na wyjazdy. Oto mapka przygotowana przez Bytovian:

mapa

Kibice Bytovii tak jak zdecydowana większość (jak nie całość) naszego środowiska miała problemy ze służbami mundurowymi. Szerszą relację o problemach Bytovian po wyjeździe do Wejherowa możecie przeczytać tutaj.

Warto też wspomnieć o tym jak cieszyły się „Czarne Wilki” z awansu na najwyższy szczebel rozgrywkowy w historii klubu. Świętowanie podzielono na dwie części. Pierwsza bezpośrednio po przyjeździe piłkarzy z meczu w Kluczborku, po którym awans był pewny kiedy to kilkudziesięcioosobowa grupa czekała na swoich piłkarzy oraz druga kiedy świętował cały Bytów:

 

drutex
źródło: drutexbytovia.pl


„Wielka feta na stadionie, triumfalny przejazd przez miasto i wspólne śpiewy do późnych godzin nocnych. Tak Bytów świętował ans Drutex-Bytovii do I ligi piłki nożnej.

Awans Drutex-Bytovia zapewniła sobie przed tygodniem i to, mimo że przegrała wtedy w Kluczborku z tamtejszym MKS-em 2-1. Pierwsze świętowanie odbyło się w niedzielę nad ranem, gdy piłkarze wrócili do Bytowa. Wtedy na stadionie czekało na nich kilkudziesięciu fanów. Oficjalną fetę zaplanowano jednak na 1 czerwca. Bytowiacy nie zawiedli. Według wstępnych szacunków na meczu z UKP Zielona Góra pojawiło się ponad 1,5 tys. kibiców.Spotkanie, które zakończyło się bezbramkowym remisem, było tylko przystawką do dania głównego – do wielkiej fety. Ta rozpoczęła się już na murawie, gdy do zawodników podbiegli kibice i zaczęli wspólnie z nimi tańczyć i śpiewać. Następnie fiesta przeniosła się na scenę, na którą po kolei byli wywoływani piłkarze. Kibice mogli w tym czasie nie tylko oklaskiwać swoich ulubieńców, ale także korzystać z wielu atrakcji przygotowanych przez głównego sponsora klubu. Każdy mógł skorzystać z darmowego picia i jedzenia, nie zabrakło także dmuchanych zabawek dla najmłodszych.

Jednak momentem kulminacyjnym był przejazd piłkarzy przez miasto odkrytym autobusem. Słynny londyński piętrus krążył przez kilkadziesiąt minut po mieście, by w końcu dojechać na rynek, gdzie czekały setki osób i rozpoczęła się druga część świętowania.”

źródło: https://www.radiogdansk.pl/index.php/wydarzenia/item/13832-zobacz-jak-swietowali-pilkarze-i-kibice-bytovii-po-awansie-do-i-ligi.html (pod linkiem dostępna galeria z fety)

Na zakończenie zaprezentujemy jeszcze kibicowski filmik z komplikacją zdjęć „Czarnych Wilków”:

My, jako kibice GieKSy liczymy, że Bytoviacy dobrze zaprezentują się w Katowicach i już zapowiadamy, że na pewno w dobrej liczbie stawimy się na ich stadionie.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    kibic

    23 czerwca 2014 at 10:06

    Fajny materiał, ale kibice z Bytowa nie lubią i niezbyt utożsamiają się z nazwą Drutex-Bytovia. Dla prawdziwych kibiców Bytovia zawsze pozostanie Bytovią:)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga